Racjonalista - Strona głównaDo treści
Kolegacje andrychowskie

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
25-11-2014 12:11Arminius (25555 punktów)Kolegacje andrychowskie
Schwarzenbergowie – Czerni, 18 - wieczni właściciele Andrychowa, sprowadzili do swoich włości tkaczy ze Śląska, Saksonii oraz Belgii. W konsekwencji, w krótkim czasie Andrychów wyrósł na znaczący ośrodek tkacki, z powodzeniem konkurujący z pobliskim Krakowem. Wkrótce, umiejętność tkania na wysokim poziomie rozprzestrzeniła się na okoliczne wsie, wśród których populacji germański pierwiastek etniczny był także wyraźnie zauważalny. Ponadto, Czerni – Szwarcenbergowie przeprowadzili w swoich dobrach zamianę pańszczyzny na rentę pieniężną – co znacząco poprawiło sytuację zamieszkujących je chłopów. W konsekwencji miejscowi chłopi rozpoczęli produkcję sukien oraz płócien (drelichy) na skalę przewyższającą ich domowe potrzeby. Nadmiar produkcji zaczęli sprzedawać w celach zarobkowych, naprzód w okolicznych wsiach i miastach a następnie na rynkach tak odległych jak Stambuł czy Barcelona – gdzie posiadali swoje hurtownie oraz przedstawicielstwa handlowe. W celu organizacji tej już na wskroś produkcji przemysłowej oraz – przede wszystkim należytej jej dystrubucji – zaczęli powoływać tzw. kolegacje mające charakter przedsiębiorstw (spółek, spółdzielni) chłopskich, liczących nawet po kilkadziesiąt osób. Recz ciekawa iż tę nad wyraz udaną działalność produkcyjno – handlową prowadzili często ludzie będący analfabetami. Warto też jeszcze raz podkreślić, iż w zaistnieniu tego fenomenu rolę nie do przecenienia odegrał germański pierwiastek etniczny.

Poniżej podaję link do obszernego artykułu dot. kolegacji andrychowskich:

csb.mik.krakow.pl/historyczna-inspiracja/
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Hodża (11172 punktów)Nauka u Niemca
>Warto też jeszcze raz podkreślić, iż w zaistnieniu tego fenomenu rolę nie do przecenienia odegrał
>germański pierwiastek etniczny.

Gdyby nie der, die, das, byliby Niemcy z nas.

OK. Widzę, że temat Cię interesuje a i ja ze swojej strony również byłem niegdyś zaciekawiony istotą niemieckiego fenomenu. Tym bardziej, że rodzinnie rzecz biorąc pewne wpływy zapewne by się dało odnaleźć.

Miałem w dalszej rodzinie pewnego Ślązaka, który wychował się w środowisku niemieckojęzycznym i kiedyś, przy jakiejś okazji zapytałem go, jak to jest z tą niemiecką pracowitością i na czym to polega, że jeżeli nie dopatrzysz roboty polskich budowlańców, możesz być pewny, że coś spierniczą (właśnie mam okazję podziwiać specyfikę "polskiej metody" prowadzenia instalacji elektrycznej wpuszczanej w mur - to jakiś nowy patent to rycie w cegle bez zaznaczenia trasy ołówkiem budowlanym, wygląda to jakby robił pijany, ale przecież ta ekipa jak dotąd wytrwała w trzeźwości - pierwsza wyleciała właśnie za chlanie) i w czym leży istota owej słynnej niemieckiej organizacji.

Chciałem, przyznam też, samemu się czegoś dowiedzieć, bo człowiek ten miał za sobą całe długie życie w opinii znakomitego fachowca, stąd m.in. wynikała moja ciekawość.

Mówił mniej więcej tak:

Różnica między robotą niemiecką a polską polega paradoksalnie na tym, że obie nacje stosują się do tych samych zasad, ale z odwrotnym skutkiem.

