Racjonalista - Strona głównaDo treści
500zł na dziecko

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
19-11-2015 16:59msyk (454 punktów)500zł na dziecko
Ocena 1 na 1

Prawo i Sprawiedliwość ma zamiar wypłacać pieniądze rodzinom mającym dzieci. Ma to być 500zł za każde drugie i kolejne dziecko oraz również za pierwsze dziecko dla rodzin najuboższych.

Wolnorynkowcy krytykują takie rozwiązanie wskazując, że aby spełnić taką obietnice trzeba najpierw zabrać te pieniądze ludziom albo wygospodarować je z budżetu, zmniejszając ilość pieniędzy na inne cele. I to ich zdaniem jest nieefektywne, ponieważ aby rozdysponować oraz zebrać te pieniądze potrzeba urzędników, do tego dochodzą możliwości korupcji i oszustw.

Ja do niedawna myślałem podobnie, ale moje myślenie w tej kwestii zmieniły słowa Beaty Szydło, która w expose powiedziała, że "dzieci to nie koszt, a inwestycja".

Jeżeli taka zmiana ma kosztować 20 mld jak obliczył Ryszard Petru, a marnotrawstwo które przyniesie to będzie np. 10% czyli 2 mld zł, to przecież może się okazać, że zyski z wzrastającej liczby urodzeń mogą być dla gospodarki dalece większe i zresztą nie tylko dla niej.

Jednym podejściem, które mogłoby rozwiązać ten problem jest oszacowanie średniej wartości człowieka dla gospodarki i oszacowanie wzrostu narodzin.

Jak Wy to widzicie? Z góry dziękuje za wyjaśnienia.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

19-11-2015 17:06
 Ocena 11 na 11
finerbijk (17282 punktów)
>Jak Wy to widzicie? Z góry dziękuje za wyjaśnienia.
Jeśli to ma być 500 złotych na dziecko, które kiedy dorośnie pojedzie na przysłowiowy zmywak, to raczej kiepska inwestycja. Ja bym wolał raczej, by te pieniądze zainwestowano w tworzenie miejsc pracy tutaj dla tych, którzy jej szukają teraz. Zarabianie na dziecioróbstwie jest na Zachodzie znane od dawna, a korzysta na tym przeważnie element nie za bardzo zaangażowany w budowanie dobrobytu.
msyk (454 punktów)
>Jeśli to ma być 500 złotych na dziecko, które kiedy dorośnie pojedzie na przysłowiowy zmywak, to raczej kiepska inwestycja. Ja bym wolał raczej, by te pieniądze zainwestowano w tworzenie miejsc pracy tutaj dla tych, którzy jej szukają teraz. Zarabianie na dziecioróbstwie jest na Zachodzie znane od dawna, a korzysta na tym przeważnie element nie za bardzo zaangażowany w budowanie dobrobytu.
>

Tak, zgoda, ale weź pod uwagę również to, że zmywaki nie istnieją w nieskończonej ilości tj. rynki zachodnie nasycają się. I jeżeli dwa miliony Polaków wyjechało za granicę do pracy, to nie oznacza, że kolejne dwa mogą zrobić to samo. "Dziecioróbstwo" jak to nazwałeś, rzeczywiście jest problemem. Nawet dzisiaj jest cała grupa społeczna utrzymująca się z socjalu, a tą nową kwotą tylko dodatkowo ich dotujemy.
.
19-11-2015 17:53 
 Ocena 6 na 6
finerbijk (17282 punktów)
>"Dziecioróbstwo" jak to nazwałeś, rzeczywiście jest problemem. Nawet dzisiaj jest cała grupa społeczna utrzymująca się z socjalu, a tą nową kwotą tylko dodatkowo ich dotujemy.
No tak, to jakaś dziwna polityka, która w namnażaniu upatruje rozwiązania problemów. Co może wynikać częściowo z patologii systemu emerytalnego, itd. Jednak ile tak można - Ziemia nie jest z gumy.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>>"Dziecioróbstwo" jak to nazwałeś, rzeczywiście jest problemem. Nawet dzisiaj jest cała grupa społeczna utrzymująca się z socjalu, a tą nową kwotą tylko dodatkowo ich dotujemy.
>No tak, to jakaś dziwna polityka, która w namnażaniu upatruje rozwiązania problemów. Co może wynikać częściowo z patologii systemu emerytalnego, itd. Jednak ile tak można - Ziemia nie jest z gumy.

A czy mógłbyś zdefiniować problemy? To będzie można zastanowić się nad tym czy rozwiązanie właściwe. Bo może problemem jest to, ze ktoś będzie chciał czegoś od ciebie a przeciez to ty chciałbyś więcej od innych?

Ilu ludzi może pomieścić Ziemia?

Bo może i 100x więcej?
20-11-2015 15:33 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>A czy mógłbyś zdefiniować problemy?
Mniej ludzi oznacza mniej podatków, składek, itd.; pracujący pracują na wszystkich innych, to chyba oczywiste. A jak się przejada pieniądze na konto przyszłych pokoleń, to może być poważny problem, kiedy te pokolenia będą niezbyt liczne.

>Ilu ludzi może pomieścić Ziemia?
>Bo może i 100x więcej?
To nieważne ilu. Celem powinna być poprawa jakości życia, a nie powiększanie jego ilości.
25-11-2015 12:48 
 Ocena 1 na 1
ZaKotem (8733 punktów)
>>A czy mógłbyś zdefiniować problemy?
>Mniej ludzi oznacza mniej podatków, składek, itd.; pracujący pracują na wszystkich innych, to chyba oczywiste. A jak się przejada pieniądze na konto przyszłych pokoleń, to może być poważny problem, kiedy te pokolenia będą niezbyt liczne.

