 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-09-2016 18:50 | VonM (709 punktów) | Wiara bez religii
-1 na 1 | Mam nieodparte wrażenie, że coraz więcej osób odrzuca religię katolicką, jednak nie do końca pozbywa się wiary w byty nadprzyrodzone. Jest to w pewnym sensie skutek mylenia antyklerykalizmu z ateizmem, niemniej takich osób jest coraz więcej. Generalnie zasada, że nie utożsamiają się z katolicyzmem, jednak z czystego wygodnictwa pozostawiają sobie "furtkę wiary" na cięższe czasy. Jaka w Polsce jest skala owego pozornego ateizmu? I jak będzie się rozwijało to podejście? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| schlawiner (400 punktów) | >Jaka w Polsce jest skala owego pozornego ateizmu? I jak będzie się rozwijało to podejście? O co ci chodzi? Czy w twoim odczuciu inne "wiary", w tym pozastandardowe, są gorsze od katolicyzmu? Już tu taki jest, co utożsamia religię z katolicyzmem a ten ze zbiorem poglądów "sióstr" kuchennych i poniżej.
|
|
| Rafał Poniecki (7132 punktów) | > >Mam nieodparte wrażenie, że coraz więcej osób odrzuca religię katolicką, jednak nie do końcapozbywa się wiary w byty nadprzyrodzone.<< Pierwszym bytem, którego należy posłać do odbytu, lub niebytu, jest tzw. dusza. Jak już się jej pozbędziemy, co przy dzisiejszej wiedzy nie powinno nastręczać trudności, to wszelkie inne byty automatycznie stają się tak potrzebne jak psu drugi ogon. No i po sprawie. Znika i religia i wiara. Chyba że zaczniemy wierzyć, że jak Bolek możemy wygrywać w toto-lotka.
|
|
 | | ZaKotem (8733 punktów) |
>Pierwszym bytem, którego należy posłać do odbytu, lub niebytu, jest tzw. dusza.
Psychiatrii też się pozbędziemy?
|
|
|  | Šemū' el Lönneberg (1919 punktów) (zablokowany) | >>Pierwszym bytem, którego należy posłać do odbytu, lub niebytu, jest tzw. dusza. >Psychiatrii też się pozbędziemy? Psychiatria jest potrzebna bo przecież trzeba przepisywać leki chorym na urojenia i odizolowywać jednostki nieprzystosowane do życia w społeczeństwie. Natomiast próby wyeliminowania psychologi (nauki o duszy) są podejmowane od jakiegoś czasu i jak na razie nic nie zapowiada, aby psychologia zniknęła. Jest wręcz przeciwnie.
|
|
| |  | 3 na 3 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | >>Natomiast próby wyeliminowania psychologi (nauki o duszy) są podejmowane od jakiegoś czasu i jak na razie nic nie zapowiada, aby psychologia zniknęła. Jest wręcz przeciwnie.<<
Elementy psychologii należało by wprowadzić do szkół. Najlepiej w miejsce religii.
|
|
7 na 7 | PerverserPerser (579 punktów) | >Mam nieodparte wrażenie, że coraz więcej osób odrzuca religię katolicką, jednak nie do końca pozbywa się wiary w byty nadprzyrodzone.< Jest to znany od wielu lat proces występujący w Europie Zach. nad którym bardzo ubolewał Ratzinger. Do młodzieży w Madrycie apelował że "droga do boga wiedzie przez Kościół Katolicki". Pisano na ten temat też sporo artykułów prasowych mówiąc że wierni tworzą sobie swojego prywatnego boga. Nawet wśród wiernych którzy utrzymują kontakt z Kościołem, nie ma dwóch osób których wyobrażenie boga jest identyczne. >Jest to w pewnym sensie skutek mylenia antyklerykalizmu z ateizmem, niemniej takich osób jest coraz więcej.< To nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek pomyłką, nie ma nic wspólnego z antyklerykalizmem ani z ateizmem. Są to osoby które mają potrzebę wiary ale dogmaty religijne nawet dla nich są zbyt durnowate. >Generalnie zasada, że nie utożsamiają się z katolicyzmem, jednak z czystego wygodnictwa pozostawiają sobie "furtkę wiary" na cięższe czasy.< Konfabulujesz. Wygodnictwem byłoby uwolnić się od myślenia i ślepo przyjmować co się im poda na tacy. >Jaka w Polsce jest skala owego pozornego ateizmu? I jak będzie się rozwijało to podejście?< To nie jest żaden ateizm, poza tym czym miałby być pozorny ateizm? To jest normalny proces który wiedzie do sekularyzacji społeczeństwa. Dlaczego społeczeństwo polskie nie ma podlegać procesom które zachodziły w Europie Zach.?
