 |
1 sierpnia początek wojny handlowej Polska-Rosja Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 31-07-2014 12:10 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | 1 sierpnia początek wojny handlowej Polska-Rosja
6 na 6 | Pierwszą odpowiedzią na unijne sankcje jest embargo nałożone przez Rosję na polskie owoce i warzywa. Weźcie udział w wojnie handlowej - jedzcie polskie jabłka! Co tracimy? 1 miejsce na świecie w eksporcie jabłek. Otóż w 2013 Polska zdobyła mistrzostwo świata w eksporcie jabłek. W 2012 Polska wyprodukowała 2,5-3 mln ton jabłek, z czego 60% poszło na eksport. Jeszcze w sierpniu 2013 światowa czołówka eksporterów wyglądała następująco: 1 miejsce - Chiny, 2 miejsce - USA, 3 miejsce - Polska. Po podsumowaniu całego sezonu Polska wyprzedziła nie tylko USA, ale i Chiny. To rzecz niebanalna wyprzedzić w czymś Chiny, które potrafiły odebrać nam palmę pierwszeństwa nawet w dewocjonaliach. Podkreślmy jednak, że dotyczy to eksportu a nie całej produkcji (w tej ostatniej jesteśmy na piątym miejscu, po Chinach, USA, Indiach i Turcji). W eksporcie pokonaliśmy jednak Chiny: 1,2 mln ton Polski wobec 1 mln ton Chin. Co ciekawe: zwycięstwo było możliwe dzięki Rosji, która bije rekordy importu polskich jabłek (90% importu to polskie jabłka, wzrost importu z Polski o 70% wobec ubiegłego roku). Główni odbiorcy polskich jabłek: Rosja - 750 tys. Ton, UE - 250 tys. Ton. Znaczącym odbiorcą jest także Białoruś. Niemcy zaś w 2012 kupiły 95% wyprodukowanego w Polsce soku jabłkowego (w 2012 wyprzedziliśmy w produkcji koncentratu jabłkowego USA, plasując się na drugim miejscu za Chinami). Utraciliśmy natomiast rynek ukraiński, na którym jeszcze w 2012 roku 95% importowanych jabłek pochodziło z Polski. Paradoksem jest, że polskie jabłka można eksportować do Rosji, Algierii, Egiptu czy na Białoruś, , a nie można do USA, które chronią swój rynek jabłek (o wartości 3 mld dolarów). Polskie jabłka zdobywają za to Zatokę Perską. Prezes Regionalnej Izby Gospodarczej w Łodzi wyjaśnia, że jest to możliwe po części dlatego, że obecni decydenci w Arabii Saudyjskiej w okresie PRL studiowali w Polsce i dziś wolą sprowadzić jabłka z Polski niż np. z Brazylii. I jest to niezbędne, jeśli mamy utrzymać miejsce w światowej czołówce. Prezydent Putin dąży bowiem do zrzucenia "jabłkowej zależności" Rosji od Polski. Więcej na ten temat: Poland passes China as largest apple exporter, Fresh Plaza, 4 listopada 2013.  Jedyną uzasadnioną interesem polskim "sankcją ekonomiczną" wobec Rosji powinno być embargo lub zapory celne na rosyjski węgiel - gdyż ten krok powinien być podjęty i bez żadnych kontekstów wojennych. Obrońcom wolnego rynku należy wyjaśnić, że nie godzi to w jego zasady, gdyż to obecnie brak jest równych szans konkurencyjnych, kiedy polskie górnictwo obciążone balastem unijnym ma konkurować z górnictwem rosyjskim, wolnym od takiego obciążenia. Skazanie nas na taką konkurencję ze strony Unii jest jaskrawo niesprawiedliwe. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
