Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ile naprawdę kosztuje nas tani chiński kredyt?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
09-11-2016 07:17Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)
Ile naprawdę kosztuje nas tani chiński kredyt?
Ocena 2 na 2
Napływ zagranicznego kapitału i jego rosnące zaangażowanie nie zawsze muszą być rzeczą pożyteczną dla kraju i pożądaną z punktu widzenia dobrze pojętej racji stanu.

Na przykład, jeżeli kapitał w formie pożyczki zostaje przekazany rządowi za pośrednictwem międzynarodowej instytucji finansowej, zazwyczaj wiąże się z tym zobowiązanie kraju dłużnika do wykorzystania udostępnionych środków w określony sposób. Kraj dłużnik może też zostać zobowiązany do podjęcia ściśle określonych kroków w polityce wewnętrznej, na przykład - przeprowadzenia pewnych reform, co ma stanowić dodatkowy dowód jego dobrej woli. Czasami wymaga się, by dla uzyskania międzynarodowej pomocy finansowej, ubiegający się o nią kraj zharmonizował podejmowane inicjatywy własne z bieżącą polityką międzynarodową i szeroko obowiązującymi porozumieniami, sprostał jakimś obowiązującym w nim standardom, a w niektórych sprawach - wręcz poddał się obcej jurysdykcji. Podporządkowanie się tym wymogom okazuje się niekiedy rzeczywiście korzystne, ale nie jest to reguła obowiązująca powszechnie i bez żadnych wyjątków, na co głośno zwracają uwagę krytycy takich organizacji, jak Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Uzależnienie od napływu kapitału zagranicznego z jednego kierunku nieuchronnie pociąga za sobą skutki polityczne, na przykład w postaci nadmiernego mieszania się obcych potęg w wewnętrzne sprawy kraju w przypadku bankructwa czy nawet tylko przejściowych kłopotów finansowych. Najlepsze wyobrażenie o tym, do czego może to doprowadzić, powinno dać przywołanie w pamięci niedawnych wypadków greckich. Były one niemal bezpośrednim pokłosiem nadmiernego zaangażowania w Helladzie banków zagranicznych, głównie niemieckich i francuskich. W sytuacji kryzysowej wywołało to natychmiastowe przeniesienie sprawy na szczebel międzypaństwowy, jako że nowoczesna polityka w sposób nieuchronny staje się przedłużeniem (lub też projekcją) interesów gospodarczych, czym zresztą nie różni się zbytnio od polityki i z nieco dawniejszych czasów.

Krótkotrwały i silny napływ kapitału zagranicznego, po którym następuje równie szybki i zdecydowany jego odpływ, bywa elementem wielkich gier spekulacyjnych, przeprowadzanych przez wyspecjalizowanych w tym inwestorów-spekulantów. Zaburzają one równowagę finansową zaatakowanego kraju, co niesie za sobą dalsze niekorzystne konsekwencje gospodarcze.

Nie oznacza to jednak, że inwestycje zagraniczne związane z bardziej długofalowym zaangażowaniem nie niosą żadnego ryzyka. Owszem, inwestycje zagraniczne w strategiczne sektory gospodarki mogą przyczynić się do ich unowocześnienia i poprawy konkurencyjności, lecz może to również oznaczać, że kontrolę nad płynącymi z tego profitami z rąk ośrodków krajowych przejmą ośrodki zagraniczne i ponadnarodowe. Nadmierne zaangażowanie zagranicznego kapitału w jedną gałąź przemysłu, na przykład w przemysł wydobywczy, może skutkować zagrożeniem dla zrównoważonego rozwoju, gdy wszystko zostaje podporządkowane interesom wpływowych koncernów, a jakość życia ludności i potrzeby środowiska naturalnego muszą ustąpić zasadzie maksymalizacji zysków z niepowstrzymanej, rabunkowej eksploatacji zasobów. Otwarcie rynku na oścież przed zagranicznymi inwestorami może wywrzeć nadmierną presję na krajowych przedsiębiorców, nie dość innowacyjnych i konkurencyjnych, co może doprowadzić do ich upadku, jeżeli nie będą oni w stanie szybko dostosować się do nowych realiów. Zagraniczne banki często wyprowadzają zyski za granicę, zamiast reinwestować je w kraju, w którym zyski zostały wypracowane, a w przypadku trudności z płynnością w centrali, bez skrupułów drenują swoje oddziały i spółki-córki z krajów peryferyjnych. Zagraniczni inwestorzy działający obecnie w sektorze rolnym i rolno-spożywczym dążą raczej do przejmowania kontroli nad ziemią i wodą dla produkcji pasz i żywności na skalę masową w celu ich bezpośredniego eksportu, z praktycznym pominięciem rynku kraju, który jest odbiorcą takich inwestycji zagranicznych. Wynika to z niedoboru ziemi, przy jednoczesnym wysokim zapotrzebowaniu na pasze i żywność, którego nie są w stanie zaspokoić producenci rolni z ojczyzny inwestora. Zdarza się, że za podobnymi inwestycjami kryją się de facto zagraniczne rządy, co wiąże się znowu z niebezpieczeństwem obcej interwencji, gdy z jakiejś przyczyny interes krajowy będzie uderzał w interesy obcych ośrodków władzy i wpływu. W każdym razie, są powody, by nie zaprzeczając dobrodziejstwom wynikającym z napływu do kraju zagranicznego kapitału, zachowywać wobec sprawy odpowiednią dozę przezorności i rozwagi.

