 |
Szkoła to wychowanie do życia w społeczeństwie Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 14-05-2017 00:08 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Szkoła to wychowanie do życia w społeczeństwie
5 na 5 | Trzy gimnazjalistki brutalnie pobiły koleżankę ze szkoły na oczach dziesiątków uczniów, którzy oglądali sobie widowisko, kręcili komórkami lub podżegali. Chłopaki zamiast pomóc bitej dziewczynie, zachęcali do jej kopania. Ofiara trafiła do szpitala. Bezpośrednie sprawczynie są już w rękach policji. Miejmy nadzieję, że poniosą surową odpowiedzialność, która będzie ich przyspieszonym procesem wychowawczym. Ale w gruncie rzeczy nie to jest w tym wydarzeniu najbardziej bulwersujące, że trzy dziewczyny skatowały koleżankę, ale to, że dziesiątki obserwowały bezczynnie. Z takich mocno upokarzających akcji biorą się samobójstwa nastolatków. Chłopak od "Zaj.... jej kopa na łeb" powinien ponieść dokładnie taką samą karę jak bezpośrednie sprawczynie. Wiele się ostatnio mówiło o umocnieniu prawa do obrony koniecznej, ale przecież powinna zostać rozszerzona także instytucja POMOCY KONIECZNEJ. Niewiele osób pewnie wie, że zanim Polska zaczęła kopiować prawa rzymskie czy germańskie (nasze aktualne prawo to w dużej mierze kopiowanie tego, co w Niemczech), mieliśmy rodzime prawo, które było niezwykle ciekawe. W okresie piastowskim polskie prawo znało coś takiego jak pomoc konieczną. Kto widział, że komuś coś ukradziono, miał obowiązek gonić złodzieja. Jeśli widzisz, że kogoś napadnięto, to masz obowiązek mu pomóc. Obowiązek prawny, nie tylko moralny. Kto nie pomógł jest winny. Ta scenka to jest ostateczny argument dla tych wszystkich, którzy negują potrzebę wychowywania przez szkołę. Wręcz można powiedzieć, że szkoły najpierw powinny wychowywać czyli socjalizować młodych kandydatów na ludzi, a następnie uczyć. Przez konieczność zdawania egzaminów (tudzież dzięki ciekawości u poniektórych) młode mają motywację, by samemu nauczyć się większości potrzebnych rzeczy. Ale nikt sam się nie wychowa. Rodzice tego w pełni niestety nie załatwią, bo: 1) zazwyczaj są przepracowani, dziadkowie nie wychowują, bo też pracują; 2) wielu rodziców jest zdemoralizowanych (wychowani w dobrych rodzinach mają zwyczaj narzekać: rodziny przestały wychowywać, to rodzina ma wychowywać; żyjemy jednak w demokracji i musimy zaakceptować, że pewna część rodzin nie wychowuje, pewna jest patologiczna - czy to oznacza, że dzieci z takich rodzin nie powinny być wychowywane? jako społeczeństwo nie możemy sobie na to pozwolić a demografia nie pozwala nam ograniczać prawa do posiadania dzieci do tych, którzy są dobrze wychowani); 3) wychowanie to socjalizacja czyli nauka cywilizowanego funkcjonowania w grupie ludzi - więc najlepiej jej uczyć w pierwszych grupach do jakich trafiają młode. Szkoła to przede wszystkim WYCHOWANIE DO ŻYCIA W SPOŁECZEŃSTWIE. Szkoła zatem musi uzupełnia rodzinę w procesie wychowania. Szkoła powinna być od tego, by uzupełniać luki wychowawcze pozostawione przez rodziców. Jeśli ktoś będzie kwestionował konieczność wychowywania przez szkołę, pokażcie mu tych gimnazjalistów: www.facebo(*)ewska/videos/1026505874118761/ | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | >>Ta scenka to jest ostateczny argument dla tych wszystkich, którzy negują potrzebę wychowywania przez szkołę. Wręcz można powiedzieć, że szkoły najpierw powinny wychowywać czyli socjalizować młodych kandydatów na ludzi, a następnie uczyć. <<
Gdzie? W Polsce? W kraju gdzie rozwydrzone nastolatki mogą bezkarnie nauczycielowi nasadzić na głowę kosz na śmieci?