Niekoniecznie. Mniej ludzi to mniejsza sila robocza, więc większe koszty pracy, a więc większe zapotrzebowanie na automatyzację i realny, bo rynkowy, a nie administracyjny nacisk na innowacje, a więc i rozwój technologiczny. Tysiąc specjalistów zapłaci więcej składek, niż dziesięć tysięcy roboli (choć pewnie będą przy tym narzekać dziesięć razy głośniej). Mniej ludzi moze oznaczac wiecej pieniędzy.
syku (454 punktów)
>Niekoniecznie. Mniej ludzi to mniejsza sila robocza, więc większe koszty pracy, a więc większe zapotrzebowanie na automatyzację i realny, bo rynkowy, a nie administracyjny nacisk na innowacje, a więc i rozwój technologiczny. Tysiąc specjalistów zapłaci więcej składek, niż dziesięć tysięcy roboli (choć pewnie będą przy tym narzekać dziesięć razy głośniej). Mniej ludzi moze oznaczac wiecej pieniędzy.

Nie przekonuje mnie to rozumowanie. Można też inaczej do tego podejść: Mniej ludzi to statystycznie mniejsza ilość naukowców i przedsiębiorców. To z kolei oznacza mniejszy potencjał jeśli chodzi o innowacje.

Albo:

Mniej ludzi to większe koszty pracy. To z kolei większe koszty prowadzenia biznesu. To z kolei oznacza mniejszą ilość pieniędzy na inwestycje, a to mniej pieniędzy na innowacje.
ZaKotem (8733 punktów)
>>Niekoniecznie. Mniej ludzi to mniejsza sila robocza, więc większe koszty pracy, a więc większe zapotrzebowanie na automatyzację i realny, bo rynkowy, a nie administracyjny nacisk na innowacje, nai rozwój technologiczny. Tysiąc specjalistów zapłaci więcej składek, niż dziesięć tysięcy roboli (choć pewnie będą przy tym narzekać dziesięć razy głośniej). Mniej ludzi moze oznaczac wiecej pieniędzy.
>Nie przekonuje mnie to rozumowanie. Można też inaczej do tego podejść: Mniej ludzi to statystycznie mniejsza ilość naukowców i przedsiębiorców. To z kolei oznacza mniejszy potencjał jeśli chodzi o innowacje.

Nie chodzi mi nawet o naukowców, tylko np. operatora koparki zastępującego dziesięciu chłopa z lopatami czy pilota drona transportowego zastępującego pięciu kurierów z samochodami. POTRZEBA jest matka wynalazkow, a nie duża ilość specjalnie innowacyjnych jednostek.

>Albo:
>Mniej ludzi to większe koszty pracy. To z kolei większe koszty prowadzenia biznesu. To z kolei oznacza mniejszą ilość pieniędzy na inwestycje, a to mniej pieniędzy na innowacje.

Większe koszty dotyczą wtedy także konkurencji, która nie ma także innego wyjścia, jak szukac oszczednosci gdzie indziej. Wyzsze koszty pracy oznaczają oczywiście wyzsze ceny, cudów nie ma. Ale koszty pracy przestają być główną bolączką. Wracając do poprzedniego przykładu - jak zatrudniam dziesięciu chłopa z lopatami, to koszt tych łopat niewiele mnie interesuje, bo to drobny ułamek moich wydatków. Większość wydatków to koszty pracy, a wiec to, czy gosciom wypłacę po 1300, czy po 900 miesięcznie stanowi dla mnie kolosalną roznicę, im mniej zarobią pracownicy, tym więcej zarobię ja. I nie muszę być wcale paskudnym chciwcem, po prostu nie mogę zwiększyć dobrowolnie własnych kosztów, bo konkurencja mnie zje. Ale jeśli muszę zatrudnić koparke zamiast tych dziesięciu - a muszę bo po prostu NIE MA ludzi chętnych do takiej roboty, konkurencja też takich nie ma - to wtedy to, czy operatorowi zapłacę 1500, czy 5000 staje się po prostu nieistotne, bo to tylko ułamek moich kosztów, ważne są koszty obsługi samej koparki. Wysokie kiszty pracy sprawiają, że przedsiębiorcy skupiają się na rozwiązaniach technologicznych, a nie na
tym, jak oszczędzać na pracownikach. Nie dlatego, że są mądrzejsi czy lepsi, tylko dlatego, że to się opłaca. Niskue koszty pracy tworzą niezdrową, "markistowską" sytuację sprzeczności interesów pracodawcy i pracownika. Wysokie koszty eliminują tę sprzeczność, bez potrzeby istotnych zmian ustrojowych.
syku (454 punktów)
>POTRZEBA jest matka wynalazkow, a nie duża ilość specjalnie innowacyjnych jednostek.

