Racjonalista - Strona głównaDo treści
Powrót do Środka

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
30-04-2015 18:27diogenes (42753 punktów)Powrót do Środka
Ocena 2 na 2
Dynastii w starożytnych Chinach było wiele: Han, Song, Yuan, Ming... Ale Chiny zawsze były też Zhong-guo, czyli Państwem Środka, co dla Chińczyków oznaczało wyjątkowe położenie i znaczenie tego regionu. Podobnie Rzymianom wydawało się, że Morze Śródziemne leży w centrum (znanego) świata.
Wiele wskazuje na to, że po różnych perypetiach centrum świata przesuwa się definitywnie do Chin, a dokładniej - do umysłów Chińczyków. Oto statystyka, która pokazuje skąd w latach 30 tego wieku pochodzić będą absolwenci matematyki, informatyki, nauk przyrodniczych i techniki, a więc nauk, które nadają kształt obliczu ziemi...



www.faz.ne(*)on-morgen-kommen-13568452.html

Jak widać, udział Europy jest symboliczny. Ciekaw jestem, jak w tym kontekście wyglądać będzie udział "starego świata" w naukach humanistycznych, czy i one zostaną zdominowane przez Centrum.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Abdullah (1241 punktów)
No cóż głupi europejski socjalizm, który rozdaje pieniądze za sam fakt istnienia nie zmotywuje młodych ludzi do wyboru trudnych studiów inżynierskich czy też przyrodniczych. Po co mam iść na trudne studia jak mogę przez 5 lat obijać sie na politologii czy europeistyce - a potem jak pracy nie znajdę w urzędzie to i tak należy mi się zasiłek, w kwocie pozwalającej na życie.
Do tego trzeba wsiąść pod uwagę podejście przeciętnych rodziców azjatyckich do wykształcenia dzieci a przeciętnych rodziców europejskich (już o USA nie wspominając).

Chińczycy nas Europejczyków zjedzą: są bardziej zmotywowani, maja lepszy etos pracy - a system autorytarnej merytokracji (bo komunistami są już tylko z nazwy), który od jakiegoś czasu wprowadzają - zagwarantuje im sukces. Uczą sie u najlepszych - thediploma(*)ew-the-father-of-modern-china/
30-04-2015 21:11 
 0 na 2
farmer (22440 punktów)

>Chińczycy nas Europejczyków zjedzą: są bardziej zmotywowani, maja lepszy etos pracy

Chłopcze wróżby to innym portalu....

Jeszcze cię zacytuje chłopczyku
>To jest portal racjonalista.pl. Racjonalizm opiera się na logicznym myśleniu i >empirycznym poznaniu - a nie na emocjach i strzelaniu focha. Jeżeli coś piszesz na tym >portalu licz się że ktoś zarząda pokazania dowodów.
Marios8 (114 punktów)
>udział "starego świata" w naukach humanistycznych, czy i one zostaną zdominowane przez Centrum.

To chyba już faza druga "przesunięcia środka Ziemi" - absolwenci nauk technicznych z Chin.
Z fazą pierwszą tego zjawiska mamy do czynienia od dawna. Mam na myśli firmy i przedsiębiorstwa otwierające - przenoszące działalność do Chin. Kiedyś firmy np. z USA przenosiły działalność przykładowo do Polski europy środkowej...

Ten środek ziemi jest ruchomy - chyba jakoś tak to było:

Czyli tak poprzez wieki w starożytności / w średniowieczu "środkiem ziemi" - był Rzym/kościół katolicki.

~17/18/19 Francja / Paryż - w Polsce mieliśmy np. francuszczyznę czyli kopiowanie wszystkiego co paryskie - i Anglia - w 19 wieku byli mocarstwem, chyba czwarta część ziemi była pod Anglikami.

Na początku 20 wiek "środkiem świata" USA/Niemcy/Rosja
W końcu 20 wieku USA

Na początku 21 wieku "środkiem świata" USA/UE/Chiny - też Rosja
W chwili obecnej trudno jednoznacznie określić "środek świata".

No ale zapowiada się że w dalszej części tego stulecia "środkiem ziemi" zostaną Chiny ...
01-05-2015 19:27 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Ten środek ziemi jest ruchomy - chyba jakoś tak to było:
>Czyli tak poprzez wieki w starożytności / w średniowieczu "środkiem ziemi" - był Rzym/kościół katolicki.

Tak, "środków" było wiele.
Nie sposób też, z tych dawnych, pominąć Ateny.

Nie zawsze chodziło przy tym o centrum w sensie geograficznym. We wczesnym chrześcijaństwie np. toczył się spór o duchowe centrum świata, czy jest nim Jerozolima (wiara), czy też Ateny (rozum). Temat ten powrócił w religijnym egzystencjalizmie (L. Szestow: Ateny i Jerozolima)

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
DyktaFon (9281 punktów)

>Nie zawsze chodziło przy tym o centrum w sensie geograficznym. We wczesnym chrześcijaństwie np. toczył się spór o duchowe centrum świata, czy jest nim Jerozolima (wiara), czy też Ateny (rozum). Temat ten powrócił w religijnym egzystencjalizmie (L. Szestow: Ateny i Jerozolima)

Rozmawiałem kiedyś z Chińczykiem... I jego zdaniem to myśmy (czyli Europa i inne regiony ciążące do Europy) dyskutowali, gdzie to "centrum świata", a oni wiedzieli gdzie. Bo zwykle Europa była jakieś 1000 lat spóźniona za Chinami. Jedynie ostatnie kilkadziesiąt lat uwsteczniło Chiny... ale to się zmienia i właściwie już Chiny wychodzą na prostą.

