 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 09-09-2017 14:52 | astrotaurus (12445 punktów) | Wiara - co to takiego?
12 na 12 | Uzgadnianie pojęć to ABC racjonalisty. To podstawa rozumnej komunikacji. I jest z tym krucho. Nie tylko na tym forum.
A jednym z pojęć choć znaczących to umykających uzgodnieniu jest wiara.
- wierzę w Boga, - wierzę w człowieka, - wierzę w naukę, - wierzę żonie, - wierzę że wygram w Lotto, - wierzę, ze dolecę samolotem na miejsce bezpiecznie, - wierzę że zdam egzamin - itd., itp. Pojęcie wiara używane bywa w mowie potocznej na wiele sposobów. Najczęściej jako nieudolny synonim innych, o wiele bardziej adekwatnych do sytuacji pojęć: nadzieja, chciejstwo, oczekiwanie, pragnienie, szacowanie prawdopodobieństwa...
Jest jednak okoliczność w której pojęcia wiary nie da się zastąpić żadnym nibysynonimem - tę okoliczność opisuje pierwszy przykład i tylko na wierze w znaczeniu z tego przykładu budowane są religie.
Co to jest zatem wiara?
Biblijny Szaweł dość dobrze definiuje to pojęcie w liście do Hebrajczyków: "Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy." Czyli wiara to bardzo specyficzny pogląd na prawdziwość niektórych twierdzeń - pewność bez dowodu. Absurdem jest budowanie opisu świata i relacji z nim na podstawie czegoś tak niedorzecznego, nie dziwota więc że przebogata religijna twórczość literacka o rzeszach przedziwnych Bogów, duchów i demonów od zarania dziejów nie wniosła nic do dorobku poznawczego ludzkości. Wyznania wiary informują wyłącznie o stanie umysłu człowieka wierzącego, nie mówią natomiast nic o stanie świata rzeczywistego poza umysłami.
Wiara, choć dodaje się do niej różne przymiotniki (np: słaba czy silna) tak naprawdę jest zjawiskiem zerojedynkowym - jest, albo jej nie ma. Tyle że może być rozpatrywana wyłącznie w odniesieniu do jednego tylko obiektu, jednego konkretnego twierdzenia.
Ponadto wiara jest zawsze sprawą indywidualną, właściwością tylko jednego konkretnego umysłu człowieka. Wprawdzie np. KRK ma w zestawie swoich zaklęć "i nie zważaj na grzechy nasze lecz na wiarę swojego Kościoła", ale nie ma czegoś takiego jak wiara Kościoła - trzeba zestaw twierdzeń podawanych do wierzenia przez system organizacyjny na wierze członków oparty odróżniać od uznawania za prawdę poszczególnych twierdzeń przez poszczególnych członków.
Wiara aby była przez człowieka przyjęta za swoją musi być wszczepiana mu do umysłu we wczesnym dzieciństwie przez całe otoczenie na jedno kopyto. Dlatego religie (system wierzeń i praktyk na tej wierze opartych) są zjawiskiem lokalnym, środowiskowym. Ludzie na zasadzie zmasowanego prania mózgu zaczynają bezkrytycznie uznawać za prawdę najdziksze nawet lokalne niedorzeczności - byle pranie mózgu było solidarne i odpowiednio wczesne.
Czesto określam wiarę także jako głębokie upośledzenie zdolności poznawczych i społecznych ludzkiego umysłu. Poznawczych - z racji owego bezrozumnego przypisywania prawdziwości niedorzecznym mitom. Społecznych - bo pod wpływem wiary wierzący są zdolni do każdej nikczemności co udowodnili na wiele sposobów przez wieki i udowadniają ciągle.
Oczywiście ludzie wierzący z jednej strony uznają (przynajmniej w religiach odbiblijnych) wiarę za wielki zaszczyt i przywilej, z drugiej bezrozumność wiary trochę ich krępuje. Próbują zatem tej bezrozumności nie dostrzegać i przedstawiać wiarę jako niesłychaną pracę mózgową kiedy o żadnej pracy w wierze mowy nie ma. Za to jest ogromna praca umysłowa wokół wiary. Bo to wiara zagnieździwszy się w umyśle przejmuje nad nim kontrolę dla ochrony siebie i człowiek nią upośledzony w celu tej ochrony uruchamia wszystkie swoje zdolności intelektualne, jest gotów zdeptać swą ludzką godność, zaprzeć się rozumu, logiki, zakłamać i zabełkotać wszystko.
Z wiarą dyskusji nie ma i czasu na to szkoda i dlatego jak świat światem nie ma dyskusji między religiami, każda rozwija, wyjaśnia i usprawiedliwia swoją mitologie we własnym gronie i na swój wyłączny użytek.
To chyba z grubsza tyle. .....
edycja:
Zwrócę jeszcze uwagę na częsty, a z gruntu fałszywy wybieg umysłowy wierzących utożsamiający wiarę z przekonaniem. Proponuję tu lekturę definicji wiary i przekonania w dowolnej encyklopedii czy słowniku. Z lektury tej musi wyniknąć prawda, że każda wiara jest przekonaniem, ale nie każde przekonanie wiarą
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> Wiara aby była przez człowieka przyjęta za swoją musi być wszczepiana mu do umysłu we wczesnym dzieciństwie przez całe otoczenie na jedno kopyto.Wystarczy, by owym wszczepianiem wiary zajęły się autorytety wśród których dziecko wyrasta. A mechanizm wszczepiania działa wobec dowolnego światopoglądu, także ateizmu. > upośledzenie zdolności [...] Społecznych - bo pod wpływem wiary wierzący są zdolni do każdej nikczemności co udowodnili na wiele sposobów przez wieki i udowadniają ciągle.Milgram, ale też i Zimbardo zdaje się udowodnili, że przejawy nikczemności wynikają z sytuacji społecznej, nie wiary. > ludzie wierzący [...] Próbują [...] przedstawiać wiarę jako niesłychaną pracę mózgową kiedy o żadnej pracy w wierze mowy nie ma. Za to jest ogromna praca umysłowa wokół wiary.To w końcu jest ta umysłowo-mózgowa praca, czy jej nie ma? > wiara zagnieździwszy się w umyśle przejmuje nad nim kontrolę dla ochrony siebieChodzi Ci o to, że wobec wątpliwości wiara jest zawsze niezłomnie sceptyczna?  > Z wiarą dyskusji nie ma i czasu na to szkodaTylko, że jeśli w to wierzysz, to szkoda na Ciebie czasu. 
Wszystko co od tej chwili napiszesz może być wykorzystane przeciwko Tobie.
|
|
 | 7 na 7 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Wystarczy, by owym wszczepianiem wiary zajęły się autorytety wśród których dziecko wyrasta. A mechanizm wszczepiania działa wobec dowolnego światopoglądu,Na pewno nie mówiłem, że wiara może obejmować treści wyłącznie religijne. A dla dziecka wszyscy wśród których wyrasta są autorytetami. Krytyczna refleksja nad nimi może (tylko może...) przyjść później. > także ateizmu.Ateizm nie jest światopoglądem. Jest a-teizmem czyli brakiem światopoglądu teistycznego. Ale to też temat na osobny wątek ABC. > Milgram, ale też i Zimbardo zdaje się udowodnili, że przejawy nikczemności wynikają z sytuacji społecznej, nie wiary.Nawet nie sugerowałem że wiara jest jedynym źródłem nikczemności. A dowodów na nikczemność motywowaną wiarą (w dowolną ideologię, niekoniecznie religijną) chyba dość w historii i teraźniejszości? > To w końcu jest ta umysłowo-mózgowa praca, czy jej nie ma?Skup się na tym co czytasz. Wiara nie jest pracą umysłową, wokół wiary - dla jej ochrony - jest dużo. > Chodzi Ci o to, że wobec wątpliwości wiara jest zawsze niezłomnie sceptyczna?  Tak, z grubsza o to chodzi. Wiara to pewność czyli brak wątpliwości. > Tylko, że jeśli w to wierzysz, to szkoda na Ciebie czasu. Przekombinowałaś. Bo na pewno nie na podstawie jakiegokolwiek fragmentu MOJEJ wpowiedzi mogłaś wysnuć insynuację o mojej wierze w cokolwiek. Mnie akurat wiara jest z gruntu obca.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> Wiara nie jest pracą umysłową, wokół wiary - dla jej ochrony - jest dużo.Żadną "pracą umysłową" nie można ochronić wiary gdy pojawi się zwątpienie. > Wiara to pewność czyli brak wątpliwości.I niby przed czym chcesz chronić pewność? > >Tylko, że jeśli w to wierzysz, to szkoda na Ciebie czasu. > Przekombinowałaś. Bo na pewno nie podstawie jakiegokolwiek fragmentu MOJEJ wpowiedzi mogłaś wysnuć insynuację o mojej wierze w cokolwiek.Przeoczyłeś warunkowe "jeśli".
Wszystko co od tej chwili napiszesz może być wykorzystane przeciwko Tobie.
|
|
| |  | 6 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Żadną "pracą umysłową" nie można ochronić wiary gdy pojawi się zwątpienie. Wiara i zwątpienie rzeczywiście wykluczają się wzajemnie i nie mogą istnieć jednocześnie w odniesieniu do tego samego obiektu/twierdzenia. Nie doceniasz chyba jednak ogromu łamańców umysłowych jakich dokonują wierzący by nie myśleć krytycznie na temat treści objętych wiarą. By nie dostrzegać faktów. By utwierdzać się w niedorzecznych bajędach. Notabene wierzący sami bardzo często powołują się na swoje niby wątpliwości by stworzyć wrażenie wiary jako straszliwego wysiłku intelektualnego. A to tylko intelektualna nieuczciwość, kuglarstwo podłego gatunku: "wierzę w Boga" nigdy nie znaczy "wątpię w istnienie Boga".
>I niby przed czym chcesz chronić pewność? Ja nie chcę. Wierzący chcą. Przed jej brakiem. Ja nigdy nie byłem w stanie pojąć co cennego jest w trwaniu przy poglądach wyssanych z palca, przy treściach które się kupy nie trzymają, za które nie jest się w stanie wziąć żadnej odpowiedzialności. Miliardy wierzących jednak tak mają. A wśród nich masa skądinąd wspaniałych, mądrych, przyzwoitych ludzi w obliczu swej wiary kompletnych nieuków bez cienia intelektualnej uczciwości.
>Przeoczyłeś warunkowe "jeśli". Owo "jeśli" wyszło z Twojego przekombinowania wyłącznie. Nawet myślę, że to była tylko taka zbyteczna ekwilibrystyka, bo naprawdę nie miałaś przez to nic do powiedzenia.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> >Żadną "pracą umysłową" nie można ochronić wiary gdy pojawi się zwątpienie.> Wiara i zwątpienie rzeczywiście wykluczają się wzajemnie i nie mogą istnieć jednocześnie w odniesieniu do tego samego obiektu/twierdzenia.Dziękuję. > Nie doceniasz chyba jednak ogromu łamańców umysłowych jakich dokonują wierzący by nie myśleć krytycznie na temat treści objętych wiarą. [...] by stworzyć wrażenie wiary jako straszliwego wysiłku intelektualnego.Doceniam, tylko nie widzę powodu, by taki stan umysłu nazywać wiarą. > A to tylko intelektualna nieuczciwośćNie "tylko" lecz "aż" nieuczciwość, z intelektualnym niedoborem dawno uporalibyśmy się. > wierzący sami bardzo często powołują się na swoje niby wątpliwości by stworzyć wrażenie wiary jako straszliwego wysiłku intelektualnego. A to tylko intelektualna nieuczciwośćTo prawda, z tym zastrzeżeniem, że jedno drugiego nie wyklucza: mistyfikacja jest trudniejsza od prawdy. > co cennego jest w trwaniu przy poglądach wyssanych z palca, przy treściach które się kupy nie trzymają,W trwaniu przy tych akurat bzdurnych poglądach cenne jest zachowanie osiągniętego statusu społecznego; jaki interes w odrzuceniu bzdury może mieć ktoś, kto na jej wspieraniu oparł osiągnięcia swojego życia? > masa skądinąd wspaniałych, mądrych, przyzwoitych ludzi w obliczu swej wiary kompletnych nieuków bez cienia intelektualnej uczciwościDobrze czytam, że zachwycasz się "mądrymi nieukami" i ich "przyzwoitą nieuczciwością"?  > >Przeoczyłeś warunkowe "jeśli".> Owo "jeśli" wyszło z Twojego przekombinowaniaSkoro kwestionujesz "jeśli" to zapewne dlatego, że wierzysz, iż "z wiarą dyskusji nie ma i czasu na to szkoda", a w takim przypadku szkoda czasu na dyskusję z Tobą. > Nawet myślę, że to była tylko taka zbyteczna ekwilibrystyka, bo naprawdę nie miałaś przez to nic do powiedzenia.To, co myślisz, ma wartość dla Ciebie, bo daje Ci szansę ustalenia jak jest.
Wszystko co od tej chwili napiszesz może być wykorzystane przeciwko Tobie.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Doceniam, tylko nie widzę powodu, by taki stan umysłu nazywać wiarą.Ale o co konkretnie chodzi? Jakiego konkretnie stanu umysłu nie chcesz nazywać wiarą? > Nie "tylko" lecz "aż" nieuczciwość,Nie chodziło mi o oceny jakościowe, ilościowe czy jakiekolwiek inne, ale o proste wskazanie faktu, że sama wiara, jej przyjęcie nie wymaga żadnego wysiłku intelektualnego. O wysiłku - pełnym nieuczciwości - mowa dopiero gdy wierzący chce ją w umyśle ochronić. > To prawda, z tym zastrzeżeniem, że jedno drugiego nie wyklucza: mistyfikacja jest trudniejsza od prawdy.Znów nie pojmuję o co Ci chodzi... co i po co nazywasz "jednym", co i po co "drugim" i skąd tu "mistyfikacja"? Zwłaszcza że mistyfikacja wymaga znajomości i respektowania prawdy, a wiara do uznania prawdy nie dopuszcza. > W trwaniu przy tych akurat bzdurnych poglądach cenne jest zachowanie osiągniętego statusu społecznego; jaki interes w odrzuceniu bzdury może mieć ktoś, kto na jej wspieraniu oparł osiągnięcia swojego życia?Tiiiaaa... ludzie na świecie czerpią satysfakcję i motywacje z najprzedziwniejszych źródeł, jednak taki antropologiczno-psychologiczny opis nie jest żadną odpowiedzią na moje słowa. Zwłaszcza gdy jest to opis fałszywy zakładający jednaki zysk z wiary (w postaci jakichś "osiągnięć") dla wszystkich wierzących. > Dobrze czytam, że zachwycasz się "mądrymi nieukami" i ich "przyzwoitą nieuczciwością"? Mam o Twojej zdolności czytania zdanie nader podłe. Żeby Ci pomóc wezmę kredki i zaznaczę w mojej wypowiedzi to czego nie pojęłaś: " skądinąd wspaniałych, mądrych, przyzwoitych ludzi w obliczu swej wiary kompletnych nieuków bez cienia intelektualnej uczciwości." Pisałem o różnych aspektach osobowości/umysłowości ludzi. Dr. Jeckyll i Mr. Hyde - słyszałaś takie coś? A słyszałaś o takich ludziach jak Newton, Planck, Kopernik...? I choćby Newton w dziedzinie fizyki był geniuszem, może największym w historii ludzkości, przenikliwym i drobiazgowym. Zostawił ogromną, bezcenną spuściznę choćby w postaci monumentalnego dzieła "Principia", a wedle jego F=ma do tej pory latają rakiety. Tenże Newton był fascynatem religijnym, sprawa Trójcy Świętej (sam był unitarystą) była dla niego chyba większym konikiem niż fizyka. I nie zostawił potomnym nawet jednego rozumnego zdania z tej dziedziny bo operował na mrzonkach. Potrafisz wyciągnąć jakąś średnią, wypadkową z tych dwóch kierunków jego aktywności umysłowej? > Skoro kwestionujesz "jeśli" to zapewne dlatego, że wierzysz, iż "z wiarą dyskusji nie ma i czasu na to szkoda", a w takim przypadku szkoda czasu na dyskusję z Tobą.W tej kwestii prezentowane przez Ciebie rozwolnienie umysłowe osiąga chyba apogeum. Wyjechałaś na wstępie z jakimś bzdurnym "jeśli wierzysz" - jak wskazałem było to bez żadnego oparcia w mojej wypowiedzi, ale nie wyjaśniłaś niczego, a już na pewno nie zająknęłaś się nawet co "jeśli nie wierzę". Nie interesują mnie Twoje popisy, nie interesują mnie przepychanki. Wróć do początku i spróbuj sformułować jakąś całościową wypowiedź w której byłoby wyjaśnione o co Ci chodzi. Albo zlituj się i zamilknij.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> >Doceniam, tylko nie widzę powodu, by taki stan umysłu nazywać wiarą.> Ale o co konkretnie chodzi? Jakiego konkretnie stanu umysłu nie chcesz nazywać wiarą?No przecież cytowałam: tego, w którym "dokonują łamańców umysłowych, by nie myśleć". > >To prawda, z tym zastrzeżeniem, że jedno drugiego nie wyklucza: mistyfikacja jest trudniejsza od prawdy.> Znów nie pojmuję o co Ci chodzi... co i po co nazywasz "jednym", co i po co "drugim" i skąd tu "mistyfikacja"?Mistyfikacja to celowe wprowadzanie w błąd, które nazwałeś intelektualną nieuczciwością, a owo "jedno drugiego nie wykluczające" to wysiłek i nieuczciwość, o których pisałeś w sposób sugerujący wykluczenie; w swoich wypowiedziach odnoszę się do zacytowanych Twoich wypowiedzi, jeżeli chcesz twierdzić, że moje odpowiedzi są bez związku z zacytowanymi Twoimi, to na dowód tych swoich nie kasuj. > mistyfikacja wymaga znajomości i respektowania prawdy, a wiara do uznania prawdy nie dopuszcza.Już zadeklarowałeś, że to nie żadna wiara, a intelektualna nieuczciwość; zaś co do prawdy "respektowania" to przecież mistyfikacja nie tylko jej nie wymaga, ale z definicji jest jej nierespektowaniem. > >W trwaniu przy tych akurat bzdurnych poglądach cenne jest zachowanie osiągniętego statusu społecznego; jaki interes w odrzuceniu bzdury może mieć ktoś, kto na jej wspieraniu oparł osiągnięcia swojego życia?> Tiiiaaa... ludzie na świecie czerpią satysfakcję i motywacje z najprzedziwniejszych źródeł, jednak taki antropologiczno-psychologiczny opis nie jest żadną odpowiedzią na moje słowa.Zatem wypadało na dowód te słowa pozostawić; przypomnę sama, że pytałeś co jest cennego w trwaniu przy poglądach wyssanych z palca. > >Dobrze czytam, że zachwycasz się "mądrymi nieukami" i ich "przyzwoitą nieuczciwością"? > Mam o Twojej zdolności czytania zdanie nader podłe.> Żeby Ci pomóc wezmę kredki i zaznaczę w mojej wypowiedzi to czego nie pojęłaś:> " skądinąd wspaniałych, mądrych, przyzwoitych ludzi w obliczu swej wiary kompletnych nieuków bez cienia intelektualnej uczciwości."> Pisałem o różnych aspektach osobowości/umysłowości ludzi.No czyli dobrze czytam, zachwycasz się mądrymi nieukami i przyzwoitą nieuczciwością.  > Newton w dziedzinie fizyki był geniuszem [...] Tenże Newton był fascynatem religijnymZ czego mamy, że Newton nie może być uznany za przyzwoitego ani w pełni mądrego, bo choć był genialnym fizykiem, to opowiadając się po stronie fideizmu okazał się w tej mierze durniem i intelektualnym mistyfikatorem. > Potrafisz wyciągnąć jakąś średnią, wypadkową z tych dwóch kierunków jego aktywności umysłowej?Tylko po co? Z czarno-białej krowy też nie wyciągnie się mówiącej prawdy o jej maści średniej. > >Skoro kwestionujesz "jeśli" to zapewne dlatego, że wierzysz, iż "z wiarą dyskusji nie ma i czasu na to szkoda", a w takim przypadku szkoda czasu na dyskusję z Tobą.> W tej kwestii prezentowane przez Ciebie rozwolnienie umysłowe osiąga chyba apogeum.Coś musi być na rzeczy, skoro z lekkością ogarniam złożoności, których Ty zgłębić nawet nie próbujesz.  > Wyjechałaś na wstępie z jakimś bzdurnym "jeśli wierzysz" - jak wskazałem było to bez żadnego oparcia w mojej wypowiedzi...W dyskusji nie wystarczy WSKAZAĆ, trzeba WYKAZAĆ. > Nie interesują mnie Twoje popisyA mnie Twoje zainteresowania.
To, co myślisz, ma wartość dla Ciebie, bo daje Ci szansę ustalenia JAK JEST.
|
|
| | | | | |  | | astrotaurus (12445 punktów) |
>W dyskusji nie wystarczy WSKAZAĆ, trzeba WYKAZAĆ. Paradne kiedy pyskaty troll ględzacy do swoich skojarzeń, do swojego tępego zadowolenia z siebie bierze się za pouczanie....
Ty powinnaś wykazać że głupawe insynuacje "jeśli wierzysz" mają cokolwiek wspólnego z moimi wypowiedziami i że prowadzą do jakiejkolwiek konstruktywnej konstatacji.
Jesteś dla mnie inetelektualnie obleśna proszę więc byśmy ograniczyli swoje kontakty do jakiegoś absolutnie koniecznego, skrajnie merytorycznego minimum.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | >Wiara i zwątpienie rzeczywiście wykluczają się wzajemnie i nie mogą istnieć jednocześnie w odniesieniu do tego samego obiektu/twierdzenia.
... powyższe założenie jest niezgodne z prawdą. Wiara bez zwątpienia jest, po prostu pewnością. "Wiara" jest pojęciem ze sfery "nierzeczywistej, nierealnej", nie wymagającej dowodów, nie podlegających racjonalności i logice. Natomiast "pewność" należy do sfery pojęć "rzeczywistych, realnych", podlegających dowodom, racjonalności i logice. Powyższe założenie jest mocno promowane przez koła teistyczne. Ma na celu "nieuzasadnione wprowadzenie" pojęcia "wiary" do świata rzeczywistego i realnego. Dowodzić to ma jednocześnie, że jakoby istnienie Boga jest rzeczywiste i realne, bez wymaganych dowodów, racjonalności i logiki. W przypadku zbyt mocnych nacisków teiści sami uciekają z pojęciem "wiary" i "Boga" w sferę nierealną i nierzeczywistą" twierdząc, iż "nie podlegają racjonalności i logice". Tym samym nie wymagają dowodów...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
 | 1 na 1 | tarkos (10757 punktów) | > wobec wątpliwości wiara jest zawsze niezłomnie sceptyczna?  Cóż za kuriozalne sformułowanie - "niezłomny sceptycyzm wobec wątpliwości" redukuje się chyba do porzucenia sceptycyzmu, czyli do wiary właśnie.  >
|
|
|  | | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> > wobec wątpliwości wiara jest zawsze niezłomnie sceptyczna?  > Cóż za kuriozalne sformułowanie...Stąd perskie oko. 
Wszystko co od tej chwili napiszesz może być wykorzystane przeciwko Tobie.
|
|
| finerbijk (17282 punktów) | Wiarę, jako pojęcie niezbyt ścisłe można rozpatrywać podchodząc do niej z różnych stron. Wg mnie głównie dzielą się one na dwie podstawowe: 1. Wiara jako przeświadczenie o istnieniu/nieistnieniu bytów, zjawisk, czegokolwiek, nie poparte żadnymi racjonalnymi przesłankami ani doświadczeniem (jak wiara w boga, różne niesprawdzone teorie głoszone przez innych, itd.).
2. Wiara jako przeświadczenie (wizja) o możliwości uzyskania pożądanego efektu, nie niemożliwego z punktu widzenia posiadanej wiedzy, ale takiego który trudno osiągnąć, bądź którego się jeszcze nie udało osiągnąć, może być to wspomniana przez ciebie wygrana w lotto, dokonanie jakiegoś wynalazku, czy coś tam.
O ile pierwsza może być 'upośledzeniem umysłowym', to ta druga może prowadzić do sukcesu. Pomijam tu kwestie, kiedy na wiarę wypada przyjąć, że człowiek zanurzony w wodzie przez zbyt długi czas nie stanie się rybą lecz tonie. W co wierzyć i komu wierzyć? Oto wielka tajemnica wiary, ale bez wiary całkiem się nie obejdzie.
|
|
 | 7 na 7 | astrotaurus (12445 punktów) |
Jedną z podstawowych zasad poznania i komunikacji jest nazywanie rzeczy po imieniu. Nie jest celowym dążeniem przypisywanie różnych nazw temu samemu obiektowi i nie jest celowym dążeniem obejmowanie jedną nazwą różnych obiektów. A już zwłaszcza gdy fundamentalną kwestią sporną jest co wiarą jest a co nie jest! Wierzący przecież w "dyskusjach" pasjami uwielbiają uświnić oponenta swoją przypadłością, za wszelką cenę przypiąć mu łatkę wiary językowo choćby zrównując swoją bezrozumną pewność z mniej czy bardziej krytycznym oglądem rzeczy.
Wymienione przez Ciebie w punkcie 2. zjawiska radykalnie różnią sie od tego opisanego w punkcie 1. i dają się nazwać inaczej niz wiarą.
Ja sam całkowicie wyrugowałem ze swojego słownictwa słowo "wiara" oznaczające cokolwiek innego niż pewność bez dowodu. Nie zubożało mi ono, ani nie straciło na przejrzystości, rzekłbym że nawet wprost przeciwnie!
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | >Ja sam całkowicie wyrugowałem ze swojego słownictwa słowo "wiara" oznaczające cokolwiek innego niż pewność bez dowodu. Nie zubożało mi ono, ani nie straciło na przejrzystości, rzekłbym że nawet wprost przeciwnie!
... jako,że teiści twierdza, iż "wiara nie podlega logice" proponowałbym rozszerzyć pana definicję do formy brzmiącej "wiara to nielogiczna pewność bez dowodu" (czytaj. "widzimisię"). Przynajmniej jeśli chodzi o wiarę w kontekście religijnym...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) | > ... Każda dyskusja z teistami, wcześniej czy później, kończy się jednakim zdaniem z ich strony. To zdanie brzmi - "Wiara nie podlega logice".I od tego należałoby zacząć.Dlatego założyłem ten wątek.  Nieraz się skóra marszczy na plecach gdy racjonaliści zbożejłaski stają w szranki z teistami nie mając w istocie pojęcia z czym się mierzą. A wiara rzeczywiście nie podlega logice. Gdyby podlegała byłaby jednym z wielu przekonań rozważanych, weryfikowanych, poddawanych dyskusji. Nie trzeba by było wyodrębniać w systemie pojęciowym tego specyficznego rodzaju przekonań. > ale powinno wytrącić ima z reki ten "idiotyczny" argument o "niepodleganiu wiary logice"...Nie trzeba wytrącać tego ze wszech miar prawdziwego argumentu, ale go im (i sobie) wytłumaczyć. Wiara to pewność bez dowodu. Czyli już na etapie powstawania jest nielogiczna. Wiara może jakimś trafem obejmować treści prawdziwe, ale nawet to nie niweluje nielogiczności jej powstawania. W momencie zaś stwierdzenia prawdziwości treści wiary wiara znika i jej miejsce zajmuje zwyczajna, logiczna pewność. W przytłaczającej jednak większości przypadków wiara obejmuje treści nielogiczne, siłą rzeczy logice one podlegać nie mogą.  Problem w tym, że wierzący na bazie nielogiczności swych przekonań wykreowali "wyższość" wiary nad logiką w hierarchii metod poznawczych (!?). A jeszcze większy problem w tym, że mnóstwo pseudoracjonalistów ulega nawet bezwiednie religijnej narracji i nie potrafi po prostu dostrzec i wyartykułować, że cesarz ma goły zadek. Bo fakt, że wiara "nie wymaga argumentów" nie oznacza niczego pozytywnego dla wiary. Wiarą zostało nazwane zjawisko pewności z d..y wziętej. Byłoby po prostu nielogicznym domagać się argumentów od czegoś co z definicji nie dysponuje żadnymi argumentami. > >Wiara i zwątpienie rzeczywiście wykluczają się wzajemnie i nie mogą istnieć jednocześnie w odniesieniu do tego samego obiektu/twierdzenia.> ... powyższe założenie jest niezgodne z prawdą. Wiara bez zwątpienia jest, po prostu pewnością.Wiara jest po prostu pewnością. Pewność wyklucza się z brakiem pewności.  > "Wiara" jest pojęciem ze sfery "nierzeczywistej, nierealnej", nie wymagającej dowodów, nie podlegających racjonalności i logice.Nie znam żadnej denominacji religijnej, ani żadnego pojedynczego wierzącego który by twierdził że wiara dotyczy sfery nierzeczywistej, nierealnej. Wiara jest rodzajem przekonania, jest więc z tej samej "sfery" co wszystkie przekonania. A źródła przekonań, ich relacja z rzeczywistością to inna rzecz. Nazywam wiarę upośledzeniem umysłu, bo wierzący nie są zdolni do zrozumienia, że treści ich wiary opisują tylko stan ich umysłów, a nie stan świata rzeczywistego, realnego, świata poza ich umysłami. > Natomiast "pewność" należy do sfery pojęć "rzeczywistych, realnych", podlegających dowodom, racjonalności i logice.Pewność to przekonanie o prawdziwości. Przypisywanie jakiemuś twierdzeniu tej jednej z dwu wartości logicznych. Ocenianie prawdopodobieństwa na 1 i ani grosza mniej. Źródło pewności nie ma znaczenia dla samego jej zaistnienia. Wiara jest pewnością z zatrutego, nielogicznego źródła. > Powyższe założenie jest mocno promowane przez koła teistyczne. Ma na celu "nieuzasadnione wprowadzenie" pojęcia "wiary" do świata rzeczywistego i realnego. Dowodzić to ma jednocześnie, że jakoby istnienie Boga jest rzeczywiste i realne, bez wymaganych dowodów, racjonalności i logiki. W przypadku zbyt mocnych nacisków teiści sami uciekają z pojęciem "wiary" i "Boga" w sferę nierealną i nierzeczywistą" twierdząc, iż "nie podlegają racjonalności i logice". Tym samym nie wymagają dowodów...Czuję bluesa.... I dlatego przestrzegam przed zmaganiem się z wierzącymi na bełkot.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | Jolanta Komorowska (1321 punktów) (zablokowany) | > >... Każda dyskusja z teistami, wcześniej czy później, kończy się jednakim zdaniem z ich strony. To zdanie brzmi - "Wiara nie podlega logice".I od tego należałoby zacząć.> Dlatego założyłem ten wątek.  > Nieraz się skóra marszczy na plecach gdy racjonaliści zbożejłaski stają w szranki z teistami nie mając w istocie pojęcia z czym się mierzą.> A wiara rzeczywiście nie podlega logice. Gdyby podlegała byłaby jednym z wielu przekonań rozważanych, weryfikowanych, poddawanych dyskusji. Nie trzeba by było wyodrębniać w systemie pojęciowym tego specyficznego rodzaju przekonań.> >ale powinno wytrącić ima z reki ten "idiotyczny" argument o "niepodleganiu wiary logice"...> Nie trzeba wytrącać tego ze wszech miar prawdziwego argumentu, ale go im (i sobie) wytłumaczyć.> Wiara to pewność bez dowodu. Czyli już na etapie powstawania jest nielogiczna.> Wiara może jakimś trafem obejmować treści prawdziwe, ale nawet to nie niweluje nielogiczności jej powstawania. W momencie zaś stwierdzenia prawdziwości treści wiary wiara znika i jej miejsce zajmuje zwyczajna, logiczna pewność.> W przytłaczającej jednak większości przypadków wiara obejmuje treści nielogiczne, siłą rzeczy logice one podlegać nie mogą.  > Problem w tym, że wierzący na bazie nielogiczności swych przekonań wykreowali "wyższość" wiary nad logiką w hierarchii metod poznawczych (!?).> A jeszcze większy problem w tym, że mnóstwo pseudoracjonalistów ulega nawet bezwiednie religijnej narracji i nie potrafi po prostu dostrzec i wyartykułować, że cesarz ma goły zadek.> Bo fakt, że wiara "nie wymaga argumentów" nie oznacza niczego pozytywnego dla wiary. Wiarą zostało nazwane zjawisko pewności z d..y wziętej. Byłoby po prostu nielogicznym domagać się argumentów od czegoś co z definicji nie dysponuje żadnymi argumentami.> >>Wiara i zwątpienie rzeczywiście wykluczają się wzajemnie i nie mogą istnieć jednocześnie w odniesieniu do tego samego obiektu/twierdzenia.> >... powyższe założenie jest niezgodne z prawdą. Wiara bez zwątpienia jest, po prostu pewnością.> Wiara jest po prostu pewnością. Pewność wyklucza się z brakiem pewności.  > >"Wiara" jest pojęciem ze sfery "nierzeczywistej, nierealnej", nie wymagającej dowodów, nie podlegających racjonalności i logice.> Nie znam żadnej denominacji religijnej, ani żadnego pojedynczego wierzącego który by twierdził że wiara dotyczy sfery nierzeczywistej, nierealnej.> Wiara jest rodzajem przekonania, jest więc z tej samej "sfery" co wszystkie przekonania. A źródła przekonań, ich relacja z rzeczywistością to inna rzecz.> Nazywam wiarę upośledzeniem umysłu, bo wierzący nie są zdolni do zrozumienia, że treści ich wiary opisują tylko stan ich umysłów, a nie stan świata rzeczywistego, realnego, świata poza ich umysłami.> >Natomiast "pewność" należy do sfery pojęć "rzeczywistych, realnych", podlegających dowodom, racjonalności i logice.> Pewność to przekonanie o prawdziwości. Przypisywanie jakiemuś twierdzeniu tej jednej z dwu wartości logicznych. Ocenianie prawdopodobieństwa na 1 i ani grosza mniej.> Źródło pewności nie ma znaczenia dla samego jej zaistnienia.> Wiara jest pewnością z zatrutego, nielogicznego źródła.> >Powyższe założenie jest mocno promowane przez koła teistyczne. Ma na celu "nieuzasadnione wprowadzenie" pojęcia "wiary" do świata rzeczywistego i realnego. Dowodzić to ma jednocześnie, że jakoby istnienie Boga jest rzeczywiste i realne, bez wymaganych dowodów, racjonalności i logiki. W przypadku zbyt mocnych nacisków teiści sami uciekają z pojęciem "wiary" i "Boga" w sferę nierealną i nierzeczywistą" twierdząc, iż "nie podlegają racjonalności i logice". Tym samym nie wymagają dowodów...> Czuję bluesa....> I dlatego przestrzegam przed zmaganiem się z wierzącymi na bełkot.> Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.>  > Wierzący liczą na dowód po śmierci. Ale ja ciągle nie wyobrażam sobie tego świata. Mają wszyscy odmłodnieć ale czy wszyscy muszą? W objawieniu Jana na tronach siedzi 24-ech starców. Nie odmłodnieli. A i sam Pan Bóg jest starcem w piśmie obrazkowym. Coś to odmłodnienie nie jest konieczne jednak. Co nie zmienia faktu, że nadal tamten świat byłby inny niż przedstawiają go religie. Jak Pan Bóg sam nie potrafi odmłodnieć to i nie potrafi odmładzać. Wyobrażenia nt; Pana Boga są jakie są ale rysowanki' pokazują co innego. Religie zagubiły się w tzw. głoszonej prawdzie i piśmie obrazkowym. Już same obrazki z Jezusem są bardzo różne. Fakt, coraz ładniejszy jest Jezus ale nawet całun turyński nie jest zgodny z żadnym obrazkiem'. A już rysowanie Jezusa jako dzidziusia to historyczny przekręt czy też tylko religijny. Żaden artysta nigdy nie namalował matki Jezusa tzn. malowali i malują nadal ale nie mogą zdecydować się, która to w końcu?
|
|
|  | | finerbijk (17282 punktów) | >Wymienione przez Ciebie w punkcie 2. zjawiska radykalnie różnią sie od tego opisanego w punkcie 1. i dają się nazwać inaczej niz wiarą. Można nazywać jak się chce, tylko po co?
