 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 19-11-2006 19:08 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Sceptycyzm dzisiaj. | Czy istnieje współczesny sceptycyzm w filozofii? Czy postawa uczonego może nie być sceptyczną i jaki powinien być sceptycyzm dzisiejszych uczonych? Czy racjonaliści muszą lub powinni być sceptykami, a może sam racjonalizm im wystarcza? Moim zdaniem, po przyjęciu aksjomatu "Bóg istnieje" można dalej zachować postawę racjonalną. Czy można być sceptykiem fideistą? Do tych pytań zainspirowała mnie na swoim wątku Pani Agacińska, było już tam kilkanaście ciekawych wypowiedzi, ale myślę, że po pewnym doprecyzowaniu wart jest kontynuacji. Wyjdzmy teraz od dwu tekstów: Sceptycyzm, sprowadza się do tego, że: 1. gdy eksperci się zgadzają ze sobą, przeciwna opinia przeciwna opinia nie może być uważaną za pewną, 2. gdy eksperci nie mogą dojść do zgody, laik nie może uważać żadnej opini za pewną, 3. gdy wszyscy eksperci sądzą, że nie ma dostatecznej podstawy do powzięcia określonej opinii, zwykły człowiek zrobi dobrze, gdy zaczeka z wydaniem sądu. Tak napisał wielki filozof, a tak napisał "forumowy" filozof niewielki: Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę". Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Beatus (2528 punktów) | Rozmawiając wcześniej z tobą nie zastanawiałam się nad tym, ale twój nowy wątek nasunął mi kilka pytań. Jako zdeklarowany sceptyk, jesteś chyba najlepszym źródłem takich informacji. Sceptycyzm, nie jako termin filozoficzny, ale jako postawa życiowa, wyraża się w bezustannym powątpiewaniu. I tutaj moje pytania: Czy sceptyk może doznawać czegoś takiego jak pasja? Angażowanie się w cokolwiek wymaga jakiegoś wewnętrznego przekonania, że to ma sens. Poziom zaangażowania pozostaje w jakiejś zależności do poczucia słuszności podejmowanych działań. Czy sceptyk może pozwolić sobie na niekontrolowane zaangażowanie, na wybuch emocji? Silne emocje przeżywamy zwykle wówczas, gdy towarzyszy nam niezaprzeczalne przekonanie na jakiś temat. Jak się ma postawa sceptyczna do poczucia szczęścia? Czy sceptyk może wierzyć w cokolwiek, choćby w to, ze nie jest wyizolowanym mózgiem w szklance, poddanym rozmaitym eksperymentom?
> Czy postawa uczonego może nie być sceptyczną i jaki powinien >być sceptycyzm dzisiejszych uczonych? Oczywiście, że może, inna sprawa czy powinna. Sądzę, że wybranie zawodu uczonego nie można utożsamiać z zawodem np. mechanika. Dojście do specjalizacji w jakiejś dziedzinie wymaga dużo czasu i pracy, nawet dla najzdolniejszych. Trudno wyobrazić mi sobie pokonanie tej drogi przez człowieka, który nie jest kierowany pasją. Choćby pasją poznawania. Ogromne zamiłowanie do uprawianej dziedziny, każe nieustannie poszukiwać bez przeliczania straconych godzin, a nawet oddać się całkowicie nauce, zostawiając na dalszym planie: przyjemności, odpoczynek, przyjaciół, a nawet rodzinę. Z drugiej jednak strony, nadmierne zaufanie do możliwości uprawianej nauki, czy też nadmierna wiara w słuszność własnych hipotez może, i wiele jest takich przypadków w historii, prowadzić do wypaczeń i przekłamań. >Czy racjonaliści >muszą lub powinni być sceptykami, a może sam racjonalizm im >wystarcza? Sama nie jestem racjonalistką, ale jeśli wierzyć deklaracjom niektórych osób, sceptycyzm i racjonalizm niekoniecznie występują w parze. >1. gdy eksperci się zgadzają ze sobą, przeciwna opinia >przeciwna opinia nie może być uważaną za pewną, >2. gdy eksperci nie mogą dojść do zgody, laik nie może >uważać żadnej opinii za pewną, >3. gdy wszyscy eksperci sądzą, że nie ma dostatecznej >podstawy do powzięcia określonej opinii, zwykły człowiek >zrobi dobrze, gdy zaczeka z wydaniem sądu. A więc wszystko sprowadza się do określenia rodzaju wiary w słuszność autorytetów? Pozdrawiam