|
|
2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | Jeden taki był co wychowywać próbował. Wysyłał do szkoły wójta, pana i plebana, czy jakoś tak, zero tolerancji mówił. Ale chyba na dobre mu to nie wyszło, bo potem sam się zaczął zachowywać jak gimbus - kto nie skacze ten z Kaczyńskim - minister edukacji  Czarno to widzę. Mogą zrobić jakiś program, parę papierów do wypełnienia, ktoś przyjdzie na pogadankę, i tak do następnego razu.
|
|
1 na 1 | ZaKotem (8733 punktów) |
> Nieiele osób pewnie wie, że zanim Polska zaczęła kopiować prawa rzymskie czy germańskie (nasze> aktualne prawo to w dużej mierze kopiowanie tego, co w Niemczech), mieliśmy rodzime prawo, które> było niezwykle ciekawe. W okresie piastowskim polskie prawo znało coś takiego jak pomoc konieczną.> Kto widział, że komuś coś ukradziono, miał obowiązek gonić złodzieja. Jeśli widzisz, że kogoś> napadnięto, to masz obowiązek mu pomóc. Obowiązek prawny, nie tylko moralny. Kto nie pomógł jest> winny.Zanim zaczęliśmy kopiować prawa rzymskie czy germańskie (na jedno wychodzi, bo Germanie kopiowali rzymskie) obowiązywało zwyczajowe prawo plemienne, którego elementy przetrwały mocą bezwładności i za królestwa. W prawie plemiennym zawsze jest jakaś forma odpowiedzialności zbiorowej, jednostka prawie nie istnieje, jest bytem ułomnym, niezdolnym do życia. Liczy się ród, a jego członkowie są za siebie wzajemnie odpowiedzialni. Na pewnym poziomie rozwoju jest to normalne, ale nie ma powrotu do czasów Piasta, tak samo jak Włosi nie powrócą do czasów Cezara czy Augusta, a Niemcy do Nibelungów czy, nomen omen, Arminiusa. Choć w ubiegłym wieku jedni i drudzy próbowali. Lepiej uczyć się na cudzych błędach. W społeczeństwie nowoczesnym, mającym wiele zalet, ale też pewną wadę, jaką jest "atomizacja" jednostek ludzkich, taka forma odpowiedzialności prawnej oznaczałoby karanie jednostki za słabość i brak odwagi. Ktoś, kto sam jest zdominowany przez jakiegoś lokalnego tyrana, miałby jeszcze przez prawo być karany? Przykład: szef socjopata molestuje pracownicę, a inne udają, że nie widzą, bo same za bardzo się boją. Jeśli jakimś cudem sprawa wyjdzie na jaw, wszystkie powinny byc aresztowane? Czy w takim razie w ich interesie będzie, żeby sprawa wyszła na jaw? > Ta scenka to jest ostateczny argument dla tych wszystkich, którzy negują potrzebę wychowywania przez> szkołę. Wręcz można powiedzieć, że szkoły najpierw powinny wychowywać czyli socjalizować młodych> kandydatów na ludzi, a następnie uczyć.Zgadzam się, że powinny, tylko że żaden geniusz psychologiczny nie da rady wychować czterdziestu dzieci, z których każde jest różne, pochodzą ze skrajnie różnych środowisk i mają różnorodne światopoglądy (tak, dziesięciolatek tez ma światopogląd). Taka grupa nie ma szans stać się mikrospolecznością, lecz staje się STADEM. W stadzie może (ale nie musi) istnieć przewodnik czy hierarchia, ale generalnie każdy członek stada martwi się tylko o to, żeby nie on, lecz ktoś inny został zjedzony. Żadna pseudoreforma nic w tym zakresie nie zmieni, dopóki będą istnieć monstrualne klasy przekształcające zwierzę społeczne w zwierzę stadne. www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
 | 3 na 3 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >Zanim zaczęliśmy kopiować prawa rzymskie czy germańskie (na jedno wychodzi, bo Germanie kopiowali rzymskie)
Prawo germańskie, które kopiujemy dziś, to prawo germańskie, a nie rzymskie.
>obowiązywało zwyczajowe prawo plemienne
To było prawo kodeksowe.