Również gdy jest mowa o chińskich inwestycjach w krajach Europy Środkowo-Wschodniej (EŚW), powinno się wyróżniać co najmniej dwa krążące około tej sprawy rodzaje retoryki, które (z pewnych względów) nazwiemy tutaj: pierwszą - łabędzią,a drugą - wronią.

Retoryka łabędzia jest domeną chińskiej państwowej propagandy, dyplomacji oraz zagrywką z dziedziny politycznego marketingu i public relations stosowaną przez elity polityczne w tych krajach EŚW, które są faktycznymi lub choćby potencjalnymi odbiorcami chińskich inwestycji. Cechą łabędziej retoryki jest pewien rodzaj szlachetnego wyalienowania i uduchowionego oderwania od rzeczywistości, co ma na celu ewokację podniosłych nastrojów i przywołanie wzniosłych idei. Podobnie jak dla wyeksponowania walorów łabędzia właściwe jest umieszczenie go na tle idealnego nadwodnego pejzażu, wielobarwnie ukwieconego i udekorowanego bujną roślinnością, tak dla łabędziej retoryki właściwe jest ujmowanie relacji Chin z krajami EŚW w ramy pozytywnego klimatu, budowanego poprzez odwoływanie się do takich pojęć jak: odwieczna przyjaźń, gotowość do współpracy, partnerstwo, nieograniczone możliwości itp., a odsuwanie na dalszy plan ewentualnych zgrzytów, niedogodności i zagrożeń.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

c. d.

Łabędzia retoryka wykazuje tendencję do prezentowania stosunków międzynarodowych w kontekście wysoko abstrakcyjnych idei i dobrej woli wszystkich zainteresowanych stron w realizacji dalekosiężnych zamiarów, ale za cenę przymykania oczu na konkretne i aktualne bolączki i utyskiwania, które mogłyby popsuć piękną atmosferę. W odbiciu łabędziej retoryki propagandy i dyplomacji intensyfikacja kontaktów Chin i EŚW zawsze jest sukcesem. Ale też taka jest rola łabędziej retoryki - jej zastosowanie jest tradycyjnym elementem dyplomatycznego ceremoniału, w którym daje się światu polityki i biznesu jednoznaczny sygnał, że obustronne kontakty są dobrze i chętnie widziane przez elity rządzące.

Z retoryką łabędzią wyraźnie kontrastuje retoryka, którą nazywa się tu retoryką wronią, ale jest to kontrast działający raczej na zasadzie niezbędnego dopełnienia niż zwykłego przeciwieństwa. Do uprawiania na poważnie retoryki łabędziej trzeba zajmować odpowiednią do tego wysoką pozycję i posiadać odpowiednie ku temu kompetencje, co jest przywilejem doprawdy nielicznych. Nie jest przecież możliwe, by wszyscy obywatele byli oderwanymi od spraw przyziemnych mieszkańcami dziedzin abstrakcyjnej spekulacji, która potrafi czerpać satysfakcję z rozwijania stosunków międzynarodowych niezależnie od tego, jak wysoką trzeba ostatecznie zapłacić za to cenę tu i teraz. Wronia retoryka to właściwa domena nie dyplomatów i reprezentacyjnych dygnitarzy, ale niżej postawionych polityków, przedsiębiorców, pracowników i konsumentów (oraz skierowanych do nich publikatorów).

