 |
Po co Zachodowi eksport i inwestycje zagraniczne? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 20-11-2016 18:40 | krystkon_1976 (4491 punktów) (zablokowany) | Po co Zachodowi eksport i inwestycje zagraniczne?
1 na 1 | Zachodnie społeczeństwa są rozwinięte i samowystarczalne, mogą w pełni zaspokoić własne potrzeby, potrafią wyprodukować niezbędne dobra by je skonsumować, zatem po co Zachodowi eksport i zagraniczne inwestycje?
Żaden człowiek nie podejmuje wysiłku bez korzyści i dla straty. Oczywiste jest, że Zachód na eksporcie i zagranicznych inwestycjach korzysta, wkłada mniej wysiłku w wytwarzanie dóbr i więcej ich konsumuje aniżeli działając odrębnie, w jakim stopniu korzyści Zachodu obciążają pozostałych?
Po co Zachodowi eksport i inwestycje zagraniczne? Po to, żeby zdominować pozostałych i uczynić ich sobie podporządkowanymi jak za czasów kolonializmu, tym razem nie czyniąc pozostałych zależnymi od ustanowionego na Zachodzie prawa lecz czyniąc zależnymi od zachodniej własności?
Niektórzy sądzą, że własność jest źródłem wszelkich pozostałych praw. Być może jest tak, że do podporządkowania sobie innych nie potrzeba wcale stać się prawodawcą lecz wystarczy stać się właścicielem? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 Alderyk Olrzyk (19376 punktów) (zablokowany) |
Zacznijmy od tego, że pojęcie inwestycji zagranicznych jest dziś już nieco przestarzałe, a nawet można powiedzieć, że - anachroniczne. Weźmy pierwszy lepszy przykład z brzegu: kupienie British Gas przez Royal Dutch Shell. Transakcja może być traktowana w kategoriach inwestycji zagranicznej, ale tak naprawdę jest to zwykła fuzja prywatnych przedsiębiorstw, które już od dawna mają umiędzynarodowioną strukturę własnościową. Przepływy środków, zobowiązań, udziałów itp. między firmami i ich oddziałami traktuje się w świetle przestarzałych pojęć jako inwestycję zagraniczną. Wychodzą z tego takie kwiatki, że do największych inwestorów zagranicznych w skali globalnej zaliczają się Luksemburg czy Szwajcaria, głównie ze względu na to, że sektor finansowy działający w tych krajach obsługuje te transakcje czy też w nich pośredniczy. Natomiast w ujęciu bardziej konserwatywnym i tradycyjnym za bezpośrednie inwestycje zagraniczne uznalibyśmy raczej takie inwestycje, dzięki którym wzrasta produkcja i zatrudnienie; pojawiają się nowe przedsiębiorstwa, a stare - zwiększają i rozwijają (modernizują) dotychczasową działalność, itp. By umieścić sprawę w nieco bardziej wyrazistym kontekście, warto by na początek sprecyzować, jakie inwestycje zagraniczne głównie mamy na myśli?  Warto by też odwrócić zadane przez Ciebie pytanie ("Po co Zachodowi eksport i inwestycje zagraniczne?") i zastanowić się, po co komuś import zachodnich towarów i usług oraz zachodnie inwestycje zagraniczne?
"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą, Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
|
|
 | krystkon_1976 (4491 punktów) (zablokowany) | >inwestycje zagraniczne uznalibyśmy raczej takie inwestycje, dzięki którym wzrasta produkcja i zatrudnienie; pojawiają się nowe przedsiębiorstwa, a stare - zwiększają i rozwijają (modernizują) dotychczasową działalność, itp.
Jeśli uznamy, że istnieje naturalna stopa bezrobocia to trudno mówić o wzroście zatrudnienia w związku z napływem inwestycji zagranicznych, można mówić raczej o zmianie struktury własnościowej. Wzrost produkcji bezsprzecznie, zmiana metod produkcji, rozwój innowacyjności, zmiana kultury organizacyjnej ale czy wzrost konsumpcji? Czy produkcja realizowana poprzez inwestycje zagraniczne ma zaspokajać popyt wewnętrzny czy raczej zewnętrzny? Jeśli zagraniczny inwestor ma zrealizować zyski w walucie, w której inwestował, to potrzebny jest eksport a jeśli eksport to zaspokajanie popytu zewnętrznego. Weźmy na ten przykład zdominowanie polskiego rynku przez zachodnie sieci handlowe, czy wcześniejsze przedsiębiorstwa handlowe zwiększyły i rozwinęły swoją działalność w związku z tym? Raczej śladu po nich nie ma.