W dużej części bym się z nim zgodził. Nasza mentalność jest zupełnie różna od mentalności Chińczyka. I jeden drugiego właściwie nie jest w stanie zrozumieć. Chiny zawsze były krajem zamkniętym przed resztą świata i rozwijały się swoimi własnymi torami. Dziś już nie. Dziś i w przyszłości jedyną wielką niewiadomą pozostaje właśnie to otwarcie Chin na świat. Czy nie zmieni ono mentalności Chińczyków na tyle, że nie dadzą rady nas prześcignąć samą liczebnością. Nie wiadomo, jak Chińczycy się zmienią. Nasze problemy, wynikające z naszej mentalności, przeniesione do Chin mogą urosnąć w proporcji do ich liczebności. Wtedy będą mieli problem. Ich kilka tysięcy lat historii może nie starczyć, aby pokonać nowe wyzwania społeczne...

Zobaczymy
Burnham (1149 punktów)
>Jak widać, udział Europy jest symboliczny. Ciekaw jestem, jak w tym kontekście wyglądać będzie
>udział "starego świata" w naukach humanistycznych, czy i one zostaną zdominowane przez Centrum.

Ano to już widać. Na zachodzie cały czas w najlepsze panuje humanistyczny trend opozycji wobec wszystkiego. Mamy postmodernizm, postkolonializm, poststrukturalizm, neoliberalizm - słowem są to jakieś prądy intelektualne, które swą siłę do działania czerpią tylko i wyłącznie z opozycji wobec tego co już zostało stworzone umysłami innych. Te "nowe" prądy są o tyle silne o ile ktoś widzi potrzebę ciągłego sprzeciwiania się liberalizmowi, modernizmowi czy też w jakikolwiek sposób uznał iż zachodzi potrzeba by wywracać do góry nogami to co przez wiele lat miało stabilne fundamenty. Wszystko to co miało dotychczas jasną definicję musi ulec filozofii relatywizmu i stracić tą jasną definicję. Zachód podważa dzisiaj wszystko - począwszy od Boga, a na jasno określonej seksualności i w ogóle tożsamości człowieka kończąc (dostało się również klasykom literatury takim jak choćby Tomasz Morus). Samą zaś historię chce się czytać z perspektywy mentalności czytelnika podążającego kanonami politycznej poprawności XXI wieku na zasadzie, że tamta historia była zła by wroga dzisiejszemu feminizmowi albo nieszanujące standardy demokracji i inne tego typu bzdury.

Obecnie kultura zachodnia jest wtórna i zupełnie pozbawiona nawet tej chęci by tworzyć coś nowego. Brakuje twórczego buntu. To nawet widać w tak leniwej gałęzi kultury jaką jest kultura masowa, która kopiuje samą siebie na coraz to nowe technologicznie sposoby. Po prostu ludzie zachodu już nie mają pomysłu na kulturę i jako tacy my się pod tym względem nie rozwijamy, a trwamy intelektualnie o tyle o ile jakiś nowoczesny mądrala uznał za istotne by obalić to co do tej pory było oczywiste i to w każdej sferze aktywności ludzkiej.

Świat zachodni stoi na głowie i marnie to wygląda. Ostatnio podczas zamieszek w USA w Baltimore gubernator stwierdziła iż władze wspólnie z nią postanowiły by stworzyć ludziom przestrzeń do tego by mogli oni wyrazić swoją złość wobec nieprawości systemu sprawiedliwości. Jak ta złość wyglądała ? Spalone samochody, domy oraz placówki prywatne. W efekcie co bardziej przedsiębiorczy mieszkańcy Baltimore całkiem słusznie uznali, że biznesu w takim rejonie po prostu prowadzić się nie da. To samo było w Detroit.

Ludzie zachodu idiocieją w tempie wręcz przerażającym. Jak tak dalej pójdzie to oni tam dojdą do wniosku, że rabunek czy inna forma gwałtu mieszczą się w dozwolonej formie wyrażania złości społecznej o ile robią to czarni. No idioci, którzy w ogóle nie rozumieją własnej historii. Albo ten pomysł by Polska przyjmowała przymusowo kontyngent uchodźców z Afryki. Na szczytach władzy na zachodzie stoją niebezpiecznie głupi ludzie.

Albo obrazek taki oto z Francji, gdy po tym mordzie w redakcji Charlie Ebdo młodzi ludzie w proteście zebrali się na jakimś placu i zaczęli tańczyć. I to miał być ich protest wobec mordu !!! Tak Edmund Burke widział społeczeństwo francuskie obserwując je pod koniec XVIII wieku: "Można przypuszczać, że zdatność wojenna Francji wygasła na długo, może nawet na zawsze, i że ludzie z następnego pokolenia będą mówić jak ów starożytny: Słyszeliśmy, że nawet Gallowie słynęli niegdyś z waleczności". I to był filozof, który już wtedy zauważył co się zaczęło dziać z Francuzami. Czy ten filozof się wówczas mylił pisząc tak o Francuzach ? No przecież podczas drugiej wojny światowej nie byli jakoś zauważalnie waleczni. A dzisiaj w imię protestu tańczą na ulicach no bo w mordę nie potrafią przywalić jak się komuś należy. I takie to społeczeństwo, które nadal bezmyślnie trzyma otwartą granicę dla imigrantów, którzy ich stopniowo niszczą. Przecież dzisiaj jeżdżąc po Europie jest wiele przypadków kradzieży i rozbojów wobec kierowców przewożących towary. Spedycje i firmy transportowe boją się tego kraju, a szczególnie południa bo to właśnie nie rodzimy Francuz kradnie, a bandyta z Afryki, ale o tym w telewizji nie powiedzą.