Wierzyć jest łatwiej niż wiedzieć.
|
|
2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | Wiara daje konkretne korzyści, pomimo obruszenia "ortodoksyjnych" ateistów. Żeby nie było też jestem ateista.... Wspomaga procesy leczenia, pozwala sobie radzić z problemami współczesności. Tak, zaraz się odezwą głosy wymagające wyników badań. Były robione takie badania. Można sprawdzić. Istota problemu się sprowadza w co wierzymy? Nadprzyrodzoną istotę? Siłę umysłu? Czy to jakaś różnica? Nie lekceważył bym wiary...
|
|
 | 3 na 3 | farmer (22440 punktów) | >Wiara daje konkretne korzyści, pomimo obruszenia "ortodoksyjnych" ateistów. Żeby nie było też jestem ateista.... Wspomaga procesy leczenia, pozwala sobie radzić z problemami współczesności.
Człowiek jest zwyczajnie zdrowszy gdy wie czego chce. To całe gonienie króliczka, mieć ciastko czy je zjeść, kryzysy wieku itd.
Cele głównie krótkoterminowe na które idzie najwięcej energii, długoterminowe zazwyczaj..."osiołkowi w żłobie dano" a lata lecą..... Okazuje się że sufit jest twardszy do przebicia.
|
|
|  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | > Okazuje się że sufit jest twardszy do przebicia.Doceniam poczucie humoru
|
|
 | 3 na 3 olson (9993 punktów) (zablokowany) | Taka wiara to placebo, narkotyk czyniący z człowieka prymitywną małpę. Co z tego, że ktoś taki czuje się lepiej? Trzeba wtedy zrobić wszystko żeby się tak nie czuł, bo na to nie zasługuje dopóki wierzy czyli się okłamuje.
|
|
|  | | finerbijk (17282 punktów) | >Taka wiara to placebo, narkotyk czyniący z człowieka prymitywną małpę. Co z tego, że ktoś taki czuje się lepiej? Trzeba wtedy zrobić wszystko żeby się tak nie czuł, bo na to nie zasługuje dopóki wierzy czyli się okłamuje. Placebo, nie placebo, ważne że działa. Lepiej wierzyć nawet się okłamując, niż bez wiary do dupy. Jak coś jest skuteczne to jest rzeczywiście.
|
|
| |  | 3 na 3 | tarkos (10757 punktów) | > Lepiej wierzyć nawet się okłamując Czy w ten sposób nie konstytuujemy wszelkiego oszustwa (byleby było "szczere")? >
|
|
| | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >Czy w ten sposób nie konstytuujemy wszelkiego oszustwa (byleby było "szczere")? Jeśli ktoś chce się oszukiwać na prywatny użytek, nikomu nie szkodzi a sobie pomaga, to dla mnie jest to całkiem dopuszczalne. Jak ktoś wybierze czerwoną pigułkę, to też jego sprawa i konsekwencje.
|
|
| |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Placebo, nie placebo, ważne że działa. Lepiej wierzyć nawet się okłamując, niż bez wiary do dupy. Jak coś jest skuteczne to jest rzeczywiście.
Nie, lepiej nie żyć niż się tak okłamywać i okłamywać innych, a wielu to szkodzi, więc niszczenie innych dla zaaplikowania sobie placebo jest kiepskim pomysłem, zasługującym na pogardę.
|
|
| | |  | | finerbijk (17282 punktów) | > Nie, lepiej nie żyć niż się tak okłamywać i okłamywać innych, a wielu to szkodzi, więc niszczenie innych dla zaaplikowania sobie placebo jest kiepskim pomysłem, zasługującym na pogardę.A niby komu szkodzi placebo? Jeśli jest aplikowane na własny koszt nikomu. Jeśli na czyiś to inna sprawa. I (prawie) zawsze lepiej żyć niż nie żyć. Za prawdę niewielu chciało umierać, za wiarę przeciwnie - fakt historyczny!
|
|
| | | |  | 2 na 2 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > A niby komu szkodzi placebo? Jeśli jest aplikowane na własny koszt nikomu. Jeśli na czyiś to inna sprawa.Bo potem taka osoba zaraża inne, a to może bardzo szkodzić. I nie ma tu mowy, że jak ktoś jest inteligentny to się temu oprze. Po pierwsze ktoś inteligentny może przez to odciąć się od więzi rodzinnych, może mu przeszkadzać ten fałsz "bliskich". Po drugie emocje mogą iść osobnym torem do logiki i tak było u mnie przez długi czas. Potem to pękło w momencie kulminacyjnym i nastąpiło coś co nazwałbym przebudzeniem. A wiara broniła się bardzo wysublimowanymi metodami. Logiczne negacje tylko zmieniały hipotezy, do których umysł podchodził przeczuciem "jest jakaś prawda, a ja nie wiem jaka" i następnie "skąd wiadomo, że nie taka?" i nawet najbardziej absurdalne pomysły powodują wtedy ból. Oczywiście żeby tak się stało potrzebne są dodatkowe okoliczności, silny stres zaburzający logiczne myślenie, ale to się może każdemu zdarzyć. > I (prawie) zawsze lepiej żyć niż nie żyć. Za prawdę niewielu chciało umierać, za wiarę przeciwnie - fakt historyczny!  Nieprawda, że lepiej żyć. Niby po co? Nie z własnej woli się tu pojawiliśmy i jesteśmy zmuszeni żyć lub się zabić, co nie jest też takie proste. Za wiarę umierały ofiary manipulacji.
