Racjonalista - Strona głównaDo treści
Nieadekwatne porównania

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
23-11-2006 20:40truthsearcher (437 punktów)Nieadekwatne porównania
Wydaje mi się, że racjonalistę można porównać do dojrzałego mężczyzny a fanatyka religijnego do niedojrzałego dziecka. Dorosły stara wytłumaczyć się dziecku, że ludzie nie mogą fruwać jak Batman, a dzieci mimo że nie mają argumentów, upierają się że tak właśnie można bo widzieli w TV.

I jeszcze jeden tekst, który mam nadzieję poddacie ostrej krytyce:
Czy Jaś mający 7 lat to ta sama osoba za 20 lat?
Przecież Jaś mały ma 150 cm wzrtostu, waży 50 kg, nie ma pojęcia co to całka i jest jeszcze głupiutki.
Jaś duży ma 192 cm wzrostu, waży 100 kg, w dodatku jest profesorem fizyki na uniwersytecie i cieszy się szacunkiem jako bardzo mądry mężczyzna.
Czy te dwie postacie to ta sama osoba? Czy może inna?
Chyba jednak coś je łączy? Bez małego Jasia nie było by dużego. Ale mimo to Różnią się niemal pod każdym względem. Nawet ich umysły i świadomość są inne.
W świetle powyższych refleksji nasuwają mi się wniosek:
każdy z nas ma wewnętrzne, niezmienne ,,ja,, które żyje także po śmierci ciała ( no bo jest niezmienne )
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Marian (5438 punktów)
>W świetle powyższych refleksji nasuwają mi się wniosek:
>każdy z nas ma wewnętrzne, niezmienne ,,ja,, które żyje także po śmierci ciała ( no bo jest niezmienne )
   To co budzi moje wątpliwości, to dlaczego "także po śmierci"? Może ginie w chwili śmierci?
truthsearcher (437 punktów)
>To co budzi moje wątpliwości, to dlaczego "także po śmierci"? Może ginie w chwili śmierci?
Wiem, to chyba najsłabszy punkt tej teorii, ale skoro jesteśmy ,,tym samym,, co dziecko w łonie matki praktycznie nie świadomi niczego, to może i po śmierci świadomość umiera a ,,ja,, zostaje.
Oczywiście nie jestem tego pewien.
Marian (5438 punktów)
>Wiem, to chyba najsłabszy punkt tej teorii, ale skoro jesteśmy ,,tym samym,, co dziecko w łonie matki praktycznie nie świadomi niczego, to może i po śmierci świadomość umiera a ,,ja,, zostaje.
>Oczywiście nie jestem tego pewien.
   Jeśli tego "ja" (czymkolwiek jest) nie ma przed urodzeniem, to pewnie nie ma i po śmierci. Być może potrzebuje nośnika w postaci człowieka. Nie ma nośnika "ja" - nie ma "ja".
   Szczerze mówiąc jestem typowym materialistą w tej kwestii. Druga zasada dynamiki jest nieubłagana.
truthsearcher (437 punktów)
>Jeśli tego "ja" (czymkolwiek jest) nie ma przed urodzeniem,
nie możemy być tego pewni.

>to pewnie nie ma i po śmierci.
Istnieje teoria, że to ,ja, rodzi się i nie umiera.

>Być może potrzebuje nośnika w postaci człowieka.
A może nie.
Marian (5438 punktów)
>>Jeśli tego "ja" (czymkolwiek jest) nie ma przed urodzeniem,
>nie możemy być tego pewni.
   Ani nie możemy być pewni, że tak nie jest. Nie możemy być pewni, że "ja" w ogóle istnieje, ani nie możemy być pewni, że nie istnieje.

>>to pewnie nie ma i po śmierci.
>Istnieje teoria, że to ,ja, rodzi się i nie umiera.
   Co najwyżej hipoteza.

>>Być może potrzebuje nośnika w postaci człowieka.
>A może nie.
   A może tak?

   Ogólnie nic nie wiemy na temat tego "ja" i zdaje się, że nie mamy sposobu, żeby się tego dowiedzieć. Aby wyjaśnić pewną rzecz (co wspólnego ma mały Jaś z dużym Jasiem) stworzyliśmy nowy byt ("ja"), o którym zakładamy, że jest niepoznawalny. Według mnie to niczego nie wyjaśnia. Lepiej powiedzieć "nie wiem", niż "to sprawa takiego nowego bytu, ale jego właściwości nie możemy poznać".Zawsze należy poszukiwać "zwyczajnego" rozwiązania, bez tworzenia nowych bytów, które i tak niczego nie wyjaśniają.
   Zapytajmy ponownie co wspólnego ma mały Jaś, z dużym Jasiem? Co nie zmienia się w trakcie istnienia każdej jednostki? Możliwa odpowiedź: geny; każdy ma unikalny kod genetyczny. Człowiek jest ekspresją swoich genów: to jak wygląda, nawet jakie cechy charakteru posiada, czy jest altruistą - zdumiewająco dużo określają geny.
truthsearcher (437 punktów)
>Zapytajmy ponownie co wspólnego ma mały Jaś, z dużym Jasiem? Co nie zmienia się w trakcie istnienia każdej jednostki? Możliwa odpowiedź: geny; każdy ma unikalny kod genetyczny. Człowiek jest ekspresją swoich genów: to jak wygląda, nawet jakie cechy charakteru posiada, czy jest altruistą - zdumiewająco dużo określają geny.
Dobra , ale jeśli został napromieniowany to nawet kod genetyczny ulega zmianie. Czyli co nie jest już tą samą osobą?
Marian (5438 punktów)
>Dobra , ale jeśli został napromieniowany to nawet kod genetyczny ulega zmianie. Czyli co nie jest już tą samą osobą?
   Z napromieniowaniem to trochę lipa, bo może ono zmienić kod genetyczny w zupełnie losowy, nieprzewidywalny sposób i powoduje zniszczenia tkanek. Nie da się również zrobić tego tak, żeby zmienić go jednakowo w całym organizmie.
   Gdyby jednak istniała metoda zmienienia kodu genetycznego człowieka, jako całości, to mogłoby się okazać, że byłaby to inna osoba.
truthsearcher (437 punktów)
>Z napromieniowaniem to trochę lipa, bo może ono zmienić kod genetyczny w zupełnie losowy, nieprzewidywalny sposób i powoduje zniszczenia tkanek. Nie da się również zrobić tego tak, żeby zmienić go jednakowo w całym organizmie.
Ale osoba ta jest nadal świadoma swego ,,ja,, .

>Gdyby jednak istniała metoda zmienienia kodu genetycznego człowieka, jako całości, to mogłoby się okazać, że byłaby to inna osoba.
Ale nadal czułby się sobą! Więc coś się nie zmienia! To cos to ,,ja,,!
Marian (5438 punktów)
>>Z napromieniowaniem to trochę lipa, bo może ono zmienić kod genetyczny w zupełnie losowy, nieprzewidywalny sposób i powoduje zniszczenia tkanek. Nie da się również zrobić tego tak, żeby zmienić go jednakowo w całym organizmie.
>Ale osoba ta jest nadal świadoma swego ,,ja,, .
   Gdybyś napromieniował każdą komórkę w celu zmiany kodu genetycznego, to zabiłbyś tego człowieka. Z pewnością nie byłby już świadomy.

>>Gdyby jednak istniała metoda zmienienia kodu genetycznego człowieka, jako całości, to mogłoby się okazać, że byłaby to inna osoba.
>Ale nadal czułby się sobą! Więc coś się nie zmienia! To cos to ,,ja,,!
   Mógłby się czuć kimś zupełnie innym Spróbuj może uszkodzić komuś mózg, zobaczysz, że będzie to już zupełnie inny człowiek. Jak coś to nie ja proponowałem
truthsearcher (437 punktów)
>Gdybyś napromieniował każdą komórkę w celu zmiany kodu genetycznego, to zabiłbyś tego człowieka. Z pewnością nie byłby już świadomy.
Po pierwsze nie jesteśmy i nie możemy być tego pewni.
Po drugie nie mówię otak skrajnych przypadkach.

