 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 15-02-2014 23:17 | Selanos (12869 punktów) | Bamboccioni w Polsce
15 na 15 | Postanowiłem założyć ten temat, bo krew mnie zalewa, jak kolejny redaktorzyna albo polityk mówią z ironią o tzw. bamboccioni w Polsce. Dla niezorientowanych, termin bamboccioni oznacza dorosłych ludzi 20-30+ lat którzy wciąż mieszkają z rodzicami, co jest niestety coraz częstsze.
Szanownych komentujących chciałbym się zapytać, gdzie do cholery ludzie w wieku 20-30 lat mają mieszkać, jeśli nie z rodzicami? Nie wiem z jakiego pokolenia pochodzą szanowni krytykujący, może z takiego które pamięta jak mieszkania rozdawało się za darmo (bo nic innego władza nie miała), ale niestety, czasy mamy takie, że płaca jest mała, podatki coraz większe, a ceny mieszkań są wysokie. Swoją drogą, to ciekawy fenomen. Podobno niż demograficzny, kraj się wyludnia, kto może ten stąd już uciekł, mieszkań przybywa, a ceny jak były wysokie, tak nadal są wysokie.
Większość moich znajomych w wieku lat dwudziestu kilku, mieszka z rodzicami, albo gnieździ się w akademikach. Ich zarobki, nawet jeżeli są czasem dość sporo wyższe niż najniższa krajowa, nie są wystarczające na kupno mieszkania bez brania kredytu na 30 lat (przy czym 30 to wersja optymistyczna), na co również nie mogą sobie pozwolić, bo nie są pewni tego, że będą mieli pracę za rok lub dwa.
Władza jak to zwykle u nas bywa, młodym nie sprzyja. Mogę mieć nieaktualne informację, ale z tego co mi wiadomo, to przy kupnie mieszkania płacimy: 8% VATu od wartości nieruchomości do 150 mkw, 23% VAT od taksy notarialnej, podatek PCC w wysokości 2% od ceny mieszkania (jeżeli jest nowe).
Nie wiem jak jest z czynszami w Polsce, mogę tylko powiedzieć, że w Jastrzębiu (które do największych i najdroższych miast nie należy, bądźmy szczerzy, to zadupie:P) za M-3, podlegające pod Górniczą Spółdzielnie Mieszkaniową, które ma od czterdziestu kilku do pięćdziesięciu kilku metrów płaci się pi razy drzwi 350 zł. Wziąłem pod uwagę dość spore M-3 dlatego, bo politycy rozkazują młodym Polakom rodzić dzieci, ostatnio niektórzy szczególnie mocno postrzeleni próbują nawet odkurzyć pomysł bykowego. Do tych 350 zł dochodzą też inne media.
Tak więc zapytuję się: jak z niskiej pensji, z której zabiera się dodatkowo 19,52% na ubezpieczenia emerytalne, 8% na rentowe, chorobowe 2,45%, wypadkowe - od 0,67%, ubezpieczenie zdrowotne - 9%, Fundusz Pracy - 2,45%, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych - 0,10%, Podatek dochodowy - 18% (jeśli dochód nie przekracza 85 525 zł rocznie), młody Polak ma sobie kupić mieszkanie, które też jest całkiem nieźle opodatkowane? Jak ma potem się utrzymać, np. dojeżdżać do pracy płacąc za paliwo którego cena to w większości podatki i akcyza? Mógłbym jeszcze długo wymieniać...
Jestem ciekaw Państwa opinii.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
4 na 4 Arsamene (19376 punktów) (zablokowany) |
Mieszkanie z rodzicami nie jest żadną patologią, ale tradycyjną formą życia rodzinnego. Ludzie żyli tak od wieków, zarówno na wsi, jak i w mieście. To się nazywa rodzina wielopokoleniowa i nie jest niczym nadzwyczajnym, a tym bardziej - nienormalnym. Można mieszkać z rodzicami i być jak najbardziej usamodzielnionym i dojrzałym. Natomiast, jak zauważyłeś, patologiczny jest cały ten tuskaty system - przeregulowanie i fiskalizm. Tuskaci propagandziści i praczki umysłów już mocno pracują nad tym, żeby ludzie myśleli inaczej. Wtóruje im cały przemysł neoliberalnej prostytucji i narkomanii finansowej - zwykli psychopaci, niezdolni do jakichkolwiek prospołecznych odruchów, elitarne męty, gnidy, szuje i pozostały podejrzany element w białych rękawiczkach. Jeśli chodzi o mnie, to ja akurat się na tych pasożytów wypinam i sążniście na nich trąbię, mimo że sam nie mieszkam ani z mamusią, ani z tatusiem.
"And high permission of all-ruling Heaven left him at large to his own dark designs, that with reiterated crimes he might heap on himself damnation, while he sought Evil to others..." - John Milton
|
|
 | 1 na 5 | pawel_wr (4297 punktów) |
> patologiczny jest cały ten tuskaty system - przeregulowanie i fiskalizm. Tuskaci propagandziści i praczki umysłów już mocno pracują nad tym, żeby ludzie myśleli inaczej. Wtóruje im cały przemysł neoliberalnej prostytucji i narkomanii finansowej - zwykli psychopaci, niezdolni do jakichkolwiek prospołecznych odruchów, elitarne męty, gnidy, szuje i pozostały podejrzany element w białych rękawiczkach.
No widzisz , jak chcesz,to potrafisz trafnie diaggnozować sytuację ( a nie jak w tematach niemieckich )
Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
|
|
16 na 16 Bill Kilgore (3086 punktów) (zablokowany) | >Swoją drogą, to ciekawy fenomen. Podobno niż demograficzny, kraj się wyludnia, kto może ten stąd już >uciekł, mieszkań przybywa, a ceny jak były wysokie, tak nadal są wysokie.
A to faktycznie interesujący fenomen... Tak "z marszu" widzę dwie możliwe przyczyny problemu:
a) Mieszkań mimo emigracji i budowy nadal jest dramatycznie za mało;
b) Rynek ma charakter oligopolu i ceny są sztucznie windowane - co jest prawdopodobne.
Miałem to i owo do czynienia z polską branżą budowlaną i muszę powiedzieć, że to w znacznym stopniu... mafia.
>Tak więc zapytuję się: >jak z niskiej pensji (...) młody Polak ma sobie kupić mieszkanie, które też jest całkiem nieźle >opodatkowane? Jestem ciekaw Państwa opinii.
Naszej opinii...
Powiem tak: studiuję w Nordrhein-Westfalen - właśnie kończę. Obecnie jestem na etapie przeprowadzki (a dokładniej pakowania kartonów), gdyż dostałem płatny staż z gwarantowaną pracą inżynierską i możliwością przejęcia na stałe do firmy w Schleswig-Holstein. Z wynagrodzenia za staż spokojnie się utrzymam w wynajętej kawalerce a jeśli znajdę jeszcze dość czasu, żeby gdzieś sobie dodatkowo dorobić, to nawet odłożę to i owo na boku. Moja Dama przeprowadza się razem ze mną - w jej zawodzie pracy w regionie docelowym jest w bród. Ergo: głodem przymierać nie będziemy.
Jeśli zostanę przejęty po ukończeniu pracy inżynierskiej, to w pierwszym roku pracy w mojej profesji oczekuję zarobków nie mniejszych niż 3500 Euro brutto. Nie jest to żadne takie-tam-moje-widzimisię, tylko dominanta w tej branży w pierwszym roku pracy - zaznaczam, oraz kwota, poniżej której stowarzyszenia branżowe zalecają podczas negocjacji nie schodzić.
Summa summarum - jak młody Polak ma kupić/wynająć/utrzymać się?
Ma spieprzać za granicę.
Fabricati Diem, Pvnc!
|
|
2 na 2 | panTeista (6808 punktów) | >krew mnie zalewa, jak kolejny redaktorzyna albo polityk mówią z >ironią o tzw. bamboccioni w Polsce.
Nie warto się z ich opinią liczyć. Rodziny wielopokoleniowe nie są gorsze.
>pamięta jak mieszkania rozdawało się za darmo
To chyba dobra strona państwa socjalnego?
>Swoją drogą, to ciekawy fenomen. Podobno niż demograficzny, kraj się wyludnia, kto może ten stąd już >uciekł, mieszkań przybywa, a ceny jak były wysokie, tak nadal są wysokie.
Gospodarka rynkowa nie zawsze sprawdza się?
>nie są pewni tego, że będą mieli pracę za rok lub dwa.
W PRL-u pod tym względem było lepiej. Systemy polityczno-gospodarcze mają swoje złe i dobre strony.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
 | 1 na 1 | Selanos (12869 punktów) | >>krew mnie zalewa, jak kolejny redaktorzyna albo polityk mówią z >>ironią o tzw. bamboccioni w Polsce. >Nie warto się z ich opinią liczyć. Rodziny wielopokoleniowe nie są gorsze.
Rodziny wielopokoleniowe nie są gorsze, ale pamiętajmy, że rodzice tych "bamboccioni" często sami mieszkają w blokach z wielkiej płyty gdzie mieszkania są małe, a izolacja akustyczna nie istnieje. Można powiedzieć, że jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, ale w XXI wieku w Europie to chyba nie są warunki dla wielopokoleniowej rodziny, już nie mówiąc o tym, żeby to następne pokolenie zakładało tam swoją rodzinę/y.
>>pamięta jak mieszkania rozdawało się za darmo >To chyba dobra strona państwa socjalnego?
Nie powiedziałbym. W tym samym czasie kiedy u nas budowało się bloki z wielkiej płyty, na zachodzie, w państwach z normalniejszym ustrojem często budowało się więcej i lepiej.
Zresztą, "mieszkania za darmo", to takie samo określenie jak darmowa służba zdrowia, albo edukacja. Społeczeństwo za to bardzo dużo płaciło, tyle że nie bezpośrednio.
>>Swoją drogą, to ciekawy fenomen. Podobno niż demograficzny, kraj się wyludnia, kto może ten stąd już >>uciekł, mieszkań przybywa, a ceny jak były wysokie, tak nadal są wysokie. >Gospodarka rynkowa nie zawsze sprawdza się?
Gospodarka powiedzmy rynkowa. Sprawdzałaby by się lepiej, gdyby trwała dłużej. Wiele patologii odziedziczyliśmy właśnie po PRLu, brak, albo małe mieszkanka w blokach z wielkiej płyty to jedna z tych patologii. Jakby nie patrzeć, to w latach 90 kiedy do Polski szybko wkroczył i równie szybko się skończył kapitalizm, budowano sporo chociażby domków jednorodzinnych, wiele osób przenosiło się na wieś pracując nadal w miastach, co było skutkiem tego, że pojawiło się więcej samochodów. Rozrosły się też przedmieścia.
>>nie są pewni tego, że będą mieli pracę za rok lub dwa. >W PRL-u pod tym względem było lepiej. Systemy polityczno-gospodarcze mają swoje złe i dobre strony.
W PRL było więcej bezrobocia niż teraz, tyle że ukrytego, a pensja w przeliczeniu na prawdziwą walutę, to było kilka dolarów. Różnica między biedą w PRL, a biedą dzisiaj jest taka, że tej dzisiejszej można pokazać środkowy palec i stąd wyjechać, a w PRL z emigracją było trudniej.
> Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
Palikot zmienia poglądy szybciej i częściej niż skarpety i zwyczajnie kłamie. Kłamania się nie czepiam, politycy mnie do tego przyzwyczaili, ale Palikot kłamie nieudolnie i w sposób oczywisty. Bardziej niż Palikotowi ufam Kłamczyńskiemu, bo jeśli chodzi o Jarosława, to przynajmniej wiem czego się spodziewać.
|
|
5 na 5 | Matix (5786 punktów) | Tylko o czym tu gadać. Wszystko wiemy, wszyscy znamy te problemy. Najlepiej wyjedźmy wszyscy za granicę, wygląda na to, że to w tej ziemi coś złego siedzi...
|
|
8 na 8 | diogenes (42753 punktów) | >jak z niskiej pensji,...młody Polak ma sobie kupić mieszkanie...
