Racjonalista - Strona głównaDo treści
Religie, rytuały a miłość.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
24-05-2014 16:47Pomyślmy (15 punktów)Religie, rytuały a miłość.
Kontekst: Mówi się, że religia to bardzo intymna sprawa, z zasady nie zgadzam się z tym twierdzeniem. Może duchowość tak, ale nie religia, ta jest sprawą jak najbardziej publiczną, powiązaną z podatkami, polityką i kulturą. Dziś jednak schowam się za tym komunałem i nie zdradzę się ze swoją przynależnością religijną.

Inspiracja: Mój znajomy, bardzo zajęty ateista wygospodarował odrobinę swojego czasu na to by odwiedzić babcię, ta bardzo ucieszyła się na jego widok i ... wyszła :/ Znajomy nie był wniebowzięty, a chyba o to babci chodzi bo pobiegła do kościoła, na jedną z tych uroczystości które odbywają się w dzień powszedni.
Magda - dziewczyna z która tworzę związek wróciła z kursu medytacji. Obudziliśmy się z rana i swoim zwyczajem, dałem jej soczystego buziaka w policzek, liczyłem na to samo a usłyszałem, nie przeszkadzaj, obserwuję doznania w ciele.
- Przecież buziak też powoduje doznanie w ciele - oburzyłem się
- Ale zbyt intensywne, dla kogoś początkującego - odpowiedziała.

Pytanie, w zasadzie zarzut: Jak to się dzieje, że wyznawcy religii w której Bóg jest miłością, i adepci szkoły medytacji, uczącej uprzejmości i miłości do żyjących istot czasem przedkładają rytuały przed spotkania z drugim człowiekiem?

Rozważania: Spróbuję jakoś sprawę obronić. Bo i babcia kolegi i Magda są mądrymi, uprzejmymi, zawsze gotowymi pomóc osobami.

Badania psychologiczne dowiodły, że emocje, na przykład wdzięczność można wypraktykować. Jednym ze sposobów na taki trening jest regularne, naumyślne wzbudzanie w sobie takiej emocji. Niektóre szkoły medytacji, w tym ta w której studiuje Magda, promują takie ćwiczenia, i jak już wspomniałem, daje to, mierzalne efekty.

Psychologia pokazuje też, że samo mówienie o jakichś zjawiskach i wartościach, sprawia, że są one bardziej dla nas dostępne. Psychologowie nazwali ten proces torowaniem (priming).
Kiedy przychodzi nam reagować w skomplikowanej sytuacji, jesteśmy bardziej skłonni działać w sposób jaki został w naszej głowie "utorowany". Katolicy nieustannie słyszą o miłości do bliźniego, o tym, że Bóg jest miłością sam Jezus powiedział "cokolwiek uczynicie jednemu z braci moich mnie uczynicie". To musi jakoś utrwalać się w umyśle.

Istnieją wiec powody, żeby przypuszczać, że praktyki takie w szerszej perspektywie czasowej, powinny owocować większą wrażliwością na potrzeby bliźnich (używając Chrześcijańskiej nomenklatury).

Wniosek:

Banalny: we wszystkim trzeba umiaru, nie warto trenować uprzejmości, kiedy ma się okazję wykorzystać to czego już się nauczyliśmy : ) To tak, jakby samochodem jechać na siłownie a tam korzystać z bieżni : )

Praktyczny:
Ten wymaga jeszcze odrobinę rozważań : )

Nie ma grupy kontrolnej. Nie mam drugiej takiej samej kochanki, która by nie medytowała, ani babci ateistki. Przez co nie mogę ich porównać by jednoznacznie stwierdzić czy są dobrymi ludźmi dzięki czy mimo religii.
Wieżę jednak, na podstawie badań, że medytacja i praktyka katolicka to dobre metody na stawanie się lepszym.