> W prawie plemiennym zawsze jest jakaś forma odpowiedzialności zbiorowej, jednostka prawie nie istnieje, jest bytem ułomnym, niezdolnym do życia. Liczy się ród, a jego członkowie są za siebie wzajemnie odpowiedzialni. Na pewnym poziomie rozwoju jest to normalne, ale nie ma powrotu do czasów Piasta
Typowe postępactwo: to co było dawniej było zacofane, to, co jest obecnie jest nowoczesne, oczywiście pod warunkiem, że małpowane od innych. W rzeczywistości te "prawo plemienne" jak go nazywasz było pod wieloma względami lepsze niż rzymskie. No i współczesność zaczyna wracać do tych regulacji. Ot choćby była tam kwestia ochrony przyrody, jakże dziś nowoczesna. Współczesne prawa także przewidują instytucję pomocy koniecznej, choć wciąż nazbyt jeszcze zawężonej. W pewnym momencie Europa zaszła w ślepą uliczkę ewolucji cywilizacyjnej, kiedy uznano, że jednostka jest wszystkim a wspólnota niczym, co jest takim samym nonsensem jak koncepcja, że wspólnota jest wszystkim a jednostka niczym. Mądra współczesność zaczyna szukać lepszego balansu między koncepcją autonomii jednostki a wspólnotą.
|
|
|  | 3 na 3 | ZaKotem (8733 punktów) |
> Typowe postępactwo: to co było dawniej było zacofane, to, co jest obecnie jest nowoczesneTo co było dawniej, byłonowoczesne dawniej. Szariat też był kiedyś dla kogoś nowoczesny. A zacofanie to trzymanie się starych rozwiązań dlatego tylko, że kiedyś działały bez zarzutu, bez zwracania uwagi, że w innych warunkach działać nie mogą. > W rzeczywistości te "prawo plemienne" jak go nazywasz było pod wieloma względami lepsze niż rzymskie.Lepsze dla kogo? Z pewnością było lepsze dla społeczeństwa składającego się z rodowych osad. Chrześcijaństwo nie zmieniło tego przecież od jednego machu, jeszcze za późnych Piastów pozostały resztki takiej organizacji. Prawo jest dobre, gdy jest przystosowane do realiów. Postęp nie jest żadnym bostwem, któremu warto się kłaniać - jest zjawiskirm, do którego trzeba się dostosować. Postęp niesie z sobą tak korzyści, jak zagrożenia. Żeby skorzystać z pierwszych i uniknąć drugich, najpierw trzeba się z postępem pogodzić, zamiast zawracać kijem Wisłę. Choć z drugiej strony, nie ma co też jej poganiać kijem, żeby płynęła szybciej. > No i współczesność zaczyna wracać do tych regulacji. Ot choćby była tam kwestia ochrony przyrody, jakże dziś nowoczesna.Tylko że sytuacja jest zupełnie inna. Dla ludzi całkowicie uzależnionych od przyrody jej ochrona była sensowna. W miarę rozwoju techniki w średniowieczu i później to uzależnienie malało i ochrona przyrody stała się bezsensowna. Ale jeszcze większy rozwój techniki doprowadził do globalnego zniszczenia środowiska w takim stopniu, że zagraża to ludzkiemu zdrowiu albo choćby dobremu samopoczuciu - i znowu staje się sensowna. To jest nowa sytuacja, a nie powtórka. Przecież nie o to chodzi, aby zachować zwierzynę łowną, żeby drużyna wodza mogła zapewnić sobie szybkim polowaniem zapasy na wojnę, ani o zakaz wycinki cisów zdatnych do wyrobu łuków. > Współczesne prawa także przewidują instytucję pomocy koniecznej, choć wciąż nazbyt jeszcze zawężonej. W pewnym momencie Europa zaszła w ślepą uliczkę ewolucji cywilizacyjnej, kiedy uznano, że jednostka jest wszystkim a wspólnota niczym, co jest takim samym nonsensem jak koncepcja, że wspólnota jest wszystkim a jednostka niczym. Mądra współczesność zaczyna szukać lepszego balansu między koncepcją autonomii jednostki a wspólnotą.Zgoda. Tylko nie osiągniemy tego przez powrót do tego, co było, bo żyjemy w innych warunkach, wymagających innych rozwiązań. Ludzi nie łączy wspólna krew, jak w czasach plemiennych, ani wspólne poglądy na wszystko, jak w czasach feudalnych. Próba odbudowania któregoś z tych modeli to właśnie zacofanie. Ludzi dzisiaj łączy wspólny interes, a jeśli łączności nie czują, to dlatego, że tego interesu nie widzą. Należy się starać, żeby był i żeby był widoczny. www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
2 na 2 | Burnham (1149 punktów) | Opisane zjawisko jest efektem państwa totalnego. W sytuacji, gdy państwo ma monopol na przemoc wszelkie naruszenie tego prawa kończy się niemiłymi konsekwencjami dla interweniującego. To samo jest w szkołach, gdzie nauczyciel nie może praktycznie nic zrobić bowiem jedynym narzędziem jest ... obniżenie stopnia z zachowania lub wezwanie rodzica do szkoły. I tyle. Takie zachowanie młodego człowieka bierze się z domu i wezwanie rodzica koniec końców niczego nie zmienia. Miałem kiedyś sytuację jako nauczyciel, gdy dosyć stanowczo położyłem rękę na ramieniu jednego ucznia bo pomyślałem, że być może w ten sposób coś uda się ugrać (obecny system pedagogiczny wychodzi z założenia, że ze wszystkimi, nawet z idiotami, należy rozmawiać na równych prawach). Uczeń miał stwierdzone ADHD, jak i jeszcze inne pozwolenia na terroryzowanie reszty klasy oraz bycie legalnym idiotą, i skończyło się tak, że na najbliższej przerwie wylądowałem na dywaniku u dyrekcji.
