Racjonalista - Strona głównaDo treści
Stwierdzenie

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
16-02-2007 19:12tkb_bk (22 punktów)Stwierdzenie
Ateiści nie mogą być romantykami, ponieważ w życiu kierują się jak sami twierdzą tylko rozumem a nie sercem.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Nelchael (2125 punktów)
(zablokowany)
Odp: stwierdzenie
>Ateiści nie mogą być romantykami, ponieważ w życiu
>kierują się jak sami twierdzą tylko rozumem a nie sercem.

W szkole mi mówili, że serce jest od pompowania krwi, więc raczej ciężko się nim kierować
joice (259 punktów)
>>Ateiści nie mogą być romantykami, ponieważ w życiu
>>kierują się jak sami twierdzą tylko rozumem a nie sercem.
>W szkole mi mówili, że serce jest od pompowania krwi, więc raczej ciężko się nim kierować
on chyba mial na mysli emocje.rzeczywiscie,kierowanie sie emocjami w zyciu jest dosc sliska sprawa,moga byc one jednakze dobrym doradcą, dzialajac wspolnie z rozumem.pozdrawiam
16-02-2007 20:48 
 Ocena 1 na 1
Nelchael (2125 punktów)
(zablokowany)
>on chyba mial na mysli emocje.rzeczywiscie,kierowanie sie emocjami w zyciu jest dosc sliska sprawa,moga byc one jednakze dobrym doradcom,dzialajac wspolnie z rozumem.pozdrawiam

No patrz, o tym nie pomyślałem .

Czasem ciężko opierać się emocjom, zwłaszcza takim jak miłość lub nienawiść. Mimo że czasem słuchanie 'głosu serca' przynosi dobre skutki, o wiele lepiej jest na chłodno wszystko przemyśleć, zanim coś się zrobi.
joice (259 punktów)

>No patrz, o tym nie pomyślałem .
>Czasem ciężko opierać się emocjom, zwłaszcza takim jak miłość lub nienawiść. Mimo że czasem słuchanie 'głosu serca' przynosi dobre skutki, o wiele lepiej jest na chłodno wszystko przemyśleć, zanim coś się zrobi.

milosc i nienawisc to juz uczucia trwaja o wiele dluzej niz emocje.moze rzeczywiscie bardziej chodzilo o uczucia niz emocje,ktore pojawiaja sie nagle jako reakcja na bodzce zewn.kierowanie sie nimi cechuje osobowosci schizofreniczne i psychotyczne.ale czy kierowanie sie uczuciami a nie rozumem cechuje ludzi wierzacych???
16-02-2007 21:00 
 Ocena 1 na 1
Nelchael (2125 punktów)
(zablokowany)

>milosc i nienawisc to juz uczucia
Mój błąd

>ale czy kierowanie sie uczuciami a nie rozumem cechuje ludzi wierzacych???
Niektórych na pewno, na szczęście tylko tych bardziej fanatycznych - większość teistów (przynajmniej w kręgach moich znajomych) kieruje się rozumem we wszystkich sprawach oprócz religii .
Mesetchina (119 punktów)
.
>ale czy kierowanie sie uczuciami a nie rozumem cechuje ludzi wierzacych???

Myślę, że nie ma tu żadnej prawidłowości w stylu, że wierzący kierują się uczuciami a niewierzący - rozumem. Zawsze miałam wrażenie, że wiara to dyspozycja psychiczna, którą posiada się lub nie. Odejście od wiary naprawdę rzadko dokonuje się pod wpływem analiz rozumowych. Najczęściej ma podłoże emocjonalne lub dzieje się w oparciu o odpowiedź na pytanie: "czy bóg jest mi do czegoś potrzebny?". W świecie można znaleźć tyle samo danych świadczących za jak i przeciw istnieniu boga. Nie ma zatem sensu mówić o rozumowym dochodzeniu do prawd wiary czy ateizmu, bo obydwie drogi można łatwo podważyć. Wiara bądź niewiara jest wg mnie bardziej cechą osobowości i nie ma nic wspólnego z tym, czy kierujemy się uczuciami czy rozumem
Kornowski (835 punktów)
>W szkole mi mówili, że serce jest od pompowania krwi, więc raczej ciężko się nim kierować

No popatrz a bodajże Grecy twierdzili, że od wyższych uczuć jest Wątroba a serce to najwyżej pożądanie

A tak właściwie to co rozumiemy pod pojęciem romantyka? Mnie za sprawą epoki romantyzmu to słowo źle się kojarzy. Np z bęcwałami co się pchają do wojny, choć dużo więcej zwojowaliby swoimi wierszami, lub cwaniakami i megalomanami wciskającymi kit typu: "jestem milijon bo za miliony cierpę bla bla bla"
$kRz@tEi$tK@ (5585 punktów)
I tu się chłopcze (może dziewcze?) mylisz.
Uważasz, że my- ateiści nie mamy uczuć??? Gdybyśmy nie mieli to byśmy nie żyli. Każdy człowiek chce, potrafi i stra się być uczuciowym. Jestem ateistką i jakoś potrafie kochać, lubić...
To prawda, kierujemy się mózgiem, ale to nie znaczy, że nie mamy serca (metaforycznego). Przecież wiara to jest zupełnie odrębna sprawa. Co z tego, że nie pójdę do ołtarza jeżeli będę i tak kogoś kochała nad życie. Jestem normalnym człowiekiem, tylko mam inne poglądy.
Uważam, że wiara, czy niewiera nie mają nic wspólnego z uczuciami. Tak samo jak Ty żyję, tak samo jak Ty kocham. Moje poglądy są odmienne i mimo że wiem co wywołuje uczucie motyli w żołądku w czasie zakochania, to dla mnie nadal jest to niesomowite i wspaniałe przeżycie. A mimo to wciąż moja niewira jest silniejsza, a ja nadal normalna.
Więc o co Ci tak naprawde chodzi???
tkb_bk (22 punktów)
Tak samo jak Wy ateisci uwazacie że My teiści nie możemy być realistami, dlaczego? Przecież ja będąc osobą wierzącą mysle realnie w wielu życiowych sprawach. Tak jak Ty potrafisz kochać i lubić tak Ja potrafię racjonalnie myśleć.Zgadzam się że wiara jest zupełnie odrębną sprawą, nie należy mieszać jednego z drugim i tak przecież nie robie.
Patty Matheson (2087 punktów)
>Tak jak Ty potrafisz kochać i lubić tak Ja potrafię racjonalnie myśleć.Zgadzam się że wiara jest zupełnie odrębną sprawą, nie należy mieszać jednego z drugim i tak przecież nie robie.