Zgadzam się z Twoim wywodem, ale uważam, że różnica w innowacyjności nie jest tak duża, przy niskiej i wysokiej podaży pracy. Czy koszty pracy są wysokie czy niskie, przedsiębiorcy szukają możliwości innowacji, bo jeżeli nie będą się rozwijać, to prędzej czy później wygryzie ich konkurencja, korzystająca z nowszych technologii i większej automatyzacji. Moim zdaniem konkurencja między przedsiębiorcami jest głównym motorem postępu technologii. Poza tym dochodzi również temat stopy zwrotu z inwestycji, czyli faktu, że przedsiębiorcy stale szukają optymalizacji w kosztach wytwarzania usług i produktów, aby podnosić swoje zyski. I te dwie sprawy mają znaczenie dla postępu technologicznego i innowacji. Potrzeba gra marginalną rolę.
finerbijk (17282 punktów)
>Niekoniecznie. Mniej ludzi to mniejsza sila robocza, więc większe koszty pracy, a więc większe zapotrzebowanie na automatyzację i realny, bo rynkowy, a nie administracyjny nacisk na innowacje, a więc i rozwój technologiczny.
Mniej ludzi to przede wszystkim mniej konsumentów, a z konsumpcji i podatków pośrednich głównie utrzymuje się państwo. Na nic innowacje i rozwój technologii, jeśli nie będzie komu ich kupować.
syku (454 punktów)
>Mniej ludzi to przede wszystkim mniej konsumentów, a z konsumpcji i podatków pośrednich głównie utrzymuje się państwo. Na nic innowacje i rozwój technologii, jeśli nie będzie komu ich kupować.

Zgoda jeżeli rozpatrujemy gospodarkę państwa w izolacji. Jeśli patrzymy na nią w kontekście globalnym, to ludzi na świecie przybywa tj. ilość konsumentów rośnie.
finerbijk (17282 punktów)
>Zgoda jeżeli rozpatrujemy gospodarkę państwa w izolacji. Jeśli patrzymy na nią w kontekście globalnym, to ludzi na świecie przybywa tj. ilość konsumentów rośnie.
Na nic nam rosnąca liczba konsumentów za granicami. To lokalni konsumenci płacą podatek tutaj. Eksport też daje korzyści oczywiście, ale nie w takim stopniu. Najważniejsza jest siła rynku wewnętrznego.
19-11-2015 20:48 
 Ocena 2 na 2
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>>Jak Wy to widzicie? Z góry dziękuje za wyjaśnienia.
>Jeśli to ma być 500 złotych na dziecko, które kiedy dorośnie pojedzie na przysłowiowy zmywak, to raczej kiepska inwestycja. Ja bym wolał raczej, by te pieniądze zainwestowano w tworzenie miejsc pracy tutaj dla tych, którzy jej szukają teraz. Zarabianie na dziecioróbstwie jest na Zachodzie znane od dawna, a korzysta na tym przeważnie element nie za bardzo zaangażowany w budowanie dobrobytu.
>

Tzw. element zaangażowany w budowanie dobrobytu buduje dobrobyt wyłącznie dla siebie i to zazwyczaj rękami tzw. elementu niezaangazowanego.

Wyobraź sobie taką wizję przyszłości. Banda przyzwyczajonych do komfortu starców, ktorym nagle zabrakło kelnerów, sprzątaczek i opiekunów.

Może ten niezaangażowany w dobrobyt element jest zwyczajnie zablokowany? Np. niewyobrażalną chciwością zaangażowanego elementu? Może tak być.
19-11-2015 21:06 
 Ocena 2 na 2
msyk (454 punktów)
>Tzw. element zaangażowany w budowanie dobrobytu buduje dobrobyt wyłącznie dla siebie i to zazwyczaj rękami tzw. elementu niezaangazowanego.
>Wyobraź sobie taką wizję przyszłości. Banda przyzwyczajonych do komfortu starców, ktorym nagle zabrakło kelnerów, sprzątaczek i opiekunów.
>Może ten niezaangażowany w dobrobyt element jest zwyczajnie zablokowany? Np. niewyobrażalną chciwością zaangażowanego elementu? Może tak być.

Paradoksalnie chciwość go odblokowywuje. Chciwość na wolnym rynku, sprawia, że ludzie tworzą firmy i za ich pomocą produkty i usługi, które będą lepsze / tańsze niż te od konkurencji. I w ten sposób tworzone są miejsca pracy i wysokiej jakości dobra na rynku. Te miejsca pracy zajmuje najczęściej "element niezaangażowany" jak go nazwałaś.

Problem w tym, że w Polsce rynek jest wolny tylko w ograniczonym stopniu, a przedsiębiorca jeżeli nie nękany kontrolami (nie tylko skarbowymi), to przygnieciony podatkami oraz biurokracją i nie jasnym prawem.
19-11-2015 21:18 
 Ocena 6 na 6
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Tylko wariaci otwierają firmy w warunkach monopolizujacego się rynku.
Otwórz sobie teraz np. sklepik osiedlowy i konkuruj cenami i jakością z Biedronką. To tak jakbyś sam komornika do domu zaprosił, żeby ci wszystko zabrał.
20-11-2015 14:15 
 Ocena 1 na 1
DyktaFon (9281 punktów)
>Tylko wariaci otwierają firmy w warunkach monopolizujacego się rynku.
>Otwórz sobie teraz np. sklepik osiedlowy i konkuruj cenami i jakością z Biedronką. To tak jakbyś sam komornika do domu zaprosił, żeby ci wszystko zabrał.

Przyznałem punkt wypowiedzi... choć bardziej idiotycznego opisania idiotycznej rzeczywistości trudno szukać. Zamiast stwarzać warunki do tworzenia firm, to zachęcamy do korzystania ze świadczeń socjalnych. I co niektórzy są jeszcze z tego dumni!
msyk (454 punktów)
>Tylko wariaci otwierają firmy w warunkach monopolizujacego się rynku.
>Otwórz sobie teraz np. sklepik osiedlowy i konkuruj cenami i jakością z Biedronką. To tak jakbyś sam komornika do domu zaprosił, żeby ci wszystko zabrał.