To pytanie jest analogiczne do pytania: Jak za dychę kupić tysiąc? Nie ma takiej możliwości. Rozwiązanie problemu leży poza pracą z niską pensją. Zrobiłem przegląd rozwiązań z mojego podwórka: zdecydowana większość młodych ludzi wyemigrowała.I nie jest to emigracja w ramach unijnej "swobody" przemieszczania się i pobytu: młodzi Polacy są przez państwo wyrzucani na zbity tusk.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
7 na 7 | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | > Jestem ciekaw Państwa opinii.OK Dane: średnie wynagrodzenia za pracęZakładam wynagrodzenie 4000 zł brutto tj. 2850 zł. netto kalkulator kwoty brutto netto to dużo. Rzeczywista średnia jest niższa. Przykład Bamboccioni, który nie chciał być Bamboccioni i rzucił się w świat.Postanowił więc w wieku lat 25, że przetnie pępowinę i będzie żył sam; na własny rachunek dodam. Zrzuci z siebie jarzmo opresyjnych rodziców, którzy za każdym razem mówili mu co ma robić! Dość tego! ... trzasną drzwiami i wyszedł. Na użytek roboczy nazwijmy go Donek Donek, oczywiście wykształcił się za środki publiczne. Ukończył szkoły: podstawową, gimnazjum; do ogólniaka też poszedł i zrobił maturę zakończoną - nikomu niepotrzebnym egzaminem dojrzałości, co z dojrzałością zresztą nie ma to nic wspólnego; (stukał się w czoło jak nieżyciowi rodzice mówili - synu zrób jakiś zawód), "ruszył" na studia (bo przecież do tego namawiało państwo - wykształconym trzeba być) Jako kierunek wybrał historię (pewnie dobry kierunek- myślał - bo przecież o historię i konieczność jej istnienia w edukacji toczy się nieustannie wojna - znaczy się jest ważna w życiu społecznym to i "robota" będzie). Został więc magistrem historii. Bez problemów dostał pracę (na umowę o pracę, na czas nieokreślony oczywiście), ta umowa jest bowiem powszechną umową w kraju "mlekiem i miodem" płynącym i nikt w innej formie zatrudniać pracowników nie chce (tak jakby umowa zlecenie, czy też umowa o dzieło, były czymś złym). Zdobycie pracy było tak łatwe, bo wsłuchując się w zapewnienia kolejnych rządów koniecznie studiował, i to na kierunku, po którym jest "nawał" ofert pracy (na marginesie dodam, że studia kończył "dziennie" więc zapłacili podatnicy, wypstryknął tym samym tych wszystkich "dudków", którzy za ten sam dyplom musieli zapłacić) Na początek otrzymał wynagrodzenie w wysokości przeciętnego wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w kwocie 2850 zł. "na rękę", ale dział kadr "powiedział", że to tylko na początek. Praca oczywiście 8 godzin dziennie i ani minutki dłużej, no ale tak to już jest w tym naszym kraju i nic nie poradzisz - przepis to przepis. Bez problemu znalazł mieszkanie; kawalerka (pokój z aneksem), oczywiście podpisał umowę najmu, bo nikt się nie bał, że wprowadzając się nie będzie go można z mieszkania zgodnie z prawem usunąć. czynsz najmu za mieszkanie; kawalerka 1000 zł./m-c opłaty za mieszkanie (media, TV, internet) 400 zł./m-c (to i tak mało) Donek musi coś zjeść. Minęły czasy studenckie, gdzie jadł wszystko. wyżywienie ok. 150 zł./ tydzień tj. 600 zł./m-c Jest mieszkanie to i musi być samochód, bo niestety nie dostał go na wyposażenie jak z domu od rodziców odchodził. Kredyt na auto oczywiście dostał bo mógł się wykazać długą historią rachunku no i oczywiście odpowiednimi zarobkami, a na dodatek umową o pracę (nie tam jakąś umową zlecenia). Kupił auto za 10000 zł. - takie sobie, niżej nie można bo trochę obciach. Kredyt 10000 zł. wziął na 5 lat, nie bał się - praca przecież pewna, o oprocentowanie nie pytał bo banki to instytucje zaufania publicznego i nie dość że dobry procent mają i uczciwe umowy kredytowe, to żadnych małym druczkiem pisanych zakupowych produktów nie wciskają. rata kredytowa 215 zł. samochód (paliwo 300zł.,roczne naprawy 1000 + eksploatacja 500 + ubezpieczenie 2000zł.) 600 zł./m-c (niestety tyle to kosztuje) Taaaa...k, można żyć, ale zaraz... właściwie nie mam już kasy; po podliczeniu 2815 zł. Zostało 35 zł. No to poszalałem, zostało na szczęście parę centów na kartę telefoniczną aby.... do Rodziców kochanych zadzwonić. stopa bezrobocia 13,4% Instytut Badań nad Gospodarką RynkowąDla młodych ludzi jest ona znacznie wyższa. Jest to dramat młodego pokolenia. Państwo zamiast zająć się problemem aktywizacji młodych ludzi woli wydawać kasę na świątynie; przykład 6 mln na świątynię opatrzności bożej. Ps. Przepraszam historyków za podanie przykładu z wykształceniem. Żywię głęboki szacunek dla tej wiedzy, ale absolwenci niektórych kierunków studiów nie mają łatwego życia na współczesnym rynku pracy i nie dotyczy to oczywiście tylko i wyłącznie historyków.
|
|
 | 8 na 8 | diogenes (42753 punktów) | >Jest to dramat młodego pokolenia. Państwo zamiast zająć się problemem aktywizacji młodych ludzi woli wydawać kasę na świątynie...
Państwo nie ma po prostu pomysłu na państwo. Kim są kolejne twarze gabinatu i dworu Tuska? Kim jest sam Tusk? Brak koncepcji fundamentalnych sektorów państwa skłania kolejne ekipy władzy niemalże do średniowiecznego rozwiązania: sojuszu władzy państwowej z kościołem, rozmycia (prawie utożsamienia) pojęcia obywatela z pojęciem katolika. Wyborcą jest katolik bez względu na polityczną opcję: to, czy wybierze kogoś z prawej czy lewej sceny politycznej nie ma znaczenia. Owszem, jesteśmy świadkami spektakularnych akcji antykościelnych, ale nie zmieniają one ani o jotę status quo.
>przykład 6 mln na świątynię opatrzności bożej.
Rzeczywisty rozmiar danin (co się dzieje w samorządach lokalnych?) jest trudny do oszacowania, ale nie one są najważniejsze: państwo nie ma pomysłu na suwerenne wobec kościoła działanie. Dlatego działa po najmniejszej linii oporu: sięga po kropidło.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | 5 na 5 | Burnham (1149 punktów) | >Państwo nie ma po prostu pomysłu na państwo. Brak koncepcji fundamentalnych sektorów państwa skłania kolejne ekipy władzy niemalże do średniowiecznego rozwiązania: sojuszu władzy państwowej z kościołem, rozmycia pojęcia obywatela z pojęciem katolika.
Czy Pan naprawdę myśli, że tutaj chodzi o Kościół ? Państwo nie może mieć pomysłu bo nawet jakby go miało to władza zmienia się co 5 góra 10 lat. I to nawet w okresie kadencji jakiejś partii politycznej nie jest powiedziane, że partia utrzyma dany kierunek polityczny. To co dana partia u władzy zacznie wcale nie musi być kontynuowane przez ich następców i najczęściej nie jest. To co jest trwałe to jest polityczna poprawność, jakieś tam kanony debaty publicznej i to na tyle. Pomysł na politykę mają prawo mieć Chiny bądź Rosja. Do tego celu została również powołana UE, aby i Europa miała jaką wspólną długotrwałą politykę, ale to nie wypaliło.
W kraju to dramat się zacznie z kilkanaście lat, gdy się okaże, że większość wyjechała (już dzisiaj diaspora liczy ponad 20 mln Polaków głównie w USA, Niemczech, Anglii i na kresach wschodnich) i nie ma komu robić na te i tak już cienko wyglądające emerytury. Wojny zawsze były, tak samo i rewolucja. Nas również czeka rewolucja. To tylko kwestia czasu.
A władza ma to gdzieś i tutaj wcale nie chodzi o jakieś idee typu świeckość czy cokolwiek innego. Zaciągnięto kredyt i nie ma jak tego kredytu spłacić no to władza pieprzy o jakimś Trynkiewiczu czy innym świrze. Jak nie kryminalny świr to inny temat zastępczy się znajdzie. O wszystko byle nie o pieniądzach i niespłacalnym kredycie była mowa. A im częściej Polacy się żrą między sobą tym lepiej dla nich no bo obywatele wówczas zajęci są pierwszymi stronami brukowców, kolejnym odcinkiem opery mydlanej czy innym show. To co się obecnie dzieje to ciche odliczanie to potężnego tąpnięcia.
Przecież nikt rozumny nie powie, że na Ukrainie to o jakieś idee się rozchodzi. Tam ludzie się biją bo zwyczajnie mają dosyć nędzy materialnej to idą się bić na ulicach. A idea jeżeli jakaś będzie to przy okazji by to usprawiedliwić i nadać krzykom ulicznym trochę sensu. Po prostu.
|
|
| |  | 2 na 2 | Sygnał (4252 punktów) | > Czy Pan naprawdę myśli, że tutaj chodzi o Kościół ? Państwo nie może mieć pomysłu bo nawet jakby go miało to władza zmienia się co 5 góra 10 lat. I to nawet w okresie kadencji jakiejś partii politycznej nie jest powiedziane, że partia utrzyma dany kierunek polityczny.Problem tylko taki, że jedynym rozwiązaniem czegoś takiego jest powołanie jakiegoś organu, który sprawdza, na ile aktualny rząd realizuje swoje obietnice wyborcze, a to dalej wymaga założenia, że ten organ będzie uczciwy i nieskorumpowany. Czym to się różni od założenia uczciwości (w sensie dopełniania obietnic) rządu ? > To co dana partia u władzy zacznie wcale nie musi być kontynuowane przez ich następców i najczęściej nie jest.Co jest dobre, bo po to wybiera się kogoś innego, żeby rządził inaczej  > To co jest trwałe to jest polityczna poprawność, jakieś tam kanony debaty publicznej i to na tyle. Pomysł na politykę mają prawo mieć Chiny bądź Rosja. Do tego celu została również powołana UE, aby i Europa miała jaką wspólną długotrwałą politykę, ale to nie wypaliło.Czy mógłby Pan uściślić ? Z tego co mi wiadomo, Unia Europejska to przede wszystkim Unia Gospodarcza, a skutki tego typu porozumienia widać (jakie to skutki, to już temat na inną dyskusję). > W kraju to dramat się zacznie z kilkanaście lat, gdy się okaże, że większość wyjechała (już dzisiaj diaspora liczy ponad 20 mln Polaków głównie w USA, Niemczech, Anglii i na kresach wschodnich) i nie ma komu robić na te i tak już cienko wyglądające emerytury. Wojny zawsze były, tak samo i rewolucja. Nas również czeka rewolucja. To tylko kwestia czasu.Emigracje są rzeczywiście problemem, ale drapię się po głowie, przed czym mieliby się buntować Polacy? Bo w przypadku takiej Ukrainy, to oni mają wybór między Moskwą a Brukselą. Polacy mogą co najwyżej wybrać nowy rząd i równie dobrze mogliby to zrobić demokratycznie. > A władza ma to gdzieś i tutaj wcale nie chodzi o jakieś idee typu świeckość czy cokolwiek innego. Zaciągnięto kredyt i nie ma jak tego kredytu spłacić no to władza pieprzy o jakimś Trynkiewiczu czy innym świrze. Jak nie kryminalny świr to inny temat zastępczy się znajdzie. O wszystko byle nie o pieniądzach i niespłacalnym kredycie była mowa. A im częściej Polacy się żrą między sobą tym lepiej dla nich no bo obywatele wówczas zajęci są pierwszymi stronami brukowców, kolejnym odcinkiem opery mydlanej czy innym show. To co się obecnie dzieje to ciche odliczanie to potężnego tąpnięcia.A to problem rządu, czy mediów? Ile razy z własnej woli rząd(w oficjalnym oświadczeniu) mówi coś o Trynkiewiczu, mamie Madzi, czy innym zapychaczach czasu(gender pomijam, ale o tym mówią sklerykalizwani posłowie, bo temat narzuca KK). Problemem jest to, że mówią o tym media, a dlaczego media o tym mówią? Po przeciętny Kowalski nie zna się ani na ekonomii, ani na polityce międzynarodowej. Ale na problem pedofilii Trynkiewicza to zna 101 rozwiązań !
