 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 22-11-2006 21:45 | Konrado5 (353 punktów) | Życie czy szczęście | Co jest dla was ważniejsze: życie czy szczęście? Wydaje się, że szczęście powinno być ważniejsze, bo życie nie jest lepsze od braku życia, a szczęście jest lepsze od braku szczęścia. Życie nie jest lepsze od braku życia, bo jak nie żyję to mnie to nie dotyczy. Nie byłoby dla mnie żadną tragedią, gdybym się nie urodził, a śmierć mnie nie dotyczy, bo po śmierci mnie nie ma. Wygląda to tak, że nie jest ważne to, czy żyję, czy nie, a jeżeli żyję to ważne jest to, czy jestem szczęśliwy, czy nie jestem szczęśliwy. Ale spotkałem się z opinią, że życie powinno być ważniejsze od szczęścia, bo życie jest warunkiem koniecznym szczęścia, a więc dzięki życiu można być szczęśliwym. Można na to popatrzeć z punktu widzenia człowieka żyjącego i docenić to, że dzięki niemu się jest szczęśliwym i stwierdzić, że życie jest lepsze od braku życia, bo w przypadku życia można być w 3 stanach: nieszczęśliwy, "ani szczęśliwy ani nieszczęśliwy", szczęśliwy,a w przypadku braku życia tylko "ani szczęśliwy ani nieszczęśliwy". Ale znów można powiedzieć, że w przypadku braku życia szczęście nie byłoby do niczego potrzebne i po prostu docenia się to, że życie jest szczęśliwe. Poza tym nie do końca można powiedzieć, że człowiek nieżyjący jest "ani szczęśliwy ani nieszczęśliwy". O jego szczęściu nie można nic powiedzieć, bo jest ono nieokreślone. Jaki jest wasz pogląd na ten temat? Jakbyście odpowiedzieli na pytanie: czy jesteś w stanie w dążeniu do szczęścia ryzykować życiem?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| sceptyżaba (279 punktów) | Podobno naukowcy udowodnili, że za uczucie szczęścia odpowiadają określone substancje chcemiczne w określonych częściach mózgu. Szczęście jest więc tylko tyle warte, ile kosztuje umieszczenie tych substancji w odpowiednich miejscach. Nieporównywalnie więcej cenię sobie swoje życie. Pozdrawiam PS. By sprawdzić sobie swój poziom hipokryzji odpowiedz na pytanie: na ile cenisz cudze szczęście (niekoniecznie kogoś Ci bliskiego)?
|
|
 | | Majur (52 punktów) | >Podobno naukowcy udowodnili, że za uczucie szczęścia odpowiadają określone substancje chcemiczne w określonych częściach mózgu. Szczęście jest więc tylko tyle warte, ile kosztuje umieszczenie tych substancji w odpowiednich miejscach. >Nieporównywalnie więcej cenię sobie swoje życie.
Podobno naukowcy udowodnili, że życie to tylko "gra" pewnych substancji chemiczych. Nie cenię więc ani życia ani szczęścia.
Pytanie nasuwa się tylko takie. Kto odczuwa działanie i grę tych substancji?
|
|
|  | | sceptyżaba (279 punktów) | >>Podobno naukowcy udowodnili, że za uczucie szczęścia odpowiadają określone substancje chcemiczne w określonych częściach mózgu. Szczęście jest więc tylko tyle warte, ile kosztuje umieszczenie tych substancji w odpowiednich miejscach. >>Nieporównywalnie więcej cenię sobie swoje życie. >Podobno naukowcy udowodnili, że życie to tylko "gra" pewnych substancji chemiczych. Musisz to rozwinąć, bo słówko 'gra' jest dla mnie w tym kontekście niezrozumiałe. > Nie cenię więc ani życia ani szczęścia. A co w takim razie cenisz? >Pytanie nasuwa się tylko takie. Kto odczuwa działanie i grę tych substancji? Wpierw wytłumacz się z tej gry i 'tych' substancji. Bo nie za bardzo wiem, na co mam Ci odpowiadać. Pozdrawiam
|
|
| |  | | Majur (52 punktów) | To moje podobno jest tak samo nic nie znaczące jak twoje, dlatego napisałem, że nic nie cenię. To tylko pusta paplanina. Jeśli starasz się wypowiedzieć racjonalnie czy "naukowo" i piszesz słowo podobno to dla mnie to nic nie znaczy. Dlatego mogę napisać wszystko za słowem podobno.
