 |
Ateista - człowiek nienormalny? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 05-10-2014 13:26 | Hodża (11172 punktów) | Ateista - człowiek nienormalny?
9 na 9 | Czy ateiści są osobami nieprzystosowanymi społecznie? Czy - a może kiedy - osoby silnie religijne spełniają kryterium osobowości zaburzonej? Czy "słaba" religijność, o ile nie jest pospolitym konformizmem, nie jest czynnikiem ryzyka wystąpienia poważnych zaburzeń psychicznych czy psychosomatycznych (stygmaty)? W procesie socjalizacji - wg Wikipedii - ważną rolę odgrywa Kościół. Czy nieposyłanie dziecka przez rodziców na lekcje religii jest receptą na wychowanie osoby nieprzystosowanej społecznie? Z własnego doświadczenia wiem, że - jakkolwiek działo się to w latach PRL - presja społeczna spowodowała, że nieco później niż rówieśnicy odbyłem jednak kurs uprawniający do konsumpcji ludzkiego ciała w postaci wafelków. Czy "komunia święta" nie jest w rzeczywistości przyobleczonym w estetyczny, religijno-mistyczny woal narzędziem socjotechniki, którego rzeczywistą funkcją jest niszczenie jednego z etycznych fundamentów kultury europejskiej, którym jest kategoryczny zakaz kanibalizmu? W procesie kształtowania się niedostosowania społecznego podstawową rolę odgrywają, znowu cytując Wikipedię, "manifestacje, polegające na czynnościach sprzecznych z normami strzegącymi interesów społeczeństwa oraz tych systemów społecznych i instytucji, które warunkują istnienie kultury (przejawy różnych odmian wykolejenia społecznego-antagonistyczno-destruktywne zachowania)". pl.wikiped(*)niedostosowana_społecznieW Polsce jedyną de facto instytucją warunkującą istnienie kultury jest Kościół, bo tego samego nie można już powiedzieć np. o (stosunkowo młodym i dysponującym znikomym budżetem) Ministerstwie Kultury; jakkolwiek działania instytucji rządowych są z pewnością w większości wypadków bardzo chwalebne i często doniosłe, to nie posiada nawet części tego potencjału, który czy w postaci mecenatu, czy też ideologicznej inspiracji przez wieki całe sprawiał, że to Kościół w gruncie rzeczy ukształtował mentalność Polaków w tak katastrofalnym kierunku, czyniąc ich epistemologicznymi kalekami. Podsumowując: czy kryterium normy w znaczeniu funkcjonalności społecznej może być system wierzeń i zachowań, który, jakkolwiek podzielany przez zdecydowaną większość, przynajmniej na poziomie deklaratywnym, kłóci się z elementarnym zdrowym rozsądkiem? Czy normą może być kultura, która w swoich założeniach stawia rozum niżej niż dogmat? Czy w ogóle kultura, która często w swoich tradycjach utrwala głupotę, przesąd i mechanizmy wyłączające myślenie oraz niszczące wszelki indywidualizm, może być brana pod uwagę jako takie kryterium bez ryzyka pogwałcenia podstawowego paradygmatu nauki, którym winna być racjonalność jej dociekań? Czy i na ile bezmyślna tłuszcza może być odniesieniem dla ludzi myślących? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | Episode_2 (3284 punktów) | Można do tego podchodzić w ten sposób, że osoby, które podważają porządek społeczny i naruszają filary społeczeństwa, są osobami nieprzystosowanymi, a nawet antyspołecznymi. Ponoszą też koszty tego nieprzystosowania - prowokują złe traktowanie, bo społeczeństwo się broni przed destabilizacją.
Tyle, że to dość wąskie spojrzenie. Z szerszej perspektywy - społeczeństwa ewoluują i ktoś musi robić pierwsze kroki w kierunku zmian. Zatem takie "antyspołeczne" osoby mogą przynieść więcej pożytku niż strat.
