Racjonalista - Strona głównaDo treści
O braku potrzeby siorbania

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kultura
NapisanoAutorTytuł
29-11-2016 12:38Arminius (25555 punktów)O braku potrzeby siorbania
Ocena 1 na 1
Jak wiadomo naturalia non sunt turpia i dlatego też lekarz Klaudiusza nakazywał mu puszczać bez skrępowania wiatry, bo – jak utrzymywał – kto przedkłada dobre obyczaje nad zdrowie jest kwalifikowanym idiotą. Ale czy maksyma jak wyżej i analogia też odnosi się do generowania nieprzystojnych dźwięków w trakcie procesu konsumpcji jadła? Czy jest więc naturalnym siorbanie, ćmakanie, chlipanie, żłopanie, mlaskanie, chłeptanie, cmokanie tudzież emitowanie innych odgłosów gwałcących wrażliwe ucho estety - nie ubranych dotąd w onomatopeiczną szatę? De gustibus non est... Jednakże w naszej kulturze w zakresie zachowania się przy stole uznaje się mimo wszystko prymat bezgłośnego odżywiania się. Inaczej bywa gdzie indziej. W wielu kulturach azjatyckich czy afrykańskich – mlaskanie, siorbanie i tzw. „bekanie” jest conditio sine qua non należytej stołowej etykiety. Trend jak wyżej zaistniał już także nad Wisłą – w ramach tzw. „slow foodowego” stylu życia. W jego ramach je się slow food ( w przeciwieństwie do fast food), je się rękoma jeżeli jest to możliwe oraz – uwaga – je się hałaśliwie. O ile podoba mi się pierwsza i druga zasad subkultury slowfoodowej – o tyle nie jestem przekonany co do potrzeby mlaskania, siorbania i chłeptania obleśnego w trakcie konsumpcji. W moim odczuciu nie jest to naturale, naturalnym również nie jest czynienie przykrości współbiesiadnikom – co siłą rzeczy jest konsekwencja sytuacji jak wyżej. Obrońcy tezy jak wyżej wyrażanej zasadą naturalia non sunt turpia – winni się zastanowić jak na ogólną atmosferę biesiadowania wpłynęłoby powszechne puszczanie stężonych bąków przez ucztujących – przy czym w wypadku tym należy wziąć pod uwagę nie tylko niemiły uchu dźwięk ale także element zapachu. A przecież jeżeli założymy i siorbanie jest OK, to dlaczegóż by i puszczanie bąków miało nim nie być?
Ludzi emitujących przykre dla ucha odgłosy z kategorii jak wyżej – jest multum i można na nich natrafić wszędzie. W pociągu, samolocie, restauracji, pracy, uroczystości rodzinnej. I niestety nie ma wyjścia i trzeba znosić hałasy przez nich kreowane, penetrujące bezlitośnie do naszej przestrzeni osobistej. Czasami remedium na problem są stopery do uszu – ale niestety nie zawsze. Mnie szczególnie jeden rodzaj „noise pollution” jak wyżej daje się we znaki. Otóż jest typ „pollutanta” (najczęściej mężczyzna), który wytwarzając w jamie gębowej podciśnienie w celu wyssania fragmentu jadła tkwiącego nieszczęśliwie w ubytkach uzębienia lub przestrzeniach międzyzębnych (delikwent jest przeciwnikiem wykałaczki i dental floss) – generuje niejako przy okazji – irytujący wielce dźwięk o charakterze ssąco – cmokającym. Jeżeli proceder ów przeciąga się w czasie – może dać się ogromnie we znaki wrażliwemu uchu.
Życzę smacznego!
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

ZaKotem (8733 punktów)O zachowaniu się przy stole postmodernistycznym
> De gustibus non est...
>Jednakże w naszej kulturze w zakresie zachowania się przy stole uznaje się mimo wszystko prymat
>bezgłośnego odżywiania się. Inaczej bywa gdzie indziej.