Wronie daleko do łabędziego dostojeństwa, ale za to nie brakuje jej przemyślności w codziennej walce o przetrwanie, w czym dopomaga jej bezwzględność i determinacja. Jeżeli dla szlachetnych rysów niemego łabędzia najwłaściwszy kontekst stanowi wyidealizowany krajobraz, o tyle krzykliwa wrona najlepiej prezentuje się na tle wysypiska odpadków, w którego czeluściach potrafi wyśledzić najsmakowitsze kąski, nawet jeżeli używa do tego tylko jednego oka na raz. We wroniej retoryce szczerość i autentyczność ustępują miejsca jedynie przed przebiegłością i przekupstwem. Domeną wroniej retoryki jest praktyczna wiedza, płynąca z konkretnych doświadczeń - codziennego życia, pracy i przedsiębiorczości. Łabędzie zachwyty zostają tu zastąpione realizmem, który wcale nie unika głośnego mówienia o kwestiach konfliktowych, trudnościach, stratach, wyrzeczeniach, ograniczeniach, a w końcu - odpowiedzialności. Łabędzia retoryka chętnie wybiega w daleką przyszłość, którą rysuje w świetlanych barwach; retoryka wronia mówi o koniecznej do tego ciężkiej pracy, wysiłku organizacyjnym, kosztach adaptacji, nieuniknionych opóźnieniach i niebezpiecznych sporach.

Ostatnio nader często można było usłyszeć z ust różnych łabędzi, że wobec Europy Środkowo-Wschodniej Chiny pozostają zaangażowane jakby w służbie transcendentalnej i bezinteresownej miłości, jaką poza tym uprawia się chyba tylko na planetach niebiańskich. W drugą stronę również płynęło wiele wyrazów wdzięczności i błogosławieństwa. Czy przymknąwszy oko na te manifestacje wyszukanej kurtuazji, da się spoza nich dostrzec nieco bardziej trywialną rzeczywistość?

O dwuznacznej wymowie statusu partnera handlowego Chin wspomniano w poprzednim artykule, przy okazji bliższego przyglądania się efektom kontaktów gospodarczych między Chinami i Rumunią. Prawdą jest jednak, że choć Rumunia notuje stały deficyt w wymianie handlowej z Chinami, to Polska spośród wszystkich postkomunistycznych krajów EŚW należy pod tym względem do prawdziwych rekordzistek. Polska spośród wszystkich krajów w regionie ma w handlu z Chinami najwyższy deficyt, przekraczający dwadzieścia miliardów dolarów rocznie. Inaczej mówiąc, Polska rocznie kupuje w Chinach towary za dziesięć razy więcej pieniędzy, niż w Chinach sama sprzedaje. Wypada też zwrócić uwagę na asymetrię, z jaką mamy do czynienia w strukturze produktowej chińskiego eksportu i importu względem EŚW, w tym również Polski. Otóż EŚW kupuje w Chinach najczęściej komputery, telefony i inne urządzenia telekomunikacyjne, a sama sprzedaje Chinom głównie surowce, takie jak metale kolorowe, które wracają tu już w formie wysoko przetworzonej, jako chińskie towary fabryczne wysokich technologii. Wysoka wartość dodana produktów chińskiego przemysłu fabrycznego po prostu wielokrotnie przewyższa stosunkowo niską wartość dodaną produktów przemysłu surowcowego z EŚW, czego skutkiem jest - między innymi - monstrualny deficyt w wymianie handlowej z Chinami. Bo tona miedzi kosztuje dziś tyle, co kilka, kilkanaście dobrej klasy komputerów czy nowoczesnych telefonów komórkowych, a tych przybywają dziś z Chin do EŚW lądem, morzem i powietrzem całe kontenery.

Jedną z przyczyn tej asymetrii i nierównowagi są z pewnością przemiany, jakie w ciągu ostatnich lat zaszły w chińskiej gospodarce. Jedną z tego oznak jest coraz większa ekspansja chińskich firm z sektora wysokich technologii, które stają się coraz bardziej konkurencyjne na globalnym rynku. W chińskim sektorze badań i rozwoju pracuje obecnie kilka milionów ludzi, a nakłady na badania i rozwój przekraczają dwa procent produktu krajowego brutto. Efekt jest taki, że Chiny zgłaszają dziś w skali globalnej jedną trzecią wszystkich patentów, pozostawiając w tyle dotychczasowych liderów, w tym Unię Europejską i Stany Zjednoczone Ameryki. Tak w każdym razie wygląda bardziej łabędzia i romantyczna część tej historii, czyli ta, w której rosnące bogactwo Chin jest przede wszystkim efektem wysokich nakładów na naukę i technologię.

Jest jednak również bardziej wronia część tej opowieści. Główną rolę odgrywa w niej kilka wielkich chińskich banków, a właściwie - sztandarowy w ich ofercie produkt finansowy, mianowicie kredyt eksportowy.

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
09-11-2016 07:20 
 Ocena 2 na 2
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)
c. d.

Rosnąca jakość chińskich towarów, wynikająca - między innymi - z ich coraz wyższego technologicznego zaawansowania, jest bowiem tylko jednym z czynników, które decydują o ekspansywności chińskiego przemysłu i sukcesie handlowym jego produktów. Chiński przemysł nastawiony na eksport otrzymuje, przy wsparciu państwa, potężną pomoc ze strony rodzimego sektora finansowego. Za cenę niższych, a często i znacznie odroczonych zysków, wspiera on krajowych producentów, pomagając im w zdobywaniu rynków zbytu i utwierdzaniu przewagi nad zagranicznymi konkurentami.