Uznajmy, patrząc na hierarchię potrzeb, że potrzeby fizjologiczne, bezpieczeństwa a nawet przynależności do międzynarodowej korporacji zostają zaspokojone w stopniu wyższym z zagranicznymi inwestycjami niż bez nich. Nie zapominajmy jednak o utracie własności i degradacji społecznej obywateli, którzy z roli właścicieli przechodzą do roli najemników, ze wszystkimi tego konsekwencjami, głównie z koniecznością podporządkowania się zagranicznemu właścicielowi. Kiedy spojrzymy więc na potrzeby szacunku i samorealizacji to czy nadal możemy mówić o wzroście konsumpcji?
Ktoś powie, że zachodnia dominacja kapitałowa będzie zawsze dobra, bo lepiej mieć doświadczonego i rozwiniętego przedsiębiorcę / przywódcę organizacji gospodarczej na własnym rynku aniżeli niedoświadczonego i niedorozwiniętego właściciela firmy tej samej krwi. Takim wnioskom przeczy jednak walka krajów skolonizowanych o wyzwolenie.
Gdzie haczyk?
Może haczyk polega na tym, że zachodni właściciele nie czują żadnej mięty do obywateli obcych państw, w których inwestują kapitał dla zysku, los obywateli tych państwa jest im całkowicie obojętny, bo traktują ich jedynie jako zasób czy też koszt uzyskania przychodu?
Czy zatem dobrze jest podporządkować się bezwzględnym kapitalistom zachodu, którymi powoduje wyłącznie pragnienie zysku?
Może, dla kogo dobrze dla tego dobrze a dla pozostałych źle.
|
|
|  | Alderyk Olrzyk (19376 punktów) (zablokowany) |
>Może, dla kogo dobrze dla tego dobrze a dla pozostałych źle.
Kwestie mentalności czy też filozofii działania mają w przypadku inwestycji zagranicznych zasadnicze znaczenie. Jeszcze nie tak dawno patrzono na te sprawy w ten sposób, że dobrze widziano tylko te inwestycje zagraniczne, które uważano za przydatne czy pożądane ze względu na ich rolę w realizacji pewnej strategii rozwoju. Akceptacja bądź jej brak dla danego rodzaju inwestycji zagranicznych wynikała więc z tego, czy były one państwu (a raczej reprezentującym je elitom rządzącym) do czegoś potrzebne. Krótko mówiąc, brano z tego tylko to, na co miano ochotę. Bez wątpienia możemy bowiem mówić o czymś takim jak jakość inwestycji zagranicznych.
"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą, Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
|
|
| |  | krystkon_1976 (4491 punktów) (zablokowany) | >Jeszcze nie tak dawno patrzono na te sprawy w ten sposób, że dobrze widziano tylko te inwestycje zagraniczne, które uważano za przydatne czy pożądane ze względu na ich rolę w realizacji pewnej strategii rozwoju. Akceptacja bądź jej brak dla danego rodzaju inwestycji zagranicznych wynikała więc z tego, czy były one państwu (a raczej reprezentującym je elitom rządzącym) do czegoś potrzebne. Krótko mówiąc, brano z tego tylko to, na co miano ochotę.
To się nazywa gospodarka planowa i zdaje się, że naczelnikowi Polski marzy się jej powrót.
Kto mi wyjaśni co gorsze, co lepsze, podporządkowanie właścicielowi korporacji czy podporządkowanie naczelnikowi państwa?
Odpowiedź na to pytanie zależy chyba jednak od indywidualnych zdolności. Jeśli pytam jako utalentowany człowiek to lepszy kapitalista, jeśli pytam jako beztalencie to naczelnik, bo co dobre dla jednego, złe dla drugiego.