Dokładnie tak
Bóg to jest coś, czego racjonalnie ogarnąć nie można ani w te, ani we wte. Jeśli tylko wiara nie przeszkadza w racjonalnym postępowaniu w życiu, a niewiara w słuchaniu intuicji, gdy nie zaszkodzi, to wszystko jest w porządku. Życie jest nudne, gdy poświęcamy się jednej idei

Pozdrówka

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
$kRz@tEi$tK@ (5585 punktów)
No właśnie, wiary nie można wyjaśnić i wierzy tylko ten który chce, bo nie potrafi inaczej żyć. Ja potrafię, potrafię także kochać, lubić, nienawidzieć, ale nie potrafie wierzyć w boga, tylko tyle.

"...cóż szczęście dać może nietrwałe, skoro snem jest całe..."
Patty Matheson (2087 punktów)
>No właśnie, wiary nie można wyjaśnić i wierzy tylko ten który chce, bo nie potrafi inaczej żyć.

Załóżmy taką hipotetyczną sytuację, że racjonalnie myślący człowiek wierzy w Boga, ponieważ zna siebie i dobrze wie, że akurat on bez tej wiary nie potrafiłby żyć - byłby w depresji, nie widziałby sensu... Gdyby odrzucił tę wiarę, skazując się na "ból istnienia" , to postąpiłby nieracjonalnie, prawda? I chyba nie jest to do odrzucenia. Wiara, bardziej zbliżona do nadziei, jest czymś, na co każdy człowiek może sobie pozwolić. Ważne, żeby ta wiara nie powodowała jakichś nieracjonalnych zachowań. Rozum rozumem, ale może to jednak człowiek powinien stać w środku?

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
$kRz@tEi$tK@ (5585 punktów)
Jeżeli człowiek nazywa nieskończoność swoim bogiem to może być realistą, ale kiedy ktoś wierzy w boga siedzącego gdzieś w niebie i patrzącego na nas z góry to może być realistą, ale zawsze w tej sprawie będzie się różnieł od prawdziwego realisty. Takie jest moje zdanie.

"...cóż szczęście dać może nietrwałe, skoro snem jest całe..."
Patty Matheson (2087 punktów)
Ale nazywając nieskończoność swoim bogiem nie zakładamy z góry jej istnienia, i wpływu na nas w sensie występującym przy bogach z większości religii; to coś jak nazwać pieniądze albo George'a Clooney'a swym bogiem. I dopóki kończy się na słowach i szacunku, jest ok, ale już czczenie czegoś rzeczowego czy innej osoby nie jest zbyt realistyczne.
Natomiast jeśli ktoś zakłada inteligentną istotę stojącą, niekoniecznie siedzącą , "poza tym wszystkim" to też nie wiem czy może być nazwany realistą, zależy jaką definicję przyjmiemy za podstawę. Jeśli o mnie chodzi, to mi się to w żaden sposób z realizmem nie kojarzy


"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
LEGION (3161 punktów)

>Natomiast jeśli ktoś zakłada inteligentną istotę stojącą, niekoniecznie siedzącą , "poza tym wszystkim" to też nie wiem czy może być nazwany realistą, zależy jaką definicję przyjmiemy za podstawę. Jeśli o mnie chodzi, to mi się to w żaden sposób z realizmem nie kojarzy

A dlaczego nie? jakoś nie udało mi się znaleźć przekonujących dowodów na to, że taka istota istnieje, pewnych dowodów na to, że nie istnieje też nie znam.

>"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"

PS. Gość którego tak namiętnie cytujesz uważał, że istnienie takiej istoty jest konieczne... I to ona gwarantuje rozwój tego prawa moralnego i istnienie sprawiedliwości moralnej(por. W. Tatarkiewicz, Historia filozofii, PWN, Warszawa 2003).
Patty Matheson (2087 punktów)
>A dlaczego nie? jakoś nie udało mi się znaleźć przekonujących dowodów na to, że taka istota istnieje, pewnych dowodów na to, że nie istnieje też nie znam.

Chodziło mi o potoczne rozumienie realizmu, bo jeśli chodzi o konkretną filozofię, to nie wiem czy się stosuje. Realizm z grubsza zakłada obiektywne istnienie świata takiego jakim go widzimy, co jak dla mnie jest pomysłem czysto historycznym. Nie widzimy Boga, żadne instrumenty go nie wykrywają. Jak więc wcisnąć takiego Boga w realny świat? Można powiedzieć, że Bóg akurat nie jest dostępny naszym zmysłom w żaden sposób, ale obiektywnie istnieje. Ale w ten sposób mogę sobie przyjąć istnienie czegokolwiek. I to będzie równie realistyczne co nie.

Brak dowodów nie jest potrzebny, bo chodzi tu o wiarę, czyli założenie istnienia czegoś, na zasadzie "tak mnie wychowano" lub "czuję to w kościach", nawet bez próby rzeczowego podejścia. Jakiekolwiek rzekome dowody, przesłanki wchodziłyby w zakres nauki, i wtedy można byłoby do [nie]istnienia Boga podejść realistycznie. Ale, jak sam powiedziałeś, nie ma ich.

>PS. Gość którego tak namiętnie cytujesz uważał, że istnienie takiej istoty jest konieczne... I to ona gwarantuje rozwój tego prawa moralnego i istnienie sprawiedliwości moralnej

Primo, mógł się mylić. Nikt nie jest idealny. Ale nawet bym się z nim poniekąd zgodziła, ale tylko z utożsamieniem własnej istoty z owym bogiem.
Secundo, nie wiem jak Ty, ale ja nie chłonę żadnego filozofa w całości, nikt nie jest dla mnie totalnym autorytetem, zaznaczę że ten na pewno nie. Ale to, że patrzę z przekąsem, nie przeszkadza mi w dojrzeniu głębi i mądrości [akurat do mnie trafiającej] w jednej przypisywanej mu sentencji.
Ale widzę, że Was to motto łechce, więc chyba powinnam zmienić, żeby nie prowokować

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
LEGION (3161 punktów)

>Realizm z grubsza zakłada obiektywne istnienie świata takiego jakim go widzimy, co jak dla mnie jest pomysłem czysto historycznym.

To nie realizm, raczej empiryzm.

>Nie widzimy Boga, żadne instrumenty go nie wykrywają. Jak więc wcisnąć takiego Boga w realny świat? Można powiedzieć, że Bóg akurat nie jest dostępny naszym zmysłom w żaden sposób, ale obiektywnie istnieje. Ale w ten sposób mogę sobie przyjąć istnienie czegokolwiek. I to będzie równie realistyczne co nie.

I tu jest właśnie problem empirystów: nie widzę = nie ma. W ten sposób mówić można było kilkaset lat temu o prądzie i falach radiowych. A jednak są... Kwestia znalezienia odpowiednich urządzeń pomiarowych. Kto zagwarantuje, że z bogami nie będzie podobnie?

>Brak dowodów nie jest potrzebny, bo chodzi tu o wiarę, czyli założenie istnienia czegoś, na zasadzie "tak mnie wychowano" lub "czuję to w kościach", nawet bez próby rzeczowego podejścia. Jakiekolwiek rzekome dowody, przesłanki wchodziłyby w zakres nauki, i wtedy można było by do [nie]istnienia Boga podejść realistycznie. Ale, jak sam powiedziałeś, nie ma ich.