Działalność ta przebiega dwutorowo.

Pierwszym i najważniejszym elementem wsparcia, jakie chiński przemysł nastawiony na eksport otrzymuje ze strony państwa i rodzimego sektora finansowego jest tzw. kredyt dla sprzedawcy eksportu. Chodzi tutaj głównie o atrakcyjnie oprocentowane pożyczki dla chińskich eksporterów, którzy sprzedają krajowe produkty za granicę. Tego rodzaju pożyczki pozwalają eksporterom zachować płynność finansową i kontynuować działalność produkcyjną i handlową w oczekiwaniu na płatność za wyeksportowane towary. Jest to możliwe dzięki łatwej dostępności taniego kredytu, który przy wsparciu państwa jest udzielany przedsiębiorcom przez wybrane banki na bardzo dogodnych warunkach. W ten sposób eksporterzy, zanim otrzymają odroczoną zapłatę za wyeksportowany towar od współpracujących z nimi zagranicznych kontrahentów, mają możliwość znacznie tańszego sfinansowania bieżącej działalności, niż gdyby korzystali ze zwykłego kredytu obrotowego, udostępnianego im przez komercyjne banki na ogólnych warunkach.

Drugim elementem wsparcia, jakie chiński przemysł otrzymuje ze strony państwa i krajowego sektora finansowego jest tzw. kredyt dla nabywcy eksportu. Kredyt dla nabywcy eksportu jest znacznie mniej popularny niż kredyt dla sprzedawcy eksportu, nadal jednak mowa jest o kwotach wyrażonych w miliardach dolarów rocznie. Importerowi z zagranicy na dogodnych warunkach oferuje się tani kredyt, którego celem jest wspieranie importu chińskich towarów. Atrakcyjność tej odmiany kredytu eksportowego polega głównie na jego stosunkowo niskim oprocentowaniu oraz na tym, że - dzięki wsparciu państwa - jest on udzielany na stosunkowo długi czas, sięgający od kilku do nawet kilkunastu lat, a rozpoczęcie jego spłaty może być odroczone. Dzięki kredytowi dla nabywcy eksportu zagraniczni przedsiębiorcy, którzy zdecydują się na import towarów z Chin, uzyskują do tego silną zachętę. Co warte odnotowania, importerem korzystającym z takiego preferencyjnego kredytu wcale nie musi być firma z obcym kapitałem - polska, czeska, węgierska czy rumuńska, gdyż w imporcie chińskich towarów specjalizują się również działające za granicą firmy z kapitałem chińskim. To, między innymi, tłumaczy, dlaczego w perspektywicznych krajach tranzytowych, takich jak Rumunia, tak łatwo powstają liczne chińskie spółki handlowe. W ten sposób kredyt eksportowy oferowany przez chińskie banki nie tylko wspiera chińskich przedsiębiorców w samych Chinach, ale wzmacnia pozycję chińskich firm zajmujących się handlem zagranicznym, które działają w innych krajach. Motorem napędzającym chiński eksport jest więc nie tylko konkurencyjność oferty produktowej chińskiego przemysłu, ale są nim również zintegrowane działania chińskiego państwa i pozostającego na jego usługach sektora finansowego, co znacznie ułatwia chińską ekspansję.

W ostatnich latach chińskie banki, korzystając ze wsparcia rządu, udzielały średnio- i długoterminowych kredytów eksportowych na sumę rzędu kilkudziesięciu miliardów dolarów rocznie, co stanowiło potężny zastrzyk płynności dla przedsiębiorstw nastawionych na eksport chińskich towarów (w przypadku Chin) lub ich import (w przypadku pozostałych krajów). Aktualnie w skali świata Chiny są największym kredytodawcą eksportowym i odpowiadają za ponad jedną trzecią wartości udzielonych średnio- i długoterminowych kredytów eksportowych. Dla porównania, Niemcy i Korea Południowa, które również opierają swój model wzrostu na eksporcie, udzielają rocznie kredytów eksportowych na sumę rzędu kilkunastu miliardów dolarów każde.