A nie można by tak w modelu społecznym dającym inną alternatywę niż właściciel korporacji lub naczelnik państwa
|
|
| | |  | | DyktaFon (9281 punktów) | > >Jeszcze nie tak dawno patrzono na te sprawy w ten sposób, że dobrze widziano tylko te inwestycje zagraniczne, które uważano za przydatne czy pożądane ze względu na ich rolę w realizacji pewnej strategii rozwoju. Akceptacja bądź jej brak dla danego rodzaju inwestycji zagranicznych wynikała więc z tego, czy były one państwu (a raczej reprezentującym je elitom rządzącym) do czegoś potrzebne. Krótko mówiąc, brano z tego tylko to, na co miano ochotę.> To się nazywa gospodarka planowa i zdaje się, że naczelnikowi Polski marzy się jej powrót.> Kto mi wyjaśni co gorsze, co lepsze, podporządkowanie właścicielowi korporacji czy podporządkowanie naczelnikowi państwa?> Odpowiedź na to pytanie zależy chyba jednak od indywidualnych zdolności.> Jeśli pytam jako utalentowany człowiek to lepszy kapitalista, jeśli pytam jako beztalencie to naczelnik, bo co dobre dla jednego, złe dla drugiego.> A nie można by tak w modelu społecznym dającym inną alternatywę niż właściciel korporacji lub naczelnik państwa> Ja bym wolał mieć przywódcę mądrego, a nie głupiego... Proszę więc o ocenę, która wersja przywództwa sprzyja głupim, a która mądrym przywódzcom?
|
|
| | | |  | krystkon_1976 (4491 punktów) (zablokowany) | Naczelnik i kapitalista mają rozbieżne cele W dążeniu każdy do swojego celu jeden jest mądrzejszy od drugiego. Czy można rozważać mądrość w oderwaniu od celu? Raczej nie, bo to osiągnięcia są miarą mądrości.
Co oznacza, że ten który dla jednego jest mądry dla drugiego może być głupi. To zależy od indywidulanych potrzeb, wartości i celów osądzającego. Nawet osadzanie tak ogólne jak to czy mądrzejsi są kapitaliści czy urzędnicy ma już swoje ugruntowanie w indywidualnych wartościach.
|
|
| | | | |  | | DyktaFon (9281 punktów) | > Naczelnik i kapitalista mają rozbieżne celeNie zupełnie. I jeden i drugi chcą zarobić na nowym stanowisku. Tylko jeden się z tym nie kryje, a drugi udaje, że jest bezinteresowny. > W dążeniu każdy do swojego celu jeden jest mądrzejszy od drugiego.A to już kompletna bzdura. > Czy można rozważać mądrość w oderwaniu od celu?Oczywiście. Bo cele można mieć różne i można jednocześnie być mądrym lub trochę mniej mądrym  > Raczej nie, bo to osiągnięcia są miarą mądrości.Ale osiągnięcia mogą być różne i można je (lub nie) osiągnąć mądrością. > Co oznacza, że ten który dla jednego jest mądry dla drugiego może być głupi.To oznacza, że ktoś oceniający jest co najwyżej średnio mądry  > To zależy od indywidulanych potrzeb, wartości i celów osądzającego.A tu się zupełnie zgadzam  > Nawet osadzanie tak ogólne jak to czy mądrzejsi są kapitaliści czy urzędnicy ma już swoje ugruntowanie w indywidualnych wartościach.Pod warunkiem, że nie popieramy tych osądów realnymi dowodami, tylko swoim przekonaniem  Wtedy możemy powiedzieć cokolwiek, co brzmi przyjemnie dla ucha słuchacza. Jeśli jednak wyciągamy realne fakty, to już trudniej mówić co ślina na język przyniesie.