Jeśli szczęście jest tylko chemią, którą można sterować, to dlaczego naukowcy nie wyleczą wszystkich chorób psychicznych i ludzkich nieszczęść. To takie proste. Wystarczy wziąć pigułkę.
|
|
| | |  | | sceptyżaba (279 punktów) | >To moje podobno jest tak samo nic nie znaczące jak twoje, dlatego napisałem, że nic nie cenię. To tylko pusta paplanina. >Jeśli starasz się wypowiedzieć racjonalnie czy "naukowo" i piszesz słowo podobno to dla mnie to nic nie znaczy. Dlatego mogę napisać wszystko za słowem podobno. Pisz, kto Ci broni? Ale wiedz, że odpowiadasz, za to, co napiszesz. >Jeśli szczęście jest tylko chemią, którą można sterować, to dlaczego naukowcy nie wyleczą wszystkich chorób psychicznych i ludzkich nieszczęść. Bo słowo 'szczęśliwy' nie jest synonimem słowa 'zdrowy', ani 'w dobrych warunkach żyjący'. Taki, na przykład, narkoman jest szczęśliwy bezpośrednio po zażyciu 'działki', choć ja go prędzej wyśmieję, niż będę podziwiał za dojście 'do szczęścia'. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | Majur (52 punktów) | >Bo słowo 'szczęśliwy' nie jest synonimem słowa 'zdrowy', ani 'w dobrych warunkach żyjący'. Taki, na przykład, narkoman jest szczęśliwy bezpośrednio po zażyciu 'działki', choć ja go prędzej wyśmieję, niż będę podziwiał za dojście 'do szczęścia'. >Pozdrawiam
Wszystko zależy od tego jak zdefiniujesz słowo szczęśliwy. Jeśli za szczęście uznasz chwilę przyjemności czy uniesienia to może jedna tabletka wystarczy aby być w ten sposób szczęśliwym. Dla mnie narkoman który bierze działkę raczej jest człowiekiem nieszczęśliwym.
Trudno jest zdefiniować szczęście więc pole do dyskusji jest duże. W moim odczuciu szczęście powinno być czymś trwałym, stabilnym i niezależnym od okoliczności. Lekarstwa są zależnością, a ponadto nie słyszałem o lekach które dawały by trwałe szczęście lub chociaż trwałą przyjemność.
|
|
|  | | truthsearcher (437 punktów) | >Podobno naukowcy udowodnili, że życie to tylko "gra" pewnych substancji chemiczych. Nie cenię więc ani życia ani szczęścia. To się zabij i koniec. Nie będziesz miał ani życia ani szczęścia. Proste.
>Pytanie nasuwa się tylko takie. Kto odczuwa działanie i grę tych substancji? My!?
|
|
| |  | | Majur (52 punktów) | >My!? To ilu was jest?
|
|
| | |  | | truthsearcher (437 punktów) | >>My!? >To ilu was jest? Cały legion...
|
|
| | | |  | | Majur (52 punktów) | >>>My!? >>To ilu was jest? >Cały legion... Pytałem kto patrzy twoimi oczami, słucha twoimi uszami, używa twojego mózgu itp. Jeśli was jest cały legion to pozdrów ich wszystkich.
|
|
| | | | |  | | truthsearcher (437 punktów) | >>>>My!? >>>To ilu was jest? >>Cały legion... >Pytałem kto patrzy twoimi oczami, słucha twoimi uszami, używa twojego mózgu itp. NO ja.
>Jeśli was jest cały legion to pozdrów ich wszystkich. Wszyscy uprzejmie dziękujemy.
|
|
| | | | | |  | | Majur (52 punktów) | >NO ja. Kim lub czym jest to ja?
|
|
|  | | internal policy7 |
>Podobno naukowcy udowodnili, że życie to tylko "gra" pewnych substancji chemiczych. Nie cenię więc ani życia ani szczęścia. >Pytanie nasuwa się tylko takie. Kto odczuwa działanie i grę tych substancji? Nie,ale czy to nie jest fantastyczna sprawa taka kuchnia z mozgu?I mozna cale zycie spedzic na wprowadzaniu sie w rozne stany i wynajdywaniu jak swiadomosc odbieranie swiata zmyslami uczucia nastroj sie wzajemnie warunkuja i na siebie wplywaja?Slowem zycie a jesli ci po drodze wypadnie pare mocniejszych przezyc to w ogole zyc nie umierac. ----------------------------------------------------------------------- > >------------------------------
Zniszczyc moralnosc zrewidowac sie opuscic pomieszczenie
|
|
| lipschitz (1674 punktów) | Dla dzieci problem szczęścia nie istnieje, to radosne, ciekawskie i zaangażowane istoty, dysponujące wydawałoby się niemożliwą energią (z punktu widzenia dorosłego ze stażem  ). Nigdy nie musiały do szczęścia dążyć, wynurzać się z morza smutku by sięgać jakiś rajskich wysp, było im dane wraz z życiem i chyba można spokojnie w przypadku dzieci powiedzieć, że szczęście i życie to jedno. Dalej, wydaje się, trwa intensywna praca nad zniszczeniem tego szczęścia, a kiedy już jesteśmy wystarczająco smutni i niezadowoleni (co według mnie niesłusznie nazywamy stanem dojrzałym), zaczynamy szukać, wypytywać o szczęście, o to, gdzie może być i czy w ogóle istnieje. Pytałbym, co zdarzyło się tak niedobrego, że utraciliśmy szczęście i nie szukał tego, co już było. Rozbawiło mnie kiedyś pewne opowiadanie, niestety źródła nie pamiętam, więc przytoczę je tak, jak pozostało w głowie. Pewien Meksykanin prowadził proste życie, wstawał rankiem, wypływał w morze, a gdy złapał trochę ryb wracał i spędzał resztę dnia bycząc się na plaży i popijając tequile. I tak dzień po dniu. Raz zawitał w te okolice Amerykanin, nawiązał rozmowę z Meksykaninem, a po niedługim czasie roztaczał przed tubylcem wizje wspaniałego biznesu, mówił: wynajmij kilka kutrów, zatrudnij ludzi, zbuduj chłodnię, będziesz łowił wiele ryb i sprzedawał je w Ameryce zarabiając miliony. Meksykanin odparł: no ale po co? Jak to po co? - zdziwił się Amerykanin. Aby siadać wieczorem na plaży, byczyć się i popijać tequilę.