Zachód nie ma światu nic do zaoferowania poza pełnymi pułkami i MacDonaldem. Świat zachodu nie ma żadnej idei i właśnie dlatego nie może być liderem. Tutaj nie ma woli by świat zmieniać, a jedynie wywracać wszystko do góry nogami.
01-05-2015 10:52 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>... humanistyczny trend opozycji wobec wszystkiego. Mamy postmodernizm, postkolonializm, poststrukturalizm, neoliberalizm - słowem są to jakieś prądy intelektualne, które swą siłę do działania czerpią tylko i wyłącznie z opozycji wobec tego co już zostało stworzone umysłami innych.

Myślę, że "post_" czy "neo_" w odniesieniu do nurtów intelektualnych nie tyle są opozycją, czy też negacją (sugerowałby to przedrostek kontr_ czy anty_), co jakimś nawiązaniem, rozwinięciem tego, co było. Weźmy przykład: neopozytywizm nie był odrzuceniem pozytywizmu czy opozycją, ale akcentem na jego logiczne i językowe aspekty. Co więcej - trudno mu odmówić wkładu w historię myśli nie tylko Zachodu (Russell, Wittgenstein, Tarski, Goedel i wielu innych). Problem tradycji zaczyna się wtedy, kiedy tradycja staje się kulą u nogi (lekcje religii zamiast np. przedmiotów ścisłych w naszym systemie oświaty).

> Zachód podważa dzisiaj wszystko - począwszy od Boga,...

Bez przesady. Historia negacji bogów jest chyba równie stara jak bogowie.

>...a na jasno określonej seksualności ...

Kiedy ona nie jest jednoznaczna "z natury": Biblia nie jest tu właściwym kryterium "jasności".

>...i w ogóle tożsamości człowieka kończąc.

Jeśli podstawą osobowości (i życia) człowieka czynimy mózg czy geny ("ciało"), to jego tożsamość nie ma już tradycyjnego ( teologicznego np.) rodowodu, ani też nie jest egzemplifikacją logicznej tezy tożsamości x=x. Trzeba na nią spojrzeć (już się spogląda) inaczej, radykalnie inaczej. Dotyczy to również Wschodu: chory Hindus wyda swoje oszczędności, by wyruszyć do szpitala, by zbadać się i leczyć nowoczesnymi technologiami. To że po powrocie do domu pokłoni się bogom nie ma znaczenia.

>Zachód nie ma światu nic do zaoferowania poza pełnymi pułkami i MacDonaldem. ...

Właśnie Wschód asymiluje naukę zachodu. Naukę, nie religię. I ten moment dziejowy nas tu interesuje.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Hodża (11172 punktów)
>Jak widać, udział Europy jest symboliczny. Ciekaw jestem, jak w tym kontekście wyglądać będzie udział "starego świata" w naukach humanistycznych, czy i one zostaną zdominowane przez Centrum.

Z Chinami jest dość ciekawa sytuacja. Najpierw zostały odkryte przez Marco Polo, potem przez dealerów luksusowych naczyń porcelanowych, wreszcie Imperium Brytyjskie, które w Hongkongu założyło pierwszy kartel narkotykowy; a dziś - przez cały biznesowy świat, dla którego stały się nową Ziemią Obiecaną. Największe zaś odkrycie pokazuje, że tzw. "demokracja liberalna" nie jest jedynym możliwym modelem sprawnie funkcjonującego państwa, zdolnego do rozwoju i poprawienia bytu materialnego swoich mieszkańców. To odkrywanie wszak nie może pozostać bezkarne i dziś Chiny zdają się robić wszystko, by Zachodowi odpłacić pięknym za nadobne. Nieuchronnie nadszedł czas na odkrywanie świata przez Chińczyków, co można zauważyć tak na krakowskich Plantach, jak i w portach Grecji czy zasobnych w surowce państwach Afryki Równikowej.

Nie dość, że zaprojektowali i najwyraźniej nie cofną się przed wybudowaniem największego lotniska na świecie, zdolnego wysłać 45 milionów Chińczyków rocznie, to jeszcze udowodnili, że geografia fizyczna, wbrew utartym poglądom konserwatywnych akademików Starego Świata, nie należy wyłącznie do gałęzi nauk opisowych, ale częściowo przecina się z inżynierią (jakkolwiek prekursorami w tej dziedzinie zdają się być Holendrzy i, z nowszych przedsięwzięć - Japończycy z ich nowym terminalem Haneda Airport zbudowanym na sztucznej wyspie).

Wszystko to oznacza, że chcąc nie chcąc, czy nam się to podoba, czy nie, musimy uznać heterogeniczność świata w bardzo konkretnym przypadku jego wielokulturowości, zaś najważniejszą z refleksji, które temu powinny towarzyszyć jest zrozumienie, że podtrzymywanie niebezpiecznego europocentrycznego złudzenia, że kultura łacińska stanowi wartość nadrzędną wobec wszystkich innych kultur jest błędne i musi zostać definitywnie odłożone do lamusa. Wszelkie ciągoty w kierunku prób odtwarzania jej dominacji mogą z wielkim prawdopodobieństwem zakończyć się katastrofalnym konfliktem. Pozostaje mieć nadzieję, że zwykły zdroworozsądkowy instynkt obopólnych korzyści sprawi, że nawet tak bardzo różniące się od siebie kulturowo społeczeństwa europejskie i amerykańskie z jednej a azjatyckie z drugiej strony będą się nawzajem ubogacać a nie próbować jakiejś nowej kolonizacji, o dominacji politycznej nie wspominając.