Dla potęg przemysłowych tani kredyt eksportowy to przede wszystkim długofalowa inwestycja, dlatego państwa i współpracujące z nimi instytucje finansowe są w stanie zaakceptować wyższy poziom ryzyka i niższą zyskowność kredytu eksportowego w porównaniu z kredytem komercyjnym. (Państwo po prostu subsydiuje kredyt eksportowy, biorąc na siebie koszty ubezpieczenia transakcji oraz pokrywając straty, jakie banki ponoszą na różnicy w oprocentowaniu pożyczek). Taka polityka pozwala chińskim firmom na przeprowadzanie od samego początku intensywnej ekspansji na najbardziej wymagające rynki i rozwijanie globalnej siatki kontaktów i powiązań. Jest to dla chińskich promotorów eksportu o tyle łatwiejsze, że Chiny nie należą do OECD, więc chiński kredyt eksportowy nie podlega tak silnym regulacjom i ograniczeniom, jak w krajach, które należą do tej organizacji.


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
09-11-2016 07:23 
 Ocena 2 na 2
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)
c. d.

Chiny były i są do prowadzenia takiej ekspansywnej polityki poniekąd zmuszone, ponieważ w ich najbliższym sąsiedztwie znajdują się już wysokorozwinięte kraje - Japonia, Korea Południowa i Tajwan. Chiny nie mogły więc liczyć na to, że wystąpią w regionie jako kraj eksportujący swoje nisko i średnio zaawansowane rozwiązania na jeszcze słabiej rozwinięte i mniej wymagające rynki swoich sąsiadów. Już aby zaistnieć jako znaczący eksporter na poziomie regionalnym, Chiny musiały mieć do zaoferowania innowacyjne i konkurencyjne towary wyższej jakości, które mogłyby sprostać pobliskiej - japońskiej, południowokoreańskiej i tajwańskiej konkurencji. Fakt, że najważniejszymi partnerami handlowymi Chin są obecnie bogate kraje, w których produkt krajowy brutto per capita jest znacznie wyższy niż w samych Chinach, świadczy o tym, że podjęty przez ten kraj wysiłek się opłacił. Dziś udział Chin w imporcie do krajów wysokorozwiniętych wynosi kilkadziesiąt procent i nadal rośnie, podczas gdy na początku lat dwutysięcznych ledwie przekraczał dziesięć procent. Natomiast kraje, które pozostały eksporterami regionalnymi o stosunkowo niskim poziomie zglobalizowania kontaktów handlowych, takie jak Brazylia, Meksyk czy Rosja, przeżywają dziś duże trudności gospodarcze, choć, oczywiście, trzeba brać pod uwagę, że inne czynniki, które o tym zadecydowały, są i liczne, i różnorodne.

Opisawszy szerzej podstawowe zasady działania chińskiego kredytu eksportowego, włącznie z wspomnieniem o zaangażowanym w ten proceder wsparciu państwa, przejdźmy do najpoważniejszych jego konsekwencji - bezpośrednich i odroczonych, potencjalnie korzystnych i potencjalnie niekorzystnych (gdyż i ta historia ma dwa oblicza: jedno z nich jest bardziej łabędzie, a drugie - bardziej wronie).

W ujęciu retoryki łabędziej ekspansję chińskiego przemysłu przedstawia się jako obopólnie korzystny rozwój dwustronnej wymiany handlowej, podkreślając jej rosnącą dynamikę w ostatnich latach i dalsze doskonałe perspektywy wzrostu w najbliższej przyszłości. Chińskie plany w tej dziedzinie są rzeczywiście imponujące. Jednak bardziej wronie spojrzenie na ten piękny obraz, pozwala zauważyć rysujące się na nim spękania i niedoskonałości. Wynikają one stąd, że w wielu rejonach świata, w tym w EŚW, za wzrost wymiany handlowej z Chinami odpowiada przede wszystkim bardzo silny wzrost importu chińskich towarów, za którym nie nadąża eksport do Chin. Warto w tym miejscu jeszcze raz przypomnieć przykład Polski, z której do Chin wypływa corocznie ponad dwadzieścia miliardów dolarów w postaci płatności za zaimportowane towary, a z wpływów z eksportu do Chin wraca do kraju dziesięć razy mniej pieniędzy. Z pozostałych krajów EŚW na podobne proporcje między eksportem i importem w wymianie handlowej z Chinami natkniemy się również w przypadku Czech. Nie można się dziwić, że wobec takich perspektyw rozwoju wymiany handlowej z krajami EŚW, Chiny podchodzą do sprawy z niekłamanym entuzjazmem. Przymknięcie, po wroniemu, jednego oka na całą sprawę ujawnia jednak, że wzajemna wymiana handlowa, mimo dynamicznego wzrostu, może być przy tym bardzo asymetryczna. Mówienie o doskonałych perspektywach we wzajemnych kontaktach handlowych zakrawa w tym kontekście na dyplomatyczne kłamstwo jakich wiele - piękne, bo oparte na przemilczeniach, niedopowiedzeniach i życzeniowym myśleniu.