|
|
| | |  | 2 na 2 | Burnham (1149 punktów) | > Problem tylko taki, że jedynym rozwiązaniem czegoś takiego jest powołanie jakiegoś organu, który sprawdza, na ile aktualny rząd realizuje swoje obietnice wyborcze.Nie. Lepszym rozwiązaniem jest decentralizacja administracyjna - taką jaką mają w Szwajcarii i taką jaką mają w USA. Obietnice wyborcze to i tak w 95% propaganda tak więc powołanie organu, który by sprawdzał jak idzie realizacja wdrażania "pobożnych życzeń" w praktykę mija się z celem. > >To co dana partia u władzy zacznie wcale nie musi być kontynuowane przez ich następców i najczęściej nie jest.> Co jest dobre, bo po to wybiera się kogoś innego, żeby rządził inaczej  No na tym właśnie polega wada demokracji, że nie da się zaplanować długofalowej polityki bowiem organ sprawujący władzę dość często się zmienia. Władza w demokracji (w sensie wytyczania polityki długofalowej) jest dosyć słaba bo i taka przecież ma być. A krótką kadencyjność mamy dlatego, gdyż Europa zbyt bardzo boi się swojej przeszłości w której roi się od monarchii absolutystycznych czy innych dyktatur. Chociaż tak na prawdę władzę sprawują górne szczeble poszczególnych grup społecznych. Nikt rozumny nie stwierdzi, że George Soros, który reprezentuje spekulantów nie ma wpływu na to jak postrzegana jest władza. Tak samo rzecz się ma z Billem Gatesem czy innymi magnatami. Prawdziwa władza dzisiaj leży poza murami parlamentu. > Czy mógłby Pan uściślić ? Z tego co mi wiadomo, Unia Europejska to przede wszystkim Unia Gospodarcza, a skutki tego typu porozumienia widać (jakie to skutki, to już temat na inną dyskusję).Unia Europejska nie ma określonej linii politycznej ponad narodami, którą by się kierowała. To co najsensowniejsze w Unii to otwarcie rynku i zniesienie ceł. W tym Chiny są silniejsze politycznie, że oni są w stanie prowadzić długofalową politykę. Natomiast kraje demokratyczne nie mają takiej możliwości co wynika z natury samej demokracji. > Emigracje są rzeczywiście problemem, ale drapię się po głowie, przed czym mieliby się buntować Polacy?Dzisiaj przed niczym bo nadal praca jest, a kraj jest bogaty. To co zamiatane jest pod dywan wyjdzie za kilkanaście lat. Już dzisiaj publiczna służba zdrowia nie funkcjonuje i obywatel by pójść do lekarza płaci podwójnie. A to wszystko wynika z faktu, że zwyczajnie państwo jest zbyt duże i zobowiązało się wobec obywateli wykonywać usługi, których nie jest w stanie wykonać. I na dzisiaj płaci się wysokie podatki, które nie wracają do naszej kieszeni w formie publicznych usług - czyli to na co płacimy tego właściwie nie ma. Za kilkanaście lat ci co żyją dzisiaj w letargu zwyczajnie wyjdą na ulice z okrzykiem "oszukaliście nas". I będą mieli rację. Inna rzecz, że obietnice państwa - ergo socjalizm - są zwyczajnie sprzeczne z prawami fizyki. > Problemem jest to, że mówią o tym media, a dlaczego media o tym mówią? Przeciętny Kowalski nie zna się ani na ekonomii, ani na polityce międzynarodowej.Przeciętny Kowalski nie musi się znać na ekonomii - on musi się znać na swojej robocie. Nie w tym problem. Media i władza grają w jednej orkiestrze.
|
|
| | | |  | | Sygnał (4252 punktów) | >Nie. Lepszym rozwiązaniem jest decentralizacja administracyjna - taką jaką mają w Szwajcarii i taką jaką mają w USA.
W gruncie rzeczy zgoda, ale jako wzorzec brałbym tu raczej Niemcy.
>No na tym właśnie polega wada demokracji, że nie da się zaplanować długofalowej polityki bowiem organ sprawujący władzę dość często się zmienia. Władza w demokracji (w sensie wytyczania polityki długofalowej) jest dosyć słaba bo i taka przecież ma być. A krótką kadencyjność mamy dlatego, gdyż Europa zbyt bardzo boi się swojej przeszłości w której roi się od monarchii absolutystycznych czy innych dyktatur.
Wie Pan, problem z dyktaturami jest taki, że są świetne, pod warunkiem, że skuteczne i wdrażające idee, które się akurat Panu podobają. A skuteczni politycy będą zwyczajnie wybierani po raz kolejny. Nic nie stoi na przeszkodzie przecież, żeby w Polsce rządzili przez 20 lat skuteczni politycy, o ile rzeczywiście będą skuteczni.
>Unia Europejska nie ma określonej linii politycznej ponad narodami, którą by się kierowała. To co najsensowniejsze w Unii to otwarcie rynku i zniesienie ceł. W tym Chiny są silniejsze politycznie, że oni są w stanie prowadzić długofalową politykę. Natomiast kraje demokratyczne nie mają takiej możliwości co wynika z natury samej demokracji.
Doda Pan do tego jeszcze ideologiczną otoczkę, która te cele wspiera i streścił Pan całą Unię.
>I będą mieli rację. Inna rzecz, że obietnice państwa - ergo socjalizm - są zwyczajnie sprzeczne z prawami fizyki.
Fizyki w to nie mieszajmy.
>Przeciętny Kowalski nie musi się znać na ekonomii - on musi się znać na swojej robocie. Nie w tym problem. Media i władza grają w jednej orkiestrze.
Nie wierzę w dziejowe spiski dotyczące mediów.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Burnham (1149 punktów) | >A skuteczni politycy będą zwyczajnie wybierani po raz kolejny. Nic nie stoi na przeszkodzie przecież, żeby w Polsce rządzili przez 20 lat skuteczni politycy, o ile rzeczywiście będą skuteczni.
Jak to nic nie stoi na drodze ? No przecież sama demokracja stoi na drodze ! Tłum nie wybierze polityka, który pójdzie do wyborów z hasłem - odbierzemy wam zapomogi i zlikwidujemy publiczną służbę zdrowia bo nas zwyczajnie na to nie stać.
>>Przeciętny Kowalski nie musi się znać na ekonomii - on musi się znać na swojej robocie. Nie w tym problem. Media i władza grają w jednej orkiestrze. >Nie wierzę w dziejowe spiski dotyczące mediów.
Jak to ? Albert Speer w procesie norymberskim tłumaczył na czym polegała zasadnicza różnica między dyktaturą III Rzeszy, a dyktaturą dziejów minionych. Tym czymś jest dostęp do technologii (George Orwell oraz Arthur Koestler wręcz mówili tutaj o końcu historii) - środków masowego przekazu, których użycie jest na tyle proste, że wystarczy średnio przeszkolony dziennikarz do jego obsługi. Natomiast średnio przeszkolony człowiek nie jest już takim zagrożeniem dla władzy jak dawniej wysoce uczony orator w Rzymie czy na dworze Henryka VII (no przecież za to ścięto Tomasza Morusa, że był zbyt rozumny i zbyt dużo kłapał dziobem tam kiedy nie trzeba było). To nie jest żaden spisek. Tak to zwyczajnie działa, a dzisiejsi spece od reklamy i propagandy politycznej wiele się od Hitlera i jego ludzi nauczyli. III Rzesza za pomocą technologii wyeliminowała ten problem jaki dyktatury przez całą historię miały - obecność rozumnych i bardzo inteligentnych ludzi w szeregach władzy. Stalin miał trochę inną metodę i wyżynał co bardziej inteligentnych członków polibiura. Dzisiaj ten problem rozwiązuje się inaczej.
Za dziennikarzy bierze się miernych, ale wiernych ludzi. Kusi się ich obecnością na salonach i tylko podaje linię jaką mają przedstawiać społeczeństwu. To nie żaden spisek, a sposób w jaki dzisiaj działa władza. Albert Speer tłumaczył, że to był jeden z fundamentów utrzymania władzy. Myślisz, że dzisiaj jest inaczej ?
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Sygnał (4252 punktów) | >Jak to nic nie stoi na drodze ? No przecież sama demokracja stoi na drodze ! Tłum nie wybierze polityka, który pójdzie do wyborów z hasłem - odbierzemy wam zapomogi i zlikwidujemy publiczną służbę zdrowia bo nas zwyczajnie na to nie stać.
Pan tu znów przemyca jakieś mocno libertariańskie postulaty, a nie o tym tu dyskusja. Jak społeczeństwo będzie świadome to i rząd wybrany będzie prawidłowo. Chodzi tu o zdrowo myślące, racjonalne i inteligentne społeczeństwo, które podejmie dobrą decyzję. A demokracja to ochronka przed tym, żeby w razie czego ten wybrany dyktator, którego Pan postuluje nie odwalał.
>Za dziennikarzy bierze się miernych, ale wiernych ludzi. Kusi się ich obecnością na salonach i tylko podaje linię jaką mają przedstawiać społeczeństwu. To nie żaden spisek, a sposób w jaki dzisiaj działa władza. Albert Speer tłumaczył, że to był jeden z fundamentów utrzymania władzy. Myślisz, że dzisiaj jest inaczej ?
Odniosę się przede wszystkim do tego rozwoju technologicznego, bo może i Orwell nieźle przewidział totalitaryzm, to jak świat światem, internetu i jego wpływu na świat nikt nie przewidział. Odbiór klasycznego dziennikarstwa spada. Coraz mniej ludzi ogląda telewizję, czyta gazetę. Głównym źródłem wiedzy o świecie wśród młodych ludzi jest internet, w którym dostępne są mnogie relacje tego samego prowadzone przez różne media. Jak młody człowiek przeczyta o tym samym z kilku źródeł i krytycznie zanalizuje, sam dojdzie do wniosku, co jest prawdą, a co nie, minimalizując tym samym tę okropną medialną manipulację.
Nie da się skutecznie ukrywać medialnej prawdy w dobie internetu. Pana fatalistyczna wizja też jest mocno naciągana.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Burnham (1149 punktów) | >Pan tu znów przemyca jakieś mocno libertariańskie postulaty.
A na czym polega mój "libertarianizm" jeżeli można wiedzieć ?
>Jak społeczeństwo będzie świadome to i rząd wybrany będzie prawidłowo.
A co to znaczy, że społeczeństwo będzie "świadome" bo nie rozumiem tego określenia ?
> A demokracja to ochronka przed tym, żeby w razie czego ten wybrany dyktator, którego Pan postuluje nie odwalał.
A w którym momencie ja postuluję dyktaturę ?
>Jak młody człowiek przeczyta o tym samym z kilku źródeł i krytycznie zanalizuje, sam dojdzie do wniosku, co jest prawdą, a co nie, minimalizując tym samym tę okropną medialną manipulację.
Orwell nie przewidywał totalitaryzmu, a go opisywał. Faktem, jest że był pesymistycznie nastawiony i dzisiaj rzeczywiście mamy źródła alternatywne. Ten kto chce szukać zawsze znajdzie.
>Nie da się skutecznie ukrywać medialnej prawdy w dobie internetu. Pana fatalistyczna wizja też jest mocno naciągana.