Piękno świata leży bowiem również w jego różnorodności. Wszelkie zaś monokultury są podatne na szkodniki, niszczące dorobek minionych pokoleń.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Arminius (25555 punktów)wielkość cywilizacji łacińskiej
"które temu powinny towarzyszyć jest zrozumienie, że podtrzymywanie niebezpiecznego europocentrycznego złudzenia, że kultura łacińska stanowi wartość nadrzędną wobec wszystkich innych kultur jest błędne i musi zostać definitywnie odłożone"

Jednakże nie ustrzegł się pan od owego grzechu europocentryzmu pisząc o "odkrywaniu Chin przez Marco Polo".
Okolicznością łagodzącą jest jednakże fakt, iż owa kultura łacińska jest wielce specyficzna i oryginalna, tak bardzo, iż wszystkie inne kultury na gwałt ją kopiują albo - co też częste - kopiują spore segmenty jej idei, koncepcji i osiągnięć.
Nie optuję za twierdzeniem o jej nadrzędności wobec wszystkich innych - ale chyba mając na co dzień do czynienia z nią nie do końca zdajemy sobie sprawę z jej wielkości. Jej na przykład - obecne wyrafinowanie i humanizacja stosunków międzyludzkich - na tle innych kultur - paradoksalnie stanowi o jej słabości. Bo cała reszta świata w tym zakresie prezentuje raczej socjaldarwinowski barbaryzm, niejednokrotnie dosyć cynicznie eksploatujący szczerą i naiwną postawę Europejczyków.
Hodża (11172 punktów)Odp: wielkość cywilizacji łacińskiej
>Jej na przykład - obecne wyrafinowanie i humanizacja stosunków międzyludzkich - na tle innych kultur - paradoksalnie stanowi o jej słabości. Bo cała reszta świata w tym zakresie prezentuje raczej socjaldarwinowski barbaryzm, niejednokrotnie dosyć cynicznie eksploatujący szczerą i naiwną postawę Europejczyków.

Za wcześnie na jakieś proroctwa co do sposobu, w jaki Wschód będzie oddziaływał z Zachodem w perspektywie dziesięcioleci. Co do kultury łacińskiej to moim skromnym zdaniem jej los będzie analogiczny do dawniejszej kultury Grecji, wchłoniętej i ujarzmionej przez Rzym, ale przecież, o dzięki Zeusie Gromowładny, nie unicestwionej. Zapewne jakiś podobny choć nie będący powtórzeniem tamtego proces będzie miał miejsce w przypadku rozprzestrzenienia się wpływów społeczeństw azjatyckich z dominującym centrum chińskim na świat zachodni - i wcale nie uważam tego za scenariusz jakoś przerażający czy pesymistyczny, pod warunkiem wszakże, że nie będzie to oznaczało krwawych konfliktów.

Ewolucja kulturowa trwa nadal. Wojny są jej ponurym zakamarkiem, lecz jeśli Chińczycy rzeczywiście rozumieją wielkość filozofii Sun Zi, zdołają podbić świat bez jednego wystrzału. I będzie to najchwalebniejszy podbój w dziejach ludzkości

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
01-05-2015 19:35 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Za wcześnie na jakieś proroctwa co do sposobu, w jaki Wschód będzie oddziaływał z Zachodem w perspektywie dziesięcioleci.

Czy Europa nie była i nie jest teatrem podobnych oddziaływań? Mam na myśli konfrontację idei judeo-chrześcijańskich (wiara) z nauką. Może chodzi o zjawisko globalizacji nauki, a w dalszej perspektywie - naukowego (naturalistycznego) światopoglądu?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Hodża (11172 punktów)
>>Za wcześnie na jakieś proroctwa co do sposobu, w jaki Wschód będzie oddziaływał z Zachodem w perspektywie dziesięcioleci.
>Czy Europa nie była i nie jest teatrem podobnych oddziaływań? Mam na myśli konfrontację idei judeo-chrześcijańskich (wiara) z nauką. Może chodzi o zjawisko globalizacji nauki, a w dalszej perspektywie - naukowego (naturalistycznego) światopoglądu?

Mnie się wydaje, że sedno zagadnienia tkwi nie w samej nauce (przyrodoznawstwie), co właśnie w zagadnieniach dość dziś marginalizowanych, jako należących do rozważań właściwych trudno kwantyfikowalnym opisom nauk humanistycznych. Co sprawiło, że metoda naukowa powstała i zatrybiła w Europie, ale niczego podobnego nie było w żadnym innym rejonie świata. Wydaje mi się, że to, iż w Europie doszło do przebudzenia rozumu, tu tylko powstała logika stanowiąca do dziś punkt wyjścia we wszelkich intelektualnych dociekaniach, nie tylko w obszarze nauk przyrodniczych, o czym ostatnio w erze postmodernizmu zdaje się coraz częściej wielu zapomina, dokonało się, i cały czas się dokonuje, kosztem permanentnego rozkładu religii.

