 |
Epilepsy atakują - czyli skąd ta wizualna kakofonia? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kultura
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-05-2017 15:59 | Argoniks (105 punktów) | Epilepsy atakują - czyli skąd ta wizualna kakofonia?
6 na 6 | Po pierwsze, to nie jest temat o epilepsji, ani o zagrożeniach związanych z szybko zmieniającymi się obrazami. Od ostatnich lat w filmach, teledyskach, serialach, a nawet reklamach telewizyjnych pojawiają się szybko zmieniające się ujęcia oraz kolory, błyski itp. Zawsze jak to widzę, to się zastanawiam, co autor miał na myśli, czy chciał mnie oślepić, czy zasłonić tym wizualnym bełkotem coś, czego nie dałoby się inaczej oglądać, czy też po prostu nie miał nic do pokazania, więc wymyślił coś takiego? W dobrym kinie człowiek podziwia ujęcia, obrazy ukazujące coś w zupełnie nowym, innym, ciekawym stylu i w ciekawy sposób. Jeśli wyrzygamy na ekran pięćset ujęć "czegoś" w cztery minuty, to dla niektórych będzie to teledysk. W reklamie też można pobłyskać, poświecić po oczach, a przy okazji powarczeć i już mamy reklamę samochodu, która w niczym nie oddaje rzeczywistości. Żeby jednak wymyślić coś ciekawego, to trzeba mieć coś do powiedzenia. Niestety, coraz częściej okazuje się, że właśnie brak tego czegoś powoduje występowanie coraz częstszych epilepsów. Tak właśnie je nazywam, bo inaczej nazwać ich się nie da. Epilepsy nawiązują do epileptycznych obrazów, od których chorzy na epilepsję dostają ataku. Ja od nich dostaję bólu oczu. Ktoś też czasami powinien powiedzieć operatorom kamer, że używa się stabilizatorów. W filmach często pojawia się motyw z afrykańskiej puszczy, czyli, że ktoś goni, a ktoś ucieka. Słowem - nuuuuuuuuda. No ale jak to pokazać, żeby wydawało się, że jest ciekawie... przynajmniej filmowcom? Najlepiej machać kamerą jak poje***ny, nie używać stabilizatora, bo jak wszystko się trzęsie, to mniej widać. I w ten sposób pościg śmigłowcem za biegnącą stonogą wygląda jakby coś się faktycznie w tym filmie działo. Na You Tubie jest sporo vlogerów, podróżników, którzy mogliby pokazać ładne ujęcia, ale po co, skoro można użyć epilepsów. Mamy góry przysłonięte śniegiem? Ok, wezmę drona i kamerę za 5 tyś. zł i pokażę po 1 sekundzie z każdego ujęcia. Niech sobie oglądają i wciskają co chwilę pauzę, żeby się lepiej przyjrzeć. Albo poskładam to tak, jakbym wypił pięć kaw na raz i słuchał dubstepu. Dobry klimat do psychiatryka. A zajawki na początku filmów? Też musi się dziać przecież. No więc najlepiej od razu na początku zrobić tak, żeby widz dostał zeza, albo żeby go głowa rozbolała, to nie będzie zwracał uwagi na tandetę, jaka pojawi się potem. Podobna rzecz ma się na portalach pokazujących tylko zdjęcia. Masz pan nieskończonej długości stronę i tylko przewijasz. Od tego przewijania też oczy bolą, bo wzrok od razu szuka czegoś, na czym mógłby się zatrzymać. Dlaczego nie wymyślono horyzontalnego pokazu slajdów, który można by przeklikiwać, a nie przewijać? To tylko kwestia wyboru stylu. Zazwyczaj nie zwracamy na to uwagi, ale zmęczenie oczu przekłada się na jakość snu i samopoczucie o poranku. Jeśli budzisz się zmęczony/a, to wcale nie oznacza, że brak Ci witaminy C czy najnowszego suplementu diety z telewizora. To zapewne rezultat całodniowego oglądania przelatujących i przeskakujących obrazów. Razu pewnego kupiłem sobie przez internet strzelankę - S.T.A.L.K.E.R. Akurat miałem pecha, bo moja wersja miała za bardzo rozchwiany efekt ruchu kamery zgodnie z ruchem ciała playera. No więc, żeby przejść po planszy pięć metrów, musiałem oglądać jak obraz buja się to w prawo, to w lewo kilka razy tak, jakby gość nieźle popił, albo znajdował się na pokładzie statku miotanego przez sztormowe fale. Po półgodzinnej grze musiałem się położyć, a w nocy miałem tak poje***ne sny, jak z horroru. Najpierw śniłem łysego gościa z twarzą nafaszerowaną kolcami - jak w tym starym horrorze - a później jakieś wijące się robaki i wiry. Jak otwierałem oczy, to te wiry jeszcze widziałem i czułem lekki ból oczu. To było straszne. Teraz unikam już takich gier oraz oglądania ujęć filmowych, nagrywanych jak gdyby kamera stała na pokładzie owego statku targanego huraganem. Przestrzegam oglądania takich filmów szczególnie przed snem, bo z pewnością nie obudzicie się wypoczęci. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | ZaKotem (8733 punktów) |