|
|
| | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >Oczywiście żeby tak się stało potrzebne są dodatkowe okoliczności, silny stres zaburzający logiczne myślenie, ale to się może każdemu zdarzyć. Kombinujesz...
>Nieprawda, że lepiej żyć. Niby po co? Z wielu wzgledów, pierwszy który mi przychodzi do głowy, że po życiu nie ma seksu. Jak masz lepszy, gorszy, się pochwal... Tak nie mam orgazmu, na równia Eisteina, tak mam orgazm na cycatą blondynę, jestem prymitywem?
|
|
| | | | | |  | | Pan Leming (674 punktów) | > po życiu nie ma seksu.Zawsze można wierzyć że jest. Niebo jako wieczna orgia. Ciekawe że ludzie mimo obiecywania sobie rajów po śmierci jakoś zawsze znajdują powód dla którego nie mogą się tam zabrać od razu. www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157
|
|
| | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Oczywiście żeby tak się stało potrzebne są dodatkowe okoliczności, silny stres zaburzający logiczne myślenie, ale to się może każdemu zdarzyć.> Kombinujesz...gesgslkghkews Tyle samo warte stwierdzenie co "kombinujesz"  Tak to właśnie wygląda gdy ktoś został wychowany w religijnym społeczeństwie i było mu to wmawiane od dziecka, a nie wierzy. Normalnie umysł wypycha to gdzieś poza świadomość, ale pod wpływem różnych czynników, np głodówki, pewnych substancji, silnego długotrwałego stresu może to wyjść na pierwszy plan. Emocje mogą wtedy być silniejsze od mocy logicznej negacji. > >Nieprawda, że lepiej żyć. Niby po co?> Z wielu wzgledów, pierwszy który mi przychodzi do głowy, że po życiu nie ma seksu. Jak masz lepszy, gorszy, się pochwal...> Tak nie mam orgazmu, na równia Eisteina, tak mam orgazm na cycatą blondynę, jestem prymitywem?> Seks jest tylko jedną ze zniewalających potrzeb, taką przez którą nie ma miłości.
|
|
| | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | > Tyle samo warte stwierdzenie co "kombinujesz"  Może podobne, ok  > Tak to właśnie wygląda gdy ktoś został wychowany w religijnym społeczeństwie i było mu to wmawiane od dziecka, a nie wierzy. Normalnie umysł wypycha to gdzieś poza świadomość, ale pod >wpływem różnych czynników, np głodówki, pewnych substancji, silnego długotrwałego stresu może to wyjść na pierwszy plan. Emocje mogą wtedy być silniejsze od mocy logicznej negacji.Wychowałem się w rodzinie formalnie katolickiej, jak większość tutaj. Nie miałem problemu nigdy z ateizmem, jak większość tutaj? Mam zaprzeczać realnym dowodom, że wiara daje korzyści, jak większość tutaj? Pomimo faktom? Bo jestem ateista? > Seks jest tylko jedną ze zniewalających potrzeb, taką przez którą nie ma miłości.Nie wiem co przez to rozumiesz, i może nie chcę wiedzieć. I bez obrazy.
|
|
| | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Wychowałem się w rodzinie formalnie katolickiej, jak większość tutaj. Nie miałem problemu nigdy z ateizmem, jak większość tutaj? Mam zaprzeczać realnym dowodom, że wiara daje korzyści, jak większość tutaj? Pomimo faktom? Bo jestem ateista?
I czym są te "korzyści"? Części ludzi wiara pomaga, a części szkodzi. Pomaga zakłamanym ludziom, a szkodzi wrażliwym. Ci zakłamani przyjmują odgórne idee, żyją bez dążenia do prawdy, ale przeważnie kłamią, że niby robią inaczej. Nie liczy się dla nich drugi człowiek, tylko idea. Żyją w oderwaniu od rzeczywistości, która jako taka jest bolesna i raczej negatywna. Nie analizują i nie myślą, tylko szukają racjonalizacji dla gotowych z góry dogmatów. Czy można ich nazwać ludźmi, czy to może małpy w ludzkich ciałach?