|
|
| | | | | |  | krystkon_1976 (4491 punktów) (zablokowany) | > Pod warunkiem, że nie popieramy tych osądów realnymi dowodami, tylko swoim przekonaniem Wtedy możemy powiedzieć cokolwiek, co brzmi przyjemnie dla ucha słuchacza. Jeśli jednak wyciągamy realne fakty, to już trudniej mówić co ślina na język przyniesie.Ja uważam, że nie ma żadnych realnych dowodów ponad przekonaniami. Wszystko sprowadza się do wiary ugruntowanej w emocjach i wyuczonych schematach. Coś jawi się w twoim umyśle jako prawdziwe, właściwe, zgodne, dobre, mądre lub fałszywe, niewłaściwe, niezgodne, złe, głupie i wierzysz, że tego nie można, nie da się odebrać inaczej, bo to ma uniwersalny charakter ale to jest jedynie zjawisko w twoim umyśle i w umyśle odmiennego człowieka przebiegnie inaczej. Ostatecznie podział na prawdziwe/fałszywe, zgodne/sprzeczne, dobre/złe jest kwestią wewnętrznych przekonań - to jest kwestia wiary. Ludzie o odmiennych przekonaniach, o odmiennych wierzeniach są rozbieżni moralnie. Ludzi o odmiennych przekonaniach, o odmiennej wierze będziesz określał od głupków poprzez psycholi, psychicznie chorych, durni, debili, psychopatów, niedobrych ludzi, złych ludzi, wrogów na diabłach wcielonych kończąc. To działa w obu kierunkach. W kim ty będziesz widział psychopatę i diabła ten zobaczy diabła i psychopatę w tobie. Perspektywa, myśli i wnioski niezgodnego z tobą człowieka znajdują się poza zdolnościami twojego wyobrażenia. Nie da się zrozumieć niegodnego człowieka, bo tak właśnie objawia się niezgodność. W twoim umyśle ty będziesz lepszy a niezgodny z tobą człowiek gorszy. W umyśle niezgodnego człowieka będzie panowała odwrotna hierarchia. Poza osądzającym umysłem nikt nie jest lepszy ani gorszy, bo dobro i zło jest właściwością psychicznego osądu. Dajesz do zrozumienia, że jesteś mentalnie bliżej kapitalisty niż urzędnika dlatego kapitalista jawi ci się jako ktoś lepszy czy mądrzejszy od urzędnika. Bez trudu znalazłbym jednak człowieka, który mentalnie jest bliżej urzędnika i on byłby przekonany, że urzędnik jest lepszy i mądrzejszy od kapitalisty, czego ty prawdopodobnie nie będziesz potrafił sobie w ogóle wyobrazić. Na twój brak możliwości zrozumienia odmiennej mentalności wskazuje już to, że próbujesz urzędnikom zarzucić kłamstwo i oszustwo, określić ich jako głupich i złych ludzi. Znasz choć jednego człowieka na tym świecie, który powiedziałby o sobie samym - jestem głupi i zły? A jeśli nie znasz ani jednego czy to nie zastanawiające?
|
|
| | |  | 1 na 1 Alderyk Olrzyk (19376 punktów) (zablokowany) |
> To się nazywa gospodarka planowa i zdaje się, że naczelnikowi Polski marzy się jej powrót.Gospodarka planowa ma się dobrze na całym świecie, a w krajach wysokorozwiniętych nawet lepiej niż gdzie indziej. Nie stwarzajmy mylnego wrażenia, że centralne planowanie w gospodarce to przeszłość, bo ma to niewiele wspólnego z faktami. Nie potępiajmy w czambuł czegoś, co nam się źle kojarzy z czasami PRL, która - koniec końców - też miała przecież swoje osiągnięcia.  Oczywiście, nie mówimy tu o patologiach w stylu schyłkowego ZSRR, gdzie na szczeblu centralnym planowane było nawet to, kto, czego i ile odda w danym roku do punktu zbiórki surowców wtórnych (przykład autentyczny), ale raczej o wyznaczaniu ogólnych kierunków i obieraniu pewnych strategii rozwoju, udzielaniu wsparcia w zakresie koordynacji środków i celów itp. Weźmy choćby przykład pierwszy z brzegu, o którym była mowa w założonym przeze mnie ostatnio wątku w tym dziale, mianowicie - kredycie eksportowym, który w takich krajach, jak Chiny, Niemcy czy Korea Pd ma się bardzo dobrze, głównie dzięki wsparciu państwa.
"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą, Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
|
|
| | | |  | 1 na 1 krystkon_1976 (4491 punktów) (zablokowany) | >Gospodarka planowa ma się dobrze na całym świecie, a w krajach wysokorozwiniętych nawet lepiej niż gdzie indziej. >Nie stwarzajmy mylnego wrażenia, że centralne planowanie w gospodarce to przeszłość, bo ma to niewiele wspólnego z faktami.