Tak długo jak państwo posiada monopol na stosowanie przemocy tak długo ludzie będą udawać, że niczego nie widzą w tego typu przypadkach. Po co robić sobie problemy z państwem prawa mieszając się w nie swoje sprawy ?
|
|
1 na 1 | Jan Rylew (3965 punktów) | > Ta scenka to jest ostateczny argument dla tych wszystkich, którzy negują potrzebę wychowywania przez szkołę. Wręcz można powiedzieć, że szkoły najpierw powinny wychowywać czyli socjalizować młodych kandydatów na ludzi, a następnie uczyć. Przez konieczność zdawania egzaminów (tudzież dzięki ciekawości u poniektórych) młode mają motywację, by samemu nauczyć się większości potrzebnych rzeczy. Ale nikt sam się nie wychowa. Rodzice tego w pełni niestety nie załatwią, bo: (...)Scenki nie obejrzałem, ale mogę sobie wyobrazić jak to wyglądało. Jak się czyta, słyszy takie informacje to ręce opadają, rozum wysiada. Że też nie znalazł się choćby jeden chłopak odpowiedniego formatu, który stanąłby w obronie koleżanki. Ciekawe byłoby obejrzeć filmik z lekcji wychowawczej na której wychowawca rozmawia o tym wydarzeniu z uczniami. Myślę, że problem słabości szkoły jak i rodziny wynika nie tylko z braku środków przymusu, represji. Bardzo ważny jest etos. Ten młodego człowieka ucznia, ale także, a może nawet zwłaszcza nauczyciela wychowawcy. Słabość szkoły jest zwierciadlanym odbiciem słabości danej społeczności, państwa. Szkoła mówi, że wychowanie powinno być w rodzinie, rodzina, że w szkole i na tym się kończy, w końcu każdy ma swoje sprawy i problemy. Niech każdy dba o swoje mówi osobnik wychowany w panującym systemie społecznym. Wahadło społeczne, jak to nazwał prof. Zygmunt Bauman, zmierza w dalszym ciągu w kierunku indywidualizmu, czy odbije jeszcze do socjalizmu lub choćby ustabilizuje się w jakimś racjonalnym środku wątpię, chociaż próby są czynione  .