>>Seks jest tylko jedną ze zniewalających potrzeb, taką przez którą nie ma miłości. >Nie wiem co przez to rozumiesz, i może nie chcę wiedzieć. I bez obrazy.
No ale i tak powiem, bo to oczywiste. Jeśli szukasz partnerki, z którą chcesz uprawiać seks i poczujesz zakochanie, to powstanie stan neuroprzekaźników, który nazwiesz "miłością". Jest to racjonalizacja popędu. Jeśli znajdziesz partnerkę, którą pokochasz, ale będzie tak szpetna, że nie pójdziesz z nią do łóżka, to będzie to miłość. Ale wtedy nie będzie miłości, bo nie pójdziesz z nią do łóżka.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | >I czym są te "korzyści"? Części ludzi wiara pomaga, a części szkodzi. Pomaga zakłamanym ludziom, a szkodzi wrażliwym. Ci zakłamani przyjmują odgórne idee, żyją bez dążenia do prawdy, ale przeważnie kłamią, że niby robią inaczej. Nie liczy się dla nich drugi człowiek, tylko idea. Żyją w oderwaniu od rzeczywistości, która jako taka jest bolesna i raczej negatywna. Problem w sposobie postrzegania rzeczywistości, inaczej świata. Jeśli ktoś ją ocenia jako bolesną i negatywną, to taka niewątpliwie dla niego będzie. W tym korzyść z wiary, że można kształtować swoje otoczenie zgodnie ze swoimi oczekiwaniami. Oczywiście, nie zawsze i nie do końca, ale jest coś na czym można się oprzeć. Świat jest w gruncie rzeczy takim, jakim go postrzegamy, w tym sensie piszę o wierze. I nie chodzi tu o wiarę polegającą na wyciąganiu kasy od naiwnych, tym się brzydzę, ale o wiarę, że można coś w swoim życiu zmienić.
>No ale i tak powiem, bo to oczywiste. Jeśli szukasz partnerki, z którą chcesz uprawiać seks i poczujesz zakochanie, to powstanie stan neuroprzekaźników, który nazwiesz "miłością". Jest to racjonalizacja popędu. Jeśli znajdziesz partnerkę, którą pokochasz, ale będzie tak szpetna, że nie pójdziesz z nią do łóżka, to będzie to miłość. Ale wtedy nie będzie miłości, bo nie pójdziesz z nią do łóżka. Nie oddzielam tak bardzo sfer ciała i ducha. Jeśli pokochasz kogoś to nie będzie nigdy szpetna. Będzie pociągająca i najpiękniejsza mimo możliwych jakichś tam braków fizycznych, może nie pasować do modelu top modelki, nie ma to żadnego znaczenia, będzie twoja.
|
|
| | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Problem w sposobie postrzegania rzeczywistości, inaczej świata. Jeśli ktoś ją ocenia jako bolesną i negatywną, to taka niewątpliwie dla niego będzie. W tym korzyść z wiary, że można kształtować swoje otoczenie zgodnie ze swoimi oczekiwaniami. Oczywiście, nie zawsze i nie do końca, ale jest coś na czym można się oprzeć. Świat jest w gruncie rzeczy takim, jakim go postrzegamy, w tym sensie piszę o wierze. I nie chodzi tu o wiarę polegającą na wyciąganiu kasy od naiwnych, tym się brzydzę, ale o wiarę, że można coś w swoim życiu zmienić.
Ano właśnie nie. Można zmienić jeśli myśli się przyczynowo skutkowymi ciągami. Czasem jednak się nie da, a postrzeganie świata powinno opierać się na obserwacjach i logice, a nie na emocjonalnym bełkocie i myśleniu życzeniowym, które zamyka ludzi w iluzji własnych przekonań. Wiara to przeciwieństwo uczciwości intelektualnej. Zastałem sytuację jaką zastałem, nic nie można realnie zmienić, ale wierzący i tak powiedzą, że Bóg jest dobry, pozbędą się empatii i będą wciskać swoje pseudo moralizatorskie rady, które nie przystają do sytuacji i z łatwością obraca się je przeciwko nim.