>Ja sam całkowicie wyrugowałem ze swojego słownictwa słowo "wiara" oznaczające cokolwiek innego niż pewność bez dowodu. Nie zubożało mi ono, ani nie straciło na przejrzystości, rzekłbym że nawet wprost przeciwnie! Nie zawsze jest tak komfortowo, że można mieć dowód na wszystko. Czasem trzeba coś przyjmować na wiarę, jak np. wierzyć że ktoś inny będzie wobec nas lojalny w takiej czy innej sytuacji. Sama wiara nie jest zła, złe jest trwanie przy niej, kiedy są racjonalne przesłanki świadczące inaczej. Granice między wiarą a wiedzą są dosyć płynne. Bywa że to co uważaliśmy za wiedzę, po czasie okazuje się naszą naiwną wiarą.
|
|
| |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Można nazywać jak się chce, tylko po co? Ja - jak już powiedziałem - chcę nazywać rzeczy po imieniu. Po to żeby każda rzecz miała swoje imię. Żeby wielu rzeczy nie nazywać tym samym imieniem. Żeby jednego imienia nie nosiły różne rzeczy. Masz jakieś zastrzeżenia do takiego chciejstwa i takich dążeń?
>Nie zawsze jest tak komfortowo, że można mieć dowód na wszystko. Czasem trzeba coś przyjmować na wiarę, jak np. wierzyć że ktoś inny będzie wobec nas lojalny w takiej czy innej sytuacji. Zaufanie i trafność ocen komu na ile można ufać nie muszą mieć nic wspólnego z wiarą na której budowane są religie. Uważasz że wiara i zaufanie to synonimy? Masz jakieś opory przed nienazywaniem zaufania wiarą?
>Sama wiara nie jest zła, złe jest trwanie przy niej, kiedy są racjonalne przesłanki świadczące inaczej. "Sama wiara" nie jest koniecznie zła kiedy nazywasz nią różne rzeczy. Wiara jako bezrozumna pewność to na pewno nic dobrego.
>Granice między wiarą a wiedzą są dosyć płynne. Między wiedzą a "wiarą Lecha" też? Nazywam czasem wiarę absurdalnym rodzajem jakiejś "wiedzy a priori". Bo tak to wygląda: człowiek wierzący nie stawia hipotez, nie spekuluje, nie myśli, nie dowodzi... on WIE i i już.
>Bywa że to co uważaliśmy za wiedzę, po czasie okazuje się naszą naiwną wiarą. Bardzo ogólnikowe... A owo "my" to kto w ogóle? Bo ja na przykład nie miewam takich "przygód" z tego choćby względu, że nic w moich poglądach nie jest wiarą. Naiwną, ani żadną inną jakby wiara mogła nie być naiwna.
Myślę że byłoby najlepiej gdybyś jednak zaczął od prostej definicji wiary: "wiara jest to..."
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | 2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | >Masz jakieś zastrzeżenia do takiego chciejstwa i takich dążeń? Mnie tam osobiście nic do tego, ale jak się rzeczy nazywa to sprawa raczej nie jednej osoby, lecz większego kworum.
>Uważasz że wiara i zaufanie to synonimy? Masz jakieś opory przed nienazywaniem zaufania wiarą? W pewnym zakresie to synonimy. Masz jakąś awersję do słowa wiara? Kolejny skrzywdzony przez księdza-pedofila?
>Między wiedzą a "wiarą Lecha" też? Wiary Lecha do tego nie mieszaj, bo jestem z Poznania.
>Nazywam czasem wiarę absurdalnym rodzajem jakiejś "wiedzy a priori". Bo tak to wygląda: człowiek wierzący nie stawia hipotez, nie spekuluje, nie myśli, nie dowodzi... on WIE i i już. I niech sobie wie. Czy nie myśli i nie spekuluje tego nie wiesz, i ja też nie wiem. ja tam wiary nie lekceważę, bo to często większy motor do działania niż wiedze razem wzięte.
|
|
| | | |  | 6 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Mnie tam osobiście nic do tego, ale jak się rzeczy nazywa to sprawa raczej nie jednej osoby, lecz większego kworum. Na pewno czytałeś choć 5 pierwszych wersów posta tytułowego? Uważasz użytkowników Racjonalisty (nie wspominając o kworum fejsbukowym czy onetowym) za świetnie rozumiejące się kworum, a ten wątek za wybryk? To może ktoś (może Ty sam...?) z tego genialnego kworum sformułuje albo wskaże jakąś konkretną definicję wiary. W niejednym kworum np. "k...a" bywa słowem-wytrychem na oznaczenie wielu przeróżnych rzeczy. A ja nie przepadam za wytrychami zwłaszcza gdy obrazowanie nimi może obejmować różne pojęcia i nie bardzo w danej chwili wiadomo co wytrych akurat otwiera.
>W pewnym zakresie to synonimy. W pewnym czy w raczej w niepewnym?
>Masz jakąś awersję do słowa wiara? Słowo to tylko słowo. Jeśli już miałbym doszukiwać się u siebie awersji to miałbym ją raczej do nazywania różnych rzeczy tym samym słowem. I ciągle nie widzę niczego niewłaściwego w takiej awersji. Awersji do bełkotu. Można też u mnie próbować diagnozować awersję do zjawiska nazywanego słowem wiara - w tym zakresie bez żadnych niepewnych synonimów. Choćby dlatego że na bazie tego zjawiska wyprodukowano ogromne biblioteki bełkotu bez sensu, bez żadnego wkładu do dorobku poznawczego ludzkości. O ogromie zbrodni wstrząsających światem także dzisiaj nawet nie wspominam.
>Kolejny skrzywdzony przez księdza-pedofila? Jesteś poprzedni? Współczuję, mogę się z Tobą napić i pogadać, ale wspólnika w tej traumie we mnie nie znajdziesz. Księża z jakimi miałem do czynienia raczej wyrzucali mnie za drzwi (na religię, a jakże, chadzałem) i pałali ochotą strzelenia mnie w paszczękę. Cóż, zawsze byłem dociekliwy...
>Czy nie myśli i nie spekuluje tego nie wiesz, i ja też nie wiem. Piszę od początku o ogromnej pracy umysłowej na rzecz zachowania wiary w umyśle. Wierzący zatem myślą i spekulują, ale nie w kierunku poznawczym, nie dla rozważenia kontrargumentów, ale dla ich odrzucenia. I to najlepiej na wstępie, po prostu zignorować. Popatrz na te tysiące religii funkcjonujących choćby współcześnie (ponoć coś 4200), na te biblioteki bezwartościowego bełkotu, na bezrozumne zacięcie z jakim z jakim wierzący rozwijają i usprawiedliwiają brednie swojej religii bez dyskusji z innymi, bez związku z rzeczywistością. Na pewno nie jest to rodzaj myślenia który chciałbym podziwiać i pielęgnować.
A co i jak wierzący myślą i spekulują na temat kwestii swej wiary i kwestii na styku z nią to rzecz bardzo obszerna i skomplikowana. Granice wiary są płynne. Spod jej wpływu przecież wyrywane bywają przeróżne twierdzenia - zapewne umysły wierzących bronią się jakoś przed szaleństwem, każdy na swój sposób i swoją skalę. Jedni poddają się wierze niemal bez reszty, inni ja ograniczają do pewnych zakresów i sytuacji. W środowisku zateizowanym wyjątkowo może pojawić się fanatyk wiary, w środowisku bardzo religijnym może pojawić się ateista. W skali masowej wpływ środowiska jest oczywisty. I to przede wszystkim jednorodny wpływ od dzieciństwa.
>ja tam wiary nie lekceważę, bo to często większy motor do działania niż wiedze razem wzięte. Ależ tak! Nie bez przyczyny mówię o ogromie zbrodni i ogromie bełkotu. Motor jak się patrzy!
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >Jesteś poprzedni? Współczuję, mogę się z Tobą napić i pogadać, ale wspólnika w tej traumie we mnie nie znajdziesz. He, he. Tu mnie rozbawiłeś. Bo jak nawijasz o tej wierze to się zdajesz coś bardzo sieriożny.
>Ależ tak! Nie bez przyczyny mówię o ogromie zbrodni i ogromie bełkotu. Motor jak się patrzy Wiara może być dobra i zła. Może być przyczyną zbrodni i przyczyną dobrodziejstwa. Ja tam wierzę, że ludzie mają szansę się w końcu dogadać, dowodu nie mam. I nie pytaj mnie czy wiara i optymizm to synonimy.
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Wiara może być dobra i zła. Może być przyczyną zbrodni i przyczyną dobrodziejstwa. Jasne! Nawet jedna i ta sama wiara. Jak np. wiara Lecha co zawiera w sobie i przyzwoitych kibiców i łobuzów.
>Ja tam wierzę, że ludzie mają szansę się w końcu dogadać, Domyślam się co mówisz, ale to tylko domysły. Wszak nie chcesz zdefiniować/uzgodnić pojęcia wiary
>dowodu nie mam. To zbliża pojęcie wiary jakim się posłużyłeś do tego bezprzymiotnikowego, bezsynonimowego jakie definiuję jako pewność bez dowodu.
Ale właśnie... pisząc post tytułowy zapomniałem o pewnym aspekcie:
Dowody zdarzeń przyszłych (potencjalnych) z natury rzeczy istnieć nie mogą. Pewność zaistnienia tych zdarzeń może zaś być w pełni uzasadniona (jak np. to że jabłko urwawszy się z jabłonki poleci na Ziemię, a nie w kosmos), albo ...hm... nie w pełni jak np. to o dogadaniu się ludzi. Albo i być całkiem od czapy, ale trudno. Tak czy siak wiara pozostaje pewnością bez dowodu, tyle że w odniesieniu do zdarzeń bieżących i minionych jest zawsze pewnością nierozumną, nieuczciwą, bo rozumne, uczciwe poznanie (czyli, trywialnie mówiąc - naukowe) wymaga dowodów, dyskusji etc.
Jest jeszcze kwestia dowodu samego zjawiska wiary. Kiedy ktoś mówi mi, że wierzy w Boga z roztrojeniem jaźni który sam siebie posyła żeby sam siebie przebłagać nie wiadomo za co, na co i po co; kiedy mówi że wierzy w największego czarodzieja świata który jednak bez Mamusi i Wojtyły skichać się nie umie to ja przecież nie mam żadnych możliwości by sprawdzić czy on sobie ze mnie jaja robi czy też rzeczywiście z jego rozeznaniem w realiach jest aż tak niedobrze. Może za jakiś czas wariografy będą na tyle doskonałe by rozgryźć każdą myśl każdego człowieka, dzisiaj nie idzie rozpoznać na bank czy ktoś wyznaje wiarę czy ściemnia.
>I nie pytaj mnie czy wiara i optymizm to synonimy. Spoko, nie chcesz to nie będe Cię męczył.
|
|
| | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >To zbliża pojęcie wiary jakim się posłużyłeś do tego bezprzymiotnikowego, bezsynonimowego jakie definiuję jako pewność bez dowodu. No to jest w jakimś sensie pewność bez dowodu, o ile można mówić o pewności jak się nie ma dowodu, dlatego pewnie wymyślono takie określenie jak wiara.
>Jak np. wiara Lecha co zawiera w sobie i przyzwoitych kibiców i łobuzów. Dla jasności, zapewne jest to ci wiadome, ale może ktoś nie wie akurat. Wiara w gwarze poznańskiej oznacza po prostu ludzi, szczególnie tych jakoś zbliżonych pod względem geograficznym czy wspólnotą poglądów. Jak w Poznaniu usłyszysz, że było dużo wiary, to prędzej to będzie znaczyć, że jakieś wydarzenie przyciągnęło wiele osób, a nie że wiara w tłumie była szczególnie żarliwa. Stąd nazwa ruchu "Wiara Lecha" to pewna gra słów, oparta na dwuznaczności rozumianej przez lokali.
>Tak czy siak wiara pozostaje pewnością bez dowodu, tyle że w odniesieniu do zdarzeń bieżących i minionych jest zawsze pewnością nierozumną, nieuczciwą, bo rozumne, uczciwe poznanie (czyli, trywialnie mówiąc - naukowe) wymaga dowodów, dyskusji etc. Jak pisałem wyżej - nie ma tak, że na wszystko można mieć dowód z tych czy innych względów. Każdy coś tam przyjmuje na wiarę, obojętnie jak by się tego słowa wyrzekał. Po prostu inaczej się nie da.
>Jest jeszcze kwestia dowodu samego zjawiska wiary. Kiedy ktoś mówi mi, że wierzy w Boga z roztrojeniem jaźni który sam siebie posyła żeby sam siebie przebłagać nie wiadomo za co, na co i po co; kiedy mówi że wierzy w największego czarodzieja świata który jednak bez Mamusi i Wojtyły skichać się nie umie to ja przecież nie mam żadnych możliwości by sprawdzić czy on sobie ze mnie jaja robi czy też rzeczywiście z jego rozeznaniem w realiach jest aż tak niedobrze. Jeśli chodzi o sprawy wiary, to są takie w która dana osoba może łatwiej uwierzyć, a innej jest trudniej. Mnie też ciężko wierzyć w takich bogów, czyli inaczej mówiąc nie wierzę. Ale wierzę np. że dobrze aby ludzie byli wobec siebie ok, szanowali swoje poglądy, dopóki nie kolidują z prawami innych.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Jak pisałem wyżej - nie ma tak, że na wszystko można mieć dowód z tych czy innych względów. Każdy coś tam przyjmuje na wiarę, obojętnie jak by się tego słowa wyrzekał. Po prostu inaczej się nie da. Uznałeś za stosowne wyjaśnić że wiara Lecha to nie wiara, a nie uznajesz za stosowne wyjaśnić że przyjmowanie na wiarę to nie musi być wiara? A mnie w tym wątku o to głównie chodzi. Mówię "nie musi", bo możliwe jest przyjmowanie na wiarę taką jaką definiuję jako pewność bez dowodów (czyli tak jak przyjmowane są treści religijne), ale także możliwe jest przyjmowanie na wiarę z wiarą niemające nic wspólnego poza potocznym określeniem. I przypominam, że ja się słowa wiara wyrzekłem całkowicie i skutecznie w odniesieniu do wszystkiego gdzie umiem znaleźć trafniejsze słowa. No, może nie unikam tego słowa w znaczeniu tej przykładowej wiary Lecha, bo jeszcze nie spotkałem aż takiego durnia który by na podstawie tej zbitki słownej próbował uprawomocnić wiarę religijną jako metodę poznawczą. Na podstawie "przyjmowania na wiarę" już jest mnóstwo bełkotu usprawiedliwiającego głupotę uznawania za prawdę bez dowodu.
A czy Ty uważasz, że postulowane przeze mnie nazywanie rzeczy po imieniu jest nierozsądne? Masz jakieś rozumne argumenty na rzecz celowości nazywania różnych relacji poznawczych ze światem przyjmowaniem na wiarę? A może uważasz, że każde określenie przyjmowania na wiarę oznacza takie same relacje poznawcze? Jeśli tak to po prostu wyjaśnij choćby na konkretnych przykładach, że przyjmowanie na wiarę znaczy zawsze to samo. Bo na razie z Twoich wypowiedzi wygląda raczej jedynie chęć obrony wolności ludzi do myślenia i gadania czego bądź. A ja przeciw takiej wolności nie występuję. I nie chciałbym o niej w ogóle tu mówić, bo nie to jest celem wątku.
>Jeśli chodzi o sprawy wiary, to są takie w która dana osoba może łatwiej uwierzyć, a innej jest trudniej. Mnie też ciężko wierzyć w takich bogów, czyli inaczej mówiąc nie wierzę. Ale wierzę np. że dobrze aby ludzie byli wobec siebie ok, szanowali swoje poglądy, dopóki nie kolidują z prawami innych. Dobra, tylko spróbuj przyjąć wreszcie , że mówisz o zupełnie różnych stanach umysłu choć uparłeś się nazywać oba jednym słowem.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Jak pisałem wyżej - nie ma tak, że na wszystko można mieć dowód z tych czy innych względów. Każdy coś tam przyjmuje na wiarę, obojętnie jak by się tego słowa wyrzekał. Po prostu inaczej się nie da.
To kwestia definicji. Wg mnie kluczowe jest oddzielenie wiary typu religijnego od pozostałych zjawisk, które się tak nazywa.
Wiara typu religijnego - psychiczne zaburzenie poznawcze polegające na przekonaniu (algorytm, wirus umysłu) co do narzuconych przez inne osoby lub mechanizmy własnej psychiki przekonań o charakterze metafizycznym lub praktycznym (empirycznym). Główne mechanizmy wiary to przekonanie bez racjonalnego powodu (nie dowodu, bo czasem istnieją niemal pewne przesłanki, które nie są 100% dowodami). Realny powód jest podświadomy i oznacza to, że w przypadku tych osób nieświadome (instynktowne) części mózgu przeważają nad elementami logicznymi. Osoba myśląca logicznie w jednej dziedzinie może być zupełnie nielogiczna w innych sferach życia, np wybitny matematyk może mieć duże zdolności logicznego przetwarzania informacji, ale w życiu wierzy w to czego nauczył się od babci i bezkrytycznie przyjął. Jego umysł jest tak skutecznie zmanipulowany (zainfekowany wirusem wiary), że nie uruchamia swoich logicznych procesów i wykorzystuje tylko emocjonalne zasoby. Ta zmanipulowana część to właśnie wiara. Charakteryzuje się ona odwrotnością podejścia naukowego i odwróconą chronologią. Odwrotnością nauki, bo broni przekonań opartych na urojeniach opartych na niesprecyzowanych pojęciach sformułowanych wieloznacznie - te pojęcia nie mają desygnatów, na których są oparte, tylko są narzucone a priori w formie pseudologicznych zdań języka. To wirus umysłu, który jest oparty o język i wiarę w wyobrażenia na temat języka. Zainfekowany broni tych zdań i ich konsekwencji, które są oderwane od rzeczywistości i tworzą moralność wierzącego. Wiara jest emocjonalna i alogiczna, ale wierzący próbują jej bronić... poprzez odwoływanie się do logiki, a wtedy odpowiadają wycinkowo, autorytarnie (wcielając się w postać Boga), używając erystyki i strawmanów.
Wiara to nie tylko religia. Dotyka ona biznesmenów wierzących w genialność swoich metod, naukowców sprawdzających się w jednej dziedzinie, którzy tworzą swoje prywatne teorie wszystkiego, wyznawców partii politycznych, czy też firm, produktów, klubów sportowych itd. Tworzy ona podziały społeczne, choć pozornie grupuje ludzi o podobnych przekonaniach, łącząc ich w pseudospołeczności.
Przekonania wynikające z braku dowodów, czy przyjęcie założenia bez dowodu, to nie wiara. Zdecydowanie to inne zjawisko, które powinno się nazywać innymi słowami, które są w słowniku.
Czasem mamy do czynienia z prawie-dowodami, czyli poważnymi przesłankami za daną tezą. My roboczo przyjmujemy, że te argumenty są wystarczające, ale mamy się na czym oprzeć w rzeczywistości i nie wyciągamy swoich teorii z kapeluszy.
Wierzący posługują się odwrotną chronologią, czyli przyjmują a priori tezy, które mają być dopiero dowiedzione. Szukają tego co pasuje im jako argumenty, a priori odrzucają kontrargumenty bez analizy, a gdy je analizują to jedynie pod kątem tego jak odpowiedzieć, by obronić wiarę. W ich wierzeniach idea jest już gotowa i trzeba pod nią dopasować fakty, podczas gdy dla naukowca wszystko ewoluowało z niższej formy i nadal ewoluuje.
Czym innym jest przekonanie bez dowodu na 100%/pewności, ale oparte na konkretnych przesłankach, empirycznych desygnatach i logicznym rozumowaniu i kojarzeniu przyczyn i skutków, a czym innym jest przyjmowanie za pewnik tezy bez żadnego dowodu i argumentu, które następnie jest racjonalizowane, a fakty są wypierane. U wierzących obserwujemy zlepek ontologiczno-epistemologiczny oparty na... języku.
Język i logika to osobne zbiory. Są możliwe językowe przekształcenia, które są gramatyczne i brzmią tak, że mogłyby odpowiadać sensownym zdaniom, ale w rzeczywistości są pozbawione desygnatów.
Naukowiec metodą ściśle dedukcyjną sprawdza logiczną spójność między założeniami i między teorią, a empiryczną obserwacją. Jeśli czasem musi przyjąć jakieś założenie bez dowodu, to ma ku temu przesłanki i ciągle szuka tych dowodów. Wierzącemu wystarczy wiara. Naukowiec (czyli taki niby przyziemny materialista) traktuje życie na serio, a wierzący są eskapistami. Są tak ubodzy wewnętrznie, że nie mają nic poza wiarą, która jest dla nich nadzieją, źródłem sensu, dobra i moralności, miłością, terytorium itd. Poddają się jak kukiełki chaotycznemu wirowi wiary, albo wypaczonej narzuconej sztywnej pseudomoralności niepoddawanej próbom zrozumienia i falsyfikacji.
|
|
| | | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | Uwaga: Odpowiadam też astrotaurusowi, co by się nie powtarzać. Jeśli chodzi o wiarę w rozumieniu zaufanie, Wiarę Lecha, i podobne, to myślę że ustaliliśmy co i jak. Więc nie ma się co rozwodzić. Chodzi o pewne kwestie semantyczne, które można wyjaśnić w normalnej rozmowie.
>Wiara typu religijnego - psychiczne zaburzenie poznawcze polegające na przekonaniu (algorytm, wirus umysłu) co do narzuconych przez inne osoby lub mechanizmy własnej psychiki przekonań o charakterze metafizycznym lub praktycznym (empirycznym). No a jeśli te mechanizmy działają zgodnie z założeniami, czyli rzeczywiście wierzący mają jakąś przewagę wynikającą z przekonania, że stoi za nimi siła wyższa, a ci bez tej wiary są jej pozbawieni? Negować taką wiarę jako nieracjonalną dla zasady, czy kierować się pragmatyzmem, mówiącym że życie trzeba sobie ułatwiać? Nie opowiadam się za żadną ze stron, stawiam tylko problem.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 olson (9993 punktów) (zablokowany) | Taka pseudoprzewaga jest chwiejna. Ma swoje ciemne strony i człowiek jest rządzony przez swoje nieracjonalne wyobrażenia. Kluczowe jest to, że wierzy bez powodu. Nie chodzi o to, że wiara spełnia jakąś rolę, tylko o to, że jej treść jest przyjmowana nielogicznie, nieracjonalnie. Gdyby wiara w to, że jestem Napoleonem miała mi pomóc w poprawie nastroju, to byłby to Twoim zdaniem racjonalny sposób radzenia sobie z emocjami?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | > Gdyby wiara w to, że jestem Napoleonem miała mi pomóc w poprawie nastroju, to byłby to Twoim zdaniem racjonalny sposób radzenia sobie z emocjami?Racjonalność rozumiem jako skuteczność w dochodzeniu do zamierzonych, pozytywnych dla jednostki czy grupy efektów. Nie może tak być, że na pozór nieracjonalne działania dają racjonalny i wymierny efekt? Dlatego wiary nie odsądzam od czci i wiary dla zasady  Z wiarą jest tak, że trzeba ją mieć. Nie da się jej sobie wmówić, czy udowodnić. Je jestem też niedowiarek, przekonany ze żadne bóstwa nie staną po mojej stronie jak przyjdzie dać dupy. Ale wiarę jako fenomen psychiczny potrafię zrozumieć i uszanować, u kogoś kto tego potrzebuje.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Racjonalność rozumiem jako skuteczność w dochodzeniu do zamierzonych, pozytywnych dla jednostki czy grupy efektów.A ja jako kierowanie się rozumem i logiką. A to czy efekty są pozytywne jest kwestią oceny. Grupa religijna jest z niej wyłączona, bo nie może orzekać o samym sobie (patrz: paradoks kłamcy). Inne osoby kierując się oceną korzystności mają wtedy 2 aspekty oceny racjonalności religii: - aspekt realny - religia jest nieracjonalna, skoro jest kłamstwem - aspekt pragmatyczny - kłamstwo może być użyte w "dobrej wierze" Tylko, że wcale nie istnieją żadne przesłanki by uznać, że religia jest instalowana w "dobrej wierze". Wręcz przeciwnie - jest wiele złych aspektów, a najgorszym z nich jest wypaczenie pojęcia prawdy i posługiwanie się wewnętrznie sprzeczną paraideą, co daje w efekcie parasens i paramoralność będące tak naprawdę chorobą, wirusem umysłu. Najbardziej uderzającym w człowieczeństwo, bo uderzającym w prawdę, sens, logikę i wartości. A co mamy ponad tym? Poza tym by wierzący mógł ocenić religię pozytywnie z aspektu pragmatycznego, to musiałby się odwołać do logiki. Wtedy jednak napotkałby wewnętrzne sprzeczności: - powoływanie się na pragmatyzm brzmi kiepsko gdy religia wiąże się z absolutyzmem moralnym - powoływanie się na logikę brzmi kiepsko gdy religia zawiera logiczne sprzeczności i jest sama w sobie błędna z pkt widzenia nauki i nie ma faktycznych (realnych) powodów by ją przyjmować - coś dobrego dla pragmatyka to wcale nie dobro > Nie może tak być, że na pozór nieracjonalne działania dają racjonalny i wymierny efekt?Może tak być, przez przypadek. Nie dotyczy to jednak większych idei. Poza tym próba bronienia wiary tym argumentem jest nieefektywa, bo jako kontrę można przyrównać wiarę do psychopatii i użyć tego samego argumentu na jej obronę. Czyż nie jest tak, że działania psychopatów na pozór złe, faktycznie dają racjonalny i wymierny efekt? A czy szczęście grupy psychopatów można ocenić jako racjonalne i dobre, skoro wiąże się ono z nieszczęściem innych? W ogóle przyszedł mi teraz do głowy dylemat o psychopatii, analogiczny do dylematu wagonika. Otóż mamy grupę 1000 psychopatów i 1 uczciwego, dobrego człowieka. Czy jeśli ci psychopaci są szczęśliwi dzięki temu, że zadają tej osobie cierpienie, to czy to dobre czy złe? Mamy tu paradoks, bo niby więcej osób szczęśliwych jest więcej wartych niż jedno cierpienie z pkt widzenia puli cierpienia i relatywizmu i pragmatyzmu moralnego. Z drugiej strony przecież to ta jedna osoba jest więcej warta, bo jest dobra i uczciwa, więc sprawiedliwość jest po jej stronie. Ale co z tą samą sytuacją, gdy ten dobry człowiek wyrządza nieświadomie krzywdę innym ludziom? Jest dobry, ale robi to nieświadomie i sprawa nie jest związana z moralnością. Otóż ma on zakład z żywnością i dodaje dozwolonego składnika E0980978979, który jednak na dłuższą metę powoduje negatywne mutacje genów w 3 pokoleniu. Nikt mu tego nie może zakazać, bo to legalne, a złe skutki są jeszcze nieprzebadane i będzie o tym wiadomo dopiero za 3 pokolenia. Mało tego - on sam nie wymyślił dodania tego składnika, tylko zrobił to jego podwładny, któremu ten człowiek ufał i zostawił mu biznes (czyli jego "grzechem" jest naiwność i brak zainteresowania szczegółami własnego produktu). I ci psychopaci by mu zaorali biznes, nie wiedząc o tym złym składniku. Zrobiliby to dla zysku, ale korzysta na tym wiele osób, które nie spożyją tego składnika. Nie wiadomo co tu jest dobre, a co złe. A w dodatku wierzący to ktoś kto wybiera jakąś opcję (zazwyczaj nieoptymalną i logicznie sprzeczną) i twierdzi, że to ona jest dobra, podaje sprzeczne paraargumenty, a na końcu wydaje mu się, że ma rację i że udowodnił ją tymi paraargumentami. Dlatego wiara jest zła i nieracjonalna. > Dlatego wiary nie odsądzam od czci i wiary dla zasady Z wiarą jest tak, że trzeba ją mieć. Nie da się jej sobie wmówić, czy udowodnić. Je jestem też niedowiarek, przekonany ze żadne bóstwa nie staną po mojej stronie jak przyjdzie dać dupy. Ale wiarę jako fenomen psychiczny potrafię zrozumieć i uszanować, u kogoś kto tego potrzebuje.A skąd wiesz, że potrzebuje? Heroiniście też zdaje się, że potrzebuje hery, a tak naprawdę potrzebuje odwyku. A poza tym ten akapit można przekształcić i zamiast wiary podstawić psychopatię. Wyjdzie na to samo, ale chyba tak nie twierdzisz?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | >A skąd wiesz, że potrzebuje? Heroiniście też zdaje się, że potrzebuje hery, a tak naprawdę potrzebuje odwyku. A poza tym ten akapit można przekształcić i zamiast wiary podstawić psychopatię. Wyjdzie na to samo, ale chyba tak nie twierdzisz? olson, Twoje wywody są próbą udowodnienia, że życie w idealnym świecie, gdzie nikt nie kłamie i wszystko idzie jak po maśle jest lepsze od realnego świata z którym się trzeba zmagać na co dzień. Tu Ci przyznaję rację, fajnie żyć w idealnym świecie.
W świecie realnym jednak życie bez kłamstwa wobec siebie i innych jest raczej niemożliwe, co chyba nawet było przedmiotem jakiś tam filmów czy książek. Dla mnie sprawa nie sprowadza się do tego co wydaje mi się prawdą czy nie, ale do moich intencji wobec drugiej osoby czy mam ją skrzywdzić moją prawdą, czy pozostawić w wierze, że jest jak myśli, albo może jak oboje uzgodniliśmy.
