Muzyka drugiej połowy 19 wieku ( w muzyce ów wiek trwał także praktycznie do wybuchu I wojny, to jest dokładnie do paryskiej premiery "Święta Wiosny" Strawińskiego w 1913 r.) bywa przedstawiana w formule starcia dwóch tytanów: Verdiego i Wagnera oraz ich epigonów, którzy byli jako ci "dwa na słońcach swych przeciwnych - Bogi" - rywalizujący zawzięcie o palmę pierwszeństwa.
Wydaje się jednakże, iż owa dychotomia nie odpowiada prawdzie, że prócz różnic, które oczywiście wystepowały, były także wątki wspólne dostrzegalne w twórczości obu kompozytorów. W moim odczuciu takim junctim jest - na przykład - monumantalność muzyki kompozytorów jak wyżej, inna u Verdiego inna u Wagnera - tym niemniej jednak monumantalność, mogąca nawet zagłuszyć czy też przytłoczyć nadwrażliwego słuchacza.
W moim odczuciu bardziej adekwatna wydaje się być dychotomia typu Debussy versus obydwaj kompozytorzy monumentalni. Debussy to impresjonizm w muzyce. Sam kompozytor charakteryzując swój styl powiedział, iż ( cytuję z pamięci) "chodzi o to aby uchwycić ulotne efemeryczne piękno, które każdego dnia serwuje nam przyroda i ktore z końcem tego dnia znika", po to tylko żeby znów się następnego dnia pojawić ale już nieco innej postaci.
I konsekwentnie muzyka Debussego to antyteza monumentalizmu. To próba najwyższych lotów uchycenia ulotności, delikatności, zwiewności, eteryczności, tymczasowości tych wszystkich stanów rzeczy i nastrojów, którymi obdarza nas Natura. Pisanie rzecz jasna nie odsłoni istoty tego stylu. Dlatego też zamieszczam stosowne linki pod spodem. Proszę sobie posłuchać Verdiego czy Wagnera - i zaraz potem preludium do "Popołudnia Fauna" Debussiego. Różnice wyjdą jak na dłoni.
"It's an axiom of operatic culture that Wagner's and Verdi's music is violently, vividly opposed. But have a listen to the opening of these two pieces, the start of Wagner's Lohengrin and Verdi's La Traviata. Composed just a few years apart, there's a sensual, expressive similarity to what they're both doing, don't you think, in those high ethereal string lines? Even if they mean completely different things: the seraphic realm of swan-led chariots in Lohengrin and the devastated life of a society prostitute in La Traviata. Oh, and both composers had a thing about anvils.
Other connections? They're both geniuses of the theatre as dramatists; in different ways, they were both canny businessmen - or in Wagner's case, an expert purloiner of other people's cash; and they both became figureheads of nationalist struggles. But it's what makes them different that's the real issue. There was personal respect from Verdi to Wagner, who attended one of the earliest Italian performances of Lohengrin in 1871 (a production that was the first ever staging of any Wagner opera in Italy) and he wrote over-the-top words of mourning when he heard of Wagner's death in 1883: "Triste. Triste. Triste!"
www.youtube.com/watch?v=rcZp7u_Krp8www.youtube.com/watch?v=rcZp7u_Krp8www.youtube.com/watch?v=bYyK922PsUwwww.thegua(*)ephen-fry-debate-watch-it-live