Takie czucie w kościach miał na ten przykład Demokryt...
I jak trafił z atomami...

>Ale widzę, że Was to motto łechce, więc chyba powinnam zmienić, żeby nie prowokować

Nas? Nie tylko mnie w oczka kłuje? Tak serio bawi mnie to trochę, bo to prawo moralne to chyba jedyna rzecz w której staruszek Kant musiał się uciekać do boskiej pomocy.
Patty Matheson (2087 punktów)
>To nie realizm, raczej empiryzm.

Realizm zakłada, że jak już coś "widzimy" to to jest takie obiektywnie. Empiryzm dopuszcza zależność obserwacji od obserwującego, tym bardziej że nauka to potwierdza.

>I tu jest właśnie problem empirystów: nie widzę = nie ma. W ten sposób mówić można było kilkaset lat temu o prądzie i falach radiowych. A jednak są... Kwestia znalezienia odpowiednich urządzeń pomiarowych. Kto zagwarantuje, że z bogami nie będzie podobnie?

Pożyjemy, zobaczymy Wszystko się zmienia w czasie, nauka, światopoglądy, religie.
Co więcej, wiele faktów najpierw odkryto "na papierze" [promieniowanie tła, neutrina], a dopiero później udowodniono empirycznie. Poszerzają się możliwości dla chcących znaleźć bogów. Jak już ktoś mi poda równanie na boga, to zwrócę pół honoru
No ale sam powiedz, czy empiryści nie postępują realistycznie i rozsądnie, nie przyjmując niczego, co nie jest nam dostępne nawet pośrednio? Przecież jak tylko pojawiają się takowe możliwości, nie zamykają się na nie.

>Takie czucie w kościach miał na ten przykład Demokryt...
>I jak trafił z atomami...

Szanse były jak 1:1
Pan Demokryt zrobił wielki krok, ale tak do końca to nie miał racji

>Tak serio bawi mnie to trochę, bo to prawo moralne to chyba jedyna rzecz w której staruszek Kant musiał się uciekać do boskiej pomocy.

Bardzo mnie to dziwi, że nie potrafił zrozumieć, iż moralność może pochodzić z samej natury człowieka, ale kto go tam wie. Może był sponsorowany


"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
LEGION (3161 punktów)
Z tego co wiem jeden i drugi kierunek zakłada obiektywne istnienie świata zewnętrznego. Jednak realizm kładzie większy nacisk na poznanie intelektualne, a empiryzm na zmysłowe.
porównaj:
pl.wikipedia.org/wiki/Realizm
pl.wikipedia.org/wiki/Empiryzm

>zakłada obiektywne istnienie świata takiego jakim go widzimy

Takie stwierdzenie odnosiło się do zmysłów. Choć prawdę mówiąc różnica niewielka, to wyszło moje czepialstwo...
Patty Matheson (2087 punktów)
>Z tego co wiem jeden i drugi kierunek zakłada obiektywne istnienie świata zewnętrznego. Jednak realizm kładzie większy nacisk na poznanie intelektualne, a empiryzm na zmysłowe.

Każdy akt obserwacji zaburza stan sprzed aktu, jeśli w ogóle jakiś stan jest przed obserwacją. Wszelkie obserwacje polegają przecież na oddziaływaniach materii. Tak więc nie możemy znać ewentualnego obiektywnego stanu wszechświata, chyba że cofnąć się do niego rozumowo, ale to zbyt złożone i trudne. De facto nie wiemy, czy kot żyje czy nie przed otwarciem pudełka Realizm zakłada, że kot w jakimś stanie jest, tyle że my nie wiemy. Sam realizm nie zdaje się preferować żadnej ścieżki poznania tego obiektywnego świata. Realizm można realizować [ ] drogą i empiryczną, i racjonalistyczną. Mogę się mylić, zresztą to i tak tylko "words, words, words"
Wikipedia... nasze ulubione źródło wiedzy

>>zakłada obiektywne istnienie świata takiego jakim go widzimy
>Takie stwierdzenie odnosiło się do zmysłów. Choć prawdę mówiąc różnica niewielka, to wyszło moje czepialstwo...

Może trochę niefortunnie to sformułowałam. Chodziło mi o to, że jak już coś postrzegamy, to jest to takie obiektywnie i bez względu na postrzegającego. Według Realistów, afkoz

Czepialstwo innych wyrabia naszą precyzję, nie mam nic przeciwko Mam przyjaciela, który swego czasu zawsze łapał za słówka, takie zboczenie studenta prawa. Co za dużo to niezdrowo, ale póki służy wzajemnemu zrozumieniu, jest o'kay

Pozdrawiam


"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
LEGION (3161 punktów)

>Każdy akt obserwacji zaburza stan sprzed aktu, jeśli w ogóle jakiś stan jest przed obserwacją. Wszelkie obserwacje polegają przecież na oddziaływaniach materii.

Obserwowałem kota za oknem: jak wpłynąłem na jego stan?
Jestem zdecydowanym przeciwnikiem zamykania kotów w pudełkach, zwłaszcza, jeżeli wyciągamy je potem martwe.

>Wikipedia... nasze ulubione źródło wiedzy

Wiem,wiem,zwykle nie korzystam, ale te akurat hasła całkiem nieźle zredagowali.
Patty Matheson (2087 punktów)
>Obserwowałem kota za oknem: jak wpłynąłem na jego stan?

Mógł się zacząć czuć niepewnie I to nie jest odpowiedź "na odczep-się". Ale dokładne określenie skali zmiany jego stanu jest trudne; za dużo jest czynników do rozważenia, ponadto jest pewien problem z przypadkowością zdarzeń kwantowych. Nie możemy więc, chociażby przez jakieś obliczenia, "cofnąć się" do stanu sprzed obserwacji i go opisać, jeśli nawet jakiś istniał.
Jeśli chcemy mieć informację o świecie zewnętrznym, odebrać go, musimy oddziaływać z nim. Wzrok to kwestia reakcji chemicznych pod wpływem światła. Słuch ma za podstawę fale mechaniczne cząstek. Jedna cząstka, żeby "wiedzieć" o drugiej, musi się z nią np. zderzyć, co zmieni energię obu, a zatem ich stany.
Ten fakt neguje uznanie, że świat jest taki jakim go postrzegamy. Jednak wciąż nie podwarza znacznie jego obiektywnego istnienia.
Natomiast kwantówka, o ile dobrze pamiętam, przyjmowała nawet możliwość, że nic nie istnieje w jakimś stanie [jest w żadnym i we wszystkich naraz], dopóki z czymś nie oddziałuje.
W alegorycznym przypadku z kotem możemy przyjąć, że kot przed naszym spostrzeżeniem jakiś stan posiadał, ponieważ o ile kwantowo nie musiał być określony, o tyle stawał się taki przez interakcje z wszelkim otoczeniem.