|
|
 | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | @@@
>Rozmawiając wcześniej z tobą nie zastanawiałam się nad tym, ale twój nowy wątek nasunął mi kilka pytań. Jako zdeklarowany sceptyk, jesteś chyba najlepszym źródłem takich informacji. Bardzo dziękuję za zainteresowanie tematem. Tak, najbliższą jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu, a więc sceptycyzmu, nie tyle filozoficznego, co sceptycyzmu metodologicznego (praktycznego). Takiego o jakim Marek Czeszek napisał: "to niekoniecznie przynależność do jakiegoś klanu filozofów, lecz raczej pewien sposób myślenia. Może on cechować zarówno filozofa, jak i (powiedzmy) tramwajarza, czy rolnika." I dlatego rozważając ten problem dalej, należy też się z nim zgodzić, że taki "sceptycyzm nie jest czymś, co przejawiamy zawsze. Moim zdaniem jest to raczej taka czerwona lampka zapalająca się od czasu do czasu, kiedy podejrzewamy u siebie jakiś myślowy bezwład." Dlatego moja odpowiedź, dla nie sceptyków, może być dziwną. Nie, sceptycyzm nie wyraża się w permanentnym powątpiewaniu. "Sceptyk może doznawać czegoś takiego jak pasja". "Sceptyk może pozwolić sobie na niekontrolowane zaangażowanie, na wybuch emocji". Sceptyk może przeżywać rozkosze szczęścia i schodzić na dno rozpaczy. Sceptykowi nie wolno tylko pozwolić sobie na stałą dominację tych uczuć. Powinien się zreflektować, pomyśleć, przeprowadzić sceptyczną analizę. Przepuścić zdarzenia i wiedzę przez filtr rozumu. Jeszcze dziwniejsze stwierdzenie: - Można rozumnie kochać bezrozumnie. I jak dziwnie, by to nie brzmiało, mnie się to zdarzało.
*** Zacytowałem poniższy tekst największego sceptyka współczesności Bertranda Russella, dlatego że się z nim zgadzam.
1. gdy eksperci się zgadzają ze sobą, przeciwna opinia nie może być uważaną za pewną, 2. gdy eksperci nie mogą dojść do zgody, laik nie może uważać żadnej opinii za pewną, 3. gdy wszyscy eksperci sądzą, że nie ma dostatecznej podstawy do powzięcia określonej opinii, zwykły człowiek zrobi dobrze, gdy zaczeka z wydaniem sądu. I dostałem pytanie:
>A więc wszystko sprowadza się do określenia rodzaju wiary w słuszność autorytetów? Chyba tak, ale dotyczy to laików, a nie ekspertów, przy sceptycznej weryfikacji ich autorytetu. Osobiście jeszcze bym drążył, ale już taki jestem, z zasady wątpiący we wszystko. Zawsze chciałbym sam pomacać. Szkoda że, tak niewiele można!
>Nadmierne zaufanie do możliwości uprawianej nauki, czy też nadmierna wiara w słuszność własnych hipotez może, i wiele jest takich przypadków w historii, prowadzić do wypaczeń i przekłamań. Przyczyn jest znacznie więcej, a wypaczeń i przekłamań niepoliczalne ilości. Ale w nauce "nic na wiarę". W uproszczeniu naukowe wnioski brzmią: Takimi i takimi metodami, w takich to, a takich warunkach, powtarzając to x razy, doszedłem do takich to, a takich wniosków. Proszę to sprawdzić!