|
|
 | | sceptyżaba (279 punktów) | Z de Mello opowiadanko. Pozdrawiam
|
|
|  | | lipschitz (1674 punktów) | dziękuję za podpowiedź. Pozdrawiam także
|
|
 | | Kika (222 punktów) | > Dalej, wydaje się, trwa intensywna praca nad zniszczeniem tego szczęścia, a kiedy już jesteśmy wystarczająco smutni i niezadowoleni (co według mnie niesłusznie nazywamy stanem dojrzałym), zaczynamy szukać, wypytywać o szczęście, o to, gdzie może być i czy w ogóle istnieje. Pytałbym, co zdarzyło się tak niedobrego, że utraciliśmy szczęście i nie szukał tego, co już było.Ze szczęściem jest chyba trochę tak, jak z brakiem kompleksów. Dzieci takowych nie posiadają. Pytają się o wszystko, wszystkiego dotkną i śmieją się głośno. Dziś w racjonaliście przeczytałam za Seneką, że życie jest walką. I to pewnie jest odpowiedź na Twoje pytanie. Jeśli się walczy, trzeba kreować wrogów. Żeby ich niszczyć, trzeba ich nienawidzić. Żeby móc się czymś cieszyć, trzeba ukrywać to, co się kocha. Gdzież tu miejsce dla "radosnych, ciekawskich, zaangażowanych istot"? Wszystkim, co zostało jeszcze we mnie z dziecka, po usilnej pracy smutnych dorosłych sprzeciwiam się robieniu z walki sensu ludzkiego życia. Zwłaszcza, że z walką, czy bez rezultaty naszych działań i tak bywają podobne. Patrz opowiastka o Meksykaninie  pozdrawiam
|
|
|  | | IQ955 (2355 punktów) | > Ze szczęściem jest chyba trochę tak, jak z brakiem kompleksów.Jeśli "trochę" - zgoda. > Pytają się o wszystko, wszystkiego dotkną i śmieją się głośno.Mnie się to wszystko też czasem zdarza. Czyżbym dziecinniał?  > Dziś w racjonaliście przeczytałam za Seneką, że życie jest walką."Życie jest walką" (Seneka) "Życie jest aukcją" (Anna Słota) "Życie jest zabawą" "Życie jest poszukiwaniem" "Życie jest podróżą" "Życie jest......." Myślę, że tego rodzaju sentencje mona produkować taśmowo i dlatego nie brałbym ich zbyt poważnie. W tym duchu odpowiedziałem też kiedyś na tym forum na (skądinąd bardzo sensowny) post pani Anny Słoty. Myślę, że poza urokiem aforyzmu - sentencje takie niewiele wnoszą. > Jeśli się walczy, trzeba kreować wrogów.Niekoniecznie. Gdybyśmy byli mądrzejsi - moglibyśmy walczyć z naturą, własną niedoskonałością, a niekoniecznie ze soba nawzajem. Ale to utopia - wiem. > Żeby móc się czymś cieszyć, trzeba ukrywać to, co się kocha.Bardzo mi smutno to czytać... > sprzeciwiam się robieniu z walki sensu ludzkiego życia.Sprzeciwiaj się na zdrowie. Tylko co rzeczywiście możesz zrobić? > Zwłaszcza, że z walką, czy bez rezultaty naszych działań i tak bywają podobne. Patrz opowiastka o Meksykaninie  Pan de Mello jest jednym z tych, co chcą wszystkich za jednym zamachem według swojej metody uszczęśliwić. Jeśli to nawet wynika z dobrego serca (w co przeważnie nie wierzę) to z kiepskiego pomyślunku. Cudów nie ma. Opowiastka jest głupawa. Kto i z czego zrobił kuter? Olinowanie, części stalowe. Kto pomyślał jak budować kutry? Czy nie lepiej, aby kuter miał radio i mógł wysłać sygnał S.O.S w razie potrzeby? Kto zbudował gorzelnię do produkcji Tequili (podłe świństwo nawiasem mówiąc  )? I tak dalej. W naturze, w jakiej żyjemy nie można być dzieckiem przez całe życie! Można się natomiast przyzwoicie zachowywać. P.S. Kiko, wybacz mi jeszcze raz  : Golding - "Lord of the flies", S.Lem - Kobyszczę (ze zbioru "Cyberiada"). Jest to cudowna powiastka filozoficzna o konstruktorze (Trurlu), który postanowił stworzyć istoty doskonale szczęśliwe. Kobyszczę to zresztą skrót od "Kontemplator Bytu Szczęsny" 
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| |  | | Kika (222 punktów) | > naturze, w jakiej żyjemy nie można być dzieckiem przez całe życie! Można się natomiast przyzwoicie zachowywać.Spokojnie  Wcale nie wierzę w to, co wyżej napisałam. Czasem fajnie jest popadać w takie naiwnie-skrzywdzone tony. To rodzaj kokieterii. Czy już się zachowuję nieprzyzwoicie? > P.S. Kiko, wybacz mi jeszcze raz  Ostatnio wybaczanie, to moja specjalność