4 na 6 | Jennifer85 (821 punktów) | Ile każdy obywatel miałby tych jabłek zjeść dziennie, aby wyrównać stracony eksport? Rozumiem, że "jabłkowe imperium" brzmi dumnie, ale proponowałbym zwrócić uwagę na kilka rzeczy, o których Pan zapomina w swoich postach (z większością się zgadzam zresztą, ale niemniej jednak...). 1.Bycie eksporterem produktów nie- lub słabo przetworzonych to definicja słabej gospodarki. Produkcja jabłek nie tworzy stałych miejsc pracy (a przeważnie są to "letnicy"), nie zmusza do innowacji, a w przypadku dużego zbytu - nie skłania do rozwoju (a jedynie do wykupywania ziemi od konkurencji czyli jej koncentracji). Nie jest przypadkiem, że stalismy się czołowym eksporterem jabłek - kolonie to zazwyczaj monokultury rolne bądź surowcowe. Jeżeli więc jesteśmy największą montownią samochodów w Europie Śr., albo największym eksporterem jabłek etc., to powinniśmy się martwić (nawet jeśli większość sadów nad Wisłą jest w polskich rękach). Zaznaczam, że jest to raczej objaw choroby, niż jej przyczyna. 2.Mówi Pan o negatywnym wpływie regulacji unijnych na przemysł węglowy. Zgoda. Ale nie wspomiał Pan, że większosć produkcji polskich kopalń idzie na rynek wewnętrzny, a tam spada produkcja energii. Jeśli więc chcemy ratować polski węgiel, powinniśmy się skupić na budowie popytu wewnętrznego - czyli w skrócie: na rozwoju przemysłu. Owszem, wieszczenie nadejścia epoki postindustrialnej to bajka, lecz ważna jest struktura przemysłu. Im bliżej nasza produkcja będzie końcowego produktu, tym większą moc ma gospodarka i tym większy popyt na surowce (no i trudniej eksportować dobre miejsca pracy). Skoro więc mamy problem z eksportem jabłek, to może wykorzystać spadek cen na lokalnym rynku i zacząć wspierać (np. kredytami bądź subsydiami) produkcję dżemów, marmolad, win etc.? Śmieszne? Socjalistyczne? A może jednak... Zamiast hasła: "Jedzcie polskie jabłka!" proponuję: "Zakładajcie przetwórnie owoców i warzyw!". 3.Ochrona polskiego wydobycia węgla ma uzasadnienie jedynie społeczne (chodzi o uniknięcie fali bezrobocia). Ceny węgla będą dalej spadać i nic z tym nie zrobimy. Rosja i Kazachstan mają tańszą siłę roboczą i lepsze złoża. Mają też pomoc technologiczną z zachodu. Węgiel ze wschodu jest gorszy jakościowo, ale wystarczy by wygrać wojnę cenową. A może się wyspecjalizować? Proponuję przyjrzeć się polskiemu przemysłowi siarkowemu (chodzi głównie o Jeziórko). Gdyby nie rabowanie dobrych złóż na pocz. lat 90-tych (powód: spadek cen siarki), dzisiaj produkcja dobrej, czystej siarki (np. dla farmacji) byłaby jeszcze większa (obecnie działa Grzybów). "Siarkopol" to nie był tylko i wyłącznie moloch państwowy. Patrząc wstecz widać, że można było go transformować w kilkanaście wydajnych przedsiębiorstw. Tak na marginesie: możnaby napisać coś o "Siarkopolu" bo to ciekawy przypadek fatalnie przeprowadzonej restrukturyzacji (lub raczej - rabunku maszyn i technologii). Może jakiś artykuł? Pozdrawiam PS "Jabłkowa zależnosć Rosji od Polski"? Widać przecież, że jest odwrotnie: my nie mamy gdzie sprzedać jabłek, a Rosja może sobie je sprowadzić skąd inąd (choćby i z Chin) - jak dla mnie to my jesteśmy zależni "jabłkowo" 
The road to wisdom? Well, it's plain and simple to express. Err and err and err again, but less and less and less.
|
|
 | 7 na 7 Alderyk Olrzyk (19376 punktów) (zablokowany) |
>1.Bycie eksporterem produktów nie- lub słabo przetworzonych to definicja słabej gospodarki...