>Podsumowując: czy kryterium normy w znaczeniu funkcjonalności społecznej może być system wierzeń i zachowań, który, jakkolwiek podzielany przez zdecydowaną większość, przynajmniej na poziomie deklaratywnym, kłóci się z elementarnym zdrowym rozsądkiem? Czy normą może być kultura, która w swoich założeniach stawia rozum niżej niż dogmat? Normą może być wszystko, co ludzie uznają za normę.
|
|
 | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | >Normą może być wszystko, co ludzie uznają za normę.
Chyba nie - byłoby wtedy tyle norm, ile istnieje grup interesu, partii czy jakichś egoistycznych postaw. Samo pojęcie "normy" zawiera pewien jej obiektywny charakter, poza tym nie jest tak, że norma jest projektowana; jest raczej kategorią wtórną, nazwaniem tego, co już jest.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
|  | 6 na 6 | Episode_2 (3284 punktów) | >>Normą może być wszystko, co ludzie uznają za normę. >Chyba nie - byłoby wtedy tyle norm, ile istnieje grup interesu, partii czy jakichś egoistycznych postaw. Wszystko w znaczeniu cokolwiek. Może stać się normą, co nie znaczy, że na pewno się stanie. Poza tym, różne grupy właśnie mają trochę różne normy postępowania, można to nazwać standardem. Np. w pewnych środowiskach normą jest pracować 12 godz. na dobę i cały czas się kształcić, w innych nie jest to normalne.
>Samo pojęcie "normy" zawiera pewien jej obiektywny charakter, poza tym nie jest tak, że norma jest projektowana; jest raczej kategorią wtórną, nazwaniem tego, co już jest. Tak to wygląda z punktu widzenia biernego obserwatora, który pojawia się w pewnym momencie i konstatuje fakty.
Ludzie zwykle uznają za normę to, do czego są przyzwyczajeni. Ale normy przecież nie tworzą się same.
|
|
| |  | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | > Wszystko w znaczeniu cokolwiek. Może stać się normą, co nie znaczy, że na pewno się stanie.Zgoda. > Poza tym, różne grupy właśnie mają trochę różne normy postępowania, można to nazwać standardem. Np. w pewnych środowiskach normą jest pracować 12 godz. na dobę i cały czas się kształcić, w innych nie jest to normalne.Tak, miałem na myśli normę w znaczeniu pewnego typu zachowania, najczęściej spotykanego. Psychologia zdaje się opiera swoje obserwacje m.in. na tym, na ile zachowanie danego osobnika spełnia kryteria zachowania standardowego a na ile odbiega od typowych zachowań reprezentowanych przez przeważającą część populacji. Oczywiście populacją może być zakład pracy, gmina wyznaniowa czy całe społeczeństwo. > Ludzie zwykle uznają za normę to, do czego są przyzwyczajeni.> Ale normy przecież nie tworzą się same.I tu mógłbym się zgodzić, ale będę się spierać  . Niektóre przynajmniej normy tworzą się same, w drodze naśladownictwa "dobrych", czyli funkcjonalnych wzorców. Niektórych z nich zapewne nawet sobie nie uświadamiamy. Część zostaje zwerbalizowana i jest przekazywana w procesie wychowania czy nauki: "nie garb się", "ukłoń się panu", "przechodź zawsze tylko na zielonym świetle" itd. Inne są mniej wyraziste i zwykle nie są ujęte w żadnych "instrukcjach" - sposób wypowiadania się, niektóre bardziej subtelne normy grzecznościowe, ubiór "dobrze widziany" (coś innego niż moda). W końcu nawet gramatyka języka polskiego jest taką normą, która ewoluowała w dużej mierze niezależnie od woli i upodobań językowych purystów i, chociaż w dłuższym czasie jest zmienna, to z pewnością nie była stworzona w takim sensie jak np. w języku esperanto.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | |  | | Episode_2 (3284 punktów) | >Niektóre przynajmniej normy tworzą się same, w drodze naśladownictwa "dobrych", czyli funkcjonalnych wzorców. Opisujesz pewien proces a pomijasz wykonawcę. Można i tak.