|
|
5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | > sprawczynie są już w rękach policji. Miejmy nadzieję, że poniosą surową> odpowiedzialnośćDlaczego surową? Niech poniosą odpowiedzialność współmierną do odpowiedzialności za czyn. No i warto wskazać współodpowiedzialnych. Im też się należy... > Z takich mocno upokarzających akcji biorą się samobójstwa ...Byłem w pracy świadkiem trzech samobójstw nastolatków. Ich motywy prowadziły do tzw. sytuacji rodzinnej. > ....bezpośrednie sprawczynie.Powraca problem pośredniego sprawstwa. > mieliśmy rodzime prawo, które było niezwykle ciekawe.Ciekawe owszem, ale w sensie kulturowej ewolucji nie ostało się. Być może to z zachodu (dziwne, że wraz z chrześcijaństwem) rozpowszechnił się indywidualizm, który wyparł słowiański solidaryzm. Katolicka parafia nie nawiązała do tej zasady. > Jeśli widzisz, że kogoś napadnięto, to masz obowiązek mu pomóc.Zbyt często próby pomocy kończą żałośnie. Stąd ludzie raczej nie angażują się w ryzykowną pomoc. > Kto nie pomógł jest winny. Cytat:Art. 162 (KK). § 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. > szkoły najpierw powinny wychowywać czyli socjalizować młodych kandydatów na ludzi, a następnie uczyć.Nie widzę możliwości takiego szeregowego wychowywania (najpierw wychowywać, potem uczyć). Szkoła przede wszystkim powinna uczyć, a wychowywać w tej mierze, w jakiej organizacja nauki ma skutki wychowawcze. Np. punktualności uczymy dzieci przychodząc punktualnie na lekcje, itp. Nie widzę też możliwości - w ramach państwa demokratycznego - łączenia w szkołach państwowych nauki z religiami. To okazało i okazuje się demoralizujące. > Szkoła to przede wszystkim WYCHOWANIE DO ŻYCIA W SPOŁECZEŃSTWIE.Nie mówmy o jakiejś abstrakcyjnej szkole, ale o różnych typach szkół dla dzieci z różnych środowisk. Nawet jeśli przyjąć taki postulat, to w ramach procesu nauczania należałoby wyraźnie wydzielić z niego rdzeń zasadniczo teoretyczny, którego udział w toku nauczania byłby coraz większy (przedszkole - uniwersytet). > Szkoła powinna być od tego, by uzupełniać luki wychowawcze pozostawione przez rodziców.Te luki są na tyle różne, że usprawiedliwiałyby różne typy szkół, włącznie ze szkołami o charakterze specjalnym. Jeśli zwykła szkoła ma zajmować się obok socjalizacji resocjalizacją młodocianej patologii to będziemy mieli wielkie nieporozumienie. A skoro spekulujemy i postulujemy - zarobki nauczycieli powinny wahać się w granicach zarobków lekarzy.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | | dajmonion (3663 punktów) | >>sprawczynie są już w rękach policji. Miejmy nadzieję, że poniosą surową >>odpowiedzialność >Dlaczego surową? Niech poniosą odpowiedzialność współmierną do odpowiedzialności za czyn. Współmierną, a zatem surową. W dziedzinie filozofii praktycznej nie ma czegoś takiego jak bazowanie na czystej racjonalności. Ale też bazowanie na czymś więcej niż czysta racjonalność nie oznacza automatycznie odwetu czy podejmowania decyzji w stanie zmieszania umysłu. Fakt, że się uspokoimy nie sprawia, że przestajemy być istotami ludzkimi. >No i warto wskazać współodpowiedzialnych. Im też się należy... Czyli po nitce do kłębka? Mogłoby się skończyć na Mieszku I. Im więcej aktorów tym bardziej rozmyta odpowiedzialność i tym niższa barierka współmierności. Tak naprawdę przy pomocy tych zabiegów można ją obniżać dowolnie. Mam dziwne wrażenie, że właśnie o to Ci chodzi. Zresztą tak jak podwyższać, by ubiec Twój kontrargument. Zgadza się. Tym niemniej są pewne rzeczy, których sobie po prostu bardzo nie życzymy. Jak bicie. I jeśli określenie 'surowa kara' ma mieć jakąkolwiek rację bytu, to między innymi w odniesieniu do sytuacji, gdy ktoś z całej siły wali w Ciebie jak w bęben. >>Z takich mocno upokarzających akcji biorą się samobójstwa ... >Byłem w pracy świadkiem trzech samobójstw nastolatków. Ich motywy prowadziły do tzw. sytuacji >rodzinnej. Dość mała próba losowa. >>Jeśli widzisz, że kogoś napadnięto, to masz obowiązek mu pomóc. >Zbyt często próby pomocy kończą żałośnie. Stąd ludzie raczej nie angażują się w ryzykowną >pomoc. I sami sobie w ten sposób mogą zaszkodzić. Na przykład wtedy, gdy racjonalizacje już opadną i dojdzie się do wniosku, że jednak wystarczyło niewiele.
dajmonion
|
|
-1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Jeśli widzisz, że kogoś napadnięto, to masz obowiązek mu pomóc. Obowiązek prawny.. Kij ma dwa końce: karanie za bierność sprawi, że bezpieczniej będzie nie zauważać.
