 |
Co kupują stoczniowcy, hutnicy, górnicy? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 22-04-2015 14:23 | VonM (709 punktów) | Co kupują stoczniowcy, hutnicy, górnicy? | Próbuję naszkicować wywód gospodarczy skutków likwidacji polskich stoczni. Otóż oprócz oczywistego uproszczonego schematu czyli: stocznia -> huta -> kopalnia i innych kooperantów istotny jest rzadziej przywoływany pochodny proces zmniejszenia konsumpcji określonych dóbr i usług, które powyższe grupy zawodowe konsumowały z pewną preferencją wobec przedstawicieli innych zawodów. Nie wiem ile w tym prawdy, ale mówiło się, że skutkiem likwidacji stoczni była utrata pracy przez około 400 000 osób.
Jakie zatem podmioty gospodarki - oprócz przytoczonych przeze mnie przykładów kooperacji w przemyśle - dodatkowo ucierpiały przez ten proces i ile rocznie państwo może na tym tracić - doliczając zasiłki, koszty szkoleń, niezapłacone podatki itp? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
lumbago (2520 punktów) (zablokowany) | > ile rocznie państwo może na tym tracić - doliczając zasiłki, koszty szkoleń, niezapłacone podatki itp?
To są efekty lokalne. W skali całej gospodarki, jeżeli jedni nie dostaną tej kasy, dostaną ją inni, możliwe że też pasożyci, i wydadzą ją prędzej czy później.
W najgorszym wypadku państwo wychodzi na zero.
> mówiło się, że skutkiem likwidacji stoczni była utrata pracy przez około 400 000 osób.
Ile by ich nie było, myślisz że wszyscy będą do końca życia utrzymywać się z renty teściowej? Normalny człowiek traci pracę kilka razy w życiu, i opon z tego powodu nie pali. Poradzą sobie, jedni lepiej, inni gorzej.
> proces zmniejszenia konsumpcji określonych dóbr i usług, które powyższe grupy zawodowe konsumowały z pewną preferencją.
Zapewne powyższe grupy nadal stać na wódkę, i nadal ją konsumują z równie ochoczą preferencją.
|
|
 | 1 na 1 | Marian M. (108 punktów) | >To są efekty lokalne. W skali całej gospodarki, jeżeli jedni nie dostaną tej kasy, dostaną ją inni, możliwe że też pasożyci, i wydadzą ją prędzej czy później. >W najgorszym wypadku państwo wychodzi na zero.
Jeśli dotychczasowe usługi świadczone na rodzimym rynku zostaną zastąpione usługami dostarczanymi przez obce państwa czy firmy z zagranicznym kapitałem, wówczas szybko może okazać się, że państwo przestanie wychodzić na zero.
|
|
|  | 2 na 4 lumbago (2520 punktów) (zablokowany) | > Jeśli dotychczasowe usługi świadczone na rodzimym rynku zostaną zastąpione usługami dostarczanymi przez obce państwa czy firmy z zagranicznym kapitałem, wówczas szybko może okazać się, że państwo przestanie wychodzić na zero.
To gdybanie akurat nie ma najmniejszego znaczenia dla kwestii zatrudnienia i podatków, o których pisał kolega. Oczywiście taki obrót wypadków miałby jakieś skutki finansowe, acz nieporównywalnie małe ze stratami związanymi z utrzymywaniem nierentownego molocha opanowanego przez związki.
To są próby usprawiedliwiania karmienia pasożytów z publicznej kasy. Nie ma żadnych szans, żeby takie praktyki były korzystne dla państwa.
Stoczni nie zamknięto, po prostu przestano je dotować, prawie 20 lat za późno.
|
|
| |  | | Marian M. (108 punktów) | >Oczywiście taki obrót wypadków miałby jakieś skutki finansowe, acz nieporównywalnie małe ze stratami związanymi z utrzymywaniem nierentownego molocha opanowanego przez związki.
Skutki finansowe to jedno, ale roztropne państwo nie powinno dopuszczać do utraty gałęzi przemysłu, która może okazać się kluczowa np. na wypadek wojny.
>To są próby usprawiedliwiania karmienia pasożytów z publicznej kasy. Nie ma żadnych szans, żeby takie praktyki były korzystne dla państwa.
Wyciągasz zbyt pochopne wnioski. Dążyć do utrzymania kluczowych gałęzi przemysłu można na różne sposoby. Osobiście jestem jak najdalszy od przyznawania dotacji nierentownym molochom i utrzymywania związków zawodowych przez pracodawców. Dążeniem i obowiązkiem rządu powinno być stworzenie takich warunków dla działania przedsiębiorców, aby produkcja na terytorium naszego kraju była opłacalna finansowo, a nawet konkurencyjna wobec państw i firm zagranicznych.
|
|
| |  | | VonM (709 punktów) | >To gdybanie akurat nie ma najmniejszego znaczenia dla kwestii zatrudnienia i podatków, o których pisał kolega. Oczywiście taki obrót wypadków miałby jakieś skutki finansowe, acz nieporównywalnie małe ze stratami związanymi z utrzymywaniem nierentownego molocha opanowanego przez związki. >To są próby usprawiedliwiania karmienia pasożytów z publicznej kasy. Nie ma żadnych szans, żeby takie praktyki były korzystne dla państwa. >Stoczni nie zamknięto, po prostu przestano je dotować, prawie 20 lat za późno.
Co innego robotnik, co innego związkowiec, w tej kwestii nawet zgodziłbym się z Korwinem. Swego czasu w Stoczni Szczecińskiej było 3 000 ludzi na produkcji, 3 500 w biurokracji - i to był wielki problem. Niestety, stocznie w Szczecinie (moje miasto) i Gdyni musiały upaść z powodu lobbingu Hamburga i Holandii, czego zresztą nikt specjalnie nie ukrywał, sytuacja ekonomiczna była tylko pretekstem. Rząd RFN jeszcze w latach 90 pakował miliardy marek w "nierentowny" przemysł stoczniowy i jakoś żadnej "nielegalnej pomocy publicznej" nie było. Gdańska przetrwała ze zrozumiałych względów, ale też ledwo przędzie.
Dziwi mnie czemu nikt jeszcze nie wpadł na pomysł stworzenia prywatnych inaczej firm, przez które przekazywano by pomoc podmiotom będącym na celowniku "większych".
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|