Podam przykład: Spotykają się 2 koleżanki. - Chciałabym mieć dziecko. - Ale nie masz faceta. - Po co mi facet, wystarczy iść na dyskotekę.
Tak, pewne rzeczy dzieją się same, bo taki jest wzorzec postępowania. W pewnym sensie same. Ale można też zauważać, że istnieje jakiś wykonawca, który ma wpływ na efekt i przynajmniej teoretycznie może wygenerować coś innego.
Jeśli nie istnieje wolna wola to Twoje spojrzenie jest całkiem słuszne. Ale to nie zmienia faktu, że istnieje jakiś wykonawca.
Ale podejrzewam, że tylko odmawiasz podmiotowości "tłuszczy"
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | >Ale podejrzewam, że tylko odmawiasz podmiotowości "tłuszczy"
To inna kwestia, rzeczywiście, zbiorowości rządzą się odrębnymi prawami. Ale nawet między dwojgiem ludzi nie wszystko dzieje się tak, jak to jedno z nich czy oboje sobie zaplanują - wiadomą rzeczą jest np. wzajemny wpływ różnych osobowości podczas długiego przebywania ze sobą czy pożycia. Następuje często, a może przeważnie mniejsza czy większa modyfikacja zachowań, wyciszenie jednych a wzmocnienie innych cech charakteru, pojawiają się sytuacje, w których ludzie "rozumieją się bez słów" itp. Nie, wiele rzeczy dzieje się bez udziału świadomego namysłu, cała masa społecznych procesów jest wynikiem takich interakcji, w których nie sposób wydobyć jakiegoś dominującego sprawczego czynnika.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) | Oczywiście, masz rację. Dodam jeszcze, że niektóre nasze normy pochodzą z czasów przedludzkich, więc tym bardziej nie ukształtowaliśmy ich świadomie. Tyle, że nasza podświadomość to też my. Więc nie ma znaczenia, czy tworzymy normy świadomie, czy nieświadomie.
Ale ogólnie to jest taki niuans. Jak potkniesz się o kamień i złamiesz nogę, to co mówisz? "złamałem nogę" czy "złamała mi się noga"?
|
|
| | | | | |  | 7 na 7 | KORUND (4922 punktów) | > Ale ogólnie to jest taki niuans.> Jak potkniesz się o kamień i złamiesz nogę, to co mówisz?> "złamałem nogę" czy "złamała mi się noga"?-Raczej; k...mać, pie....ny kamień!
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) | > >"złamałem nogę" czy "złamała mi się noga"?> -Raczej; k...mać, pie....ny kamień!  Czyli jednak. Pie....ny kamień a nie, za przeproszeniem, pie....na oferma ze mnie. 2:1 dla doszukiwania się czynnika sprawczego poza sobą.
|
|
| | | | | | | |  | | KORUND (4922 punktów) | > >>"złamałem nogę" czy "złamała mi się noga"?> >-Raczej; k...mać, pie....ny kamień!  > Czyli jednak.> Pie....ny kamień a nie, za przeproszeniem, pie....na oferma ze mnie.> 2:1 dla doszukiwania się czynnika sprawczego poza sobą.  -Najpierw jest bezpośrednia, ludzka reakcja na zdarzenie, a dopiero potem ewentualne doszukiwanie się czynników sprawczych. Jak coś się już stało, żadna analiza zdarzenia bólu nie umniejszy, a siarczysty wulgaryzm poniekąd ulży w cierpieniu...choćby w tych pierwszych momentach.
|
|
| | | | | | | | |  | | Episode_2 (3284 punktów) | > -Najpierw jest bezpośrednia, ludzka reakcja na zdarzenie, a dopiero potem ewentualne doszukiwanie się czynników sprawczych. Jak coś się już stało, żadna analiza zdarzenia bólu nie umniejszy, a siarczysty wulgaryzm poniekąd ulży w cierpieniu...choćby w tych pierwszych momentach.  Oczywiście. Moje pytanie było mało precyzyjne. Nie chodziło mi o to, co ktoś mówi w momencie zdarzenia, bo wtedy zwykle nie mówi nic sensownego. Takie pytanie nie miałoby sensu. Chodzi o to, co mówi później, gdy np. dzwoni do znajomych i relacjonuje zdarzenie.