Totalne brednie. Sadownictwo nie musi być synonimem zacofania. To tak jakby powiedzieć, że Holandia to kraj słabo rozwinięty, bo eksportuje tulipany. Za sadownictwem idzie jeszcze przechowalnictwo, szkółkarstwo, agrotechnika itp. Więc proszę nie rozpleniać idiotyzmów o "słabej gospodarce z powodu jabłek". Mamy po prostu wielkie tradycje sadownictwa. To jest nasze dziedzictwo i potencjał, a nie kula u nogi.
"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
|
|
|  | 2 na 4 | Sygnał (4252 punktów) | >Totalne brednie. Sadownictwo nie musi być synonimem zacofania.
Nikt tego nie powiedział.
>To tak jakby powiedzieć, że Holandia to kraj słabo rozwinięty, bo eksportuje tulipany. >Za sadownictwem idzie jeszcze przechowalnictwo, szkółkarstwo, agrotechnika itp. Więc proszę nie rozpleniać idiotyzmów o "słabej gospodarce z powodu jabłek". Mamy po prostu wielkie tradycje sadownictwa. To jest nasze dziedzictwo i potencjał, a nie kula u nogi.
Więcej możnaby zarobić np. na przetworach z jabłek. W Europie coraz popularniejsze robią się cydry. A tradycyjne podejście do sadownictwa w kontekście dyskusji o efektywnej gospodarki to śmiech na sali.
|
|
| |  | 1 na 1 Alderyk Olrzyk (19376 punktów) (zablokowany) |
> A tradycyjne podejście do sadownictwa w kontekście dyskusji o efektywnej gospodarki to śmiech na sali.Weź się Pan raz przejedź na Powiśle i przestań bredzić o "tradycyjnym podejściu do sadownictwa". www.jozefowsad.pl/produkcja-owocow
"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
|
|
| | |  | | Sygnał (4252 punktów) | > Weź się Pan raz przejedź na Powiśle i przestań bredzić o "tradycyjnym podejściu do sadownictwa".> www.jozefowsad.pl/produkcja-owocowWeź Pan przeczytaj co napisałem i nie rozpatruj ekonomii w kontekście dziedzictwa i tradycji.
|
|
| | | |  | 3 na 3 Alderyk Olrzyk (19376 punktów) (zablokowany) |
>Weź Pan przeczytaj co napisałem i nie rozpatruj ekonomii w kontekście dziedzictwa i tradycji.
Tak się składa, że sad nie urośnie w miesiąc, a pozycji czołowego eksportera owoców nie buduje się na marce "tradycyjnego sadownictwa". Sadownicy wiele musieli zainwestować w nowe odmiany, w nowe systemy uprawy, przechowalnictwo, marketing i dystrybucję. Tworzą się grupy producenckie, spółdzielnie. Polskie jabłka na eksport to produkt owego nowoczesnego sadownictwa, które rozwinęło się na taką skalę w ciągu kilkunastu ostatnich lat.
"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Sygnał (4252 punktów) | >Tak się składa, że sad nie urośnie w miesiąc, a pozycji czołowego eksportera owoców nie buduje się na marce "tradycyjnego sadownictwa". Sadownicy wiele musieli zainwestować w nowe odmiany, w nowe systemy uprawy, przechowalnictwo, marketing i dystrybucję. Tworzą się grupy producenckie, spółdzielnie. Polskie jabłka na eksport to produkt owego nowoczesnego sadownictwa, które rozwinęło się na taką skalę w ciągu kilkunastu ostatnich lat.
I nie będę się z tym kłócił. Rolnictwo, jako sektor, jest generalnie mało dochodowy CHYBA, że nowocześnie uprawiany w gospodarstwach o dużym areale. W Polsce takie występuje, ale występują też tradycyjne sady pana Janusza, który ma 20 drzewek i brak realnej zdolności produkcyjnej. Zgadnij, który zgarnia dotacje.