>>Ale nadal czułby się sobą! Więc coś się nie zmienia! To cos to ,,ja,,!
>Mógłby się czuć kimś zupełnie innym Spróbuj może uszkodzić komuś mózg, zobaczysz, że będzie to już zupełnie inny człowiek. Jak coś to nie ja proponowałem
Tak ale pewna cząstka jego pozostanie niezmienna. Dzięki niej możemy tego człowieka rozpoznać!
Marian (5438 punktów)
>Po pierwsze nie jesteśmy i nie możemy być tego pewni.
   Istnieje skończone, aczkolwiek niewyobrażalnie małe prawdopodobieństwo, że pacjent przeżyje, na przykład gdyby takie napromieniowanie spowodowało z grubsza jednakową zmianę w DNA wszystkich komórek i mimo wszystko jakimś cudem organizm mógł dalej funkcjonować.

>Tak ale pewna cząstka jego pozostanie niezmienna. Dzięki niej możemy tego człowieka rozpoznać!
   Być może nawet jakieś 1023 cząstek. Możesz nazwać to "ja", ale teraz, co z tego wynika? W ciałach ludzi jest takich "ja", które należały do innych ludzi całe mnóstwo. Pewnie każdy ma nawet trochę "ja" ludzi, którzy wciąż żyją. Kiedyś to były nawet "ja" gwiazd. Nie sądzę jednak, żeby dało się rozpoznać czyje to "ja".
truthsearcher (437 punktów)
>Istnieje skończone, aczkolwiek niewyobrażalnie małe prawdopodobieństwo, że pacjent przeżyje, na przykład gdyby takie napromieniowanie spowodowało z grubsza jednakową zmianę w DNA wszystkich komórek i mimo wszystko jakimś cudem organizm mógł dalej funkcjonować.
Ale nadal nie możemy być pewni czy będzie wtedy nieświadomy czy świadomy!

>   Być może nawet jakieś 1023 cząstek. Możesz nazwać to "ja", ale teraz, co z tego wynika? W ciałach ludzi jest takich "ja", które należały do innych ludzi całe mnóstwo. Pewnie każdy ma nawet trochę "ja" ludzi, którzy wciąż żyją. Kiedyś to były nawet "ja" gwiazd. Nie sądzę jednak, żeby dało się rozpoznać czyje to "ja".
To ,,ja,, jest nasze bo jest... niematerialne!
Marian (5438 punktów)
>Ale nadal nie możemy być pewni czy będzie wtedy nieświadomy czy świadomy!
   Jeśli przeżyje, co jest bardzo nieprawdopodobne, może być, co jest jeszcze bardziej nieprawdopodobne świadomy.

>To ,,ja,, jest nasze bo jest... niematerialne!
   Te niezmiennicze cząstki - atomy, są jak najbardziej materialne Nie widzę nic innego (tym bardziej niematerialnego), co mogłoby być innym niezmienniczym atrybutem człowieka, nawet w przypadku totalnej jego dezintegracji. De facto atomy też można zniszczyć. Naprawdę nie widzę powodu, by twierdzić, że jakaś charakterystyczna część człowieka zostaje po jego śmierci.
truthsearcher (437 punktów)
>   Jeśli przeżyje, co jest bardzo nieprawdopodobne, może być, co jest jeszcze bardziej nieprawdopodobne świadomy.
Nawet jeśli nie przeżyje nie możemy być pewni czy nie będzie świadomy.

>>To ,,ja,, jest nasze bo jest... niematerialne!
>   Te niezmiennicze cząstki - atomy, są jak najbardziej materialne
Ale ,,ja,, to nie cząstki. Poza tym na poziomie subatomowym materia potrafi przybierać różne ciekawe formy...
Marian (5438 punktów)
>Nawet jeśli nie przeżyje nie możemy być pewni czy nie będzie świadomy.
   Świadomość to kwestia mózgu. Nie żyjesz - nie masz mózgu, ergo nie jesteś świadomy.

>Ale ,,ja,, to nie cząstki.
   Powiedziałeś, że "ja" to jest to coś, co pozostaje niezmienne bez względu na wszystko (tak zrozumiałem). Co jest jeszcze innego takiego, o czym wiemy, że się bez względu na wszystko nie zmienia?

>Poza tym na poziomie subatomowym materia potrafi przybierać różne ciekawe formy...
   Przy dostatecznie dużej energii..
truthsearcher (437 punktów)
>Świadomość to kwestia mózgu. Nie żyjesz - nie masz mózgu, ergo nie jesteś świadomy.
Nie, żyjesz, nie masz mózgu, ale nie wiesz czy jesteś świadomy czy nie. Nie możemy tego sprawdzić!

>   Powiedziałeś, że "ja" to jest to coś, co pozostaje niezmienne bez względu na wszystko (tak zrozumiałem).
poprawnie zresztą.

>Co jest jeszcze innego takiego, o czym wiemy, że się bez względu na wszystko nie zmienia?
Po pierwsze cząstki nas tworzące się zmieniają, te wszystkie białka, tłuszcze, cukry itd.
Po drugie to co się nie zmienia to właśnie ,,ja,,. Jeśli nic się nie zmienia = wszystko się zmienia to ,,ja,, jest wszystkim. Jeżeli nic się zmienia to może się zmienić tylko w coś a więc ,,ja,, istnieje.

>>Poza tym na poziomie subatomowym materia potrafi przybierać różne ciekawe formy...
>   Przy dostatecznie dużej energii..
Nie tylko. Przykładem służy neutrino, foton, mezon i parę jescze innych.
Thorvoy (6588 punktów)
>>Świadomość to kwestia mózgu. Nie żyjesz - nie masz mózgu, ergo nie jesteś świadomy.
>Nie, żyjesz, nie masz mózgu, ale nie wiesz czy jesteś świadomy czy nie. Nie możemy tego sprawdzić!

Masz dowód pośredni: jeśli z postępującym uszkodzeniem mózgu tracisz proporcjonalnie swoją świadomość, oznaczałoby to że z całkowitym zniszczeniem mózgu wiąże się koniec świadomości.

Dżisas, znowu wykłócam się o nieistnienie spraw urojonych.
truthsearcher (437 punktów)
>Masz dowód pośredni: jeśli z postępującym uszkodzeniem mózgu tracisz proporcjonalnie swoją świadomość, oznaczałoby to że z całkowitym zniszczeniem mózgu wiąże się koniec świadomości.
Po pierwsze wspólczynnik świadomości może nigdy nie dojść do zera.
Po drugie ,,ja,, nie jest tożsame ze świadomością.
Thorvoy (6588 punktów)
>Po pierwsze wspólczynnik świadomości może nigdy nie dojść do zera.
>Po drugie ,,ja,, nie jest tożsame ze świadomością.

Litości, przedstaw mi jakiś dowód na poparcie swoich tez, bo póki co dyskutujesz na zasadzie "marsjanie istnieją, no bo dlaczego mieliby nie istnieć, skoro mogą, a ich nieistnienia nikt nie udowodnił?".
truthsearcher (437 punktów)
>Litości, przedstaw mi jakiś dowód na poparcie swoich tez, bo póki co dyskutujesz na zasadzie "marsjanie istnieją, no bo dlaczego mieliby nie istnieć, skoro mogą, a ich nieistnienia nikt nie udowodnił?".
Sorry ale Ty także tak robisz, a jak podajesz jakieś argumenty to są one bezpodstawne.
Thorvoy (6588 punktów)
>>Litości, przedstaw mi jakiś dowód na poparcie swoich tez, bo póki co dyskutujesz na zasadzie "marsjanie istnieją, no bo dlaczego mieliby nie istnieć, skoro mogą, a ich nieistnienia nikt nie udowodnił?".
>Sorry ale Ty także tak robisz, a jak podajesz jakieś argumenty to są one bezpodstawne.