A to chyba zawdzięczamy genetycznemu skażeniu religijności europejskiej, które powoduje podatność na uwiąd indywidualnej wiary pod wpływem bakcyla sceptycyzmu. Coś absolutnie podstawowego jako warunek do podjęcia wysiłku intelektualnego nakierowanego na zrozumienie rzeczywistości, opanowanie metodyki uzyskiwania wiedzy (praktycznie) pewnej, poprawę egzystencji bez nadziei na boską interwencję. To niewiara stworzyła europejską potęgę naukową i technologiczną, nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

Słabością myśli Wschodu jest jej praktyczna siła, to, że jego systemy filozoficzno-religijne są zbyt społecznie doskonałe, tzn. gwarantują stabilność systemów. Europejski bakcyl niewiary gwarantuje w przeciwieństwie do tamtych niestabilność wszelkich struktur społecznych opartych na dających się podważyć, nieweryfikowalnych wierzeniach. Taka jest moja prywatna opinia na ten temat, ale żeby zilustrować ją bardziej szczegółowym materiałem źródłowym będę musiał poświęcić jeszcze kilkaset lat na przeczytanie niezbędnej literatury

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
04-05-2015 18:43 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Co sprawiło, że metoda naukowa powstała i zatrybiła w Europie, ale niczego podobnego nie było w żadnym innym rejonie świata.

Co do powstania nauki - to inna kwestia. Co do "zatrybienia", czyli, jak rozumiem, dalszego jej rozwoju, sprawa się komplikuje. Zastanawia mnie łatwość, z jaką nauka i oparta na niej technika ( kryterium prawdy naukowej?), implantowana była i jest w odmiennych kontekstach kulturowych (i religijnych).

Weźmy Chiny. W roku 1619 przybywa tam grupa jezuitów , wśród nich - Adam Schall, matematyk, astronom, kartograf, fizyk, ludwisarz, tłumacz... Reformuje kalendarz chiński, buduje lunetę, tłumaczy na chiński De re metallica Agricoli i odlewa 100 dział, które bronią cesarza przed wojskami mandżurskimi. Na podstawie przesłanych mu przez Keplera tablic rudolfińskich trafnie przewiduje zjawiska astronomiczne. W dowód zasług - można by powiedzieć - naukowych i technicznych - zostaje na dworze cesarza Shunzhi ...mandarynem. Leibniz nazywa Chiny - Europą Wschodu!
Ale jako misjonarze jezuici ponoszą klęskę. Nie udaje się ochrzcić cesarza czyli Chin, a próba ewangelizacji konfucjanizmu doprowadza do dyskusji wokół akomodacji (na ile konwertyta może zachować zewnętrzny rytuał swojej religii), którą papiestwo ostatecznie odrzuca. Tak więc: nauka i technika - owszem, religia (i ewentualnie inne doktryny polityczne) - nie. Ta struktura pozostała chyba do dzisiaj. Jeśli możliwy jest konsens na bazie nauki, to z innymi obszarami ideologii sprawa wygląda gorzej: pewną nadzieją może być chyba ich unaukowienie, ale to pieśń przyszłości.

>Słabością myśli Wschodu jest jej praktyczna siła, to, że jego systemy filozoficzno-religijne są zbyt społecznie doskonałe, tzn. gwarantują stabilność systemów. Europejski bakcyl niewiary gwarantuje w przeciwieństwie do tamtych niestabilność wszelkich struktur społecznych...

To jest właśnie europejski krytycyzm, również w ramach religii ( reformacja, oświecenie...). Nauka, niczym koń trojański, już jest, a będzie być może zaczynem jeszcze głębszych zmian społecznych również na wschodzie.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Hodża (11172 punktów)
>Ale jako misjonarze jezuici ponoszą klęskę. Nie udaje się ochrzcić cesarza czyli Chin, a próba ewangelizacji konfucjanizmu doprowadza do dyskusji wokół akomodacji (na ile konwertyta może zachować zewnętrzny rytuał swojej religii), którą papiestwo ostatecznie odrzuca.

Szczerze powiedziawszy - Rzym takiej doktryny nie mógł nie odrzucić. Bowiem wszystko, co ma do zaoferowania - to forma i nic poza tym. Na tym polega istota chrześcijaństwa przynajmniej w wersji katolickiej - są to naczynia, którymi biskupi, papieże, księża przenoszą różne, w zależności od zapotrzebowania, redagowane ad hoc treści, przykryte powszechną i silną potrzebą akceptacji, miłości, życia w wolności od lęku przed śmiercią, potrzebą rozpoznaną przez Molocha i wykorzystanego, zgodnie z ewolucyjną logiką przystosowania do środowiska, w którym funkcjonuje - umysłu.

>Tak więc: nauka i technika - owszem, religia (i ewentualnie inne doktryny polityczne) - nie.

Bowiem być może w warunkach chińskich żadne inne doktryny nie mogą konkurować z konfucjanizmem i ludową tradycją dualizmu yin - yang. Ale w tej dyskusji jeszcze nie poruszyliśmy ciekawego tematu - czy kultura chińska znajduje się jeszcze na etapie kopiowania i naśladownictwa, czy też pojawiły sie symptomy tego, że staje się innowacyjna. Dopiero wtedy, kiedy chińscy uczeni dadzą światu nowe, przełomowe wynalazki będzie można mówić o tym, że pojawiło się faktyczne nowe "Centrum" w znaczeniu cywilizacyjnym. Wykopywanie z annałów historii pierwszych drewnianych czcionek, kompasu czy papieru jako odkryć dokonanych w Chinach na długo przed Europejczykami jest pouczające, ale w nieustającym wyścigu kultur nie zmienia ani na jotę pozycji zawodników.