>Nie oddzielam tak bardzo sfer ciała i ducha. Jeśli pokochasz kogoś to nie będzie nigdy szpetna. Będzie pociągająca i najpiękniejsza mimo możliwych jakichś tam braków fizycznych, może nie pasować do modelu top modelki, nie ma to żadnego znaczenia, będzie twoja. >
Pokochasz bo będzie się podobać. Będzie pociągająca jeśli pokrywa się z Twoim apriorycznym upodobaniem.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Ewok (0 punktów) | Olson tak pojadę z grubej rury..... czytając Twoje wypowiedzi w tym temacie zauważam objawy potęgującej się depresji. Może powinieneś rozważyć konsultację ze specjalistą??? Kolega miał podobny ja Ty obraz rzeczywistości i podejście do życia ale psychiatra i antydepresanty, i obecna dalsza terapia przynoszą pozytywne rezultaty..... pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Depresja mi przeszła w momencie gdy ponad wszelką wątpliwość zorientowałem się, że nie mam szansy na szczęście, więc cierpienie w tej sytuacji straciło prawo bytu i pojawia się tylko czasem na chwilę, ale można to kontrolować i czuć totalny luz.
Ci pseudo specjaliści tylko potęgowali zły stan, a jedyną przyjemność jaką miałem ze spotkań z nimi była taka, że gdy widziałem ich zakłamanie, przyjemnie się ich masakrowało słownie i udowadniało, że nie są w stanie pomóc, a kłamią żeby wyciągnąć kasę.
|
|
 | | Rafał Poniecki (7132 punktów) | >>Wiara daje konkretne korzyści, .... Wspomaga procesy leczenia, pozwala sobie radzić z problemami współczesności. <<
Czyli odmiana znachorstwa. Ale widać, że niektórzy wolą znachorów od lekarzy, chociaż wygląda na to, że ubywa ich. Nawet w Polsce.
|
|
|  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | > >Wiara daje konkretne korzyści, .... Wspomaga procesy leczenia, pozwala sobie radzić z problemami współczesności.> Czyli odmiana znachorstwa.Niekoniecznie, można samemu się wyleczyć pozytywnym myśleniem. > Ale widać, że niektórzy wolą znachorów od lekarzy, chociaż wygląda na to, że ubywa ich. Nawet w Polsce.Trudno wyjaśnić jak to działa, moja babcia odczyniała różę u ludzi, którym lekarze nie potrafili pomóc. ciekawostk(*)pot.com/2012/02/szeptuchy.htmlDuch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
|  | | farmer (22440 punktów) | >>>Wiara daje konkretne korzyści, .... Wspomaga procesy leczenia, pozwala sobie radzić z problemami współczesności. << >Czyli odmiana znachorstwa. Ale widać, że niektórzy wolą znachorów od lekarzy, chociaż wygląda na to, że ubywa ich. Nawet w Polsce. >
Nie, to raczej asertywność dzięki której masz siłę odwiedzić z 5-6 lekarzy bo może któryś wyda dobrą diagnozę i nie jest to jakiś ewenement.
|
|
| |  | 1 na 1 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | >>Nie, to raczej asertywność dzięki której masz siłę odwiedzić z 5-6 lekarzy bo może któryś wyda dobrą diagnozę i nie jest to jakiś ewenement.<<
I to jest ta wiara bez religii. Wierzymy, że jakoś sobie damy radę. Taka wiara nastawia optymistycznie, a w konsekwencji może prowadzić do korzystnych zmian biochemicznych w organizmie. Zresztą pewnie wiara w to, że Święta Panienka pomoże, może mieć podobny efekt, choćby tylko czasowy.
|
|
 | 2 na 2 | Pan Leming (674 punktów) | > Czy to jakaś różnica?Różnica zaczyna się wtedy, gdy ktoś w imię wiary próbuje zniewolić tych, którzy tej wiary nie podzielają. Poza taką sytuacją to nie wtrącam się w czyjeś placebo. Jak ktoś wierzy że "pozytywne myślenie wydłuża przyrodzenie" to ok póki mi tego nie próbuje wtykać. www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157
|
|
3 na 3 | ZaKotem (8733 punktów) | Dlaczego "pozornego ateizmu"? Czy tacy ludzie nazywają się ateistami? Są po prostu bezwyznaniowi. To zjawisko raczej będzie się rozprzestrzeniać, bo kościoły w erze internetów nie są już ludziom tak bardzo potrzebne w celach towarzyskich, ale wielu ludzi czuje potrzebę wiary w jakieś ponadnaturalne byty i zjawiska. Tradycyjne religie nie są juz w stanie utrzymać monopolu na takie sprawy.
