> który pod koniec życia miał wyrzuty sumienia, a w obliczu śmierci ochrzcił się i, zapewne, pojednał z bogiem. Końcówki ulubione przez religiantów.Tak, oczywiście, moglibyśmy jeszcze do tego sporo dośpiewać, że Kałasznikov przez całe życie czuł pustkę w sercu która zniknęła dopiero wtedy, gdy odnalazł Chrystusa. Gdzieś takie coś czytałem  No i coś o sensie życia... Sporo nasłuchałem się o kałachu od dziadka który był w wojsku w połowie lat pięćdziesiątych i od wujka który teraz jest w wojsku i miał okazję strzelać zarówno ze starszych modeli, jak i z niezliczonych pochodnych kałacha. Obydwoje zachwalali, z tą tylko różnicą, że dziadek porównywał go do konstrukcji jeszcze z czasów II wojny i chwalił jaki to kałach w porównaniu do starszych karabinów jest wspaniały, a wujek zachwalał wytrzymałość karabinu i to, że w porównaniu do bardziej współczesnej broni wcale nie wypada tak źle. Obydwoje zachwycali się tym, że karabin nawet jak się dość mocno zabrudził, to nadal strzelał. Postrzelałbym sobie
|