>Ta struktura pozostała chyba do dzisiaj. Jeśli możliwy jest konsens na bazie nauki, to z innymi obszarami ideologii sprawa wygląda gorzej: pewną nadzieją może być chyba ich unaukowienie, ale to pieśń przyszłości.

Wydaje mi się, że kiedyś już ktoś mówił o "światopoglądzie naukowym". Owszem, przypominam sobie nawet jakąś na ten temat pogadankę, jakieś artykuły i to, że możliwość ujęcia wiedzy o świecie w klarowne ramy naukowego opisu bardzo mnie pociągała. Chociaż miało to wszystko zabarwienie czerwone. Dlatego - jeśli mówimy o Chinach - jeśli są tam jeszcze w strukturach władzy ludzie analizujący kwestie "naukowości" światopoglądu i w tym duchu przekształcili doktrynę marksistowską (niekoniecznie muszą się tym chwalić przed światem, w końcu też nie możemy wiedzieć, na ile wpływ na rozwój Chin mają myśli Sun Zi) - być może jest to już pieśń teraźniejszości.

>To jest właśnie europejski krytycyzm, również w ramach religii ( reformacja, oświecenie...). Nauka, niczym koń trojański, już jest, a będzie być może zaczynem jeszcze głębszych zmian społecznych również na wschodzie.

Te przemiany społeczne na wschodzie już się dokonują. Czasem, rzadko, słucham Radio China International. Zapewne audycje dla zagranicy różnią się od tych informacji, które rządowe agencje dostarczają na potrzeby wewnętrzne, ale otwartość informowania o poważnych społecznych problemach trapiących Chińczyków (jak przemoc wobec kobiet - stamtąd się dowiedziałem o badaniach wskazujących na to, że ok. 80% Chinek doświadcza przemocy domowej) a i ekonomicznych (narastające dysproporcje w rozwoju regionów, przeludnienie i nadmierny rozrost miast, presja ekologiczna przemysłu) sprawia wrażenie, że władze Chin bynajmniej nie ulegają złudzeniu, że obecny ekonomiczny boom nie stwarza potężnych wewnętrznych zagrożeń. Wydaje mi się, że Chińczycy dużo lepiej rozumieją, że muszą przewodzić historii raczej, niż pozwolić, by ona ich poprowadziła starymi, przepaścistymi ścieżkami ludzkości. Za dużo mają do stracenia.

Dlatego podejrzewam, że na swoiście chiński sposób będzie tam wzrastać wpływ ludzi (być może kiedyś obywateli) na swoje życie, najpierw w wymiarze prywatnym, potem lokalnym, wreszcie, w dalekiej przyszłości być może i w skali regionów. Bo nad całością władzę chyba na zawsze zachowa mistrz Kong Fuzi ukryty w brodzie Marksa.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
06-05-2015 14:47 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
> Rzym takiej doktryny nie mógł nie odrzucić.

Zgoda. Podejście jezuitów groziło procesem odwrotnym do zamierzonej ewangelizacji: to katolicyzm przeobraziłby się w jakąś synkretyczną, nową religię. Wskazało to jednocześnie na siłę kulturowych determinacji i obaliło mit uniwersalności katolickiej doktryny.

>>Tak więc: nauka i technika - owszem, religia (i ewentualnie inne doktryny polityczne) - nie.

>Bowiem być może w warunkach chińskich żadne inne doktryny nie mogą konkurować z konfucjanizmem i ludową tradycją dualizmu yin - yang.

Myślę, że tak jak kiedyś (i obecnie) Chiny otwarły się na nauki ścisłe i technikę, tak otworzą się również na nauki o człowieku ujętym całkowicie naturalistycznie, które pozwalają na swobodne manipulowanie człowiekiem: chodzi mi o socjo- i psychotechnikę, którą może wykorzystać władza (nie tylko chińska). Technologia rządzenia też się w końcu globalizuje.

>Wydaje mi się, że kiedyś już ktoś mówił o "światopoglądzie naukowym". ... Dlatego - jeśli mówimy o Chinach - jeśli są tam jeszcze w strukturach władzy ludzie analizujący kwestie "naukowości" światopoglądu i w tym duchu przekształcili doktrynę marksistowską ... - być może jest to już pieśń teraźniejszości.

Sądzę że tzw. światopoglądu naukowego nie ma potrzeby wiązać z marksizmem. Naukowiec czy polityk na serio przyjmujący wynikający z aktualnego stanu wiedzy obraz świata (tzn. odrzucając religijne fikcje) nie musi mieć nic wspólnego z marksizmem. Problemem jest świadome wykorzystywanie naiwnego i religijnego obrazu świata przez tych, którzy wiedzę fundują na naukowych przesłankach. Oświecenie nie musi mieć apostolskich zapędów.

>>To jest właśnie europejski krytycyzm, również w ramach religii ( reformacja, oświecenie...). Nauka, niczym koń trojański, już jest, a będzie być może zaczynem jeszcze głębszych zmian społecznych również na wschodzie.
> władze Chin bynajmniej nie ulegają złudzeniu, że obecny ekonomiczny boom nie stwarza potężnych wewnętrznych zagrożeń.

Otóż to. Dlatego każda władza łapczywie zerka na wszelkie socjotechniczne nowinki pozwalające na spokojny "rząd dusz".

>... nad całością władzę chyba na zawsze zachowa mistrz Kong Fuzi ...