|
|
| | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > Czy już się zachowuję nieprzyzwoicie?Według mnie - nie. Po słowem "nieprzyzwoity" rozumiem zupełnie inne zachowania. > Spokojnie Wcale nie wierzę w to, co wyżej napisałam.Spokój zachowałem, natomiast w Twojej wypowiedzi nie znalazłem żadnego sygnału, że jest ona nie na serio, ironiczna, kokieteryjna etc. Być może to po prostu moja tępota, ale jeśli nie - jest to dobry sposób na zerwanie rzeczowej komunikacji, a mnie przynajmniej - byłoby szkoda... > Czasem fajnie jest popadać w takie naiwnie-skrzywdzone tony.> To rodzaj kokieterii.Nie wiem jak długo jeszcze zdołam nadążać za tym wyrafinowaniem. 
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | |  | | Kika (222 punktów) |
>Spokój zachowałem, natomiast w Twojej wypowiedzi nie znalazłem żadnego sygnału, że jest ona nie na serio, ironiczna, kokieteryjna etc. Być może to po prostu moja tępota, ale jeśli nie - jest to dobry sposób na zerwanie rzeczowej komunikacji, a mnie przynajmniej - byłoby szkoda...
Przepraszam. Moja wypowiedź była na serio, ... ale też zdaję sobie sprawę z własnej naiwności.
|
|
| |  | | Kika (222 punktów) |
Pozwolę sobie nadużyć Twojej cierpliwości i jeszcze raz odpowiedzieć na wczorajszy post. Ostatecznie wypowiedź internetową, podobnie jak program telewizyjny, można po prostu zignorować. Nie byłam w stanie wczoraj rzeczowo Ci odpowiedzieć, bo Twój post zdał mi się irytująco demagogiczny. Poza tym mam momentami problem z dostrzeżeniem w IQ955 autora produktów z "Ad Rem!". > >Pytają się o wszystko, wszystkiego dotkną i śmieją się głośno.> Mnie się to wszystko też czasem zdarza. Czyżbym dziecinniał?  Skoro zdarza Ci się to tylko czasem, to raczej nie. > >Dziś w racjonaliście przeczytałam za Seneką, że życie jest walką.> "Życie jest walką" (Seneka)> "Życie jest aukcją" (Anna Słota)> "Życie jest zabawą"> "Życie jest poszukiwaniem"> "Życie jest podróżą"> "Życie jest......."> Myślę, że tego rodzaju sentencje mona produkować taśmowo i dlatego nie brałbym ich zbyt poważnie.Ale każde zawiera jakieś ziarno prawdy, nad którym warto się zastanowić, choćby między wzięciem prysznica, a obcinaniem paznokci. > >Żeby móc się czymś cieszyć, trzeba ukrywać to, co się kocha.> Bardzo mi smutno to czytać... > >sprzeciwiam się robieniu z walki sensu ludzkiego życia.> Sprzeciwiaj się na zdrowie. Tylko co rzeczywiście możesz zrobić?Mogę nie robić z walki sensu własnego życia, nawet jeśli używam w tym celu właśnie metod walki. To taka sama różnica, jak między posiadaniem pieniędzy dla pieniędzy i posiadaniem ich, aby kupić potem stertę książek. > >Zwłaszcza, że z walką, czy bez rezultaty naszych działań i tak bywają podobne. Patrz opowiastka o Meksykaninie  > Pan de Mello jest jednym z tych, co chcą wszystkich za jednym zamachem według swojej metody uszczęśliwić.Myślę, że pan de Mello i jego pomysły na szczęście, nie mają tu nic do rzeczy. Powiastka jest tak prosta, że jej autorem może być ktokolwiek, na przykład właściciel meksykańskiej knajpy, dbający o zawartość sakwy anegdot dla zabawiania gości. > Jeśli to nawet wynika z dobrego serca (w co przeważnie nie wierzę) to z kiepskiego pomyślunku. Cudów nie ma. Opowiastka jest głupawa.