|
|
4 na 4 W.R. (3003 punktów) (zablokowany) | > Mam nieodparte wrażenie, że coraz więcej osób odrzuca religię katolicką, jednak nie do końca> pozbywa się wiary w byty nadprzyrodzone. Jest to w pewnym sensie skutek mylenia antyklerykalizmu z> ateizmem, niemniej takich osób jest coraz więcej. Generalnie zasada, że nie utożsamiają się z> katolicyzmem, jednak z czystego wygodnictwa pozostawiają sobie "furtkę wiary" na cięższe czasy. Jaka> w Polsce jest skala owego pozornego ateizmu? I jak będzie się rozwijało to podejście?Ale co przestają być katolikami a stają się kim muzułmanami, hinduistami, buddystami, wyznają coś z new age. To co przechodząc z katolicyzmu na inną religię nie stajesz się ateistą. Po prostu przestajesz być katolikiem. Także o jakim ateizmie tu mówisz. Mogę za to pogadać o skali pozornego chrześcijaństwa www.polity(*)5,1,religijnosc-po-polsku.readOkazuje się, że 66% procent wierzy w horoskopy, 56% wierzy w piekło, 62% wierzą sobie w zmartwychwstanie. Okazuje się, więc że skala pozornego chrześcijaństwa jest naprawdę duża. Więc może tym się zajmij.
|
|
1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | To skutek fatalnego wychowania, braku edukacji filozoficznej w podstawówce, co powinno się pojawić w miejsce religii.
Gdy człowiek jest inteligentny, a nie ma odpowiednich informacji i widzi jak ludzie wokół wierzą, to jest to dla niego czymś normalnym. Może spróbować przeanalizować te wierzenia i dojść do wniosku, że nie ma jak tego odrzucić. Są różni spryciarze, mentaliści potrafiący tworzyć teorie, które dają pokrywanie się z obserwacjami, a w grę wchodzą emocje, które zasłaniają logikę. Intuicja zostaje więc zaprogramowana, a potem mówi się "ufaj swojej intuicji i emocjom" i tu logiczne jest przyjęcie jej z całym inwentarzem, bo bez tego ciężko zracjonalizować sobie inne pozytywne emocje, bez których posługiwanie się samą logiką nie ma sensu.
Gdy drąży się temat z ludźmi, to przeważnie padają stwierdzenia, że to kwestia wiary, więc o tym się nie dyskutuje, czy coś w tym stylu. Gdy nie wyznaje się takich wierzeń, to wierzący próbują wmówić człowiekowi, że jest zły, że wcale nie jest inteligentny bo nie można udowodnić, że nie jest tak jak twierdzi wierzący (argumentum ad ignorantiam).
Dlatego ludzie wierzący to niemoralni oszuści, albo ich ofiary. Tym drugim należy tłumaczyć zamiast śmiać się i zbywać, a tych pierwszych należy masakrować mentalnie i moralnie, udowadniać im sprzeczności żeby dotarło do nich, że bredzą i nie mają jak obronić swoich przekonań.
Społeczeństwo jest chore, a psycholodzy nie leczą źródła choroby, tylko dają placebo, albo pogarszają sytuację. Lek jest bardzo prosty i pewnie dlatego zbyt wielu grupom zależy na tym żeby ludzie nie mieli do niego dostępu.
Trzeba kierować się rozumem, a nie intuicją, a rozum polega głównie na negacji. Prawidłowo przeprowadzona negacja prowadzi do ateizmu i nihilizmu, a to prowadzi do bycia sobą, tzn wykształcenia się lub ponownego odkrycia własnych wartości.
|
|
 | -1 na 3 handzlik (491 punktów) (zablokowany) | >Prawidłowo przeprowadzona negacja prowadzi do ateizmu i nihilizmu, a to prowadzi do bycia sobą, tzn wykształcenia się lub ponownego odkrycia własnych wartości.
szczerze mi ciężko zrozumieć definicje ateizmu, bo ona sama zakłada istnienie Boga. Bez faktu istnienia Boga nie było by ateizmu. przecież.
po prostu nie było by takiego pojęcia.
|
|
|  | 3 na 3 olson (9993 punktów) (zablokowany) | Co Ty bredzisz?
Definicja ateizmu zakłada nieistnienie Boga, czyli innymi słowy idea wiary w Boga wg ateizmu nie pokrywa się z rzeczywistością. I takie podejście jest logicznie słuszne, bo gdyby istniał Bóg, o którym nie możemy nic wiedzieć, więc można najwyżej wierzyć, to żaden człowiek nie ma prawa powiedzieć "Bóg istnieje" i nie skłamać. Wynika z tego ateizm, a każdy kto nie jest ateistą to zwykły kretyn i kłamca lub ewentualnie przejściowa ofiara prania mózgu.
|
|
| |  | -1 na 1 handzlik (491 punktów) (zablokowany) |
>Definicja ateizmu zakłada nieistnienie Boga.
wychodząc z założenia, że Boga nie ma, to również nie ma ateizmu. Gdyż ten zakłada Jego nieistnienie.
|
|
| | |  | 7 na 7 | ZaKotem (8733 punktów) |
>wychodząc z założenia, że Boga nie ma, to również nie ma ateizmu. Gdyż ten zakłada Jego nieistnienie.