Co za tym idzie mam dwie rady, jedną dla tych religijnych i praktykujących:
Bądźcie uważni, bo wnuk nie zawsze może się zapowiedzieć, i kiedy już mu się uda wyrwać z pracy, warto pamiętać, że w katolicyzmie jest on stworzony na obraz i podobieństwo Boga, a z Bogiem warto się spotykać.
Kochanek prawie na pewno nie jest oświecony, może poczuć niemiłe doznania w ciele i stracić równowagę umysłu kiedy poczuje się odrzucony, a przecież dokładnie tego chcecie uniknąć.

Drugą dla znajomych tych religijnych. Jeśli wasi bliscy nie są fanatykami, pozwólcie im trenować dobroć, korzystajcie z niej kiedy tylko jest wam okazywana, i pamiętajcie, że nie jesteście jedynym wnukiem, kochankiem, czy inną ważną sprawą w życiu waszych bliskich. Jeśli ciągle by was gościli i całowali, mogłoby zabraknąć im czasu na trening i odbudowanie sił.

Pozdrawiam.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Pomyślmy (15 punktów)
miloscczys(*)4/05/religie-rytuay-miosc.html
Link do oryginalnej publikacji.
24-05-2014 23:29Nie na temat
qerfy (677 punktów)
>Katolicy nieustannie słyszą o miłości do bliźniego, o tym,
>że Bóg jest miłością sam Jezus powiedział "cokolwiek uczynicie jednemu z braci moich mnie
>uczynicie". To musi jakoś utrwalać się w umyśle.

Słyszą jedno, a widzą drugie.

>Istnieją wiec powody, żeby przypuszczać, że praktyki takie w szerszej perspektywie czasowej, powinny
>owocować większą wrażliwością na potrzeby bliźnich (używając Chrześcijańskiej nomenklatury).

A jest na odwrót. Poziom przestępczości jest skorelowany z poziomem religijności www.youtube.com/watch?v=SUM_A0VD8DQ
25-05-2014 19:25 
 Ocena 1 na 1
Pomyślmy (15 punktów)
>Słyszą jedno, a widzą drugie.
Bardzo rzeczowo : )

>A jest na odwrót. Poziom przestępczości jest skorelowany z poziomem religijności www.youtube.com/watch?v=SUM_A0VD8DQ
Dobrze, że napisałeś skorelowany, religijność koreluje też z niskim wykształceniem i niskimi dochodami, raczej w tych zjawiskach doszukiwał bym się przyczyny.
qerfy (677 punktów)
>>Słyszą jedno, a widzą drugie.
>Bardzo rzeczowo : )

Pisałeś o torowaniu, to ci dałem przykład torowania. Możesz torować poprzez zmysł słuchu, albo zmysł wzroku. Nie sztuką jest mówić o miłości, sztuką jest miłość czynić.
25-05-2014 11:20Nie na temat
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Może duchowość tak...

Duchowość? Czyli co?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Pomyślmy (15 punktów)
>>Może duchowość tak...
>Duchowość? Czyli co?

Nie wiem, stąd "Może" na początku zdania : )
finerbijk (17282 punktów)
Jeśli ktoś uwierzy, że wykonywanie określonych czynności/rytuałów przynosi korzyści jemu i/lub innym, lub ich chroni w jakiś sposób, to się ich nie wyrzeknie z obawy przed wydumaną karą.
Jest to zaburzenie kojarzenia przyczynowo-skutkowego, niezależne od tego czy osoba jest poza tym "dobra" czy "zła". Na ogół nieszkodliwe, ale mogące prowadzić do groźnych przypadłości, jak religia.
25-05-2014 16:17 
 Ocena 1 na 1
Christos (2696 punktów)

>Jest to zaburzenie kojarzenia przyczynowo-skutkowego, niezależne od tego czy osoba jest poza tym "dobra" czy "zła". Na ogół nieszkodliwe, ale mogące prowadzić do groźnych przypadłości, jak religia.

Tu właśnie koło się zamyka. Religia zaburza kojarzenie przyczynowo-skutkowe zastępując mechanizm od przyczyny do skutku wolą boga lub pomija fizyczną przyczynę czy brak o niej wiedzy przypisując skutek wyższej istocie. Tak oto niewiedza staje się bogiem.