Ten rynek się monopolizuje, ale tylko w tym sensie, że niewielkie sklepy upadają na rzecz dużych. Należy jednak zauważyć, że to nie jest kwestia chciwości, złej władzy czy wady kapitalizmu, ale tylko tego, że ludzie wolą w tych sklepach kupować, z jak najbardziej racjonalnego powodu - jest taniej i/lub jakość jest lepsza.

Nie widzę, też związku twojej wypowiedzi z tematem. Mówimy tutaj o 500zł na dziecko, a nie tym innym postulatem PiSu - wprowadzeniu podatku od sklepów wielkopowierzchniowych.
20-11-2015 16:17 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Tzw. element zaangażowany w budowanie dobrobytu buduje dobrobyt wyłącznie dla siebie i to zazwyczaj rękami tzw. elementu niezaangazowanego.
Pisząc element niezaangażowany, miałem na myśli postawę typu "zróbmy 4 dzieci i nie musimy pracować". Nie ludzi, którzy chcą pracować i pracują. Nadmierny socjal działa demoralizująco i demotywująco, nie poradzisz.
20-11-2015 16:19 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Ja bym wolał raczej, by te pieniądze zainwestowano w tworzenie miejsc pracy tutaj dla tych, którzy jej szukają teraz.

Tu i teraz można medytować. Nie da się w tych kategoriach myśleć o państwie. Dzieci to nie tylko przyszli pracownicy, ale również aktualne miejsca pracy. Czy np. opustoszałe szkoły mielibyśmy wypełnić "uchodźcami"? Takiego rozwiązania w szkolnictwie zawodowym próbują Niemcy.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
20-11-2015 16:40 
 Ocena 4 na 4
finerbijk (17282 punktów)
>Czy np. opustoszałe szkoły mielibyśmy wypełnić "uchodźcami"? Takiego rozwiązania w szkolnictwie zawodowym próbują Niemcy.
Też to jakieś wyjście, ale nie w tym problem, że ludzi jest za mało, ale że nie widzą tutaj (w Polsce) dla siebie perspektyw. Trzeba się skupić najpierw na tworzeniu tych perspektyw, a nie na zachęcaniu do powiększania populacji, której nie będzie można niczego zaoferować, aby ją tu zatrzymać.
21-11-2015 00:01 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Trzeba się skupić najpierw ...

Myślę, że trzeba tu myśleć polifonicznie.
Wraz z perspektywami dla ludzi pojawia się problem żłobków, przedszkoli, szkół, kadry, zabawek, placów zabaw, zdrowia, itd. Nie ma tu najpierw ...
U mnie w gminie najpierw wybudowano drogi. Zanim się zorientowano, młodzi ludzie wyjechali...

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
21-11-2015 15:26 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>U mnie w gminie najpierw wybudowano drogi. Zanim się zorientowano, młodzi ludzie wyjechali..

Tak, bez dróg pewnie by zostali na miejscu.
21-11-2015 18:35 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>bez dróg pewnie by zostali na miejscu.

Ależ skąd. Musieliby brnąć przez błoto.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Brzostowski (7067 punktów)
To że dzieci są inwestycją, że powinnismy wspierać i pobudzac demografię to oczywiste. Przy naszym tempie rozwoju - te 3,0% rocznie, za 10 lat nie będzie ludzi do pracy. Będziemy musieli Ukraińców zapraszać (co z resztą się dzieje). W Polsce pracy już jest pod dostatkiem, nie zawsze jednak takiej, która nam odpowiada (niskie płace, niepasująca praca). Wzrost liczby urodzeń, aby miał dodatkowy sens jako inwestycja musi iść w parze z unowocześnieniem gospodarki, co wiąże się w naszym przypadku z przejsciem od gospodarki neokolonialnej do polskiej. A to zapowiada PiS. Nawet jeśli jestem nieufny do końca, co do tych zapewnień, to jednak wolę to, niż lemingową PO, która strategicznie to "ciamciaramcia".

Także w nowej sytuacji politycznej, daję rządowi kredyt zaufania.

Ignoruję ideologicznych antyklerykałów w przeciwieństwie do normalnych antyklerykałów i ateistów. Ideologiczni są szkodliwi dla racjonalizmu i ateizmu. Dlatego nie karmię troli i nie rozpowszechniam ideologicznych idiotyzmów.
20-11-2015 07:50 
 Ocena 2 na 2
msyk (454 punktów)
>To że dzieci są inwestycją, że powinnismy wspierać i pobudzac demografię to oczywiste. Przy naszym tempie rozwoju - te 3,0% rocznie, za 10 lat nie będzie ludzi do pracy. Będziemy musieli Ukraińców zapraszać (co z resztą się dzieje). W Polsce pracy już jest pod dostatkiem, nie zawsze jednak takiej, która nam odpowiada (niskie płace, niepasująca praca). Wzrost liczby urodzeń, aby miał dodatkowy sens jako inwestycja musi iść w parze z unowocześnieniem gospodarki, co wiąże się w naszym przypadku z przejsciem od gospodarki neokolonialnej do polskiej. A to zapowiada PiS. Nawet jeśli jestem nieufny do końca, co do tych zapewnień, to jednak wolę to, niż lemingową PO, która strategicznie to "ciamciaramcia".
>Także w nowej sytuacji politycznej, daję rządowi kredyt zaufania.