Pierwsza z nich głosi: pracuj powoli. Jak wiadomo, w Polsce ów slogan kojarzy się raczej z ruchem biernego oporu w okresie okupacji, w Niemczech zaś wynika z prostej obserwacji, że "co nagle, to po diable".
Druga jest taka: pracuj tak, aby się nie zmęczyć. W naszych warunkach, proszę zauważyć, oznacza to mniejszą lub większą olewkę. Niemiecki fachowiec lub tylko solidny robotnik wyrasta w kulturze (nie mam pojęcia, jak to teraz tam jest, pewnie też idą "za postępem" ), w której umiejętność wykonywania danej, konkretnej, roboty, nie załatwia sprawy: dużo ważniejsze (o czym Polacy kompletnie nie mają pojęcia) jest wiedzieć, jak pracować. Jak rozdysponować siły, z jakim nastawieniem podchodzić do roboty (nie raz widziałem sytuacje, w których pracownicy przychodząc na miejsce i oglądając miejsce akcji zaczynali od soczystych przekleństw i narzekań, że to się nie da zrobić - takie podejście na dalszą metę oznacza klęskę), kiedy zrobić odpoczynek. Polscy robotnicy np. kompletnie nie kumają banalnej zdawałoby się wiedzy o tym, że intensywne pogaduchy podczas pracy na rusztowaniu zabierają siły (wydaje im się, że to ich nic nie kosztuje). Teraz właśnie mam okazję przekonać się, jak to wygląda: robota, która ma się zacząć o 8.00 z powodu przeciągających się porannych westchnień nabiera tempa ok. 9.00, o 12.00 przekleństwa osiągają swoje apogeum, by ok. 13.00 zamrzeć wraz z opadającymi siłami naszych tytanów wolnego rynku.

Czasem daje się usłyszeć utyskiwania polskich pracowników za granicą na majstrów, którzy nie pozwalają im rozmawiać w pracy; dowodzi to tylko żenująco niskiego poziomu kultury pracy i braku znajomości prostych zasad, pozwalających na wykonywanie jej bardziej efektywnie a przez to uczynienia mniej męczącą.

Stąd wynika jeszcze i ta zasada niemieckiej roboty - mów tylko wtedy, kiedy to jest absolutnie niezbędne do tego, aby dana rzecz mogła zostać wykonana prawidłowo.

Podał jeszcze kilka innych rzeczy, które mogą być trudne do zrozumienia dla Polaka: umiej cieszyć się z rezultatu swojej pracy niezależnie od tego, czy i jakie pieniądze za nią otrzymasz. W naszych przeżartych kwasem cwaniactwa warunkach to dość śmieszne założenie, które z automatu wystawiałoby takiego naiwniaka na łup bezwzględnego wyzysku. A przecież po chwili namysłu każdy się zgodzi, że wykonując daną pracę tylko dla pieniędzy robi się ją inaczej, niż z założeniem uzyskania określonego jej bezpośredniego materialnego wyniku.

A ostatnia, najważniejsza z zasad, jest taka: praca czyni wolnym. Naprawdę. Tylko że w Polsce slogan ten kojarzy się jednoznacznie z obozem Auschwitz i nikt już nie potrafi chyba odcyfrować głębokiej mądrości tej maksymy. W zamian mamy ciążące fatum pracy (fizycznej zwłaszcza) jako czegoś, co tę wolność nam odbiera.

Niestety, z tego wszystkiego wniosek jest niewesoły - my czasem możemy Niemcowi ukraść jakiegoś merca, ale to Niemcy ukradli nam "dobrą robotę". Ten układ, w którym "oni" będą lepiej wiedzieć, jak "my" mamy pracować, nie zapowiada niczego dobrego.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Rafał Poniecki (7132 punktów)Odp: Kolegacje andrychowskie
>>W konsekwencji miejscowi chłopi rozpoczęli produkcję sukien oraz płócien (drelichy) na skalę przewyższającą ich domowe potrzeby. Nadmiar produkcji zaczęli sprzedawać w celach zarobkowych, naprzód w okolicznych wsiach i miastach a następnie na rynkach tak odległych jak Stambuł czy Barcelona ...<<
W dzisiejszej Polsce zostali by na starcie ujajeni przez urzedników.

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365