No gods, no masters...I am who I am.
Pomyślmy (15 punktów)
>Jeśli ktoś uwierzy, że wykonywanie określonych czynności (...) przynosi korzyści jemu i/lub innym, (...), to się ich nie wyrzeknie z obawy przed wydumaną karą.

Jeśli wierzę, że chodzenie na siłownie chroni mnie przed chorobami układu krążenia to myślisz, że nie będę mógł opuścić ani jednego treningu w obawie przed zawałem serca?
Christos (2696 punktów)

>Jeśli wierzę, że chodzenie na siłownie chroni mnie przed chorobami układu krążenia to myślisz, że nie będę mógł opuścić ani jednego treningu w obawie przed zawałem serca?

W tym przypadku upatrywałbyś skutku w jednej przyczynie, podczas gdy tak naprawdę jest ich wiele. Nie jesteś świadom wszystkich, czasem bardzo drobnych czynników, mających wpływ na Twoje zdrowie lub jego brak. Aktywność fizyczna to tylko jedna z nich. Gdybyś jednak opuścił trening i dalej cieszył się zdrowiem, zachwiałoby to Twoją wiarą?

No gods, no masters...I am who I am.
Pomyślmy (15 punktów)
> Gdybyś jednak opuścił trening i dalej cieszył się zdrowiem, zachwiałoby to Twoją wiarą?

No właśnie nie, i myślę, że gdyby babcia raz nie poszła do kościoła, i piorun by jej nie trafił, to też nic wielkiego by się nie stało. Myślę, że kieruje ja nawyk, nie strach.

Nie żeby w jakikolwiek sposób pomagało by to w sytuacji emocjonalnej kolegi.
29-05-2014 19:52 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>No właśnie nie, i myślę, że gdyby babcia raz nie poszła do kościoła, i piorun by jej nie trafił, to też nic wielkiego by się nie stało. Myślę, że kieruje ja nawyk, nie strach.
Niektóre zabombony wywołują irracjonalny strach w razie niedopełnienia rytuału, czy złamania tabu. Zatwardziały ateista, potrafi odczuć lekki niepój po tym, jak czarny kot mu przebiegł drogę pomimo, że rozumowo się z tego śmieje, ale kiedyś usłyszał, że komuś przebiegł przed samochodem i zaraz potem ten ktoś miał wypadek i mimowoli w mózgu mu się utworzyło takie połączenie między synapsami; a co dopiero osoba wierząca, która wykonuje swoje rytuały latami.
30-05-2014 09:11 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
Anglicy uważają, że czarny kot przynosi szczęście
30-05-2014 15:34 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Anglicy uważają, że czarny kot przynosi szczęście
Anglicy się nie znają. Pod drabiną boją się przechodzić, parasola się boją, osły. Sąsiada mam też osła, zawsze mówi "nie przez próg"
Pomyślmy (15 punktów)
Widzę, że wpis spowodował jakiś odzew, bardzo mnie to cieszy.

Odpowiedzi są bardzo kulturalne, ale troszkę nie przemyślane.

Większość z was widzi zagrożenie w katolickich rytuałach i buddyjskim treningu umysłu, co rozumiem, zastanawiam się równocześnie jak wy byście w takich sytuacjach reagowali, co było by najlepszą strategią?

Pozdrawiam
Episode_2 (3284 punktów)
>jak wy byście w takich sytuacjach reagowali, co było by najlepszą strategią?
W przypadku katolików sprawa jest prosta. Trzeba im powiedzieć, że Jezus przerywał modlitwę, gdy przychodzili do niego ludzie.
Magdzie możesz powiedzieć, żeby nie medytowała przy Tobie, bo i tak jej będziesz przeszkadzał, a początkujący muszą mieć spokój.
Christos (2696 punktów)
>Większość z was widzi zagrożenie w katolickich rytuałach..