Nie można zapominać o innych klasykach chińskiej filozofii, w tym politycznej. Zwolennikiem rządów silnej ręki, nawet zabijania, które poprzedza sprawiedliwość, zalecał np. Sün-tsy (298-238 p.n.e.):

Cytat:
Kiedy wpierw władzę odbierają, a następnie ustanawiają sprawiedliwość, kiedy wpierw zabijają, a następnie ustanawiają humanitarność, kiedy ci, co na górze i ci co na dole zamieniają się miejscami,...to takie czyny nazywam zaprowadzeniem spokoju przez niebezpieczeństwo.


Pax pekinensis, również w kontekście wyścigu cywilizacji, może wyglądać różnie.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Hodża (11172 punktów)
>> Rzym takiej doktryny nie mógł nie odrzucić.
>Zgoda. Podejście jezuitów groziło procesem odwrotnym do zamierzonej ewangelizacji: to katolicyzm przeobraziłby się w jakąś synkretyczną, nową religię.

Historia dowiodła słuszności tych przewidywań. Przykłady takich synkretycznych hybryd miały miejsce - wystarczy wskazać na Niebiańskie Królestwo, które wywołało krwawe, nawet jak na Chiny, masakry oraz kaodaizm w Wietnamie. Papież, można snuć takie przypuszczenia, wyświadczył ogromną przysługę państwu chińskiemu, nie pozwalając by chrześcijaństwo zainfekowało silnie sformalizowane lokalne struktury społeczne.

>Sądzę że tzw. światopoglądu naukowego nie ma potrzeby wiązać z marksizmem. Naukowiec czy polityk na serio przyjmujący wynikający z aktualnego stanu wiedzy obraz świata (tzn. odrzucając religijne fikcje) nie musi mieć nic wspólnego z marksizmem.

Podpisuję się pod tym - zdaje się, że Marks miał większe aspiracje do naukowości niż merytoryczne podstawy do tych pretensji. Wystarczy rozważyć kompletne nieuwzględnienie psychologii w jego pomysłach na uszczęśliwianie świata.

>Pax pekinensis, również w kontekście wyścigu cywilizacji, może wyglądać różnie.

Owszem. Wystarczy wspomnieć uzasadnione, jak dziś to widzimy, drakońskie rozwiązanie problemu na Placu Niebiańskiego Spokoju. Uzasadnione ze względu na politykę wewnętrzną, aczkolwiek nie w sensie etycznym. Cóż, kiedy politykę i etykę łączy relacja podmiot - przedmiot.

Ale to samo można powiedzieć też i o innych "paxach".


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
07-05-2015 17:59 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Papież,... wyświadczył ogromną przysługę państwu chińskiemu, nie pozwalając by chrześcijaństwo zainfekowało silnie sformalizowane lokalne struktury społeczne.

Czuł pismo nosem: Chińczycy to nie byli Słowianie, Indianie czy ludy Tasmanii.

>Marks miał większe aspiracje do naukowości niż merytoryczne podstawy do tych pretensji.

Owszem, ale kości zostały rzucone,już w Oświeceniu.

>Wystarczy rozważyć kompletne nieuwzględnienie psychologii w jego pomysłach na uszczęśliwianie świata.

Skoro myślał o szczęściu, uprawiał psychologię. Zwłaszcza jako "młody Marks". Jego młodzieńczy komunizm był też stanem psychicznym.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Hodża (11172 punktów)
>Skoro myślał o szczęściu, uprawiał psychologię. Zwłaszcza jako "młody Marks".

Może nie wiedział, że uprawia. Filozofom od zawsze wydawało się, że mogą wyjaśnić więcej, niż to było możliwe przy zastosowaniu narzędzi, które tworzyli i stosowali.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
01-05-2015 21:39 
 Ocena 1 na 1
Arminius (25555 punktów)wielkość cywilizacji łacińskiej - II
W uzupełnieniu wątku wartościowania cywilizacji. W dzisiejszej "Wyborczej" jest na temat losu "boat people". Ale nie tych wyławianych troskliwie z śródziemnomorskich topieli przez kutry włoskie czy hiszpańskie. Jest o tych wietnamskich "boat people" którzy od 40 lat emigrują z Wietnamu w morze. I mają wielkiego pecha, że zaraz obok, o rzut kamienia od ich wybrzeży, nie ma państw cechujących się starą i dobrą cywilizacją łacińską.
A oto stosowny fragment z tekstu pióra W. Tochmana pt. "Sajgon": "Dla wietnamskich uchodźców, którzy nad rozwieruchtanych łodziach z popsutymi silnikami, bez zapasów jedzenia czy wody powierzają się morzu nadal chłostanemu monsunem, nawet widok ziemi na horyzoncie nie oznacza jeszcze wybawienia.W zeszłym tygodniu grupę trzystu jacy w zeszłym tygodniu dotarli do ujścia rzeki Tereengganu w Malezji na pokładzie dziurawego statku rybackiego, obrzuciła kamieniami tamtejsza ludność i odholowała na pełne morze kutrem patrolowym. Godzinę później tylko 54 osoby płynęły jeszcze w stronę brzegu. Inne utonęły". Nic dodać, nic ująć. Jest chyba jednak jądro prawdy w opiniach F. Konecznego o cywilizacji łacińskiej.
Fièvre Intermittente (1919 punktów)
(zablokowany)
Odp: Powrót do Środka
To oznacza, że Chiny i Indie będą dysponować zaawansowaną technicznie bronią, a intelektualiści europejscy będą im wysyłać gołąbki pokoju. Żegnaj wolny Tybecie! Żegnaj Pakistanie!
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