>Jestem zdecydowanym przeciwnikiem zamykania kotów w pudełkach, zwłaszcza, jeżeli wyciągamy je potem martwe.

Też uwielbiasz koty?

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
LEGION (3161 punktów)

>Jeśli chcemy mieć informację o świecie zewnętrznym, odebrać go, musimy oddziaływać z nim. Wzrok to kwestia reakcji chemicznych pod wpływem światła. Słuch ma za podstawę fale mechaniczne cząstek. Jedna cząstka, żeby "wiedzieć" o drugiej, musi się z nią np. zderzyć, co zmieni energię obu, a zatem ich stany.
>Ten fakt neguje uznanie, że świat jest taki jakim go postrzegamy. Jednak wciąż nie podwarza znacznie jego obiektywnego istnienia.

Odbiór światła gwiazd nie wpływa na nie w żaden znaczący sposób. Reakcje chemiczne zachodzą wewnątrz naszego organizmu, nie w gwiazdach, które swą energię już dawno wypromieniowały.
Nasza obecność, bryła ciała, zakłóca fale, masy powietrza. Fakt obserwacji niewiele zmienia w takiej sytuacji.

>Natomiast kwantówka, o ile dobrze pamiętam, przyjmowała nawet możliwość, że nic nie istnieje w jakimś stanie [jest w żadnym i we wszystkich naraz], dopóki z czymś nie oddziałuje.

A na kwantach się nie znam. Więc się spierać nie będę.

>Też uwielbiasz koty?

Ma się rozumieć.
Patty Matheson (2087 punktów)
>Odbiór światła gwiazd nie wpływa na nie w żaden znaczący sposób. Reakcje chemiczne zachodzą wewnątrz naszego organizmu, nie w gwiazdach, które swą energię już dawno wypromieniowały.
Nasza obecność, bryła ciała, zakłóca fale, masy powietrza. Fakt obserwacji niewiele zmienia w takiej sytuacji.

No w tym przypadku akurat nie bardzo wpływa, bo gwiazdy same wysyłają światło. Żeby coś zobaczyć, od tego "czegoś" musi się odbić światło, co powoduje zmiany stanów czątek tego "czegoś". Analizujemy więc światło odbite wskazujące na stan po odbiciu. Generalnie te zmiany są w świecie makroskopowym ledwo zauważalne, ale fakt jest, że są. Wielkie/niewielkie - to sprawa granic i skali, bardzo względna.
Bardziej istotna jest kwestia subiektywności odbioru. Światło gwiazd po drodze nie dość że może być zniekształone [silne oddziaływnia grawitacyjne, co się zresztą sprawdza], to jeszcze wiemy, że dochodzi do nas z niebagatelnym opóźnieniem. Podobnie zresztą jest z iluzjami optycznymi. No i przede wszystkim kwestia daltonizmu. Nie wiemy też dokładnie jak inne zwierzęta postrzegają świat, ale wydaje się, że całkiem inaczej. Idąc dalej stwierdzamy nawet, że zmysł dotyku jest też tylko złudzeniem - mającym podstawy materialne, ale wciąż złudzeniem, iluzją umysłu.

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
LEGION (3161 punktów)
>Idąc dalej stwierdzamy nawet, że zmysł dotyku jest też tylko złudzeniem - mającym podstawy materialne, ale wciąż złudzeniem, iluzją umysłu.

No i jak to zakładać obiektywne istnienie czegokolwiek...
Bóg by się jakiś przydał, czy co...
$kRz@tEi$tK@ (5585 punktów)
Nie przeczę, że nie możecie być realistami, ale uważam, że niegdy nie będziecie stuprocentowymi realistami.
Mieszasz jedno z drugim mówiąc, że ateiści nie potrafią być romantykami, a to jest niesłuszne stwierdzenie.
Zyga (1539 punktów)
>Nie przeczę, że nie możecie być realistami, ale uważam, że niegdy nie będziecie stuprocentowymi realistami.
>Mieszasz jedno z drugim mówiąc, że ateiści nie potrafią być romantykami, a to jest niesłuszne stwierdzenie.

Kwadrat to prostokąt, prostokąt kwadratem nie będzie
$kRz@tEi$tK@ (5585 punktów)
Dlatego mówię, że nigdy nie będą stuprocentowymi reaistami, bo zawsze wiarę będą wyjaśniać inaczej. W końcu kwadrat ma takie same kąty i równoległe boki, ale długości są rózne, więc nie jest to taka wiela różnica.

"...cóż szczęście dać może nietrwałe, skoro snem jest całe..."
smag (464 punktów)
>Tak jak Ty potrafisz kochać i lubić tak Ja potrafię racjonalnie myśleć.Zgadzam się że wiara jest zupełnie odrębną sprawą, nie należy mieszać jednego z drugim i tak przecież nie robie.

Istnieje logika naukowa i "chłopska" (typu : jak nie zjem to będę głodny), istnieje filozofia i mizologia, istnieje racjonalizm oparty na wiedzy i racjonalizm "chłopski".

Pozdrawiam.
Patty Matheson (2087 punktów)Serce z rozumem w ustawicznej wojnie...
"Serce z rozumem w ustawicznej wojnie; żyć człowiekowi nie dadzą spokojnie"

Ależ mnie kusi żeby się założyć, że istnieją też Ateiści z pobudek uczuciowych... Wydaje się to lekką dewiacją, ale skoro opierając się tylko na intuicji i ślepej wierze można wierzyć sobie w Boga, to dlaczego na tej samej zasadzie nie można wierzyć, że go nie ma? Może są tacy, co będą się upierać przy swej negacji istot wyższych, nie mając żadnych rozumowych argumentów.
Znam wielu niewierzących, jednak oni sami nie nazywają siebie Ateistami, więc im nie doczepię etykietki. Są wśród nich romantycy, niektórzy w swym romantyzmie zaskakujący!

Ciekawszym problemem byłaby kwestia, czy taki już całkowity Racjonalista może być romantykiem? Ale znajdźcie mi, proszę, takiego Racjonalistę, co to tylko "rozum i rozum". To już fanatyzm, czyli niejako sprzeczność.
Racjonalna postawa to ta, która przyjmuje do wiadomości istnienie człowieka z całym jego rynsztunkiem i nie wrzuca uczuć, intuicji do worka z napisem "atawizmy", nie neguje również istnienia podświadomości, tym bardziej że nauka jest za Emocje powstały w trakcie ewolucji, aby ułatwić przetrwanie. Tak to szumnie nazywamy - przetrwanie, no a chodzi po prostu o życie. Emocje i rozum wspierały się zawsze i uzupełniały w niewiadomy co prawda dla nas sposób. Może racjonalnie warto uznać je za godnego partnera w negocjacjach? Ważne, żeby nie przeholować w żadną stronę.