> Kto i z czego zrobił kuter? Olinowanie, części stalowe. Kto pomyślał jak budować kutry?Nie, opowiastka nie jest głupawa. Nie jest to przypowieść, która ma na celu podanie na tacy dydaktycznej wskazówki "jak się żyć powinno", a tylko ubranym w słowa modelem pewnej absurdalnej niekonsekwencji naszych decyzji w stosunku do spodziewanych oczekiwań. > Czy nie lepiej, aby kuter miał radio i mógł wysłać sygnał S.O.S w razie potrzeby? Kto zbudował gorzelnię do produkcji Tequili (podłe świństwo nawiasem mówiąc )?Wiesz, ja w prawdzie wykazuję wiele naiwności w kreowaniu świata własnych marzeń, ale nie przeszkadza mi to w widzeniu mięsa realizmu dowolnej ludzkiej egzystencji. Doskonale wiem, że gros ludzi spędzających większość życia na budowaniu kutrów, czy gorzelni napędza się do życia nie szacunkiem i samozadowoleniem z własnej pracy, a właśnie mrzonkami o plaży i szklance Tequili, którą raczysz, z pozycji smakosza i konesera, określać jako podłe świństwo. > W naturze, w jakiej żyjemy nie można być dzieckiem przez całe życie! Można się natomiast przyzwoicie zachowywać.Nikt tu nie postulował bycia dzieckiem przez całe życie. Myślę, że takie ciągoty wymagają wizyty w specjalistycznej poradni. Chodziło raczej o postulat nie zatracenia z wiekiem kilku cech, charakterystycznych dla wieku dziecięcego, a ulegających niepotrzebnej i zubożającej nas degradacji. > Myślę, że gdyby "dorośli" żyli po dorosłemu, ale porządnie postępowali - to wcale nie byłoby tak źle.Co za powalający zestaw ogólników. Prawie jak "życie jest walką". Przykro mi, ale ja nie wiem tak do końca, co to "żyć po dorosłemu", ani "porządnie postępować", a już zwłaszcza kiedy jest "nie tak źle". > P.S. Kiedyś pewna nieznośnie "nawiedzona" pani usiłowała mi tłumaczyć, że każdy powinien żyć, postępować i reagować jak dziecko "bo tędy do królestwa..." etc. Wysłuchawszy jej powiedziałem, że zgadzam się z nią całkowicie i od jutra zaczynam (pardon) załatwiać się w majteczki.No tak, kolejna dobra anegdota. Sama nie znoszę nawiedzeńców wszelkiej maści, ale tworzyć i wyśmiewać karykatury cudzych myśli, to nie jest żadna sztuka. pozdrawiam
|
|
| | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > Pozwolę sobie nadużyć Twojej cierpliwościOdpowiadanie na Twoje posty nie wymaga cierpliwości; nawet to lubię. > można po prostu zignorować.Na tym etapie forumowej znajomości - nie mam prawa. > Twój post zdał mi się irytująco demagogiczny.Może... Takie opowiastki mnie dość irytują i być może dałem temu (zbyt mocno) wyraz. Spróbuję się dalej wytłumaczyć. > Poza tym mam momentami problem z dostrzeżeniem w IQ955 autora produktów z "Ad Rem!".No, to widzę, że się poważnie podłożyłem.  I jeszcze dałaś mi plusa?! > Ale każde zawiera jakieś ziarno prawdy, nad którym warto się zastanowić, choćby między wzięciem prysznica, a obcinaniem paznokci.Napisałem, że nie warto brać "zbyt" poważnie. Zresztą to tylko moje ostrzeżenie. > >Bardzo mi smutno to czytać...>  Nie wiem, jak to zinterpretować. > Tylko co rzeczywiście możesz zrobić?> To taka sama różnica, jak między posiadaniem pieniędzy dla pieniędzy i posiadaniem ich, aby kupić potem stertę książek.Niby tak, tylko że do robienia pieniędzy ludzie też bywają jakoś "zmuszani" i często naprawdę bardzo trudno się z takiego błędnego koła wydostać. Jeśli ktoś jest do czegoś bardzo długo zmuszany, to wreszcie, niestety, staje się to treścią jego życia. Przez sam fakt robienia tego bardzo często. Mimo, że nie chce. Jeśli kogoś skażą na dożywocie - więzienie stanie się treścią jego życia. Przykre to, ale co zrobić? > Powiastka jest tak prosta, że jej autorem może być ktokolwiek, na przykład właściciel meksykańskiej knajpy, dbający o zawartość sakwy anegdot dla zabawiania gości.Bardzo możliwe, sam usłyszałem to najpierw jako amerykański dowcip o murzynach. > Opowiastka jest głupawa.> Nie, opowiastka nie jest głupawa.I o to chodzi! Teraz każde z nas argumentuje na swoją stronę. Moje argumenty sa takie: 1. Jest, ponieważ przede wszystkim sytuacja milionera i Meksykanina na plaży NIE JEST TOŻSAMA. To bardzo ważne, a w opowiastce przemilczane. 