Mariusz Agnosiewicz w swoim ciekawym tekście pt.: „Naturalne wyjaśnienie "cudu gospodarczego" powojennych Niemiec.”,
www.racjonalista.pl/kk.php/s,9892zwrócił uwagę na mitologię, która rozkwita na polu gdzie nie ma dostatecznej wiedzy o niezwykłych faktach, które miały miejsce w przeszłości. Mówimy wtedy o cudach. Tych „cudów” nazbierało się już wiele, takich jak cud nad Wisłą, cud odbudowy powojennej Polski bez kapitału inwestycyjnego i kredytów na inwestycje, cud demograficzny PRL (na occie i musztardzie

, cud okrągłego stołu, cudowne zapełnienie się sklepów po okresie octu i musztardy, cudowne wzbogacenie się paru miliarderów i pewnie jeszcze inne cudowne zdarzenia. Ponieważ są to jednak realne fakty to nie może dziwić powiedzonko, że dzisiaj „kto nie wierzy w cuda ten nie jest realistą”

.
Niemiecki „cud gospodarczy” miał wiele złożonych przyczyn. Na temat jego wyjaśnienia powstało parę mitów. Wyjaśnienie jakoby gospodarka Niemiec urosła na bogactwie zagrabionym przez Niemcy w czasie wojny wygląda na jeden z tych mitów.
System gospodarczy w Niemczech po wojnie był realizowany w dużym stopniu pod wpływem ordoliberalizmu Waltera Euckena czyli liberalizmu gospodarczego ze społecznymi cuglami. Była to swego rodzaju „trzecia droga” pomiędzy gospodarką sterowaną, a wolnym rynkiem. Wyjaśnienie to serwowała m.in. wybitna przedstawicielka niemieckiej lewicy Sahra Wagenknecht. Twórcom ordoliberalizmu chodziło m.in. o to żeby ograniczyć kumulację kapitału, tworzenie monopoli i karteli, zabezpieczenie wolnej konkurencji, oraz niedopuszczenie do uzyskania decydującego wpływu na politykę przez kapitał. To ostatnie, najważniejsze, na dłuższym dystansie nie dało się utrzymać. Udało się dość długo utrzymać równowagę sił między pracą a kapitałem, co owocowało dość długo znaczącymi wzostami płac i utrzymaniu poziomu popytu wewnętrznego co sprzyja gospodarce.
Duże znaczenie, kto wie czy nie decydujące o „cudzie” miał stały (zaniżony) kurs wymiany marki do dolara, który wynosił 4,2 do 1, co było czynnikiem wysokiej dynamiki niemieckiego eksportu ( por. eksport w Chinach). Przykładowo w roku 1960 był on 4,5 raza większy niż w 1950.
Szybko rosły płace, już w 1950 średni dochód rodziny robotniczej i poziom życia osiągnął stan przedwojenny. Rozwijająca się gospodarka potrzebowała coraz większej ilości pracowników, a w 1955 oficjalnie sięgnięto po „Gastarbeiterów”.
Ważnym czynnikiem wzrostu był wzrost uprzemysłowienia na skutek przeniesienia wielu zakładów ze wschodniej części Niemiec do zachodnich landów. Tak np. przeniósł się Audi z Chemnitz i Simens z Berlina.
Innym ważnym czynnikiem „cudu” była chyba giełda papierów wartościowych. Już w pół roku po zakończeniu wojny otwarto giełdę we Frankfurcie, ale dopiero w 1956 wolno było kupować papiery zagranicznych firm. Można się domyślać, że kupno niemieckich akcji przez zagranicznych inwestorów, „nachapanych” kapitałem w czasie wojny było w dużym stopniu „cudotwórcze”.
Warto także uwzględnić to, że niemiecka gospodarka wcale nie była tak bardzo zniszczona jak by się mogło wydawać. Poza zniszczonymi wielkimi miastami jak Berlin, Drezno, Hamburg przemysł i infrastruktura były w 80-85% nie zniszczone, a poziom techniczny wysoki podciągnięty przez wymogi wojny. Również alianci zachowali podobno umiar w konfiskacie wysokich technologii.