>Współczuje homoseksualistom, którzy "wpadli w >ręce Odwagi". Kościól katolicki traktuje >homoseksualizm jako straszną chorobą, a przecież >tak nie jest! Dziwię się takim poglądom u racjonalistów. Z dwóch powodów: 1.Jeśli jakiś chrześcijanin odkrył w sobie homoseksualne skłonności, to ma dwa wyjścia: albo przestać być chrześcijaninem, albo zwalczać w sobie te skłonności. Żyjemy w kraju wolnym, więc ten wybór jest wolny. Jeśli ktoś zdecydował się na opcję drugą - jego prawo, a obowiązek duszpasterzy pomóc mu w takim postanowieniu trwać, i nie ma tu komu współczuć. W każdym razie to chyba dobrze, że kościół już nie pali homoseksualistów na stosie, tylko wyciąga do nich pomocną dłoń? 2. Jeszcze bardziej zadziwia mnie oburzenie z powodu traktowania Homoseksualizmu jak choroby. Przecież to własnie z naturalistyczno- ewolucyjnego punktu widzenia skłonność taka jest poważną słabością - obniża, a nawet unicestwia zdolności prokreacyjne, a co za tym idzie przekazywanie genów. Własnie z tego punktu widzenia homoseksualizm jest istotną dolegliwością. Może nie chorobą, bo nie czyni spustoszenia w organiźmie, ale ogranicza on biologiczne czynności. Dodajmy jeszcze, że w męskim wydaniu jest on anatomicznie absurdalny. "Przeciwny naturze". Jedynie głęboki humanizm, płciowy szowinizm, albo ostry hedonizm jest w stanie nadać jakikolwiek sens homoseksualizmowi. Ma on więc jedynie sens ideologiczny. Racjonalnie nie ma on żadnego sensu - jest pewną ułomnością.
|