Tak ? To kiedy ludzie odkryją, że przykładowo system emerytalny dla trzydziesto czy dwudziesto latków to bujda na resorach ? Który młody człowiek przeczyta w internecie, że studia dzisiaj to coraz częściej taki zapchaj dziura by statystyki bezrobotnych nie szły w górę - że to taka jedna z metod radzenia sobie z młodzieżą lecz nie próba zasilania elity kraju ? Czyż nie jest tak, że rosnący odsetek absolwentów uczelni wyższych jest chwalebny w Polsce ? "Coraz więcej młodych ludzi kończy uczelnie wyższe". Czy takie zdanie jest nacechowane pozytywnie czy negatywnie ? Ależ oczywiście, że się dobrze kojarzy. Wszyscy politycy się tym chwalą. No, ale już drugim zdaniem z tego tego samego akapitu "coraz więcej absolwentów uczelni wyższych pozostaje na bezrobociu" się nikt nie chwali. To zatem dlaczego pierwsza część akapitu jest taka przyjemna dla ucha dzisiejszego obywatela, że się tym polityk chwali ?
Dlaczego o to pytam ? Bo tak właśnie działa demokracja, że polityk mówi wyborcom to co lubią słyszeć. Dlaczego zatem wyborcy lubią o tym słuchać, że polityk się chwali ? Dlaczego w dobie internetu mimo, że wiadomo iż studia dzisiaj to coraz częściej strzał w kolano aniżeli wybicie się w górę młodzi ludzie walą na te uczelnie drzwiami i oknami ? Coś tutaj nie gra.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Sygnał (4252 punktów) | >A na czym polega mój "libertarianizm" jeżeli można wiedzieć ?
To być może mylne wrażenie, ale libertariańskie myślenie przebija się w przykładzie z usunięciem ulg i służbą zdrowia.
>A co to znaczy, że społeczeństwo będzie "świadome" bo nie rozumiem tego określenia ?
Lepiej wyedukowane, racjonalne, zdające sobie sprawę z konsekwencji swoich czynów. Aktualnie Polacy są niesamowicie podatni na manipulację.
>A w którym momencie ja postuluję dyktaturę ?
Przykład to taki. Pozbywając się demokracji i mając rządzący przez dłuższy czas rząd doprowadzamy wprost do dyktatury. Nie twierdzę, że Pan jest za.
>Tak ? To kiedy ludzie odkryją, że przykładowo system emerytalny dla trzydziesto czy dwudziesto latków to bujda na resorach ?
Trzydziesto- i dwudziestolatkowie są tego świadomi i o ile pracują i mogą sobie pozwolić, sami odkładają.
>Który młody człowiek przeczyta w internecie, że studia dzisiaj to coraz częściej taki zapchaj dziura by statystyki bezrobotnych nie szły w górę - że to taka jedna z metod radzenia sobie z młodzieżą lecz nie próba zasilania elity kraju ?
Oczywiście, że prosto jest znaleźć, że 3/4 popularnych kierunków jest niedochodowa i jeżeli w ogóle młody człowiek ma iść na jakieś studia, to techniczne lub medyczne, bo w przeciwnym wypadku lepiej wyjdzie na zwyczajnym technikum. Nie mniej jednak nie wypada ograniczać bytowania młodego człowieka tylko do jego sytuacji materialnej.
>Czyż nie jest tak, że rosnący odsetek absolwentów uczelni wyższych jest chwalebny w Polsce ? "Coraz więcej młodych ludzi kończy uczelnie wyższe". Czy takie zdanie jest nacechowane pozytywnie czy negatywnie ? Ależ oczywiście, że się dobrze kojarzy. Wszyscy politycy się tym chwalą. No, ale już drugim zdaniem z tego tego samego akapitu "coraz więcej absolwentów uczelni wyższych pozostaje na bezrobociu" się nikt nie chwali. To zatem dlaczego pierwsza część akapitu jest taka przyjemna dla ucha dzisiejszego obywatela, że się tym polityk chwali ?
Odpowiedziałem na to po części wcześniej. To jest oczywiście problem, ale problem po stronie młodych ludzi, że ślepo idą na kierunki-zapchajdziury myśląc, że będzie dla nich miejsce na rynku pracy. To problem po stronie młodych ludzi, czy może po stronie uniwersytetów, czy wreszcie rządu? Czy to rząd tu ogłupia ludzi, dając im możliwość studiowania tego, co chcą, czy może młodzi ludzie sami z siebie są głupi idąc tam, gdzie przyszłości nie będzie.
|
|
| | | | | | | | |  | | Burnham (1149 punktów) | >>Tak ? To kiedy ludzie odkryją, że przykładowo system emerytalny dla trzydziesto czy dwudziesto latków to bujda na resorach ? >Trzydziesto- i dwudziestolatkowie są tego świadomi i o ile pracują i mogą sobie pozwolić, sami odkładają.
Ale co odkładają - pieniądze ? No to w takim razie nie bardzo są świadomi bo raz, że pieniądz fiducjarny z powodu inflacji traci 1-5% wartości rocznie, a dwa, że wartość pieniądza o tyle ma znaczenie o ile ktoś chce w zamian za pieniądz pracować, świadczyć usługi czy przehandlować towar. Za 30-40 lat ten pieniądz będzie jeszcze mniej wart, a ludzi chętnych do pracy będzie o kilka milionów mniej aniżeli obecnie, a starców roszczeniowo nastawionych (a bo oni odkładali i im się należy) więcej. Tak więc chyba nie bardzo są świadomi co te ich papierki czy aktywa, które odkładają będą za warte za kilkadziesiąt lat.
Tego problemu nie da się rozwiązać pieniędzmi. Pieniądze to nie jest problem. Pieniądze można sobie drukować do woli. Rozchodzi się o wartość pieniądza, która leci na łeb na szyje (właśnie przez to, że zaciągnięto niekończący się kredyt na państwo opiekuńcze). Dzisiaj jeszcze ta wartość jako taka jest, ale nikt rozumny nie stwierdzi, że przyszła emerytura (odkładanie pieniążków) wyrażona w dzisiejszym pieniądzu ma jakikolwiek sensowny wymiar.
Ludzie nie są świadomi istoty problemu z prostego powodu - nie są w stanie sobie wyobrazić sytuacji, że ten pieniądz niewiele w przyszłości będzie znaczyć. Po prostu.
>To jest oczywiście problem, ale problem po stronie młodych ludzi.
To nie jest problem wyboru drogi życiowej jedynie. To jest banał, ale już dawno ludzie zdali sobie sprawę z tego, że postęp technologii ma dwie strony medalu. Tą drugą mniej przyjemną jest fakt, że maszyna wypiera człowieka odbierając mu pracę.
> Czy to rząd tu ogłupia ludzi, dając im możliwość studiowania tego, co chcą, czy może młodzi ludzie sami z siebie są głupi idąc tam, gdzie przyszłości nie będzie.
Młody człowiek chce być doceniany. Ukończenie studiów wyższych łechce ego młodego człowieka i dlatego tam się garną. Roboty dla nich nie ma to się ich pcha na uczelnie. Władza ma spokój na 5 lat jeżeli chodzi o statystyki bezrobotnych. Wilk syty i owca cała.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Frank Holman (5897 punktów) | Wszystko całkiem mądrze zanalizowane, ale trzeba szukać rozwiązań. Kiedy mówisz/mówimy "władza", co mamy na myśli?? W nowoczesnej demokracji to bardzo skomplikowany system, ale trzeba dostrzegać, gdzie są sznureczki i tam pociągać... Ja np. uważam, że podstawowym problemem tego kraju jest zapaść sądownictwa i brak nie tylko pomysłów, ale nawet chęci, aby wziąć je "za mordę" bo szkodzi i to bardzo. Głupie głównie sędziny nie rozumieją swojej roli, nie rozumieją prawa, interpretują błędnie. Efekty są widoczne i to takie ewidentne, jak np. przegrane sprawy w ETSie, ale także takie mniej ewidentne, jak np. kuriozalne wyroki, czy czas trwania spraw, skutkujący faktycznym niefunkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości, który dawno zmienił się w "tzw. wymiar" (nie wiadomo już czego). I tak przykład z dziedziny szkolnictwa wyższego, że rząd "pcha na uczelnie". A co robią sądy? Jak się do tego walnie przykładają, zakazując np. dr Krysztofiakowi pisać prawdy o sporej części uczelni, że to bagno i żeby młodzież stamtąd po prostu spieprzała..... blogi.news(*)-trybunale-praw-czlowieka.html A co by się stało gdyby rząd poutrudniał trochę działania takim bezsensownym prywatnym szkołom? Zaraz by te sądy te pomysły uwaliły, "bo jest wolność gospodarcza", czyt. wolność kombinowania. I tak jest w wielu kwestiach: nadinterpretacja wolności, równości i mnóstwa innych spraw. A co się dzieje w bankowości? Tam dopiero cały system prawny trzeba wziąć za mordę, skończyć z prawem oszukiwania klientów. W połowie UE się to da bez problemu, a u nas? Mało co da się tu w ogóle racjonalnie w tym kraju ułożyć. Jest prawie pewność, że wszystko zostanie zepsute, przez zły wyrok sądu, wypaczający zasady w imię urojonych wartości wyższych. To nie są takie nieistotne kwestie. Bo malutkimi kroczkami to sądy w tym kraju wszystko psują. Rząd czy parlament nawet jak chce dobrze, to się zaraz boi, czy jakaś idiotka w todze nie zinterpretuje ustawy, na wniosek dobrze opłaconego kombinatora (np. tzw. organizacji biznesmenów), wbrew jej celowi. A w tym czasie ten sam kombinator (ta sama organizacja biznesmenów) będzie robiła kampanię medialną, że prawo jest skomplikowane i niejasne, podczas gdy z góry w d... je mają i będą robić wszystko, żeby je omijać, wypaczyć, zakombinować i załatwić sobie kilka sprzecznych wyroków, kilku miernot w togach zwłaszcza w niskich instancjach, wiedząc, że zanim niemrawy system to pousuwa miną lata, a czasami dziesiątki lat. A wszystko się zaczęło, gdy jakiś naiwny idiota zlikwidował w '97 roku powszechną wykładnię ustaw przez Sąd Najwyższy, bo mu się wolności i demokracji w sądownictwie zachciało. O większy kretynizm, szybciej skutkujący rozpadem państwa prawa trudno już chyba. Dzięki takiej banalności, jak prawo SN wydania do każdej ustawy wytycznych interpretacji opartych przede wszystkim o cel prawa, można zachować ład i porządek prawny, z góry zapobiegać kombinacjom, czy wypaczeniom przepisów, itd... Taka klamra spinająca rozlatujący się kraj, której nie ma i mało kto o niej w ogóle już mówi. Idiokracja po całości i tyle.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Burnham (1149 punktów) | >Kiedy mówisz/mówimy "władza", co mamy na myśli??
Władza czyli parlament bo to zdaje się być podstawą demokracji jeżeli chodzi o szczebel polityki. Natomiast fakt faktem, że władzy dekretami nie da się zatwierdzić i mamy różnego rodzaju grupy wpływu, które na władzę sądowniczą czy wykonawczą oddziałują. Bardzo mądrze pisał o tym James Burnham w 1941 roku. Dzisiaj rzeczywiście trudno sprecyzować w czyim ręku spoczywa władza, ale myślę, że kroczenie śladami potężnych interesów daje nam podpowiedź komu mogłoby zależeć na określonych ustawach - ergo kto może po cichu wtrącać się do parlamentu.
>Ja np. uważam, że podstawowym problemem tego kraju jest zapaść sądownictwa.
Ja się w większości nie znam na prawie, ale rozumuje w ten sposób, że im więcej prawa tym mniej przestrzeni do wolnej inicjatywy. Im częściej litera prawa decyduje tym rzadziej decyzję podejmuje wolna jednostka. Jeżeli mamy taki kraj jak Polskę, gdzie prawnie bardzo wiele rzeczy jest stanowionych to wówczas zapaść sądownictwa rzeczywiście może być problemem bo zwyczajnie nie ma fizycznej możliwości by te wszystkie pozwy ogarnąć. Jak przykładowo - jaki jest sens zakładania sprawy o kradzież 30 złotych i angażowanie policji w gromadzenie dowodów ? Ile kosztuje praca sądu i policji ? Niejednokrotnie jest tak, że koszt pracy sądu przekracza wartość sporu, a to już nieporozumienie.