Moim zdaniem tym, co wyróżnia kulturę "zachodnią" początku XXI wieku w przestrzeni i czasie jest zanikanie powszechnie przyjętych norm zachowania i zastąpienie ich normami subkulturowymi, obowiązującymi w wąskich grupach. Zdaje się, że jestem w tym w mniejszości, ale uważam to zjawisko za pozytywne. Jako konsekwentny libertyn uważam, że likwidacji powinna ulec moralność, będąca zbiorem arbitralnych i irracjonalnych reguł zachowania, a winna być zastąpiona etyką, czyli przemyslanym kontrolowaniem swych działań tak, aby nie przynosiły innym szkody. Ktoś zapytać może - a co, gdy ktoś moralność juz odrzuci, a etyki w zamian nie przyjmie, bo mu się nie mieści do mózgu. Otóż jest to wtedy powrót do pierwotnej dzikości. Nie jest to rzecz dobra, ale z dwojga złego człowiek dziki, który jest niemoralny i nieetyczny, jest i tak mniej zły od takiego, co jest moralny i nieetyczny. Bardziej podoba mi się taki człowiek, co otwarcie przyrownuje mnie do męskich narządów płciowych (swoją drogą, co jest złego w tych narządach, wszak codziennie podajemy im rękę) od takiego, co mówi mi "Szanowny Panie" życząc mi prsy tym serdecznie, żeby mnie diabli wzięli. Moralność powoduje powszechną ślepotę, sprawia, że ocenuamy ludzi nie po tym, jak traktują innych, ale po tym, czy mają fredzle na płaszczu albo czy wydają dźwięki, jedząc. Słuszne jest i sprawiedliwe, że zasady takie zanikają.

>W moim odczuciu nie
>jest to naturale, naturalnym również nie jest czynienie przykrości współbiesiadnikom - co siłą
>rzeczy jest konsekwencja sytuacji jak wyżej.

To bardzo istotna kwestia styku etyki z moralnością. Bo chociaż moralność zasługuje na zniszczenie, to faktem hest, że ją wciąż mamy i nie możemy pozbyć się jej ot tak, aktem woli. Garb też jest czymś, co nie powinno istnieć, ale to wszak nie upoważnia nas do kopania garbatego po tym garbie! Naruszanie z premedytacją czyichś zasad moralnych hest realnym krzywdzeniem drugiego człowieka i ten, kto kieruje się etyką, powinien tego w miarę możliwości unikać
Aby jednak stwierdzić, czy siorbanie narusza czyjeś zasady, trzeba wszak poznać jego zasady i dowiedzieć się, czy siorbanie je narusza. A na skutek wspomnianej wyżej różnorodności nie sposób z góry zakładać, że tak. Bo moich na przykład nie. Pytanie wprost odpada, bo ludzie skłonni są do kłamstwa. Najlepiej by było, gdyby gospodarz sam informował. W lokalach publicznych mogłyby być wydzielone sale dla siorbiących i niesiorbiących. W przypadku lokali prywatnych gospodarz powinien dawać przykład gościom. O ile przykład siorbania jest jasny, to powstaje pytanie, jak dać przykład niesiorbania. Bo gdy gospodarz nue siorbie, to nie wiadomo, czy to dlatego, że należy do partii niesiorbiących, czy też dlatego, że nie jest wrażliwy na gorąco. Najlepiej byłoby, aby zwolennicy siorbania posiorbali trochę z góry, nawet gdy nie czują potrzeby. Wtedy brak siorbania gospodarza można rozumieć jako brak aprobaty. Nie każdą jednak czynność post-konsumpcyjną można wykonać celowo jako przykład, nie sposób biwiem pierdnąć aktem woli i to zbliża nas do kolejnego palącego problemu.

>Obrońcy tezy jak wyżej wyrażanej zasadą naturalia non
>sunt turpia - winni się zastanowić jak na ogólną atmosferę biesiadowania wpłynęłoby powszechne
>puszczanie stężonych bąków przez ucztujących - przy czym w wypadku tym należy wziąć pod uwagę
>nie tylko niemiły uchu dźwięk ale także element zapachu. A przecież jeżeli założymy i siorbanie jest
>OK, to dlaczegóż by i puszczanie bąków miało nim nie być?

No właśnie. Siłowe zatrzymywanie gazów prowadzi u wielu ludzi do zaparć, które same w sobie są wystarczająco przykre, a mogą powodować wrzody a nawet zwiększać prawdopodobieństwo raka jelita. Należy sobie zadać pytanie, co jest lepsze - znosić przykry zapach, który w wentylowanym pomieszczeniu rozejdzie się po kilkunastu sekundach, czy mieć świadomość, że chęć przypodobania się naszym zmysłom ktoś opłaca chorobą. Dla mnue wybór jedt zupełnie oczywisty. O ile sprawa siorbania to drobiazg, który powinien być rozstrzygany poprzez umowę wolnych jednostek z poszanowaniem prawa własności, to sprawa bąka dotyczy zdrowia i warto zawsze i wszędzie rozpowszechniać zasadę UWOLNIĆ BĄKA!
>
>Życzę smacznego!
Nawzajem!
Jużnieborek (579 punktów)Odp: O zachowaniu się przy stole postmodernistycznym
>nie sposób biwiem pierdnąć aktem woli

Tu polemizowałbym
Arminius (25555 punktów)czy estetyka pożera etykę?
"Jako konsekwentny libertyn uważam, że likwidacji powinna ulec moralność, będąca zbiorem arbitralnych i irracjonalnych reguł zachowania, a winna być zastąpiona etyką, czyli przemyslanym kontrolowaniem swych działań tak, aby nie przynosiły innym szkody."