2. Jest, ponieważ obydwie te skrajne postawy wydają mi się niewłaściwe. Zarówno ludzi zaharowujących się, aby mieć jak najwięcej, jak i ludzi biernie ograniczających się do akceptacji tego, co dzień przynosi. 3. Świat ulega przemianom, czy nam się podoba, czy nie. Nie wiem jak długo jeszcze będzie sobie ten Meksykanin mógł pozwalać na taki luksus. Amerykanin wprawdzie wydaje się lepiej zabezpieczony na przyszłość, ale może paść przedwcześnie na zawał. Wygląda, że prawda leży gdzieś pośrodku. Na razie tyle. Czekam na: Nie jest, ponieważ: > absurdalnej niekonsekwencji naszych decyzji w stosunku do spodziewanych oczekiwań.Nie bardzo rozumiem to zdanie. Każdy przecież miał to, co wybrał. Milioner (swoją fortuną) zagonił innych, aby na niego pracowali i mógł się lenić (kiedy chciał!), zaś Meksykanin MUSIAŁ pracować, aby przetrwać, a na plaży mógł sobie tylko trochę odpocząć. > Wiesz, ja wprawdzie wykazuję wiele naiwności w kreowaniu świata własnych marzeń,Czy marzenia (marzenia, a nie plany, czy chęci) moga nie być naiwne? > Doskonale wiem, że gros ludzi spędzających większość życia na budowaniu kutrów, czy gorzelni napędza się do życia nie szacunkiem i samozadowoleniem z własnej pracy, a właśnie mrzonkami o plaży i szklance Tequili,To byłby już luksus. Myślę, że wielu ludzi nawet na to nie liczy, a po prostu usiłuje jakoś znośnie (a czasem i w ogóle!) przetrwać. W naszej rzeczywistości to chyba przeważnie marzenia o nowej szafie, samochodzie, wycieczece etc. > którą raczysz, z pozycji smakosza i konesera, określać jako podłe świństwo.Nie wiem, czy tego próbowałaś. Jeśli nie - odradzam; zrobiłem to za Ciebie i do dziś dziwi mnie jak można to masowo pić. Ale może innym smakuje... > Chodziło raczej o postulat nie zatracenia z wiekiem kilku cech, charakterystycznych dla wieku dziecięcego, a ulegających niepotrzebnej i zubożającej nas degradacji.Czy bierzesz pod uwagę wszystko złe, czego człowiek musi w życiu doznać? Czy bierzesz pod uwage degradację samego organizmu z wiekiem? Czy bierzesz pod uwagę innych - nie zawsze nam życzliwych? I w końcu - co, konkretnie, należałoby zachować? > >Myślę, że gdyby "dorośli" żyli po dorosłemu, ale porządnie postępowali - to wcale nie byłoby tak źle.> Co za powalający zestaw ogólników.Tu się rzeczywiście nieco podłożyłem skrótem myślowym. Zdanie w samej rzeczy należałoby przeformułować na przykład tak: "Nie ma sensu stawiać dziecięcej mentalności za wzór dorosłym w nadziei, że to poprawi relacje miedzy ludźmi. Jest natomiast sens tłumaczyć dorosłym, aby pewnych rzeczy nie robili - bo tak będzie w ogólności lepiej." Co Ty na to? > nie wiem tak do końca, co to "żyć po dorosłemu"A ja, myślisz, wiem? Bo to raz słyszałem: "kiedy ty wreszcie dorośniesz?" > "porządnie postępować",Eeee, to chyba wiesz. Przecież jak tak nie robisz, to masz moralnego kaca. Czy nie? > a już zwłaszcza kiedy jest "nie tak źle".Miałem na myśli, że im ludzie się lepiej zachowują, tym lepiej im się (w bilansie) żyje. Tak - po prostu. > No tak, kolejna dobra anegdota.Dobre i to po tym zmywaniu głowy...  > Sama nie znoszę nawiedzeńców wszelkiej maści, ale tworzyć i wyśmiewać karykatury cudzych myśli, to nie jest żadna sztuka.Tu nie opowiedziałem wszystkiego. Ja po prostu byłem w sytuacji obrony koniecznej. Ta pani tłumaczyła mi to dość agresywnie i sugerowała dość ostro, że POWINIENEM zrobić to, czy tamto. A dodatkowo w sposób bardzo różny od moich zapatrywań. Że nie powinienem rozważyć, tylko kierować się intuicją, bo dzieci to najlepiej wiedzą etc. Niestety więcej, ze względu na dyskrecję, wyjaśnić nie mogę. A tak dodatkowo - to wcale nie trzeba jechać do Meksyku. Wystarczy na wieś. Można spotkać chłopów o takiej mentalności. Porobić w polu i zagrodzie, a wieczorem knajpa. Jeśli chcą tak żyć - ich rzecz, ale kiedy ktoś stawia mi to za wzór - muszę protestować (nawet demagogicznie  ).