Mając powyższe na uwadze, z dużą dozą wroniego krytycyzmu i ostrożności należałoby również podchodzić do łabędziego zawodzenia o szansach, jakie wiążą się z udostępnieniem przez chińskie banki subsydiowanych pożyczek dla zagranicznych firm i rządów. Po pierwsze dlatego, że takie pożyczki są często przeznaczone na realizację projektów podporządkowanych chińskim interesom i racji stanu, a po drugie dlatego, że nie ma żadnych gwarancji, że nie trafią one ostatecznie do firm z chińskim kapitałem, które już działają na zagranicznych rynkach. Nie jest przecież przypadkiem, że subsydiowane pożyczki przeznaczone są głównie na projekty informatyczno-telekomunikacyjne, budownictwo infrastruktury i tzw. zieloną gospodarkę, czyli dziedziny, w których Chiny mogą eksportować za granicę własne gotowe rozwiązania. Trzeba też pamiętać, że chiński kredyt eksportowy tak naprawdę bardzo rzadko (jeżeli w ogóle) trafia bezpośrednio do zagranicznego pożyczkobiorcy; najczęściej pozostaje w chińskich rękach, to jest w gestii chińskich banków lub chińskich wykonawców lukratywnych kontraktów. Chiński kapitał przy wsparciu państwa zwyczajnie szuka w innych krajach możliwości zakotwiczenia się w strategicznych sektorach gospodarki po to, by docelowo móc sprawować nad nimi kontrolę i czerpać z nich większe i stabilne zyski. Już w tej chwili stwarza to silną presję na lokalny sektor prywatny w tych krajach, które przedwcześnie i nadmiernie otworzyły się na chińską tzw. pomoc rozwojową.

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
09-11-2016 07:24 
 Ocena 2 na 2
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)
c. d.

Pomoc finansowa ze strony zachodnich i międzynarodowych pożyczkodawców często obwarowana jest surowymi warunkami, takimi choćby jak zachowanie odpowiedniej dyscypliny budżetowej i utrzymanie racjonalnej relacji zadłużenia do produktu krajowego brutto. Łagodniejsze warunki kredytowania, jakie stawiają do spełnienia przed zagranicznymi pożyczkobiorcami chińscy pożyczkodawcy, mogą stanowić pokusę do poluzowania dyscypliny finansowej przez kraj zadłużający się w Chinach. To z kolei stwarza niebezpieczeństwo, że w sytuacji kryzysowej uzyskanie pomocy ze strony zachodnich i międzynarodowych instytucji finansowych, może być utrudnione. Wobec tego na pewno warto się zastanowić, czy ofertę chińskich pożyczkodawców rzeczywiście można traktować w kategoriach autentycznej alternatywy wobec wymagających, ale tradycyjnych, sprawdzonych i przewidywalnych pożyczkodawców zachodnich i międzynarodowych? Czym innym jest bowiem preferencyjny kredyt, udzielany w celu sfinansowania jakiejś inwestycji, pożądanej głównie z punktu widzenia chińskich interesów i obcej racji stanu, a czym innym - dostęp do elastycznej linii kredytowej, która ułatwia krajowi przejście suchą nogą przez tymczasowe zawirowania gospodarcze i finansowe.

Chiński kredyt nie jest też zupełnie bezinteresowny i apolityczny, jak to się czasami przedstawia. Jednym z podstawowych warunków skorzystania zeń jest nieutrzymywanie oficjalnych relacji dyplomatycznych z Tajwanem, czyli uznanie polityki jednych Chin (w tym przypadku - Chińskiej Republiki Ludowej ze stolicą w Pekinie).

Po okresie zachłyśnięcia się przez decydentów neoliberalną ideologią coraz częściej w tych sprawach dochodzi do głosu chłodny rozsądek. W Wielkiej Brytanii rząd głośno zastanawia się, czy dopuszczenie Chin do budowy reaktorów atomowych na Wyspach na pewno było dobrym pomysłem i czy nie stanowi to przypadkiem zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. W Stanach Zjednoczonych Ameryki kręgi wojskowe zaczynają wyrażać obawy, że ekspansja chińskiego sektora informatyczno-telekomunikacyjnego wkrótce może ograniczyć dostęp krajów NATO do najnowszych technologii wojskowych w dziedzinie łączności lub zagrozić bezpieczeństwu ich stosowania. W Niemczech spory niepokój wzbudziło niedawne przejęcie przez Chińczyków rodzimej firmy projektującej i produkującej zaawansowane roboty przemysłowe. Eksport urządzeń i instalacji przemysłowych uchodzi za niemiecką specjalność, więc wkroczenie na ten teren nowego dużego gracza może w dłuższej perspektywie zagrozić rynkowej pozycji niemieckich przedsiębiorstw z tej branży. Coraz częściej dostrzega się, że zalew rynku przez chińskie produkty - od zabawek i tekstyliów, po baterie słoneczne, komputery i telefony komórkowe, utrudnia start i przetrwanie krajowym przedsiębiorcom, którzy chcieliby podjąć działania bądź jeszcze działają w podobnym segmencie rynku. Hamuje to rozwój krajowego przemysłu, a nawet prowadzi do postępującej dezindustrializacji, czego następstwem jest ubytek miejsc pracy i stopniowy upadek powiązanego z przemysłem sektora badań i rozwoju.