Człowieku, to TY próbujesz mi wmówić istnienie wiecznego "ja". Nieistnienie jest punktem wyjścia, którego nie trzeba udowadniać.
truthsearcher (437 punktów)
>Człowieku, to TY próbujesz mi wmówić istnienie wiecznego "ja".
A Ty próbujesz mi wmówić istnienie NIC.

>Nieistnienie jest punktem wyjścia, którego nie trzeba udowadniać.
To samo można powiedzieć o istnieniu.
Marian (5438 punktów)
>>Świadomość to kwestia mózgu. Nie żyjesz - nie masz mózgu, ergo nie jesteś świadomy.
>Nie, żyjesz, nie masz mózgu, ale nie wiesz czy jesteś świadomy czy nie. Nie możemy tego sprawdzić!
   Nie bezpośrednio. Czy potrafisz sobie wyobrazić, co by było, gdybyś nie miał pamięci (również krótkotrwałej)? Cokolwiek by się działo wokół Ciebie, momentalnie byś zapominał. Nie mógłbyś zbudować żadnego obrazu rzeczywistości. Czy można coś takiego nazwać świadomością? Każda informacja potrzebuje nośnika, a nośnikiem pamięci jest kora mózgowa. Jeśli ginie mózg, ginie pamięć, ginie tożsamość, ginie świadomość.

>Po pierwsze cząstki nas tworzące się zmieniają, te wszystkie białka, tłuszcze, cukry itd.
   Ale atomy nie (pomijając bardzo ekstremalne przypadki).

>Jeżeli nic się zmienia to może się zmienić tylko w coś a więc ,,ja,, istnieje.
   Nic nie może się zmieniać, bo stałoby się czymś, więc nie byłoby już niczym. Niebyt nie może stać się bytem. Więc "ja" nie istnieje.

>>>Poza tym na poziomie subatomowym materia potrafi przybierać różne ciekawe formy...
>>Przy dostatecznie dużej energii..
>Nie tylko. Przykładem służy neutrino, foton, mezon i parę jescze innych.
   Powiedziałeś "przybierać". Podałeś jako przykład cząstki elementarne, a żadna cząstka nie może stać się nagle neutrinem, fotonem, czy mezonem. Szczerze mówiąc myślałem, że chodzi Ci o takie ciekawe formy, jak plazma kwarkowo-gluonowa, czy kondensat Bosego-Einsteina (to akurat przy ekstremalnie niskich energiach). Nvm.
truthsearcher (437 punktów)
>   Nie bezpośrednio. Czy potrafisz sobie wyobrazić, co by było, gdybyś nie miał pamięci (również krótkotrwałej)? Cokolwiek by się działo wokół Ciebie, momentalnie byś zapominał. Nie mógłbyś zbudować żadnego obrazu rzeczywistości. Czy można coś takiego nazwać świadomością? Każda informacja potrzebuje nośnika, a nośnikiem pamięci jest kora mózgowa. Jeśli ginie mózg, ginie pamięć, ginie tożsamość, ginie świadomość.
Ale nie ginie ,,ja,, !

>   Ale atomy nie (pomijając bardzo ekstremalne przypadki).
Bierzemy pod uwagę wszystkie przypadki.

>   Nic nie może się zmieniać,
Skąd ty to możesz wiedzieć?

>bo stałoby się czymś,
no i co z tego?

>więc nie byłoby już niczym.
prawda.

>Niebyt nie może stać się bytem. Więc "ja" nie istnieje.
Sora ale jedno z drugiego nie wynika.

>   Powiedziałeś "przybierać". Podałeś jako przykład cząstki elementarne, a żadna cząstka nie może stać się nagle neutrinem, fotonem, czy mezonem.
Polecam parę napradę mądrych ksiązek Hawkinga, Kaku itp.

Marian (5438 punktów)
>Ale nie ginie ,,ja,, !
>>Ale atomy nie (pomijając bardzo ekstremalne przypadki).
>Bierzemy pod uwagę wszystkie przypadki.
   No to weźmy pod uwagę koniec Wszechświata. Co zostanie, jak nic nie zostanie? Teoretycznie małe prawdopodobieństwo, ale jak wszystko, to wszystko.

>>Nic nie może się zmieniać,
>Skąd ty to możesz wiedzieć?
   Właśnie stąd:
>bo stałoby się czymś,
   Gdyby mogło się zmieniać, to byłoby czymś. Nic nie może się zamienić w inne nic, bo nic jest tylko jedno; po prostu brak bytu.

>>Niebyt nie może stać się bytem. Więc "ja" nie istnieje.
>Sora ale jedno z drugiego nie wynika.
   Jeśli jedyną rzeczą, która się nie zmienia jest nic, to "ja" musiałoby być tożsame z nic. W świecie realnym "nic" nie istnieje, więc także i "ja".

>Polecam parę napradę mądrych ksiązek Hawkinga, Kaku itp.
Hawkinga przeczytałem "Krótką historię czasu", "Wszechświat w skorupce orzecha", "Czarne dziury i wszechświaty niemowlęce" i "Teorię wszystkiego"; napisał coś jeszcze? Kaku - tylko "Hiperprzestrzeń". Z resztą w/w autorzy poruszają raczej problemy kosmologiczne, niewiele w tych książkach mechaniki kwantowej. Z mojej wiedzy wynika, że jest jak napisałem. Zwykłą materię barionową obowiązują zasady zachowania (zasada zachowanie liczby barionowej); nie mogą się po prostu zmienić w bozony (foton i mezony), albo neutrino (lepton).
truthsearcher (437 punktów)
>   No to weźmy pod uwagę koniec Wszechświata. Co zostanie, jak nic nie zostanie? Teoretycznie małe prawdopodobieństwo, ale jak wszystko, to wszystko.
Niezmienne, niematerialne "ja" nie zgine.

>>bo stałoby się czymś,
>   Gdyby mogło się zmieniać, to byłoby czymś. Nic nie może się zamienić w inne nic, bo nic jest tylko jedno; po prostu brak bytu.
Brak bytu jest już pewnym istnieniem, więc nie może być niczym. ( tak jak z próżnią ).

>   Jeśli jedyną rzeczą, która się nie zmienia jest nic, to "ja" musiałoby być tożsame z nic.
Niekoniecznie. Mogą przecież istnieć dwie niezmienne rzeczy nic i "ja".

>>Polecam parę napradę mądrych ksiązek Hawkinga, Kaku itp.
>Hawkinga przeczytałem "Krótką historię czasu",
ja też

"Wszechświat w skorupce orzecha",
ja też

>"Czarne dziury i wszechświaty niemowlęce" i "Teorię wszystkiego"; napisał coś jeszcze?
poszukam, ale pracę domową odrobiłeś.

>Z resztą w/w autorzy poruszają raczej problemy kosmologiczne, niewiele w tych książkach mechaniki kwantowej. Z mojej wiedzy wynika, że jest jak napisałem. Zwykłą materię barionową obowiązują zasady zachowania (zasada zachowanie liczby barionowej); nie mogą się po prostu zmienić w bozony (foton i mezony), albo neutrino (lepton).
Ok , chodzi mi o to że cząsteczki te nie są materialnymi kuleczkami ( barwy niebieskiej, żółtej lub czerwonej) ale mają bardziej złożoną budowę.
Marian (5438 punktów)
>Niezmienne, niematerialne "ja" nie zgine.
   Skąd to wiadomo? Jak dotąd nie udało Ci się wykazać, że to "ja" w ogóle istnieje.

>Brak bytu jest już pewnym istnieniem, więc nie może być niczym. ( tak jak z próżnią ).
   Jak brak czegokolwiek może być istnieniem? Nic to z definicji brak bytu. Potrafisz podać lepszą definicję "nic"?

>Niekoniecznie. Mogą przecież istnieć dwie niezmienne rzeczy nic i "ja".
   Skąd to wiemy? Skąd wiadomo, że "ja" nie jest tożsame z "nic"?