Jakimś rozwiązaniem, przynajmniej częściowym, jest postulowane wzmocnienie szkolnictwa zawodowego. Jest tak jak piszesz - pracy nie brakuje, ale wielu jest wybrednych, bo poszli np. na śmieciowe studia i duma im nie pozwala pracować fizycznie mając dyplom albo skończyli liceum i nie mają żadnej konkretnej umiejętności.
Brzostowski (7067 punktów)
>Jakimś rozwiązaniem, przynajmniej częściowym, jest postulowane wzmocnienie szkolnictwa zawodowego. Jest tak jak piszesz - pracy nie brakuje, ale wielu jest wybrednych, bo poszli np. na śmieciowe studia i duma im nie pozwala pracować fizycznie mając dyplom albo skończyli liceum i nie mają żadnej konkretnej umiejętności.
Generalnie masz rację. Zwrócę jedynie uwagę, że to nie do końca ludzie są wybredni, faktycznie brakuje przyzwoitej pracy: dającej szansę na rozwój, stabilnej, takiej, aby człowiek mógł się zżyć z firmą, z miejscem pracy. W mojej ocenie nie ma śmieciowych studiów, nawet na zapyziałej uczelni można się nauczyć sporo, jeśli po to się studiuje, a nie dla papierka.

Ignoruję ideologicznych antyklerykałów w przeciwieństwie do normalnych antyklerykałów i ateistów. Ideologiczni są szkodliwi dla racjonalizmu i ateizmu. Dlatego nie karmię troli i nie rozpowszechniam ideologicznych idiotyzmów.
msyk (454 punktów)
>>Jakimś rozwiązaniem, przynajmniej częściowym, jest postulowane wzmocnienie szkolnictwa zawodowego. Jest tak jak piszesz - pracy nie brakuje, ale wielu jest wybrednych, bo poszli np. na śmieciowe studia i duma im nie pozwala pracować fizycznie mając dyplom albo skończyli liceum i nie mają żadnej konkretnej umiejętności.
>Generalnie masz rację. Zwrócę jedynie uwagę, że to nie do końca ludzie są wybredni, faktycznie brakuje przyzwoitej pracy: dającej szansę na rozwój, stabilnej, takiej, aby człowiek mógł się zżyć z firmą, z miejscem pracy. W mojej ocenie nie ma śmieciowych studiów, nawet na zapyziałej uczelni można się nauczyć sporo, jeśli po to się studiuje, a nie dla papierka.
>
Ignoruję ideologicznych antyklerykałów w przeciwieństwie do normalnych antyklerykałów i ateistów. Ideologiczni są szkodliwi dla racjonalizmu i ateizmu. Dlatego nie karmię troli i nie rozpowszechniam ideologicznych idiotyzmów.


Idąc tym tropem można stwierdzić, że dużo można się nauczyć nawet bez studiów. W dzisiejszych czasach można za kilkaset złotych skompletować całkiem pokaźną bibliotekę, do tego Internet oferuje masę materiałów - np. darmowe wykłady z MIT, jednej z najlepszych uczelni świata, za darmo. Dla chcącego nic trudnego. Rzecz w tym, że to tylko w teorii, bo w praktyce ludziom się na ogół nie chce. Sam do niedawna byłem studentem i chociaż sam taki nie byłem, to z doświadczenia wiem, że takie podejście dominuje.
20-11-2015 23:06 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Idąc tym tropem można stwierdzić, że dużo można się nauczyć nawet bez studiów...
Można, tylko że akurat ten trop jest wg mnie niewłaściwy. Uważam, że dla człowieka który chce, dostęp do uczelni, nawet jakiejś słabszej, otwiera zupełnie nowe możliwości. Na uczelniach, nawet takich regionalnych politechnikach, lub nawet uczelniach prywatnych o słabej renomie są jednak biblioteki i pracownicy naukowi, którzy często dorabiają tam a pracują na tych lepszych uczelniach. Daje to studentom możliwość kontaktu z kadrą naukową, może nie noblistów, ale całkiem przyzwoitych krajowych pracowników naukowych. Nawet średnie uczelnie mają dziś programy unijne, szkolenia, wymianę studentów, staże, itd... Programy są też w jakiś sensowny sposób usystematyzowaniem wiedzy, o co trudno samodzielnie. Uczelnie techniczne, ekonomiczne nawet z oceną B lub C dają całkiem spore możliwości.

No i masz rację, samemu często się nie chce. Ale jak już człowiek na te studia pójdzie, to można się nauczyć nawet na średniej lub słabej uczelni. Ja osobiście nie wyobrażam sobie studiowania czegoś przez 5 lat zupełnie bez sensu, bez planu, bez celów, bez wyobrażenia sobie tego po co studiuję.


Ignoruję ideologicznych antyklerykałów w przeciwieństwie do normalnych antyklerykałów i ateistów. Ideologiczni są szkodliwi dla racjonalizmu i ateizmu. Dlatego nie karmię troli i nie rozpowszechniam ideologicznych idiotyzmów.
msyk (454 punktów)
>Można, tylko że akurat ten trop jest wg mnie niewłaściwy.

Odbiegamy od tematu i tworzy się zupełnie nowa dyskusja.