Wychodząc z założenia, że Boga nie ma, to jest tylko ateizm. Nieważne, czy jest Bóg. Ważne, że jedni ludzie w niego wierzą, a inni nie, więc wypada mieć słowa określające jednych i drugich. Jak ktoś na podstawie istniejących w języku słów rostrzyga o istnieniu lub nieistnieniu Boga, to jest zwykłym wariatem.
|
|
| | | |  | W.R. (3003 punktów) (zablokowany) | |
|
| | | | |  | -1 na 1 handzlik (491 punktów) (zablokowany) | >No w przypadku handzlika trafiłeś w punkt to wariat.
gorsze niż straszenie dziadkiem z wehrmachtu...
|
|
| |  | | Jużnieborek (579 punktów) | |
|
| |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Co Ty bredzisz? >Definicja ateizmu zakłada nieistnienie Boga, czyli innymi słowy idea wiary w Boga wg ateizmu nie pokrywa się z rzeczywistością. I takie podejście jest logicznie słuszne, bo gdyby istniał Bóg, o którym nie możemy nic wiedzieć, więc można najwyżej wierzyć, to żaden człowiek nie ma prawa powiedzieć "Bóg istnieje" i nie skłamać. Wynika z tego ateizm, a każdy kto nie jest ateistą to zwykły kretyn i kłamca lub ewentualnie przejściowa ofiara prania mózgu.
W cale nie bredzi, zależy jak to rozumieć.
Gdyby nie istniał Bóg realnie lub gdyby nie istniała idea boga, nie byłoby ateizmu. W ogóle takiego pojęcia by nie było, nie istniałoby.
|
|
| | |  | 4 na 4 | ZaKotem (8733 punktów) |
>W cale nie bredzi, zależy jak to rozumieć. >Gdyby nie istniał Bóg realnie lub gdyby nie istniała idea boga, nie byłoby ateizmu. W ogóle takiego pojęcia by nie było, nie istniałoby. > A to owszem, ale chyba widzisz różnicę między ideą Boga a Bogiem samym. A on nie. Każdy ma w umyśle ideę Boga, tak samo jak diabłów, kosmitów, smoków, elfów i innych obiektów, których prawdopodobnie jednak nie ma.
|
|
| | | |  | | farmer (22440 punktów) | > Każdy ma w umyśle ideę Boga, tak samo jak diabłów, kosmitów, smoków, elfów i innych obiektów, których prawdopodobnie jednak nie ma.
No nie....to personifikacja personifikacji. Jeśli "produkt" dotrze do kultury masowej np. jak Harry Potter to czy jest on lepszy od tego że ja powiem Ci że na rubieżach kosmosu są LATAJĄCE KROWY (tu mrugnięcie do jednego pana) które dają życiodajne mleko...Drodze Mlecznej?
JA nie posiadam idei boga ale widziałem obrazy w kościele. Ja nie posiadam idei elfów ale widziałem "ich" choćby w The Lord of the Rings. Czy to znaczy że ich "idea" opisu zrobiona przez Tolkiena choćby jest lepsza od mojej że nie mają sterczących uszy tylko kwadratowe koła od taczek? Z czego to będzie wynikać z prawdopodobieństwa? Czy z boxoffice i top 48 filmów?
NIC absolutnie dziś nie stanowi o tym bym miał coś na IDEĘ boga prócz wyobrażeń innych ludzi. Więc to nie jest moja idea tylko innych.
|
|
| | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>W cale nie bredzi, zależy jak to rozumieć. >>Gdyby nie istniał Bóg realnie lub gdyby nie istniała idea boga, nie byłoby ateizmu. W ogóle takiego pojęcia by nie było, nie istniałoby. >> >A to owszem, ale chyba widzisz różnicę między ideą Boga a Bogiem samym. A on nie. Każdy ma w umyśle ideę Boga, tak samo jak diabłów, kosmitów, smoków, elfów i innych obiektów, których prawdopodobnie jednak nie ma.
Co nie zmienia faktu, iż nie byłoby ateizmu, nawet bez idei boga.
|
|
|  | 7 na 7 | TyDraniu (6569 punktów) | >Bez faktu istnienia Boga nie było by ateizmu. przecież. >po prostu nie było by takiego pojęcia.