>pracę domową odrobiłeś.
   Tak, byłem przed chwilą w bibliotece, wypożyczyłem i przeczytałem w dwie minuty

>Ok , chodzi mi o to że cząsteczki te nie są materialnymi kuleczkami ( barwy niebieskiej, żółtej lub czerwonej) ale mają bardziej złożoną budowę.
   Z cząstek, które podałeś - zgodnie z ówczesnym stanem wiedzy - tylko mezony mają strukturę wewnętrzną (para kwark-antykwark). No ale wszystkie mezony są nietrwałe więc jako "coś co zostaje" raczej się nie nadają. Poza tym, jak już wcześniej napisałem, materia barionowa nie może się zamienić w mezony, które mają zerową liczbę barionową.
truthsearcher (437 punktów)
>   Skąd to wiadomo? Jak dotąd nie udało Ci się wykazać, że to "ja" w ogóle istnieje.
A Tobie że nieistnieje.

>   Jak brak czegokolwiek może być istnieniem? Nic to z definicji brak bytu.
Próżnia jest brakiem materii. Ale gdyby próżnia nieistniała to by Ziemi nie otaczała. A otacza.

>Potrafisz podać lepszą definicję "nic"?
Nie można definiować czegoś czego nie ma.

>   Tak, byłem przed chwilą w bibliotece, wypożyczyłem i przeczytałem w dwie minuty
Ja tak robię na przerwach w szkole.

>Poza tym, jak już wcześniej napisałem, materia barionowa nie może się zamienić w mezony, które mają zerową liczbę barionową.
Wcale tego nie kwestionuję.
TyDraniu (6569 punktów)
>pracę domową odrobiłeś.

Dobre

>Próżnia jest brakiem materii. Ale gdyby próżnia nieistniała to by Ziemi nie otaczała. A otacza.

Mylisz się, próżnia absolutna nie istnieje. Masz błędne pojęcie o tym, co otacza Ziemię. Odsyłam do Wikipedii.

>>Potrafisz podać lepszą definicję "nic"?
>Nie można definiować czegoś czego nie ma.

Robisz to przez całą dyskusję.
truthsearcher (437 punktów)
>Mylisz się, próżnia absolutna nie istnieje. Masz błędne pojęcie o tym, co otacza Ziemię. Odsyłam do Wikipedii.
Odsyłam do podręcznika od fizyki.

>>>Potrafisz podać lepszą definicję "nic"?
>>Nie można definiować czegoś czego nie ma.
>Robisz to przez całą dyskusję.
W którym miejscu? Nie przypominam sobie bym podawał jakąś definicję. Może nie rozumiesz co to słowo oznacza? Odsyłam do Wikipedii.
Thorvoy (6588 punktów)
Całe to "ja" jest zlepkiem uporządkowanych reakcji w mózgu. Śmierć mózgu = śmierć "ja".
truthsearcher (437 punktów)
>Całe to "ja" jest zlepkiem uporządkowanych reakcji w mózgu. Śmierć mózgu = śmierć "ja".
Jakieś argumenty?
TyDraniu (6569 punktów)
>>Całe to "ja" jest zlepkiem uporządkowanych reakcji w mózgu. Śmierć mózgu = śmierć "ja".
>Jakieś argumenty?

Argumentem jest to, co wiemy o mózgu, a zwłaszcza o zaburzeniach w jego funkcjonowaniu. Zdajesz sobie sprawę, że np. istnieją ludzie o rozszczepionych osobowościach? Można to tłumaczyć opętaniem przez złego ducha. Można również tłumaczyć doznanym urazem mózgu, bądź zaburzeniem w gospodarce hormonalnej organizmu.

Wnioski już zostawiam Tobie.
truthsearcher (437 punktów)
>Argumentem jest to, co wiemy o mózgu, a zwłaszcza o zaburzeniach w jego funkcjonowaniu. Zdajesz sobie sprawę, że np. istnieją ludzie o rozszczepionych osobowościach? Można to tłumaczyć opętaniem przez złego ducha. Można również tłumaczyć doznanym urazem mózgu, bądź zaburzeniem w gospodarce hormonalnej organizmu.
Ok ale gdzie stąd wypływa wniosek, że ja jest tylko wymysłem mózgu?
Thorvoy (6588 punktów)
"Ja" nie jest wymysłem mózgu, a efektem jego działania. No brain- no mind. No problem.
truthsearcher (437 punktów)
>"Ja" nie jest wymysłem mózgu, a efektem jego działania.~
NIe, działanie jest efektem ,,ja,, !

>No brain- no mind.
I'm not sure. Jakieś argumenty może? Czy to tylko spekulacje?
zenek
>>"Ja" nie jest wymysłem mózgu, a efektem jego działania.~
>NIe, działanie jest efektem ,,ja,, !

Mówisz o świadomym działaniu.
Natomiast poczucie własnego "ja" nie jest wynikiem świadomej decyzji. Tego "ja" się uczymy w pierwszych miesiącach życia.

>>No brain- no mind.
>I'm not sure. Jakieś argumenty może? Czy to tylko spekulacje?

Argumenty były wyżej - skoro uszkodzenia mózgu powodują zmianę świadomości (uszkodzenie owego "ja") - to oznacza, że to "ja" jest generowane w mózgu, a nie jest jakimś niezaleznym od niego bytem. Z tego wniosek, że po zniszczeniu mózgu zniszczeniu ulegnie świadomość. Wydaje mi się to oczywiste.
truthsearcher (437 punktów)
>Natomiast poczucie własnego "ja"
,,ja ,, ni jest żadnym poczuciem.

>Tego "ja" się uczymy w pierwszych miesiącach życia.
Tego nie możemy się nauczyć.

>Argumenty były wyżej - skoro uszkodzenia mózgu powodują zmianę świadomości (uszkodzenie owego "ja") - to oznacza, że to "ja" jest generowane w mózgu,
NO dobra nawet jeśli ma uszkodzoną pamięć, świadomość itp. to jednak nadal jest tą samą osobą ( i to nie przez nazwisko! ).

>a nie jest jakimś niezaleznym od niego bytem.
A może właśnie tak jest. Może mózg jest bytem zależnym od ,,ja,,.

>Z tego wniosek, że po zniszczeniu mózgu zniszczeniu ulegnie świadomość.
Ok. ale nie ,,ja,,

>Wydaje mi się to oczywiste.
Mnie też.
Thorvoy (6588 punktów)
>>Natomiast poczucie własnego "ja"
>,,ja ,, ni jest żadnym poczuciem.

"Ja" jest skomplikowanym zespołem odbioru bodźców. Niczym więcej.

>>Tego "ja" się uczymy w pierwszych miesiącach życia.
>Tego nie możemy się nauczyć.

Przeciwnie. Możemy się go TYLKO nauczyć. Jeśli ludzkie dziecko wychowa się z wilkami, w izolacji od ludzi, będzie próbowało szczekać i gonić za zającem. Tyle będzie z jego człowieczeństwa i "ja".

>NO dobra nawet jeśli ma uszkodzoną pamięć, świadomość itp. to jednak nadal jest tą samą osobą ( i to nie przez nazwisko! ).

Ale jego "ja" zmienia się w przewidywalny sposób, więc idąc dalej- po śmierci ciała, umiera "ja".

>>a nie jest jakimś niezaleznym od niego bytem.
>A może właśnie tak jest. Może mózg jest bytem zależnym od ,,ja,,.

Przedstaw dowody na poparcie tej tezy. Ja przedstawiłem Ci dowód na zależność "ja" od móżgu.

>>Z tego wniosek, że po zniszczeniu mózgu zniszczeniu ulegnie świadomość.
>Ok. ale nie ,,ja,,

A czym niby innym jest Twoje "ja"?
truthsearcher (437 punktów)
>"Ja" jest skomplikowanym zespołem odbioru bodźców. Niczym więcej.
Właśnie nie.