Tą drugą osobą mogę być równie dobrze ja sam, co pewnie odczytujesz jak oznakę jakiejś schizy, ale to już nie mój problem. Mówiąc cepowato: co ważniejsze i racjonalniejsze? dobro czy prawda?
Największe kłamstwo: prawda was wyzwoli. Gówno, prawda was z niczego nie wyzwoli tylko zniewoli. Najważniejsza jest miłość, banalne i proste jak najlepsze rzeczy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > olson, Twoje wywody są próbą udowodnienia, że życie w idealnym świecie, gdzie nikt nie kłamie i wszystko idzie jak po maśle jest lepsze od realnego świata z którym się trzeba zmagać na co dzień. Tu Ci przyznaję rację, fajnie żyć w idealnym świecie.Nie piszę nic o idealnym świecie (tzn pisałem o tym czasem, ale w tej dyskusji nic takiego nie ma). > W świecie realnym jednak życie bez kłamstwa wobec siebie i innych jest raczej niemożliwe, co chyba nawet było przedmiotem jakiś tam filmów czy książek.Oj nieprawda i jest to usprawiedliwianie degrengolady. Akurat wobec siebie można i wg mnie wręcz trzeba być uczciwym. > Dla mnie sprawa nie sprowadza się do tego co wydaje mi się prawdą czy nie, ale do moich intencji wobec drugiej osoby czy mam ją skrzywdzić moją prawdą, czy pozostawić w wierze, że jest jak myśli, albo może jak oboje uzgodniliśmy.Ależ właśnie tu się akurat do tego sprowadza. I nie czy coś się wydaje prawdą, tylko jakie są argumenty i dowody na to, że to coś nią jest. Bo rozmawiamy oczywiście o wierze typu religijnego. > Tą drugą osobą mogę być równie dobrze ja sam, co pewnie odczytujesz jak oznakę jakiejś schizy, ale to już nie mój problem. Mówiąc cepowato: co ważniejsze i racjonalniejsze? dobro czy prawda?> Największe kłamstwo: prawda was wyzwoli. Gówno, prawda was z niczego nie wyzwoli tylko zniewoli. Najważniejsza jest miłość, banalne i proste jak najlepsze rzeczy.Miłość bez prawdy nie jest miłością. A to, że dopuszczasz możliwość oszukania siebie samego, to tak jakbyś wykąpał się w brudnym kiblu i udawał, że to woda z kwiatowym płynem do kąpieli, a pijąc żytnią myślałbyś, że to dobre whisky. Tym samym zrównałbyś ze sobą te 2 przeciwne wartości, czyli za przeproszeniem g..o z obiadem. Przepraszam, że tak brzydko, ale jak chcesz, to możesz sobie wyobrazić i uwierzyć, że napisałem to bez brzydkich porównań  A czy prawda zniewoli, a nie wyzwoli? Zależy kiedy. Czasem to zniewolenie jest pozorne. Ja np może czułbym się doraźnie lepiej gdybym żył w kłamstwie, ale ten ciągły stres i próby udowodnienia sobie, że jest inaczej, które spełzają na niczym, to właśnie to co prowadzi do dojrzałości. Najbardziej boli świadomość własnych wad, ale to naprawianie ich daje największą ulgę. Gdy wyjdziesz z tej iluzji, nie będziesz chciał z powrotem do niej wejść. Nawet jeśli życie w prawdzie jest nieprzyjemne. Idealnie oddaje to film Matrix. Cały ten film jest świetną alegorią ludzkiej psychiki, ale chyba najbardziej popularna jest scena, w której Morfeusz daje do wyboru Neo tabletkę prawdy (niezależnie od tego jaka ona jest) i błogiej, przyjemnej iluzji. No i Ty przyznajesz, że na jego miejscu wybrałbyś iluzję. Żyłbyś, ale jakby nie w prawdziwym świecie, czyli jakbyś był w większości martwy. Jeśli wybierasz prawdę, to nie ma już odwrotu - iluzja już wtedy nie wróci, wiedza nie da wierze miejsca na rozprzestrzenienie się. Zrozumiesz mechanizm działania tej iluzji i będzie Cię to napawało odrazą. Gdy przestaniesz się oszukiwać (1 etap) i walczyć z iluzją, czuć obrzydzenie do prawdy i większości ludzi żyjących w iluzji (2 etap), to dopiero wtedy nazwę Cię dorosłym.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | Trochę się chyba nie zrozumieliśmy, nie twierdzę, że prawda jest zła/czy dobra kontra błogie życie w nieświadomości, jak w matrixie, jeśli to drugie w rezultacie przyniesie opłakane skutki to lepsza prawda. Jeśli nie jest ona potrzebna koniecznie, to nie warto jej dochodzić za wszelką cenę dla idei. W tym sensie pisałem, że piszesz o idealnym świecie. Dla mnie bardziej ważne są "owoce", czy są prawdy dane raz na zawsze, są bezwzględne czy może relatywne? Na skrajnym przykładzie: jestem chory na raka i umieram, wiara w boga czy jakąś siłę ma szansę mnie uzdrowić, brak tej wiary skazuje mnie na śmierć. Co jest lepsze? Boga nie ma, umrę sobie w prawdzie i gówno to będzie kogoś obchodzić, że akurat bylem tej prawdzie taki wierny. Żyjąc trochę dłużej mogą sprawić że ktoś jeszcze poczuje się trochę szczęśliwy a przynajmniej ja sam sobie poużywam  Wolisz taką prawdę? Jeśli tak, to jesteś właśnie idealistą. Nie jesteś wolny, tylko właśnie jesteś niewolnikiem prawdy. Dlatego prawda nie wyzwala. P.S. Te sprawy były nie raz przedmiotem różnych traktatów filozoficznych i innych, ale czasem trzeba sobie odświeżyć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | astrotaurus (12445 punktów) | >wiara w boga czy jakąś siłę ma szansę mnie uzdrowić, brak tej wiary skazuje mnie na śmierć. A jakieś linki do stosownych badań? bo chyba coś przegapiłem....
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | > A jakieś linki do stosownych badań? bo chyba coś przegapiłem....Wierzysz w linki?  Mogę Ci podać linki, że teraz jesteś obserwowany przez Reptilian. Nie zapomnij zakleić kamerki.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Trochę się chyba nie zrozumieliśmy, nie twierdzę, że prawda jest zła/czy dobra kontra błogie życie w nieświadomości, jak w matrixie, jeśli to drugie w rezultacie przyniesie opłakane skutki to lepsza prawda. Jeśli nie jest ona potrzebna koniecznie, to nie warto jej dochodzić za wszelką cenę dla idei. W tym sensie pisałem, że piszesz o idealnym świecie.Jak rozumiesz zwrot "potrzebna koniecznie"? Standardowy przykład (albo 2) jakie można podać w takiej sytuacji: 1. Jurek jest zdradzany przez żonę. Może o tym wiedzieć lub nie. Jeśli się dowie, to będzie nieszczęśliwy, a jeśli nie to będzie żył w iluzji miłości dającej realne szczęście. Jego podstawą jest jednak iluzja, więc czy jest ono faktycznie realne? Z drugiej strony każde szczęście to iluzja wynikająca z konfiguracji neuroprzekaźników. Człowiek potrzebuje pewnych podstaw by przeżyć - jedzenia, picia, ciepłego domu itd. Sensu szuka jednak w czymś więcej. 2. Jarek ma wierną żonę, ale podejrzewa ją o zdradę. Jest z tego powodu nieszczęśliwy i znerwicowany. Czyż istnieje dla niego większe szczęście niż to płynące z faktu udowodnienia mu, że jego żona jest faktycznie wierna? Czy gdyby to wiedział, to byłby teraz nieszczęśliwy? Sytuacja 1 to taka jaką Ty przedstawiasz. Sytuacja 2 jednak wyjaśnia wątpliwość na korzyść prawdy. Szukamy pozytywnej prawdy. Jeśli jest negatywna to cierpimy, a jeśli wydaje nam się pozytywna, choć jest negatywna, to cieszenie się jest wynikiem błędu poznawczego. > Dla mnie bardziej ważne są "owoce", czy są prawdy dane raz na zawsze, są bezwzględne czy może relatywne?Dane raz na zawsze? Tak, te wynikające ze ścisłych założeń, ale nie jest powiedziane, że te założenia są prawdziwe. Bezwzględne? Myślę, że nie ma. Relatywne? Nie w pełni  > Na skrajnym przykładzie: jestem chory na raka i umieram, wiara w boga czy jakąś siłę ma szansę mnie uzdrowić, brak tej wiary skazuje mnie na śmierć. Co jest lepsze?Nie ma podstaw by zakładać, że wiara w taką siłę jest uzdrawiająca. Gdyby założyć, że jest, to wtedy właśnie mamy wspomniany wcześniej dylemat. > Boga nie ma, umrę sobie w prawdzie i gówno to będzie kogoś obchodzić, że akurat bylem tej prawdzie taki wierny. Żyjąc trochę dłużej mogą sprawić że ktoś jeszcze poczuje się trochę szczęśliwy a przynajmniej ja sam sobie poużywam No ale skoro go nie ma, to nie ma. Równie dobrze możesz wtedy wierzyć w "etgesletje" i jeśli nie uwierzysz, to umrzesz sobie w prawdzie itd  > Wolisz taką prawdę? Jeśli tak, to jesteś właśnie idealistą. Nie jesteś wolny, tylko właśnie jesteś niewolnikiem prawdy. Dlatego prawda nie wyzwala.No z raka nie wyzwala, ale chyba nie tego oczekujemy od prawdy. Wyzwala gdy tkwimy w błędzie, a prawda okazuje się wyjściem z niego. Jeśli faktycznie jest ok, to prawda wyzwala, a jeśli jest źle, to prawda nie wyzwoli, ale to nie znaczy, że kłamstwo to zrobi. A jeśli zrobi, to czy nie ma to negatywnych skutków? > P.S. Te sprawy były nie raz przedmiotem różnych traktatów filozoficznych i innych, ale czasem trzeba sobie odświeżyć.Dla mnie to jednak kwestia bardziej praktyczna, a filozofia z tego wynika. Byłoby dziwne i niestosowne, gdyby kwestie praktyczne miały wynikać z filozofii.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | Te przykłady o Jurku i Jarku to potwierdzenie twierdzenia, że prawda obiektywna (czyli w powszechnym rozumieniu widziana ze strony trzeciej osoby) raz może być przydatna innym razem nie dla dobra tej czy innej jednostki i tylko z subiektywnego punktu widzenia. Czyli nie jest nic warta sama w sobie, a jedynie w odniesieniu do rzeczy/osób i przy konkretnym zastosowaniu. Prawda jest niewątpliwie konieczna w sprawach technicznych/technologicznych, bo jak obliczenia konstruktorów hamulców w twoim samochodzie się rozminą z prawdą (co tutaj oznacza, że nie będą zgodne z doświadczeniem i uzyskaną już wiedzą), to możesz się rozpieprzyć na drodze w pięknym dzwonie, czego można było uniknąć.
Prawda w odniesieniu do psychiki człowieka, jest trochę bardziej skomplikowana. A to dlatego, że prawda rozumiana jako potwierdzenie empiryczne obserwacji osób trzecich może się nie przekładać na faktyczne potrzeby danej jednostki, i trzeba pamiętać, że wszystko odnosimy do siebie, swoich przekonań, lub do powszechnie uznanych schematów społecznie. A dla tej jednostki czasem wiara może być lepsza niż prawda rozumiana jak wyżej. Więc to sami decydujemy, co lepsze prawda/wiara. Prawda może po czasie okazać się pomyłką (wiarą?) a wiara prawdą przynoszącą realne korzyści, dlatego uważam, że nie jest najważniejsze jak sprawy wyglądają wg nas w danej chwili i koniecznie dzielić się naszą prawdą, ale ważniejsze jakie mamy intencje i cel.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Te przykłady o Jurku i Jarku to potwierdzenie twierdzenia, że prawda obiektywna (czyli w powszechnym rozumieniu widziana ze strony trzeciej osoby) raz może być przydatna innym razem nie dla dobra tej czy innej jednostki i tylko z subiektywnego punktu widzenia. Czyli nie jest nic warta sama w sobie, a jedynie w odniesieniu do rzeczy/osób i przy konkretnym zastosowaniu.
Może skupmy się na samych przykładach. Czy na miejscu Jurka wolałbyś znać prawdę, czy nie? Jego szczęście jest zbudowane z przekonania, że ma kochającą żonę. Dlatego jest szczęśliwy, bo wg niego taka jest prawda. Czyli istotne jest to co jest prawdą. A na miejscu Jarka? On cierpi, bo myśli, że taka jest prawda. To zmiana informacji na temat prawdy zmieni jego stan na szczęśliwy.
Wg mnie to istotna kwestia. Są 2 poglądy na szczęście: 1. Stan odczuwania szczęścia 2. Działania w rzeczywistości, które wiążą się ze stanem odczuwania szczęścia
Pierwszy jest skrajnym eskapizmem. Szczęście odczuwa ten kto nie musi nic w tym celu robić. Wg mnie ten pogląd prowadzi do zdjęcia ważności z czegokolwiek. Życie jest iluzją, więc nie ma się czym przejmować, ani nie ma realnych powodów do radości. Trzeba tylko czuć się dobrze.
Drugi jest realizmem, ale uzależnia stan szczęścia od czynników zewnętrznych.
Ewolucja "nagradza" poczuciem szczęścia tych, którzy działają w zgodzie z nią i z regułami świata. Jest to jednak szczęście na zasadzie dostosowania się i walki z samym sobą.
Wiara jest mechanizmem, który to rozmywa i sprawia, że jeśli ją przyjmiemy, to przeczymy sami sobie. Chodzi nam o 2, które przechodzi w 1 mimo braku spełniania tych warunków. Trzeba uwierzyć, że te warunki są spełnione, bo inaczej wiara nie spełnia swojej roli. Nie widzisz tu paradoksu? Wierzącemu z jednej strony chodzi o prawdę, ale mimo tego wiara pełni rolę ucieczki od prawdy. Ucieczka od prawdy, w celu przyjęcia fałszywego poglądu na temat prawdy? Wiara nie może istnieć bez wiary w to, że coś jest prawdą.
>Prawda w odniesieniu do psychiki człowieka, jest trochę bardziej skomplikowana. A to dlatego, że prawda rozumiana jako potwierdzenie empiryczne obserwacji osób trzecich może się nie przekładać na faktyczne potrzeby danej jednostki, i trzeba pamiętać, że wszystko odnosimy do siebie, swoich przekonań, lub do powszechnie uznanych schematów społecznie. A dla tej jednostki czasem wiara może być lepsza niż prawda rozumiana jak wyżej.
Czyli dla Jurka wiara jest lepsza niż prawda?
>Więc to sami decydujemy, co lepsze prawda/wiara.
No nie wiem.
>Prawda może po czasie okazać się pomyłką (wiarą?)
To wtedy nie jest prawdą.
>a wiara prawdą przynoszącą realne korzyści
Jakiś przykład?
>dlatego uważam, że nie jest najważniejsze jak sprawy wyglądają wg nas w danej chwili i koniecznie dzielić się naszą prawdą, ale ważniejsze jakie mamy intencje i cel.
Intencje i cel są powiązane z tym co myślimy o prawdzie. Możemy się oczywiście mylić, ale czy tylko z tego powodu mamy odrzucać naukę i bezpodstawnie wierzyć w mrzonki?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >Może skupmy się na samych przykładach. Czy na miejscu Jurka wolałbyś znać prawdę, czy nie? Jego szczęście jest zbudowane z przekonania, że ma kochającą żonę. Dlatego jest szczęśliwy, bo wg niego taka jest prawda. Czyli istotne jest to co jest prawdą. A na miejscu Jarka? On cierpi, bo myśli, że taka jest prawda. To zmiana informacji na temat prawdy zmieni jego stan na szczęśliwy. W człowieku rzeczy nie są czarno-białe zwykle - prawda/falsz, jak w matematyce czy logice. Jurek może nie znać prawdy, żona po czasie wróci, bo stwierdziła że to błąd i będą żyć długo i szczęśliwie. A jak by poznał prawdę to by się rozwiedli, Jurek by popadł w alkoholizm a żona wylądowała na bruku bo mieszkanie było Jurka. Albo by ją pobił i wylądował w więzieniu, cokolwiek.
>Szczęście odczuwa ten kto nie musi nic w tym celu robić. Wg mnie ten pogląd prowadzi do zdjęcia ważności z czegokolwiek. Głupie twierdzenie, że do szczęścia coś trzeba robić albo mieć. Robienie czegoś albo mienie nie ma nic wspólnego ze szczęściem. Szczęście to uczucie, a jego posiadanie nie oznacza braku potrzeby czy możliwości robienia czegoś czy mienia, można być szczęśliwym bez takiego powodu, szczęśliwym się po prostu jest lub nie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >W człowieku rzeczy nie są czarno-białe zwykle - prawda/falsz, jak w matematyce czy logice. Jurek może nie znać prawdy, żona po czasie wróci, bo stwierdziła że to błąd i będą żyć długo i szczęśliwie. A jak by poznał prawdę to by się rozwiedli, Jurek by popadł w alkoholizm a żona wylądowała na bruku bo mieszkanie było Jurka. Albo by ją pobił i wylądował w więzieniu, cokolwiek.
A może rzuciłby ją, pocierpiał, chwilę popił, po czym by się ogarnął i znalazł prawdziwą miłość? A w wariancie powracającej żony coś pomyliłeś, bo pisałem o tym, że on z nią jest niby szczęśliwy i nic nie wie. Żona wieczorem uprawia seks z nim, a w dzień z kochankiem.
Potem kochankowi żona Jurka się nudzi i znajduje sobie ładniejszą i młodszą. Ta znów niby kieruje swoje uczucia w stronę Jurka, bo nie chce być sama, a z nim się dobrze dogaduje i łatwo wpycha pod pantofel. On myśli, że ma wspaniałą żonę i widzi w niej skarb. Często będąc w jakiejś sytuacji zastanawia się jak ona by się wtedy zachowała i co by powiedziała. Zabiera ją na romantyczne wieczory, a ona się z tego cieszy, bo chwali się koleżankom, że skoro ma tak kochającego męża to jest tak wspaniała i cieszy się, że nie zwierzała się z kochanka, bo teraz byłby wstyd, że rzucił ją dla młodszej. Kochanek był z nią widziany przez detektywa, który śledził akurat tego biznesmena w sprawie przekrętów. Gość oburzył się i poczuł męską solidarność - trzeba ratować tego biednego człowieka przed tą zdzirą! Gdy jadł na kolację bułkę z serem żółtym i pomidorem, jego mózg przetwarzał te informacje. W pewnym momencie zrobiło mu się niedobrze. Nie dojadł kanapki i udał się do posesji Jurka, by poinformować go o prawdzie na temat jego żony.
Jerzy jest oczywiście zrozpaczony, ale jest wdzięczny detektywowi. To dobrze, że poznał prawdę i uwolnił się z tego kłamstwa, choć to tak strasznie boli, że aż wydaje się odbierać sens życia.
Jarkowi prawda nie pomaga, bo jej nie zna. Sprawdza telefon, czyta wiadomości na fejsie i nie znajduje niczego podejrzanego, ale potem jest przekonany, że dobrze usunęła wiadomości, w których pisze z kochankiem. Pewnie ma dla niego osobne konto na fejsie, do którego on nie ma dostępu. No i ciekawe czy ten koleś wie, że ona ma męża. Może nie wie? Trzeba go znaleźć i z nim pogadać i jeśli się okaże, że wie, to dostanie po pysku, a jeśli nie, to Jarek uratuje go informując go o tym. Gdyby tylko Jarek wiedział, że naprawdę żona kocha go tak jak Jurek kocha swoją żonę... ale nie zna tej prawdy i przez to jest nieszczęśliwy.
Poznanie prawdy nie zawsze jest dobre, ale wiara w zastępstwie nie jest lepsza. Czasem najlepsza jest niewiedza, która jednak nie polega na okłamywaniu się wiarą, tylko na niebraniu czegoś pod uwagę i niemyśleniu o tym.
>>Szczęście odczuwa ten kto nie musi nic w tym celu robić. Wg mnie ten pogląd prowadzi do zdjęcia ważności z czegokolwiek. >Głupie twierdzenie, że do szczęścia coś trzeba robić albo mieć. Robienie czegoś albo mienie nie ma nic wspólnego ze szczęściem. Szczęście to uczucie, a jego posiadanie nie oznacza braku potrzeby czy możliwości robienia czegoś czy mienia, można być szczęśliwym bez takiego powodu, szczęśliwym się po prostu jest lub nie.
Nieprawda. Czy człowiek, który traci wszystko może być szczęśliwy? Tak po prostu? Znaczyłoby to, że nic nie jest potrzebne, czyli każde działanie byłoby bez sensu. Szczególnie każde działanie prowadzące do poprawy nastroju. Sens miałyby jedynie działania przedłużające życie. Po to robimy różne rzeczy, by maksymalizować szczęście i minimalizować cierpienie. Robimy to mniej lub bardziej skutecznie i mamy mniejsze lub większe predyspozycje psychiczne do znoszenia przeciwności.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | > A może rzuciłby ją, pocierpiał, chwilę popił, po czym by się ogarnął i znalazł prawdziwą miłość?Kurna olson, pisz scenariusze do seriali dla gospodyń domowych  Marnujesz tu talent. No chyba że już to robisz. > Czy człowiek, który traci wszystko może być szczęśliwy? Tak po prostu?Jasne że może i często jest. Bywa tak niestety, że dopiero ludzie na krawędzi, ciężko chorzy, albo inaczej poszkodowani przez los doceniają czym jest życie i radość z samego bycia. Jak się jako tako wiodło, to ciągle się bardziej skupiali na tym czego im akurat brakuje, a to powodowało frustrację i ciągłe oczekiwanie. Bycie szczęśliwym nie oznacza, że już się do niczego nie dąży i nie pragnie, oznacza po prostu spokój ducha.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >A może rzuciłby ją, pocierpiał, chwilę popił, po czym by się ogarnął i znalazł prawdziwą miłość?> Kurna olson, pisz scenariusze do seriali dla gospodyń domowych Marnujesz tu talent. No chyba że już to robisz.No już to robię - marnuję talent  > >Czy człowiek, który traci wszystko może być szczęśliwy? Tak po prostu?> Jasne że może i często jest. Bywa tak niestety, że dopiero ludzie na krawędzi, ciężko chorzy, albo inaczej poszkodowani przez los doceniają czym jest życie i radość z samego bycia.Nie zgodzę się z tym. 1. Choroba sama w sobie jest cierpieniem, a w dodatku odbija się na możliwościach robienia tego co się lubi i planowania. Nieraz życie traci sens po usłyszeniu diagnozy. 2. Szczęście nie jest bezwarunkowe - wymaga odpowiedniego mózgu, który może je odczuwać, odpowiedniego trawienia, odżywiania, samooceny, bliskich, dobrej pracy, pasji, planowania i autorozwoju. 3. Każdy ma coś co ma dla niego wartość i co lubi. Zabranie tego uniemożliwia szczęście. 4. Samo bycie nie jest przyjemne, tylko neutralne. Przyjemność pojawia się gdy ulegamy emocjonalnym iluzjom (albo ulegamy iluzjom gdy pojawia się przyjemność) lub robimy coś w świecie zewnętrznym co odpala szczęście w "świecie wewnętrznym". > Jak się jako tako wiodło, to ciągle się bardziej skupiali na tym czego im akurat brakuje, a to powodowało frustrację i ciągłe oczekiwanie.Albo skupiali się na miłości, zabawie, pracy, pasji i byli szczęśliwi. Choroba przychodzi i rujnuje życie. Może nauczyć mądrości, która wcale nie jest nam potrzebna, albo może odebrać trzeźwość umysłu i zamknąć człowieka w racjonalizacjach i wierzeniach. Może odebrać nadzieje na przyszłość, co odbiera sens obecnej chwili. Niestety bardzo często choroba degeneruje człowieka w całości. Gdy siada zdrowie to siada też coś w mózgu. Nieraz na zawsze, a często objawy postępują. Czasem przez to ludzie wpadają w manię "pozytywnego myślenia", która polega na oszukiwaniu się, że jest dobrze i zamiataniu śmieci pod dywan. Wzajemnie się "wspierają" mówiąc sobie kłamstwa w twarz. Wielu nagle zaczyna wierzyć w Boga, a wierzący nagle przypominają sobie, że są żarliwymi katolikami. U mniejszej części dochodzi do przebudzenia. Rozumieją mechanizmy, których większość woli nie dostrzegać. Odczuwanie bólu nie do zniesienia albo prowadzi do obłędu, albo uczy opanowania, ale też niszczy mózg zabierając z niego to co najlepsze. Próby uwierzenia w to, że będzie dobrze spełzają na niczym. Nie ma pozytywnych punktów zaczepienia, ani sił by je znaleźć. Myśli nieraz się urywają, a świadomość przybliża się wtedy do bólu istnienia, jakby będąc jeszcze bardziej w teraźniejszości niż zazwyczaj. Gdy nie ma się czym pocieszyć, zostaje jedynie pogodzenie się ze śmiercią. Wyrok został wydany, ale czemu trzeba to przeżywać? To tak jak kara dożywocia. W przypadku chorób to w dodatku życie z mieczem Damoklesa. Nawet gdy po tym jakimś cudem następuje wyzdrowienie, to psychika może już nie wrócić do normy. Człowiek chory może udawać szczęśliwego i mówić, że dobrze sobie radzi i 90% osób nie zauważy, że to tylko maska. > Bycie szczęśliwym nie oznacza, że już się do niczego nie dąży i nie pragnie, oznacza po prostu spokój ducha.Spokój ducha jest możliwy gdy mamy zaspokojone potrzeby, a te niezaspokojone są zaplanowane i w trakcie realizacji. Wystarczy brak zaspokojenia jednej potrzeby i spokój znika. Wystarczy, że bardzo chce się siku i nie ma szans na spokój ducha. Utrata któregoś ze zmysłów, szansy na miłość i pozytywnych reakcji emocjonalnych sprawiają, że spokoju ducha nie ma, a życie może być w wielu przypadkach koszmarem. Rozumiem, że ludzie chcą się oszukać i że bez prawdziwego cierpienia nie będą mądrzejsi, więc właściwie powinienem im życzyć... nieszczęścia by zmądrzeli, czy szczęścia by byli szczęśliwi? Sam nie wiem co jest dobre, gdy wybory wskazują tylko na mniejsze zło, a spokój ducha bez względu na to co się dzieje (jak menelik bez ambicji) prowadzi przecież do odklejenia od rzeczywistości i degrengolady.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | >>Czy człowiek, który traci wszystko może być szczęśliwy? Tak po prostu? >Jasne że może i często jest. Bywa tak niestety, że dopiero ludzie na krawędzi, ciężko chorzy, albo inaczej poszkodowani przez los doceniają czym jest życie i radość z samego bycia. Jak się jako tako wiodło, to ciągle się bardziej skupiali na tym czego im akurat brakuje, a to powodowało frustrację i ciągłe oczekiwanie. Bycie szczęśliwym nie oznacza, że już się do niczego nie dąży i nie pragnie, oznacza po prostu spokój ducha.
... parodiując popularną niegdyś reklamę - za wszystko zapłacisz kartą Visa. Tylko "święty spokój" jest bezcenny...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) | > Ale wiarę jako fenomen psychiczny potrafię zrozumieć i uszanować, u kogoś kto tego potrzebuje.A ja zrozumieć nie potrafię, bo nie da się rozumieć czegoś nierozumnego.  Szanuję także ze wszelkich sił ludzkie i obywatelskie prawo do wiary. Samej wiary nie szanuję zaś w najmniejszym nawet stopniu. Mając zaś na uwadze, że potrzebę wiary wymusza się na bezbronnych dzieciach w procesie socjalizacji, nie szanuję nawet takiej potrzeby. Trafne jest porównanie wiary z narkomanią. > moich intencji wobec drugiej osoby czy mam ją skrzywdzić moją prawdą, czy pozostawić w wierzeBiorąc pod uwagę wiarę religijną nie ma mowy o żadnej krzywdzie przy "konwersji" w dowolną stronę. Ten co uwolnił się z okowów wiary jest tak samo radosny jak ten co wreszcie odnalazł Boga. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | > Ten co uwolnił się z okowów wiary jest tak samo radosny jak ten co wreszcie odnalazł Boga.  Uwolniłeś się z okowów, bohater. gieroj, chrzcisz się czy przecierasz oczy na piasta?
|
|
| | |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | > Nazywam czasem wiarę absurdalnym rodzajem jakiejś "wiedzy a priori".Dlatego tak nazywasz, bo nie wiesz czym wiara różni się od ślepej wiary, która zamiast wierzyć WIE. > Bo tak to wygląda: człowiek wierzący nie stawia hipotez, nie spekuluje, nie myśli, nie dowodzi... on WIE i i już.Bzdura do kwadratu, człowiek wiedzący WIE i już, człowiek wierzący wierzy. Chcesz się dowiedzieć co to jest wiara, czy jesteś ignorantem?: ( Czytelnik 'astrotaurus' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Wiara - co to takiego?' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,749098#w749819 ) Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| |  | Jolanta Komorowska (1321 punktów) (zablokowany) | >>Wymienione przez Ciebie w punkcie 2. zjawiska radykalnie różnią sie od tego opisanego w punkcie 1. i dają się nazwać inaczej niz wiarą. >Można nazywać jak się chce, tylko po co? >>Ja sam całkowicie wyrugowałem ze swojego słownictwa słowo "wiara" oznaczające cokolwiek innego niż pewność bez dowodu. Nie zubożało mi ono, ani nie straciło na przejrzystości, rzekłbym że nawet wprost przeciwnie! >Nie zawsze jest tak komfortowo, że można mieć dowód na wszystko. Czasem trzeba coś przyjmować na wiarę, jak np. wierzyć że ktoś inny będzie wobec nas lojalny w takiej czy innej sytuacji. Sama wiara nie jest zła, złe jest trwanie przy niej, kiedy są racjonalne przesłanki świadczące inaczej. Granice między wiarą a wiedzą są dosyć płynne. Bywa że to co uważaliśmy za wiedzę, po czasie okazuje się naszą naiwną wiarą. To jest typowe dla ludzi gazetowych'. W gazecie to wiadomo prawdą jest tylko cena, bo i wyniki lotto mogą schrzanić czy tam piłkarskie itd. Może niekoniecznie ale i tak cena zawsze bz. tzn. zmienna ale pilnowana najbardziej.
|
|
1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | >Pojęcie wiara używane bywa w mowie potocznej na wiele sposobów. Najczęściej jako nieudolny >synonim innych, o wiele bardziej adekwatnych do sytuacji pojęć: nadzieja, chciejstwo, oczekiwanie, >pragnienie, szacowanie prawdopodobieństwa... >Jest jednak okoliczność w której pojęcia wiary nie da się zastąpić żadnym nibysynonimem - tę >okoliczność opisuje pierwszy przykład i tylko na wierze w znaczeniu z tego przykładu budowane są >religie. >Co to jest zatem wiara?
... Każda dyskusja z teistami, wcześniej czy później, kończy się jednakim zdaniem z ich strony. To zdanie brzmi - "Wiara nie podlega logice". I od tego należałoby zacząć. Poddać pojęcie "wiary" analizie wstecznej, by móc dość do tego czym jest... pewnie nadal to nic nie da, ale powinno wytrącić ima z reki ten "idiotyczny" argument o "niepodleganiu wiary logice"...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
 | | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>To zdanie brzmi - "Wiara nie podlega logice".
Co za bzdura. Zachodzi tutaj całkiem inna zależność. To logika podlega wierze. Bez jakiegoś pierwszego aktu wiary (w znaczeniu przyjęcie pierwszych przesłanek bez dowodu) nie dałoby się stwierdzić czegokolwiek. Wie o tym nawet Bertrand Russell.
.
|
|
|  | 2 na 2 olson (9993 punktów) (zablokowany) | Popełniasz błąd ekwiwokacji. Przeczytaj jeszcze raz post astrotaurusa otwierający wątek, ale ze zrozumieniem.
|
|
| |  | -1 na 1 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Popełniasz błąd ekwiwokacji. Przeczytaj jeszcze raz post astrotaurusa otwierający wątek, ale ze zrozumieniem.
Wcale nie popełniam żadnych błędów ekwiwokacji, więc nie wmawiaj mi tutaj bzdur. Piszemy tutaj o wierze naukowej, która jest podstawą jakiegokolwiek wnioskowania.