Pozdrawiam.
|
|
|  | | Beatus (2528 punktów) | > Nie, sceptycyzm nie wyraża się w permanentnym powątpiewaniu. "Sceptyk może doznawać czegoś takiego jak pasja". "Sceptyk może pozwolić sobie na niekontrolowane zaangażowanie, na wybuch emocji". Sceptyk może przeżywać rozkosze szczęścia i schodzić na dno rozpaczy. Sceptykowi nie wolno tylko pozwolić sobie na stałą dominację tych uczuć. Powinien się zreflektować, pomyśleć, przeprowadzić sceptyczną analizę. Przepuścić zdarzenia i wiedzę przez filtr rozumu. >Jeszcze dziwniejsze stwierdzenie: - Można rozumnie kochać bezrozumnie. I jak dziwnie, by to nie brzmiało, mnie się to zdarzało. Gratuluję, naprawdę nie wielu się zdarza. Mam nadzieję, że z równą wzajemnością i życzę szczęścia. Sama nie deklaruje się jako sceptyk, choć moje oceny i postępowania można wielokrotnie zinterpretować jako nacechowane wielką ostrożnością. Nie na wszystko potrzebuję dowodów empirycznych, co nie oznacza, że je odrzucam lub im zaprzeczam jeśli mam okazję poznać. Ponownie dochodzimy do sporów o terminy. Postawę, którą opisujesz nazwałabym bliższą zdrowemu rozsądkowi, czyli jeśli jest taka możliwość - sprawdzić, jeśli nie ma - zaufać autorytetom a nie guru i oszołomom, cokolwiek się przyjmie za prawdziwe - pozostawić margines na zmianę poglądów. Czysty sceptycyzm, jak pisałam Kice poniżej, jest dla mnie postulatem, a nie czymś co w pełni da się zrealizować w życiu. >Osobiście jeszcze bym drążył, ale już taki jestem, z zasady wątpiący we wszystko. Zawsze chciałbym sam pomacać. Szkoda że, tak niewiele można! Troszkę po drążę. Człowiek poznaje aspektowo. Oznacza to, że nie jest w stanie ogarnąć nawet jednej sytuacji we wszystkich możliwych jej aspektach. Wybiera więc te, które jako pierwsze mu się narzucają. Wybór aspektów jest zależny od wiedzy, doświadczeń, sprawności umysłu, szkolenia. Jeśli nie mamy możliwości osobistego sprawdzenia, korzystamy z autorytetów. Posługujemy się nazwiskiem, jeśli wiemy kto za nim stoi. Tytułem naukowym w zaufaniu do sensowności naszego szkolnictwa. W końcu, czytamy ileś tam interpretacji i przyznajemy rację tej, która nam osobiście wydaje się trafniejsza. No i tu owa aspektowość. Zawsze jest niebezpieczeństwo, że gdybyśmy wiedzieli trochę więcej, o osobie, o nauce, o faktach, o sposobach manipulacji, potrafilibyśmy trafniej wybrać. Nigdy więc nie ma pewności. Ogranicza nas nie tylko dostęp do "przedmiotu macania", ale również nasza własna natura. >Przyczyn jest znacznie więcej, a wypaczeń i przekłamań niepoliczalne ilości. Ale w nauce "nic na wiarę". W nauce na wiarę - aksjomaty. Teorie, wnioski, metody itd. zgodnie z zasadami intersubiektywnej sprawdzalności i intersubiektywnej komunikowalności.
Ten wątek i nasza rozmowa na wątku "podział wiary" są ze sobą związane. Pozwolę więc sobie je połączyć. Eureka. Wiem na czym polega nasze ciągłe mijanie się we własnym zrozumieniu. Z twojej deklaracji materialistycznego postrzegania świata przeskoczyłam sobie do nadinterpretacji, uznając, że pod pojęciem nauka rozumiesz zawsze nauki przyrodnicze, tj. te które zajmują się tylko materią. A przecież jesteś humanistą. Swoją drogą pisałam też: nauki przyrodnicze to a to i mogłeś mnie sprostować, że chodzi ci o nauki w ogóle. No ale, jak już doszłam do sedna problemu, to muszę też co nieco sprostować. Nauki humanistyczne zajmują się Bogiem i mają do tego prawo. Nie rozpatrują jednak problemu jego istnienia, to tylko w filozofii. Interesuje je idea Boga jako zjawisko kulturowe lub pojęcie ludzkiego umysłu. Nauki przyrodnicze nie interesują się tym problemem.