|
|
 | makuś (5578 punktów) (zablokowany) |
>Normą może być wszystko, co ludzie uznają za normę.
hej, Byleby nie bylo to totalnym ujednoliceniem wszystkiego A juz najgorzej gdy wiekszosc uwaza ze ma pelne moralne prawo do zakazania mniejszosci ... istnienia lub gdy mniejszosc nie ogladajac sie na nic uparcie przyznaje sobie przywileje lub odmawia kompromisow
makus
szczególne pozdrowienia dla wegetarian
|
|
1 na 1 | DyktaFon (9281 punktów) |
> Czy i na ile bezmyślna tłuszcza może być odniesieniem dla ludzi myślących?Co to znaczy "bezmyślna tłuszcza"? Czy ktoś się do tego przyzna?  Pewnie nikt... choć takie pojęcie istnieje i pewnie ta "tłuszcza" też istnieje. Niestety, dziś - w dobie równości - nie sposób tego pokazać. Zostanie się natychmiast okrzykniętym aspołecznym typem. A czy ateista to człowiek nienormalny? Z całą pewnością. Bo normę tworzy większość. Szczególnie obecnie. Bo kiedyś to normę mogła tworzyć elita społeczeństwa, a dziś raczej nie widać elity: właśnie "tłuszcza" tworzy normę. Za jakiś czas, mam przynajmniej taką nadzieję, to człowiek religijny będzie tym nienormalnym. Ale to trochę potrwa... niestety. I zapewne większość współczesnych dorosłych tego nie dożyje...
|
|
 | 5 na 5 | Hodża (11172 punktów) | >A czy ateista to człowiek nienormalny? Z całą pewnością. Bo normę tworzy większość. Szczególnie obecnie. Bo kiedyś to normę mogła tworzyć elita społeczeństwa, a dziś raczej nie widać elity: właśnie "tłuszcza" tworzy normę.
Widzisz, tego dylematu ja nie przeżywam, ale kilka razy na tym Forum pojawiały się wątki w rodzaju "czy powinienem ochrzcić dziecko", "posłać na religię" itd. Rozumiem te rozterki oraz tę cichą satysfakcję niektórych kapłanów, którzy przywołując przykład "ateistów, którzy chrzczą swoje dzieci" pieką swoją pieczeń na tym ogniu.
Ale przywoływanie wiary w Boga jako kryterium zdrowia psychicznego, m.in. na podstawie zaleceń AA (Anonimowych Alkoholików) czy też jakichś publikacji chrześcijańskich psychologów, jak i w wypowiedziach pewnego księdza, z którym rozważałem nie tylko te tematy, uważam za nadużycie. Z całą pewnością wiara w Boga nie stanowi żadnej rękojmi zachowania zdrowia psychicznego. Decyduje osobowość - czy ktoś jest dość silny, by samodzielnie dążyć do celów albo przynajmniej zwyczajnie chcieć żyć, czy też do tego wszystkiego potrzebuje poczucia nieustannego nadzoru niewidzialnego Rodzica.
Ów kapłan, człowiek o wielkiej wiedzy i talentach, o doskonałej znajomości teologii i oczytany w literaturze filozoficznej, miłośnik sztuki religijnej (pamiętam szkice, które mi pokazywał), mogę to dziś otwarcie powiedzieć, był z pewnością jednym z tych, dzięki którym Kościół polski lat 80-tych przyciągał do siebie nietuzinkowe osobowości i stawał się, szczególnie w największych ośrodkach miejskich, oazą twórczej myśli czy azylem dla niepokornych twórców. Nie żałuję żadnej z naszych licznych często wielogodzinnych rozmów, pomimo wszelkich różnic, które nie pozwoliły mi utrzymać tej przyjaźni.