To pokazuje, że choć liberalni politycy i biznesmeni, działając w imię wolnego rynku, nie wahają się czasami odkryć przed zagranicznymi partnerami swoje najcenniejsze tajemnice i oddać im kontrolę nad swoimi najcenniejszymi zasobami (na przykład, poprzez niekontrolowany transfer technologii), to w bardziej konserwatywnych środowiskach takie posunięcia wzbudzają wiele uzasadnionych obaw i wątpliwości. Stosowane przez Chiny środki służące ocieplaniu własnego wizerunku, takie jak projekty kulturalne i edukacyjne - festiwale i inne wydarzenia czy wymiana studentów, wyglądają przy tym jak niepozorny listek figowy, który nie może już przykryć coraz gorszego wrażenia, jakie na świecie wywołuje chińska agresywnie proeksportowa polityka ekonomiczna. Jej kompletna demistyfikacja jest, jak się zdaje, już tylko kwestią czasu.


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
gorky105 (656 punktów)
Generalnie masz rację. Zapominasz jednak, że wsparcie kredytowe eksportu jest jednym z głównych czynników kryzysu bankowego w Chinach, gdyż często ten kredyt nie miał żadnego zabezpieczenia i banki popadały w tarapaty finansowe. Co bardziej rozsądni ekonomiści wróżyli to już lata temu. Poza tym ten nisko oprocentowany kredyt służył również wspieraniu często nietrafionych inwestycji państwowych mających pobudzić popyt wewnętrzny, gdyż Chińczycy zdają sobie sprawę, że ich konkurencyjność jako eksportera powoli spada.
Jednakże głównym problemem chińskiej gospodarki jest to, że rząd przez lata działał na celowe osłabienie yuana (w celu wsparcia eksportu), który jest teraz najbardziej niedowartościowaną walutą na świecie. Jeżeli zaostrzy się protekcjonizm amerykański (na co wskazuje wynik wyborów), to nie dość, że spadnie eksport chiński, to jeszcze Chiny nie będą już miały takich możliwości jak dawniej deprecjonowania (czy raczej dewaluowania) swej waluty poprzez zakup dolarów. Euro nie jest tak pewnym zabezpieczeniem jak dolar. Więc gdy yuan zacznie aprecjonować, to chiński eksport będzie pogrążony.

Dziwi mnie dlaczego nie zamieściłeś swojego tekstu jako artykułu.
09-11-2016 11:08 
 Ocena 2 na 2
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)
Tak czy inaczej, są powody, by mieć wątpliwości, czy dla EŚW Chiny mogą być rzeczywistą gospodarczą i polityczną alternatywą dla opcji euroatlantyckiej. Zadyszka i pękanie bańki w handlu światowym to też ineresująca sprawa w tym kontekście.


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
09-11-2016 11:24 
 Ocena 1 na 1
gorky105 (656 punktów)
>Tak czy inaczej, są powody, by mieć wątpliwości, czy dla EŚW Chiny mogą być rzeczywistą gospodarczą i polityczną alternatywą dla opcji euroatlantyckiej.

Oczywiście, że tak! Dlatego też napisałem, że generalnie masz rację. Kolejny raz generalizując, to nie jestem zbyt wielkim entuzjastą BIZ-u. Jak budować gospodarkę, to przede wszystkim na własnym kapitale.

>Zadyszka i pękanie bańki w handlu światowym to też ineresująca sprawa w tym kontekście.

Uważam, że to coś więcej niż tylko zadyszka. Chińska gospodarka jest (nie)stety kolosem na glinianych nogach. Propaganda sukcesu, jaką serwują Chiny, nic w tym temacie nie zmieni.
09-11-2016 12:09 
 Ocena 1 na 1
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)
>Kolejny raz generalizując, to nie jestem zbyt wielkim entuzjastą BIZ-u. Jak budować gospodarkę, to przede wszystkim na własnym kapitale.

To ciekawe, że jeszcze kilkanaście lat temu negatywny sentyment wobec BIZ nie był niczym niezwykłym, podczas gdy obecnie entuzjazm wobec BIZ uzyskał status bezkrytycznie wyznawanego ekonomicznego i politycznego dogmatu.To bardzo tajemnicza sprawa.