Pozdrawiam.
|
|
| |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | @@@
>Sama nie deklaruje się jako sceptyk, choć moje oceny i postępowania można wielokrotnie zinterpretować jako nacechowane wielką ostrożnością. Nie na wszystko potrzebuję dowodów empirycznych, co nie oznacza, że je odrzucam lub im zaprzeczam jeśli mam okazję poznać. Ostrożność, to nie sceptycyzm. Na wszystko muszę mieć dowody empiryczne, choć nie wszyskie muszę samodzielnie uzyskiwać.
>Ponownie dochodzimy do sporów o terminy. Postawę, którą opisujesz nazwałabym bliższą zdrowemu rozsądkowi, czyli jeśli jest taka możliwość - sprawdzić, jeśli nie ma - zaufać autorytetom a nie guru i oszołomom, cokolwiek się przyjmie za prawdziwe - pozostawić margines na zmianę poglądów. Sceptyzm, który jest podstawą mojego światopoglądu, jest bardzo bliski "zdrowemu rozsądkowi". Tylko trochę jest bardziej sceptyczny, wymagający empirycznego potwierdzenia.
>Czysty sceptycyzm, jak pisałam Kice poniżej, jest dla mnie postulatem, a nie czymś co w pełni da się zrealizować w życiu. O czystych, to dziewczynach podyskutować sobie możemy, ale to już indywidualnie. Nie znoszę określeń: czysty, prawdziwy itd.
>Troszkę podrążę. Człowiek poznaje aspektowo. Oznacza to, że nie jest w stanie ogarnąć nawet jednej sytuacji we wszystkich możliwych jej aspektach. Wybiera więc te, które jako pierwsze mu się narzucają. Wybór aspektów jest zależny od wiedzy, doświadczeń, sprawności umysłu, szkolenia. Jeśli nie mamy możliwości osobistego sprawdzenia, korzystamy z autorytetów. Posługujemy się nazwiskiem, jeśli wiemy kto za nim stoi. Tytułem naukowym w zaufaniu do sensowności naszego szkolnictwa. W końcu, czytamy ileś tam interpretacji i przyznajemy rację tej, która nam osobiście wydaje się trafniejsza. No i tu owa aspektowość. Zawsze jest niebezpieczeństwo, że gdybyśmy wiedzieli trochę więcej, o osobie, o nauce, o faktach, o sposobach manipulacji, potrafilibyśmy trafniej wybrać. Nigdy więc nie ma pewności. Ogranicza nas nie tylko dostęp do "przedmiotu macania", ale również nasza własna natura. To jest bardzo bliskie prawdy. Zgadzam się!
>>Przyczyn jest znacznie więcej, a wypaczeń i przekłamań niepoliczalne ilości. Ale w nauce "nic na wiarę". >W nauce na wiarę - aksjomaty. Teorie, wnioski, metody itd. zgodnie z zasadami intersubiektywnej sprawdzalności i intersubiektywnej komunikowalności. Proszę zacząć wątek: Aksjomaty w nauce! Spróbuję się przygotować, ale to nie jest przyjmowanie na wiarę! Może inni specjalizujący się w filozofii nauki pomogą?
