Zdumiewające, jak bardzo prawdziwe są słowa, że o czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć. A to okazuje się słuszne nie tylko w odniesieniu do tajemnicy, którą jest każdy z nas; równie wtedy, kiedy niewypowiedziane jest piękno rysunku chmur na wieczornym niebie czy dziwne radosne uczucie, które czasem nawiedzi nas wiosną, lub senna melancholia jesieni.
Tak też działa muzyka. Nawet ta "popularna", "programowa" czy "rozrywkowa" czasem okazuje się medium, które przenosi więcej, niż tysiąc słów: obraz, jak już nie raz napisano, odmalowany dźwiękiem, choć obraz nie dla oka ale raczej intelektu i emocji przeznaczony.
W krainie kameliowych ogrodów i sosnowych lasów, pól bawełny i ubogich wsi czarnych Amerykanów, baśniowo pięknych, porośniętych długimi brodami mchu lasów Delty, gdzie narodził się blues, rock&roll i specyficzna, frenetyczna muzyka Cajunów, w powietrzu cały czas unosi się niepokojący ładunek pasji i biologicznej melancholii, tak bardzo charakterystycznego Smutku Południa, o którym pisali Conrad i London, i zapomniany Raymond Maufrais, i inni podróżnicy, opisujący, jak to na rajskich archipelagach Francuskiej Polinezji jednostajny szum liści palmowych targanych nieustającym powiewem pasatu doprowadzał do depresji i szaleństwa.
Słońce, ten nasz niby-bóg, błogosławi nam radością dnia, ale też jego ogień czasem staje się odblaskiem czeluści Wulkana.
A wtedy, w tej chwili ulotnej, gdy falujące powietrze nad nieskończonym pasmem asfaltu maluje miraże Wysp Szczęśliwych, między Niebem a Piekłem, między udręką pragnień i ekstazą zapomnienia, polatują Muzy, i jak zawsze, ze wszystkich widm tego świata, one najlepiej się bawią.
Oto światło i mrok Południa, dzień i noc, zenit i nadir. Do posłuchania, wsłuchania, podumania
www.youtube.com/watch?v=FgNgCFV9dy4www.youtube.com/watch?v=ei2PVpSKkF4