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | |  | | Kika (222 punktów) | Prowadząc ku końcowi moją aktywność w tym wątku odpowiem tylko na niektóre fragmenty postu. > No, to widzę, że się poważnie podłożyłem.  > I jeszcze dałaś mi plusa?!To za zastrzyk adrenaliny.  > Niby tak, tylko że do robienia pieniędzy ludzie też bywają jakoś "zmuszani" i często naprawdę bardzo trudno się z takiego błędnego koła wydostać.Nie rozumiem tylko po co kogoś do czegoś zmuszać ? Zwykle skuteczniejsza od przymusu bywa rzeczowa rozmowa w oparciu o argumenty (przynamniej w kręgu ludzi w miarę sprawnie posługujących się rozumem). ... ale mam wrażenie, że ten element normalności jakoś się w naszej rzeczywistości zdewaluował. > >Opowiastka jest głupawa.> >Nie, opowiastka nie jest głupawa.> I o to chodzi! Teraz każde z nas argumentuje na swoją stronę.> Czekam na:> Nie jest, ponieważ:trudno określić przymiotnikiem "głupawy" czegoś, co jest tylko jakimś modelem logicznym. Ty, jak ja to widzę, ze swojej demagogiczno-wychowawczej postawy mocno tą historię nadinterpretowałeś. Stwierdziłeś nawet, że postawa Meksykanina jest dawana jako przykład do naśladowania, kiedy nic takiego nie miało miejsca. Ktoś powiedział tylko, że coś go rozbawiło, przytoczył opowiastkę i nic ponadto. Dla mnie to inna wersja choćby takiej historii: Jaś zapragnął mieć tubkę seledynowej farby, wyjął więc ją z pudełka i wsadził zadowolony do kieszeni. Staś także zapragnął mieć tubkę takiej farby. Pożyczył więc żółtą od Krysi, niebieską ukradł Ani, a białą wyjął z pudełka. Następnie kupił paletę, posklejał pędzle i zmieszał wszystkie kolory. Tubkę z farbą schował zadowolony do kieszeni. Epilog: Jaś osiągnął zamierzony cel w jednym ruchu, a Staś w pięciu. Koniec. Ani to głupie, ani mądre, a do rzeczywistości społecznej nijak tego odnieść nie można, bo zbyt prościuchne, za mało szczegółów. > Eeee, to chyba wiesz. Przecież jak tak nie robisz, to masz moralnego kaca. Czy nie?Mam moralnego kaca, kiedy kogoś skrzywdzę, a to czasem bywa za mało. pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | >Nie rozumiem tylko po co kogoś do czegoś zmuszać ? Wziąłem słowo "zmuszać" w cudzysłów, ponieważ miałem na myśli głównie różne (niekoniecznie wyraźnie nazwane) naciski społeczne (grupy, w której się żyje).
>trudno określić przymiotnikiem "głupawy" czegoś, co jest tylko jakimś modelem logicznym. Dobrze, jeśli Cię słowo "głupawy" drażni - zmieniam na "niewłaściwy", "nietrafny" (lub podobne).
>Ty, jak ja to widzę, ze swojej demagogiczno-wychowawczej postawy... Chyba obrywam więcej, niż zasłużyłem.
>mocno tą historię nadinterpretowałeś. Może i tak, ale ta historyjka (i inne jej podobne) denerwuje mnie właśnie jako demagogiczna.
>Stwierdziłeś nawet, że postawa Meksykanina jest dawana jako przykład do naśladowania, kiedy nic takiego nie miało miejsca. Bezpośrednio - nie, ale zdaje się coś takiego sugerować, zwłaszcza w kontekście.
>Dla mnie to inna wersja choćby takiej historii: No, nie wydaje mi się, aby Twoja i oryginalna były logicznie równoważne. Już prędzej, że Staś założył wytwórnię farb, czy coś w tym rodzaju.
Ale może istotnie nie warto tego wałkować...
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
 | | IQ955 (2355 punktów) | >Dalej, wydaje się, trwa intensywna praca nad zniszczeniem tego szczęścia, a kiedy już jesteśmy wystarczająco smutni i niezadowoleni (co według mnie niesłusznie nazywamy stanem dojrzałym), zaczynamy szukać, wypytywać o szczęście, o to, gdzie może być i czy w ogóle istnieje. Pytałbym, co zdarzyło się tak niedobrego, że utraciliśmy szczęście i nie szukał tego, co już było. Nie wiem, co się wydarzyło - mogę tylko przypuszczać. Pewnie wiele różnych rzeczy. Ale cytowany fragment spodobał mi się bardzo i dałem za niego plusik.
A co do tych dzieci - zalecałbym jednak sporą ostrożność. Owszem, doroślejąc tracimy pewne rzeczy, ale ja nie jestem pewien, czy chciałbym przeżyć moje życie "w krótkich spodenkach". Myślę, że gdyby "dorośli" żyli po dorosłemu, ale porządnie postępowali - to wcale nie byłoby tak źle.
P.S. Kiedyś pewna nieznośnie "nawiedzona" pani usiłowała mi tłumaczyć, że każdy powinien żyć, postępować i reagować jak dziecko "bo tędy do królestwa..." etc. Wysłuchawszy jej powiedziałem, że zgadzam się z nią całkowicie i od jutra zaczynam (pardon) załatwiać się w majteczki. Tak więc jeszcze raz zalecam sporą ostrożność w takich sądach.