>Ten wątek i nasza rozmowa na wątku "podział wiary" są ze sobą związane. Pozwolę więc sobie je połączyć. Eureka. Wiem na czym polega nasze ciągłe mijanie się we własnym zrozumieniu. Z twojej deklaracji materialistycznego postrzegania świata przeskoczyłam sobie do nadinterpretacji, uznając, że pod pojęciem nauka rozumiesz zawsze nauki przyrodnicze, tj. te które zajmują się tylko materią. A przecież jesteś humanistą. Swoją drogą pisałam też: nauki przyrodnicze to a to i mogłeś mnie sprostować, że chodzi ci o nauki w ogóle. No ale, jak już doszłam do sedna problemu, to muszę też co nieco sprostować. Nauki humanistyczne zajmują się Bogiem i mają do tego prawo. Nie rozpatrują jednak problemu jego istnienia, to tylko w filozofii. Interesuje je idea Boga jako zjawisko kulturowe lub pojęcie ludzkiego umysłu. Nauki przyrodnicze nie interesują się tym problemem. I tak i nie, pisałem już o tym, rozdzielając nauki i ich przedmiotowe zakresy. Nie wszystko jest nauką, co za naukę się uważa. Wielu myślicieli, a ja za nimi nie uważa np. filozofii za naukę. Nauki przyrodnicze rzeczywiście nie zajmują się Bogiem bezpośrednio, bo nie zajmują się dowodami na nieistnienie czegokolwiek. Ale zajmują się Bogiem pośrednio, nie znajdując nigdzie jego śladów. Katoliczce polecam dwutomowe dzieło Georges'a Minois'a "Kościół i nauka". Chcąc mieć własne zdanie czytam także poważne (nie będące czystą apologią) dzieła fideistów. Wymieniona wyżej książka do takich właśnie dzieł należy.
Pozdrawiam. >
|
|
 | | Kika (222 punktów) | Jeśli przyjmiemy istnienie dualizmu sfera racjonalna - sfera emocjonalna, a trudno go nie przyjąć na użytek codziennej praktyki życiowej, większość Twoich pytań jest, mówiąc delikatnie, bez sensu (nie staram się być impertynencka, brakuje mi tylko lepszego słowa). Idąc przedstawionym przez Ciebie tokiem rozumowania można ze zdziwieniem zapytać: 1. Czy racjonalista może lubić niezdrowe używki? 2. Czy racjonalista może komuś odgryźć palec? 3. Czy racjonalista może nie akceptować starości? Odpowiedź w każdym przypadku brzmi - TAK. > Czy sceptyk może doznawać czegoś takiego jak pasja? Angażowanie się w cokolwiek wymaga jakiegoś wewnętrznego przekonania, że to ma sens.Dlaczego? Można z pasją angażować się w działania kompletnie pozbawione sensu, choćby dla samej adrenaliny i zabawy. > Czy sceptyk może pozwolić sobie na niekontrolowane zaangażowanie, na wybuch emocji?Wybuch emocji stoi w sprzeczności z wyważonym pozwalaniem lub niepozwalaniem sobie na cokolwiek. Jak Ci gruba baba nedepnie w szpilce na palec, nie sądzę żebyś zastanawiała się nad tym, czy zachować się sceptycznie, racjonalnie, czy może w duchu ekumenicznego porozumienia.  > Jak się ma postawa sceptyczna do poczucia szczęścia?Co ma jedno do drugiego? Jeśli rozpiera Cię szczęście i radość, bo właśnie fajnie pachną kwiaty, wyszło słoneczko, a wkurzający sąsiad zatrzasnął kluczyki w samochodzie, to naprawdę nie ma żadnego znaczenia w co wierzysz, w co wątpisz, a czego jesteś pewna.  > Czy sceptyk może wierzyć w cokolwiek, choćby w to, ze nie jest wyizolowanym mózgiem w szklance, poddanym rozmaitym eksperymentom?Wiara nie jest zależna od rozstrzygnięć rozumu, albo przynajmniej w niewielkim stopniu. Nie możesz sobie nakazać lub zabronić wierzyć w coś lub odwrotnie. > > Czy postawa uczonego może nie być sceptyczną i jaki powinien> >być sceptycyzm dzisiejszych uczonych?To jest grubsza sprawa, ale jako nieuczony, nie będę zabierać głosu. pozdrawiam