Zgadzam się, że na uczelni na pewno jest łatwiej, niż studiując samodzielnie, z książek. Bez wątpienia. Papierek również pomaga na rynku pracy. Z drugiej jednak strony myślę, że przeceniasz studentów proponując dostęp do kadry naukowej, dodatkowych szkoleń etc. Z mojego doświadczenia w tym światku rządzi tzw. system ZZZ czyli zakuć, zdać, zapomnieć.

Jest jeszcze jedna rzecz - studia zaoczne. Wielu nie stać na to aby studiować dziennie. Takim osobą zwyczajnie brakuje czasu i sił na to, żeby po tygodniu etatowej pracy i całym weekendzie zajęć, szukać dodatkowych szkoleń i kontaktów z kadrą naukową.
21-11-2015 09:33 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Można, tylko że akurat ten trop jest wg mnie niewłaściwy.
>Odbiegamy od tematu i tworzy się zupełnie nowa dyskusja.
Trochę tak, ale nie całkiem odbiegamy. Chodzi mi o to, aby inwestując w dzieci te 500 zł miesięcznie, nie inwestować w system ZZZ, tylko też w promocję postaw przedsiębiorczych, w gospodarkę, tak, aby Ci młodzi byli faktyczną inwestycją.
>Jest jeszcze jedna rzecz - studia zaoczne. Wielu nie stać na to aby studiować dziennie. Takim osobą zwyczajnie brakuje czasu i sił na to, żeby po tygodniu etatowej pracy i całym weekendzie zajęć, szukać dodatkowych szkoleń i kontaktów z kadrą naukową.
Tak, zgdzam się.

Ignoruję ideologicznych antyklerykałów w przeciwieństwie do normalnych antyklerykałów i ateistów. Ideologiczni są szkodliwi dla racjonalizmu i ateizmu. Dlatego nie karmię troli i nie rozpowszechniam ideologicznych idiotyzmów.
Celecrin (6386 punktów)Nikle szanse
Nie ma szans na wzrost urodzen dzieki jakiemus marnemu przekupstwu. Nie ma po prostu szans. Niech politycy PiS sprawdza jak to dziala w Iralndii czy Anglii, dlaczego Polki rodza tam tyle dzieci.
20-11-2015 16:17 
 Ocena 1 na 1
msyk (454 punktów)Odp: Nikle szanse
>Nie ma szans na wzrost urodzen dzieki jakiemus marnemu przekupstwu. Nie ma po prostu szans. Niech politycy PiS sprawdza jak to dziala w Iralndii czy Anglii, dlaczego Polki rodza tam tyle dzieci.
Szczerze mówiąc sądziłem zawsze, że pieniądze są głównym powodem, że Polki rodzą na Zachodzie więcej niż w ojczyźnie. Jaki jest twoim zdaniem powód? Bardziej przejrzyste przepisy?
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
Odp: 500zł na dziecko
Dzieci to ani koszt, ani inwestycja. Jak można traktować tak dzieci ? Socjotechnika, która doprowadzi do patologii. W ogóle nie rozumiem tej idei dawania pieniędzy na dzieci. Nie lepiej wprowadzić większe ulgi podatkowe ?
msyk (454 punktów)
>Dzieci to ani koszt, ani inwestycja. Jak można traktować tak dzieci ? Socjotechnika, która doprowadzi do patologii. W ogóle nie rozumiem tej idei dawania pieniędzy na dzieci. Nie lepiej wprowadzić większe ulgi podatkowe ?
>
Z ulg podatkowych nie skorzysta wielu najuboższych, bo nie ma od czego odliczyć. Poza tym to komplikuje prawo podatkowe, które już teraz jest zupełnie nie zrozumiałe.
20-11-2015 10:04 
 Ocena 2 na 2
Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)
>Dzieci to ani koszt, ani inwestycja. Jak można traktować tak dzieci ? Socjotechnika, która doprowadzi do patologii. W ogóle nie rozumiem tej idei dawania pieniędzy na dzieci. Nie lepiej wprowadzić większe ulgi podatkowe ?

Ulgi podatkowe tak, ale nie w PIT, którego ubodzy i tak płaca grosze albo wcale, tylko VAT 0% na podstawowe artykuły dziecięce: odzież, odżywki, leki, art szkolne, wózki, foteliki, pieluchy itp.
msyk (454 punktów)
>>Dzieci to ani koszt, ani inwestycja. Jak można traktować tak dzieci ? Socjotechnika, która doprowadzi do patologii. W ogóle nie rozumiem tej idei dawania pieniędzy na dzieci. Nie lepiej wprowadzić większe ulgi podatkowe ?
>Ulgi podatkowe tak, ale nie w PIT, którego ubodzy i tak płaca grosze albo wcale, tylko VAT 0% na podstawowe artykuły dziecięce: odzież, odżywki, leki, art szkolne, wózki, foteliki, pieluchy itp.

Prawo podatkowe już jest zbyt skomplikowane, dodatkowa stawka VAT 0% na takie produkty tylko by je skomplikowała. Dałaby też kolejny przepis Kontroli Skarbowej do nękania przedsiębiorców. Dodatkowo byłaby to kolejna ścieżka na robieniach przekrętów na VAT, co i tak jest już bardzo popularne.
Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)
>Dzieci to ani koszt, ani inwestycja. Jak można traktować tak dzieci ? Socjotechnika, która doprowadzi do patologii. W ogóle nie rozumiem tej idei dawania pieniędzy na dzieci. Nie lepiej wprowadzić większe ulgi podatkowe ?