.
|
|
| | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | To nie jest wiara. Przeczytaj post astrotaurusa, bo on właśnie o tym jest i właśnie ten błąd wyjaśnia.
|
|
| | | |  | -1 na 1 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>To nie jest wiara. Przeczytaj post astrotaurusa, bo on właśnie o tym jest i właśnie ten błąd wyjaśnia.
To chyba ty przeczytaj, bo czym jest wiara masz tam napisane.
.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | No właśnie. Więc masz tam rozróżnienie na wiarę w jakieś metafizyczne nadprzyrodzone byty, a metodę naukową czyli empirię i modele naukowe, które ją opisują i falsyfikują. No ale nie trafia do Ciebie nic.
|
|
| | | | | |  | | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>No właśnie. Więc masz tam rozróżnienie na wiarę w jakieś metafizyczne nadprzyrodzone byty, a metodę naukową czyli empirię i modele naukowe, które ją opisują i falsyfikują. No ale nie trafia do Ciebie nic.
No i co z tego, że mam takie rozróżnienie ? Pisałem o takim rozróżnieniu już dawno, ale ty nie umiesz czytać, albo czepiasz się byle czego w moich postach, bo chcesz coś napisać nie mając nic do napisania.
.
|
|
| | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>No właśnie. Więc masz tam rozróżnienie na wiarę w jakieś metafizyczne nadprzyrodzone byty, a metodę naukową czyli empirię i modele naukowe, które ją opisują i falsyfikują. No ale nie trafia do Ciebie nic. >No i co z tego, że mam takie rozróżnienie ?
To z tego, że nie ma wiary naukowej. Nauka to opozycja wiary.
>Pisałem o takim rozróżnieniu już dawno, ale ty nie umiesz czytać, albo czepiasz się byle czego w moich postach, bo chcesz coś napisać nie mając nic do napisania.
Ble, ble. Dziecko, odpowiedz lepiej na argumenty zamiast się emocjonować tym, że nie masz racji i ktoś Cię ustawia do pionu.
|
|
| | | | | | | |  | | Jan Bednarski (1879 punktów) |
Uznanie za prawdziwe czegoś bez żadnego uzasadnienia, jest wiarą i napisał to nawet astrotaurus na którego się tak powołujesz. Więcej myśl a mniej pisz, to będziesz mniej bredził.
.
|
|
| | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Uznanie za prawdziwe czegoś bez żadnego uzasadnienia, jest wiarą i napisał to nawet astrotaurus na którego się tak powołujesz.Tak i dlatego nie ma wiary naukowej. > Więcej myśl a mniej pisz, to będziesz mniej bredził.Skończ już dzieciak prężyć te wirtualne muskuły, bo to maks 50 kg w dresie  Lepiej sam byś się zastosował do Twojej rady, która jest oczywiście projekcją.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
> >Uznanie za prawdziwe czegoś bez żadnego uzasadnienia, jest wiarą i napisał to nawet astrotaurus na którego się tak powołujesz.> Tak i dlatego nie ma wiary naukowej.Każde twierdzenie naukowe i każda przesłanka uprawomocniająca posiada inną przesłankę uprawomocniającą ? To ja zapytam skąd to wiesz ? I wywołując to pytanie rekurencyjnie doszlibyśmy, że nawet w to stwierdzenie wierzysz.  Po prostu wierzysz, że w nic nie wierzysz  .
|
|
| | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >>Uznanie za prawdziwe czegoś bez żadnego uzasadnienia, jest wiarą i napisał to nawet astrotaurus na którego się tak powołujesz.> >Tak i dlatego nie ma wiary naukowej.> Każde twierdzenie naukowe i każda przesłanka uprawomocniająca posiada inną przesłankę uprawomocniającą ?Tak, aż do momentu gdzie nie ma przesłanek i mówimy o pewnych faktach. > To ja zapytam skąd to wiesz ? I wywołując to pytanie rekurencyjnie doszlibyśmy, że nawet w to stwierdzenie wierzysz. Po prostu wierzysz, że w nic nie wierzysz A to już Twoje schizolskie urojenia, których nijak nie potrafisz uargumentować bez kompromitowania się i popadania w sprzeczność.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Tak, aż do momentu gdzie nie ma przesłanek i mówimy o pewnych faktach.
No to pokaż gdzie jest ten fakt pod tytułem "Każde twierdzenie naukowe i każda przesłanka uprawomocniająca posiada inną przesłankę uprawomocniającą" ? Czekam.
Poza tym nie da się stworzyć teorii naukowej tylko ze zbioru wrażeń w świadomości (faktów empirycznych). Potrzebne są do tego metody logicznego wnioskowania.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Tak, aż do momentu gdzie nie ma przesłanek i mówimy o pewnych faktach. >No to pokaż gdzie jest ten fakt pod tytułem "Każde twierdzenie naukowe i każda przesłanka uprawomocniająca posiada inną przesłankę uprawomocniającą" ? Czekam.
Jasne, będę teraz wyjmował wszystkie twierdzenia naukowe, by wykazać nieoczytanemu dziecku na forum, że bredzi.
>Poza tym nie da się stworzyć teorii naukowej tylko ze zbioru wrażeń w świadomości (faktów empirycznych). Potrzebne są do tego metody logicznego wnioskowania.
A kto mówi, że dałoby się bez tych metod? Właśnie o te metody chodzi i one są tak ścisłe, że wykluczają możliwość wiary.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Jasne, będę teraz wyjmował wszystkie twierdzenia naukowe, by wykazać nieoczytanemu dziecku na forum, że bredzi.
No to czekam.
>>Poza tym nie da się stworzyć teorii naukowej tylko ze zbioru wrażeń w świadomości (faktów empirycznych). Potrzebne są do tego metody logicznego wnioskowania. >A kto mówi, że dałoby się bez tych metod? Właśnie o te metody chodzi i one są tak ścisłe, że wykluczają możliwość wiary.
Nie wiem kto to mówi, ale co to ma do rzeczy ? Uzgodniłeś ze mną definicje wiary i zgodnie z tą definicją przeświadczenie o poprawności pierwszych metod wnioskowania czy nawet uogólnień indukcyjnych (które nawiasem nie są już rozumowaniami logicznymi) musi się na niej ostatecznie opierać. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Jasne, będę teraz wyjmował wszystkie twierdzenia naukowe, by wykazać nieoczytanemu dziecku na forum, że bredzi. >No to czekam.
Nawet wpisu z przekąsem nie potrafisz odróżnić od wpisu na serio.
Żartowałem. To na Tobie spoczywa ciężar dowodu.
>>A kto mówi, że dałoby się bez tych metod? Właśnie o te metody chodzi i one są tak ścisłe, że wykluczają możliwość wiary. >Nie wiem kto to mówi, ale co to ma do rzeczy ? Uzgodniłeś ze mną definicje wiary i zgodnie z tą definicją przeświadczenie o poprawności pierwszych metod wnioskowania czy nawet uogólnień indukcyjnych (które nawiasem nie są już rozumowaniami logicznymi) musi się na niej ostatecznie opierać. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka.
No i się opiera. Ty twierdzisz inaczej, więc czekam na argumenty.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Żartowałem. To na Tobie spoczywa ciężar dowodu.
Nie, na tobie, bo to ty twierdziłeś, że wszystko co uznajesz za prawdziwe jest faktem empirycznym.
A jeśli twierdzisz inaczej to napisz co to za "fakt empiryczny", że to na mnie spoczywa ciężar dowodu ? : D
>Nie wiem kto to mówi, ale co to ma do rzeczy ? Uzgodniłeś ze mną definicje wiary i zgodnie z tą definicją przeświadczenie o poprawności pierwszych metod wnioskowania czy nawet uogólnień indukcyjnych (które nawiasem nie są już rozumowaniami logicznymi) musi się na niej ostatecznie opierać. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. >>No i się opiera. Ty twierdzisz inaczej, więc czekam na argumenty.
Co twierdziłem inaczej ? Z tym się akurat zgadzam, choć dziwi mnie ta nagła zmiana zdania.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Żartowałem. To na Tobie spoczywa ciężar dowodu. >Nie, na tobie, bo to ty twierdziłeś, że wszystko co uznajesz za prawdziwe jest faktem empirycznym.
Nie. Pisałem, że nauka to nie wiara, a Ty twierdzisz inaczej, to musisz udowodnić, że jakieś naukowe twierdzenia są wiarą wg tej definicji "przyjęcie czegoś bez dowodów i przesłanek".
>>>No i się opiera. Ty twierdzisz inaczej, więc czekam na argumenty. >Co twierdziłem inaczej ? Z tym się akurat zgadzam, choć dziwi mnie ta nagła zmiana zdania.
Twierdziłeś, że to wiara, a teraz nagle zmieniasz front?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>>>Żartowałem. To na Tobie spoczywa ciężar dowodu. >>Nie, na tobie, bo to ty twierdziłeś, że wszystko co uznajesz za prawdziwe jest faktem empirycznym. >Nie. Pisałem, że nauka to nie wiara, a Ty twierdzisz inaczej, to musisz udowodnić, że jakieś naukowe twierdzenia są wiarą wg tej definicji "przyjęcie czegoś bez dowodów i przesłanek".
Dlaczego muszę ? Co to za "fakt empiryczny" ?
>>>>No i się opiera. Ty twierdzisz inaczej, więc czekam na argumenty. >>Co twierdziłem inaczej ? Z tym się akurat zgadzam, choć dziwi mnie ta nagła zmiana zdania. >Twierdziłeś, że to wiara, a teraz nagle zmieniasz front?
Nie zmieniam frontu, to ty odpisałeś tak jakbyś go zmienił, no ale może nawet nie jesteś w stanie zrozumieć co czytasz.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >>>Żartowałem. To na Tobie spoczywa ciężar dowodu.> >>Nie, na tobie, bo to ty twierdziłeś, że wszystko co uznajesz za prawdziwe jest faktem empirycznym.> >Nie. Pisałem, że nauka to nie wiara, a Ty twierdzisz inaczej, to musisz udowodnić, że jakieś naukowe twierdzenia są wiarą wg tej definicji "przyjęcie czegoś bez dowodów i przesłanek".> Dlaczego muszę ? Co to za "fakt empiryczny" ?Bez tego dowodu głosisz tu pustosłowie, czyli kłamiesz. > >>>>No i się opiera. Ty twierdzisz inaczej, więc czekam na argumenty.> >>Co twierdziłem inaczej ? Z tym się akurat zgadzam, choć dziwi mnie ta nagła zmiana zdania.> >Twierdziłeś, że to wiara, a teraz nagle zmieniasz front?> Nie zmieniam frontu, to ty odpisałeś tak jakbyś go zmienił, no ale może nawet nie jesteś w stanie zrozumieć co czytasz.Marna ucieczka. Najpierw piszesz o wierze, ja odpisałem, że nauka to nie wiara, a tu nagle zgadzasz się ze mną i udajesz, że wcześniej też tak twierdziłeś. I oczywiście znów podpierasz to projekcją. Parodia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Bednarski (1879 punktów) |
> >>>>Żartowałem. To na Tobie spoczywa ciężar dowodu.> >>>Nie, na tobie, bo to ty twierdziłeś, że wszystko co uznajesz za prawdziwe jest faktem empirycznym.> >>Nie. Pisałem, że nauka to nie wiara, a Ty twierdzisz inaczej, to musisz udowodnić, że jakieś naukowe twierdzenia są wiarą wg tej definicji "przyjęcie czegoś bez dowodów i przesłanek".> >Dlaczego muszę ? Co to za "fakt empiryczny" ?> Bez tego dowodu głosisz tu pustosłowie, czyli kłamiesz."czyli kłamię" ? Ta metoda wnioskowania to jaki "fakt empiryczny" ? Pokaż mi taki fakt w empirii. > >>>>>No i się opiera. Ty twierdzisz inaczej, więc czekam na argumenty.> >>>Co twierdziłem inaczej ? Z tym się akurat zgadzam, choć dziwi mnie ta nagła zmiana zdania.> >>Twierdziłeś, że to wiara, a teraz nagle zmieniasz front?> >Nie zmieniam frontu, to ty odpisałeś tak jakbyś go zmienił, no ale może nawet nie jesteś w stanie zrozumieć co czytasz.> Marna ucieczka. Najpierw piszesz o wierze, ja odpisałem, że nauka to nie wiara, a tu nagle zgadzasz się ze mną i udajesz, że wcześniej też tak twierdziłeś. I oczywiście znów podpierasz to projekcją. Parodia  Faktycznie, też się świetnie bawię. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Bez tego dowodu głosisz tu pustosłowie, czyli kłamiesz.> "czyli kłamię" ? Ta metoda wnioskowania to jaki "fakt empiryczny" ? Pokaż mi taki fakt w empirii.Jeśli nie potrafisz uzasadnić swoich wypocin, a je głosisz bez argumentu, to inni mają prawo uznać to za kłamstwo. Gdybyś nie kłamał, to umiałbyś użyć argumentów, ale od nich ewidentnie uciekasz. > Faktycznie, też się świetnie bawię.Ehe, zapewne. Chyba, że jesteś masochistą
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Jeśli nie potrafisz uzasadnić swoich wypocin, a je głosisz bez argumentu, to inni mają prawo uznać to za kłamstwo. Gdybyś nie kłamał, to umiałbyś użyć argumentów, ale od nich ewidentnie uciekasz.
Jasne.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Żenada.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | niestadny (2492 punktów) |
>Uznanie za prawdziwe czegoś bez żadnego uzasadnienia, jest wiarą i napisał to nawet astrotaurus na którego się tak powołujesz. Napisałbym raczej, że wiara to głębokie, graniczące z pewnością przekonanie. Oczywiście naukowiec może wierzyć, że jego teoria jest prawdziwa. Wystarczy tylko tego dowieść, hehe.
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Napisałbym raczej, że wiara to głębokie, graniczące z pewnością przekonanie. A Ty znasz organizację religijną i dowolnego wierzącego co by głosili, że ich mitologia jest niepewna? Wiara nie graniczy z pewnością, ale nią jest. Nie "wiara Lecha", oczywista, jakby kto chciał się czepiać.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | >Wiara nie graniczy z pewnością, ale nią jest.
... czegoś tutaj nie rozumiem. Skoro wiara jest pewnością to znaczy, że istnienie "Boga" nie wymaga dowodu? Wiara opiera się na przekonaniu pomimo istniejących wątpliwości. Pewność wątpliwości nie uznaje i opiera się na dowodach. Zdanie, że "jestem czegoś pewny, pomimo wątpliwości" jest tylko obiegowym wyrażeniem przekonania...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) |
>... czegoś tutaj nie rozumiem. Skoro wiara jest pewnością to znaczy, że istnienie "Boga" nie wymaga dowodu? Jeśli coś takiego jak "istnienie Boga" jest objęte wiarą to oczywiście nie wymaga dowodu. Z definicji wiary. Z istoty tego zjawiska. Domaganie się dowodu od wiary przypominałoby domaganie się np. kantów od kuli. Kula to takie coś bez kantów, wiara to takie coś bez dowodów. Tak po prostu takie różne "cosie" zostały nazwane.
Ludzie miliardami przez tysiąclecia wierzą w różne banialuki, a nikt nigdy nie przedstawił dowodu na istnienie Chrystusa, Allaha, Wodana czy Wróżki Zębuszki. Bo nie musi. Bo postulowanie istnienia tych literackich postaci w rzeczywistości dokonywane jest wyłącznie na podstawie wiary.
>Wiara opiera się na przekonaniu pomimo istniejących wątpliwości. Kładę ponownie nacisk na fakt, że pojęcie wiary i wątpliwości nie mogą odnosić się do tego samego obiektu. Można jednocześnie wierzyć np. w Trójcę, wierzyć w czary Maryi, a przy tym nie wierzyć w Przeistoczenie i mieć wątpliwości co do czarów Wojtyły. Nie można jednocześnie wierzyć w zmartwychwstanie i w zmartwychwstanie wątpić.
>Pewność wątpliwości nie uznaje i opiera się na dowodach. Pewność i watpliwości (czyli brak pewności) wykluczaja się wzajemnie. Ale pewność nie musi opierać sie na dowodach jak w przypadku wiary widać. Oczywiście wierzący lubią utwierdzać się w wyznawanych niedorzecznościach, ale mimo bibliotek religijnego bełkotu o jakimkolwiek dowodzie ani słychu ani dychu.
>.Zdanie, że "jestem czegoś pewny, pomimo wątpliwości" jest tylko obiegowym wyrażeniem przekonania... Ludzie w mowie potocznej posługują się przeróżnymi konstrukcjami językowymi. Cóż, powiedzieć można wszystko, a czy to się kupy trzyma to inna sprawa.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | >Jeśli coś takiego jak "istnienie Boga" jest objęte wiarą to oczywiście nie wymaga dowodu.
>Ludzie miliardami przez tysiąclecia wierzą w różne banialuki, a nikt nigdy nie przedstawił dowodu na istnienie Chrystusa, Allaha, Wodana czy Wróżki Zębuszki. Bo nie musi.
>Ale pewność nie musi opierać się na dowodach jak w przypadku wiary widać.
... pan jest teistą i kreacjonistą, że tak broni pan tez którymi tylko oni się posługują, by "wcisnąć Boga" do świata realnego?...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) |
>... pan jest teistą i kreacjonistą, Ufff, dawno nie czułem się tak zdemaskowany i zdewastowany.
>że tak broni pan tez którymi tylko oni się posługują, by "wcisnąć Boga" do świata realnego?...
Samo wciskanie to małe miki. Problemem jest domaganie się przez nich szacunku, przywilejów i pieniędzy za bezwartościowe banialuki. A jeszcze nie tak dawno w cywilizowanych dziś krajach domagali się cudzego życia i odbierali je za swoje widzimisię.
Trzeba zdecydowanie umieć wykazać, że głupota wiary to nędzna podstawa do jakichkolwiek uzurpacji.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Bez jakiegoś pierwszego aktu wiary (w znaczeniu przyjęcie pierwszych przesłanek bez dowodu) nie dałoby się stwierdzić czegokolwiek.
Jaki jest Twój pierwszy akt wiary?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | | Irracja (4721 punktów) | >>... Każda dyskusja z teistami, wcześniej czy później, kończy się jednakim zdaniem z ich strony.To zdanie brzmi - "Wiara nie podlega logice".
... gwoli ścisłości. powyższe zdanie jest przytoczeniem postaw i "poglądów" teistów. W żadnym przypadku nie jest moim poglądem...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
|  | 1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Co za bzdura. Zachodzi tutaj całkiem inna zależność. To logika podlega wierze.Co za bzdura! Logika nie może podlegać brakowi logiki. > Bez jakiegoś pierwszego aktu wiary (w znaczeniu przyjęcie pierwszych przesłanek bez dowodu) nie dałoby się stwierdzić czegokolwiek. Wie o tym nawet Bertrand Russell.Co wie Bertrand Russell niech sobie wie. Jan Bednarski powinien próbować brać odpowiedzialność za to co wie i głosi Jan Bednarski. A on na pewno nie potrafi wyjaśnić co mówi o tym stwierdzaniu i przesłankach. Nie potrafi nawet podać rozumnej definicji tej "wiary od pierwszego aktu" > Piszemy tutaj o wierze naukowej, która jest podstawą jakiegokolwiek wnioskowania.Jesteśmy w wątku którego celem jest zdefiniowanie wiary, a Ty się wyrywasz jak Filip z konopi z "wiara naukową"..... Zwolnij , pomyśl (jeśli umiesz) i po kolei proszę. - co to jest wiara - cały jej podział/systematyka. Uwzględnij przy tym przede wszystkim post tytułowy wątku. > Po prostu wierzysz, że w nic nie wierzysz Tym bardziej palące jest pytanie co to w ogóle jest wiara.....
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | 1 na 1 | Drobner (19539 punktów) | > Bez jakiegoś pierwszego aktu wiary (w znaczeniu przyjęcie pierwszych przesłanek bez dowodu) nie dałoby się stwierdzić czegokolwiek.
"Ja jestem."
Drobner, bez wiary stwierdzający...
|
|
 | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >"Wiara nie podlega logice".
Logika wiary to już klasyka w ramach logiki epistemicznej...
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | Jolanta Komorowska (1321 punktów) (zablokowany) | >>Pojęcie wiara używane bywa w mowie potocznej na wiele sposobów. Najczęściej jako nieudolny >>synonim innych, o wiele bardziej adekwatnych do sytuacji pojęć: nadzieja, chciejstwo, oczekiwanie, >>pragnienie, szacowanie prawdopodobieństwa... >>Jest jednak okoliczność w której pojęcia wiary nie da się zastąpić żadnym nibysynonimem - tę >>okoliczność opisuje pierwszy przykład i tylko na wierze w znaczeniu z tego przykładu budowane są >>religie. >>Co to jest zatem wiara? >... Każda dyskusja z teistami, wcześniej czy później, kończy się jednakim zdaniem z ich strony. To zdanie brzmi - "Wiara nie podlega logice". I od tego należałoby zacząć. Poddać pojęcie "wiary" analizie wstecznej, by móc dość do tego czym jest... pewnie nadal to nic nie da, ale powinno wytrącić ima z reki ten "idiotyczny" argument o "niepodleganiu wiary logice"... > ... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne... I jednocześnie uważać Pana Boga za logicznego specjalistę od wszystkiego. Nielogiczny Bóg? To przecież niczego doskonałego' nie stworzy.
|
|
2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >"Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy." >Czyli wiara to bardzo specyficzny pogląd na prawdziwość niektórych twierdzeń - pewność bez dowodu.
Skąd ta pewność bez dowodu skoro w tekście mamy dowód niewidzialnych rzeczy? Chodzi raczej o pewność w oparciu o pseudodowód, a wkonsekwencji coś, co można by nazwać pseudopewnością. Autor zakłada jakąś strukturę dowodu: przesłanki (wiara) i teza(y)(rzeczywistości (byty) niewidzialne). Problemem jest wynikanie, przejście od zdania Wierzę, że p. do p. (jakość tego wynikania sprawdzimy podstawiając za p/ p i -p).
Teza:
> Wyznania wiary informują wyłącznie o stanie umysłu człowieka wierzącego, nie mówią natomiast nic o stanie świata rzeczywistego poza umysłami.
jakoś nie koresponduje z dalszymi wywodami, np.
>..zestaw twierdzeń podawanych do wierzenia przez system organizacyjny na wierze członków oparty ...itd
Myślę, że wyznania wiary tyle samo mówią o stanie świata poza umysłem (dokładniej: o stanie społeczeństwa, systemie oświaty, stosunku do tradycji, itp.) co o samym umyśle (dokładniej: o emocjach, pragnieniach) wierzących.
>Wiara aby była przez człowieka przyjęta za swoją musi być wszczepiana mu do umysłu we wczesnym dzieciństwie przez całe otoczenie na jedno kopyto.
To reguła ewangelizacji Jezusa: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego (Mk 10, 15). O roli (nawet prenatalnego i) wczesnodziecięcego doświadczenia prawi neurodydaktyka (rozwojowa plastyczność mózgu). Po religijnym praniu mózgu zakwestionowanie religii (jej języka, logiki, obrzedów) jest czymś podobnym do próby zmiany języka ojczystego na inny...
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Skąd ta pewność bez dowodu skoro w tekście mamy dowód niewidzialnych rzeczy?Hmmmm...., ale tekst jest cytatem z religijnego bajarza. Oddaje on dobrze stan umysłu wierzącego, jako encyklopedyczna definicja wiary: "wiara to dowód" jest raczej słaby.  > Chodzi raczej o pewność w oparciu o pseudodowód,Nie, chodzi o pewność w oparciu o pranie mózgu przebyte w dzieciństwie. Pseudodowody i wszelkie inne umysłowe łamańce wyczyniane przez wierzących służą tylko ochronie wiary > a wkonsekwencji coś, co można by nazwać pseudopewnością.Nie ma mowy o żadnej pseudopewności. Wiara to jest pewność. Oczywiście ciągle w znaczeniu na którym budowane są religie. > Myślę, że wyznania wiary tyle samo mówią o stanie świata poza umysłem (dokładniej: o stanie społeczeństwa, systemie oświaty, stosunku do tradycji, itp.) co o samym umyśle (dokładniej: o emocjach, pragnieniach) wierzących.Wiara i zachowania ludzi po wpływem wiary to są różne rzeczy. "Wierzę w Boga" oznacza uznawanie istnienia jakiegoś-tam Boga, afirmację jakiejś-tam postaci magicznej i to wszystko zawiera się w całości w umyśle, zatem wyznanie wiary jest opisem stanu umysłu wyłącznie. > Po religijnym praniu mózgu zakwestionowanie religii (jej języka, logiki, obrzedów) jest czymś podobnym do próby zmiany języka ojczystego na inny...Otóż to!
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
Jolanta Komorowska (1321 punktów) (zablokowany) | > Uzgadnianie pojęć to ABC racjonalisty.> To podstawa rozumnej komunikacji.> I jest z tym krucho.> Nie tylko na tym forum.> A jednym z pojęć choć znaczących to umykających uzgodnieniu jest wiara.> - wierzę w Boga,> - wierzę w człowieka,> - wierzę w naukę,> - wierzę żonie,> - wierzę że wygram w Lotto,> - wierzę, ze dolecę samolotem na miejsce bezpiecznie,> - wierzę że zdam egzamin> - itd., itp.> Pojęcie wiara używane bywa w mowie potocznej na wiele sposobów. Najczęściej jako nieudolny> synonim innych, o wiele bardziej adekwatnych do sytuacji pojęć: nadzieja, chciejstwo, oczekiwanie,> pragnienie, szacowanie prawdopodobieństwa...> Jest jednak okoliczność w której pojęcia wiary nie da się zastąpić żadnym nibysynonimem - tę> okoliczność opisuje pierwszy przykład i tylko na wierze w znaczeniu z tego przykładu budowane są> religie.> Co to jest zatem wiara?> Biblijny Szaweł dość dobrze definiuje to pojęcie w liście do Hebrajczyków:> "Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie> widzimy."> Czyli wiara to bardzo specyficzny pogląd na prawdziwość niektórych twierdzeń - pewność bez> dowodu.> Absurdem jest budowanie opisu świata i relacji z nim na podstawie czegoś tak niedorzecznego, nie> dziwota więc że przebogata religijna twórczość literacka o rzeszach przedziwnych Bogów, duchów i> demonów od zarania dziejów nie wniosła nic do dorobku poznawczego ludzkości. Wyznania wiary> informują wyłącznie o stanie umysłu człowieka wierzącego, nie mówią natomiast nic o stanie świata> rzeczywistego poza umysłami.> Wiara, choć dodaje się do niej różne przymiotniki (np: słaba czy silna) tak naprawdę jest zjawiskiem> zerojedynkowym - jest, albo jej nie ma. Tyle że może być rozpatrywana wyłącznie w odniesieniu do> jednego tylko obiektu, jednego konkretnego twierdzenia.> Ponadto wiara jest zawsze sprawą indywidualną, właściwością tylko jednego konkretnego umysłu> człowieka. Wprawdzie np. KRK ma w zestawie swoich zaklęć "i nie zważaj na grzechy nasze lecz na> wiarę swojego Kościoła", ale nie ma czegoś takiego jak wiara Kościoła - trzeba zestaw twierdzeń> podawanych do wierzenia przez system organizacyjny na wierze członków oparty odróżniać od uznawania> za prawdę poszczególnych twierdzeń przez poszczególnych członków.> Wiara aby była przez człowieka przyjęta za swoją musi być wszczepiana mu do umysłu we wczesnym> dzieciństwie przez całe otoczenie na jedno kopyto. Dlatego religie (system wierzeń i praktyk na tej> wierze opartych) są zjawiskiem lokalnym, środowiskowym. Ludzie na zasadzie zmasowanego prania mózgu> zaczynają bezkrytycznie uznawać za prawdę najdziksze nawet lokalne niedorzeczności - byle pranie> mózgu było solidarne i odpowiednio wczesne.> Czesto określam wiarę także jako głębokie upośledzenie zdolności poznawczych i społecznych ludzkiego> umysłu. Poznawczych - z racji owego bezrozumnego przypisywania prawdziwości niedorzecznym mitom.> Społecznych - bo pod wpływem wiary wierzący są zdolni do każdej nikczemności co udowodnili na wiele> sposobów przez wieki i udowadniają ciągle.> Oczywiście ludzie wierzący z jednej strony uznają (przynajmniej w religiach odbiblijnych) wiarę za> wielki zaszczyt i przywilej, z drugiej bezrozumność wiary trochę ich krępuje. Próbują zatem tej> bezrozumności nie dostrzegać i przedstawiać wiarę jako niesłychaną pracę mózgową kiedy o żadnej> pracy w wierze mowy nie ma.> Za to jest ogromna praca umysłowa wokół wiary. Bo to wiara zagnieździwszy się w umyśle przejmuje nad> nim kontrolę dla ochrony siebie i człowiek nią upośledzony w celu tej ochrony uruchamia wszystkie> swoje zdolności intelektualne, jest gotów zdeptać swą ludzką godność, zaprzeć się rozumu, logiki,> zakłamać i zabełkotać wszystko.> Z wiarą dyskusji nie ma i czasu na to szkoda i dlatego jak świat światem nie ma dyskusji między> religiami, każda rozwija, wyjaśnia i usprawiedliwia swoją mitologie we własnym gronie i na swój> wyłączny użytek.> To chyba z grubsza tyle.> .....> edycja:> Zwrócę jeszcze uwagę na częsty, a z gruntu fałszywy wybieg umysłowy wierzących utożsamiający wiarę z> przekonaniem. Proponuję tu lekturę definicji wiary i przekonania w dowolnej encyklopedii czy> słowniku. Z lektury tej musi wyniknąć prawda, że każda wiara jest przekonaniem, ale nie każde> przekonanie wiarą> Wiara polega na tym, że należy wierzyć innym, bo zakładam, że mówią prawdę. Dzieje się tak na skutek modelu edukacji i zawsze jest ktoś z pozycją wyższą. Pojawia się zależność między ludźmi. I jak nie wierzę w to, że w skafandrze kosmicznym o wadze 140 kg można podskakiwać na Księżycu, tak nie wierzę w prawdziwość wzoru Einsteina, w którym musi wystąpić V = c x c, bo takiej inf. nie potwierdza nauka i mam brak masy do przenoszenia, bo to nie będzie foton poruszający się z V = c, a nie c x c. I też nie pasuje mi prawo powszechnego ciążenia Newtona. "Między dowolną parą ciał posiadających masy pojawia się siła przyciągająca, która działa na linii łączącej ich środki, a jej wartość rośnie z iloczynem ich mas i maleje z kwadratem odległości." Iloczyn mas czyli kg x kg np; podzielone przez pole powierzchni, bo kwadrat odległości to pole powierzchni. Jakieś takie niezrozumiałe dumanie Newtona. Chyba zaszkodziło jabłuszko
|
|
 | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Wiara polega na tym, że należy wierzyć innym, Masło zaś polega na byciu maślanym. I ten twórczy wkład jest jedynym co jako-tako choć nawiązuje do tematyki wątku. Dalszy ciąg festiwalu nieuctwa już nie bardzo....
Poza tym to paranoiczne zachowywanie cytatów! Może administracja forum hołubi takie trolle, ja proszę byś w założonym przeze mnie wątku zachowała choć minimum przyzwoitości, albo poszła sobie dokądkolwiek.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | Jolanta Komorowska (1321 punktów) (zablokowany) | >>Wiara polega na tym, że należy wierzyć innym, >Masło zaś polega na byciu maślanym. >I ten twórczy wkład jest jedynym co jako-tako choć nawiązuje do tematyki wątku. Dalszy ciąg festiwalu nieuctwa już nie bardzo.... >Poza tym to paranoiczne zachowywanie cytatów! Może administracja forum hołubi takie trolle, ja proszę byś w założonym przeze mnie wątku zachowała choć minimum przyzwoitości, albo poszła sobie dokądkolwiek. > Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów. Wyrzucasz mnie? Ale skup się nad tym co napiałam.
|
|
| Duch Prawdy (14787 punktów) | Żeby uzgodnić pojęcie czym jest wiara ( w Boga ) trzeba odróżnić wiarę ślepą od wiary widzącej, wrzucenie do jednego worka ślepej i widzącej jest błędem takim samym jak nierozróżnianie pseudonauki od nauki, dlatego Twoje dalsze wnioskowanie odnosi się do wiary ślepej, a ta wiarą nie jest, podobnie jak pseudonauka nie jest nauką.
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
 | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | >Żeby uzgodnić pojęcie czym jest wiara ( w Boga ) trzeba odróżnić wiarę ślepą od wiary widzącej, Tyle że od d..y strony. Żeby odróżniać między sobą jakieś rodzaje wiary trzeba najpierw w ogóle zdefiniować wiarę, a potem podać kryteria jej podziału.