|
|
|  | | Beatus (2528 punktów) | > Jeśli przyjmiemy istnienie dualizmu sfera racjonalna - sfera emocjonalna, a trudno go nie przyjąć na użytek codziennej praktyki życiowej,No właśnie. Przyjęcie takiego dualizmu ma poważne konsekwencje. Jeśli uznamy, że są to sfery całkowicie od siebie odizolowane, jeszcze pół biedy. Jeśli jednak uznamy, że mają na siebie jakiś wpływ robi się kłopot. Okazuje się, że sceptycyzm w proponowanym tu ujęciu, racjonalizm w wersji pełnego zaufania do rozumu, wszystko to są postulaty, które w realnym świecie nie istnieją. > większość Twoich pytań jest, mówiąc delikatnie, bez sensu (nie staram się być impertynencka, brakuje mi tylko lepszego słowa).Luz, nie jestem przewrażliwiona na własnym punkcie. > Idąc przedstawionym przez Ciebie tokiem rozumowania można ze zdziwieniem zapytać:> 1. Czy racjonalista może lubić niezdrowe używki?> 2. Czy racjonalista może komuś odgryźć palec?> 3. Czy racjonalista może nie akceptować starości?> Odpowiedź w każdym przypadku brzmi - TAK.Nie wiem dlaczego uznałaś, że racjonalista równa się sceptyk, ale niech będzie. Nie jest to takie znów dalekie od siebie. Racjonalnie myśląc nie powinniśmy palić papierosów. Szkodzi, powoduje zadyszkę, kosztuje sporo. A jednak. Jeśli na decyzję owego palącego racjonalisty wpływa coś innego, niż chłodny osób, to jest on racjonalistą tylko częściowo. Ja bym powiedziała, że racjonalizm jest jego ideałem do którego dąży, ale nie faktem. > Dlaczego? Można z pasją angażować się w działania kompletnie pozbawione sensu, choćby dla samej adrenaliny i zabawy.Można, ale czy będąc sceptykiem powinno się? > Wybuch emocji stoi w sprzeczności z wyważonym pozwalaniem lub nie pozwalaniem sobie na cokolwiek. Jak Ci gruba baba nadepnie w szpilce na palec, nie sądzę żebyś zastanawiała się nad tym, czy zachować się sceptycznie, racjonalnie, czy może w duchu ekumenicznego porozumienia.  Podoba mi się przykład i forma też. No i znów pokazuje, jak trudno jest zachować zdrowy osód nawet w zwykłym tramwaju. > Co ma jedno do drugiego? Jeśli rozpiera Cię szczęście i radość, bo właśnie fajnie pachną kwiaty, wyszło słoneczko, a wkurzający sąsiad zatrzasnął kluczyki w samochodzie, to naprawdę nie ma żadnego znaczenia w co wierzysz, w co wątpisz, a czego jesteś pewna. Ma co nieco. Sceptyk, jak to sobie wyobrażam, stara się trzymać emocje na wodzy. Niekoniecznie mu się to udaje, ale się stara. No a jak człowiek siędobrze postara i uparcie ćwiczy, to najprawdopodobniej uzyska rezultaty. W jakimś zakresie okiełzna emocje, co jest jednoznaczne ze straceniem ich, też w jakimś zakresie. > Wiara nie jest zależna od rozstrzygnięć rozumu, albo przynajmniej w niewielkim stopniu.> Nie możesz sobie nakazać lub zabronić wierzyć w coś lub odwrotnie.Nakazać można, a dokładniej wmówić sobie, lub samemu siebie przekonać. Zdziwiłabyś się jak doskonałe argumenty (racjonalne i rozumowe) potrafiłam znaleźć aby nie wstawać w poniedziałek o 6,00 rano na lekcje łaciny. Zasypiałam z pełną wiarą, że wybrałam najlepsze rozwiązanie. Pozdrawiam
|
|