Wydawało by się, że ktoś taki - człowiek inteligentny, znający kilka obcych języków, zagłębiony w tajniki Biblii i pism Doktorów Kościoła - jak mało kto powinien być świadectwem tego, że łaska i Moc Boża szczególnie czuwa nad tymi, którzy pełnią swą apostolską misję, którzy, jak by na to nie patrzeć, są szczególnie predestynowani do bycia "świadkiem Jezusa" czy jak to tam się nazywa. Właśnie z kilkuletnim opóźnieniem dowiedziałem się, że się powiesił.
Teraz dopiero do mnie doszło, że jedynym moim uczuciem powiązanym z tą instytucją, z tymi wszystkimi ich pouczeniami o "dobrym życiu", mimo wszystkich strzelistych katedr, witraży, pieśni nabożnych i rzeźb jest obrzydzenie.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
-1 na 1 | frajer_pompka (8 punktów) | 1.Czy ateiści są osobami nieprzystosowanymi społecznie? - Tak, czasami bywają. 2.Czy - a może kiedy - osoby silnie religijne spełniają kryterium osobowości zaburzonej? - Często nie, ale czasem spełniają. Czasem niezależnie od religijności, czasem w oparciu o nią. 3.Czy "słaba" religijność, o ile nie jest pospolitym konformizmem, nie jest czynnikiem ryzyka wystąpienia poważnych zaburzeń psychicznych czy psychosomatycznych (stygmaty)? - Chodzi o słabość religijności czy p religijność? 4.W procesie socjalizacji - wg Wikipedii - ważną rolę odgrywa Kościół. - Nie tylko wg Wikipedii i nie tylko Kościół. 5.Czy nieposyłanie dziecka przez rodziców na lekcje religii jest receptą na wychowanie osoby nieprzystosowanej społecznie? - Jest czynnikiem zwiększającym to ryzyko, ale nie rozstrzygającym. 6.Z własnego doświadczenia wiem, że - jakkolwiek działo się to w latach PRL - presja społeczna spowodowała, że nieco później niż rówieśnicy odbyłem jednak kurs uprawniający do konsumpcji ludzkiego ciała w postaci wafelków. - Presja społeczna miewa czasem skutki pozytywne. 7.Czy "komunia święta" nie jest w rzeczywistości przyobleczonym w estetyczny, religijno-mistyczny woal narzędziem socjotechniki, którego rzeczywistą funkcją jest niszczenie jednego z etycznych fundamentów kultury europejskiej, którym jest kategoryczny zakaz kanibalizmu? - 2000 lat temu kilku Żydów w Palestynie słuchając "Bierzcie i jedzcie to jest bowiem ciało moje ...to czyńcie na moją pamiątkę" raczej nie projektowało "niszczenia jednego z etycznych fundamentów kultury europejskiej". I wg czego/kogo to ponad dwumilenijny fundament kultury europejskiej?
|
|
 | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >Presja społeczna miewa czasem skutki pozytywne.
Czasem. Ale nie w tym wypadku. Jakie to pozytywne skutki widzisz w posyłaniu dziecka na religię wbrew przekonaniu rodziców? Bo mnie wydaje się, że - podobnie zresztą jak w przypadku całej masy bzdetów wbijanych w małe główki - jedynym tego zauważalnym i powszechnie występującym skutkiem jest wpajanie hipokryzji.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
|  | | frajer_pompka (8 punktów) | >>Presja społeczna miewa czasem skutki pozytywne. >Czasem. Ale nie w tym wypadku. Jakie to pozytywne skutki widzisz w posyłaniu dziecka na religię wbrew przekonaniu rodziców? Bo mnie wydaje się, że - podobnie zresztą jak w przypadku całej masy bzdetów wbijanych w małe główki - jedynym tego zauważalnym i powszechnie występującym skutkiem jest wpajanie hipokryzji.