Wiem, że ludzie są różni i każdy człowiek chce innego państwa, co ma związek z jego indywidualnymi potrzebami i zdolnościami na tle potrzeb i zdolności innych ludzi.
Niemniej ja chcę państwa, które realizuje tylko 3 zadania: 1. Kreuje i emituje pieniądz. 2. Egzekwuje własność prywatną. 3. Pobiera podatki od własności prywatnej, które przekazuje bezpośrednio osobom bez własności. Nie zgadzam się, znaczy nie chcę tego, aby państwo nadawało gospodarce, edukacji czy kulturze jakikolwiek kierunek. Państwo ma gwarantować własność, zapewnić płynność wymiany handlowej i nie dopuścić do nadmiernych różnic społecznych i koniec, nic więcej.
|
|
| | | | |  | Alderyk Olrzyk (19376 punktów) (zablokowany) |
Czyli jesteś Pan utopista. 
"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą, Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
|
|
| | | | | |  | krystkon_1976 (4491 punktów) (zablokowany) | > Czyli jesteś Pan utopista.  Już mi to mówiono. Niestety większość ludzi głęboko wierzy, że jeśli siłą narzuci innym własną wolę, to na tym skorzysta. Ja jestem przekonany, w ogólnym rozrachunku przemoc przynosi straty.
|
|
| | | | | | |  | Alderyk Olrzyk (19376 punktów) (zablokowany) | > >Czyli jesteś Pan utopista.  > Już mi to mówiono.W takim razie jesteś Pan utopista nieuleczalny. 
"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą, Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
|
|
|  | 1 na 1 | ZaKotem (8733 punktów) |
>Może haczyk polega na tym, że zachodni właściciele nie czują żadnej mięty do obywateli obcych państw, w których inwestują kapitał dla zysku, los obya wateli obcego państwa jest im całkowicie obojętny, bo traktują ich jedynie jako zasób czy też koszt uzyskania przychodu?
Pewnie, że nie czują. A według ciebie czują jakąś miętę czy inne zioło do obywateli SWOJEGO państwa, w którym inwestują kapitał dla zysku? Jak ty, gdy byłeś jaśnie panem, traktowałeś swych rodaków, będących dla ciebie źródłem zysku?
|
|
| |  | krystkon_1976 (4491 punktów) (zablokowany) | >Pewnie, że nie czują. A według ciebie czują jakąś miętę czy inne zioło do obywateli SWOJEGO państwa, w którym inwestują kapitał dla zysku? Jak ty, gdy byłeś jaśnie panem, traktowałeś swych rodaków, będących dla ciebie źródłem zysku?
Nie rób pochopnych wniosków czyniąc świat czarno-białym tylko zastanów się nad odcieniami szarości uczuć. Czasem pozorny brak emocji jest jednak emocją, której wybudzenie wymaga silniejszych bodźców.
Dam ci przykład. Na drodze obserwujesz potrącenie psa przez samochód prowadzony przez inną osobę. Osoba, która uderzyła w psa zatrzymuje się i ty się zatrzymujesz. Widzisz jednak jak pies zbiera się z ulicy i znika w ciemności. Rozglądacie się jeszcze przez chwilę za nim, osoba, która uderzyła w psa tłumaczy się przed tobą, ale psa już nie ma. Zniknął. Nic już nie możecie zrobić. Wsiadacie i odjeżdżacie.
Teraz wyobraź sobie tę samą sytuację z potrąceniem człowieka. Być może jeszcze wzywacie policję ale człowieka nie ma, zniknął. Nic nie możesz już zrobić więc odjeżdżasz.
Po takich zdarzeniach pozostałby w tobie jednak różne emocje. Pies prawdopodobnie szybko zniknąłby z twoich myśli ale człowiek już nie tak szybko co może skutkowałoby nawet zmianą twoich zachowań na drodze.
Czasem drobna różnica robi ogromną różnicę.
Jak sądzisz skąd wzięły się nazwy "żółtek" albo "czarnuch", jeśli nie z rasistowskiej pogardy, która bardzo dużo mówi o stosunku do cierpienia ludzi o odmiennym kolorze skóry? Sądzisz, że w ludzkich umysłach nie ma żadnego pogardy dla innych nacji? Gdyby tej pogardy nie było to nie byłoby prawa krwi a jest.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|