Dyskusja z resztą jest tu na temat tego, czy aby sam goły surowiec, czy może wynik przetwórstwa tegoż był bardziej dochodowy w sprzedaży.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Jennifer85 (821 punktów) | Masz rację. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że i tak większość produkcji jabłek w Polsce idzie "na przemysł". Jest to ponad połowa. Sami sadownicy myślą coraz częściej o produkcji soków z własnych owoców. Inny użytkownik wspomniał o cydrze. Ja dodam jeszcze wina (NB, obok tematu, winorośl coraz lepiej się u nas przyjmuje). Myślę, że boom jabłkowy można całkiem dobrze zagospodarować dzięki zwiększeniu przetwórstwa. Produkcja jabłek deserowych mogłaby mieć wtedy zapewnioną stabilność w czasie wojen celnych, embarg czy nieurodzajów (albo zwyczajnie - spadków cen). Sadzę, że sami sadownicy dochodzą do takich wniosków i lojalność konsumencka na polskim rynku będzie miała niewielkie znaczenie dla dalszego rozwoju tego sektora. Jeśli się dobrze "zakręcić" to ktoś sprytny stworzy na tym wszystkim kilka rozpoznawalnych marek polskiej żywności (atutem jest tu cena). Z Nestle to konkurować nie będziemy, ale np. polskie dżemy czy soki mogą być hitem większym, niż polskie "deserówki". Zwrot przy poniesionych nakładach masz większy na przetwórstwie (a produkcja alkoholi to już w ogóle jakieś 115%) , choćby Twoje jabłka były nie wiem jak dobre. A za dziesięć lat będziemy jabłka do naszych sklepów sprowadzać z Litwy. I nie będzie tragedii.
Pozdrawiam
The road to wisdom? Well, it's plain and simple to express. Err and err and err again, but less and less and less.
|
|
| | | | | |  | Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Masz rację. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że i tak większość produkcji jabłek w Polsce idzie "na przemysł". Jest to ponad połowa. Sami sadownicy myślą coraz częściej o produkcji soków z własnych owoców. Inny użytkownik wspomniał o cydrze. Ja dodam jeszcze wina (NB, obok tematu, winorośl coraz lepiej się u nas przyjmuje).
Obok tematu - piłaś polskie wina? Bo ja miałam tego pecha, mój ulubiony sklep z winami zaproponował mi poczęstunek w ramach promocji nowego produktu (szybko zrezygnowali z tego segmentu win).
Jakość taka sobie (co tu ukrywać, polskie winogrona mają za mało słońca a co za tym idzie za mało cukru, i dobre chęci i gorący patriotyzm niewiele pomogą, 80% sukcesu wina to surowiec i klimat) za w pełni europejską cenę. Trzeba duuuużo bardziej kochać Polskę niż ja, żeby dać 35 zł za niedorobionego rieslinga.
Niestety, globalne ocieplenie nam nie sprzyja, bo zamiast większej ilość dni słonecznych w roku u nas będzie raczej więcej suszy na przemian z powodziami.
Może zostawmy produkcję wina krajom, które mają do tego warunki tak po prostu, a nie "jak się uprzemy to się da, bo przecież w średniowieczu... ho ho co to nie my".
Polskie wino to raczej kosztowne hobby a nie sposób na poprawienie bilansu płatniczego. I o ile z polskich jabłek może wyjść świetny cydr, jak już się ludzie naucza go robić jak należy, o tyle z polskich winogron wyjdzie tylko takie sobie wino, ciekawostka regionalna i tyle.
A w ogóle to stajemy się potęgą w uprawie borówki amerykańskiej, podobno klimat jej pasuje jak ulał.
"We live in times of smart phones and stupid people"
|
|
| |  | 3 na 3 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | Polskie jabłka wolę jeść niż pić | >Więcej możnaby zarobić np. na przetworach z jabłek. W Europie coraz popularniejsze robią się cydry.
Nie, to w Polsce się robią popularne. W Europie były popularna dawno temu i nigdy nie przestały. To my odkrywamy NA NOWO wina, cydry, jakościowe destylaty owocowe itp.