>wnioskowanie odnosi się do wiary ślepej, a ta wiarą nie jest, podobnie jak pseudonauka nie jest nauką. Nawet kiedy wiara nie jest wiarą to bełkot zawsze pozostaje bełkotem.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | -1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >>Żeby uzgodnić pojęcie czym jest wiara ( w Boga ) trzeba odróżnić wiarę ślepą od wiary widzącej, >Tyle że od d..y strony. Ignorancja niejedno ma imię. >Żeby odróżniać między sobą jakieś rodzaje wiary trzeba najpierw w ogóle zdefiniować wiarę, a potem podać kryteria jej podziału. No właśnie, wiara ( widząca - rozumna ) nie stoi w sprzeczności z empirią. >>wnioskowanie odnosi się do wiary ślepej, a ta wiarą nie jest, podobnie jak pseudonauka nie jest nauką. >Nawet kiedy wiara nie jest wiarą to bełkot zawsze pozostaje bełkotem. Nie zrozumiałeś - pseudonauka nie jest nauką, a wiara ślepa nie jest wiarą, lecz pseudowiarą.
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Ignorancja niejedno ma imię. O tak! A najczęściej im większa ignorancja tym bardziej dęte imię. "Duch Prawdy"... potęga!
>No właśnie, wiara ( widząca - rozumna ) nie stoi w sprzeczności z empirią. Definicja i kryteria podziału. Zauważyłeś to? Definicja i kryteria podziału. Czyli od początku (o zgodności z empirią nie zapomnij)
>Nie zrozumiałeś - pseudonauka nie jest nauką, a wiara ślepa nie jest wiarą, lecz pseudowiarą. Nie zrozumiałeś. Definicja i kryteria podziału. Będzie też potrzebne wyjaśnienie co to jest "wiara ślepa" skoro to nie jest wiara i czemu bywa nazywana/mylona z wiarą która jest wiarą.
>Dlatego tak nazywasz, bo nie wiesz czym wiara różni się od ślepej wiary, która zamiast wierzyć WIE. To już nie bełkocz tylko wyjaśnij. Ten wątek jest chyba dobrym miejscem do zdefiniowania wiary i wyjaśnienia sposobów odróżniania wiary od czegokolwiek innego.
>Chcesz się dowiedzieć co to jest wiara, czy jesteś ignorantem? No tylko nie mów że stać Cię na jakiekolwiek rzeczowe, konstruktywne wypowiedzi.
>( Czytelnik 'astrotaurus' oddał na Ciebie głos negatywny Łobozebozicku, biedulek... Tak, mam o Twojej umysłowości, o Twojej zdolności do dyskusji zdanie jak najparszywsze. Możesz to zmienić rzeczowymi wypowiedziami, ale nie skamleniem i nie półsłówkami rzucanymi półgębkiem z piedestału Wtajemniczonego.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | >>Ignorancja niejedno ma imię. >O tak! A najczęściej im większa ignorancja tym bardziej dęte imię. "Duch Prawdy"... potęga! Ad personam, typowe przy braku argumentów, charakterystyczne dla ignorantów, trolli itp.
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Ad personam, typowe przy braku argumentów, charakterystyczne dla ignorantów, trolli itp. I już? A nie wiesz czemu mnie to nie dziwi? Myślisz że jesteś pierwszym pyszałkiem który uważa że zrobienie oponentowi głupkowatej psychoanalizy zwalnia od odpowiedzialności za swoje słowa?
>Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu... Cóż, jeśli idzie o zdolność do uczciwej rozmowy to może prawda. Pod warunkiem wszakże że trzeci jest najgorszym z możliwych (nie znam się na sortach tak samo jak na rodzajach wiary).
Gdybyś chciał się dźwignąć w rankingu sprawa jest otwarta: definicja wiary podział itp.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | >>Ad personam, typowe przy braku argumentów, charakterystyczne dla ignorantów, trolli itp. >I już? Już. >Myślisz że jesteś pierwszym pyszałkiem ( ... ) >>Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu... >Cóż, jeśli idzie o zdolność do uczciwej rozmowy to może prawda. Pod warunkiem wszakże że trzeci jest najgorszym z możliwych ( ... ) >Gdybyś chciał się dźwignąć w rankingu sprawa jest otwarta: >definicja wiary >podział >itp. Gdybyś chciał poznać definicję wiary, podział itp. sprawa jest otwarta: Najpierw kultura, potem dialog, naucz się szanować adwersarza, skup się na temacie.
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Gdybyś chciał poznać definicję wiary, podział itp. sprawa jest otwarta: Twierdzisz że moje wielokrotne napomnienia świadczą, że nie chcę poznać Twojej definicji wiary i dlatego serwujesz bełkot?
>Najpierw kultura, potem dialog, naucz się szanować adwersarza, skup się na temacie. Twój beztroski bełkot dowodzi, że kultura dialogu jest Ci kompletnie nieznana, dlatego jako adwersarz stanowisz dno i 3 metry mułu nie zasługując na odrobinę nawet szacunku. Na jakimkolwiek szanującym się forum dyskusyjnym takie bełkotliwe typy jak Ty miałyby co najwyżej prawo do zadania pytania od czasu do czasu. To że tutaj możesz "błyszczeć" bez zahamowań świadczy źle o forum, a nie dobrze o Tobie.
A teraz wyzwanie: wymądrzałości zamieszczaj (jeśli nie umiesz się powstrzmać) wyłącznie obok, a nie zamiast merytorycznych wypowiedzi. Dasz radę? Dasz radę chociaz spróbować?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
2 na 2 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
Panie astrotaurusie. Trzeba przede wszystkim odróżnić wiedzę od tego co się za wiedzę tylko uważa. Wiedza jest to mocna wiara w coś co jest zgodne ze stanem faktycznym. Ale przecież nie wiadomo co jest zgodne ze stanem faktycznym.
Może pan jedynie wierzyć, że coś wie i ja tej pańskiej wiary oczywiście nie kwestionuje.
.
|
|
 | 2 na 2 olson (9993 punktów) (zablokowany) | Na początku wziąłem Cię za Jana Lewandowskiego, właśnie przez ten pogląd. Obaj nie odróżniacie posługiwania się modelami naukowymi od wiary typu religijnego.
Modele naukowe nie wymagają wiary, ani pojęcia prawdy absolutnej. Wymagają jedynie założeń zgodnych z logiką i stanem obserwacji. Stan faktyczny jest zawsze poza modelem, którym się posługujemy do opisania go. Zawsze patrzymy przez filtry, czyli dane ze zmysłów i aby opisać myśl musimy spłycić ją do języka.
Dlatego mamy podział na ontologię i epistemologię.
Mocniejsza teza: byt jako taki i poznawanie bytu nie są tym samym. Słabsza teza: byt jako taki nie musi być tym samym co poznawanie go.
Poznajemy świat i tworzymy modele z subiektywnego punktu widzenia, by opisać całokształt. Sami je przyjmujemy i odrzucamy na podstawie obserwacji. Nie mamy obiektywnej instancji do rozstrzygania prawdy, ale to nie znaczy, że każda teza jest tak samo użyteczna i wartościowa.
Nie każdy musi wierzyć, ale nawet jeśli upierasz się, że musi, to w takim razie powinieneś zauważyć, że w jednych teoriach jest więcej wiary, a w innych mniej i tam gdzie jest jej więcej, tam teoria ma mniejszą realną ważność.
|
|
|  | | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Na początku wziąłem Cię za Jana Lewandowskiego, właśnie przez ten pogląd. Obaj nie odróżniacie posługiwania się modelami naukowymi od wiary typu religijnego.
Oczywiście, że odróżniam wiarę naukową od wiary religijnej. Od tego w ogóle zacząłem. Dlaczego twierdzisz, że nie odróżniam tych wiar, skoro wyraźnie od początku o tym piszę ?
>Modele naukowe nie wymagają wiary, ani pojęcia prawdy absolutnej. Wymagają jedynie założeń zgodnych z logiką i stanem obserwacji. Stan faktyczny jest zawsze poza modelem, którym się posługujemy do opisania go. Zawsze patrzymy przez filtry, czyli dane ze zmysłów i aby opisać myśl musimy spłycić ją do języka.
Jednak właśnie w tym rzecz, że część naukowców (w zasadzie zdecydowana większość) wierzy, że rzeczywiście okrywają prawdę o Wszechświecie. Ja tej ich wiary nie kwestionuje, piszę tylko, że czasami różne rodzaje wiar mogą mieć część wspólną.
.
|
|
| |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Na początku wziąłem Cię za Jana Lewandowskiego, właśnie przez ten pogląd. Obaj nie odróżniacie posługiwania się modelami naukowymi od wiary typu religijnego. >Oczywiście, że odróżniam wiarę naukową od wiary religijnej. Od tego w ogóle zacząłem. Dlaczego twierdzisz, że nie odróżniam tych wiar, skoro wyraźnie od początku o tym piszę ?
Tworzysz pojęcie będące oksymoronem - wiara naukowa. Ten fakt świadczy o tym, że nie odróżniasz przykładu wiary i jego braku. A jeśli już musisz się uprzeć przy tym nietrafnym nazewnictwie, to musisz i tak odróżnić zjawisko nauki gdzie tej "wiary" jest jak najmniej od pozostałych przykładów. Jeszcze inną kwestią są przykłady wiary w sprzeczne teorie np tą o wolnej woli - są ludzie, którzy w to wierzą, choć nie potrafią tego sprecyzować, a ich wiara jest wewnętrznie sprzeczna.
>>Modele naukowe nie wymagają wiary, ani pojęcia prawdy absolutnej. Wymagają jedynie założeń zgodnych z logiką i stanem obserwacji. Stan faktyczny jest zawsze poza modelem, którym się posługujemy do opisania go. Zawsze patrzymy przez filtry, czyli dane ze zmysłów i aby opisać myśl musimy spłycić ją do języka. >Jednak właśnie w tym rzecz, że część naukowców (w zasadzie zdecydowana większość) wierzy, że rzeczywiście okrywają prawdę o Wszechświecie. Ja tej ich wiary nie kwestionuje, piszę tylko, że czasami różne rodzaje wiar mogą mieć część wspólną.
To w co sobie prywatnie wierzą to ich sprawa. Jako naukowcy z definicji odcinają się od wiary, czyli ich naukowy dorobek jest go pozbawiony, bądź jest tylko pseudonauką. Być może ich modele pokrywają się z prawdą, a może są tylko najlepszymi modelami na dzień dzisiejszy. To akurat nie jest aż tak istotne.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>>>Na początku wziąłem Cię za Jana Lewandowskiego, właśnie przez ten pogląd. Obaj nie odróżniacie posługiwania się modelami naukowymi od wiary typu religijnego. >>Oczywiście, że odróżniam wiarę naukową od wiary religijnej. Od tego w ogóle zacząłem. Dlaczego twierdzisz, że nie odróżniam tych wiar, skoro wyraźnie od początku o tym piszę ? >Tworzysz pojęcie będące oksymoronem - wiara naukowa. Ten fakt świadczy o tym, że nie odróżniasz przykładu wiary i jego braku. A jeśli już musisz się uprzeć przy tym nietrafnym nazewnictwie, to musisz i tak odróżnić zjawisko nauki gdzie tej "wiary" jest jak najmniej od pozostałych przykładów.
Wiara jako pojęcie ogólniejsze od wiary naukowej i wiary religijnej jest przyjęciem czegoś bez formalnego uzasadnienia. Pod taką definicje podpadają również ostateczne przesłanki z których wychodzą naukowcy. Jest to oczywiste jako że wszelkie kryteria wyboru teorii, modelu, hipotezy są obciążone regresem w nieskończoność. Sprecyzuj co masz na myśli pisząc o oksymoronie lub zmień definicje wiary, jeśli już nie akceptujesz tej poprzedniej.
>Jeszcze inną kwestią są przykłady wiary w sprzeczne teorie np tą o wolnej woli - są ludzie, którzy w to wierzą, choć nie potrafią tego sprecyzować, a ich wiara jest wewnętrznie sprzeczna.
No po prostu świetny przykład. To tak jak ludzie wierzący w "mechanizmy", których nie potrafią sprecyzować, bo jeśli sprecyzują to do formalnych reguł lub modeli informatycznych to na mocy tw. Gödel otrzymują sprzeczność.
>>Jednak właśnie w tym rzecz, że część naukowców (w zasadzie zdecydowana większość) wierzy, że rzeczywiście okrywają prawdę o Wszechświecie. Ja tej ich wiary nie kwestionuje, piszę tylko, że czasami różne rodzaje wiar mogą mieć część wspólną. >To w co sobie prywatnie wierzą to ich sprawa. Jako naukowcy z definicji odcinają się od wiary, czyli ich naukowy dorobek jest go pozbawiony, bądź jest tylko pseudonauką. Być może ich modele pokrywają się z prawdą, a może są tylko najlepszymi modelami na dzień dzisiejszy. To akurat nie jest aż tak istotne.
To może zacznijmy od początku. Na jakiej podstawie to co wyżej napisałeś uznajesz za prawdę ?
.
|
|
| | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Wiara jako pojęcie ogólniejsze od wiary naukowej i wiary religijnej jest przyjęciem czegoś bez formalnego uzasadnienia.Nieprawda, w żadnej definicji wiary nie ma nic o FORMALNYM uzasadnieniu. Wiara to przyjęcie czegoś bez powodu i dowodu. > Pod taką definicje podpadają również ostateczne przesłanki z których wychodzą naukowcy. Jest to oczywiste jako że wszelkie kryteria wyboru teorii, modelu, hipotezy są obciążone regresem w nieskończoność.Bzdura. Do regresu w nieskończoność prowadzą błędne teorie lub wprowadzenie do rozważań pojęcia prawdy absolutnej, której z wiadomych przyczyn nie da się w 100% zweryfikować, bo sami jesteśmy instancją zatwierdzającą dowód, a robimy to na podstawie argumentów i przesłanek. Wiara typu religijnego to przyjęcie za fakt czegoś co z niczego nie wynika. > Sprecyzuj co masz na myśli pisząc o oksymoronie lub zmień definicje wiary, jeśli już nie akceptujesz tej poprzedniej.Sprecyzowałem, a definicję wiary to Ty zmieniasz dodając do niej nagle dowodowi atrybutu nieformalności. Taką samą ucieczką jest nadanie mu atrybutu pewnika (100% pewności). Tak właśnie próbował nieudolnie argumentować Jan Lewandowski i za to był niemiłosiernie tłamszony w każdej dyskusji. Oksymoronem jest to, że skoro nauka to modele zgodne z obserwacjami i logiką, a wiara to przyjęcie za pewnik tezy niepopartej obserwacją i niewywiedzionej z niej, to nie może istnieć wiara naukowa. Wiara i nauka to przeciwieństwa lub 2 bieguny skali. > >Jeszcze inną kwestią są przykłady wiary w sprzeczne teorie np tą o wolnej woli - są ludzie, którzy w to wierzą, choć nie potrafią tego sprecyzować, a ich wiara jest wewnętrznie sprzeczna.> No po prostu świetny przykład. To tak jak ludzie wierzący w "mechanizmy", których nie potrafią sprecyzować, bo jeśli sprecyzują to do formalnych reguł lub modeli informatycznych to na mocy tw. Gödel otrzymują sprzeczność.Bzdura. Wolna wola to mem wprowadzony znikąd, niesprecyzowany i logicznie sprzeczny w obrębie tych niby-sprecyzowanych stwierdzeń. Mechanizmy to wszystko to co działa. Sposób działania to mechanizm. Wszystko co istnieje działa wg jakichś mechanizmów i po to używamy logiki, by docierać do mechanizmów i je opisywać. Nie istnieją natomiast obiekty jako takie. Obiekt to coś tylko i wyłącznie epistemologicznego i do końca niesprecyzowanego. Obiekt jest uchwyceniem fragmentu mechanizmu, podobnie jak takie pojęcie jak materia wynika z uchwycenia fragmentu. Mnie bardziej ciekawią mechanizmy wg których działa materia. Mechanizmy dzielą się na deterministyczne wewnętrznie i zewnętrznie. Wewnętrznie czyli w samym mechanizmie jest zawarty cały sposób tego jak mechanizm się zachowa (np kot reaguje automatycznie gdy widzi ruch małego obiektu). Zewnętrznie czyli mechanizm zawiera losowość, ale musi się dostosować do zewnętrznych zdeterminowanych mechanizmów (np u człowieka taką rolę pełni właśnie nauka i wartości). Człowiek prędzej czy później metodą prób i błędów dojdzie do istniejącego na zewnątrz rozwiązania, gdy wyciąga wnioski i zmienia metody. Twierdzenie Godla nie ma nic do tego, a próby jego stosowania jako argumentu to nadinterpretacja taka jak np na tym filmiku: www.youtube.com/watch?v=qPLLZgPQWsg> To może zacznijmy od początku. Na jakiej podstawie to co wyżej napisałeś uznajesz za prawdę ?Na podstawie argumentów, które wymieniłem i kontrargumentów wobec alternatywnych teorii. Pisałem przecież o tym czym jest metoda naukowa. Mógłbyś się z tym zapoznać.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
Widzę, że już się zaczynasz powoli pienić  > Nieprawda, w żadnej definicji wiary nie ma nic o FORMALNYM uzasadnieniu. Wiara to przyjęcie czegoś bez powodu i dowodu.Niech będzie, że nie jest to FORMALNE uzasadnianie. Nie wpływa to na istotę sprawy  > Bzdura. Do regresu w nieskończoność prowadzą błędne teorie lub wprowadzenie do rozważań pojęcia prawdy absolutnej, której z wiadomych przyczyn nie da się w 100% zweryfikowaćW przypadku dowolnej teorii stopniującej prawdopodobieństwo mamy dokładnie te same problemy. > , bo sami jesteśmy instancją zatwierdzającą dowód, a robimy to na podstawie argumentów i przesłanek. Wiara typu religijnego to przyjęcie za fakt czegoś co z niczego nie wynika.Jeżeli uznajesz jakieś prawo logiczne, np. prawo tożsamości za prawdziwe to również z niczego to nie wynika. Po prostu postrzegasz to jako "samooczywiste" i jeśli ktoś zechciałby to zakwestionować to nie jesteś w stanie podać żadnego (innego niż to prawo) powodu dlaczego to prawo uznajesz za prawdziwe. > Sprecyzowałem, a definicję wiary to Ty zmieniasz dodając do niej nagle dowodowi atrybutu nieformalności. Taką samą ucieczką jest nadanie mu atrybutu pewnika (100% pewności). Tak właśnie próbował nieudolnie argumentować Jan Lewandowski i za to był niemiłosiernie tłamszony w każdej dyskusji.Nie sprecyzowałeś. > Wolna wola to mem wprowadzony znikąd, niesprecyzowany i logicznie sprzeczny w obrębie tych niby-sprecyzowanych stwierdzeń."Mechanizmy" to twój mem, czyli element (jak to piszesz) twojej "teoryjki językowej". Jeśli np. powiesz sobie a priori że "wszystko jest mechanizmem" to nie dziwota, że później dostajesz taki wniosek  . Jednak gdybyśmy zaczęli drążyć tą kwestie na bazie formalnych definicji, które rzeczywiście coś wnoszą (np. modeli informatycznych) to już nie byłoby tak kolorowo. > >To może zacznijmy od początku. Na jakiej podstawie to co wyżej napisałeś uznajesz za prawdę ?> Na podstawie argumentów, które wymieniłem i kontrargumentów wobec alternatywnych teorii. Pisałem przecież o tym czym jest metoda naukowa. Mógłbyś się z tym zapoznać.A zgodnie z tym co sam piszesz twoje argumenty są sformułowane jedynie w twej "teoryjce językowej", są jedynie twoim "modelem" więc nie mają nic wspólnego z prawdą (chyba że tylko przez przypadek). Na tym właśnie polega wielka samowywrotność tych andronów. .
|
|
| | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Widzę, że już się zaczynasz powoli pienić  Kolejna projekcja. Widząc mój spokojny wpis poczułeś nerwy, bo obaliłem Twoje wierzenia. Teraz Twój umysł walczy z tym dysonansem poznawczym tworząc wyparcie. W emocjach konfabulujesz nad pseudokontrargumentami, które Cię ośmieszają, ale Ty tego nie dostrzegasz, bo w emocjach wierzysz w to, że masz rację. Typowe. > >Nieprawda, w żadnej definicji wiary nie ma nic o FORMALNYM uzasadnieniu. Wiara to przyjęcie czegoś bez powodu i dowodu.> Niech będzie, że nie jest to FORMALNE uzasadnianie. Nie wpływa to na istotę sprawy  Wpływa. Celowo poprzednio ni z gruchy, ni z pietruchy dodałeś atrybut formalności, bo intuicyjnie wyczułeś, że bez tego Twoje stanowisko się nie wybroni. > >Bzdura. Do regresu w nieskończoność prowadzą błędne teorie lub wprowadzenie do rozważań pojęcia prawdy absolutnej, której z wiadomych przyczyn nie da się w 100% zweryfikować> W przypadku dowolnej teorii stopniującej prawdopodobieństwo mamy dokładnie te same problemy.Brednie. Prawdopodobieństwo to przybliżenie, więc nie wymaga pojęcia prawdy absolutnej i nie prowadzi do żadnych sprzeczności, a jest jedynie oceną podmiotu tego jak potoczą się mechanizmy. Mądrzejsi lepiej oceniają prawdopodobieństwo, a głupsi robią to słabiej. > Jeżeli uznajesz jakieś prawo logiczne, np. prawo tożsamości za prawdziwe to również z niczego to nie wynika. Po prostu postrzegasz to jako "samooczywiste" i jeśli ktoś zechciałby to zakwestionować to nie jesteś w stanie podać żadnego (innego niż to prawo) powodu dlaczego to prawo uznajesz za prawdziwe.To są tylko umowy. Twoja erystyka się nie broni, bo nie biorę sobie żadnych praw z powietrza by postrzegać je jako samooczywiste tylko dlatego, że uznaję je za prawdziwe. Marna próba manipulacji trolla. > >Sprecyzowałem, a definicję wiary to Ty zmieniasz dodając do niej nagle dowodowi atrybutu nieformalności. Taką samą ucieczką jest nadanie mu atrybutu pewnika (100% pewności). Tak właśnie próbował nieudolnie argumentować Jan Lewandowski i za to był niemiłosiernie tłamszony w każdej dyskusji.> Nie sprecyzowałeś.Kłamiesz, albo jesteś upośledzony i nie dostrzegasz oczywistego sprecyzowania. Po prostu tradycyjnie uciekasz przed argumentami. > >Wolna wola to mem wprowadzony znikąd, niesprecyzowany i logicznie sprzeczny w obrębie tych niby-sprecyzowanych stwierdzeń.> "Mechanizmy" to twój mem, czyli element (jak to piszesz) twojej "teoryjki językowej". Jeśli np. powiesz sobie a priori że "wszystko jest mechanizmem" to nie dziwota, że później dostajesz taki wniosek  Typowe brednie schizola, których nikt nie bierze pod uwagę. Jesteś już bliski obłędu Jana Lewandowskiego, który w podobny sposób twierdził, że nie udowodnisz, że gdy uderzysz w stół ręka nie przeleci przez niego. Mechanizm to coś co działa, czyli istnieje. Z empirycznej obserwacji wynika, że wszystko co istnieje ma jakąś regułę działania. I nie da się by reguły nie było - jeśli jest nią chaos, to też jest to mechanizm. Nie da się by istniał niemechanizm. No ale tego też nie rozumiesz, bo dla Ciebie istnieje nieempiryczna empiria i niemecheniczne mechanizmy. Po prostu nie rozumiesz dlaczego coś jest określane danym słowem, co ono oznacza itd. Czytaj, ucz się, zamiast próbować się mądrzyć. > >Na podstawie argumentów, które wymieniłem i kontrargumentów wobec alternatywnych teorii. Pisałem przecież o tym czym jest metoda naukowa. Mógłbyś się z tym zapoznać.> A zgodnie z tym co sam piszesz twoje argumenty są sformułowane jedynie w twej "teoryjce językowej", są jedynie twoim "modelem" więc nie mają nic wspólnego z prawdą (chyba że tylko przez przypadek). Na tym właśnie polega wielka samowywrotność tych andronów.Serio uważasz, że metoda udawania, że nie rozumiesz co jest desygnatem tego modelu, albo faktyczne jego niezrozumienie to coś czym wygrasz dyskusję? Ochłoń małolat i ogarnij się.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Brednie. Prawdopodobieństwo to przybliżenie, więc nie wymaga pojęcia prawdy absolutnej i nie prowadzi do żadnych sprzeczności, a jest jedynie oceną podmiotu tego jak potoczą się mechanizmy. Mądrzejsi lepiej oceniają prawdopodobieństwo, a głupsi robią to słabiej.
Co ty masz z tą prawdą absolutną ? Jeśli ustalasz pewne kryteria porównywania prawdopodobieństwa to znów wracamy do tego samego. Proste.
>To są tylko umowy. Twoja erystyka się nie broni, bo nie biorę sobie żadnych praw z powietrza by postrzegać je jako samooczywiste tylko dlatego, że uznaję je za prawdziwe. Marna próba manipulacji trolla.
Przepraszam bardzo, ale ja tutaj erystyki nie uprawiam i wypraszam sobie takie zarzuty.
>Mechanizm to coś co działa, czyli istnieje. Z empirycznej obserwacji wynika, że wszystko co istnieje ma jakąś regułę działania.
Ty chyba nie wiesz o czym piszesz. W empirii to masz jedynie zbiór wrażeń w momencie teraźniejszym. Uogólnienie indukcyjne nie jest już empiryczną obserwacją.
>Nie da się by istniał niemechanizm.
Zapytałem czym jest "mechanizm" to dałeś mi tautologiczną definicje, że "wszystkim". Na takiej samej podstawie ja mogę sobie cokolwiek napisać ale byłoby to prawdziwe jedynie w świetle moich prywatnych definicji. Podobnie jest u ciebie, bo nie akceptujesz szeroko przyjętych definicji pojęć takich jak np. "algorytm".
>Serio uważasz, że metoda udawania, że nie rozumiesz co jest desygnatem tego modelu, albo faktyczne jego niezrozumienie to coś czym wygrasz dyskusję? Ochłoń małolat i ogarnij się.
Cokolwiek napisze twój oponent, ty odpisujesz że jest to jego "teoryjka językowa". Problem z tobą jest taki, że sam siedzisz we własnej "teoryjce językowej" i dlatego nic do ciebie nie dociera.
.
|
|
| | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Brednie. Prawdopodobieństwo to przybliżenie, więc nie wymaga pojęcia prawdy absolutnej i nie prowadzi do żadnych sprzeczności, a jest jedynie oceną podmiotu tego jak potoczą się mechanizmy. Mądrzejsi lepiej oceniają prawdopodobieństwo, a głupsi robią to słabiej. >Co ty masz z tą prawdą absolutną ? Jeśli ustalasz pewne kryteria porównywania prawdopodobieństwa to znów wracamy do tego samego. Proste.
Do tego samego czyli do czego? Do tego, że nie rozumiesz podstaw? Co ja mam z prawdą absolutną? To Twoje stwierdzenie wymaga tego pojęcia, byśmy nie wiedzieli co w 100% nią jest i jednocześnie posługiwali się modelami, które faktycznie adekwatnie ją opisują. A bez tego wszystko jest jasne i klarowne i nie wymaga żadnego wyjaśniania w nieskończoność.
>>To są tylko umowy. Twoja erystyka się nie broni, bo nie biorę sobie żadnych praw z powietrza by postrzegać je jako samooczywiste tylko dlatego, że uznaję je za prawdziwe. Marna próba manipulacji trolla. >Przepraszam bardzo, ale ja tutaj erystyki nie uprawiam i wypraszam sobie takie zarzuty.
Nie kłam. Każdy może poczytać Twoje posty, które poza erystyką praktycznie nie zawierają nic innego. I właśnie powyżej Ci to udowodniłem, a Ty teraz nieudolnie próbujesz się wykręcać. Żenada.
>>Mechanizm to coś co działa, czyli istnieje. Z empirycznej obserwacji wynika, że wszystko co istnieje ma jakąś regułę działania. >Ty chyba nie wiesz o czym piszesz.
Pseudoargument trolla po raz n-ty.
>W empirii to masz jedynie zbiór wrażeń w momencie teraźniejszym.
Serio? A przed chwilą pisałeś, że teorię metafizyczną także, skoro mylisz ten zbiór wrażeń z solipsyzmem czyli postawą filozoficzną.
W empirii to masz obserwację, która weryfikuje teorię. Jak widzimy wszystko co działa ma swoją regułę działania. Niemechanizm nie może istnieć, bo mechanizm jest tak zdefiniowany by wszystko co istnieje wpisywało się w pojęcie mechanizmu, dlatego na nic Ci ta marna antymechanicystyczna pseudofilozofia.
>>Nie da się by istniał niemechanizm. >Zapytałem czym jest "mechanizm" to dałeś mi tautologiczną definicje, że "wszystkim". Na takiej samej podstawie ja mogę sobie cokolwiek napisać ale byłoby to prawdziwe jedynie w świetle moich prywatnych definicji.
Napisałem, że wszystkim co działa. Wszystko co działa ma jakąś regułę działania i ta reguła to właśnie mechanizm. Jesteś upośledzony, że muszę tłumaczyć Ci takie podstawy?
>Podobnie jest u ciebie, bo nie akceptujesz szeroko przyjętych definicji pojęć takich jak np. "algorytm".
Projekcja. Nie rozumiesz czym jest algorytm, więc mi zarzucasz, że niby ja nie rozumiem. Każdemu mechanizmowi odpowiada algorytm czyli sposób wykonania. Niektóre mechanizmy nie dają się ściśle odtworzyć bo wymagają wprowadzenia zmiennych, które wynikają z losowości lub które są elementami większego mechanizmu, który nie jest skorelowany z mechanizmem mniejszym.
>Cokolwiek napisze twój oponent, ty odpisujesz że jest to jego "teoryjka językowa". Problem z tobą jest taki, że sam siedzisz we własnej "teoryjce językowej" i dlatego nic do ciebie nie dociera.
Udowodnij te brednie. W jakiej niby teoryjce językowej siedzę? Oczywiście znów bredzisz i znów uciekniesz, bo nie siedzę w żadnej tego typu teoryjce, a jedynie Ty po raz n-ty wymyślasz projekcję, bo jesteś bezsilny i musisz uciekać, bo nie masz honoru i jaj by przyznać się do błędu. To tak jak szarley i inni wierzący. To typowe dla tego typu grupy ludzi.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Do tego samego czyli do czego?
Do tych samych problemów epistemologicznych. Na podstawie czystych danych empirycznych nie jesteś po pierwsze zdolny do wyboru jakiegokolwiek modelu (bo istnieje nieskończenie wiele różnych modeli w takim samym stopniu potwierdzonych przez dane), po drugie nawet gdyby było jakieś jednoznaczne kryterium to jeszcze z automatu nie oznaczałoby, że spójność tego kryterium implikuje jego poprawność (nawet tylko w sensie adekwatności empirycznej). W żadnym wypadku na podstawie samych danych empirycznych nie da się podjąć decyzji, nawet co do "prawdopodobieństwa".
>które faktycznie adekwatnie ją opisują.
Jeżeli to twierdzenie chcesz rozciągnąć na przyszłość to już nie opierasz się na empirii, tylko w tym momencie znów wygłaszasz twierdzenia metafizyczne.
>Serio? A przed chwilą pisałeś, że teorię metafizyczną także, skoro mylisz ten zbiór wrażeń z solipsyzmem czyli postawą filozoficzną.
To przecież ty głupolku nie jesteś zdolny odróżnić tego co stwierdza definiujący od tego co stwierdza osoba zajmująca definiowane stanowisko. Jak mam z tobą rozmawiać skoro nawet nie jesteś w stanie zrozumieć czegoś tak prostego ?
>W empirii to masz obserwację, która weryfikuje teorię.
Ja się zgadzam, że empiria weryfikuje teorie ale w żadnym razie jej nie wyznacza. To teoria jest pierwotna i trzeba ją uznać za racjonalną z innych powodów, żeby w ogóle przystąpić do jej empirycznego testowania.
>Projekcja. Nie rozumiesz czym jest algorytm, więc mi zarzucasz, że niby ja nie rozumiem. Każdemu mechanizmowi odpowiada algorytm czyli sposób wykonania. Niektóre mechanizmy nie dają się ściśle odtworzyć bo wymagają wprowadzenia zmiennych, które wynikają z losowości lub które są elementami większego mechanizmu, który nie jest skorelowany z mechanizmem mniejszym.
Dobrze chociaż że napisałeś precyzyjniej co rozumiesz pod pojęciem "mechanizm". Ja ci oczywiście nie zabronię wiary w "algorytmiczną" dusze (nawet wbrew tak ścisłym dowodom), ale trochę to naiwne.
>Udowodnij te brednie. W jakiej niby teoryjce językowej siedzę? Oczywiście znów bredzisz i znów uciekniesz, bo nie siedzę w żadnej tego typu teoryjce, a jedynie Ty po raz n-ty wymyślasz projekcję, bo jesteś bezsilny i musisz uciekać, bo nie masz honoru i jaj by przyznać się do błędu. To tak jak szarley i inni wierzący. To typowe dla tego typu grupy ludzi.