To właśnie dyskusyjne czy tak czy nie. Moim zdaniem tak. Pozytywne skutki są podobne do tych co posyłanie dziecka na język polski, geografię itd. Nie chodzi o wpajanie hipokryzji, bo ona istnieje i poza nauką religii. Co więcej hipokryzja jest dość istotna w istnieniu społeczeństw, bowiem daje szansę dobru nawet pośród zła. Czyniącym coś złego nie broni robić tego, ale przynajmniej zmusza do wstydu z tego powodu, a nie pozwala na akceptację zła jako normy.
|
|
| |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >ale przynajmniej zmusza do wstydu z tego powodu,
Wcale nie. Do udawania wstydu, oburzenia, itd.
>a nie pozwala na akceptację zła jako normy.
Tak, na poziomie deklaratywnym. Ale hipokryta to "grób pobielany" i nic ponadto.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | |  | | frajer_pompka (8 punktów) | >>ale przynajmniej zmusza do wstydu z tego powodu, >Wcale nie. Do udawania wstydu, oburzenia, itd.
Owszem. Czyli jest "hołdem który zło składa dobru" uznając jego wyższość.
>>a nie pozwala na akceptację zła jako normy. >Tak, na poziomie deklaratywnym. Ale hipokryta to "grób pobielany" i nic ponadto.
Możliwe, że nic ponadto, ale jednak bardzo dużo. Świetne ujęcie - "grób pobielany" (naprawdę, bez ironii). Grób pobielany (czyli wapnem potraktowany) trzyma zarazę w sobie. Ta hipokryzja to właśnie wieko tego grobu i wapno. Grób pobielany, a nie rozkładające się i szerzące zarazę zwłoki leżące na wierzchu.
|
|
-1 na 1 | frajer_pompka (8 punktów) |
A1)Podsumowując: czy kryterium normy w znaczeniu funkcjonalności społecznej może być system wierzeń i zachowań - Może być i jest. A2) który, jakkolwiek podzielany przez zdecydowaną większość, przynajmniej na poziomie deklaratywnym, kłóci się z elementarnym zdrowym rozsądkiem? - Nie kłóci się. Współistnieje, wspomaga. A jednym z jego sensów "zdroworozsądkowych" jest właśnie normowanie funkcjonalności społecznej. B) Czy normą może być kultura, która w swoich założeniach stawia rozum niżej niż dogmat? - Oczywiście. Powstała i rozwinęła się kiedykolwiek jakakolwiek kultura a wręcz cywilizacja bez dogmatów / aksjomatów? C) Czy w ogóle kultura, która często w swoich tradycjach utrwala głupotę, przesąd i mechanizmy wyłączające myślenie oraz niszczące wszelki indywidualizm, może być brana pod uwagę jako takie kryterium bez ryzyka pogwałcenia podstawowego paradygmatu nauki, którym winna być racjonalność jej dociekań? - Np. przesąd, że rozum jest najlepszym kryterium oceny? Np. głupotę zaślepiającą nienawiścią do wiary? Jest jakaś kultura która niszczy "wszelki" indywidualizm (istotne słowo to "wszelki")? Paradygmat to nie dogmat? Paradygmat stawiany wyżej niż rozum (vide B.)? D) Czy i na ile bezmyślna tłuszcza może być odniesieniem dla ludzi myślących? - Może. Na długo lub na zawsze.
Czy i na ile "bezmyślnie rozumna" tłuszcza może być odniesieniem dla ludzi wierzących i myślących?
|
|
 | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >A1)Podsumowując: czy kryterium normy w znaczeniu funkcjonalności społecznej może być system wierzeń i zachowań - Może być i jest.A2)
Dzielenie pytań, na które się udziela odpowiedzi na części sprawia, że dyskusja staje się bezcelowa. Nawiasem mówiąc - używaj kolorowania składni, aby zaznaczać wypowiedzi, na które udzielasz odpowiedzi. Do tego służy znacznik ">".
>który, jakkolwiek podzielany przez zdecydowaną większość, przynajmniej na poziomie deklaratywnym, kłóci się z elementarnym zdrowym rozsądkiem? - Nie kłóci się.
