Prawie wszystkie ugrupowania polityczne, od prawicy do lewicy rzucają hasłem upraszczania podatków jako leku na całe zło, nie wnikając dokładnie w związki przyczynowo-skutkowe.
Wyobraźmy sobie program ulg podatkowych dla mikroprzedsiębiorców. I tak niech Pan A zatrudnia jednego pracownika, więc firma ma razem dwóch. Dla uproszczenia obaj wypracowują po 500 zł dochodu, razem 1000. Korzystają z programu ulg, zgodnie z którym do roku od otwarcia działalności (zatrudnienia pracownika) korzystają z preferencji podatkowych i płacą 10% - czyli państwo zarabia na nich 100 zł rocznie. A teraz wyobraźmy sobie, że państwo oferuje możliwość przedłużenia ulgi podatkowej, bądź nawet jej zwiększenia w przypadku, gdy w ciągu tego roku zatrudniony zostanie kolejny pracownik. Tak więc w takim przypadku wypracują dochód 1 500 zł, a więc państwo, chcąc zyskać 100 zł może obniżyć stawkę podatkową do 6,6% i dodatkowo uwzględnić zysk z tytułu niepłacenia zasiłku zatrudnionemu. I taki program dotyczył by powiedzmy przedsiębiorstw zatrudniających poniżej 5-10 osób.
Edit:Proszę o skasowanie jednej z wersji, z przyczyn technicznych podwoiło mi się. |