> Razu pewnego kupiłem sobie przez internet strzelankę - S.T.A.L.K.E.R. Akurat miałem pecha, bo moja> stabilizariro za bardzo rozchwiany efekt ruchu kamery zgodnie z ruchem ciała playera. No więc, żeby> przejść po planszy pięć metrów, musiałem oglądać jak obraz buja się to w prawo, to w lewo kilka razy> tak, jakby gość nieźle popił.Zapewne efekt w zamierzeniu miał zwiększać realizm, ale nie jest to zbyt mądre. Człowiek ma w mózgu naturalny stabilizator, dzięki któremu ziemię postrzegamy jako nieruchomą podczas biegu i możemy czytać w telepiącym się pociągu. Można sobie tę stabilizację wyłączyć właśnie nieźle popijając - nie jest to zbyt komfortowe. Z drugiej strony... Stalker to ukraińska gra, której akcja na Ukrainie się toczy, weźmy to pod uwagę. Może to naprawdę zwiększa realizm. Jeśli natomiast chodzi o epileptyczne ujęcia trwające sekundę lub pół, to jest to inny problem. Jest to owczy pęd do przekazania jak największej ilości informacji w jak najkrótszym czasie - bo przecież widz nie poświęci naszemu filmowi dużo czasu, po killunastu sekundach przełączy na inny, więc przekażmy mu wszystko w takim właśnie czasie. Zresztą popyt nakręca podaż i odwrotnie - młodociany (najczęściej) widz jutubów chce mieć JAK NAJWIĘCEJ poświęcając jak najmniej energii - to rozsądne, tylko jako młodociany nie bierze pod uwagę tego, że oglądając dużo, niczego nie przyswaja, zostaje tylko ogólne wrażenie. W przypadku teledysku czy reklamy to akurat o to właśnie chodzi, gorzej jesli taka idiotyczna moda teledyskowo-reklamowa przedostaje się do filmu, zarowno fabularnego, jak - zgroza - dokumentalnego. www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
olson (9993 punktów) (zablokowany) | Ciekawy wpis. Ja tu widzę jeszcze analogię do ogólnego zachowania ludzi. Teoria błyskoteki - jeśli nie prezentujesz sobą nic ciekawego, to rób wokół szum, używaj wielkich słów i ładnie brzmiących sformułowań. Brak treści jest przykrywany świecidełkami, pozorną kompetencją, pozornym dobrem itd, ale pod tymi maskami kryje się pustka i niepewność. Większość tego co ludzie mówią, robią i w co wierzą, to gówno zapakowane w kolorowy świecący papierek zaprojektowany przez najlepszej klasy fachowców od reklamy, czyli manipulacji bydłem ludzkim. I te boty są tylko samoniszczącymi się matrycami powielającymi złe wzorce i głupie stwierdzenia.
|
|
2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | Zależy od gatunku i zamierzonej estetyki. I też od kraju. Amerykański odbiorca kina klasy B i niżej, karmiony od dziecka fast foodem, musi mieć wszystko szybko i głośno. Ale bywają też odstępstwa od tej reguły. Przykładem choćby niezapomniany serial "Breaking Bad", gdzie umiejętnie równoważono akcję z rzeczywistym dla widza budowaniem napięcia. Parę lat temu była moda na tzw. paradokumenty, gdzie filmowano kamerą z ręki, żeby niby uprawdopodobnić film, to już w ogóle katastrofa. Nie dało się tego oglądać.
Kino europejskie jest inne i też zależnie od regionu. W skandynawskich produkcjach chyba bardziej stawiają na brutalną siłę realizmu, taki ultra-realizm, a z kolei w tych południowych liczy się bardziej estetyka obrazu i przekazu. Od jakiegoś czasu doceniam kino hiszpańskie, mają świetne horrory, ale nie tylko. Francuskie filmy (te nowsze) też bywają niezłe, mimo obiegowej opinii, że do połowy francuskiego filmu nie wiadomo o co chodzi, a drugą połowę przegadają. Nie tak dawno odkryłem angielski serial "Poldark", który urzekł mnie klimatem i pięknem zdjęć. Przy czym seriale oglądam w Internecie, czekanie co tydzień na jeden odcinek to nieporozumienie.
|
|
 | | Argoniks (105 punktów) | >Od jakiegoś czasu doceniam kino hiszpańskie, mają świetne horrory, ale nie tylko. Francuskie filmy (te nowsze) też bywają niezłe, mimo obiegowej opinii, że do połowy francuskiego filmu nie wiadomo o co chodzi, a drugą połowę przegadają. Nie tak dawno odkryłem angielski serial "Poldark", który urzekł mnie klimatem i pięknem zdjęć. Przy czym seriale oglądam w Internecie, czekanie co tydzień na jeden odcinek to nieporozumienie. >
Tak, ostatnio widziałem kilka produkcji europejskich, które mnie pozytywnie zaskoczyły. Kino francuskie, rosyjskie czy włoskie okazuje się być na równym poziomie co amerykańskie, tylko takich filmów wychodzi mniej.
|
|
2 na 2 | Nadsański (88 punktów) | >Od ostatnich lat w filmach, teledyskach, serialach, a nawet reklamach telewizyjnych >pojawiają się szybko zmieniające się ujęcia oraz kolory, błyski itp. Zawsze jak to widzę, to się >zastanawiam, co autor miał na myśli, czy chciał mnie oślepić, czy zasłonić tym wizualnym bełkotem
Wydaje mi się, że jest to konsekwencją globalnego "przyspieszenia" zarówno przepływu i obiegu informacji, jak i, a może przede wszystkim, zwiększenia tempa życia codziennego na różnych jego płaszczyznach. Uważam, że szczególnie to pierwsze zjawisko jest negatywne, gdyż mocno utrudnia "odcedzenie" z wszechogarniającego szumu informacyjnego co bardziej wartościowych i pożytecznych informacji.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|