Głównym moim zarzutem jest to, że nie respektujesz szeroko przyjętych definicji, ale narzucasz własne. Nie jest to jedynie moja opinia.
.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Do tego samego czyli do czego?> Do tych samych problemów epistemologicznychTo Ty masz z tym problem, ale nie przypisuj go innym. > Na podstawie czystych danych empirycznych nie jesteś po pierwsze zdolny do wyboru jakiegokolwiek modelu (bo istnieje nieskończenie wiele różnych modeli w takim samym stopniu potwierdzonych przez dane), po drugie nawet gdyby było jakieś jednoznaczne kryterium to jeszcze z automatu nie oznaczałoby, że spójność tego kryterium implikuje jego poprawność (nawet tylko w sensie adekwatności empirycznej). W żadnym wypadku na podstawie samych danych empirycznych nie da się podjąć decyzji, nawet co do "prawdopodobieństwa".Brednie. Bełkoczesz jak jakiś guru, którego wypociny inni mają przyjąć na słowo. Żadne z tych założeń nie jest uargumentowane. Po pierwsze na podstawie danych empirycznych i zastosowaniu metody naukowej dochodzimy do teorii, które właściwie można nazwać empirycznymi. Nie mają one nic wspólnego z metafizyką ani nie potrzebują pojęcia prawdy absolutnej. Model służy tylko do opisu. Ty argumentujesz jak schizol, który nie ufa danym ze zmysłów i zrównuje je z urojeniami, którym paradoksalnie ufa. > To przecież ty głupolku nie jesteś zdolny odróżnić tego co stwierdza definiujący od tego co stwierdza osoba zajmująca definiowane stanowisko. Jak mam z tobą rozmawiać skoro nawet nie jesteś w stanie zrozumieć czegoś tak prostego ?nie rozumiesz czym jest solipsyzm i mylisz to ze skrajnym empiryzmem i jeszcze dodatkowo projektujesz na mnie swoją głupotę, zwalając winę swój odczuwany dysonans poznawczy. > >W empirii to masz obserwację, która weryfikuje teorię.> Ja się zgadzam, że empiria weryfikuje teorie ale w żadnym razie jej nie wyznaczaWyznacza, bo teorie powstają na podstawie empirii. > To teoria jest pierwotna i trzeba ją uznać za racjonalną z innych powodów, żeby w ogóle przystąpić do jej empirycznego testowania.Gdyby tak było to przez to błędne koło nie powstałaby żadna teoria i nie byłoby co weryfikować. Faktycznie jest tak: - widzisz dane i je zapisujesz w takiej formie w jakiej przedstawia Ci to mózg apriorycznie (błędne teorie) - analizujesz to logicznie, więc modyfikujesz swoje teorie - sprawdzasz je empirycznie i modyfikujesz Czego znów nie rozumiesz? > Dobrze chociaż że napisałeś precyzyjniej co rozumiesz pod pojęciem "mechanizm". Ja ci oczywiście nie zabronię wiary w "algorytmiczną" dusze (nawet wbrew tak ścisłym dowodom), ale trochę to naiwne.Nie wierzę w żadną duszę. Ty natomiast wierzysz w niealgorytmiczne algorytmy - brawo  > Głównym moim zarzutem jest to, że nie respektujesz szeroko przyjętych definicji, ale narzucasz własne. Nie jest to jedynie moja opinia.To jest jedynie Twoja projekcja, bo sam tak robisz i wiele razy Ci to udowodniłem, ale i tak brniesz w zaparte i wydaje Ci się dziecko, że pozjadałeś wszystkie rozumy. Nikt mi niczego takiego nie wykazał.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
> Po pierwsze na podstawie danych empirycznych i zastosowaniu metody naukowej dochodzimy do teorii, które właściwie można nazwać empirycznymi. Nie mają one nic wspólnego z metafizyką ani nie potrzebują pojęcia prawdy absolutnej.Na podstawie danych empirycznych nie masz kryterium wyboru teorii/modelu/hipotezy, ponieważ zawsze możesz rozważyć nieskończony zbiór hipotez, które dla naszych czasów (lub miejsca w którym wykonujemy pomiary) redukuje się do tego samego modelu. Naturalnymi przykładami są oczywiście teorie kosmologiczne (które zakładają ewolucje wszechświata w czasie). Zawsze można podać nieskończenie wiele modeli, które dla naszej epoki redukują się do tego samego modelu. Taki zbiór jest nierozróżnialny empirycznie, wszelkie dane empiryczne (z naszej epoki) potwierdzające jeden z tych modeli będą potwierdzały wszystkie modele z tej grupy. > Model służy tylko do opisu.Na podstawie danych empirycznych nie wiesz, który model wybrać do opisu. > Ty argumentujesz jak schizol, który nie ufa danym ze zmysłów i zrównuje je z urojeniami, którym paradoksalnie ufa.Z automatu przyjmujesz, że jeśli piszę, że coś opiera się na wierze to znaczy, że jest nieuzasadnione. Ja nigdzie tak nie twierdzę, nie kwestionuje również prawdziwości teorii naukowych, więc wytłumacz się lepiej skąd takie insynuacje ? Twierdzę tylko, że nie da się wybrać teorii naukowej w oparciu o dane doświadczalne. > Wyznacza, bo teorie powstają na podstawie empirii.Możesz to wypierać, ale faktem pozostaje, że zawsze masz nieskończony zbiór modeli w takim samym stopniu zgodnych z posiadanymi danymi empirycznymi  > Gdyby tak było to przez to błędne koło nie powstałaby żadna teoria i nie byłoby co weryfikować. Faktycznie jest tak:> - widzisz dane i je zapisujesz w takiej formie w jakiej przedstawia Ci to mózg apriorycznie (błędne teorie)> - analizujesz to logicznie, więc modyfikujesz swoje teorie> - sprawdzasz je empirycznie i modyfikujeszNiemożliwe, bo zawsze jest nieskończenie wiele spójnych logicznie modeli ale w takim samym stopniu zgodnych z danymi. Teorie fizyczne tak nie mogą powstawać (z czysto logicznych powodów) i rzeczywiście nie powstawały w ten sposób (czego uczy historia). Masz błędne wyobrażenie na temat tego jak powstawały teorie fizyczne. Na jakiej podstawie doszedłeś do tych wniosków, które wyżej wypisałeś ? Możesz podać jakąś bibliografie ? Obawiam się, że za tymi tezami nie stoi nic poza twoją bujną wyobraźnią. .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Po pierwsze na podstawie danych empirycznych i zastosowaniu metody naukowej dochodzimy do teorii, które właściwie można nazwać empirycznymi. Nie mają one nic wspólnego z metafizyką ani nie potrzebują pojęcia prawdy absolutnej.> Na podstawie danych empirycznych nie masz kryterium wyboru teorii/modelu/hipotezy, ponieważ zawsze możesz rozważyć nieskończony zbiór hipotez, które dla naszych czasów (lub miejsca w którym wykonujemy pomiary) redukuje się do tego samego modelu. Naturalnymi przykładami są oczywiście teorie kosmologiczne (które zakładają ewolucje wszechświata w czasie). Zawsze można podać nieskończenie wiele modeli, które dla naszej epoki redukują się do tego samego modelu. Taki zbiór jest nierozróżnialny empirycznie, wszelkie dane empiryczne (z naszej epoki) potwierdzające jeden z tych modeli będzie potwierdzał wszystkie modele z tej grupy.Co to za wymysł? Nieskończenie wiele modeli? A skądżeś je wziął? Redukują się i tak do tego? No to w czym problem? I niby w jaki sposób się redukują? Bredzisz od rzeczy i w żaden sposób nie usprawiedliwiasz w ten sposób swoich parateoryjek. > >Model służy tylko do opisu.> Na podstawie danych empirycznych nie wiesz, który model wybrać do opisu.Wiem. Dane empiryczne + logiczna analiza + aprioryczne błędne modele, które modyfikujemy i sprawa rozwiązana. Z czym masz problem? > >Ty argumentujesz jak schizol, który nie ufa danym ze zmysłów i zrównuje je z urojeniami, którym paradoksalnie ufa.> Z automatu przyjmujesz, że jeśli piszę, że coś opiera się na wierze to znaczy, że jest nieuzasadnione.Taka jest właśnie definicja wiary. Jeśli jest uzasadnione, to nie jest już wiarą, tylko opiera się na jakichś solidnych przesłankach. Wiara jest przyjmowana bez przesłanek. > Twierdzę tylko, że nie da się wybrać teorii naukowej w oparciu o dane doświadczalne.Czyli twierdzisz, że nauka jest oderwana od empirycznych danych, a w rzeczywistości jest na odwrót niż w Twoim idiotycznym stwierdzonku. > >Wyznacza, bo teorie powstają na podstawie empirii.> Możesz to wypierać, ale faktem pozostaje, że zawsze masz nieskończony zbiór modeli w takim samym stopniu zgodnych z posiadanymi danymi empirycznymi  Bo Ty tak sobie wymyśliłeś? Haha faktycznie nieskończonych i oczywiście Ty sobie policzyłeś do nieskończoności by to sprawdzić  > >Gdyby tak było to przez to błędne koło nie powstałaby żadna teoria i nie byłoby co weryfikować. Faktycznie jest tak:> >- widzisz dane i je zapisujesz w takiej formie w jakiej przedstawia Ci to mózg apriorycznie (błędne teorie)> >- analizujesz to logicznie, więc modyfikujesz swoje teorie> >- sprawdzasz je empirycznie i modyfikujesz> Niemożliwe, bo zawsze jest nieskończenie wiele spójnych logicznie modeli ale w takim samym stopniu zgodnych z danymi.Równie dobrze możesz napisać, że każdy kot ma 7 odnóży, więc koty nie istnieją, bo obserwujemy tylko te z 4 odnóżami, a przecież jest nieskończona ilość teorii na temat odnóży u kotów  > Teorie fizyczne tak nie mogą powstawać (z czysto logicznych powodów) i rzeczywiście nie powstawały w ten sposób (czego uczy historia). Masz błędne wyobrażenie na temat tego jak powstawały teorie fizyczne. Na jakiej podstawie doszedłeś do tych wniosków, które wyżej wypisałeś ? Możesz podać jakąś bibliografie ?> Obawiam się, że za tymi tezami nie stoi nic poza twoją bujną wyobraźnią.To nie moja wina, że nie rozumiesz podstaw. Rozłóż sobie myślenie na czynniki pierwsze i wyjdzie Ci to co mi. A nie, przecież u Ciebie myślenie polega na emocjach i kopiuj - wklej z jakichś paraźródeł, których i tak dobrze nie doczytałeś.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Co to za wymysł? Nieskończenie wiele modeli? A skądżeś je wziął? Redukują się i tak do tego? No to w czym problem? I niby w jaki sposób się redukują? Bredzisz od rzeczy i w żaden sposób nie usprawiedliwiasz w ten sposób swoich parateoryjek.
W tym problem, że te modele przewidują ewolucje wszechświata w sprzeczny sposób, ale mają te same przewidywania jeśli chodzi o dane empiryczne w naszych czasach i w naszej części wszechświata.
>Wiem. Dane empiryczne + logiczna analiza + aprioryczne błędne modele, które modyfikujemy i sprawa rozwiązana. Z czym masz problem?
Na początku polemizowałem z poglądem, że teorie można wybrać na podstawie czystych danych empirycznych. To co napisałeś wyżej wygląda już lepiej. W każdym razie żeby testowanie jakiegoś modelu miało sens to taki model musi być najpierw uznany za racjonalny z poza-empirycznych powodów. Wszelkie testy empiryczne (w tym analizy statystyczne) wyznaczają jedynie klasę hipotez, więc mogą posłużyć do weryfikacji, ale nie do mechanicznego zamienienia danych w teorie.
>Wiara jest przyjmowana bez przesłanek.
To że coś jest przyjęte bez przesłanek nie oznacza samo w sobie, że nie należy tego przyjmować. Jeśli mówimy o podstawowych prawach logiki, to trzeba je ostatecznie przyjąć bez przesłanek, tylko dlatego, że "widzimy" je jako samooczywiste ale nie jest to powód aby ich nie akceptować.
>Czyli twierdzisz, że nauka jest oderwana od empirycznych danych, a w rzeczywistości jest na odwrót niż w Twoim idiotycznym stwierdzonku.
Twierdzę, że teorie naukowe w jakiejś części (na pewno nie całkowicie) zgadzają się z dotychczasowymi danymi empirycznymi. Nie zmienia to faktu, że dałoby się wybrać wiele innych sprzecznych z nimi teorii tak samo zgodnych z posiadanymi danymi, ale mających inne przewidywania w przyszłości albo dla eksperymentów, których nie wykonano. Ale są powody przemawiające za tym, że wybrane teorie są takie a nie inne, np. kryteria estetyczne.
>Haha faktycznie nieskończonych i oczywiście Ty sobie policzyłeś do nieskończoności by to sprawdzić
Nie muszę liczyć do nieskończoności, aby pokazać, że jakiś zbiór ma moc nieskończoną. Co ty znowu pleciesz ?
>Równie dobrze możesz napisać, że każdy kot ma 7 odnóży, więc koty nie istnieją, bo obserwujemy tylko te z 4 odnóżami, a przecież jest nieskończona ilość teorii na temat odnóży u kotów
Jak to się ma do tego co piszę ? Mówię, że jest nieskończona ilość hipotez tak samo dobrze potwierdzonych przez dane empiryczne. Taka sytuacja powstaje np. wtedy gdy nieskończony zbiór różnych hipotez H1, H2, H3... redukuje się do tej samej hipotezy H w zakresie w jakim mamy dane empiryczne (czasowym lub przestrzennym). Dobrym przykładem są teorie kosmologiczne o których pisałem wyżej.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >W tym problem, że te modele przewidują ewolucje wszechświata w sprzeczny sposób, ale mają te same przewidywania jeśli chodzi dane empiryczne w naszych czasach i w naszej części wszechświata.
Podaj jakiś przykład, bo póki co jedynie bredzisz od rzeczy. Ale gdyby faktycznie tak było, to właśnie zbliżylibyśmy się do sedna tego czym jest nauka i że nie bada prawdy absolutnej jako takiej, a jeśli bada to nigdy o tym nie wie. I tu tkwi właśnie różnica między wiarą i nauką. Bo jeśli ja nie wierzę, to właśnie objawia się to tak, że wiem o tym, że nie wiem. I cały czas mówimy o czymś co można nazwać dużymi teoriami. Są jeszcze proste fakty, które wiemy akurat na 100%, ale dotyczy to małych teorii, albo najbardziej trywialnych stwierdzeń o charakterze ogólnym i sprzeczności między przyjętymi założeniami.
>>Wiem. Dane empiryczne + logiczna analiza + aprioryczne błędne modele, które modyfikujemy i sprawa rozwiązana. Z czym masz problem? >Na początku polemizowałem z poglądem, że teorie można wybrać na podstawie czystych danych empirycznych. To co napisałeś wyżej wygląda już lepiej. W każdym razie żeby testowanie jakiegoś modelu miało sens to taki model musi być najpierw uznany za racjonalny z poza-empirycznych powodów. Wszelkie testy empiryczne (w tym analizy statystyczne) wyznaczają jedynie klasę hipotez, więc mogą posłużyć do weryfikacji, ale nie do mechanicznego zamienienia danych w teorie.
Czyli masz tu prosty algorytm: - na wejściu są dane empiryczne ze sprawdzonymi ewolucyjnie sposobami przetwarzania ich przez filtry, dzięki czemu nasze wizualizacje terenu są bardzo precyzyjne Gdy wnikamy w strukturę przedmiotów, naturalną koleją rzeczy są pytania o filozofię. Jeśli docieramy do podstawowego budulca materii, to zaczynamy się zastanawiać co nim kieruje. Gdy operujemy na poziomie mechanizmów to zadajemy sobie pytanie o ich źródło. Tu faktycznie jest mnóstwo możliwych teorii, ale wybierając najbardziej pasującą kierujemy się wiedzą. Możemy też nie wierzyć w nic. Generalnie modele naukowe stają się lepsze dzięki podważaniu ich. Wiara nie przetrwa pierwszej takiej próby.
>>Wiara jest przyjmowana bez przesłanek. >To że coś jest przyjęte bez przesłanek nie oznacza samo w sobie, że nie należy tego przyjmować.
Oznacza.
>Jeśli mówimy o podstawowych prawach logiki, to trzeba je ostatecznie przyjąć bez przesłanek, tylko dlatego, że "widzimy" je jako samooczywiste ale nie jest to powód aby ich nie akceptować.
No to właśnie mamy przesłanki, więc co Ty bredzisz, że trzeba je przyjąć bez przesłanek? I logiki to się akurat uczymy wraz z dojrzewaniem, podobnie jak danych empirycznych i solidnych sprawdzonych teorii, które przetrwały dotychczasowe próby podważenia. Wiele takich teorii trzeba obalić, gdy pojawia się nowa perspektywa.
>>Czyli twierdzisz, że nauka jest oderwana od empirycznych danych, a w rzeczywistości jest na odwrót niż w Twoim idiotycznym stwierdzonku. >Twierdzę, że teorie naukowe w jakiejś części (na pewno nie całkowicie) zgadzają się z dotychczasowymi danymi empirycznymi. Nie zmienia to faktu, że dałoby się wybrać wiele innych sprzecznych z nimi teorii tak samo zgodnych z posiadanymi danymi, ale mających inne przewidywania w przyszłości albo dla eksperymentów, których nie wykonano. Ale są powody przemawiające za tym, że wybrane teorie są takie a nie inne, np. kryteria estetyczne.
Jakie kryteria estetyczne? O czym Ty bredzisz? Najpierw przedstaw takie teorie, bo nie lubię takich rozmów z guru, których jedynym argumentem jest wiata. Gdyby nawet doszło do sprzeczności takich teorii, to nie decydowałyby żadne kryteria estetyczne, tylko mielibyśmy naukowo stwierdzone równorzędne hipotezy. Masz tak często w nauczaniu medycyny. Nie znamy przyczyn wielu chorób, ani nie mamy optymalnego sposobu operowania różnych przypadków. Są więc nauczane różne hipotezy na ten temat i różne metody i każda z nich jest nauką. Problem ma dopiero ktoś poszukujący prawdy absolutnej.
>>Haha faktycznie nieskończonych i oczywiście Ty sobie policzyłeś do nieskończoności by to sprawdzić >Nie muszę liczyć do nieskończoności, aby pokazać, że jakiś zbiór ma moc nieskończoną. Co ty znowu pleciesz ?
Nie ma tu żadnej nieskończoności. Nie udowodnisz tego w żaden sposób.
>>Równie dobrze możesz napisać, że każdy kot ma 7 odnóży, więc koty nie istnieją, bo obserwujemy tylko te z 4 odnóżami, a przecież jest nieskończona ilość teorii na temat odnóży u kotów >Jak to się ma do tego co piszę ? Mówię, że jest nieskończona ilość hipotez tak samo dobrze potwierdzonych przez dane empiryczne.
No i skąd niby wiesz, że nieskończona? To Twoje wyznanko wiary.
>Taka sytuacja powstaje np. wtedy gdy nieskończony zbiór różnych hipotez H1, H2, H3 redukuje się do tej samej hipotezy H w zakresie w jakim mamy dane empiryczne (czasowym lub przestrzennym). Dobrym przykładem są teorie kosmologiczne o których pisałem wyżej.
Podaj konkretny przykład.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Podaj jakiś przykład, bo póki co jedynie bredzisz od rzeczy.
Jest to argument logiczny a nie historyczny. Z samego logicznego rozumowania wynika, że mając jakiś zbiór danych przyporządkowanych do miejsca i czasu wykonania poszczególnych pomiarów możesz dopasować do tych danych taki zbiór sprzecznych modeli, że dla tych przedziałów miejsca i czasu (w których wykonywałeś pomiary) modele te będą całkowicie zgodne.
Zbiór danych, które posiadamy możesz wyobrażać sobie jako funkcje czteroargumentową f(x,y,z,t) określoną na dyskretnej dziedzinie.
Jest oczywiste, że nie jesteśmy w stanie wykonać pomiarów w każdym czasie i w każdym miejscu wszechświata.
A więc istnieje pewien punkt q = (t,x,y,z) taki, że f jest nieokreślona dla q
Teraz, nieskończona klasa modeli dokładnie tak samo potwierdzonych w świetle posiadanych danych empirycznych to np. zbiór składający się z modeli:
mk(t,x,y,z) = k dla (t,x,y,z) = q , f(t,x,y,z) w zakresie dziedziny f, 0 w przeciwnym wypadku
(gdzie k należy do naturalnych - ograniczmy przestrzeń możliwych wyników eksperymentu tylko do zbioru mapującego się na liczby naturalne)
>Ale gdyby faktycznie tak było, to właśnie zbliżylibyśmy się do sedna tego czym jest nauka i że nie bada prawdy absolutnej jako takiej, a jeśli bada to nigdy o tym nie wie. I tu tkwi właśnie różnica między wiarą i nauką. Bo jeśli ja nie wierzę, to właśnie objawia się to tak, że wiem o tym, że nie wiem.
Problem który przytoczyłem wyżej uniemożliwia wybór (na podstawie tylko i wyłącznie danych empirycznych) jakiegokolwiek modelu nawet pod względem prawdopodobieństwa i nawet pod względem adekwatności empirycznej (a niekoniecznie prawdziwości). W rzeczywistości jest tak, że bardziej lub mniej świadomie opieramy się na kryteriach estetycznych, pewnych intuicyjnych symetriach itd, ty jednak chcesz wszystko zredukować do danych empirycznych dlatego dochodzi do takich problemów.
>I cały czas mówimy o czymś co można nazwać dużymi teoriami. Są jeszcze proste fakty, które wiemy akurat na 100%, ale dotyczy to małych teorii, albo najbardziej trywialnych stwierdzeń o charakterze ogólnym i sprzeczności między przyjętymi założeniami.
Podaj konkretny przykład takiego prostego faktu o którym wiesz na 100%.
>>Jeśli mówimy o podstawowych prawach logiki, to trzeba je ostatecznie przyjąć bez przesłanek, tylko dlatego, że "widzimy" je jako samooczywiste ale nie jest to powód aby ich nie akceptować. >No to właśnie mamy przesłanki, więc co Ty bredzisz, że trzeba je przyjąć bez przesłanek?
A jaką masz przesłankę na to, że metody wnioskowania, które "widzisz" jako logicznie poprawne rzeczywiście są logicznie poprawne ?
>I logiki to się akurat uczymy wraz z dojrzewaniem, podobnie jak danych empirycznych i solidnych sprawdzonych teorii, które przetrwały dotychczasowe próby podważenia. Wiele takich teorii trzeba obalić, gdy pojawia się nowa perspektywa.
Właśnie ci to próbuje wytłumaczyć, że teorie sprawdzają się w przyszłości, ponieważ ktoś je wybrał z głębszych powodów niż dane empiryczne. Zamiast OTW dało się wymyślić nieskończenie wiele innych modeli tak samo mocno konfirmowanych przez dostępne dane empiryczne. Nie oznacza to przecież że wybór jest tutaj dowolny.
>Jakie kryteria estetyczne? O czym Ty bredzisz? Najpierw przedstaw takie teorie, bo nie lubię takich rozmów z guru, których jedynym argumentem jest wiata. Gdyby nawet doszło do sprzeczności takich teorii, to nie decydowałyby żadne kryteria estetyczne, tylko mielibyśmy naukowo stwierdzone równorzędne hipotezy.
Symetrie i matematyczne sformułowanie teorii. Natomiast do suchych danych empirycznych zawsze możesz przyporządkować nieskończenie wiele równorzędnych hipotez formalnie tak samo dobrze potwierdzonych w świetle tych danych. Wiele nie trzeba, zawsze da się na chama tak poprzerabiać formalizm aby redukował się do oryginalnych wzorów tam gdzie mamy wyniki, a wszędzie indziej przechodził w całkowicie inne zależności. Cóż to za problem.
>Podaj konkretny przykład.
STW + teoria eteru Lorentza (dla różnych prędkości wiatru eteru) tworzą klasę nieskończenie wielu wzajemnie sprzecznych modeli i formalnie spójnych z aktualnie posiadanymi danymi empirycznymi.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | No i zero argumentów, tylko jak zwykle ucieczki na około i powtarzanie wyznań wiary schizola. Dobrze, że jesteś bo unaoczniasz tu jako przykład jak wygląda przyjęcie głupiej wiary zamiast używania rozumu. Brawo
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | Dobra, to czas ostatecznie zaorać te Twoje oderwane od rzeczywistości wypociny i wykazać, że Twoja schizo-filozofia jest śmieszna przy realnych przykładach.
Masz dane empiryczne: koleś idący w Twoją stronę, ubrany w dres, groźnie się patrzący i trzymający w ręku kij hokejowy. Odbierasz też bodziec słuchowy w postaci zawołania "chodź no tu lamusie". Możesz zaufać danym ze zmysłów i posłużyć się modelami typu naukowego, czyli dopasować te dane do teorii "ten sebix chce mi coś zrobić, jest niezrównoważony i powinienem uciekać, lub jeśli jestem powolny, a mam zdolności interpersonalne to powinienem go przegadać i się z nim skumać żeby stał się niegroźny". Ty jednak stwierdzisz, że ten model z danymi jest jednym z nieskończoności innych możliwych bo sobie wprowadzasz bezmyślnie taki dogmat bez żadnych przesłanek. Wg innego modelu, który sobie wymyśliłeś, te dane to imaginacja bo faktycznie leżysz sobie naćpany na łóżku i wystarczy, że wyobrazisz sobie, że koleś zniknie. Rzeczywistość boleśnie zweryfikuje złe modele. A my mamy doświadczenie dotyczące faktycznych mechanizmów i opisujemy to sprawdzonymi modelami. Prawda jest więc niewzruszona wobec Twoich dogmacików.
>Właśnie ci to próbuje wytłumaczyć, że teorie sprawdzają się w przyszłości, ponieważ ktoś je wybrał z głębszych powodów niż dane empiryczne. Zamiast OTW dało się wymyślić nieskończenie wiele innych modeli tak samo mocno konfirmowanych przez dostępne dane empiryczne. Nie oznacza to przecież że wybór jest tutaj dowolny.
Kompletna bzdura. Wybrano model, który sprawdzał się z danymi empirycznymi, a inne były mniej kompletne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
Chciałbym wyjaśnić jedną rzecz, ponieważ powtarzasz ją również w postach do innych użytkowników forum, a jest to kłamstwo. Ja nie twierdzę nigdzie, że nie ma wiarygodnego sposobu wyboru teorii naukowej (nie myl mojego stanowiska z samowywrotnym sceptycyzmem empirystycznym), twierdzę tylko że nie da się wybrać teorii naukowej na podstawie danych empirycznych. Nie da się tego zrobić nawet z samych powodów czysto logicznych, a i historia pokazuje, że najlepsze teorie nie były w ten sposób tworzone.
>Ty jednak stwierdzisz, że ten model z danymi jest jednym z nieskończoności innych możliwych bo sobie wprowadzasz bezmyślnie taki dogmat bez żadnych przesłanek.
To empirysta twierdzi, że wszystkie te modele są tak samo możliwe. To on uważa, że może opierać się jedynie na danych empirycznych z przeszłości.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Chciałbym wyjaśnić jedną rzecz, ponieważ powtarzasz ją również w postach do innych użytkowników forum, a jest to kłamstwo. Ja nie twierdzę nigdzie, że nie ma wiarygodnego sposobu wyboru teorii naukowej (nie myl mojego stanowiska z samowywrotnym sceptycyzmem empirystycznym), twierdzę tylko że nie da się wybrać teorii naukowej na podstawie danych empirycznych. Nie da się tego zrobić nawet z samych powodów czysto logicznych, a i historia pokazuje, że najlepsze teorie nie były w ten sposób tworzone.
No to przykład z sebixem idealnie obala twoje wypociny o braku możliwości wybrania teorii naukowej na podstawie danych empirycznych. Jedno i drugie to chore schizolskie wypociny.
>>Ty jednak stwierdzisz, że ten model z danymi jest jednym z nieskończoności innych możliwych bo sobie wprowadzasz bezmyślnie taki dogmat bez żadnych przesłanek. >To empirysta twierdzi, że wszystkie te modele są tak samo możliwe. To on uważa, że może opierać się jedynie na danych empirycznych z przeszłości.
Strawman - wmawiasz empiryście coś czego nie twierdzi. Nieempirysta czyli ktoś oderwany od rzeczywistości, czyli ty.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>No to przykład z sebixem idealnie obala twoje wypociny
Twój przykład z sebixem bardzo dobrze pokazuje, że nie da się (nawet potencjalnie) podjąć decyzji o wyborze modelu na podstawie danych empirycznych. Do tego potrzebna jest jakaś reguła czyli coś zasadniczo innego od danych empirycznych (wrażeń w świadomości lub odczytu z czujników w przypadku maszyny). Nawet gdyby istniała jakaś poprawna reguła konwertująca dane empiryczne na reguły to nie moglibyśmy o niej wiedzieć mając na początku same dane.
Nie moglibyśmy nic stwierdzić, bo pomiędzy daną empiryczną a zdaniem o wartości logicznej jest przepaść, której nie da się pokonać bez posłużenia się jakąkolwiek metodą wnioskowania.
>>To on uważa, że może opierać się jedynie na danych empirycznych z przeszłości. >Strawman - wmawiasz empiryście coś czego nie twierdzi.
Jeśli nie twierdzi, to nawet lepiej. Jednakże ten argument uważam za bardzo słaby, gdyż widziałem wielokrotnie, że tak twierdził.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>No to przykład z sebixem idealnie obala twoje wypociny >Twój przykład z sebixem bardzo dobrze pokazuje, że nie da się (nawet potencjalnie) podjąć decyzji o wyborze modelu na podstawie danych empirycznych. Do tego potrzebna jest jakaś reguła czyli coś zasadniczo innego od danych empirycznych (wrażeń w świadomości lub odczytu z czujników w przypadku maszyny). Nawet gdyby istniała jakaś poprawna reguła konwertująca dane empiryczne na reguły to nie moglibyśmy o niej wiedzieć mając na początku same dane.
Brednie. Dane empiryczne są już apriorycznie połączone z metaregułami. W momencie gdy widzisz sebixa, on już jest zinterpretowany wg ewolucyjnych filtrów jakie natura "zainstalowała" nam w mózgach. Prowadzi to do meta-pojęć, które są świadomie interpretowanymi fenomenami.
>Nie moglibyśmy nic stwierdzić, bo pomiędzy daną empiryczną a zdaniem o wartości logicznej jest przepaść, której nie da się pokonać bez posłużenia się jakąkolwiek metodą wnioskowania.
Taka przepaść jest jedynie w umyśle schizola i istnieje jako złudzenie wynikające z przyjęcia błędnej metodologii - faktycznie oderwanej od rzeczywistości, więc i danych empirycznych.
Z kolei same metody wnioskowania czy reguły są bezwartościowe bez danych empirycznych. Bez nich nie ma logiki i to w obserwacji ich jest zawarta logika, tylko trzeba ją trafnie zaobserwować i opisać. Twoje myślenie jest błędnokołowe i samowywrotne. Reguły nie istnieją poza danymi empirycznymi, tylko są w nich zawarte.
>>>To on uważa, że może opierać się jedynie na danych empirycznych z przeszłości. >>Strawman - wmawiasz empiryście coś czego nie twierdzi. >Jeśli nie twierdzi, to nawet lepiej. Jednakże ten argument uważam za bardzo słaby, gdyż widziałem wielokrotnie, że tak twierdził.
To, że jakiś jeden empirysta coś twierdził, nie oznacza, że empiryści tak twierdzą. Obalanie strawmana to kiepski sposób na uargumentowanie swojej tezy. Ja się nigdy nie spotkałem z empirystą, który twierdzi, że wszystkie tezy są tak samo możliwe i że jest ich nieskończoność.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Brednie. Dane empiryczne są już apriorycznie połączone z metaregułami. W momencie gdy widzisz sebixa, on już jest zinterpretowany wg ewolucyjnych filtrów jakie natura "zainstalowała" nam w mózgach. Prowadzi to do meta-pojęć, które są świadomie interpretowanymi fenomenami.
Możesz sobie tak uważać z punktu widzenia ogólniejszej teorii, jednak samo uzasadnienie tej teorii cierpi na te same problemy, jeśli jesteś empirystą.
>>>>To on uważa, że może opierać się jedynie na danych empirycznych z przeszłości. >>>Strawman - wmawiasz empiryście coś czego nie twierdzi. >>Jeśli nie twierdzi, to nawet lepiej. Jednakże ten argument uważam za bardzo słaby, gdyż widziałem wielokrotnie, że tak twierdził. >To, że jakiś jeden empirysta coś twierdził, nie oznacza, że empiryści tak twierdzą. Obalanie strawmana to kiepski sposób na uargumentowanie swojej tezy. Ja się nigdy nie spotkałem z empirystą, który twierdzi, że wszystkie tezy są tak samo możliwe i że jest ich nieskończoność.