| |  | | Kika (222 punktów) | > >Jeśli przyjmiemy istnienie dualizmu sfera racjonalna - sfera emocjonalna, a trudno go nie przyjąć na użytek codziennej praktyki życiowej,> No właśnie. Przyjęcie takiego dualizmu ma poważne konsekwencje. Jeśli uznamy, że są to sfery całkowicie od siebie odizolowane, jeszcze pół biedy.Wiesz, ja myślę, że bieda to by była właśnie wtedy, jakby te sfery się nie przenikały. Ponieważ jednak mamy niejaki wpływ na swoje emocje (patrz Twoja automanipulacja przed lekcjami łaciny  ), to daje się to życie kontrolować w jakiejś części. Inny problem - w jakiej .... > Nie wiem dlaczego uznałaś, że racjonalista równa się sceptyk, ale niech będzie.Nie uznałam niczego takiego. Chodziło mi o stworzenie analogicznego do Twojego toku rozumowania. Racjonalista był tylko przykładem. > Ma co nieco. Sceptyk, jak to sobie wyobrażam, stara się trzymać emocje na wodzy. Niekoniecznie mu się to udaje, ale się stara. No a jak człowiek siędobrze postara i uparcie ćwiczy, to najprawdopodobniej uzyska rezultaty. W jakimś zakresie okiełzna emocje, co jest jednoznaczne ze straceniem ich, też w jakimś zakresie.To, co opisałaś kojarzy mi się raczej z postawą stoicką. Nie rozumiem dlaczego uważasz, że sceptyk powinien starać się trzymać emocje na wodzy. Wydaje mi się, że sceptykowi bardziej przydaje się poczucie humoru. W sytuacji, kiedy życie staje się lawirowaniem między względnościami, najlepiej dla własnego zdrowia, nie podchodzić zbyt poważnie do rzeczywistości  . pozdrawiam
|
|
| | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | @@@ > Wydaje mi się, że sceptykowi bardziej przydaje się poczucie humoru. W sytuacji, kiedy życie staje się lawirowaniem między względnościami, najlepiej dla własnego zdrowia, nie podchodzić zbyt poważnie do rzeczywistości .Zgadzam się i popieram. Cieszy mnie istnienie każdej racjonalnie-sceptycznie jednostki w naszej rzeczywistości. Podoba mi się sposób myślenia i wnioskowanie logiczne. Tak trzymać!
pozdrawiam
|
|
| | |  | | Beatus (2528 punktów) | >>Nie wiem dlaczego uznałaś, że racjonalista równa się sceptyk, ale niech będzie. >Nie uznałam niczego takiego. Chodziło mi o stworzenie analogicznego do Twojego toku rozumowania. Racjonalista był tylko przykładem. Mój tok myślenia dotyczył sceptycyzmu a nie racjonalizmu. Chociaż sam zabieg trafny i udany. >To, co opisałaś kojarzy mi się raczej z postawą stoicką. Stoik po prostu nie angażuje się emocjonalnie, ani pozytywnie ani negatywnie w ramach określonego postulatu życia szczęśliwego. Sceptyk jak sądzę, stara się okiełznać emocje o tyle o ile uważa, że mogą mu one przeszkodzić w rozsądnej i niezafałszowanej ocenie. W jednym i drugim przypadku występuje ten sam postulat - trzymania emocji na wodzy, ale czemu innemu to służy i ma odmienne przyczyny. >Nie rozumiem dlaczego uważasz, że sceptyk powinien starać się trzymać emocje na wodzy. Tylko i wyłącznie dlatego, że silne emocje 1.przesłaniają realny bieg wydarzeń 2. są podstawą w tworzeniu się przekonań nie popartych rozumowymi tym bardziej naukowymi argumentami. Sile emocje są chyba najoczywistszym źródłem błędnych ocen. Sceptyk zaś, stawia sobie za cel nie podawać się pierwszym i narzucającym się wrażeniom, tylko odszukać dla nich odpowiednio przekonywujące podstawy. >Wydaje mi się, że sceptykowi bardziej przydaje się poczucie humoru. W sytuacji, kiedy życie staje się lawirowaniem między względnościami, najlepiej dla własnego zdrowia, nie podchodzić zbyt poważnie do rzeczywistości Poczucie humoru dobre jest dla każdego, bez względu na światopogląd jaki reprezentuje.
Wiem jak Andrzej definiuje swój sceptycyzm i jakie wyciąga z tego wnioski. A czy ty mogłabyś to mi doprecyzować? Kim jest sceptyk wg ciebie? Jakie są jego typowe postawy? Pozdrawiam
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|