"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)Odp: Serce z rozumem w ustawicznej wojnie...
   Mam pytanko, Patty, za jeden uśmieszek.
   Czy nie przyszło ci do głowy, że racjonalizm u człowieka to jest coś podobnego do programu w komputerze, który włącza się tylko w określonej sytuacji?
   Racjonalizm to jest program do rozwiązywania problemów, włącza się tylko wtedy. Moim zdaniem, racjonalista nie stojący przed żadnym problemem może być naprawdę zwyczajnym człowiekiem.
Patty Matheson (2087 punktów)
Chodzi mi to czasem po głowie
Trochę racja, tyle że proszę wskazać moment życia, w którym nie stoją przed nami żadne problemy Racjonalizm to jest prędzej metoda, a nie styl życia, ale komu to przeszkadza?
Racjonalizm skrajny, taki po całości, to byłoby całkowite podporządkowanie się własnemu rozumowi, czyli taka dewiacja i niejako fanatyzm; to nie jest racjonalne. To nie pierwsza i nie ostatnia w życiu sprzeczność
Racjonalnie rzecz biorąc, rozum powinien wyznaczać, gdzie i jak z siebie [?] korzystać Ale jeśli dopuści kiedykolwiek podejścia nieracjonalne, to już nie będzie racjonalizm. Czyli wychodzi na to samo. Skutek taki sam, a chodzi o motyw

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
$kRz@tEi$tK@ (5585 punktów)
No właśnie są:
-fanatycy religijni, którzy by się tylko modlili, a kiedy usłyszą, że człowiek jest od małpy, a nie, że Bóg stworzył, to by się załamali, że tacy ludzie istnieją, którzy tak uważają.
-i fanatycy racjonalistyczni, którzy by się tylko zastanawiali, i nie wyciągali nosa z książek.
Jednak mówimy o normalnych ludziach, którzy się tym interesują i są dociekliwi, ale nie są prawdziwymi "fanatykami racjonalistycznymi".

"...cóż szczęście dać może nietrwałe, skoro snem jest całe..."
Marian (5438 punktów)
>No właśnie są [...] fanatycy racjonalistyczni, którzy by się tylko zastanawiali, i nie wyciągali nosa z książek.
   Tak na serio. Są tacy? Tzn. ciężko się zastanawiać z nosem w książce
   Ok, jeszcze bardziej serio Jeśli treścią mojego życia jest filozofia natury i dążenie do samorozwoju (co się z filozofią oczywiście też łączy) to czy to coś złego? Chyba nie. Dopóki nie staram się się narzucać innym swoich poglądów i nie nawołuję do przemocy w stosunku do myślących inaczej to wszystko jest chyba ok, czyż nie?
Sycz (227 punktów)Odp: Stwierdzenie
>Ateiści nie mogą być romantykami, ponieważ w życiu
>kierują się jak sami twierdzą tylko rozumem a nie sercem.
>

Nie wiem dlaczego tak piszesz. Mój romantyzm to wiara w to co ludzie mogą zrobić w czasie. Czas płynie a ludzie robią dobrze albo niedobrze, albo jeszcze nic nie robią. Każdy ma jakiś wybór. Ja wierzę, że zrobią dobrze. Czy jestem romantykem? Nie kieruję się sercem tylko wiarą w ludzi.
Nie wierzę w Boga co nie znaczy, że nie chcę w niego uwierzyć, - tylko tych dowodów na jego istnienie jakoś brak
Mój romantyzm wcale nie wyklucza tego, że kiedyś w niego uwierzę. Niczego w tej kwestii nie wykluczam, ale niczego też nie zakładam z góry (brak danych).
$kRz@tEi$tK@ (5585 punktów)
Schodząc z tematu. Zatkało mnie kiedy zobaczyłam, że masz tylko jedną wypowiedź, punktowaną za jeden, a posiadasz 51 pkt??? Aż tyle plusów??? Skąd tylu zwolenników? Szczerze Cię podziwiam

"...cóż szczęście dać może nietrwałe, skoro snem jest całe..."
Sycz (227 punktów)
>Schodząc z tematu. Zatkało mnie kiedy zobaczyłam, że masz tylko jedną wypowiedź, punktowaną za jeden, a posiadasz 51 pkt??? Aż tyle plusów??? Skąd tylu zwolenników? Szczerze Cię podziwiam
>
"...cóż szczęście dać może nietrwałe, skoro snem jest całe..."


No widzsz jak to życie potrafi jeszcze człowieka zaskoczyć
Tak poważnie to sam się nad tym zastanawiam, pozdrawiam
Marian (5438 punktów)
>Ateiści nie mogą być romantykami, ponieważ w życiu
>kierują się jak sami twierdzą tylko rozumem a nie sercem.
   W szkole uczono mnie, że epoka romantyzmu polegała mniej więcej na uwielbieniu cierpienia. Ludzie uwielbiali podcinać sobie żyły z "miłości". Wspaniałe czasy! Faktycznie, racjonalista nie może być romantykiem Na pewno nie w sensie epoki romantyzmu.
   Co do kierowania się organami wewnętrznymi, to mimo wszystko wolę kierować się mózgiem, niż ok. półkilogramowym kawałkiem mięcha
apsik (9 punktów)
>Ateiści nie mogą być romantykami, ponieważ w życiu
>kierują się jak sami twierdzą tylko rozumem a nie sercem.
>
Uważam to stwierdzenie za błędne. Ja jestem ateistką, a nie kieruję się TYLKO i wyłącznie rozumem. Chyba nawet kieruję się częściej sercem niż rozumem.
Sądzę, że zależy to od człowieka. Nie można generalizować.
banita (1 punktów)
A skąd masz na to dowody???????????
Tak ci się tylko wydaje???

JAk twoim zdaniem możesz odróżnić miłość od wiary ????????
Patty Matheson (2087 punktów)
>JAk twoim zdaniem możesz odróżnić miłość od wiary ????????

Ciekawa kwestia. W religii - pewnie nie tylko - chrześcijańskiej wiara bez miłości, jeśli nawet możliwa, to jest na pewno bez znaczenia. Jak już się wierzy w Boga, to trzeba go kochać, bo atk mówi Przykazanie, a i sam Bóg jest miłością. Wiara w tego samego Boga, ale bez miłości do niego, byłaby cechą czcicieli chrześcijańskiego Szatana. Natomiast miłość bez wiary... w Boga jest możliwa bez dwóch zdań. Bez wiary - w sensie nadziei - jakiejkolwiek, trudna, choć [IMO] można kochać i wyzbyć się wszelkich nadziei [ergo - żyć tylko chwilą].


"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
diogenes (42753 punktów)
>Ateiści nie mogą być romantykami, ponieważ w życiu
>kierują się jak sami twierdzą tylko rozumem a nie sercem.

bzdura. to, co nazywasz sercem, to tylko aspekt świadomości, tak jak i jej aspektem jest rozum. idąc na randkę też posługujesz sie rozumem. w ogóle takie ostre dychotomie typu rozum-serce, prawda-fałsz itd. to zwykłe ściemy.
LEGION (3161 punktów)
>Ateiści nie mogą być romantykami, ponieważ w życiu
>kierują się jak sami twierdzą tylko rozumem a nie sercem.