Głuptasku sprawdź może najpierw na co odpisujesz. Napisałeś, że rzekomo obalam strawmana, bo wmawiam empiryście, że twierdzi, że może się opierać jedynie na danych empirycznych z przeszłości. Jeśli empirysta tak nie twierdzi to bardzo się ciesze, ale wątpię że tak jest. Empiryści zwykle twierdzą (i kłamią twierdząc to), że opierają się jedynie na danych empirycznych z przeszłości.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Brednie. Dane empiryczne są już apriorycznie połączone z metaregułami. W momencie gdy widzisz sebixa, on już jest zinterpretowany wg ewolucyjnych filtrów jakie natura "zainstalowała" nam w mózgach. Prowadzi to do meta-pojęć, które są świadomie interpretowanymi fenomenami.> Możesz sobie tak uważać z punktu widzenia ogólniejszej teorii, jednak samo uzasadnienie tej teorii cierpi na te same problemy, jeśli jesteś empirystą.Nie cierpi na żadne problemy. To ty znów wprowadzasz samowywrotną definicję uzasadnienia, której nic nie spełnia, włącznie ze wszystkimi twoimi pseudoteoriami jakie tutaj pocisz. Sam widok sebixa odwołuje się od metapojęć, które powodują, że go widzisz i odróżniasz i dostrzegasz jego cechy. Reszta to już kwestia informacji, bo to informacje prowadzą do wyłaniania się z nich reguł (trzeba je wyabstrahować, do czego prowadzi obserwacja plus najprostsze zasady logiki). > Głuptasku sprawdź może najpierw na co odpisujesz.Znów świetny przykład ad personam, które jest projekcją. Masz się podświadomie za idiotę (co paradoksalnie świadczy o jakimś zalążku świadomości, ale baaaardzo niewielkim), ale chcesz się uważać za mędrca i tak chcesz być postrzegany, więc gdy się kompromitujesz jedna półkula o tym wie, ale jest słabo połączona z drugą (najprawdopodobniej), która to wypiera i tworzy myślenie życzeniowe, stąd twoja kretyńska projekcja. Odpisuję na: \"olson\":Ty jednak stwierdzisz, że ten model z danymi jest jednym z nieskończoności innych możliwych bo sobie wprowadzasz bezmyślnie taki dogmat bez żadnych przesłanek. \"Jan Bednarski\": To empirysta twierdzi, że wszystkie te modele są tak samo możliwe. To on uważa, że może opierać się jedynie na danych empirycznych z przeszłości. \"olson\":Strawman - wmawiasz empiryście coś czego nie twierdzi.
Masz wybitną zdolność do ignorowania tego co istotne i skupiania się na pierdołach, typu poboczne zdanie o opieraniu się jedynie na danych empirycznych z przeszłości. Empirysta oprócz tego opiera się jeszcze na logice, więc i tak masz błąd, nawet jakbyś się uparł przy tym, że odpowiadałeś tylko na to poboczne zdanie. Nie znam żadnego empirysty, który twierdzi, że wszystkie te wyimaginowane modele są tak samo prawdziwe i że jest ich nieskończoność. To twoje chore dogmaty, które twój umysł wymyślił jako konfabulacje, by w schizolski sposób uzasadnić wiarę w niemechaniczność umysłu i inne głupoty. > Napisałeś, że rzekomo obalam strawmana, bo wmawiam empiryście, że twierdzi, że może się opierać jedynie na danych empirycznych z przeszłości.Jakbyś jeszcze umiał czytać ze zrozumieniem... A tu kolejny strawman i kolejna kompromitacja Jasia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Masz wybitną zdolność do ignorowania tego co istotne i skupiania się na pierdołach, >typu poboczne zdanie o opieraniu się jedynie na danych empirycznych z przeszłości. >Empirysta oprócz tego opiera się jeszcze na logice, więc i tak masz błąd, nawet jakbyś się >uparł przy tym, że odpowiadałeś tylko na to poboczne zdanie.
Raczej ty masz taką zdolność. Gdy zorientowałeś się, że już nie wybronisz tego stanowiska to uciekłeś w trolling na poziomie: ja piszę, że empirysta twierdzi, że może opierać się jedynie na danych empirycznych z przeszłości, a ty się odnosisz do tego, że napisałem w liczbie pojedynczej jakby to miało jakieś znaczenie w tym kontekście.
>Nie znam żadnego empirysty, który twierdzi, że wszystkie te wyimaginowane modele są tak >samo prawdziwe i że jest ich nieskończoność.
A nic w tym dziwnego, gdyż empiryści w swym zakłamaniu nigdy nie respektują kryteriów epistemologicznych, które deklarują.
>To twoje chore dogmaty, które twój umysł wymyślił jako konfabulacje, by w schizolski sposób >uzasadnić wiarę w niemechaniczność umysłu i inne głupoty.
Zapluwaj się dalej, dla mnie teraz Twoje krzyki to jak woda na młyn.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Dzięki za ten emocjonalny bełkot, który potwierdza moją rację i twoją bezsilność. A zaraz będzie kolejny banik: za uporczywe wklejanie non stop niemerytorycznej wypowiedzi, które w twoim przypadku jest już recydywą 
"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Bednarski (1879 punktów) |
> Dzięki za ten emocjonalny bełkot, który potwierdza moją rację i twoją bezsilność.> A zaraz będzie kolejny banik: za uporczywe wklejanie non stop niemerytorycznej wypowiedzi, które w twoim przypadku jest już recydywą  > "Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max PlanckAkurat wszystkie moje posty odznaczają się bardzo wysokim poziomem merytoryczności, więc o to się nie martwię. Żebyś mi nie zarzucił niemerytoryczności dodam do tamtego posta jeszcze bibliografie. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Akurat wszystkie moje posty odznaczają się bardzo wysokim poziomem merytorycznościHahahahaha, dobry żart  > Żebyś mi nie zarzucił niemerytoryczności dodam do tamtego posta jeszcze bibliografie.Luźne wymienienie tytułu książki nie znaczy, że tamte wypociny są merytoryczne. Poza tym ja dostałem bana na 3 dni za wklejanie merytorycznego posta. Za sam fakt natarczywego wklejania. Jak chcesz to załóż sobie osobny wątek na swoje wypociny. I tak nikt ich nie łyka.
"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Poza tym ja dostałem bana na 3 dni za wklejanie merytorycznego posta.
Dobrze wiemy, że nie były merytoryczne. Nie wszystkie Twoje posty widziałem, ale wiele z nich przeczytałem i na pewno wielokrotnie wklejałeś niemerytoryczne posty.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Zdziwiłbym się gdyby ktoś tak zacietrzewiony jak ty przyznał się do błędu. Nic dziwnego, że schizolom wydaje się, że ich wypociny są merytoryczne, jak wierzącym w płaskość Ziemi. I tak jak im wydaje się, że ich adwersarze są niemerytoryczni. Powtarzasz te swoje mantry, a i tak każdy uważa cię za samosprzecznego bota, który potrafi tylko kopiować i wklejać swój błąd, bez słuchania kontrargumentów. 
"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Powtarzasz te swoje mantry, a i tak każdy uważa cię za samosprzecznego bota, który potrafi tylko kopiować i wklejać swój błąd, bez słuchania kontrargumentów.
Słuchałem Twoich kontrargumentów bardzo długo. I tak nie zasługiwałeś na taką ilość uwagi.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | ple, ple, ple
"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Jolanta Komorowska (1321 punktów) (zablokowany) | >ple, ple, ple Co to? Słów Ci zabrakło?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Na bełkot odpowiedziałem bełkotem 
"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Jolanta Komorowska (1321 punktów) (zablokowany) | > Na bełkot odpowiedziałem bełkotem  Mam nadzieję, że nie tak do końca kierujesz się myślami innych  Ludzie są omylni i najczęściej gazetowi.
|
|
 | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) | Hmmm... ile razy trzeba do trolla mówić żeby jeden raz dotarło? Miałeś podać definicję wiary i kryteria jej podziału. A znowu, wyskakując jak Filip z konopi, żonglujesz jakimś pojęciem wiary z d..y wziętym. Musimy uzgodnić na wstępie samą definicję wiary aby rozmawiać o tym jak toto działa i czym jest a czym nie jest.
Z tego co mówisz nie wygląda byś zgadzał się z definicją wiary przeze mnie postulowaną i uzasadnianą. Jeśli chcesz być traktowany poważnie musisz być poważny.
>Trzeba przede wszystkim odróżnić wiedzę od tego co się za wiedzę tylko uważa. Kto/co to jest "się"? Czemu mielibyśmy zajmować się tym co uważa jakiś/jakieś "się"? Ty jesteś Jan Bednarski, ja jestem astrotaurus. Rozmawiajmy.
Wcześniej chciałeś wypowiadać się za jakiegoś Russela, teraz chcesz wypowiadać się za jakiegoś "się"... Masz legitymację do wypowiadania się wyłącznie za Jana Bednarskiego, dasz radę powściągnąć ego? Trolli w tym wątku (i w ogóle na tym forum) zatrzęsienie, więc potraktuj serio prośbę: nie chcesz mówić za siebie, nie potrafisz wziąć odpowiedzialności za swoje poglądy to spadaj z łaski swojej.
A patrząc bardziej ogólnikowo nie mamy nic ponadto co uważamy. My. Jako jedyny nam znany i dostępny podmiot poznawczy w postaci nas osobiście - pojedynczych i odrębnych - czy w rozumieniu ogółuludzkości.
>Wiedza jest to mocna wiara w coś co jest zgodne ze stanem faktycznym. Definicja wiary i kryteria jej podziału/stopniowania. Dotarło? Zauważyłeś w ogóle ten akapit? Definicja wiary i kryteria jej podziału/stopniowania. Ile razy trzeba do trolla mówić żeby jeden raz dotarło?
Wiedza to nie jest wiara tylko wiedza. Dziwne? Zgodność ze stanem faktycznym to prawda. Elemetarz polecam, a nie bełkot księży czy innych takich...
>Ale przecież nie wiadomo co jest zgodne ze stanem faktycznym. Cóż, ludzkość od tysiącleci próbuje tworzyć takie modele rzeczywistości by jak najlepiej opisywały stan świata i pozwalały przewidywać jego przyszłe stany. I jakoś to pozytywnie postępuje. Od czapy są na pewno opowieści religijne które jak światem nie wniosły nic do dorobku poznawczego ludzkości. W dodatku jak by nie deprecjonować możliwości ludzkiego poznania religijny bełkot jest zawsze o przynajmniej jeden rząd wielkości głębiej zanurzony w oparach absurdu.
>Może pan jedynie wierzyć, że coś wie i ja tej pańskiej wiary oczywiście nie kwestionuje. Głupkowata erystyka. Wolność wiary jest jednym z podstawowych praw ludzkich i obywatelskich i gdybyś nawet chciał to kwestionować, to nie w tym wątku!! Plis...
|
|
|  | 3 na 3 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Miałeś podać definicję wiary i kryteria jej podziału. >A znowu, wyskakując jak Filip z konopi, żonglujesz jakimś pojęciem wiary z d..y wziętym.
>Trolli w tym wątku (i w ogóle na tym forum) zatrzęsienie, więc potraktuj serio prośbę: nie chcesz mówić za siebie, nie potrafisz wziąć odpowiedzialności za swoje poglądy to spadaj z łaski swojej.
>Dotarło? >Zauważyłeś w ogóle ten akapit?
>Elemetarz polecam, a nie bełkot księży czy innych takich...
>Głupkowata erystyka.
Jak się pan uspokoi to porozmawiamy. O poziomie trollingu na forum decyduje tylko i wyłącznie moderacja. Podzielam pańską opinie w kwestii trolli.
.
|
|
| |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Miałeś podać definicję wiary i kryteria jej podziału. >>A znowu, wyskakując jak Filip z konopi, żonglujesz jakimś pojęciem wiary z d..y wziętym. >>Trolli w tym wątku (i w ogóle na tym forum) zatrzęsienie, więc potraktuj serio prośbę: nie chcesz mówić za siebie, nie potrafisz wziąć odpowiedzialności za swoje poglądy to spadaj z łaski swojej. >>Dotarło? >>Zauważyłeś w ogóle ten akapit? >>Elemetarz polecam, a nie bełkot księży czy innych takich... >>Głupkowata erystyka. >Jak się pan uspokoi to porozmawiamy. O poziomie trollingu na forum decyduje tylko i wyłącznie moderacja. Podzielam pańską opinie w kwestii trolli.
Póki co uciekasz po raz kolejny od niewygodnych argumentów. Tak jak szarley, John Doe, Bogusławski i Brzostowski.
Uspokój się dziecko i odpowiadaj merytorycznie, bo póki co tego nie robisz i poza projekcjami i powielaniem samowywrotnych nadinterpretacji nie przedstawiasz tutaj nic.
|
|
| |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Jak się pan uspokoi to porozmawiamy. Kolejny troll, który uważa ze głupkowata psychoanaliza zrobiona oponentowi zwalnia go od odpowiedzialności za swoje słowa. Że wygłoszenie opinii na temat domniemanych emocji oponenta może zastąpić merytoryczne nawiązanie do jego wypowiedzi. Nie możemy porozmawiać bo po prostu nie jesteś do tego zdolny, nie rozumiejąc słów którymi się posługujesz.
>O poziomie trollingu na forum decyduje tylko i wyłącznie moderacja. Moderacja może decydować komu na co pozwolić na swoim forum. W kwestii co trollingiem jest a co nie bardzo się z moderacją różnię od dawna.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | 1 na 1 | salek (4701 punktów) | > Hmmm... ile razy trzeba do trolla mówić żeby jeden raz dotarło?Do trolla da się dotrzeć.. mocne założenie
|
|
3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
Szanowni dyskutanci!
Mleko już się w zasadzie wylało, ale... Przypominam, że znajdujemy się w wątku którego celem jest uzgodnienie pojęcia wiary.
Proszę uprzejmie wracać do kwestii tytułowej wyjaśniając konkretnie jak spory na wszystkie tematy naraz prowadzą do celu wątku. A jeśli nie prowadzą, jeśli nie macie ochoty rozmawiać na temat wątku i tylko na ten temat to proszę o wyprowadzkę.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
 | 2 na 2 | niestadny (2492 punktów) |
>Przypominam, że znajdujemy się w wątku którego celem jest uzgodnienie pojęcia wiary. >Proszę uprzejmie wracać do kwestii tytułowej(...) Według mnie to głębokie, graniczące z pewnością przekonanie.
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
 | 1 na 1 | mlistk (51 punktów) | Wiara to poglądy na temat wartości i sensu życia. Etyka i estetyka.
|
|
|  | 1 na 1 | lusaka (178 punktów) | >Wiara to poglądy na temat wartości i sensu życia. Etyka i estetyka.
Wiara to zindoktrynowana głowa we wczesnym dzieciństwie, strach przed nicością... Najczęściej przed śmiercią. Dla mnie, wiara wynika ze strachu... bądz z nadziei spotkania się kiedyś, gdzieś tam w krainie bajek. Każdy ma prawo wierzyć w co mu wygodnie, z czym mu lepiej żyć i nie można ludzi uzmysławiać na siłę, że nie istnieje byt zwany bogiem, w ten sposób nie rzadko życie z kolorowej bajki, zmienia się w szaro-bure i do .... Czasem zazdroszczę tym głęboko wierzącym.
|
|
| |  | | mlistk (51 punktów) | >Wiara to zindoktrynowana głowa we wczesnym dzieciństwie, strach przed nicością... Najczęściej przed śmiercią. Dla mnie, wiara wynika ze strachu... bądz z nadziei spotkania się kiedyś, gdzieś tam w krainie bajek.
Wierzysz w to?
>Każdy ma prawo wierzyć w co mu wygodnie, z czym mu lepiej żyć i nie można ludzi uzmysławiać na siłę, że nie istnieje byt zwany bogiem, w ten sposób nie rzadko życie z kolorowej bajki, zmienia się w szaro-bure i do .... Czasem zazdroszczę tym głęboko wierzącym.
W coś trzeba wierzyć.
|
|
| | |  | 1 na 1 | lusaka (178 punktów) | >>Wiara to zindoktrynowana głowa we wczesnym dzieciństwie, strach przed nicością... Najczęściej przed śmiercią. Dla mnie, wiara wynika ze strachu... bądz z nadziei spotkania się kiedyś, gdzieś tam w krainie bajek. >Wierzysz w to? Nie wierzę, takie są moje odczucia na tę chwilę.
>>Każdy ma prawo wierzyć w co mu wygodnie, z czym mu lepiej żyć i nie można ludzi uzmysławiać na siłę, że nie istnieje byt zwany bogiem, w ten sposób nie rzadko życie z kolorowej bajki, zmienia się w szaro-bure i do .... Czasem zazdroszczę tym głęboko wierzącym. >W coś trzeba wierzyć. > Najlepiej w siebie.
|
|
| | | |  | | mlistk (51 punktów) | >>>Wiara to zindoktrynowana głowa we wczesnym dzieciństwie, strach przed nicością... Najczęściej przed śmiercią. Dla mnie, wiara wynika ze strachu... bądz z nadziei spotkania się kiedyś, gdzieś tam w krainie bajek. >>Wierzysz w to? >Nie wierzę, takie są moje odczucia na tę chwilę.
Dla mnie wiara jest wyborem. Wierzę w dobro i staram się być dobrym człowiekiem, a bez tej wiary byłbym nikim.
>>>Każdy ma prawo wierzyć w co mu wygodnie, z czym mu lepiej żyć i nie można ludzi uzmysławiać na siłę, że nie istnieje byt zwany bogiem, w ten sposób nie rzadko życie z kolorowej bajki, zmienia się w szaro-bure i do .... Czasem zazdroszczę tym głęboko wierzącym. >>W coś trzeba wierzyć. >> >Najlepiej w siebie.
Więc dlaczego wierzysz, że nie istnieje byt zwany Bogiem?
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | lusaka (178 punktów) | >>>>Wiara to zindoktrynowana głowa we wczesnym dzieciństwie, strach przed nicością... Najczęściej przed śmiercią. Dla mnie, wiara wynika ze strachu... bądz z nadziei spotkania się kiedyś, gdzieś tam w krainie bajek. >>>Wierzysz w to? >>Nie wierzę, takie są moje odczucia na tę chwilę. >Dla mnie wiara jest wyborem. Wierzę w dobro i staram się być dobrym człowiekiem, a bez tej wiary byłbym nikim.
Dlaczego bez wiary byłbyś nikim? Czy nie wystarczy trzymać się zasady ,, nie rób drugiemu co tobie nie miłe''?
>>>>Każdy ma prawo wierzyć w co mu wygodnie, z czym mu lepiej żyć i nie można ludzi uzmysławiać na siłę, że nie istnieje byt zwany bogiem, w ten sposób nie rzadko życie z kolorowej bajki, zmienia się w szaro-bure i do .... Czasem zazdroszczę tym głęboko wierzącym. >>>W coś trzeba wierzyć. >>> >>Najlepiej w siebie. >Więc dlaczego wierzysz, że nie istnieje byt zwany Bogiem?
Jestem przekonany, że nie istnieje. Tak jak smerfy są wymysłem ludzi, tak ludzie stworzyli sobie boga.
|
|
| | | | | |  | | mlistk (51 punktów) | >Dlaczego bez wiary byłbyś nikim? Czy nie wystarczy trzymać się zasady ,, nie rób drugiemu co tobie nie miłe''?
Nie trzymałbym się jej, gdybym w nią nie wierzył.
>>>>>Każdy ma prawo wierzyć w co mu wygodnie, z czym mu lepiej żyć i nie można ludzi uzmysławiać na siłę, że nie istnieje byt zwany bogiem, w ten sposób nie rzadko życie z kolorowej bajki, zmienia się w szaro-bure i do .... Czasem zazdroszczę tym głęboko wierzącym. >>>>W coś trzeba wierzyć. >>>> >>>Najlepiej w siebie. >>Więc dlaczego wierzysz, że nie istnieje byt zwany Bogiem? >Jestem przekonany, że nie istnieje. Tak jak smerfy są wymysłem ludzi, tak ludzie stworzyli sobie boga.
A budynki jeżdżą, tak jak samochody?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | lusaka (178 punktów) | >>Dlaczego bez wiary byłbyś nikim? Czy nie wystarczy trzymać się zasady ,, nie rób drugiemu co tobie nie miłe''? >Nie trzymałbym się jej, gdybym w nią nie wierzył.
To nie jest kwestia wiary, tylko moralności. Przykładowo... Nie okradam ludzi, bo nie chciałbym być okradziony. A więc nie wierzę w tę zasadę, tylko staram się nią kierować z przyczyn moralno-sumiennych.
>>Jestem przekonany, że nie istnieje. Tak jak smerfy są wymysłem ludzi, tak ludzie stworzyli sobie boga. >A budynki jeżdżą, tak jak samochody?
Nie wiem po jakim kwasie, dobry musiał być skoro widziałeś takie rzeczy:P.
|
|
| | | | | | | |  | | mlistk (51 punktów) | >>>Dlaczego bez wiary byłbyś nikim? Czy nie wystarczy trzymać się zasady ,, nie rób drugiemu co tobie nie miłe''? >>Nie trzymałbym się jej, gdybym w nią nie wierzył. >To nie jest kwestia wiary, tylko moralności. Przykładowo... Nie okradam ludzi, bo nie chciałbym być okradziony. A więc nie wierzę w tę zasadę, tylko staram się nią kierować z przyczyn moralno-sumiennych.
Przyczyny moralno-sumienne to wiara.
>>>Jestem przekonany, że nie istnieje. Tak jak smerfy są wymysłem ludzi, tak ludzie stworzyli sobie boga. >>A budynki jeżdżą, tak jak samochody? >Nie wiem po jakim kwasie, dobry musiał być skoro widziałeś takie rzeczy:P.
Skoro "tak jak smerfy są wymysłem ludzi, tak ludzie stworzyli sobie boga", to budynki jeżdżą, tak jak samochody.
|
|
| | | | | | | | |  | | lusaka (178 punktów) |
>Przyczyny moralno-sumienne to wiara.
Ok, dam bardziej kolokwialny przykład na to, iż się mylisz. Kiedy zechcę uderzyć kogoś pięścią w twarz... nie wierzę, że to spowoduje ból (jestem tego pewny).
>Skoro "tak jak smerfy są wymysłem ludzi, tak ludzie stworzyli sobie boga", to budynki jeżdżą, tak jak samochody.
Zostawię to bez komentarza. Pozostaje mi, życzyć Panu Dobrej nocy.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Przyczyny moralno-sumienne to wiara.
Oho, już widzę do czego zmierzasz. Wydaje Ci się, że człowiek jest z natury zły, więc musi dopiero uwierzyć w dobro? Czy może, że dobro nie istnieje, więc trzeba w nie uwierzyć? I pewnie, że źli i dobrzy ludzie mogą mieć logicznie rację?
I jest problem, który brzmi: x i y to przeciwne zdania i oba są logicznie poprawne. Nie wiemy który z nich jest prawdą absolutną. I ten problem ma rozwiązanie: dobro i zło nie istnieją obiektywnie. Człowiek tworzy te pojęcia na podstawie odczuć. Odczucia są relatywne i trzeba uwierzyć w jakąś wersję prawdy, skoro rozum się redukuje. Filozofia całkiem ciekawa poznawczo, ale zawierająca błąd. Podkreśliłem go. To jest właśnie treść mechanizmu usprawiedliwiającego wiarę. Treść rozwiązania: odczucia jako dane wejściowe zawierają aprioryczne kategorie w postaci nieprzyjemnych odczuć i przyjemności. Obojętność jest neutralna.
Dobro pierwotne
Jesteśmy fizyką, chemią i informacjami. Jako organizmy biologiczne mamy receptory i neuroprzekaźniki i jesteśmy podłączeni do bodźców, których nie kontrolujemy. Dobro sprowadza się do odczuć pozytywnych i przyjemnych, które chcemy przeżywać. Wiążą się one z pewnymi konfiguracjami neuroprzekaźników w poszczególnych rejonach mózgu, które mają różne funkcje. Wyraźny podział na wnętrze i zewnątrz, mocne granice "ja" (ego).
Dobro wtórne
Dobro pierwotne prowadzi do logicznych paradoksów, tzn rzeczywistość weryfikuje te odczucia. Jest to bodziec, którego nie kontrolujemy. Okazuje się, że za dobre samopoczucie trzeba płacić. W dodatku mózg uodparnia się na przyjemność (habituacja). Im bardziej jesteśmy szczęśliwi, tym gorzej odbija się to na nas, gdy znów życie zmusza do cierpienia. Z kolei cierpienie wzmacnia odporność psychiczną w tym sensie, że się zaciera, ale jednocześnie może ją osłabić, w tym sensie, że uniemożliwia odczuwanie przyjemności, zaburza biologiczną homeostazę mózgu. Na logikę przekłada się to tak, że każda przyjemność ma swoją cenę, a szczęście ma wiele warunków. Logicznie więc szuka się wyjścia z sytuacji, zaciera się podział na zewnątrz i wnętrze. "Ja" staje się tylko elementem otoczenia. Możemy patrzeć na siebie samych pod kątem chemicznych i fizycznych procesów i wyjaśnień biologicznych. Możemy używać matematyki by wiedzieć co trzeba zrobić. O niektórych rzeczach wiemy jednoznacznie, że są złe, ale niestety dobro i zło są często wymieszane, a nasza świadomość o tym jest niekompletna, więc oceny mogą się zmienić. Szukamy więc optymalnego wyjścia, a tu czasem nie ma jednoznaczności.
Jednak w tej sytuacji mówimy o innej wierze niż religijna. Przypomina mi się teraz Krystkon i jego teoria, że moralność to emocje. Przykłady jednoznacznego zła uznawał za negatywne uczucia estetyczne. Na wszystko patrzył przez pryzmat dominacji i kontroli. Mocno socjodarwinistyczne podejście. Takie myślenie wynika jednak z niektórych sytuacji. Wiele innych potwierdza teorię absolutyzmu moralnego, gdzie jednoznacznie wiadomo co jest złe. Z drugiej strony jednak dłuższa perspektywa czasowa to rozmywa, bo faktyczne i nieusprawiedliwione zło często przyczynia się do powstania z tego powodu jakichś dóbr. Dobre z zamiaru działania często dają negatywne skutki w praktyce.
Nie oznacza to jednak konieczności wiary w żaden zewnętrzny system etyczny. Dobro i zło to kategorie, które nie muszą być wyjaśnialne logicznie. Nie dotyczą prawdy, tylko ludzkiej oceny prawdy.
>Skoro "tak jak smerfy są wymysłem ludzi, tak ludzie stworzyli sobie boga", to budynki jeżdżą, tak jak samochody.
zwrot tak jak to porównanie, a nie dowód
|
|
| | | | | | | | | |  | Jolanta Komorowska (1321 punktów) (zablokowany) | Człowiek ma prawo do zmiany poglądów. A gdyby nawet w ciągu jego życia do tego nie doszło to by okazał się głupcem. Im dłużej człowiek żyje tym więcej zdobywa inf. i coś się musi/powinno w nim zmieniać.
|
|
|  | 7 na 7 | astrotaurus (12445 punktów) | >Wiara to poglądy na temat wartości i sensu życia. Etyka i estetyka. A bełkot w którym metafora metaforę metaforą pogania to bełkot w którym metafora metaforę metaforą pogania. Po prostu. Są na świecie słowniki i encyklopedie, serio.
>W coś trzeba wierzyć. Trzeba, powiadasz? Może i tak jeśli warunkowane jest to potrzebą, bo na pewno w żadnej mierze nie koniecznością. Sam jestem całkowicie wolny od wiary i znam wielu sobie podobnych.
Głosisz zaklęcie którym wierzący usprawiedliwiają głupotę wiary rozciągając na siłę to pojęcie na wiele innych zjawisk/poglądów od wiary dalekich. Ty też podejmujesz żonglerkę słowami lekceważąc treść posta tytułowego.
>Dla mnie wiara jest wyborem. Wierzę w dobro i staram się być dobrym człowiekiem, a bez tej wiary byłbym nikim. Bo masz mózg wyprany na taka modłę i banialuki które głosisz są jednymi z licznego arsenału usprawiedliwiania głupoty wiary. Są ogromne społeczności, niemal państwa całe wolne od wiary religijnej i dobrych ludzi tam więcej niż w społecznościach religijnych. Np. w takiej Danii 90% ludzi ufa innym ludziom, a tylko 10% nie. W Polsce wypełnionej watykańskim kołtuństwem proporcje są akurat odwrotne.
>Więc dlaczego wierzysz, że nie istnieje byt zwany Bogiem? A popatrz, ja nie wierzę, że nie istnieje. Ja niczego nie przyjmuję na wiarę tylko na samodzielne, krytyczne myślenie. I wedle mojego samodzielnego, krytycznego oglądu wszystkie mitologie religijne świata to tylko bezrozumny, bezwartościowy poznawczo bełkot.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| |  | 1 na 1 | mlistk (51 punktów) | >>Wiara to poglądy na temat wartości i sensu życia. Etyka i estetyka. >A bełkot w którym metafora metaforę metaforą pogania to bełkot w którym metafora metaforę metaforą pogania. Po prostu. >Są na świecie słowniki i encyklopedie, serio.
Nauka nie dotyczy sensu i wartości, więc wiara się z nią nie kłóci. Powiedz, czego nie rozumiesz, to wyjaśnię wszelkie wątpliwości. Bez wiary etyka i estetyka sprowadzają się do bezdusznych naukowych teorii na temat faktów.
>>W coś trzeba wierzyć. >Trzeba, powiadasz?
Jeśli nie kierujesz się w życiu żadnymi wartościami i nic nie ma dla Ciebie znaczenia, to nie trzeba.
>Sam jestem całkowicie wolny od wiary i znam wielu sobie podobnych.
I żaden z Was nie ma uczuć i innych zainteresowań niż nauka na temat ścisłych faktów?
>Głosisz zaklęcie którym wierzący usprawiedliwiają głupotę wiary rozciągając na siłę to pojęcie na wiele innych zjawisk/poglądów od wiary dalekich. Ty też podejmujesz żonglerkę słowami lekceważąc treść posta tytułowego.
Odniosłem się do posta tytułowego i sądzę, że właśnie opisałem wiarę w zgodzie z Twoją definicją.
>>Dla mnie wiara jest wyborem. Wierzę w dobro i staram się być dobrym człowiekiem, a bez tej wiary byłbym nikim. >Bo masz mózg wyprany na taka modłę i banialuki które głosisz są jednymi z licznego arsenału usprawiedliwiania głupoty wiary.
Czyli oświeceni ateiści nie mogą dążyć do dobra i piękna?
>Są ogromne społeczności, niemal państwa całe wolne od wiary religijnej i dobrych ludzi tam więcej niż w społecznościach religijnych. Np. w takiej Danii 90% ludzi ufa innym ludziom, a tylko 10% nie. W Polsce wypełnionej watykańskim kołtuństwem proporcje są akurat odwrotne.
Jak zmierzyłeś czy są dobrzy i jaką skalą się posłużyłeś?
>>Więc dlaczego wierzysz, że nie istnieje byt zwany Bogiem? >A popatrz, ja nie wierzę, że nie istnieje. Ja niczego nie przyjmuję na wiarę tylko na samodzielne, krytyczne myślenie. I wedle mojego samodzielnego, krytycznego oglądu wszystkie mitologie religijne świata to tylko bezrozumny, bezwartościowy poznawczo bełkot.