Raczej nie. Większość uczestniczących w nich ludzi robi to z wszystkich innych przyczyn, niż autentyczna wiara w ich wpływ na materialny świat. Ci zaś, którzy wierzą w siłę sprawczą ceremonii stają się ofiarami socjotechniki. Rzeczywiście udział w rytuale może psychicznie zmotywować ludzi do działania dla osiągnięcia celu będącego np. intencją mszy. Sprawi jednak, że wspomniani ludzie wyciągną niewłaściwe wnioski z relacji przyczyna-skutek, ponieważ przypiszą ceremonii wymierny, materialny i bezpośredni efekt, podczas gdy ten był tylko psychologiczny. I taki jest właśnie cel rytuałów, utwierdzają w pozorach realnych skutków przez triki socjotechniczne tam gdzie nie sięga powszechna wiedza o świecie.
Jedna to z przyczyn wielowiekowej walki Kk z nauką. Wyjaśniała wycinki rzeczywistości, które wyjaśniał ludziom na swój sposób on sam, przy czym nauka robiła to w sprawdzalny namacalnie sposób. Kościół nie miał do powiedzenia nic nowego.
Obecnie sprzeciw Kk budzi nie tyle sama wiedza, ile sposoby jej wykorzystania.


No gods, no masters...I am who I am.
qerfy (677 punktów)
>Widzę, że wpis spowodował jakiś odzew, bardzo mnie to cieszy.
>Odpowiedzi są bardzo kulturalne, ale troszkę nie przemyślane.
>Większość z was widzi zagrożenie w katolickich rytuałach i buddyjskim treningu umysłu, co rozumiem, zastanawiam się równocześnie jak wy byście w takich sytuacjach reagowali, co było by najlepszą strategią?
>Pozdrawiam

W buddyjskiej medytacji nie widzę żadnego zagrożenia. Sam czasem praktykuje
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Badania psychologiczne dowiodły, że emocje, na przykład wdzięczność
> można wypraktykować. Jednym ze sposobów na taki trening jest regularne,
> naumyślne wzbudzanie w sobie takiej emocji. Niektóre szkoły medytacji,
> w tym ta w której studiuje Magda, promują takie ćwiczenia, i jak już wspomniałem,
> daje to, mierzalne efekty.

Jakieś efekty z pewnością dają, choć od znajomego psychologa kiedyś słyszałem, że takie praktyki mogą dać tyleż pożytku, co utrapienia.
Człowiek w dłuższej perspektywie wyczuwa, czy skierowana ku niemu wdzięczność jest autentyczna tzn. ma oparcie w konkretnych uczynkach, zdarzeniach i emocjach, czy tylko wyuczona.

Często obserwuję ludzi, którzy ponad autentyczność preferują wyuczenie. Nie wiem jak Ty, ale ja staję się wtedy zdecydowanie nieufny.

Parę tygodni temu wracałem z przejażdżki rowerowej. Jakieś 10 metrów przed szlabanem zobaczyłem młodą dziewczynę, która chciała wejść przez furtkę i mocowała się z kodem. Otwarłem szlaban z pilota, aby wjechać na teren osiedla i coś mi kazało popatrzeć 2 sekundy na tą dziewczynę. Może jej uroda? Ta nieśmiało zrobiła krok w stronę szlababanu, potem odwróciła do mnie głowę i szeroko się uśmiechnęła. Coś było w tym uśmiechu bardzo fajnego, co od obcej osoby zostaje w człowieku na długie minuty

Mam znów kolegę w pracy, który nieustannie i przez lata jest wdzięczny - wdzięczy się tak do człowieka i wdzięczy tym bardziej, im dłużej się z nim nie widzi. Przyznam, że ta relacja jest dla mnie trudna.
Pozdrowienia
10-06-2014 18:18 
 Ocena 1 na 1
Pomyślmy (15 punktów)
Nie przeciwstawiał bym wdzięczności szczerej i wyuczonej.

Raczej szczerej nie szczerą.