Za krótkie to stwierdzenie. Jak rozumiesz romantyzm? Domyślam się że nie chodzi Ci o ten co go nam w szkole do głowy wbijali.
I o jaki racjonalizm chodzi? Wikipedia ma na ten przykład 5 haseł racjonalizm,ale ogólnie mówiąc o racjonalizmie mamy na myśli sposób poznawania świata ( i reakcję nań). Natomiast romantyzm (ten uczuciowy) służyć może do postrzegania, na to cośmy już poznali. Dlaczego wykluczać >> racjonalne poznanie i >> emocjonalną reakcję na przedmiot/podmiot poznania?
drGrunberg (-15 punktów)
>>Ateiści nie mogą być romantykami, ponieważ w życiu
>>kierują się jak sami twierdzą tylko rozumem a nie sercem.
>Za krótkie to stwierdzenie. Jak rozumiesz romantyzm? Domyślam się że nie chodzi Ci o ten co go nam w szkole do głowy wbijali.
>I o jaki racjonalizm chodzi? Wikipedia ma na ten przykład 5 haseł racjonalizm,ale ogólnie mówiąc o racjonalizmie mamy na myśli sposób poznawania świata ( i reakcję nań). Natomiast romantyzm (ten uczuciowy) służyć może do postrzegania, na to cośmy już poznali. Dlaczego wykluczać >> racjonalne poznanie i >> emocjonalną reakcję na przedmiot/podmiot poznania?
>

ateiści muszą w świetle faktu że racjonalizm jest zaprzeczeniem romantyzmu nie znać romantycznej miłości
miłość to abstrakt, na kształt boga w którego ateiści nie widzą, nie słyszą,nie smakują więc nie wierzą

z przyjażnią tak samo-jej nie można zauważyć,wysłuchać
dlatego myślę że namiastką przyjaźni jest obdarowywanie jakimiś materialnymi rzeczami ateistę czy ateistkę

Aaron Grunberg
Patty Matheson (2087 punktów)
>ateiści muszą w świetle faktu że racjonalizm jest zaprzeczeniem romantyzmu nie znać romantycznej miłości

Było już wyżej o tem, że ateiści nie muszą być racjonalistami, a w wypowiedzi przez Pana cytowanej stwierdzono, że istnieją różne definicje Racjonalizmu, więc na jakiej podstawie uogólnia Pan to pojęcie tylko jako zaprzeczenie romantyzmu? Miłość jest stara jak świat, zazwyczaj romantyczna [choć to zależy od klasyfikacji uczucia do miłości lub nie] i nie wybiera racjonalista-romantyk. Jeśli się kogoś kocha, to całkiem racjonalna jest np. przyjemność z romantycznej kolacji przy świecach. A jeśli Panu chodziło o Romantyzm i miłość romantyczną, to może Pana zaskoczy informacja, że ludzie znali zjawisko miłości romantycznej zanim została zdefiniowana i skojarzona z ekipą p. Mickiewicza?

>miłość to abstrakt, na kształt boga w którego ateiści nie widzą, nie słyszą,nie smakują więc nie wierzą

Nie uwierzyliby nawet, gdyby go posmakowali. Wiara nie wymaga doznań organoleptycznych, więc tamto zdanie jest niepoprawnie sformułowane.

>z przyjażnią tak samo-jej nie można zauważyć,wysłuchać

Miłość i przyjaźń dają się widzieć, słyszeć, czuć, wąchać... Nie wiem skąd niektózy biorą pomysł, że są to jakieś niewidzialne duszki krążące dookoła zakochanych, albo jakaś siła nieopisana przez fizykę, bo może zbyt złożona.
Takie uczucia to są kompleksowe zjawiska. A zjawiska są materialne. To, że w czyimś towarzystwie jest Ci dobrze. Ty to odczuwasz, inni to mogą zobaczyć, a już na pewno powiększenie źrenic podczas zakochania. Słyszysz "ten" głos i czujesz takie przyjemne dreszcze. Przykłady można mnożyć.

Ale co ja się właściwie męczę. Mam niejasne przeczucie, że nic Pana nie przekona, że czarne jest czarne.

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
drGrunberg (-15 punktów)

>ateiści nie muszą być racjonalistami

cóz-dowiedziałem sie że ateiści wobec tego są w stanie przyjąć istnienie boga,bóstwa,bożka wszelakiego

myśląc racjonalnie powyższych przykładów podmiotów ludzkiej wiary nie ma.

myśląc romantycznie-sercem nie zaś "mędrca szkiełkiem i okiem" przysłowiowym-boga,bóstwo,bożka człowiek wierzący dostrzega w całej rzeczywistości świata naszego.

romantycznie myślenie musi być dla ateistów obce-niczym ser dla kota w pułapce na szczury

takoż samo z miłością romantyczną- ateiści podejrzewam nie wyznaja takowej-nie potrafią (ci betonowi "racjonalnie")-
spotkanie z płcią odmienną jest czysytym biologizmem-chęcią reprodukcji i powielenia swoich genów.
jako zwierzęta jeśli się nie mylę?

jeśli chodzi o ZJAWISKA milosci i przyjaźni proszę Pani to jest to uczucie subiektywne
ponadto nauka nie zna żadnych naukowych opracowań na temat miłości- to o czym Pani mówi to działanie feromonów-chemii czystej-nie rozumiem dlaczego właśnie miłość jest sprowadzona do popędu seksualnego
a tym jest właśnie to o czym Pani pisze- źrenice,samopoczucie itd.
nie chciałbym być wulgarny ale do tej samej kategorii zjawisk odnosi się również wzwód u mężczyzn jak i miłe swędzenie w "tych" okolicach u kobiet- czy to oznaki wiecznej przyjaźni?
romantycznej miłości?
bo akurat u mnie czasem gdy mamy z kobietą "dobry fluid" mam powyższe oznaki?
w sensie naukowo-kabaretowym rzeknę:
wieczny wzwód?
biologicznie nie do wytrzymania dla mężczyzny (zabiera średnio ok 4% ukrwienia mężczyzny)

Aaron Grunberg
LEGION (3161 punktów)
>>ateiści nie muszą być racjonalistami
>cóz-dowiedziałem sie że ateiści wobec tego są w stanie przyjąć istnienie boga,bóstwa,bożka wszelakiego
>myśląc racjonalnie powyższych przykładów podmiotów ludzkiej wiary nie ma.

Nie są! Właśnie dlatego nazywamy ich A-TEISTAMI.
A słowa ateizm i racjonalizm mają różne zakresy znaczeniowe.
Racjonalizm opiera się na aksjomatach i właśnie z pomocą aksjomatów takie podmioty wprowadzić można ...