Myślę, że ciekawe są same postawy wobec tego rodzaju faktów czy też prognoz, a dokładnie to, jakie im nadajemy znaczenie.
Jakiś czas temu jednym z tematów numer jeden w amerykańskich mediach był chiński program rozwoju sieci kolei dużych prędkości. Niektórzy Amerykanie do takich kwestii często podchodzą ślepo ambicjonalnie. Patrząc na sprawę w sposób zaślepiony ambicją, łatwo oczywiście popaść w dyskurs ambicjonalnej porażki - Chińczycy mogą mieć koleje dużej prędkości, a my nie?!!! Pojawiły się jednak wtedy bardziej racjonalne głosy w dyskusji, które zwróciły uwagę, że koleje dużych prędkości w Stanach Zjednoczonych byłyby zupełnie nierentowne, ponieważ kraj ma świetnie rozwiniętą sieć dróg i autostrad (zwłaszcza we wschodniej i centralnej części kraju) i połączeń lotniczych. Amerykanie są przyzwyczajeni do samochodów i samolotów, nie przepadają natomiast za pociągami, a sieć kolejowa już od kilku dekad popada w degradację, ponieważ połączenia kolejowe są nierentowne. Era kolei pasażerskiej w Stanach Zjednoczonych bezpowrotnie przeminęła, z wyjątkiem może kolei dojazdowych i kolejek miejskich w większych miastach i aglomeracjach.
Szczyt rozbudowy wielkiej infrastruktury w Stanach Zjednoczonych też już dawno mamy za sobą. Co miało być zbudowane, już od dawna stoi, czasami od kilkudziesięciu, a nawet od ponad 100 lat - teraz trzeba tylko to utrzymywać w należytym stanie, jak to:
en.wikipedia.org/wiki/Brooklyn_Bridge
lub modernizować, jak to:
en.wikipedia.org/wiki/Big_Dig
Co ciekawe, w Chinach Ludowych kolej była i jest tradycyjnie środkiem transportu dla biedniejszej części populacji. Gdy na trasach obsługiwanych dotychczas przez wolniejsze, ale i tańsze pociągi, pojawiły się pociągi dużych prędkości, wielu dotychczasowych pasażerów zrezygnowało z podróżowania koleją ze względów ekonomicznych. By odwrócić to zjawisko chińskie pociągi dużej prędkości i tak jeżdżą dużo wolniej od możliwości technicznych. To trochę tak jak w niedalekiej Szczawii i Mirabelii - mieszkańcy tej krainy chcieli tanich kolei w znośnym standardzie, a dostali drogie, ciasne i niewygodne luksusowe pociągi dużej prędkości, na które narzekają i którymi nie chcą jeździć.
Co sobie myśleć o wielkiej ilości absolwentów nauk matematyczno-przyrodniczych i technicznych w Chinach? Po pierwsze, warto sobie zadać pytanie o jakość chińskiej edukacji. Po drugie - o to, czy Chiny będą w stanie zagospodarować taką ilość absolwentów na swoim rynku pracy. Po trzecie - dla kogo będą pracować ci absolwenci? Czy wszyscy będą w stanie znaleźć pracę w krajowym przemyśle? Nie jest bowiem sekretem, że wielu Chińczyków emigruje z kraju i osiedla się na Zachodzie, wielu w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Wielkiej Brytanii itp.
Oczywiście, Chiny Ludowe to wielki kraj, przed którym rysują się wspaniałe możliwości. Pożyjemy, zobaczymy. A może powinniśmy się bać?


"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
Sygnał (4252 punktów)
>Oto statystyka, która pokazuje skąd w latach 30 tego wieku
>pochodzić będą absolwenci matematyki, informatyki, nauk przyrodniczych i techniki, a więc nauk,
>które nadają kształt obliczu ziemi...

Statystyki są dość bezużyteczne bez podania metodologii. Trudno wtedy się do nich ustosunkować.

Poza tym tu nie o ilość, a jakość się rozchodzi. W Chinach wszelka własność intelektualna tworzona przez obywateli jest pod kuratelą rządu, co wyklucza najlepszy motor rozwoju techniki: opensource. Jedyne w czym Chińczycy nas mogą wyprzedzić to nauki przyrodnicze, bo jeszcze je finansują.
zaszetka lawendy (788 punktów)
(zablokowany)
Dlaczego usunąłeś mój poprzedni wpis?
07-05-2015 18:00 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Dlaczego usunąłeś mój poprzedni wpis?

Jeśli to pytanie do mnie: niczego nie usuwałem.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
wsx666 (1067 punktów)
>Dynastii w starożytnych Chinach było wiele: Han, Song, Yuan, Ming... Ale Chiny zawsze były też
>Zhong-guo, czyli Państwem Środka, co dla Chińczyków oznaczało wyjątkowe położenie i znaczenie

Może kontrowersyjne co powiem, może i nie...na dwoje babka wróżyła. Może się jednak okazać, ze państwo Chińskie nie przetrwa w obecnym stanie zbyt długo i w przeciągu 20-30 lat przestanie istnieć takie jakie znamy teraz. Ekonomia, edukacja to jedno, ale środowisko naturalne to inny czynnik o którym e Chinach, oficjalnie się nie mówi. Mianowicie o zatruwaniu powietrza i wody w stopniu niezdatnym do normalnego funkcjonowania ludzi. To wszystko ma obecnie miejsce w Chinach a skutki bezmyślnego niekontrolowanego rozwoju przemysłu w tym chemicznego prawdopodobnie okażą się katastrofalne dla populacji Chin za około 20 już lat.

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365