Wyuczonej formalnie tą, którą nasiąkamy podczas socjalizacji, myślę, że każda wdzięczność jest wyuczona, nie zależnie od tego czy przez rodziców, czy systematyczną praktykę.

PS. To, że wdzięczność łatwiej przyjąć od pięknej dziewczyny niż od kolegi w pracy łatwo mi zrozumieć : )(szczególnie jeśli jesteś heteroseksualny).
11-06-2014 07:33 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Wyuczonej formalnie tą, którą nasiąkamy podczas socjalizacji,
> myślę, że każda wdzięczność jest wyuczona, nie zależnie od tego
> czy przez rodziców, czy systematyczną praktykę.

Jednakowoż praktyka tego nie potwierdza. Małe dziecko za troskę matki odwdzięcza się szerokim uśmiechem, a nawet śmiechem. Z czasem, gdy dorasta robi to w coraz bardziej wyrafinowany sposób, nie tylko wobec matki.
Z innej strony: czasem w danej sytuacji nie potrafimy pohamować odruchu sympatii, nawet gdybyśmy próbowali.

I dodatkowa rzecz: nie wiem, czy to samo z kol. Pomyślmy słyszę między wierszami w piosence Lady Pank "Vademecum Skauta".
A raczej wiem: nie to samo

> PS. To, że wdzięczność łatwiej przyjąć od pięknej dziewczyny
> niż od kolegi w pracy łatwo mi zrozumieć : )(szczególnie jeśli
> jesteś heteroseksualny).

Wiele razy przyjmowałem wdzięczność, czy życzliwość również od kolegów z pracy i nie miałem z tym problemów.
Ważne, czy idzie za tym później coś realnego i konkretnego tzn. czy mogę na danego kolegę liczyć, czy ma zdrowy odruch adekwatnego odwzajemnienia się.
Jeśli tak, to prowokuje mnie to do dalszej zdrowej wymiany, realcja może się toczyć dalej.
Jeśli nie, ta "wdzięczność" pisana w cudzysłowiu była tylko wyuczona i staję się nieufny.

Konkludując:
Uważam, że wtórne uczenie "formalnej" wdzięczności, położenie na niej nacisku jest zbędne. Ma tylko przykrywać pewne osobiste braki lub kompleksy (również nauczyciela).

Szanuj czas i pieniądz
Zęby myj, zbieraj złom
Dobry bądź dla zwierząt
One też kochać ciebie chcą!


Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Pomyślmy (15 punktów)
>Uważam, że wtórne uczenie "formalnej" wdzięczności, położenie na niej nacisku jest zbędne. Ma tylko przykrywać pewne osobiste braki lub kompleksy (również nauczyciela).

Ciekawe, co Twoim zdaniem człowiek z takimi brakami, nauczyciel to czy uczeń, powinien z nimi zrobić?
11-06-2014 11:54 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ciekawe, co Twoim zdaniem człowiek z takimi
> brakami, nauczyciel to czy uczeń, powinien z nimi zrobić?

Zastanowić się nad sobą i może popatrzeć uważaniej jak działa świat i człowiek. A później zacząć eksperymentować na nowo.
Ewentualnie porozmawiać z Racjonalistami np. tutaj
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Irracja (4721 punktów)
>Wieżę jednak, na podstawie badań, że medytacja i praktyka katolicka to dobre metody na stawanie się lepszym.

... hmmm, może bym i w to UWIEŻYŁ, i bez badań. Ale wierzyć w to, nawet z badaniami to już "baaardzooo trudno" - co najmniej...


... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
Pomyślmy (15 punktów)
Możesz rozwinąć?
Wyjaśnić?
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ale wierzyć w to, nawet z badaniami to już "baaardzooo trudno" - co najmniej...

Dla mnie w ogóle nieco poronionym celem jest "stawanie się lepszym".
Bo co to znaczy? Dziś jestem "gorszy" bo umię trochę mniej, nie mam dużego doświadczenia, nie łapię jak inni? I medytacja ma to coś niby we mnie poprawić, naprawić?
Ciekawe..


Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365