>Przeciwnie. Możemy się go TYLKO nauczyć. Jeśli ludzkie dziecko wychowa się z wilkami, w izolacji od ludzi, będzie próbowało szczekać i gonić za zającem. Tyle będzie z jego człowieczeństwa i "ja".
Po raz kolejny nie. To ,,ja,, jest wspólne dla osoby żyjącej z wilkami i tej samej osoby żyjącej wsród ludzi.

>Ale jego "ja" zmienia się w przewidywalny sposób,
Oczywiście że zmienia się w sposób nieprzewidywalny.

>więc idąc dalej- po śmierci ciała, umiera "ja".
Nie możemy przewidzieć co się stanie po śmierci.

>Ja przedstawiłem Ci dowód na zależność "ja" od móżgu.
Który obaliłem.

>A czym niby innym jest Twoje "ja"?
Czymś w człowieku ( nie tylko? ) co jest niezmienne.
Thorvoy (6588 punktów)
>>"Ja" jest skomplikowanym zespołem odbioru bodźców. Niczym więcej.
>Właśnie nie.

Co boskie- bogu, co biologiczne- biologowi.

>>Przeciwnie. Możemy się go TYLKO nauczyć. Jeśli ludzkie dziecko wychowa się z wilkami, w izolacji od ludzi, będzie próbowało szczekać i gonić za zającem. Tyle będzie z jego człowieczeństwa i "ja".
>Po raz kolejny nie. To ,,ja,, jest wspólne dla osoby żyjącej z wilkami i tej samej osoby żyjącej wsród ludzi.

To "ja" nie istniałoby, gdyby nie przekroczenie pewnego stopnia reakcji organizmu, nazywanych potocznie świadomością.

>>Ale jego "ja" zmienia się w przewidywalny sposób,
>Oczywiście że zmienia się w sposób nieprzewidywalny.

Rzesza wykształconych medyków potrafi przewidzieć co stanie się po uszkodzeniu, albo stymulacji określonych obszarów mózgu. Ty próbujesz obalić tę przewidywalność nie próbując nawet niczym poprzeć swoich racji.

>>więc idąc dalej- po śmierci ciała, umiera "ja".
>Nie możemy przewidzieć co się stanie po śmierci.

Możemy się domyślać, co będzie po śmierci. Najbardziej prawdopodobne jest NIC.

>>Ja przedstawiłem Ci dowód na zależność "ja" od móżgu.
>Który obaliłem.

Niby czym? Bo jakoś nie zauważyłem.

>>A czym niby innym jest Twoje "ja"?
>Czymś w człowieku ( nie tylko? ) co jest niezmienne.

Nie ma takich rzeczy.
truthsearcher (437 punktów)
>To "ja" nie istniałoby, gdyby nie przekroczenie pewnego stopnia reakcji organizmu, nazywanych potocznie świadomością.
Po raz kolejny nie możemy być tego pewni. Możliwe jest że dzięki świadomości zdajemy sobię sprawę z ,,ja,,!

>Rzesza wykształconych medyków potrafi przewidzieć co stanie się po uszkodzeniu, albo stymulacji określonych obszarów mózgu. Ty próbujesz obalić tę przewidywalność nie próbując nawet niczym poprzeć swoich racji.
Zawsze jest ten próg prawdopodobieństwa nie do przewidzenia.

>Możemy się domyślać, co będzie po śmierci. Najbardziej prawdopodobne jest NIC.
Nie, skoro nie możemy przewidzieć to wszystko jest równie prawdopodobne.

>Nie ma takich rzeczy.
Są.
Thorvoy (6588 punktów)
>>To "ja" nie istniałoby, gdyby nie przekroczenie pewnego stopnia reakcji organizmu, nazywanych potocznie świadomością.
>Po raz kolejny nie możemy być tego pewni. Możliwe jest że dzięki świadomości zdajemy sobię sprawę z ,,ja,,!

O matko moja... Dzięki świadomości "zdajemy sobie sprawę" z czegokolwiek. Problem w tym że ta świadomość jest wynikiem zwyłych przemian fizycznych.

>>Rzesza wykształconych medyków potrafi przewidzieć co stanie się po uszkodzeniu, albo stymulacji określonych obszarów mózgu. Ty próbujesz obalić tę przewidywalność nie próbując nawet niczym poprzeć swoich racji.
>Zawsze jest ten próg prawdopodobieństwa niedoprzewidzenia.

Który jeszcze nigdy nie wyszedł tak daleko, by móc stwierdzić że człowiek bez głowy kwalifikuje się do renty inwalidzkiej, zamiast do trumny.

>>Możemy się domyślać, co będzie po śmierci. Najbardziej prawdopodobne jest NIC.
>Nie, skoro nie możemy przewidzieć to wszystko jest równie prawdopodobne.

Tylko że to o czym mówisz jest równie prawdopodobne co zielone stwory z Marsa, czy wygranie maratonu gepardów przez chorego ślimaka.
truthsearcher (437 punktów)
>O matko moja... Dzięki świadomości "zdajemy sobie sprawę" z czegokolwiek.
Zwierzęta nie mają świadomości a zdają sobie sprawę z faktu że są głodne.

>Problem w tym że ta świadomość jest wynikiem zwyłych przemian fizycznych.
Brak jednoznacznych dowodów.

>Tylko że to o czym mówisz jest równie prawdopodobne co zielone stwory z Marsa, czy wygranie maratonu gepardów przez chorego ślimaka.
Jest tak samo prawdopodobne co treści głoszone przez Ciebie.
Thorvoy (6588 punktów)
>Zwierzęta nie mają świadomości a zdają sobie sprawę z faktu że są głodne.

Co Ty znowu opowiadasz? Zwierzęta MAJĄ świadomość. Myślisz że jesteś taki wyjątkowy, jako człowiek? Mylisz się.

>>Problem w tym że ta świadomość jest wynikiem zwyłych przemian fizycznych.
>Brak jednoznacznych dowodów.

Masz same jednoznaczne dowody. Proste doświadczenie możesz sobie nawet sam przeprowadzić, z pomocą odpowiednich narzędzi i ofiary, którą okaleczysz, a na końcu zamordujesz, więc ochotników najlepiej szukaj wśród duchowieństwa.

>>Tylko że to o czym mówisz jest równie prawdopodobne co zielone stwory z Marsa, czy wygranie maratonu gepardów przez chorego ślimaka.
>Jest tak samo prawdopodobne co treści głoszone przez Ciebie.

Tak samo prawdopodobne jak istnienie Gasfp89fy2f. Nie wiem co to jest, ale udowodnij mi że nie istnieje. Ha!
truthsearcher (437 punktów)
>Co Ty znowu opowiadasz? Zwierzęta MAJĄ świadomość.
Ok zły przykład, weźmy bakterię, nie ma świadomości, a jednak "wie" że jest głodna.

>Masz same jednoznaczne dowody.
Wcale nie są jednoznaczne.

>Proste doświadczenie możesz sobie nawet sam przeprowadzić, z pomocą odpowiednich narzędzi i ofiary, którą okaleczysz, a na końcu zamordujesz, więc ochotników najlepiej szukaj wśród duchowieństwa.
Kusząca propozycja.

>Tak samo prawdopodobne jak istnienie Gasfp89fy2f. Nie wiem co to jest, ale udowodnij mi że nie istnieje. Ha!
Podaj definicję Gasfp89fy2f ...
Thorvoy (6588 punktów)
>>"Ja" nie jest wymysłem mózgu, a efektem jego działania.~
>NIe, działanie jest efektem ,,ja,, !

Kurczę, lubię Cię, ale zmuszony jestem posądzić Cię o brak elementarnej znajomości fizjologii.

>>No brain- no mind.
>I'm not sure. Jakieś argumenty może? Czy to tylko spekulacje?