> Szkoła to przede wszystkim WYCHOWANIE DO ŻYCIA W SPOŁECZEŃSTWIE. Ale może ta uczennica była właśnie przez rówieśników wychowywana?
Chyba warto wspomnieć, że nauczyciele zwykle wysyłają wobec uczniów niejednoznaczne sygnały; jak się "mleko wyleje", krytykują uczestników, poszkodowanych nie wyłączając (!) za niezgłaszanie problemu, ale zdarzające się zgłoszenia zwykle zwalczają pod pretekstem niekoleżeńskiego donosicielstwa, czyli słabi nie są chronieni przez mających władzę; ta ryba psuje się od głowy.
>szkoły najpierw powinny wychowywać Odwrotnie: to funkcję edukacyjną szkoły należy wzmóc, by właściwe relacje społeczne same się ułożyły.
|
|
| Noctis1 (1 punktów) |
> Ta scenka to jest ostateczny argument dla tych wszystkich, którzy negują potrzebę wychowywania przez> szkołę. Wręcz można powiedzieć, że szkoły najpierw powinny wychowywać czyli socjalizować młodych> kandydatów na ludzi, a następnie uczyć. Przez konieczność zdawania egzaminów (tudzież dzięki> ciekawości u poniektórych) młode mają motywację, by samemu nauczyć się większości potrzebnych> rzeczy. Ale nikt sam się nie wychowa. Rodzice tego w pełni niestety nie załatwią, bo:> 1) zazwyczaj są przepracowani, dziadkowie nie wychowują, bo też pracują;> 2) wielu rodziców jest zdemoralizowanych (wychowani w dobrych rodzinach mają zwyczaj narzekać:> rodziny przestały wychowywać, to rodzina ma wychowywać; żyjemy jednak w demokracji i musimy> zaakceptować, że pewna część rodzin nie wychowuje, pewna jest patologiczna - czy to oznacza, że> dzieci z takich rodzin nie powinny być wychowywane? jako społeczeństwo nie możemy sobie na to> pozwolić a demografia nie pozwala nam ograniczać prawa do posiadania dzieci do tych, którzy są> dobrze wychowani);> 3) wychowanie to socjalizacja czyli nauka cywilizowanego funkcjonowania w grupie ludzi - więc> najlepiej jej uczyć w pierwszych grupach do jakich trafiają młode. Szkoła to przede wszystkim> WYCHOWANIE DO ŻYCIA W SPOŁECZEŃSTWIE.> Szkoła zatem musi uzupełnia rodzinę w procesie wychowania. Szkoła powinna być od tego, by uzupełniać> luki wychowawcze pozostawione przez rodziców.> Jeśli ktoś będzie kwestionował konieczność wychowywania przez szkołę, pokażcie mu tych> gimnazjalistów:> www.facebo(*)ewska/videos/1026505874118761/ Dla mnie jedyną patologią tutaj jest działalnośc w grupie tych dziewczyn. Dziwne jest to że dzisiaj ludzie nie załatwiają spraw między sobą, przykład pan x pokłócił się z panem y o n i między sobą rozwiązują problem, tylko polega to na zebraniu jak największej liczby znajomych chcących się bic, bo tak. Dochodzi wtedy do sytuacji z których wynikają bójki w liczbie 30 na 4 (byłem ostatnio tego świadkiem). Eh, szkoła nie wychowa młodzieży, a to przez to że problemy rozwiązywane są w sposób opisany wyżej. Wychowawcy nie chcą się pakowac w gówno. Na moim przykładzie chociażby, byłem dręczony przez grupę 4 osobową i ŻADEN NAUCZYCIEL NIE REAGOWAŁ, a wręcz zmuszali mnie do akceptacji tego że jestem szmatą. Dlaczego? Bo musieliby wzywac 4 rodziców i z nimi dyskutowac (polecam znaleźc rozmowę z jednym z rodziców gimnazjalistek, gdzie ojciec broni córki), a więc lepiej problemu nie widziec, przykład tych gimnazjalistek, albo mój, cała wina spływała na mnie, to ja niby prowokowałem itp. Nie twierdzę że nie ma wychowawców co chronią pojedyncze ofiary, ale jest ich za mało, bo nikt nie chce się męczyc z roszczeniowymi rodzicami. Znacznie lepiej jest dla nauczycieli zostawic ofiary samym sobie.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|