Rzeczywiście, widać, że kolega nowy na Forum. Polecam przejrzenie dawniejszych dyskusji tu prowadzonych na ten temat i ponowne przemyślenie, na spokojnie, tezy o racjonalności wierzeń religijnych.
>Współistnieje, wspomaga. A jednym z jego sensów "zdroworozsądkowych" jest właśnie normowanie funkcjonalności społecznej.
To znaczy że mrówki osiągnęły maksimum zdrowego rozsądku w tym zakresie. Jako opis zachowań rozumnych nie brzmi to zbyt przekonująco. Mrówki nie mają mózgu.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
|  | | frajer_pompka (8 punktów) | >>A1)Podsumowując: czy kryterium normy w znaczeniu funkcjonalności społecznej może być system wierzeń i zachowań - Może być i jest.A2) >Dzielenie pytań, na które się udziela odpowiedzi na części sprawia, że dyskusja staje się bezcelowa. Nawiasem mówiąc - używaj kolorowania składni, aby zaznaczać wypowiedzi, na które udzielasz odpowiedzi. Do tego służy znacznik ">".
Wg mnie wcale nie staje się bezcelowa. Pytanie złożone i z tezą rozbijam ku lepszej moim zdaniem precyzji odniesienia się. Nie zmieniam sensu pytania.
>>który, jakkolwiek podzielany przez zdecydowaną większość, przynajmniej na poziomie deklaratywnym, kłóci się z elementarnym zdrowym rozsądkiem? - Nie kłóci się. >Rzeczywiście, widać, że kolega nowy na Forum. Polecam przejrzenie dawniejszych dyskusji tu prowadzonych na ten temat i ponowne przemyślenie, na spokojnie, tezy o racjonalności wierzeń religijnych.
Owszem. Nowy na forum. Otóż dykusje takie sa prowadzone od wieków i nie tylko na forum. Raczej własnie staram się zaprezentować to co myślę, a nie przyjąwszy dogmat/paradygmat braku racjonalności wierzeń - przestać na ten temat myśleć.
>>Współistnieje, wspomaga. A jednym z jego sensów "zdroworozsądkowych" jest właśnie normowanie funkcjonalności społecznej. >To znaczy że mrówki osiągnęły maksimum zdrowego rozsądku w tym zakresie. Jako opis zachowań rozumnych nie brzmi to zbyt przekonująco. Mrówki nie mają mózgu.
Właśnie tego nie znaczy. Religia jest potrzebna ludziom/społeczeństwom a nie mrówkom. Bo ludzie mają mózgi. Można założyć, że mrówki osiągnęły maksimum zdrowego rozsądku, bowiem żadne wierzenia nie kształtują ich społeczności i indywidualności, a swego potomstwa nie posyłają na religię. Idealna bezmózga społeczność ateistyczna.
> Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >>To znaczy że mrówki osiągnęły maksimum zdrowego rozsądku w tym zakresie. Jako opis zachowań rozumnych nie brzmi to zbyt przekonująco. Mrówki nie mają mózgu. >Właśnie tego nie znaczy. Religia jest potrzebna ludziom/społeczeństwom a nie mrówkom. Bo ludzie mają mózgi. Można założyć, że mrówki osiągnęły maksimum zdrowego rozsądku, bowiem żadne wierzenia nie kształtują ich społeczności i indywidualności, a swego potomstwa nie posyłają na religię. Idealna bezmózga społeczność ateistyczna.
Ale zmieniasz tu przesłankę swoich argumentów. Najpierw twierdziłeś, że religia odgrywa doniosłą rolę w organizowaniu społeczeństwa a na moje mrówki odpowiadasz, że są ateistkami, mimo iż osiągnęły tę organizację i stabilność, na której oparłeś się wcześniej. To niekonsekwentne.
Religia zabija myślenie, społeczeństwo bezmózgich owadów to jest to, do czego prowadzi religia.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|