Ponieważ to Ty chcesz udowadniać coś, w co nie ma racjonalnych podstaw wierzyć, udowodnij że świadomość istnieje bez mózgu. Pomijam fakt że wystarczy trochę zniszczyć mózg, by otrzymać człowieka psychicznie skrzywionego, albo nieumiejącego zliczyć do 10 (najczęściej jedno i drugie). To dość dobitnie świadczy o tym że Twoja świadomość zależy od mózgu, a nie na odwrót.
truthsearcher (437 punktów)
>Kurczę, lubię Cię,
Ja Ciebie też!

>ale zmuszony jestem posądzić Cię o brak elementarnej znajomości fizjologii.
Niebezpodstawnie zresztą!

>Ponieważ to Ty chcesz udowadniać coś, w co nie ma racjonalnych podstaw wierzyć, udowodnij że świadomość istnieje bez mózgu.
Nie jestem w stanie tego udowodnić, tak samo jak Ty nie jesteś w stanie udowodnić twierdzenia odwrotnego. Ja tylko sygnalizuję pewien problem...

>Pomijam fakt że wystarczy trochę zniszczyć mózg, by otrzymać człowieka psychicznie skrzywionego, albo nieumiejącego zliczyć do 10 (najczęściej jedno i drugie).
Tak ale nadal będzie to osoba świadoma, choć nie na tyle by zliczyć do 10.
Thorvoy (6588 punktów)
>>Ponieważ to Ty chcesz udowadniać coś, w co nie ma racjonalnych podstaw wierzyć, udowodnij że świadomość istnieje bez mózgu.
>Nie jestem w stanie tego udowodnić, tak samo jak Ty nie jesteś w stanie udowodnić twierdzenia odwrotnego. Ja tylko sygnalizuję pewien problem...

To tak jak z bogiem. Jeśli postulujesz jego istnienie, musisz je udowodnić, a nie obarczać adwersarza ciężarem dowodu na nieistnienie.

>>Pomijam fakt że wystarczy trochę zniszczyć mózg, by otrzymać człowieka psychicznie skrzywionego, albo nieumiejącego zliczyć do 10 (najczęściej jedno i drugie).
>Tak ale nadal będzie to osoba świadoma, choć nie na tyle by zliczyć do 10.

Ale MNIEJ świadoma.
truthsearcher (437 punktów)
>To tak jak z bogiem. Jeśli postulujesz jego istnienie,
Ja tylko sugeruję. Ty uważasz, że ani Boga, ani ,,ja,, nie ma, ale też nie masz na to niezbitych dowodów. Więc w czym problem?

>musisz je udowodnić, a nie obarczać adwersarza ciężarem dowodu na nieistnienie.
Niekogo tym ciężarem nie obarczam. Pozostawiam wybór, jak chcesz to udowadniaj.

>>Tak ale nadal będzie to osoba świadoma, choć nie na tyle by zliczyć do 10.
>Ale MNIEJ świadoma.
I co???
Thorvoy (6588 punktów)
>>To tak jak z bogiem. Jeśli postulujesz jego istnienie,
>Ja tylko sugeruję. Ty uważasz, że ani Boga, ani ,,ja,, nie ma, ale też nie masz na to niezbitych dowodów. Więc w czym problem?

Nie udawaj że nie wiesz. Nikt nie ma dowodów zarówno na reinkarnację, istnienie chrześcijańskiego boga, racjonalność panteizmu, jak i to że Elvis żyje. Udowadnianie racji leży w gestii postulującego istnienie niesprawdzalnego.

>>musisz je udowodnić, a nie obarczać adwersarza ciężarem dowodu na nieistnienie.
>Niekogo tym ciężarem nie obarczam. Pozostawiam wybór, jak chcesz to udowadniaj.

Trzeba było tak od razu. Na tym dyskusję można chyba zakończyć.

>>>Tak ale nadal będzie to osoba świadoma, choć nie na tyle by zliczyć do 10.
>>Ale MNIEJ świadoma.
>I co???

I to, że "ja" jakoś się w tym momencie zatraca.
truthsearcher (437 punktów)
>Udowadnianie racji leży w gestii postulującego istnienie niesprawdzalnego.
Czyli obu stron.

>>>>Tak ale nadal będzie to osoba świadoma, choć nie na tyle by zliczyć do 10.
>>>Ale MNIEJ świadoma.
>>I co???
>I to, że "ja" jakoś się w tym momencie zatraca.
Ale nie znika.
Thorvoy (6588 punktów)
>>Udowadnianie racji leży w gestii postulującego istnienie niesprawdzalnego.
>Czyli obu stron.

Nieprecyzyjnie sie wyraziłem. Powinno być "postulującego ISTNIENIE niesprawdzalnego". "Nieistnienie niesprawdzalnego" jest chyba z natury oczywiste.


>>I to, że "ja" jakoś się w tym momencie zatraca.
>Ale nie znika.

Jeśli widzisz że z mocą uszkodzeń zatraca się "ja", mamy podstawy sądzić że kończy się ono ze śmiercią.
truthsearcher (437 punktów)
>>>I to, że "ja" jakoś się w tym momencie zatraca.
>>Ale nie znika.
>Jeśli widzisz że z mocą uszkodzeń zatraca się "ja", mamy podstawy sądzić że kończy się ono ze śmiercią.
Nie ono się nie kończy. To nie jest świadomość czy pamięć która zanika, ale ,,poczucie bycia sobą,, ( tak plus minus ujmując).
Thorvoy (6588 punktów)
Bez świadomości nie masz żadnego poczucia, w tym poczucia bycia sobą. Zrozumże to.
truthsearcher (437 punktów)
>Bez świadomości nie masz żadnego poczucia, w tym poczucia bycia sobą. Zrozumże to.
Zrozum, że zwierzęta nie mając świadomości mają poczucie np. głodu. Prymitywne ale zawsze.
Thorvoy (6588 punktów)
Zwierzęta MAJĄ świadomość!

Orientujesz się trochę w behawiorystyce zwierząt i działach pokrewnych? Jeśli nie, pora nadrobić braki, a potem dyskutować.
truthsearcher (437 punktów)
>Orientujesz się trochę w behawiorystyce zwierząt i działach pokrewnych?
średnio

Dobra popatrz na jakąs bakterię, która na bakterię która świadomości nie ma a "wie" że musi coś zjeść.
Thorvoy (6588 punktów)
Argumentacja należy tylko i wyłącznie do Ciebie.
Maliński (102 punktów)
Duży Jaś musi zawierać w sobie małego,powstał z niego,bedzie miał blizny po upadku przy nauce jazdy rowerkiem,i będzie miał w swoim materialnym umyśle rzeczy zarejestrowane przez młodego choć może ich nie pamiętać,miały na niego wpływ,sprawiły,że jest kim jest.
Nie ma jednak nic niezmiennego,mały Jaś nie żyje obok dużego ale się w niego przekształcił i tak samo duży Jaś przekształci się w starego Jasia a ten w gnijące ścierwo.

Absurd.
truthsearcher (437 punktów)
>Duży Jaś musi zawierać w sobie małego,powstał z niego,bedzie miał blizny po upadku przy nauce jazdy rowerkiem,i będzie miał w swoim materialnym umyśle rzeczy zarejestrowane przez młodego choć może ich nie pamiętać,miały na niego wpływ,sprawiły,że jest kim jest.
>Nie ma jednak nic niezmiennego,mały Jaś nie żyje obok dużego ale się w niego przekształcił i tak samo duży Jaś przekształci się w starego Jasia a ten w gnijące ścierwo.

Ok ale mimo to mają tą cząstke niezmienna i wspólną która pozwola nam określić , że duzy Jaś zawiera małego.
Maliński (102 punktów)
No...właśnie dlatego że jeden wyrósł z drugiego.A tajemnicza cząstaka to jeden umysł-jedno ciało(tylko że w różnym stopniu rozwinięte) i DNA-niezmienne przez całe życie przecież.

Absurd.
truthsearcher (437 punktów)
>A tajemnicza cząstaka to jeden umysł
Ale Jas mały jest jeszcze głupi a duży mądry...