> A co by się stało gdyby rząd poutrudniał trochę działania takim bezsensownym prywatnym szkołom?
To wówczas politycy nie mogli by się chwalić, że za ich kadencji ludzie bardziej wykształceni się stali. Musieliby się zacząć tłumaczyć, że tych absolwentów jest mniej, a tego wyborca mógłby nie znieść. Na oko 90% tego typu policealnych prywatnych szkół rozdających różne dyplomy to jeden wielki pic na wodę. Zasadniczo to jest kryminał bo ja widziałem to od środka. Ale z tym nikt nic nie zrobi tak długo jak jest ślepy pęd by z jak największej ilości ludzi robić Panie i Panów magistrów.
>To nie są takie nieistotne kwestie. Bo malutkimi kroczkami to sądy w tym kraju wszystko psują.
Ja mam znajomego co robi aplikację radcowską. Ostatnio mi powiedział, że ktoś wpadł na zupełnie "genialny" pomysł by ustanowić takie prawo by każdy kto idzie do sądu w jakiejkolwiek sprawie miał mieć pełnomocnika. Czort z tym, że pomysł jest na tyle debilny, że nie ma prawa przeistoczyć się w prawo. Przerażające jest to, że wśród ludzi prawem się zajmującymi istnieją ludzie o takich schematach myślenia. To już można się zacząć bać.
|
|
| | |  | 7 na 7 | Tohver (1287 punktów) | >Problem tylko taki, że jedynym rozwiązaniem czegoś takiego jest powołanie jakiegoś organu, który sprawdza, na ile aktualny rząd realizuje swoje obietnice wyborcze, a to dalej wymaga założenia, że ten organ będzie uczciwy i nieskorumpowany. Czym to się różni od założenia uczciwości (w sensie dopełniania obietnic) rządu ?
Ten organ to obywatele a sprawdzanie odbywa się przez wybory.
Problem jest taki, że w wyborach nie ma na kogo głosować. Problem jest taki, że ktokolwiek by nie wygrał następnych wyborów to i tak będzie to zwykłe przetasowanie świń przy korycie. Systemu nikt nie zmieni bo ten system służy wszystkim partiom tak samo. Żeby faktycznie coś się zmieniło Polacy musieliby najpierw dorosnąć do demokracji i zacząć patrzeć politykom na ręce a nie zakreślać jedynki na liście partii, która najwięcej im naobiecywała. Musieliby zainteresować się polityką na szczeblu lokalnym i promować polityków, którzy robią coś dla nich a nie dla siebie. Może wtedy za 10-15 lat mielibyśmy rząd, z którym moglibyśmy zacząć gonić Europę.
> Emigracje są rzeczywiście problemem, ale drapię się po głowie, przed czym mieliby się buntować Polacy? Bo w przypadku takiej Ukrainy, to oni mają wybór między Moskwą a Brukselą. Polacy mogą co najwyżej wybrać nowy rząd i równie dobrze mogliby to zrobić demokratycznie.
Ukraińcy nie wybierają pomiędzy Moskwą a Brukselą. Oni próbują pozbyć się z rządu oszustów bogacących się ich kosztem. Polacy za jakiś czas mogą spróbować zrobić to samo bo jak widać poprzez demokratyczne wyboru nie udało im się jeszcze żadnego rządu zmusić do tego, żeby zabrał się do uczciwej pracy. Nie wierzę, żeby tak się stało ale na pewno jest to możliwe.
|
|
2 na 2 | szuro (1757 punktów) | Zaznaczam że z terminem bamboccioni spotykam się pierwszy raz ale spotkałem się z opisem tego zjawiska w innych niż Włochy krajach. Problem, moim zdaniem nie jest natury ekonomicznej, choć jego efekty mają znaczący wpływa na rynek pracy. Chodzi bardziej o psychologiczne czynniki stojące za brakiem samodzielności wśród młodzieży i braku ich chęci do uniezależnienia się od rodziców. W skrajnych sytuacja spotkałem się z opisamy sytuacji w której rodzice wysyłali za dzieci CV i szukali im pracy której te dzieci nie były w stanie utrzymać. Koniec końców rozmowa powinna, znowu moim zdaniem, dotyczyć tego co zmieniło się w modelu rodziny i dlaczego takie zjawisko przybrało taką skalę że stało się o nim głośno. Wydaje mi się również że sprowadza Pan temat uniezależnienie od rodziców do kupna własnego mieszkania. Tymczasem można być równie samodzielnym wynajmując mieszkanie - czy to samemu czy ze współlokatorami. Więcej nawet - można być samodzielnym mieszkając z rodziacami i łożąc na wspólne koszta utrzymania. Stąd też uważam że problem Bamboccioni to problem który winien być badany przez inne niż ekonomia nauki (poza jego efektem na rynek pracy). >niestety, czasy mamy takie, że płaca jest mała, podatki coraz większe, a ceny mieszkań są wysokie. I przyczepie się tak standardowo - a mam Pan jakieś dane które by to potwierdzały? >Ich zarobki, nawet jeżeli są czasem dość sporo wyższe niż najniższa krajowa, nie są wystarczające na kupno mieszkania bez brania kredytu na 30 lat (przy czym 30 to wersja optymistyczna) Przecież nikt nie musi brać kredytu na 30 lat. Zamiast tego może przez 30 lat oszczędzać i dopiero wtedy kupić sobie mieszkanie. Od strony własnościowej efekt jest ten sam a likwiduje dyskomfort posiadania kredytu (jeżeli ktoś z kredytem czuje się nie komfortowo). > na co również nie mogą sobie pozwolić, bo nie są pewni tego, że będą mieli pracę za rok lub dwa. Ten akurat aspekt rynku pracy jest w dużej mierze wynikiem alokacji na rynku pracy niż działań rządących.
I na koniec chciałbym się upewnić czy dobrze zrozumiałem Pana analizę sytuacji - powodem dla którego młodzi ludzie mają problemy natury finansowej są głównie wysokie opodatkowanie i wysokie koszty systemu ubezpieczeń społecznych. Czy tak?
"...powiedzieć sobie, że pisać może trzeba, ale nie koniecznie trzeba publikować. Czy to jest jakiś nakaz, że ma się publikować?Jeżeli coś, co napisałem, jest warte czytania, to chyba będzie także warte czytania za dziesięć lat."Zbigniew Herbert
|
|
 | 2 na 2 | Frank Holman (5897 punktów) | >>niestety, czasy mamy takie, że płaca jest mała, podatki coraz większe, a ceny mieszkań są wysokie. >I przyczepie się tak standardowo - a mam Pan jakieś dane które by to potwierdzały? Błagam. Google. Nie schodźmy taj nisko.
>>Ich zarobki, nawet jeżeli są czasem dość sporo wyższe niż najniższa krajowa, nie są wystarczające na kupno mieszkania bez brania kredytu na 30 lat (przy czym 30 to wersja optymistyczna) >Przecież nikt nie musi brać kredytu na 30 lat. Zamiast tego może przez 30 lat oszczędzać i dopiero wtedy kupić sobie mieszkanie. Od strony własnościowej efekt jest ten sam a likwiduje dyskomfort posiadania kredytu (jeżeli ktoś z kredytem czuje się nie komfortowo). >> na co również nie mogą sobie pozwolić, bo nie są pewni tego, że będą mieli pracę za rok lub dwa. Dyskusja o kredycie to idiotyzm. Problemem jest brak mieszkań komunalnych na bezpieczny i tani średnio- i długookresowy wynajem. Chodzi o to, aby z człowieka i rodzin nie robić niewolników, niezależnie od metody. Miasta i gminy zamiast budować dla ludzi miejsca do życia, włącznie z organizacją systemu nakierowanego na rozwój stabilnych (niesezonowych, niekrótkookresowych) miejsc pracy, zajmują się marnowaniem kasy na kolejne, tak czy inaczej nazywane, igrzyska po prostu. Bo przy tym jest największa możliwość defraudacji, z uwagi na najmniejsze szanse kontroli społecznej. To są problemy tej obecnej Polski. A czy defraudujących publiczne pieniądze da się skutecznie odsunąć, tak aby na ich miejsce nie przyszli nowi? NIE! Bo sądownictwo w tym kraju nie działa. Każdy kombinator wie, że Sprawy będą się toczyć latami, a na koniec tak czy inaczej najpewniej zostaną uwalone. Poczucie bezkarności jest potężne. I brak nawet woli, aby się za to wziąć.
Zresztą nawet i przy pełnej legalności większość kasy publicznej idzie przez samorządy, a tam nie ma żadnego praktycznie bata. Pieniadze zmarnowane na igrzyska i stadiony są tak samo legalnie wydane, mimo, że miasto w d... ma politykę mieszkaniową, w zakresie tworzenia miejsc pracy i każdą inną. To jak to ma działać ku lepszej przyszłości pytam?? A tu na początek potrzebna jest silna reglamentacja, powoli dopiero usuwana. Ustawowe widełki w ramach procentów budżetu, jakie dana jednostka ma prawo przeznaczać na ten czy inny cel. Zresztą przed odpowiednim "sądem" powinna być negocjowana, w zależności od realnych różnych wskaźników danej gminy/miasta/powiatu etc., bezrobocia, oczekujących na mieszkanie, stanu dróg itp itd. To są podstawy budowania racjonalnego państwa... Ale jakie szanse, jak wszystko jakiś idiota lub idiotka uwali jednym słowem: to ograniczanie samorządności! I wszystko w pizdu.... wyląduje na dnie jak dotąd.
|
|
|  | 1 na 1 | DyktaFon (9281 punktów) |
>Dyskusja o kredycie to idiotyzm. Problemem jest brak mieszkań komunalnych na bezpieczny i tani średnio- i długookresowy wynajem. Chodzi o to, aby z człowieka i rodzin nie robić niewolników, niezależnie od metody. Miasta i gminy zamiast budować dla ludzi miejsca do życia, włącznie z organizacją systemu nakierowanego na rozwój stabilnych (niesezonowych, niekrótkookresowych) miejsc pracy, zajmują się marnowaniem kasy na kolejne, tak czy inaczej nazywane, igrzyska po prostu. Bo przy tym jest największa możliwość defraudacji, z uwagi na najmniejsze szanse kontroli społecznej. To są problemy tej obecnej Polski. >A czy defraudujących publiczne pieniądze da się skutecznie odsunąć, tak aby na ich miejsce nie przyszli nowi? NIE! Bo sądownictwo w tym kraju nie działa. Każdy kombinator wie, że Sprawy będą się toczyć latami, a na koniec tak czy inaczej najpewniej zostaną uwalone. Poczucie bezkarności jest potężne. I brak nawet woli, aby się za to wziąć. >Zresztą nawet i przy pełnej legalności większość kasy publicznej idzie przez samorządy, a tam nie ma żadnego praktycznie bata. Pieniadze zmarnowane na igrzyska i stadiony są tak samo legalnie wydane, mimo, że miasto w d... ma politykę mieszkaniową, w zakresie tworzenia miejsc pracy i każdą inną. To jak to ma działać ku lepszej przyszłości pytam?? >A tu na początek potrzebna jest silna reglamentacja, powoli dopiero usuwana. Ustawowe widełki w ramach procentów budżetu, jakie dana jednostka ma prawo przeznaczać na ten czy inny cel. Zresztą przed odpowiednim "sądem" powinna być negocjowana, w zależności od realnych różnych wskaźników danej gminy/miasta/powiatu etc., bezrobocia, oczekujących na mieszkanie, stanu dróg itp itd. To są podstawy budowania racjonalnego państwa... Ale jakie szanse, jak wszystko jakiś idiota lub idiotka uwali jednym słowem: to ograniczanie samorządności! I wszystko w pizdu.... wyląduje na dnie jak dotąd.