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
|  | | lipschitz (1674 punktów) | Ostrożność chyba nie jest konieczna. Dzieci dojrzewają, łatwo to dostrzec porównując kolejne lata ich dziedziństwa i myślę że, one same w tym procesie dojrzewania mają główną zasługę. Według mnie problem dotyczy tego, że proces ustaje, inaczej mówiąc - nie wyrosły z krótkich spodenek, a i mam czasem wrażenie, że spodenki wręcz się skróciły  Pozdrawiam
|
|
| |  | | IQ955 (2355 punktów) | Myślę, że się w istocie rozumiemy.
Zareagowałem zaś, ponieważ odczytałem (może błędnie) taką myśl, że gdybyśmy to dziecinne szczęście zachowali i później - to byłoby lepiej. Myślę, że tak się nie da (a przynajmniej nie całkiem; trochę zachować - to może jest i dobrze). Dlatego apelowałem o ostrożność w sądach.
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| truthsearcher (437 punktów) | >Co jest dla was ważniejsze: życie czy szczęście? szczęście, bo bez szczęścia co to za życie...
>bo życie nie jest >lepsze od braku życia, kwestia dyskusyjna
>a szczęście jest lepsze od braku >szczęścia. Prawda.
>Życie nie jest lepsze od braku życia, bo jak nie >żyję to mnie to nie dotyczy. Pewien jesteś?
>Nie byłoby dla mnie żadną >tragedią, gdybym się nie urodził, a śmierć mnie nie >dotyczy, bo po śmierci mnie nie ma. Skąd ten wniosek? Jakieś argumenty?
>Jakbyście >odpowiedzieli na pytanie: czy jesteś w stanie w dążeniu do >szczęścia ryzykować życiem? Oczywiście. Jeśli mam być przez to szczęśliwy to jasne że tak.
|
|
 | | Konrado5 (353 punktów) | >Pewien jesteś? Oczywiście, że jestem pewien, bo wtedy nic nie odczuwam, jak nie żyję. >>Nie byłoby dla mnie żadną >>tragedią, gdybym się nie urodził, a śmierć mnie nie >>dotyczy, bo po śmierci mnie nie ma. >Skąd ten wniosek? Jakieś argumenty? No przecież bym z tego sobie nie zdawał nawet sprawy to dlaczego miałoby to być tragedią.
|
|
|  | | truthsearcher (437 punktów) | >Oczywiście, że jestem pewien, bo wtedy nic nie odczuwam, jak nie żyję.
>No przecież bym z tego sobie nie zdawał nawet sprawy to dlaczego miałoby to być tragedią.
No dobrze postulujesz, że nie ma życia po śmierci, ale nie możesz być tego pewien, bo jest to nieudowadnialne. Nie możesz też być pewien czy np. przed narodzinami nie cierpiałeś i już tego nie pamiętasz!
|
|
| michiko (596 punktów) | >Co jest dla was ważniejsze: życie czy szczęście? >
Zdecydowanie życie. Żyć tylko po to by doświadczać szczęścia? Pewnie każdy by chciał. Tylko jak je odróżnić nie doznając innych emocji? Szczęście to możliwość kreowania rozwoju osobistego w różnych dziedzinach życia. Szczęście to nie gotowy produkt.
|
|
| Beatus (2528 punktów) | >Ale spotkałem się z opinią, że życie powinno być ważniejsze >od szczęścia, bo życie jest warunkiem koniecznym szczęścia, >a więc dzięki życiu można być szczęśliwym. Ciekawa zabawa przyczynami i słowami. Tylko zabawa, bo najczęściej teoria rozmija się z praktyką. Dlatego na pytanie: >czy jesteś w stanie w dążeniu do szczęścia ryzykować życiem? odpowiadam tak. Są sytuacje, które mnie akurat nie spotkały, ale dzieją się innym w których człowiek jest tak nieszczęśliwy, że chce zlikwidować w sposób ostateczny możliwość doznawania tego nieszczęścia. Popełnia samobójstwo. Chociaż będąc optymistką zawsze mam nadzieję, że los może się odmienić, wyobrażam sobie, że gdyby ktoś mnie katował wystarczająco długo i dokładnie, byłabym skłonna zrezygnować z życia. Oczywiście nie w nadziei raju dla męczenników, ale tylko po to aby te męczarnie zakończyć. W mniej drastycznych sytuacjach, człowiek często ryzykuje życie niekoniecznie dla szczęścia, ale choćby dla rozmaitości i nieco lepszego samopoczucia. Z pewnością w miękkim łóżku mamy większe szanse zachowania życia niż na ulicy, tym bardziej uprawiając sporty ekstremalne. Co to jednak za życie, spędzone w łóżku. Wiele osób o ile dałoby im się taki wybór wolałoby żyć krótko ale szczęśliwie niż długo i choćby nijak, nie mówiąc już o nieszczęściu. Stąd mój wniosek - w życiu nie życie jest najważniejsze. Pozdrawiam
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|