>myśląc romantycznie-sercem nie zaś "mędrca szkiełkiem i okiem" przysłowiowym-boga,bóstwo,bożka człowiek wierzący dostrzega w całej rzeczywistości świata naszego.

Nawet romantycy do myślenia używają mózgu(mam nadzieję)

>romantycznie myślenie musi być dla ateistów obce-niczym ser dla kota w pułapce na szczury

Musi to na Rusi... A w Polsce jak kto woli...

>takoż samo z miłością romantyczną- ateiści podejrzewam nie wyznaja takowej-nie potrafią (ci betonowi "racjonalnie")-
>spotkanie z płcią odmienną jest czysytym biologizmem-chęcią reprodukcji i powielenia swoich genów.
>jako zwierzęta jeśli się nie mylę?
>jeśli chodzi o ZJAWISKA milosci i przyjaźni proszę Pani to jest to uczucie subiektywne

Mimo to z wielką pewnością się o niej wypowiadasz. Skąd tak dobrze znasz uczucia innych?

>ponadto nauka nie zna żadnych naukowych opracowań na temat miłości- to o czym Pani mówi to działanie feromonów-chemii czystej-nie rozumiem dlaczego właśnie miłość jest sprowadzona do popędu seksualnego
>a tym jest właśnie to o czym Pani pisze- źrenice,samopoczucie itd.
>nie chciałbym być wulgarny ale do tej samej kategorii zjawisk odnosi się również wzwód u mężczyzn jak i miłe swędzenie w "tych" okolicach u kobiet- czy to oznaki wiecznej przyjaźni?
>romantycznej miłości?

Jakie to są TE okolice?? Opole? Katowice? Ciekaw jestem czym różni się miłość "romantyków" od tej racjonalistów? Zwróć też proszę uwagę, iż Patty nie twierdzi, że CAŁĄ miłość opisała!
Raz jeszcze polecam lekturę Nietzschego i Kotarbińskiego. Może to coś wyjaśni.
drGrunberg (-15 punktów)

A-TEIZM

masz rację-mała dygresja TEIZM to wiara że bogowie,Bóg,Allah,KO
olorowy Smok INGERUJĄ w losy świata,który jest ich dziełem,podtrzymują świat w istnieniu

A-TEISTA mówi-temu NIE-powyższe istoty nie istnieją

ale z definicji A-teizm nie wyklucza istnienia Boga wpisanego w każdy szczegol swiata bez ingerencji w niego,nie wyklucza że ŚWIAT jest częscią boga-nie ingerującego w świat
Z DEFINICJI SŁOWNIKOWEJ

sa religie ateistyczne-jest to m.in Konfucjanizm i taoizm

ateizm europejski dzięki serwisom typu racjonalista.pl
też moze stać się religią,i w procesie ewolucyjnym nią będzie
LEGION (3161 punktów)
No to widocznie z różnych słowników korzystamy. W moim słowniku ateizm to pogląd, że bóg lub bogowie nie istnieją. A ateista,to ten kto odrzuca istnienie boga( por.Słownik wyrazów obcych, wyd. PWN, Warszawa 1977).

A co do nazywania Konfucjanizmu, Taoizmu, czy Zen religią, to jest to sprawa bardzo umowna, nie posiadają bowiem wielu elementów cechujących zwyczajną religię. Sami zaś przedstawiciele tych ruchów zawsze, na każdym kroku przypominają, że z religią nie mają nic wspólnego. To zupełnie inna kultura, nic dziwnego, że nie pasują do naszego systemu dzielenia na religię i nie religię.

Ateizm religią nie będzie, gdyż jego założenia, uniemożliwiają tworzenie rytuałów, a to podstawowa cecha wszystkich religii.
Patty Matheson (2087 punktów)
>A-TEIZM
>masz rację-mała dygresja TEIZM to wiara że bogowie,Bóg,Allah,KO
>olorowy Smok INGERUJĄ w losy świata,który jest ich dziełem,podtrzymują świat w istnieniu
>A-TEISTA mówi-temu NIE-powyższe istoty nie istnieją
>ale z definicji A-teizm nie wyklucza istnienia Boga wpisanego w każdy szczegol swiata bez ingerencji w niego,nie wyklucza że ŚWIAT jest częscią boga-nie ingerującego w świat

Stwierdza Pan najpierw - prawidłowo - że Ateizm zaprzecza istnieniu boga, a następnie, że nie wyklucza jego istnienia.
Ingerencja czy nie - to spór między teistami a deistami.
Definicja Ateizmu powinna obejmować obojętność w stosunku do kwestii bóstw [A-teizm], natomiast zapomniana nazwa Antyteizm to właśnie zaprzeczanie istnieniu boga.

>Z DEFINICJI SŁOWNIKOWEJ
>sa religie ateistyczne-jest to m.in Konfucjanizm i taoizm

Jest wiele rodzajów Ateizmu.
Jeśli założyć, że pojęcie religii nie musi obejmować istnienia boga [niełatwo jest zdefiniować religię], Ateizm może być przymiotem jakiejś religii. Ot, religia z doktryną obojętności wobec kwestii istnienia boga i całym zestawem dekalogów z tego wynikającym bądź nie.
Nie na odwrót; nie można wrzucić Ateiście boga, dając jego Ateizmowi przymiot religijności - właśnie z przyczyn poczynionego założenia.

>ateizm europejski dzięki serwisom typu racjonalista.pl
też moze stać się religią,i w procesie ewolucyjnym nią będzie

Czy powinniśmy już zacząć robić "zrzutę" na jakąś świątynię "opaczności"?

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
LEGION (3161 punktów)
Mam kilogram jednogroszówek! Kto jest skarbnikiem?
Patty Matheson (2087 punktów)
>cóz-dowiedziałem sie że ateiści wobec tego są w stanie przyjąć istnienie boga,bóstwa,bożka wszelakiego

Nie wiem co ma Pan na myśli, mówiąc "jest w stanie", jakkolwiek teoretycznie każdy z nich może to zrobić, który to ewentualny akt wyklucza ich z grona Ateistów. Znam przypadki "[re-]nawróconych" Ateistów [a już zupełnie normalną [?] jest sytuacja, w której wychowanek ateistycznej rodziny po prostu odnajduje się w jakieś religii]. Próba nazwania po takim akcie tych ludzi "Ateistami" nie wytrzymuje krytyki. Zapomniałam zastrzec, że trzeba wiedzieć, co to jest Ateizm.

>myśląc racjonalnie powyższych przykładów podmiotów ludzkiej wiary nie ma.



>myśląc romantycznie-sercem nie zaś "mędrca szkiełkiem i okiem" przysłowiowym-boga,bóstwo,bożka człowiek wierzący dostrzega w całej rzeczywistości świata naszego.