Tak to niestety jest, jak urzędnicy zajmują się "gospodarzeniem". Przecież urzędnikiem nie zostaje się, bo jest się doskonałym przedsiębiorcą. Urzędnikiem się zostaje, bo szuka się dobrej pracy. A potem to się tylko wydaje nie swoje pieniądze. Czyli cały problem jest w tych pieniądzach. Gdyby każdy wydawał swoje, to połowy problemów by nie było. A i efekty inwestycji byłyby najczęściej dodatnie, a nie nieokreślone (czyli "inwestycje przyniosły efekty społeczne" - np. stadiony ładnie wyglądają i jest gdzie zatrudnić szwagra z rodziną).
|
|
| |  | | Frank Holman (5897 punktów) | > Tak to niestety jest, jak urzędnicy zajmują się "gospodarzeniem". Przecież urzędnikiem nie zostaje się, bo jest się doskonałym przedsiębiorcą. Urzędnikiem się zostaje, bo szuka się dobrej pracy. A potem to się tylko wydaje nie swoje pieniądze. Czyli cały problem jest w tych pieniądzach. Gdyby każdy wydawał swoje, to połowy problemów by nie było. A i efekty inwestycji byłyby najczęściej dodatnie, a nie nieokreślone (czyli "inwestycje przyniosły efekty społeczne" - np. stadiony ładnie wyglądają i jest gdzie zatrudnić szwagra z rodziną).> Szczerze, ale moim zdaniem masz fetysz "swoich" "nieswoich" pieniędzy. Co to znaczy wydawał "swoje" pieniądze? Oni wydają jak najbardziej swoje pieniądze. Masz na myśli przez siebie ciężko zarobione? Gdzie na świecie widziałeś, aby tak wielkie pieniądze, jak np. koszt stadionu/szpitala/drogi zarabiała pojedyncza osoba ciężką pracą? Nie ma czegoś takiego! I dlatego jest to dalej uważam zindoktrynowane myślenie odbiegające od istoty rzeczy. Problemem może być owszem np. skala: typowy pojedynczy urzędnik nie ogarnia takiej kwoty pieniędzy i to są np. naukowo zbadane fakty (brak umiejętności racjonalnego gospodarowania kwotami jakiej przeciętny ludzki mózg nie ogarnia. Na chwilę obecną wszystko jest bardzo ludzkie i "swoiście racjonalne" także wg prezentowanych przez Ciebie kryteriów. Wydaje się swoje dla swoich ludzi. Tak samo byłoby i jest zawsze: jak masz to super-święte "swoje" przedsiębiorstwo i pracy nie ma szwagier z rodziną, to prace mu tam musisz dać, albo nie masz rodziny, to jasne jak słońce i niczego z Twoich słów o niby lepszym wydawaniu "swojego" nie udowadnia. Praktyka jest bowiem taka: Jak ktoś ma niewiele i ciężko zapracowane - owszem zwykle rozsądniej gospodaruje, ale jak ktoś jednoosobowo ma dużo, to zwykle (primo nie zaprzeczajmy, że może i zapracował, ale na pewno nie ciężką pracą) jest albo rozrzutny, albo skąpy - tak czy inaczej zwykle nie umie racjonalnie gospodarować całością tzw. aktywów, a taka właśnie gospodarka całością jest wymagana w sprawach publicznych. Tak czy inaczej więc aby rozmowa była racjonalna, musimy rozmawiać o gospodarowaniu/administrowaniu korporacyjnym. Skończmy wreszcie z tym mitem powszechnego występowania jednoosobowego bogacza przedsiębiorcy geniusza, opartym na świętym super zarządzaniu swoją własnością. I teraz; nie szeregowy tzw. urzędnik jest problemem, i jak najbardziej to normalne, że do każdej korporacji ludzie się garną "dla dobrej pracy". Ważna jest organizacja, aby "dobra praca" wymagała od szeregowego pracownika faktycznie dobrej, rzetelnej pracy. Ale to nie od tych dołów zależy sukces. Sukces zależy od skali zarządczej, np. w urzędach poziom: dyrektorów wydziałów/departamentów w górę. I to jest realny problem w Polsce: przykład pierwszy z brzegu najnowszy www.gazeta(*)nicy-juz-traca-etaty,id,t.html lekka rekonfiguracja ekipy i... wymiana na "swoją" kadry zarządczej, bez konkursów, bez niczego. Tak działa właśnie polski samorząd. Gdzie w dobrze funkcjonujących krajach podstawa to tak czy inaczej tzw. korpus służby cywilnej, gdzie urzędnicze posady właśnie na takim średnim szczeblu zarządzania nie obsadza się bez żadnych skrystalizowanych zasad merytorycznych przypadkowymi swoimi ludźmi. Wymiana istnieje i istnieć może, ale na zasadzie jednego renomowanego fachowca na innego. Tak zatem kolejnym problemem tego kraju jest właśnie brak Urzędników. Owszem są pracownicy szeregowi, ale im system nie daje motywacji (tak pozytywnej jak i negatywnej) do tej na prawdę "dobrej roboty" (jak mówił Kotarbiński), ale potem zamiast Urzędników masz od razu szczebel polityków, gdzie obecnie bardzo często stanowiska dyrektorskie traktuje się jak nagrody dla coraz młodszych, z coraz mniejszą wiedzą i poczuciem państwowości - aktywistów młodzieżówek partyjnych. Opanowanie zarządzania urzędów przez taką dzieciarnię jest prawdziwą plagą. Im się daje stołki, aby "się wyrobili"; w efekcie to co ma stanowić o dobrym zarządzaniu/administrowaniu krajem staje się zwykłą eksperymentalną szkołą życia dla coraz większej masy dzieciaków. To jak to ma działać ku przyszłości??
|
|
| | |  | 2 na 2 | DyktaFon (9281 punktów) |
> Szczerze, ale moim zdaniem masz fetysz "swoich" "nieswoich" pieniędzy. Co to znaczy wydawał "swoje" pieniądze? Oni wydają jak najbardziej swoje pieniądze.Dokładnie w tym jest problem: bo ktoś uważa ukradzione pieniądze za "swoje"  To się w prawie karnym jakoś nawet nazywa, tylko nie dotyczy państwa, a osób indywidualnych (całkiem jak z chorobą umysłowa i religią: dla osób indywidualnych odchylenie od standardu - to choroba umysłowa, dla większej liczby osób - to religia  ) > Masz na myśli przez siebie ciężko zarobione? Gdzie na świecie widziałeś, aby tak wielkie pieniądze, jak np. koszt stadionu/szpitala/drogi zarabiała pojedyncza osoba ciężką pracą?Myślę, że są osoby, które mają więcej pieniędzy, niż kosztował nasz stadion narodowy (tylko nie chce mi się w tym momencie szukać w internecie....) Oczywiście, jeśli uważasz za "ciężką pracę" tylko machanie łopatą lub pracę na zmywaku, to takich ludzi nie ma  )) Ale praca nie musi być wyłącznie fizyczna i podobna do pracy urzędnika za biurkiem  Myślenie to też praca  > Nie ma czegoś takiego!To kwestia zapatrywań. Wg mnie - jest, wg Ciebie - nie ma. I pewnie obaj mamy rację.  Różnica między nami jest taka, że moje życie będzie się układało wg moich poglądów, Twoje - wg Twoich. Na co liczę  > I dlatego jest to dalej uważam zindoktrynowane myślenie odbiegające od istoty rzeczy. Problemem może być owszem np. skala: typowy pojedynczy urzędnik nie ogarnia takiej kwoty pieniędzyJuż proszę tak nie bronić urzędników  Oni to doskonale ogarniają... szczególnie w zakresie jak przerobić te "niby swoje", a "w pełni swoje"  )) To rozumie każdy polityk i urzędnik. To jakby podstawa tych profesji  ))) > Tak samo byłoby i jest zawsze: jak masz to super-święte "swoje" przedsiębiorstwo i pracy nie ma szwagier z rodziną, to prace mu tam musisz dać, albo nie masz rodziny, to jasne jak słońce i niczego z Twoich słów o niby lepszym wydawaniu "swojego" nie udowadnia.Udowadnia, udowadnia  Jeśli ktoś w swoim przedsiębiorstwie zatrudnia 100 szwagrów z rodzinami, to jego sprawa. Najwyżej roztrwoni SWOJE WŁASNE PIENIĄDZE. Albo ma tak zdolną rodzinę, że razem dokonają cudów i powstanie jeszcze lepsze przedsiębiorstwo. > Praktyka jest bowiem taka: Jak ktoś ma niewiele i ciężko zapracowane - owszem zwykle rozsądniej gospodaruje, ale jak ktoś jednoosobowo ma dużo, to zwykle (primo nie zaprzeczajmy, że może i zapracował, ale na pewno nie ciężką pracą) jest albo rozrzutny, albo skąpy - tak czy inaczej zwykle nie umie racjonalnie gospodarować całością tzw. aktywów,Ale to jest jego prywatna sprawa, jak sobie sam dla siebie gospodarzy. Jeśli umiał do czegoś dojść, to najczęściej umie też żyć dalej.... A przy pieniądzach publicznych sprawa ma się inaczej, bo ktoś głupiutki dostaje kasę i postępuje dalej tak, jak w swoim życiu (albo nagle mądrzeje i wie, jak przelać te pieniądze na swoje konto....) > Skończmy wreszcie z tym mitem powszechnego występowania jednoosobowego bogacza przedsiębiorcy geniusza, opartym na świętym super zarządzaniu swoją własnością.OK  Jednak w korporacji, na którymś szczeblu też wystąpi prywatny właściciel, który inaczej patrzy na swoje "ciężko zarobione pieniądze" niż ktoś, komu spadły z nieba na skutek kradzieży zorganizowanej... o, przepraszam - na skutek pobierania podatków... > I teraz; nie szeregowy tzw. urzędnik jest problemem, i jak najbardziej to normalne, że do każdej korporacji ludzie się garną "dla dobrej pracy". Ważna jest organizacja, aby "dobra praca" wymagała od szeregowego pracownika faktycznie dobrej, rzetelnej pracy. Ale to nie od tych dołów zależy sukces. Sukces zależy od skali zarządczej, np. w urzędach poziom: dyrektorów wydziałów/departamentów w górę.W pewnym sensie racja, że najważniejsze są te ważniejsze osoby. Ale czym one się różnią od tych niżej pracujących? Z mojego doświadczenia różnią się tym, że są bardziej wygadane i dzięki temu awansowały  Umiały się zaprezentować jako bardziej... hmmm... nie pracowite, bardziej "po linii"  Starczy zresztą zmienić linię i już trzeba szukać nowych funkcyjnych  Co cały czas się dzieje  > Gdzie w dobrze funkcjonujących krajach podstawa to tak czy inaczej tzw. korpus służby cywilnej, gdzie urzędnicze posady właśnie na takim średnim szczeblu zarządzania nie obsadza się bez żadnych skrystalizowanych zasad merytorycznych przypadkowymi swoimi ludźmi. Wymiana istnieje i istnieć może, ale na zasadzie jednego renomowanego fachowca na innego.Fachowość, to oczywiście przenośnia?  Bo mówimy tu raczej o zdolnościach w pracy jako służący. Urzędnicy wywodzą się wszak w prostej linii od służby w dawnych pałacach i majątkach. Tylko dodatkowo dodano im władzę obok funkcji usługowej (o której starają się jak najszybciej zapomnieć  ) > Tak zatem kolejnym problemem tego kraju jest właśnie brak Urzędników. Owszem są pracownicy szeregowi, ale im system nie daje motywacjiProszę zerknąć na średnie zarobki urzędników i pracowników firm (z których urzędnicy żyją faktycznie, sami nic nie produkując pożytecznego). Widać całą gębą, jak deprymujące są to zarobki. Aż chcę się wyć z rozpaczy... wpolityce.(*)kosztuje-nas-rocznie-88-mld-zl> Opanowanie zarządzania urzędów przez taką dzieciarnię jest prawdziwą plagą. Im się daje stołki, aby "się wyrobili"; w efekcie to co ma stanowić o dobrym zarządzaniu/administrowaniu krajem staje się zwykłą eksperymentalną szkołą życia dla coraz większej masy dzieciaków. To jak to ma działać ku przyszłości??>  )) Przykład Sławomira Nowaka zgadza się z tym stanowiskiem, ale moim zdaniem to szczegół. Istotą problemu jest fiskalizacja państwa i masowe zabieranie ludziom ich dorobku pod hasłem wszelkich opłat, nie tylko samych podatków. Oraz następne przepuszczanie tego na bzdury, byle się podlizać wyborcom. A niektórzy to łykają, co widać na tym forum
|
|
 | 3 na 3 | Selanos (12869 punktów) | >Chodzi bardziej o psychologiczne czynniki stojące za brakiem samodzielności wśród młodzieży i braku ich chęci do uniezależnienia się od rodziców.