Ulgi podatkowe tak, ale nie w PIT, którego ubodzy i tak płaca grosze albo wcale, tylko VAT 0% na podstawowe artykuły dziecięce: odzież, odżywki, leki, art szkolne, wózki, foteliki, pieluchy itp.
20-11-2015 14:21 
 Ocena 1 na 1
DyktaFon (9281 punktów)
>Dzieci to ani koszt, ani inwestycja. Jak można traktować tak dzieci ? Socjotechnika, która doprowadzi do patologii. W ogóle nie rozumiem tej idei dawania pieniędzy na dzieci. Nie lepiej wprowadzić większe ulgi podatkowe ?
>

Niestety, nie lepiej. Bo za ulgę podatkową nikt nie będzie wdzięczny (czytaj: nie zagłosuje na dawcę), a za dodatkowe pieniądze (nawet liczone w ten sposób, że zabieramy 1000 w podatkach, a dajemy 500 zapomogi) każdy będzie wdzięczny (bo Pan mógł przecież nie dać!...) i zagłosuje, jak należy.
Nasze chłopskie rodowody widać jak na dłoni...
msyk (454 punktów)
>>Dzieci to ani koszt, ani inwestycja. Jak można traktować tak dzieci ? Socjotechnika, która doprowadzi do patologii. W ogóle nie rozumiem tej idei dawania pieniędzy na dzieci. Nie lepiej wprowadzić większe ulgi podatkowe ?
>>
>Niestety, nie lepiej. Bo za ulgę podatkową nikt nie będzie wdzięczny (czytaj: nie zagłosuje na dawcę), a za dodatkowe pieniądze (nawet liczone w ten sposób, że zabieramy 1000 w podatkach, a dajemy 500 zapomogi) każdy będzie wdzięczny (bo Pan mógł przecież nie dać!...) i zagłosuje, jak należy.
>Nasze chłopskie rodowody widać jak na dłoni...
>
Nie przesadzaj, są ludzie, którzy rozumieją co to jest ulga podatkowa i potrafią policzyć ile władza zaoszczędziła im pieniędzy. Ale z mojego doświadczenia jest to mniejszość społeczeństwa.
Marian Forewa (906 punktów)
>Jednym podejściem, które mogłoby rozwiązać ten problem jest oszacowanie średniej wartości człowieka dla gospodarki i oszacowanie wzrostu narodzin.

Biorąc pod uwagę wysoką gęstość zaludnienia i bezrobocie, obecnie wartość nowego człowieka dla gospodarki jest ujemna.
Grzegorz (5685 punktów)
>Wolnorynkowcy krytykują takie rozwiązanie wskazując, że aby spełnić taką obietnice trzeba najpierw zabrać te pieniądze ludziom albo wygospodarować je z budżetu, zmniejszając ilość pieniędzy na inne cele.

Tych "innych celów" jest na tyle sporo że dałoby się uzyskać tą $$$ bez problemu, pytanie czy PiS będzie miał chęci i odwagę na to żeby je ruszyć. Zaczynając choćby od KRUS-u, a potem idąc poprzez rozmaite mało potrzebne stanowiska, tradycyjnie uważane jako konfitury dla zwycięzców wyborów i ich rodzin.

Podejrzewam że co najwyżej obetną kilka baniek Dudzie, żeby za 4 lata mieć "mocny" argument jak to Komorowski wydawał po 180 mln rocznie na nic, a ich człowiek "tylko" 160.
msyk (454 punktów)
>>Wolnorynkowcy krytykują takie rozwiązanie wskazując, że aby spełnić taką obietnice trzeba najpierw zabrać te pieniądze ludziom albo wygospodarować je z budżetu, zmniejszając ilość pieniędzy na inne cele.

Tak, ale te pieniądze mogłyby być wydane na inne cele, jak np. zwiększony budżet NFZ i o to mi chodziło. Tak czy inaczej te pieniądze pochodzą od obywatela.

To, że jest dużo pieniędzy do wygospodarowania z obecnego budżetu bez utraty usług przez obywateli to jak najbardziej prawda. Ilu niepotrzebnych urzędników można by zwolnić i posłać do uczciwej pracy!
Grzegorz (5685 punktów)
>Prawo i Sprawiedliwość ma zamiar wypłacać pieniądze rodzinom mającym dzieci. Ma to być 500zł za każde drugie i kolejne dziecko (...)

Obawiam się że kluczowym wyrażeniem będzie tutaj "ma zamiar". Bo już teraz pani premier usiłuje się wywinąć z tego i wbrew obietnicom wyborczym nie obejmować nim wszystkich:
Warto się też zastanowić czy dodatki na drugie i kolejne dzieci powinny dostawać rodziny z wyższymi dochodami - stwierdziła nieoczekiwanie w czasie konferencji prasowej premier Szydło (...) To jest dobry moment na konsultacje społeczne i dyskusje na ten temat

Jak widać premier nie wstydzi się najlepszych tradycji PO. Tyle że skoro trudno przenieść winę za zignorowanie obietnic na koalicjanta, złego prezydenta czy "taki mamy klimat", więc po prostu gładko okazuje się, że jeden z kluczowych projektów kampanii wyborczej, głoszony bez żadnych zastrzeżeń, nagle znalazł się "w dobrym momencie" na konsultacje. Ciekawe że dużo bardziej kontrowersyjne pomysły kolegów, na granicy "falandyzacji prawa", już żadnych konsultacji nie potrzebują.