>jedno ciało
Przecież ono się zmienia, tworzą go rózne białka aminokwasy, cukry...

>DNA-niezmienne przez całe życie przecież.
A pod wpływem napromieniowania?
placownik (17853 punktów)

   Zamek Królewski w Warszawie w 2006 roku i w 1939 roku. Czy to ta sama budowla, czy dwie różne budowle?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
truthsearcher (437 punktów)
>   Zamek Królewski w Warszawie w 2006 roku i w 1939 roku. Czy to ta sama budowla, czy dwie różne budowle?
To tak jak ze świecą od której zapalamy kolejną świecę itd. Czy ogień jest ten sam czy już inny?
sceptyżaba (279 punktów)
>>   Zamek Królewski w Warszawie w 2006 roku i w 1939 roku. Czy to ta sama budowla, czy dwie różne budowle?
>To tak jak ze świecą od której zapalamy kolejną świecę itd. Czy ogień jest ten sam czy już inny?
Jest inny.
Pozdrawiam
truthsearcher (437 punktów)
>Jest inny.
Takie odpowiedzi lubię, zero argumentów, zero dowodów = zero racji.


Pozdrawiam
sceptyżaba (279 punktów)
>>Jest inny.
>Takie odpowiedzi lubię, zero argumentów, zero dowodów = zero racji.
>
Ja natomiast lubię takie uproszczone rozumowania z zerem kontrargumentów, zerem kontrdowodów, a roszczące sobie prawo do mówienia prawdy, na nie wiadomo jakiej podstawie.
Zamek z '39 roku, ruina, nowowybudowany Zamek. Brak ciągłości.
Płomień jednej świecy płonie niezależnie (równolegle w czasie) od płomienia drugiej. Są niezależnymi bytmi, nie są tym samym.
Podobne rozważania są u Lema na początku 'Dialogów', zakończone jednoznaczną odpowiedzią.
Pozdrawiam
placownik (17853 punktów)

>Zamek z '39 roku, ruina, nowowybudowany Zamek. Brak ciągłości.

   Czy z Wawelem też nie miałbyś żadnych wątpliwości?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
sceptyżaba (279 punktów)
>>Zamek z '39 roku, ruina, nowowybudowany Zamek. Brak ciągłości.
>   Czy z Wawelem też nie miałbyś żadnych wątpliwości?
Prawdę mówiąc nie znam dobrze historii Wawelu, ale myślę, że chodzi Ci o pożary, które powodowały częściowe zniszczenie. Nie potrafię odpowiedzieć na tak postawioną kwestię. Być może architekci wiedzą jak ustalić, kiedy zniszczenia są na tyle duże, że przy odbudowywaniu mówi się o nowej konstrukcji. A być może tego ustalić się jednoznacznie nie da i ustala się to na zasadzie umowy.
Niemniej istnieją też jasne sytuacje.
Pozdrawiam
truthsearcher (437 punktów)
>Ja natomiast lubię takie uproszczone rozumowania
takie najchętniej stosujesz.

>z zerem kontrargumentów, zerem kontrdowodów, a roszczące sobie prawo do mówienia prawdy, na nie wiadomo jakiej podstawie.
dzięki za opis.

>Podobne rozważania są u Lema na początku 'Dialogów', zakończone jednoznaczną odpowiedzią.
Lem NIE jest bogiem!

Pozdrawiam
sceptyżaba (279 punktów)
>>Ja natomiast lubię takie uproszczone rozumowania
>takie najchętniej stosujesz.
>>z zerem kontrargumentów, zerem kontrdowodów, a roszczące sobie prawo do mówienia prawdy, na nie wiadomo jakiej podstawie.
>dzięki za opis.
>>Podobne rozważania są u Lema na początku 'Dialogów', zakończone jednoznaczną odpowiedzią.
>Lem NIE jest bogiem!

To mi pokazałeś jak się odpowiada na argumenty, jak już je podałem. Oj chyba się nie pozbieram... ze śmiechu.
Pozdrawiam
truthsearcher (437 punktów)
>To mi pokazałeś jak się odpowiada na argumenty, jak już je podałem. Oj chyba się nie pozbieram... ze śmiechu.
Jak skończysz się śmiać to lepiej weź się do nauki i nadrób braki, a później wróć i będziemy mogli dyskutować.

Pozdrawiam
sceptyżaba (279 punktów)
>>To mi pokazałeś jak się odpowiada na argumenty, jak już je podałem. Oj chyba się nie pozbieram... ze śmiechu.
>Jak skończysz się śmiać to lepiej weź się do nauki i nadrób braki, a później wróć i będziemy mogli dyskutować.
Śmiech to zdrowie. Rozładowywuje napięcie. O ile nie bierze się go zbyt poważnie.
Pozdrawiam
placownik (17853 punktów)
>>>   Zamek Królewski w Warszawie w 2006 roku i w 1939 roku. Czy to ta sama budowla, czy dwie różne budowle?
>>To tak jak ze świecą od której zapalamy kolejną świecę itd. Czy ogień jest ten sam czy już inny?
>Jest inny.

   Płomień, czy Zamek?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
placownik (17853 punktów)
>>   Zamek Królewski w Warszawie w 2006 roku i w 1939 roku. Czy to ta sama budowla, czy dwie różne budowle?
>To tak jak ze świecą od której zapalamy kolejną świecę itd. Czy ogień jest ten sam czy już inny?

   Nie potafię sobie wyobrazić procedury badawczej, która na podstawie analizy płomienia płonącej świecy umożlwiałaby odpowiedź na pytanie od płomienia jakiej innej świecy powstał. Uważam Twoją analogię za chybioną.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
truthsearcher (437 punktów)
>Nie potafię sobie wyobrazić procedury badawczej, która na podstawie analizy płomienia płonącej świecy umożlwiałaby odpowiedź na pytanie od płomienia jakiej innej świecy powstał.
Nie musimy tego badać możemy to widzieć. Nie chodzi tu a fakty naukowe i metody badawcze.
placownik (17853 punktów)

>Nie musimy tego badać możemy to widzieć. Nie chodzi tu a fakty naukowe i metody badawcze.

   W takim razie co z Zamkiem Królewskim? Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
truthsearcher (437 punktów)
>   W takim razie co z Zamkiem Królewskim? Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
NIe odpowiedziałem, bo nie znam odpowiedzi. Myślę, że mają coś wspólnego ze sobą i dzięki temu możemy powiedzieć że to ten konkretny zamek.To cos to właśnie ,,ja,,.
Wiem, marna odpowiedz, ale coż zrobić?
placownik (17853 punktów)

>Wiem, marna odpowiedz, ale coż zrobić?

   Wcale nie taka marna. Marny to był przykład ze świecą. Ogień świecy tym się różni od Zamku Królewskiego i Jasia, że jest całkowicie pozbawiony jakiejkolwiek historii. A, moim zdaniem , to właśnie świadomość naszej indywidualnej historii sprawia, że czujemy się stale tą samą osobą, pomimo iż stale się zmieniamy. Człowiek nagle pozbawiony pamięci przestaje być tym człowiekiem, którym był dotychczas. Z drugiej strony jednojajowe bliźnięta (tej samej płci) są różnymi osobami, gdyż każde z nich posiada odrębną historię.

   Tak więc w pamięci szukać należy źródeł świadomości własnego "ja". To oczywiście nie jest żadne rozwiązanie problemu, a jedynie kierunek poszukiwań. Jedyny sensowny, jak mi się wydaje.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
truthsearcher (437 punktów)
> Człowiek nagle pozbawiony pamięci przestaje być tym człowiekiem, którym był dotychczas. Z drugiej strony jednojajowe bliźnięta (tej samej płci) są różnymi osobami, gdyż każde z nich posiada odrębną historię.
No tak ale gdybyśmy wzieli identycznych bliżniaków nie różniących się żadnym szczególem ( tacy Kaczyńscy np. ) i wymazali ich całą historię, to jednak wciąż wiedzielibyśmy ( choć nie moglibyśmy nawet rozróżnić ) że Jaro to Jaro a Lech to Lech.