Być może w krajach bardziej rozwiniętych niż Polska, chodzi o czynniki psychologiczne, w Polsce jednak, wydają się to być czynniki ekonomiczne.
>Tymczasem można być równie samodzielnym wynajmując mieszkanie - czy to samemu czy ze współlokatorami.
Czy jest Pan świadom tego, ile kosztuje wynajem mieszkania? Przy rosnącym bezrobociu i niskich zarobkach młodych, to jest opcja wybitnie trudna, w niektórych przypadkach nierealna.
>Więcej nawet - można być samodzielnym mieszkając z rodziacami i łożąc na wspólne koszta utrzymania.
Z rodzicami, którzy być może chcieliby pozbyć się wreszcie swoich dorosłych dzieci i mieć kilka chwil tylko dla siebie. Warto też dodać, że rodzice często sami mieszkają w gierkowskim mieszkanku, które w bardziej cywilizowanym kraju nazywałoby się kawalerka, a nie dom dwurodzinny.
Poza tym, niektórzy chcieliby założyć rodzinę, do czego niektórzy tak gorąco namawiają.
>Przecież nikt nie musi brać kredytu na 30 lat. Zamiast tego może przez 30 lat oszczędzać i dopiero wtedy kupić sobie mieszkanie.
W wieku lat... pięćdziesięciu? Poza tym, żeby oszczędzać, trzeba mieć co oszczędzać. Śmiem twierdzić, że przy obecnej inflacji nawet jak ktoś ma co oszczędzać, to za wiele tego nie będzie miał za ileś dziesiąt lat. Warto też dodać, że ja to jednak bałbym się oszczędzać, no bo skoro na takim Cyprze rząd próbował zrobić skok na oszczędności obywateli, a u nas drenuje się pieniądze z OFE mówiąc, że to przecież jest wybór*.
*dokonywany drugi raz, a część pieniędzy i tak wezmą.
>I na koniec chciałbym się upewnić czy dobrze zrozumiałem Pana analizę sytuacji - powodem dla którego młodzi ludzie mają problemy natury finansowej są głównie wysokie opodatkowanie i wysokie koszty systemu ubezpieczeń społecznych. Czy tak?
Między innymi. Mógłbym wymienić inne powody: oszustwo jakiego dokonuje publiczna edukacja na obywatelach, Polska jako kraj niesprzyjający zakładaniu nowych firm i byciu przedsiębiorcą co wpływa na liczbę miejsc pracy.
Zresztą tu nie chodzi o samą ideę niskich podatków, tu chodzi o to, że płacąc te relatywnie wysokie podatki, nie dostaje się nic w zamian. Ja osobiście jestem za opcją niskich podatków i niczego w zamian, ktoś inny może chcieć czegoś odwrotnego.
Ciekawi mnie jeszcze inny fenomen - wchodzę sobie na stronę PUPy w moim mieście, tam są oferty pracy i co widzę? Zatrudnię emeryta, rencistę, niepełnosprawnego ze stopniem niepełnosprawności jakimś tam. Zawsze zastanawiało mnie to, jak niepełnosprawni radzą sobie na stanowisku np. ochroniarza, to niesamowita sprawa. Albo ci emeryci, w moim mieście jest pełno stosunkowo młodych emerytów, bo Jastrzębie kopalniami żyje. I jak ludzie młodzi mają w tych warunkach znaleźć pracę?
|
|
|  | 2 na 2 | szuro (1757 punktów) | >Być może w krajach bardziej rozwiniętych niż Polska, chodzi o czynniki psychologiczne, w Polsce jednak, wydają się to być czynniki ekonomiczne. Zjawisko o którym pisałem w Polsce istnieje w dużo mniejszym zakresie i dopiero do nas dociera. Przyczyny nadal pozostają jednak psychologiczne a nie ekonomiczne. W przypadku Polskiego rynku pracy wiekszym problemem jest nadmiar ludzi z wyższym wykształceniem i nie dopasowanie podaży kompetencji do popytu (średnio jedno na 3 stanowiska pozostaje nie obsadzone).
>Czy jest Pan świadom tego, ile kosztuje wynajem mieszkania? Ciężko powiedzieć. Mieszkanie skończyłem wynajmować jakieś 3 lata temu (wybajmowałem przez okres około 10 lat) stąd też nie jestem na bieżąco. Od 3 lat jestem szczęśliwym posiadaczem kredytu na lat 30 i do tego we frankach. Moje pytanie brzmi natomiast czy Pan przyjął że koszty wynajmu są wysokie na podstawie własnego doświadczenie czy jednak jest Pan w stanie podać jakieś inne źródło tego wniosku?
>Przy rosnącym bezrobociu A w jakim okresie rosnącym?. Bezrobocie rejestrowane w 2003 wynosiło 20% a w 2013 13,4% także powiedziałbym że trend długookresowy jest raczej spadkowy mimo ostatniego wzrostu o 1 pkt. procentowy >i niskich zarobkach młodych, a jakaś informacja o strukturze wynagrodzeń? >to jest opcja wybitnie trudna, w niektórych przypadkach nierealna. Co to w ogóle znaczy? Dla mnie np. taka opcja jest absolutnie nie trudna i powszechna w kręgu moich znajomych. Fakt że istnieje grupa osób których na takie rozwiązanie nie będzie stać jest jasna (np. według danych GUS z 2012 10% populacji zarabiało najniższą krajową). Natomiast biorąc pod uwagę rozkład wynagrodzeń (dla całej Polski) absolutnie nie powiedziałbym że nierealność takiego rozwiązania jest powszechna. Zgodzę się że rośnie dysproporcja w dochodach i między regionami i to tutaj upatrywałbym problemu.
>Z rodzicami, którzy być może chcieliby pozbyć się wreszcie swoich dorosłych dzieci i mieć kilka chwil tylko dla siebie. Warto też dodać, że rodzice często sami mieszkają w gierkowskim mieszkanku, które w bardziej cywilizowanym kraju nazywałoby się kawalerka, a nie dom dwurodzinny. No cóż - czasu cofnąć się nie da. Trzeba działać z takimi zasobami jakie się ma (w sensie makro). Sam zresztą wychowałem się w bloku z wielkiej płyty i do tego na blokowisku i nie uważam że powieniem mieć z tego powodu jakieś kompleksy czy pretensje.
>W wieku lat... pięćdziesięciu? Poza tym, żeby oszczędzać, trzeba mieć co oszczędzać. Śmiem twierdzić, że przy obecnej inflacji nawet jak ktoś ma co oszczędzać, to za wiele tego nie będzie miał za ileś dziesiąt lat. Warto też dodać, że ja to jednak bałbym się oszczędzać, no bo skoro na takim Cyprze rząd próbował zrobić skok na oszczędności obywateli, a u nas drenuje się pieniądze z OFE mówiąc, że to przecież jest wybór*. Jak dla mnie powyższe to czysty populizm. Po pierwsze oszczędza się % w stosunku do wynagrodzenia. Jeżeli będzie Pan odkładał 10% swojego aktualnego wynagrodzenia to niezależnie od tego ile Pan zarabia w ciągu 10 miesięcy odłoży Pan jedno swoje wynagrodzenie. Co prawda trudniej odkładać 10% przy wynagrodzeniu 1600 niż 3000 ale nie jest to nie możliwe. Zresztą w uproszczonych modelach makro oszczędności = inwestycją także im więcej oszczędzamy tym więcej dzieje się w gospodarce (choć oczywiście trzeba wziąść pod uwagę siłę mechanizmów transmisyjnych).
>Między innymi. Mógłbym wymienić inne powody: oszustwo jakiego dokonuje publiczna edukacja na obywatelach, Polska jako kraj niesprzyjający zakładaniu nowych firm i byciu przedsiębiorcą co wpływa na liczbę miejsc pracy. Akurat w przypadku rynku pracy, zarówno w Polsce jak i globalnie, głównym problemem jest nie dopasowanie kompetencji a nie liczba miejsc pracy. Przedsiębiorcy deklarują że co 3 wakat pozostaje wolny ze względu na brak kompetencji (Barometr Manpower Group) to może Pan sobie odpowiedzieć na pytanie co by się zadziało gdyby bezrobotni mogli dopasowywać kompetencje w czasie rzeczywistym
>Zresztą tu nie chodzi o samą ideę niskich podatków, tu chodzi o to, że płacąc te relatywnie wysokie podatki, nie dostaje się nic w zamian. Ja osobiście jestem za opcją niskich podatków i niczego w zamian, ktoś inny może chcieć czegoś odwrotnego. Opodatkowanie w Polsce jest niskie jak na standardy europejskie i porównywalne z amerykańskim (chociaż inaczej rozłożone). Aczkolwiek rozmowa o funkcjach państwa to jednak inny wątek.
"...powiedzieć sobie, że pisać może trzeba, ale nie koniecznie trzeba publikować. Czy to jest jakiś nakaz, że ma się publikować?Jeżeli coś, co napisałem, jest warte czytania, to chyba będzie także warte czytania za dziesięć lat."Zbigniew Herbert
|
|
|  | | panTeista (6808 punktów) | >Śmiem twierdzić, że przy obecnej inflacji nawet jak ktoś ma co oszczędzać, to za wiele tego nie będzie miał za ileś dziesiąt lat. Warto też dodać, że ja to jednak bałbym się oszczędzać, no bo skoro na takim Cyprze rząd próbował zrobić skok na oszczędności obywateli,
Zapobiec inflacji oszczędności można inwestując w złoto.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
1 na 1 | Piękny Lolo (2082 punktów) | >chciałbym się zapytać, gdzie do cholery ludzie w wieku 20-30 lat mają mieszkać, jeśli nie z rodzicami?
Na swoim. Za kredyt na 30 lat. We frankach, złotówkach - jak kto woli. Wolność jest w końcu. Nie możesz pracy znaleźć? Firmę można złożyć, czyż nie? Nie to co za PRL-u. W tym wieku ludzie u rodziców też mieszkali i czekali na przydział mieszkania. Darmowego. I nikt nie był niewolnikiem banków. I też było źle Polakom.
|
|
 | | Selanos (12869 punktów) | >Wolność jest w końcu.
Gdzie i jaka?
>Nie możesz pracy znaleźć? >Firmę można złożyć, czyż nie?
Według wskaźnika wolności gospodarczej, które jak najbardziej do zakładania firmy się na, jesteśmy na szarym końcu Europy.
|
|
|  | 1 na 1 | Piękny Lolo (2082 punktów) | >>Wolność jest w końcu. >Gdzie i jaka?
Gdzie? W kraju naszym. Jaka? Kompleksowa.
Przede wszystkim jesteś wolny od pracy. Nikt już nikogo nie trzyma na etacie przez dwadzieścia lat albo, co gorsza, do emerytury. I paszporty mają ludzie. Można wyjechać, gdzie tylko dusza zapragnie. Najczęściej do Londynu na zmywak.
>Według wskaźnika wolności gospodarczej, które jak najbardziej do zakładania firmy się na, jesteśmy na szarym końcu Europy.