WTF? Pani premier, proponuje zamiast okrągłej nowomowy zacytować klasyka i powiedzieć wprost po polsku: "a teraz, drodzy wyborcy, pocałujcie misia w (...)".
syku (454 punktów)
> Obawiam się że kluczowym wyrażeniem będzie tutaj "ma zamiar". Bo już teraz pani premier usiłuje się wywinąć z tego i wbrew obietnicom wyborczym nie obejmować nim wszystkich:
Warto się też zastanowić czy dodatki na drugie i kolejne dzieci powinny dostawać rodziny z wyższymi dochodami - stwierdziła nieoczekiwanie w czasie konferencji prasowej premier Szydło (...) To jest dobry moment na konsultacje społeczne i dyskusje na ten temat

Nie wydaje mi się. PiS już przed wyborami opisywał takie ograniczenia. Rzecz w tym, że oni po prostu zrobili z tego slogan, a z mojego doświadczenia, większość wyborców zadowala się sloganami i nie drąży głębiej... niestety.
dr_an (254 punktów)

>w expose powiedziała, że "dzieci to nie koszt, a inwestycja".
Chyba większość zgodzi się że dobrem są ludzie (obywatele) płacący podatki (VAT, PIT ,CIT), ZUS-y i jednocześnie będący konsumentami (popyt wewnętrzny). Istotne są drogi do osiągnięcia tego celu. Podam uproszczone przykłady: motywowanie rodzin do wielodzietności bądź umożliwienie pomocy parom niepłodnym (15-20 proc.par), tworzenie warunków by WYKSZTAŁCONA młodzież nie emigrowała, tworzenie warunków by nasi emigranci wracali, bądź tworzenie warunków by przyjmować imigrantów bądź osławionych już uchodźców....
Ja subiektywnie uważam że program 500+ jest najdroższą z możliwych dróg pozyskania płatników danin publiczno-prawnych . Po drodze mamy jeszcze koszt wykształcania, utrzymania przy zdrowiu oraz realną niepewność czy ta nasza "inwestycja" w tej N-tej RP pozostanie. Czyli przez 25 lat "inwestujemy" (PŁACIMY!!!!- 500+, żłobki, przedszkola, szkoły, uczelnie) z nadziejami i WIARĄ, że coś z tej "inwestycji" pozostanie w kraju . Jednocześnie odrzucamy program in vitro (udowodnione ponad 3000 urodzeń),przy stosunkowo małym nakładzie budżetu państwa. No ale obietnica programu 500+ była jedną z najprostszych dróg do głosów wyborczych
Paolo Monstro (6146 punktów)
>Prawo i Sprawiedliwość ma zamiar wypłacać pieniądze rodzinom mającym dzieci. Ma to być 500zł za
>każde drugie i kolejne dziecko oraz również za pierwsze dziecko dla rodzin najuboższych.
>Wolnorynkowcy krytykują takie rozwiązanie wskazując, że aby spełnić taką obietnice trzeba najpierw
>zabrać te pieniądze ludziom albo wygospodarować je z budżetu, zmniejszając ilość pieniędzy na inne
>cele. I to ich zdaniem jest nieefektywne, ponieważ aby rozdysponować oraz zebrać te pieniądze
>potrzeba urzędników, do tego dochodzą możliwości korupcji i oszustw.
>Ja do niedawna myślałem podobnie, ale moje myślenie w tej kwestii zmieniły słowa Beaty Szydło, która
>w expose powiedziała, że "dzieci to nie koszt, a inwestycja".
>Jeżeli taka zmiana ma kosztować 20 mld jak obliczył Ryszard Petru, a marnotrawstwo które przyniesie
>to będzie np. 10% czyli 2 mld zł, to przecież może się okazać, że zyski z wzrastającej liczby
>urodzeń mogą być dla gospodarki dalece większe i zresztą nie tylko dla niej.
>Jednym podejściem, które mogłoby rozwiązać ten problem jest oszacowanie średniej wartości człowieka
>dla gospodarki i oszacowanie wzrostu narodzin.
>Jak Wy to widzicie? Z góry dziękuje za wyjaśnienia.

Z punktu widzenia gospodarki inwestycją jest człowiek, który tą gospodarkę potem wspiera. Polska faktycznie zbliża się do katastrofy demograficznej.
Pytanie tylko czy 500PLN na dziecko poprawi demografię? I jeśli nawet spowoduje to większą skłonność do rodzenia 2go dziecka to pytanie czy to dziecko, po zainkasowaniu tych dodatków i uzyskaniu edukacji na koszt podatników nie wyjedzie z RP i nie 'zainwestujemy' w UK.
Uważam, że "dodatek rodzinny" w Polsce jest żartem i mogę zrozumieć dopłatę na dziecko jednak problem demografii powinien być zaatakowany kompleksowo. Trzeba sprawdzić dlaczego ludzie wyjeżdżają, dlaczego nie chcą wracać, dlaczego nie rodzą tylu dzieci co za granicą. Mając taką wiedzę należy dostosować rozwiązanie do realiów i możliwości państwa. Wiele osób wyjeżdża z Polski z powodu niedziałającej służby zdrowia, zacofania kraju i zastępczych tematów religijnych - ich 500PLN nie zatrzyma.

Oceniłbym sensowność tych 500PLN gdybym widział, że decydenci podjęli taką analizę sytuacji. Niestety widzę tylko "wiarę" i to u niewiarygodnych ludzi więc jestem sceptyczny ale pożyjemy zobaczymy - może będziemy mieli szczęście i to zadziała?

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365