>Tak więc w pamięci szukać należy źródeł świadomości własnego "ja". To oczywiście nie jest żadne rozwiązanie problemu, a jedynie kierunek poszukiwań.
Wydaje mi się błędny.

Pozdrawiam
placownik (17853 punktów)

>No tak ale gdybyśmy wzieli identycznych bliżniaków nie różniących się żadnym szczególem ( tacy Kaczyńscy np. ) i wymazali ich całą historię, to jednak wciąż wiedzielibyśmy ( choć nie moglibyśmy nawet rozróżnić ) że Jaro to Jaro a Lech to Lech.

   Widzę, że niepotrzebnie mnie podkusiło z tymi bliźniakami... Ale niech będzie. Otóż mylisz się. Nie ma identycznych bliźniaków, nie różniących się żadnym szczegółem. Różnią się już w chwili narodzin, a zapewne także i wcześniej. I nie może być inaczej, gdyż nawet w łonie matki ich historie życia są odmienne.

>>Tak więc w pamięci szukać należy źródeł świadomości własnego "ja". To oczywiście nie jest żadne rozwiązanie problemu, a jedynie kierunek poszukiwań.
>Wydaje mi się błędny.

   Ciekaw jestem argumentów, które by za tym przemawiały.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
truthsearcher (437 punktów)
>   Widzę, że niepotrzebnie mnie podkusiło z tymi bliźniakami... Ale niech będzie. Otóż mylisz się. Nie ma identycznych bliźniaków,
Racja.

>nie różniących się żadnym szczegółem.
tym szczegółem jest "ja".

>Różnią się już w chwili narodzin, a zapewne także i wcześniej. I nie może być inaczej, gdyż nawet w łonie matki ich historie życia są odmienne.
Zakładamy, że historie ich życia pójdą w niepamięc.

>>>Tak więc w pamięci szukać należy źródeł świadomości własnego "ja". To oczywiście nie jest żadne rozwiązanie problemu, a jedynie kierunek poszukiwań.
>>Wydaje mi się błędny.
>   Ciekaw jestem argumentów, które by za tym przemawiały.
To że nie pamiętam co działo się ze mną 2 minuty temu nie uniemożliwia mi uświadomienia sobie że jestem, oddycham itp.
placownik (17853 punktów)

>>>>Tak więc w pamięci szukać należy źródeł świadomości własnego "ja". To oczywiście nie jest żadne rozwiązanie problemu, a jedynie kierunek poszukiwań.
>>>Wydaje mi się błędny.
>>   Ciekaw jestem argumentów, które by za tym przemawiały.
>To że nie pamiętam co działo się ze mną 2 minuty temu nie uniemożliwia mi uświadomienia sobie że jestem, oddycham itp.

   Mało tego, nie uniemożliwia to także uświadomienia sobie, że się jest tym kim się jest. Kowalskim, Nowakiem, trutshearcherem. Ale znaczy to tylko tyle, że problem nie sprowadza się wyłącznie do pamięci chwilowej.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
truthsearcher (437 punktów)
>   Mało tego, nie uniemożliwia to także uświadomienia sobie, że się jest tym kim się jest. Kowalskim, Nowakiem, trutshearcherem.
Nawet jeśli ( choć się z tym nie zgadzam ) to jesteśmy świadomi tego że "jesteśmy".

Pozdrawiam
jaskier (52 punktów)
Chciałbym zwrócić uwagę na pewną hipotezę, bardzo popularną w swoim czasie: twierdzono, że umysł dziecka to tabula rasa.
To kim się stajemy determinują w podobnym stopniu nasze geny jak i środowisko w którym dorastamy.
Osobiście myślę, że nasze "ja" kształtuje się już w okresie prenatalnym, od momentu w którym wykształcają się narządy zmysłów zdolne przekazywać impulsy do mózgu.
Twierdzę, że w dużym Jasiu zawsze pozostają jakieś ślady małego Jasia. Wszystkie doświadczenia muszą bowiem wywrzeć jakiś wpływ na przyszłe życie i postrzeganie przez daną osobę rzeczywistości.
A co do takiego poziomu promieniowania, który zmieniłby DNA w takim stopniu, abyśmy stali się innymi ja, to chyba żaden organizm nie zniósłby takiej przygody
Przecież nawet gdy występują jakieś mutacje to nie wymieniamy całego naszego kodu genetycznego.
JATO (2644 punktów)
Bywa, że Jaś 192/100 mając profesurę i 2 habilitacje:
1. Przychodzi "naprany" do domu i leje "ślubną";
2. Pilnie uczęszcza do kościoła, jest przeciwnikiem rozwodów, aborcji, antykoncepcji i wszelkich szatańskich wymysłów;
3. Uznaje kreacjonizm;
4. Po drodze do profesury zniszczył kilku bardziej uzdolnionych kolegów, mniej jak to się mówi "przebojowych".
Wiek nie determinuje dojrzałości, przystosowania społecznego, światopoglądu, moralności.
Poza tym czym tak na prawdę jest dojrzałość?
Czy racjonalizm jest obiektywnie najlepszym sposobem na postrzeganie świata?
Czy wierzący jest czymś gorszym ponieważ wierzy a nie doświadcza?
Z naszego (tzn. wszelkiej maści racjonalistów, agnostyków, libertynów, luzaków, ateuszy czyli ludzi wolnej myśli (nie mówię wolnomyślicieli bo to używane jest również w znaczeniu pejoratywnym))punktu widzenia wszelki fanatyzm religijny (obojętnie jakiej religii dotyczy), nacjonalizm i każdy inny "izm" jest zjawiskiem chorym i społecznie niepożądanym. Ci, którzy stoją po drugiej stronie naszej (jedynie słusznej) barykady to samo sadzą o nas biedakach, którym Bóg poskąpił daru wiary albo wiarę tę mocno ograniczył.
W zasadzie jest dokładnie wszystko jedno.
Ważne natomiast by "mały jaś", który wierzy, że ludzie latają sam tego nie próbował i nie zmuszał do tego innych.
Pozdrawiam. JATO.



Prawo Wylera: Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
D.Sprenglewski (426 punktów)
>Wiek nie determinuje dojrzałości, przystosowania społecznego, światopoglądu, moralności.

Ale może mieć na nie wpływ, a w zasadzie ma na nie wpływ.

>Poza tym czym tak na prawdę jest dojrzałość?

Dojrzałość to zdolność do podejmowania moralnie poprawnych (w ogólnym tego słowa znaczeniu) decyzji i odpowiedzialne ponoszenie ich konsekwencji. Przynajmniej według mnie.

>Czy racjonalizm jest obiektywnie najlepszym sposobem na postrzeganie świata?
>Czy wierzący jest czymś gorszym ponieważ wierzy a nie doświadcza?

Na oba pytania odpowiedziałbym nie. Nie powinno się być tylko i wyłącznie racjonalistą (trzeba w coś wierzyć, choćby w ludzi).

>Ci, którzy stoją po drugiej stronie naszej (jedynie słusznej) barykady to samo sadzą o nas biedakach, którym Bóg poskąpił daru wiary albo wiarę tę mocno ograniczył.
>W zasadzie jest dokładnie wszystko jedno.
>Ważne natomiast by "mały jaś", który wierzy, że ludzie latają sam tego nie próbował i nie zmuszał do tego innych.

Umiarkowanie, czy znalezienie "złotego środka" pozytywnego dla obu stron jest chyba najlepszym wyjściem. I nie chodzi mi bynajmniej o stwierdzenie "Wszysy musimy mieć tę samą wiarę", ale o podobny system wartości, nieważne czy jest on wynikiem wiary w boga, czy skutkiem rozwoju moralności.
Podsumowując: Zgadzam się w pełni.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365