A jak na razie polskie cydry nie mają szans konkurować z francuskimi czy belgijskimi a już na pewno nie z angielskimi i irlandzkimi. To jest różnica o co najmniej klasę.
Próbowałam paru polskich cydrów, w tym ostatnio strasznie reklamowanego Cydru Lubelskiego. Dziwny chemiczny posmak, za słodkie, za krotko fermentowane i do tego silne skojarzenie z jabolem, którego dane mi było kiedyś nieopatrzeni posmakować, tylko moc mniejsza (na studiach człowiek rożne okropności pił).
Eksport polskiego cydru na zachód? I może jeszcze tulipany do Holandii i makaron do Włoch?
Swoja drogą większość polskich cydrów (tych dających się kupić w sklepie, a nie w jednej hipsterskiej knajpce w Warszawie, gdzie wytwarza je chałupniczo jakiś naturalizowany Anglik) jest po prostu niedorobiona, żeby zawartość alkoholu nie przekroczyła magicznego progu 4,5%, bo wtedy napój wypada z akcyzy "piwnej" i wpada w "winną", znacznie wyższą i wymagającą znakowania. I do tego automatycznie sklepy i lokale z koncesją tylko piwną nie mogą go sprzedawać. Zatrzymuje się więc fermentację przed czasem, w rezultacie mamy słodki półprodukt jadący moszczem (albo co grosza siarczynami którymi gaszono fermentację), którym naprawdę nie ma się co na razie chwalić za granicą.
Podsumowując - polskie cydry maja do nadrobienia paręset lat. Taki sobie pomysł na upłynnienie tych polskich jabłek, które już dojrzewają na drzewach.
"We live in times of smart phones and stupid people"
|
|
| | |  | | kogut59 (3090 punktów) | Odp: Polskie jabłka wolę jeść niż pić | > Próbowałam paru polskich cydrów, w tym ostatnio strasznie reklamowanego Cydru Lubelskiego.> Dziwny chemiczny posmak, za słodkie, za krotko fermentowane i do tego silne skojarzenie z jabolem, którego dane mi było kiedyś nieopatrzeni posmakować, tylko moc mniejsza (na studiach człowiek rożne okropności pił).Wino z jabłek bardzo popularne w Hesji jest czystym naturalnym produktem bez dodatków a wiec można i to od setek lat. en.wikipedia.org/wiki/Apfelwein
|
|
| | |  | | DyktaFon (9281 punktów) | > >> Podsumowując - polskie cydry maja do nadrobienia paręset lat. Taki sobie pomysł na upłynnienie tych polskich jabłek, które już dojrzewają na drzewach.Polskie cydry nie mają nic do nadrabiania  To, jak zwykle, przepisy mają. Jak ktoś chce robić cydry przez stanowienie przepisów, to takie są skutki. Jak ze wszystkim prawie... Cydr, to cydr. A nie wydumany napój o zawartości alkoholu ileś tam.. bo inaczej kara. Wszędzie, gdzie urzędnik coś kombinuje, to wyjdzie dokładnie odwrotnie. Cydr, autostrada...
|
|
| | |  | | de Vill (1165 punktów) | > żeby zawartość alkoholu nie przekroczyła magicznego progu 4,5%, bo wtedy napój wypada z akcyzy "piwnej" i wpada w "winną", znacznie wyższą i wymagającą znakowania
Na pewno 4,5% to piwna granica? Wszystkie sąsiedzkie markety do których mam kilka minut drogi pieszo - Aldi, Lidl, Netto, Carrefour mają tanie, własnej marki piwa 7,2%, za mniej niż 1,80 zł puszka. Carrefour ma nawet 9%. Używam ich czasem jako środka nasennego, dwie puszki wystarczą, rano nie mam kaca, przepłucze przy okazji nerki, a po tabletkach to różnie bywa. Zalatują te piwa wprawdzie solidnie spirytusem, ale traktuję je jako lekarstwo, więc smak nieważny.
|
|
 | 1 na 1 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Odp: 1 sierpnia początek wojny handlowej Polska-Rosja | >Ile każdy obywatel miałby tych jabłek zjeść dziennie, aby wyrównać stracony eksport?