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
09-11-2016 12:14 
 Ocena 1 na 1
gorky105 (656 punktów)
>To ciekawe, że jeszcze kilkanaście lat temu negatywny sentyment wobec BIZ nie był niczym niezwykłym, podczas gdy obecnie entuzjazm wobec BIZ uzyskał status bezkrytycznie wyznawanego ekonomicznego i politycznego dogmatu.To bardzo tajemnicza sprawa.

Dobrze wiemy, że wcale nie taka tajemnicza. Jeszcze jako student zauważyłem (czyli nie tak dawno temu) jednak, że jest znaczny rozstrzał pomiędzy tym co mówią ekonomiści którzy na prawdę zasługują na miano ekspertów, a tym co mówią ,,eksperci" promowani przez mainstream.

W ogóle totalną abstrakcją jest mówienie, że jak chcemy żyć na poziomie społeczeństw zachodnich to powinniśmy naśladować ich obecne modele gospodarcze, zamiast tych które uskuteczniali gdy swą potęgę dopiero budowali. Ciekawe komu się to opłaca?
09-11-2016 12:43 
 Ocena 4 na 4
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
>W ogóle totalną abstrakcją jest mówienie, że jak chcemy żyć na poziomie społeczeństw zachodnich to powinniśmy naśladować ich obecne modele gospodarcze, zamiast tych które uskuteczniali gdy swą potęgę dopiero budowali. Ciekawe komu się to opłaca?

"Polska nie powinna naśladować bogatych krajów zachodnich, bo nie jest bogatym krajem zachodnim. Polska powinna naśladować rozwiązania, które kraje zachodnie stosowały, gdy były tak biedne, jak Polska."

Milton Friedman, wykład dla OKP podczas wizyty w Polsce, w 1989 roku.
09-11-2016 14:41 
 Ocena 1 na 1
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

Gwoli uczciwości ja również podam literaturę, z której korzystałem przygotowując wpisy w niniejszym wątku:

Contipelli, E., Picciau, S. (2015). China's Global Order: a New Paradigm in South to South Relations. Croatian International Relations Review, 21(73), 89-108.

Drelich-Skulska, B., Bobowski, S., Jankowiak, A. H., Skulski, P. (2014). China's Trade Policy Towards Central and Eastern Europe in the 21St Century, Example of Poland. Folia Oeconomica Stetinensia, 14(1), 149-174.

Koszek, R. (2016). Kraje Europy Środkowo-Wschodniej wobec ekspansji chińskiej gospodarki. Prace Komisji Geografii Przemysłu Polskiego Towarzystwa Geograficznego, 30(1), 176-191.

Schwartzman. K. C. (2015). Will China's Development lead to Mexico's Underdevelopment? Journal of World-Systems Research, 21(1), 106-123.

Soloviova, M. (2015). Loans provided by Chinese government: opportinities and risk for the Republic of Moldova. Economy and Sociology, 1(1), 63-70.

Stanculescu, E. (2013). China-first superpower in international trade with high-tech products. Global Economic Observer, 1(1), 45-51.

Zhu, X. (2015). Demystifying the Role of Chinese Commercial Actors in Shaping China's Foreign Assistance: The Case of Post-war Sri Lanka. Stability: International Journal of Security & Development, 4(1), 1-18.




"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
09-11-2016 14:49 
 Ocena 1 na 1
ZaKotem (8733 punktów)

>"Polska nie powinna naśladować bogatych krajów zachodnich, bo nie jest bogatym krajem zachodnim. Polska powinna naśladować rozwiązania, które kraje zachodnie stosowały, gdy były tak biedne, jak Polska."
>Milton Friedman, wykład dla OKP podczas wizyty w Polsce, w 1989 roku.

A czy te kraje zachodnie, gdy były biedne, miały pod nosem unię krajów znacznie bogatszych?
09-11-2016 15:24 
 Ocena 2 na 2
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>A czy te kraje zachodnie, gdy były biedne, miały pod nosem unię krajów znacznie bogatszych?

A co to ma do rzeczy?


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
09-11-2016 15:35 
 Ocena 1 na 1
ZaKotem (8733 punktów)

>A co to ma do rzeczy?
>
To, że sytuacja najbogatszego w biednej wsi jest zupełnie inna, niż najbiedniejszego w bogatej wsi, nawet jeśli ich majatek jest identyczny. A inna sytuacja wyamaga innej strategii.
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
>To, że sytuacja najbogatszego w biednej wsi jest zupełnie inna, niż najbiedniejszego w bogatej wsi, nawet jeśli ich majatek jest identyczny. A inna sytuacja wyamaga innej strategii.

Polak potrafi, tylko trzeba mu dać trochę swobody

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365