To propaganda jakichś wrażych sił!
|
|
| |  | 2 na 2 | Selanos (12869 punktów) | > >>Wolność jest w końcu.> >Gdzie i jaka?> Gdzie?> W kraju naszym.> Jaka?> Kompleksowa.> Przede wszystkim jesteś wolny od pracy.> Nikt już nikogo nie trzyma na etacie przez dwadzieścia lat albo, co gorsza, do emerytury.Całkiem sporo ludzi pracuje na etacie, a to, że często zmieniają pracę, to normalność, podobno zdrowa. > I paszporty mają ludzie. Można wyjechać, gdzie tylko dusza zapragnie.Tylko czy to jest rozwiązanie? Skutki tego wyjeżdżania będzie widać już za kilka lat, jak się okażę, że nie ma pieniędzy dla emerytów. > Najczęściej do Londynu na zmywak.Zmywak to najgorsza praca. Sporo Polaków to lekarze, opiekunki, kierowcy... > >Według wskaźnika wolności gospodarczej, które jak najbardziej do zakładania firmy się na, jesteśmy na szarym końcu Europy.> To propaganda jakichś wrażych sił!Rydzykowych, czy żydokomuny?
|
|
| | |  | 9 na 9 | Meretseger (61860 punktów) | >Sporo Polaków to lekarze, opiekunki, kierowcy... ... architekci, programiści, inżynierowie, hotelarze. Tak, tzw. "zmywak" to chwyt, usprawiedliwiający lament nad upadkiem Wielkiego Polskiego Narodu, zmuszonego do emigracji "za chlebem", jak nie przymierzając biedni parobcy folwarczni do Ameryki pod koniec XIX w. Tymczasem emigruje wielu ludzi wykształconych, przedsiębiorczych, znających 2-3 obce języki, robiących za granicą karierę i zarabiających tam na kawior, nie na chleb, czemu się w końcu wcale nie dziwię - każdy chciałby żyć jak najlepiej. Problem w tym, że gdyby w Polsce mieli takie możliwości, to pewnie by nie wyjechali, tu płaciliby podatki i składki emerytalne, wspierając polski budżet i ZUS, a nie brytyjski, norweski, niemiecki czy duński. Biedne i/lub nieudolne państwa tak mają - wyjeżdżają najlepsi. 25 lat temu Polska dostała wielką szansę, 10 lat temu drugą szansę. Obie zmarnowała za sprawą wszystkich kolejnych sejmów i rządów, wybranych niestety przez społeczeństwo, które pijaństwo, korupcję, "załatwianie" i omijanie prawa uważa za coś normalnego.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | DyktaFon (9281 punktów) | Można dawać tylko po jednym plusie... niestety...
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Selanos (12869 punktów) | >Tymczasem emigruje wielu ludzi wykształconych, przedsiębiorczych, znających 2-3 obce języki, robiących za granicą karierę i zarabiających tam na kawior, nie na chleb, czemu się w końcu wcale nie dziwię - każdy chciałby żyć jak najlepiej.
Miałem okazję rozmawiać niedawno z osobą która nie ma wykształcenia, jedyne z czym kolega pojechał do Anglii to prawo jazdy C+E i znośna znajomość języka. Poradził sobie, całkiem nieźle jak na tamtejsze (nie w przeliczeniu na polskie) warunki zarabia, dobrze mu się żyję. Nie wiem czy miał rację, ale stwierdził, że zmywak i zmywakopodobne to najgorsza robota dla tych, którzy nic nie potrafią i nie wydukają nawet zdania po angielsku, większość Polaków podobno celuje nieco wyżej.
Co do tych wykształconych i przedsiębiorczych co to powyjeżdżali - to dość ironiczne - najpierw inteligencje wybili nam w czasie II WŚ, a teraz wykształceni którzy coś potrafią, chcą i mogą uciekają stąd drzwiami i oknami. Ciekawi mnie tylko to, jakie społeczeństwo pozostanie nam w Polsce za powiedzmy dwadzieścia czy trzydzieści lat. Myślę, że nie chciałbym się przekonać na własnej skórze.
|
|
| | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Całkiem sporo ludzi pracuje na etacie, a to, że często > zmieniają pracę, to normalność, podobno zdrowa.
Zależy jak często. Co 2-3 lata raczej zdrowa. Ale można i dłużej, jak się spodoba. Ja w swojej firmie pracuję 14 lat, z tym że nie na tym samym stanowisku, dziale i miejscu więc jakby trochę zmieniam wewnętrznie. Będzie już tego 4 stanowiska i 3 działy.
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
 | 1 na 1 | Mortimer (1359 punktów) | Tym co było dobrze, nie będą narzekać na PRL. "Wtedy było dobrze, nie to co teraz". I tak w kółko. Nie dojdzie się do porozumienia.
|
|
|  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) | > Tym co było dobrze, nie będą narzekać na PRL.> "Wtedy było dobrze, nie to co teraz".Ja się wcale nie dziwię, że ludziom po 50 "wtedy było dobrze". Byli wtedy młodzi, to jak miało być?
|
|
3 na 3 | SzanownyPan27 (226 punktów) | Taka jest smutna prawda. W naszym kraju młodzi ludzie nie mają szans wykupienia mieszkania. Stawki za metr są ogromne, a przecież mówimy o mieszkaniu w bloku gdzie o miejsce parkingowe trzeba walczyć niczym w tropikalnej puszczy, klatka schodowa odświeżana co kilka lub kilkanaście lat, często brak windy, niedziałający domofon i obskubane drzwi.Ciężko to nazwać luksusem, ale mimo wszystko młodego człowieka nie stać nawet na to. Większość moich znajomych mieszka z rodzicami.Druga część wynajmuje mieszkania, których stan pamięta czasy PRL-u - stare wyblakłe zasłony, przetarte dywany,rozsypujące się meble.Właściciele nie dbają o mieszkanie traktując cztery ściany jako maszynkę do robienia kasy.Wynajmowałem mieszkanie i wiem co to za miód, kiedy wszyscy narzekają że podnoszą czynsz o 5 zł, rachunki o 10 a ja musiałem jeszcze uzbierać 1000 zł żeby zapłacić właścicielowi.Umowy śmieciowe nie dają ludziom pola do popisu.Pracodawcy chcąc zaoszczędzić maksymalnie obcinają pensję.
Gdzie do tego opłaty za samochód, tankowania na dojazdy, gdzie dziecko,ew. leczenie.Nawet nie wspominam o reszcie rachunków gaz,prąd,woda,śmieci,telefony,jakiś internet,telewizja i portfel pusty.Żyjąc w dobrobycie nie zwracałem uwagi na nic, ale kiedy przyszła bieda nauczyłem się cieszyć wszystkim jak małe dziecko.
Kiedyś tenis, baseny, rowerki, siłownie, wycieczki, piwkowanie a dzisiaj? Dzisiaj doceniam możliwość przeczytania jednej książki na temat ewolucji - co nie oznacza że jestem człowiekiem biednym.Tego czego ja dorobiłem się w ciągu roku czasami młodzi ludzie dochodzą latami w Londynie.Innymi słowy cieszę się z tego co mam, ale lubię też pomagać innym.
|
|
 | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Taka jest smutna prawda. W naszym kraju młodzi ludzie nie> mają szans wykupienia mieszkania. Stawki za metr są ogromne,> a przecież mówimy o mieszkaniu w bloku gdzie o miejsce parkingowe> trzeba walczyć niczym w tropikalnej puszczy,Przepraszam, ale nie generalizujmy. Ja z niewielką pomocją rodziców i trochę większą banku mieszkanie kupiłem. > Wynajmowałem mieszkanie i wiem co to za miód, kiedy wszyscy narzekają> że podnoszą czynsz o 5 zł, rachunki o 10 a ja musiałem jeszcze uzbierać> 1000 zł żeby zapłacić właścicielowi.Również wynajmowałem i to nie jedno. O jakim mieście pan mówi i jaki metraż? > Umowy śmieciowe nie dają ludziom pola do popisu.Pracodawcy> chcąc zaoszczędzić maksymalnie obcinają pensję.Może po prostu trzeba się ruszyć do innego miasta, albo kilka razy pozmieniać pracę, żeby trafić na tą względnie dobrą. Coraz więcej młodych ludzi tak robi. > Gdzie do tego opłaty za samochód, tankowania na dojazdy,Można założyć gaz, kupić motorower ze spalaniem 2 l / 100 km, lub gdzieniegdzie jeździć na rowerze. Z opłatami za samochód nie przesadzajmy. Mam kolegę, który wiele lat jeździ samochodem małolitrażowym. W razie czego da się? Da. > Nawet nie wspominam o reszcie rachunków gaz,prąd,woda,> śmieci,telefony,jakiś internet,telewizja i portfel pusty.Hm.. to trochę bieda pana dopadła  > Żyjąc w dobrobycie nie zwracałem uwagi na nic, ale kiedy> przyszła bieda nauczyłem się cieszyć wszystkim jak małe dziecko.Ano właśnie, to podstawa. > Kiedyś tenis, baseny, rowerki, siłownie, wycieczki, piwkowanie a dzisiaj?A dzisiaj? > Tego czego ja dorobiłem się w ciągu roku czasami młodzi ludzie> dochodzą latami w Londynie.Innymi słowy cieszę się z tego co> mam, ale lubię też pomagać innym.Czyli w sumie chyba nie jest tak źle, jak wynika z początku wpisu.
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Szanownych komentujących chciałbym się zapytać, gdzie do cholery ludzie w wieku 20-30 lat mają> mieszkać, jeśli nie z rodzicami?Na początek może w wynajętym? Od 20ki nie mieszkam z rodzicami. Najpierw gnieździłem się w akademiku, potem z kolegami w różnych wynajętych mieszkaniach, zbierając na swoje. A na końcu przez rok w mieszkaniu u kolegi (był tak dobry). Wiem, że nie jest łatwo i trzeba zebrać kworum, ale polecam - związana z tym presja czasu i finansów pomaga stanąć na własne nogi i w ekspresowym tempie dojrzeć. Natomiast swoboda i brak na karku oka rodzica nieoceniona. > Tak więc zapytuję się:> jak z niskiej pensji (..) ma potem się utrzymać, np. dojeżdżać> do pracy płacąc za paliwo którego cena to w> większości podatki i akcyza? Mógłbym jeszcze długo wymieniać...Moja pierwsza pensja w 1997r to było 550 zł netto. Za wynajem pokoju w 4pokojowym mieszkaniu z 4 kolegami płaciłem wtedy 250 zł. Życie na swoim zacząłem od wtopy, złodzieje ukradli mi wtedy pożyczony od kolegi rower, którym podjechałem pod bibliotekę UJ, żeby podbić obiegówkę. Koszt roweru 300 zł musiałem spłacić. Do pracy dojeżdżałem wtedy moim starym rowerem i autobusami. Moja rada: nie załamywać się, tylko łapać nadarzające się szanse, ryzykować, zmieniać pracę na lepszą, a w niej znów łapać szanse, gnębić szefów o różne nowe możliwości i gratyfikacje, skakać na wzburzone fale, robić różne fuchy, brać na siebie obowiązki ponad swoje możliwości, żeby później wiedzieć co jest dla nas nazbyt ambitne, a co w sam raz. Odkładać. Do dziś sentyment do rowera mi pozostał - czasem, jak jest ładna pogoda to dojeżdżam do pracy zażywając rano świeżego powietrza. Choć to już nie ten sam rower. Kupiłem inny i unowocześniłem  Okazało się, że dojazd do pracy i do domu samochodem w moim przypadku to około 12 zł / dzień, a takim rowerem około 2 zł (w co wchodzi koszt baterii i prądu).  pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
 | 1 na 1 | Aryiiel (6 punktów) | Z praktyki wychodzi też, że młodzi którzy wyjechali od rodziców np. na studia, raczej nie wracaja do domu rodzinnego. Mi po 5 latach studiów było trudno wrócić bo nie miałem pracy, ale znalazłem po 3 miesiącach i z przyjemnością wyjechałem
|
|
|  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Gratuluję. Pozyskał Pan umiejętność podejmowania ryzyka i wiarę we własne siły, już poza skrzydłami rodziców.
Życie w ich zasięgu (a często pod ich kontrolą) w praktyce zdecydowanie oducza samodzielności i niezależności. Mam kolegę, który w wieku 42 lat mieszka u rodziców żony, która ma 31 lat i nigdy nigdzie indziej nie mieszkała. Mają tam wydzielony jeden mały pokoik. Mówią, że im wygodnie.
Czasem jak z nim rozmawiam - mam przed oczami duże dziecko. Za grosz ambicji..
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|