Nie chodzi o wyrównywanie straconego eksportu, lecz o pobudzenie postaw konsumenckich elastycznie reagujących na nadzwyczajną sytuację rynkową w polskiej gospodarce, dzięki której możliwe będzie załagodzenie negatywnych skutków tej sytuacji w okresie przejściowym. Polscy sadownicy bowiem intensywnie rozwijają się na nowe rynki. Ważne aby jak najmniej popadało.
>Zaznaczam, że jest to raczej objaw choroby, niż jej przyczyna.
Zastanawiam się, jakimi racjami trzeba się kierować, by budować konstrukcje retoryczne uzasadniające, że pozytywne zjawisko w polskiej gospodarce jakim jest czołowy na świecie eksport tych owoców - jest w istocie chorobą, patologią.
Jesteśmy neokolonią, więc silni jesteśmy w jabłkach. Ergo: znielubmy tę siłę, bo to konsekwencja neokolonii.
Rozsądne społeczeństwa wiedzą, że postawy konsumenckie mogą bardzo wiele w budowaniu zdrowej gospodarki kraju. Jest tutaj ważna rola mediów i Racjonalista taką rolę będzie pełnił. Między innymi tematami.
|
|
|  | 2 na 2 | Jennifer85 (821 punktów) | >Ważne aby jak najmniej popadało.
Jeśli tak, to większe znaczenie będzie miał tu rozwój przetwórstwa.
>Zastanawiam się, jakimi racjami trzeba się kierować, by budować konstrukcje retoryczne uzasadniające, że pozytywne zjawisko w polskiej gospodarce jakim jest czołowy na świecie eksport tych owoców - jest w istocie chorobą, patologią. > Jesteśmy neokolonią, więc silni jesteśmy w jabłkach. Ergo: znielubmy tę siłę, bo to konsekwencja neokolonii.
Proszę Pana, zniekształcił Pan moją wypowiedź poza wszelkie granice. "Znielubmy tę siłę"? Jak w ogóle może Pan cytować moje wyjaśnienie, aby zaraz potem zupełnie mu zaprzeczyć przy pomocy niby to mojego rozumowania? Po co Pan to robi?
>Rozsądne społeczeństwa wiedzą, że postawy konsumenckie mogą bardzo wiele w budowaniu zdrowej gospodarki kraju. Jest tutaj ważna rola mediów i Racjonalista taką rolę będzie pełnił. Między innymi tematami.
Nie mam nic przeciwko. Nie z tym dyskutuję. Sam jestem świadomie lojalnym konsumentem.
Sądzę jednak, że się Pan myli w wielu kwestiach. Wymieniłem dwie. Wcześniej wspomniałem o kilku innych. Jeśli sądzi Pan, że chcę likwidować sady, to stanowczo zaprzeczam. W jaki sposób rozwój przetwórstwa to "znielubienie siły" sadownictwa?
Dla dobra innych forumowiczów proponuję też podać źródła danych, które zawarł Pan w treści wątku.
The road to wisdom? Well, it's plain and simple to express. Err and err and err again, but less and less and less.
|
|
2 na 2 | opalony Ernest (9 punktów) | Proponuję, by każdy polski patriota nałożył embargo na Rosję i nie korzystał od jutra z gazu. Tylko na co nałożyć embargo ukochanej Ukrainie, która od zwycięstwa pomarańczowej rewolucji nie chce polskiej wieprzowiny? www.pb.pl/(*)a-importu-polskiej-wieprzowiny
|
|
 | | Anna Salman (16360 punktów) | >Tylko na co nałożyć embargo ukochanej Ukrainie... Na prostytutki i tanią siłę roboczą, czyli na tzw. studentów (prywatnych uczelni).
|
|
1 na 1 | pawel_wr (4297 punktów) | >Pierwszą odpowiedzią na unijne sankcje jest embargo nałożone przez Rosję na polskie owoce i >warzywa. Weźcie udział w wojnie handlowej - jedzcie polskie jabłka!