To kwestia definicji ( moralnośc, etyka) i być może problem jest sensu stricto akademicki. Bo być może wystepuja cprzeciwko moralności - tak naprawde wystepuje Pan przeciwko jej nieobecnosci czy tez jej ebrakom, czyli przeciwko amoralności/ immoralności.

"To bardzo istotna kwestia styku etyki z moralnością. Bo chociaż moralność zasługuje na zniszczenie, to faktem hest, że ją wciąż mamy i nie możemy pozbyć się jej ot tak, aktem woli. "

Zgrozą wieje od pańskich postulatów wyrugowania moralności. Na milę to pachnie ( jeżeli już jesteśmy na obszarze organoleptyki) rodzajem utopii, która w poszukiwaniu lepszego, przyniesie gorsze. Co do styku jak w passusie - jest to chyba jeszcze bardziej istotna kwestia styku estetyki z etyką, przy czym być może ta pierwsza pożera tę drugą.

"Aby jednak stwierdzić, czy siorbanie narusza czyjeś zasady, trzeba wszak poznać jego zasady i dowiedzieć się, czy siorbanie je narusza. A na skutek wspomnianej wyżej różnorodności nie sposób z góry zakładać, że tak. Bo moich na przykład nie. Pytanie wprost odpada, bo ludzie skłonni są do kłamstwa. Najlepiej by było, gdyby gospodarz sam informował. W lokalach publicznych mogłyby być wydzielone sale dla siorbiących i niesiorbiących. W przypadku lokali prywatnych gospodarz powinien dawać przykład gościom. O ile przykład siorbania jest jasny, to powstaje pytanie, jak dać przykład niesiorbania. Bo gdy gospodarz nue siorbie, to nie wiadomo, czy to dlatego, że należy do partii niesiorbiących, czy też dlatego, że nie jest wrażliwy na gorąco. Najlepiej byłoby, aby zwolennicy siorbania posiorbali trochę z góry, nawet gdy nie czują potrzeby. Wtedy brak siorbania gospodarza można rozumieć jako brak aprobaty. Nie każdą jednak czynność post-konsumpcyjną można wykonać celowo jako przykład, nie sposób biwiem pierdnąć aktem woli i to zbliża nas do kolejnego palącego problemu."

No właśnie, nalezy znaleźć jakiś złoty środek, kompromisowe rozwiązanie - i tutaj zalecałbym w jakimś przynajmniej stopniu powielenie formuły zastosowanej wobec palaczy. Bo wie Pan, wkońcu jest tak, iż bardziej potrafi irytować siorbanie, niż niesiorbanie, tak samo jak bardziej irytuje palenie niż niepalenie. I dlatego siorbiący powinni chyba iść na większy kompromis wobec niesiorbiących niż vice versa?

"Siłowe zatrzymywanie gazów prowadzi u wielu ludzi do zaparć, które same w sobie są wystarczająco przykre, a mogą powodować wrzody a nawet zwiększać prawdopodobieństwo raka jelita".

Zdrowie jest priorytetowe - więc jak już musi, niech puści wiatra, dotyczy to także oddawana moczu czy defekacji w miejscu publicznym. Ale jeżeli może wyjść za potrzebą do tolaety czy poza przestrzeń dzieloną z innymi - niech to bezwzględnie zrobi. Zbytni liberalizm w tym względzie może prowadzić do upowszechnienia się "chodzenia na łatwiznę" i tumiwisizmu.
Jużnieborek (579 punktów)Odp: O braku potrzeby siorbania
>W moim odczuciu nie jest to naturale, naturalnym również nie jest czynienie przykrości współbiesiadnikom - co siłą rzeczy jest konsekwencja sytuacji jak wyżej.

Jest to jak najbardziej naturalne - istnieje różnica między tym, co nienaturalne a tym, co niekulturalne (nabywane w procesie socjalizacji).

Wróć do listy wątków działu Kultura
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365