Niestety [?], niektórzy wciąż upatrują go gdzieś poza Universum.
Ale dlaczego wg Pana to romantyczne? Plus - czy ten romantyczny i wierzący to jedna osoba? Jeśli tak, to zakłada Pan ponadto, że jak ktoś jest romantykiem, to musi uwierzyć w boga. A pierwotny problem był postawiony trochę na odwrót

>romantycznie myślenie musi być dla ateistów obce-niczym ser dla kota w pułapce na szczury

Można się kłócić, czy założony przez Pana fakt obcości myślenia Ateistom jest romantyczny.
Że niby ten kot jest w pułapce na szczury? To nie implikuje jego obcości serowi.
A teraz na serio. Nie mamy przesłanek by twierdzić, że koty rozumieją, że pułapka jest tylko dla szczurów. A głodny kot zabierze się i za ser.

>takoż samo z miłością romantyczną- ateiści podejrzewam nie wyznaja takowej-nie potrafią (ci betonowi "racjonalnie")-

Aha, czyli jednak chodziło o miłość romantyczną, w tej kolejności Potrafić potrafią, ale bronią się jak mogą, bo jest destrukcyjna. A samodestrukcja nie jest racjonalna.

>spotkanie z płcią odmienną jest czysytym biologizmem-chęcią reprodukcji i powielenia swoich genów.

Z każdą płcią odmienną? Znaczy się, z wszystkimi przedstawicielami? To ja nie powinnam na ulicę wychodzić. Bójcie się mężczyźni
Wiadomo - już Ojciec Dyrektor mówił, że "trzeba siać, siać"...

>jako zwierzęta jeśli się nie mylę?

Na miejscu zwierzęcia zagryzłabym Pana za zarzucenie zwierzętom braku uczuć. Nie mamy dowodów przeciwko, nie mamy za. Jednakże to, że pies jest wierny swemu panu, to może cos więcej niż potrzeba "mieć co żryć i gdzie spać".

>jeśli chodzi o ZJAWISKA milosci i przyjaźni proszę Pani to jest to uczucie subiektywne

Jakby było obiektywne, to można by było się w nim doszukać boga. A nie jest, słusznie.

>ponadto nauka nie zna żadnych naukowych opracowań na temat miłości- to o czym Pani mówi to działanie feromonów-chemii czystej-nie rozumiem dlaczego właśnie miłość jest sprowadzona do popędu seksualnego

Może Pan wierzyć lub nie, ale to, że czuję się dobrze w towarzystwie mojej przyjaciółki nie ma żadnych podstaw seksualnych.
Odczucie sprowadzenia miłości do popędu seksualne może wynikać ze skojarzenia feromonów z seksem, niebezpodstawnie. Ja tak nie robię i nigdzie tego nie przyznałam.

>a tym jest właśnie to o czym Pani pisze- źrenice,samopoczucie itd.

Samopoczucie to też pewne neuroprzekaźniki jak serotonina, wyzwalana np. po zjedzeniu czekolady. Wątpię, że dzieci moje i czekolady [a nawet kakaowca] miałyby korzystny zestaw genów.
Może tylko wydaje mi się, że czepia się Pan sprowadzania przeze mnie uczuć do chemii? Przecież napisałam, że uczucia to kompleksowe zjawiska. Mają materialne podłoże. Chemia jest materialna. Odczuwamy to inaczej z powodu takiego działania naszego umysłu. Ewolucyjnie dla organizmów lepiej jest [świadomie] czuć "miłość" niż analizować, kiedy się źrenice rozszerzają.

>nie chciałbym być wulgarny ale do tej samej kategorii zjawisk odnosi się również wzwód u mężczyzn jak i miłe swędzenie w "tych" okolicach u kobiet- czy to oznaki wiecznej przyjaźni?
>romantycznej miłości?

Biologiczne podstawy seksu to ostatnie co mi się kojarzy z romantyczną miłością [choć to co innego niż miłość romantyczna], ale jeśli już dojdzie do zespolenia ciał, to choć romantyków bardziej interesują rzekome duchowe aspekty, to jednak biologia nie śpi.
Ale do przyjaźni bym podeszła ostrożniej. O ile można uprawiać satysfakcjonujący seks z przyjacielem, o tyle nie jest to podstawą. Wspólna gra w Monopol i rozmowy o życiu i śmierci niestety nie powodują, przynajmniej u mnie, swędzenia gdziekolwiek.

>bo akurat u mnie czasem gdy mamy z kobietą "dobry fluid" mam powyższe oznaki?

Ach, ta miłość!

>w sensie naukowo-kabaretowym rzeknę:
>wieczny wzwód?

Dlatego też, jeśli twierdzi się, że się kogoś kocha [w domyśle - bez przerwy ], to racjonalnie nie można brać wzwodu za podstawę miłości. A ktoś tu brał?

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
LEGION (3161 punktów)

>>ateiści muszą w świetle faktu że racjonalizm jest zaprzeczeniem romantyzmu nie znać romantycznej miłości

Muszą, muszą, łatwo tak rozkazywać. A serce nie sługa...

>miłość to abstrakt, na kształt boga w którego ateiści nie widzą, nie słyszą,nie smakują więc nie wierzą

A miłość to uczucie, takie jak strach, dlaczego miałoby być czymś nieosiągalnym dla niewierzących?

>z przyjażnią tak samo-jej nie można zauważyć,wysłuchać
>dlatego myślę że namiastką przyjaźni jest obdarowywanie jakimiś materialnymi rzeczami ateistę czy ateistkę

Właśnie! tak samo, bo to podobne uczucia. Co do niemożności ich odczuwania , Polecam "Wiedzę radosną" Nietzschego i "Medytacje o życiu godziwym" Kotarbińskiego. Obaj niezbyt wierzący, ale to co pisali o miłości i przyjaźni jest świetne. Przynajmniej dla mnie.

Nie zrażaj się!
diogenes (42753 punktów)
>Ateiści nie mogą być romantykami, ponieważ ....

eee, ja tam nie widzę miedzy nimi różnicy. jedzą, śpią, siusiają, robią praktycznie to samo...różni ich parę słów, co nie ma praktycznie znaczenia...poglądy to po prostu sposób życia, a nie dywagacje o tym lub owym...

pozdrawiam
Mesetchina (119 punktów)
.
>eee, ja tam nie widzę miedzy nimi różnicy. jedzą, śpią, siusiają, robią praktycznie to samo...różni ich parę słów, co nie ma praktycznie znaczenia...poglądy to po prostu sposób życia, a nie dywagacje o tym lub owym...

Otóż to. Bycie ateistą ma podobny charakter jak to, że lubię czerwony kolor. Ot, po prostu osobista preferencja, która nie może mieć podstawy teoretycznej bo świat nie jest w stanie dostarczyć nam danych poświadczających bądź negujących istnienie boga. Bycie ateistą to raczej wyraz naszego charakteru, potrzeb i w ogóle światopoglądu. Mieszanie romantyzmu z teizmem czy ateizmu z letnią uczuciowością to jakaś pomyłka

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365