Jestem ciekawy, co Pan KRUL JKM sądzi o politycznym embargo nałożonym przez Putina na Polskę.
Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
|
|
| Grzegorz (5685 punktów) | >Jedyną uzasadnioną interesem polskim "sankcją ekonomiczną" wobec Rosji powinno być embargo lub zapory celne na rosyjski węgiel - gdyż ten krok powinien być podjęty i bez żadnych kontekstów wojennych. Obrońcom wolnego rynku należy wyjaśnić, że nie godzi to w jego zasady, gdyż to obecnie brak jest równych szans konkurencyjnych, kiedy polskie górnictwo obciążone balastem unijnym ma konkurować z górnictwem rosyjskim, wolnym od takiego obciążenia.
Pytanie nr1 kto będzie kupował ten węgiel jak im dowalimy na tyle żeby było "sprawiedliwe" i czy nie wylejemy dziecka z kąpielą. Zakładając że nie wylejemy bo niektórzy po prostu i tak będą musieli kupować węgiel (np. elektrownie węglowe, hutnictwo, itd.) nasuwa się pytanie nr2, komu dokładnie się to opłaci, bo mogę uwierzyć że górnikom (których przywileje są sankcjonowane przez kolejne rządy), natomiast zwykłym konsumentom obawiam się że już nie do końca.
Tak trochę obok tematu nie rozumiem tych tego upartego trwania przy górnictwie mimo tego że od czasów Gierka minęło już prawie 40 lat. Niemcy już załapali że węgiel jest nieodnawialny i będzie się stopniowo wyczerpywał (zwłaszcza jeśli nie znajdziemy jakiegoś genialnego źródła energii), a jego ceny rosły. M.in. dlatego (czynników jest oczywiście duużo więcej) zamykają swoje kopalnie, a my możemy się tylko domyślić kto komu będzie sprzedawał węgiel i za jakie pieniądze kiedy nasi górnicy sprzedadzą już za psie grosze wszystko co uda im się wyskrobać do głębokości (powiedzmy) kilometra i znów ruszą zdobywać Warszawę - bo w końcu takie rzeczy jak zła koniuktura czy nawet brak surowca to nie ich wina.
|
|
1 na 1 julian (1206 punktów) (zablokowany) |
> Paradoksem jest, że polskie jabłka można eksportować do Rosji, Algierii, Egiptu> czy na Białoruś, , a nie można do USA, które chronią swój rynek jabłek (o wartości 3 mld dolarów).To kuriozalna sytuacja. Przecież USA to kraj wolnorynkowy, a tutaj taki ordynarny jabłkowy protekcjonizm? Ciekawe, że włoskim eksporterom jabłek, te bariery nie przeszkadzają. Cytat:Obecnie każdego tygodnia Ocean Atlantycki przemierzają kolejne kontenery południowo tyrolskich jabłek, lądując w portach wschodniego wybrzeża Ameryki, co Włosi uznają za historyczny sukces. Może nam się wydawać, że państwo które jest drugim po Chinach największym światowym producentem jabłek nie jest dobrym miejscem na sprzedaż tych owoców z Europy. Jednak włoscy specjaliści zatrudniani przez firmy eksportowe uważają inaczej, a w branżowych mediach mówi się o rychłym sukcesie. www.e-sado(*)wac-jablka-do-chin-indii-i-usa
|
|
1 na 1 | DyktaFon (9281 punktów) | > Pierwszą odpowiedzią na unijne sankcje jest embargo nałożone przez Rosję na polskie owoce iNic nie rozumiem... nałożyliśmy sankcje na Rosję... i dziwimy się, że nie kupują polskich jabłek? A mieliby kupować więcej czy jak? Widocznie nie potrzebują jabłek, a kupowali po znajomości, aby się nam nie zmarnowały. Ale jak my im, to oni nam...
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|