Dokładnie tak, jak bez istnienia krasnoludków nie byłoby akrasnoludkizmu.
|
|
|  | 1 na 1 | romaro (25211 punktów) | >Bez faktu istnienia Boga nie było by ateizmu. przecież. >po prostu nie było by takiego pojęcia. Poniekąd tak, jednak nieco inaczej to wygląda niż Tobie się wydaje. Dość marna twa wiedza. Określenie to było przypisywane każdemu, kogo uznano za wierzącego w fałszywych bogów, nie wierzącego w bogów lub wyznającego doktryny wchodzące w konflikt z ówczesnymi religiami, inaczej pogan. Wraz z upowszechnianiem się wolnomyślicielstwa, sceptycyzmu i późniejszego wzrostu krytyki religii, stosowanie tego określenia zawężało zasięg. Pierwotnie słowo ateizm nie oznaczał brak wiary w bogów. Jak więc widzisz, my Słowianie nie wszyscy jesteśmy, ale nasi praprzodkowie, wszyscy byli ateistami i ateistkami.
|
|
| Jużnieborek (579 punktów) | >Mam nieodparte wrażenie, że coraz więcej osób odrzuca religię katolicką, jednak nie do końca >pozbywa się wiary w byty nadprzyrodzone. Jest to w pewnym sensie skutek mylenia antyklerykalizmu z >ateizmem, niemniej takich osób jest coraz więcej. Generalnie zasada, że nie utożsamiają się z >katolicyzmem, jednak z czystego wygodnictwa pozostawiają sobie "furtkę wiary" na cięższe czasy. Jaka >w Polsce jest skala owego pozornego ateizmu? I jak będzie się rozwijało to podejście?
Pomieszanie z poplątaniem. Wiara to jedno a religia katolicka jako doktryna, kult i organizacja to drugie, jak długo będziesz mieszał te dwa pojęcia (jak robi to większość tzw. wojujących ateistów), tak długo będą wychodziły z Twoich przemyśleń takie nielogiczne dyrdymały.
|
|
| Brzostowski (7067 punktów) | >Mam nieodparte wrażenie, że coraz więcej osób odrzuca religię katolicką, jednak nie do końca pozbywa się wiary w byty nadprzyrodzone. Twoje spostrzeżenie jest błędne. Większość badań w Polsce wskazuje na to, że zdecydowana większość ludzi wierzy w boga i są wyznania katolickiego. To przewaga przytłaczająca.
Oczywiście, wielu antyklerykałów wybiera sobie z badań wyniki odpowiedzi na pojedyncze pytania, aby gdzieś znaleźć pociechę dla siebie i łudzić się, że już, już ... coraz więcej ateistów. Są faktycznie drobne ruchy w wynikach, ale żadnej pociechy dla antyklerykałów. Przyczyny bowiem rzadszego uczestnictwa w nabożeństwach, nie wynikają głównie z braku wiary, tylko z tempa życia i szerszej oferty otazcajęcego świata, a także pewnych błędów KK w Polsce.
A są też badania poakzujące, że młodzi wracają pod skrzydła KK.
>Jest to w pewnym sensie skutek mylenia antyklerykalizmu z ateizmem, niemniej takich osób jest coraz więcej. To bardzo trafne spostrzeżenie, zjawisko dotyczy głównie "młodych" ateistów. Otóż wielu ludzi wkurzają pewne dogmaty, stanowisko KK w wielu sprawach, sprawy finsnowe księży, nagłaśniane afery z księżmi, itd... Powstaje pewna niechęć do KK, a za nią niechęć do religii i wiary w boga.
Ludzie jednak dojrzewają, uświadamiają sobie, że ksiądz też człowiek, im są starsi tym więcej rozumieja z życia, a wartości chrześcjańskie są im bliskie. I okazuje się że faktycznie wierzą w boga.
Okres mylenia antyklerykalizmu z ateizmem mija z czasem, co więcej pozostają oni w wielu sprawach krytyczni wobec KK, ale w boga wierzą.
>Generalnie zasada, że nie utożsamiają się z katolicyzmem, jednak z czystego wygodnictwa pozostawiają sobie "furtkę wiary" na cięższe czasy.
Każdy katolik, to inna wiedza o religii, inna religia w szczegółach, jednak istota katolicyzmu pozostaje bez zmian u prawie wszystkich: wiara w życie wieczne, miłść bliźniego, itd...
>Jaka w Polsce jest skala owego pozornego ateizmu? I jak będzie się rozwijało to podejście?
Tak jak pisałem, skala nieduża i dla katolicyzmu zupełnie niegroźna.
|
|
| piotr35 (1843 punktów) | >Istota problemu się sprowadza w co wierzymy? Nadprzyrodzoną istotę? Siłę umysłu? Czy to jakaś różnica?
Olbrzymia. Tzw. siłę umysłu, czy tez efekt placebo da się wykazać doświadczalnie za pomocą tak zwanej podwójnie ślepej próby. Nasze myśli mogą np. sprawić, że zachorujemy lub wyzdrowiejemy, bez żadnego boga. Żadne próby nie są w stanie potwierdzić istnienia jakiegoś bóstwa, czy nadprzyrodzonej istoty. To tylko bajki, które powstały wtedy, gdy pierwszy naiwniak spotkał pierwszego oszusta.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|