A czy widzisz żebym pisał o mitologiach religijnych?
|
|
| | |  | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Nauka nie dotyczy sensu i wartości, więc wiara się z nią nie kłóci.Na pewno nie nieuki wyznaczają ramy nauce. Nauce - czyli rozumnemu poznawaniu świata we wszystkich jego przejawach i aspektach. Owszem, religijna narracja zawiera sugestie jakoby np. byle tuman z podkarpackiej wsi przysposobiony w seminarium do udawania czarów nabywał jakichś niesłychanych kompetencji niedostępnych ludziom rozumnym, ale to tylko jedna z uzurpacji nieuków niezdolnych do wzięcia odpowiedzialności za głoszone bajędy. A wiara z nauką się kłóci i to zawzięcie. Kiedyś mogło się wydawać, że poznawanie świata jest niemal jednoznaczne z poznawanie Wielkiego Czarodzieja, dzisiaj rozdźwięk między tymi rodzajami aktywności umysłowej ludzi jest rażący, nie do pokonania. Dlatego religijny bełkot zmierza do deprecjonowania nauki, poniżania jej w oczach wyznawców. A nauka się z wiarą nie kłóci, bo wiara jako bezrozumne widzenie świata do żadnej komunikacji nie jest zdolna. I na pewno wiara nigdy w żaden sposób nie mieści się w zakresie metodologii naukowej. > Powiedz, czego nie rozumiesz, to wyjaśnię wszelkie wątpliwości.A co na to lekarz? > Bez wiary etyka i estetyka sprowadzają się do bezdusznych naukowych teorii na temat faktów.Kolejna uzurpacja nieuków utożsamiających życie duchowe, wartości duchowe z wiarą w duchy. W poprzednim poscie wspomniałem o zateizowanych społeczeństwach. Oczywiście troll nie zauważył nawet tej uwagi. I na pewno nie spróbuje wyjaśnić konkretnie w czym etyka i estetyka Duńczyka czy Czecha jest gorsza od etyki i estetyki watykańskiego kołtuna znad Wisły. > Jeśli nie kierujesz się w życiu żadnymi wartościami i nic nie ma dla Ciebie znaczenia, to nie trzeba.Ale to tylko prymitywne, gołosłowne zaklęcie i nie jesteś w stanie wypełnić go jakąkolwiek treścią. Jesteś schematycznym tworem religijnego środowiska - fakt iż opowiadacie w swoim gronie pierdoły o Bogach, duchach i demonach, plujecie do woli na coś czego nie rozumiecie i czego się boicie nie oznacza że jesteś w jakikolwiek sposób przygotowany do kontaktu z ludźmi myślącymi. > I żaden z Was nie ma uczuć i innych zainteresowań niż nauka na temat ścisłych faktów?To jest to o czym pisałem wcześniej - nie masz pojęcia czym jest nauka i utożsamiasz życie duchowe z bezrozumnym uznawaniem za prawdę jednej z tysięcy religijnych mitologii. > Odniosłem się do posta tytułowego i sądzę, że właśnie opisałem wiarę w zgodzie z Twoją definicją.To może ja nie nadanżam... Gdzie konkretnie odniosłeś się do posta tytułowego i w którym miejscu Twój opis wiary zgadza się z podaną przeze mnie definicją...? > Czyli oświeceni ateiści nie mogą dążyć do dobra i piękna?To ja już niczego nie rozumiem.... Czyli bez wiary można jednak dążyć do dobra i piękna i tylko Ty jesteś tak ułomny, że bez wiary byłbyś nikim (to cytat z Ciebie)? A moim zdaniem to tylko efekt prania mózgu jakie przeszedłeś. Prania nakazującego Ci gloryfikować wiarę i dokonywać ustawicznego samoponiżania w jej obliczu. Zaprawdę powiadam Ci: jeżeli człowiek nie wie co dobre i co ważne to znaczy że brak mu rozumu i empatii, a nie wiary/religii> Jak zmierzyłeś czy są dobrzy i jaką skalą się posłużyłeś?To głupawa, infantylna sztuczka. Nie będziemy tak pogrywać, a gdybyś chciał takie pogrywanie zacząć uczciwie to sam musiałbyś na wstępie podać kryteria, bo sam wprowadziłeś coś o "dobrym człowieku". > A czy widzisz żebym pisał o mitologiach religijnych?A czy widzisz że ja piszę o mitologiach religijnych, bo to one głównie są objęte zjawiskiem wiary? A Ty i tak tylko bełkoczesz bez ładu i składu. I stawiam dolary przeciw orzechom, ze nie jesteś w stanie sformułować spójnej, rozwiniętej wypowiedzi wyjaśniającej cokolwiek. ed: Właśnie zauważyłem Twój wpis w innym wątku i wynika z tego że jesteś hipokrytą. Tutaj brzmisz jak wyznawca jednej z mitologii religijnych, tam to w sposób oczywisty komunikujesz. Dla człowieka myślącego wszystkie religie realnie funkcjonujące w świecie są tak samo prawdziwe i tak samo prawdziwym chrześcijaństwem jest katolicyzm, luteranizm czy świadkowanie Jehowie. Twój sposób mówienia o "prawdziwym chrześcijaństwie" ujawnia na 100% że wierzysz w jakieś-tam odbiblijne bzdety, ale nie w katolickie.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | mlistk (51 punktów) | > A wiara z nauką się kłóci i to zawzięcie.Nie każda nauka przeczy wiedzy. > I na pewno wiara nigdy w żaden sposób nie mieści się w zakresie metodologii naukowej.Ale jej nie przeczy. > >Bez wiary etyka i estetyka sprowadzają się do bezdusznych naukowych teorii na temat faktów.> Kolejna uzurpacja nieuków utożsamiających życie duchowe, wartości duchowe z wiarą w duchy.> W poprzednim poscie wspomniałem o zateizowanych społeczeństwach. Oczywiście troll nie zauważył nawet tej uwagi. I na pewno nie spróbuje wyjaśnić konkretnie w czym etyka i estetyka Duńczyka czy Czecha jest gorsza od etyki i estetyki watykańskiego kołtuna znad Wisły.Nie twierdziłem, że jest gorsza. Moralność i uczucia wymagają wiary. > >Jeśli nie kierujesz się w życiu żadnymi wartościami i nic nie ma dla Ciebie znaczenia, to nie trzeba.> Ale to tylko prymitywne, gołosłowne zaklęcie i nie jesteś w stanie wypełnić go jakąkolwiek treścią.> Jesteś schematycznym tworem religijnego środowiska - fakt iż opowiadacie w swoim gronie pierdoły o Bogach, duchach i demonach, plujecie do woli na coś czego nie rozumiecie i czego się boicie nie oznacza że jesteś w jakikolwiek sposób przygotowany do kontaktu z ludźmi myślącymi.Odpowiadasz na argumenty, których nie użyłem. Stwierdziłem jedynie, że moralność i uczucia wymagają wiary. Ateiści myślą, że ich poglądy wynikają z argumentów i logiki, ale to nieprawda. Mogę podać dowolną ilość logicznych argumentów na tezy, z którymi sie nie zgadzam, ale ostatecznie i tak w nie nie uwierzę. Jeżeli sądzisz, że posiadasz jakiś pogląd wolny od wiary, to przedstaw go tutaj, a ja udowodnię, że to wiara.> Gdzie konkretnie odniosłeś się do posta tytułowego i w którym miejscu Twój opis wiary zgadza się z podaną przeze mnie definicją...?Twierdzisz, że wiara to przekonanie bez dowodu. Podałem przykłady - estetykę i etykę. > Zaprawdę powiadam Ci: jeżeli człowiek nie wie co dobre i co ważne to znaczy że brak mu rozumu i empatii, a nie wiary/religiiDobro i ważność nie wynikają z rozumu. Nauka opisuje zjawiska, ale ich nie ocenia. Ludzie oceniają, bo wierzą. > >Jak zmierzyłeś czy są dobrzy i jaką skalą się posłużyłeś?> To głupawa, infantylna sztuczka. Nie będziemy tak pogrywać, a gdybyś chciał takie pogrywanie zacząć uczciwie to sam musiałbyś na wstępie podać kryteria, bo sam wprowadziłeś coś o "dobrym człowieku".Właśnie przyłapałem Ciebie na wierze. > Właśnie zauważyłem Twój wpis w innym wątku i wynika z tego że jesteś hipokrytą. Tutaj brzmisz jak wyznawca jednej z mitologii religijnych, tam to w sposób oczywisty komunikujesz. Dla człowieka myślącego wszystkie religie realnie funkcjonujące w świecie są tak samo prawdziwe i tak samo prawdziwym chrześcijaństwem jest katolicyzm, luteranizm czy świadkowanie Jehowie. Twój sposób mówienia o "prawdziwym chrześcijaństwie" ujawnia na 100% że wierzysz w jakieś-tam odbiblijne bzdety, ale nie w katolickie.Udowodnij.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Nie każda nauka przeczy wiedzy. Na każdym kroku udowadniasz że stać Cię wyłącznie na poszczekiwanie do swoich wyobrażeń i skojarzeń, a nie na jakąkolwiek spójną, rzeczową wypowiedź. I udowadniasz swoje obrzydzenie do elementarnych nawet słowników. Wiedza to jest wytwór nauki pozostający zawsze jej elementem, więc Twoje "odkrywcze" twierdzenie to tylko dalszy ciąg bezrozumnego bełkotu. Ponadto nauka jest jedna. Ma wiele dziedzin, ale jest jedna.
>Ale jej nie przeczy. By zaprzeczyć nauce wiara musiałaby niejako wejść na jej grunt, podjąć dyskusję. A wiara jako głupota bezpodstawnych twierdzeń do żadnej dyskusji nie jest zdolna. Wiara ze swej istoty naukę odrzuca i lekceważy.
>Moralność i uczucia wymagają wiary. Albowiem ponieważ troll tak orzeka z wysokości tępego zadowolenia z siebie. Nie poczuwając się, oczywista, do przedstawienia podstawowej choć definicji wiary.
>Jeżeli sądzisz, że posiadasz jakiś pogląd wolny od wiary, to przedstaw go tutaj, a ja udowodnię, że to wiara. Żeby udowodnić że coś jest wiarą musiałbyś podać na wstępie definicję wiary - oczywiście gdybyś chciał przestać być trollem i zacząć być traktowanym poważnie! W dodatku musiałbyś zacząć rozumieć, że gołosłowne orzekanie to nie dowód, ani nawet nie próba dowodzenia. Jeśli bezrozumny troll jest w stanie orzec np. że wiara to etyka i estetyka to znaczy że troll może orzec cokolwiek.
Resztę pysknięć trolla sobie odpuszczę. Trolle uwielbiają skakać beztrosko po wszystkich zagonach (a pseudoracjonaliści uwielbiają skakać za trollami), ja zapraszam usilnie na grządkę definicji wiary. Co to w ogóle jest wiara? Zacznij od tego.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 Jolanta Komorowska (1321 punktów) (zablokowany) | >>Nie każda nauka przeczy wiedzy. >Na każdym kroku udowadniasz że stać Cię wyłącznie na poszczekiwanie do swoich wyobrażeń i skojarzeń, a nie na jakąkolwiek spójną, rzeczową wypowiedź. >I udowadniasz swoje obrzydzenie do elementarnych nawet słowników. >Wiedza to jest wytwór nauki pozostający zawsze jej elementem, więc Twoje "odkrywcze" twierdzenie to tylko dalszy ciąg bezrozumnego bełkotu. >Ponadto nauka jest jedna. Ma wiele dziedzin, ale jest jedna. Nauka też pobłądziła jak chociażby w przypadku dwóch mas neutronu wynikających z: 1/. rozpad protonu na neutron czyli rozpad masy mniejszej na większą, 2/. wychwyt elektronu przez proton. Dodatkowo fizyka kwantowa pozwala na stawianie pytań typu: 1/. Czy proton w jądrze jest wynikiem rozpadu neutronu? 2/. Czy neutron w jądrze jest wynikiem: a/. rozpadu protonu? b/. wychwytu elektronu przez proton? Pierwiastki/atomy stały się jakieś za bardzo agresywne w tej nauce.
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Nauka też pobłądziła Ale co to znaczy? Czy znaczy to że w ramach nauki zdarzają się błędy? Czy że coś innego pobłądziło, a nauka też?
Wierzące nieuki często próbują między bajędami religijnymi i dokonaniami nauki postawić znak równości pod względem wartości poznawczej motywując to błądzeniem nauki... A błądzić jest rzeczą ludzką. I czyjąż jak nie ludzką aktywnością jest nauka? Nie bez kozery koniecznymi elementami metody naukowej są: wątpienie, weryfikacja, dyskusja... Nikt rozumny przecież nie twierdzi że w ramach działalności naukowej nie są popełniane błędy.
Tyle że wszystko co wiemy o świecie wiemy dzięki podejściu naukowemu, a wiara z jej bezrozumnym bełkotem jest w całości ogromnym błędem poznawczym
>Dodatkowo fizyka kwantowa pozwala na stawianie pytań typu: Cała nauka pozwala (i nakazuje wręcz!) na stawianie pytań dowolnego typu. Otoczka spekulatwna jest immanentną, konieczną cechą nauki. Najbardziej szalone burze mózgów, najdziksze wymysły są dozwolone, wskazane, pożądane. Byle odróżniać spekulacje od rzeczywistości. W nauce to rozróżnienie jest konieczne, w upośledzeniu zwanym wiarą - niemożliwe.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 Jolanta Komorowska (1321 punktów) (zablokowany) | >Cała nauka pozwala (i nakazuje wręcz!) na stawianie pytań dowolnego typu. >Otoczka spekulatwna jest immanentną, konieczną cechą nauki. Najbardziej szalone burze mózgów, najdziksze wymysły są dozwolone, wskazane, pożądane. Byle odróżniać spekulacje od rzeczywistości. W nauce to rozróżnienie jest konieczne, w upośledzeniu zwanym wiarą - niemożliwe. Nie przesadzaj, przecież pytania: skąd Kain wziął żonę? lub czy Adam miał pępek? docierają i do wierzących czy tam wiernych swoim kościołom. Owszem, z czasem religia staje się nawykiem, a ceremonie przyzwyczajeniem, w końcu to jakieś święto. Z tym, że brak innego rozwiązania stawia człowieka przed brakiem wyboru. Święcenie ugotowanego jajka jako symbolu życia też tak dziwacznie wygląda i mało logicznie, a poprzez użycie słowa tradycja już wiernym nie przeszkadza. Chcą naśladować swoich przodków, a z przodkami to różnie bywa ale wiadomo, że wielu nawet pisać i czytać nie potrafiło. Wielu chłopów np; Korzystają z choinki w Boże Narodzenie i idą do kościoła, gdzie też stoją choinki. A ich Bóg nie stworzył żadnej choinki, bo stworzył tylko trawę i drzewa owocowe. 1 Moj. 1:11-12 11. Potem rzekł Bóg: Niech się zazieleni ziemia zieloną trawą, wydającą nasienie i drzewem owocowym, rodzącym według rodzaju swego owoc, w którym jest jego nasienie na ziemi! I tak się stało. 12. I wydała ziemia zieleń, ziele wydające nasienie według rodzajów jego, i drzewo owocowe, w którym jest nasienie według rodzaju jego. I widział Bóg, że to było dobre. (BW) Kto ma ich uświadomić, że są tłumem podlegającym prawicowej propagandzie? Przecież nie uczyni tego ksiądz. Fakt, mogą twierdzić, że i choinki są drzewem owocowym, chociaż szyszek nie jedzą. Stąd też pojawia się opis ogrodu Eden, żeby bardziej zaznaczyć czym są te drzewa owocowe. 1 Moj. 2:9 9. I sprawił Pan Bóg, że wyrosło z ziemi wszelkie drzewo przyjemne do oglądania i dobre do jedzenia oraz drzewo życia w środku ogrodu i drzewo poznania dobra i zła. (BW) Niby edukacja idzie do przodu, a jednak innego wyboru nie mają, stąd ślepota'. Nie, że są upośledzeni, bo dociera do nich tylko za mało informacji, stąd też użyłam słowa propaganda. Zmanipulowani i jednocześnie oszukiwani. Tacy też bywają naukowcy, a kiedy czegoś nie rozumieją wstawiają w to miejsce Boga. Dlatego też poziom nauki zależy od sposobu myślenia. Czasami myślę, że gdyby w czasach Adama? istniał już Pluton to by w człowieka wsadzili też Pluton w postaci jakiejś wybuchowej' tabletki. Ale nad Plutonem to możemy pomyśleć później.
> Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>A wiara z nauką się kłóci i to zawzięcie. >Nie każda nauka przeczy wiedzy. >>I na pewno wiara nigdy w żaden sposób nie mieści się w zakresie metodologii naukowej. >Ale jej nie przeczy.
Chyba powinno być "wiara" a nie nauka. Szukasz furtki do usprawiedliwienia wiary i podstępnie nie negujesz nauki. Ok, czyli nauka nauką, ale wiara dotyczy innych kwestii. No spoko argument, powiem Ci, że obronisz w ten sposób każdą wiarę, która nie przeczy logice. Super, ale pisząc o logice, piszemy o naszej wiedzy naukowej. Wiemy, że nie jest ona kompletna, bo gdyby była, to wiara musiałaby przeczyć nauce. Skoro wiemy, że nie jest kompletna, to nie oznacza to wcale, że dowolne stwierdzenie może być prawdą, bo - istnieją stwierdzenia bez realnych desygnatów, których w żaden sposób nie można zweryfikować. Coś co w ogóle nie dotyczy treści logicznej, ani w zamierzeniu nie ma jej imitować (bo oddzielasz wiarę od nauki), to jest to bezwartościowe i to tylko zlepek słów. - istnieją stwierdzenia nieobjęte wiedzą, więc obie przeciwności mogą być z naszego punktu widzenia zarówno prawdziwe i fałszywe - jeśli stwierdzenia dotyczące wiary są prawdą, to i tak nauka je zweryfikuje, a wtedy każda wiara musi ostatecznie przeczyć wiedzy i to, że pozornie nie przeczy wynika z naszej niewiedzy - jeśli stwierdzenie objęte wiarą okazuje się po czasie prawdziwe, to do jego prawdziwości i tak nie dochodzimy za pomocą logiki, tylko przypadkowo trafiło się, że mieliśmy rację, choć nie mogliśmy rozumieć, że ją mamy, czyli de facto logicznie jej nie mieliśmy
>>Oczywiście troll nie zauważył nawet tej uwagi. I na pewno nie spróbuje wyjaśnić konkretnie w czym etyka i estetyka Duńczyka czy Czecha jest gorsza od etyki i estetyki watykańskiego kołtuna znad Wisły. >Nie twierdziłem, że jest gorsza. Moralność i uczucia wymagają wiary.
Czyli jak np spadniesz ze schodów, to musisz uwierzyć w to, że spadłeś, by poczuć ból? Ktoś kto uderzył się w głowę i stracił przez to pamięć, też czuje ten ból, ale nie wie czemu. Moralność nie wymaga wiary, a by zachowywać się moralnie, należy się jej pozbyć, by móc analizować na chłodno czy coś jest dobre, czy złe. W tym celu trzeba brać pod uwagę różne aspekty sytuacji i je analizować, więc nie ma sztywnych reguł, w które należy wierzyć. A jeśli takie są, bo podasz np prawdy absolutne na przykładach skrajności, to nie wynika to z wiary, bo by uzasadnić swoja moralność i tak odwołasz się do logiki.
>Ateiści myślą, że ich poglądy wynikają z argumentów i logiki, ale to nieprawda. Mogę podać dowolną ilość logicznych argumentów na tezy, z którymi sie nie zgadzam, ale ostatecznie i tak w nie nie uwierzę.
Dlaczego nie uwierzysz? Jeśli stawiasz wiarę ponad argumenty i logikę, to ok, ale to nie świadczy przeciw logice ani argumentom. Jeśli nie stawiasz wiary ponad i z argumentów i logiki wydaje Ci się, że obaliłeś argumenty i logikę, to albo jesteś samowywrotny i popadasz w błędne koło, albo argumenty i logika to błędne koła. No i... faktycznie tak jest. Logika sama w sobie prowadzi do błędnego koła, jeśli odetniemy ją od empirycznych założeń. Empiria stanie się niewytłumaczalna i niemożliwa do przekazania i przełożenia na filozofię, jeśli "odejmiemy" logikę.
>Jeżeli sądzisz, że posiadasz jakiś pogląd wolny od wiary, to przedstaw go tutaj, a ja udowodnię, że to wiara.
Jakikolwiek pogląd bym podał, to miałby on podparcie w argumentach, więc nie byłby wiarą. Różnice zdań i pomyłki niekoniecznie wynikają z wiary. Mogą wynikać z niewiedzy i stawiania hipotez, które stają się naszymi przekonaniami. Od wiary różni je to, że to przekonania robocze. Zakładamy, że możemy się mylić.
>Twierdzisz, że wiara to przekonanie bez dowodu. Podałem przykłady - estetykę i etykę.
Estetyka to powiedzmy mechanizmy biologiczne i jakieś symetrie i uwarunkowania. Co do etyki przyznaję Ci częściowo rację - w wielu kwestiach nie ma oczywistych rozstrzygnięć i wierzymy, że nasze oceny są najlepsze. Gdy chodzi o prawdę to sprawa jest prosta, ale gdy mamy te same dane i różne osądy etyczne, co wiąże się z emocjami, to faktycznie ciężko byłoby nie wierzyć. Jednak mimo tego ja ostatecznie moje poglądy na etykę staram się opierać na logice i empatii i traktuję je jako coś odrębnego od prawdy. Podobnie estetyka nie jest prawdą, bo dwie osoby patrzące na ten sam obraz, albo słuchające tej samej muzyki mają różne odczucia i opinie. Jednak to co innego niż wiara typu religijnego. Etyka i estetyka są subiektywne. Wiara dotyczy stwierdzeń o prawdzie, czyli imitujących obiektywizm. Przykład wiary to np "Bóg istnieje". Zdanie "to krzesło jest ładne" też niby jest oznajmujące, ale de facto wiemy, że dotyczy opinii, czyli konwertujemy je podświadomie na zdanie "to krzesło mi się podoba".
I od razu przyszła mi do głowy taka teoria: skoro etyka i estetyka są tak typowo ludzkie i bliskoznaczne wierze (choć nie tożsame z nią), to może właśnie religia/wiara jest wypaczeniem (błędem ewolucyjnym), który wynika z nieuprawnionego łączenia swoich poglądów etycznych i odczuć estetycznych z prawdą i nauką? Może to właśnie ten sam mechanizm racjonalizacji? I powstaje on gdy poddajemy się emocjom i usypiamy swoją logiczną koncentrację?
|
|
1 na 1 | gdzielezyprawda (31 punktów) | Jaki jest stosunek racjonalisty do wiary w cywilizacje/istoty pozaziemskie?
|
|
 | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) | >Jaki jest stosunek racjonalisty do wiary w cywilizacje/istoty pozaziemskie? Och, dzięki, Przyjacielu-Dobrodzieju! Jeszcze mało bełkotu w tym wątku było, mało.
Nie bardzo idzie uzgodnić samo pojęcie wiary, więc tym bardziej trudno orzec jaki ma być stosunek do niej racjonalisty. A kiedy weźmiemy pod uwagę co ludzie potrafią rozumieć (?!) pod pojęciem racjonalisty to już kaplica!
Ten wątek jest z rodzaju "ABC". Z zaawansowanym bełkotem proszę sobie pójść dokądkolwiek.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | | gdzielezyprawda (31 punktów) | >>Jaki jest stosunek racjonalisty do wiary w cywilizacje/istoty pozaziemskie? >Och, dzięki, Przyjacielu-Dobrodzieju! Jeszcze mało bełkotu w tym wątku było, mało.<
Pytanie zadałem celowo, bo wiem jakie jest Wasz stosunek do wiary w Boga. Z jednej strony powinniście się trzymać ateizmu wobec kosmitów, ponieważ nie macie dowodów na ich istnienie, prawda? A z drugiej strony wszechświat jest tak ogromny, że istnieje prawdopodobieństwo, ze nie tylko na naszej planecie zagościła cywilizacja.
>Nie bardzo idzie uzgodnić samo pojęcie wiary, więc tym bardziej trudno orzec jaki ma być stosunek do niej racjonalisty. A kiedy weźmiemy pod uwagę co ludzie potrafią rozumieć (?!) pod pojęciem racjonalisty to już kaplica!< Tak jak w Boga, tak w cywilizacje pozaziemskie jedyne co można to wierzyć bądź nie wierzyć, dlatego zastanawia mnie jakie podejście do tego mają osoby mianujące się racjonalistami. Tyle. Co do pojęcia racjonalizmu.. z jednej strony to logiczne, że jeśli czegoś nie ma to nie ma i tyle. Z drugiej jak czytałem kilka wątków dotyczących ekonomii, pochwał dla Engelsa, Marksa, socjalizmu to się zastanawiam gdzie się podział ten racjonalizm...ale to nie w tym temacie.
>Ten wątek jest z rodzaju "ABC". Z zaawansowanym bełkotem proszę sobie pójść dokądkolwiek. > Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów. Wątek dotyczy wiary, myślę, że nie jest to zły temat.
|
|
| |  | 1 na 1 | ZaKotem (8733 punktów) |
>Pytanie zadałem celowo, bo wiem jakie jest Wasz stosunek do wiary w Boga. Z jednej strony powinniście się trzymać ateizmu wobec kosmitów Chyba jesteś ateistą wobec języka polskiego.
>ponieważ nie macie dowodów na ich istnienie, prawda? Zapewne chodziło ci o sceptycyzm, prawda?
>Tak jak w Boga, tak w cywilizacje pozaziemskie jedyne co można to wierzyć bądź nie wierzyć, dlatego zastanawia mnie jakie podejście do tego mają osoby mianujące się racjonalistami. Tyle. Zasadniczo tak. Wszystko jednak zależy, o JAKICH kosmitach mówimy. Jeśli tylko pytamy, czy gdzieś w kosmosie istnieją inteligentne istoty oprócz człowieka, to racjonalnie jest odpowiedzieć: nie wiadomo. I tyle. Natomiast, jeśli ktoś pyta, czy istnieją kosmici odpowiedzialni za budowę piramid egipskich i Atlntydy oraz latające talerze, odpowiedz jest zupełnie jednoznaczna: nie, takich nie ma. I nie można wnioskować na podstawie ewentualnej możliwości istnienia kosmitów niekontaktujących się z ludźmi- o istnieniu kontaktu z kosmitami.
|
|
| | |  | -1 na 1 | gdzielezyprawda (31 punktów) | >>ponieważ nie macie dowodów na ich istnienie, prawda? >Zapewne chodziło ci o sceptycyzm, prawda?< Nie. Chodziło mi o to czy wierzycie (bo dowodów nie ma) na to, że istnieją jakiekolwiek cywilizacje/istoty pozaziemskie. >>Tak jak w Boga, tak w cywilizacje pozaziemskie jedyne co można to wierzyć bądź nie wierzyć, dlatego zastanawia mnie jakie podejście do tego mają osoby mianujące się racjonalistami. Tyle. >Zasadniczo tak. Wszystko jednak zależy, o JAKICH kosmitach mówimy. Jeśli tylko pytamy, czy gdzieś w kosmosie istnieją inteligentne istoty oprócz człowieka, to racjonalnie jest odpowiedzieć: nie wiadomo. I tyle. Natomiast, jeśli ktoś pyta, czy istnieją kosmici odpowiedzialni za budowę piramid egipskich i Atlntydy oraz latające talerze, odpowiedz jest zupełnie jednoznaczna: nie, takich nie ma. I nie można wnioskować na podstawie ewentualnej możliwości istnienia kosmitów niekontaktujących się z ludźmi- o istnieniu kontaktu z kosmitami. > Dlaczego jedni mogą istnieć a inni nie?
|
|
| |  | 2 na 2 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Pytanie zadałem celowo, bo wiem jakie jest Wasz stosunek do wiary w Boga. Z jednej strony powinniście się trzymać ateizmu wobec kosmitów, ponieważ nie macie dowodów na ich istnienie, prawda?
Nieprawda. Sam sobie zresztą wyjaśniłeś czemu.
>A z drugiej strony wszechświat jest tak ogromny, że istnieje prawdopodobieństwo, ze nie tylko na naszej planecie zagościła cywilizacja.
Dlatego istnienie kosmitów jest prawdopodobne. Nie ma jak zweryfikować tej tezy, podobnie jak dylematu czy AI stworzone przez człowieka będzie odczuwać świadomość podobnie jak człowiek, czy będzie jedynie działać świadomie, pozostając martwą maszyną. Dotyczy to niewiadomych danych. Nie wiemy jak jest. Są 2 możliwości. W przypadku Boga nie ma takiej możliwości, bo nawet nie ma definicji Boga, ani nie ma żadnej teorii, która by go wymagała lub wskazywałaby na jego prawdopodobieństwo.
To dlatego racjonalista jest agnostykiem w kwestii kosmitów, ale ateistą w kwestii bozi.
>Z drugiej jak czytałem kilka wątków dotyczących ekonomii, pochwał dla Engelsa, Marksa, socjalizmu to się zastanawiam gdzie się podział ten racjonalizm...ale to nie w tym temacie.
Socjalizm to konkurencyjna religia dla katolicyzmu. Na pewno nie racjonalizm.
"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
|
|
| | |  | | gdzielezyprawda (31 punktów) | >>Pytanie zadałem celowo, bo wiem jakie jest Wasz stosunek do wiary w Boga. Z jednej strony powinniście się trzymać ateizmu wobec kosmitów, ponieważ nie macie dowodów na ich istnienie, prawda? >Nieprawda. Sam sobie zresztą wyjaśniłeś czemu.< Dlaczego nieprawda? Czym się różni brak dowodów na istnienie kosmitów a brak dowodów na istnienie Boga? >>A z drugiej strony wszechświat jest tak ogromny, że istnieje prawdopodobieństwo, ze nie tylko na naszej planecie zagościła cywilizacja. >Dlatego istnienie kosmitów jest prawdopodobne. Nie ma jak zweryfikować tej tezy, podobnie jak dylematu czy AI stworzone przez człowieka będzie odczuwać świadomość podobnie jak człowiek, czy będzie jedynie działać świadomie, pozostając martwą maszyną. Dotyczy to niewiadomych danych. Nie wiemy jak jest. Są 2 możliwości. W przypadku Boga nie ma takiej możliwości, bo nawet nie ma definicji Boga, ani nie ma żadnej teorii, która by go wymagała lub wskazywałaby na jego prawdopodobieństwo. >To dlatego racjonalista jest agnostykiem w kwestii kosmitów, ale ateistą w kwestii bozi.< Na jakiej zasadzie przypisujesz prawdopodobieństwo? Dlaczego kosmici mają większe prawdopodobieństwo istnienia, mimo że ich nie widziałeś i nie ma dowodów, które zawsze tak racjonaliści nalegają, niż na istnienie Boga, który stworzył wszechświat? No widzisz dotyczy to niewiadomych danych, stwierdzasz że Boga na pewno nie ma, bo nie masz dowodów na jego istnienie, choć masz 2 możliwości: istnieje albo nie istnieje. Tak samo jak masz 2 możliwości sztucznej inteligencji, albo będzie odczuwać jak człowiek albo jak maszyna. To tak jakbyś z góry zaznaczył, że będzie odczuwać jak maszyna mimo że nie jesteś w stanie tego stwierdzić. Nie sądzisz, że z lekka pachnie ignorancją? Zapewne zdajesz sobie sprawę, że po śmierci dowiesz się/nie dowiesz czy Bóg istnieje, więc dlaczego zawczasu stanowczo odrzucasz jego istnienie? Zastanawiałeś się kiedykolwiek nad rzeczami niemożliwymi, których Twój mózg nie potrafi ogarnąć? >>Z drugiej jak czytałem kilka wątków dotyczących ekonomii, pochwał dla Engelsa, Marksa, socjalizmu to się zastanawiam gdzie się podział ten racjonalizm...ale to nie w tym temacie. >Socjalizm to konkurencyjna religia dla katolicyzmu. Na pewno nie racjonalizm.< Akurat widać pewne podobieństwa racjonalizmu (na tym portalu) do socjalizmu, komunizmu, ateizmu, ewolucji i powstania wrzechświata. Dawkins, Hawking, Marks.. tyle przypadkowych powiązań..przecież to są guru tego portalu. Jeśli zaś chodzi o religie to odkąd zacząłem czytać tematy i artykuły na tym portalu to racjonalizm za taką tutaj uchodzi. Nie wiem, może to takie wrażenie, ale nastawienie tego portalu nie ma za zadanie tworzenia dyskusji i wymiany poglądów, a po prostu z góry narzuca jeden kierunek, coś jak w katolicyzmie.
|
|
| | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Dlaczego nieprawda? Czym się różni brak dowodów na istnienie kosmitów a brak dowodów na istnienie Boga?> >> A z drugiej strony wszechświat jest tak ogromny, że istnieje prawdopodobieństwo, ze nie tylko na naszej planecie zagościła cywilizacja.> >Dlatego istnienie kosmitów jest prawdopodobne.Tu masz odpowiedź. Podobnie można z solipsyzmem. Jakie masz dowody na to, że inni ludzie mają świadomość na takiej zasadzie jak Ty? Skoro Ty jesteś człowiekiem i inni są, to inni raczej też doświadczają świadomości, bo powstała u nich z tego samego powodu co Twoja. > Na jakiej zasadzie przypisujesz prawdopodobieństwo? Dlaczego kosmici mają większe prawdopodobieństwo istnienia, mimo że ich nie widziałeś i nie ma dowodów, które zawsze tak racjonaliści nalegają, niż na istnienie Boga, który stworzył wszechświat?No sam sobie na to już odpowiedziałeś. Bo skoro my istniejemy, to może istnieć taka planeta jak Ziemia lub zupełnie inna, ale zamieszkiwana przez żywe istoty. > No widzisz dotyczy to niewiadomych danych, stwierdzasz że Boga na pewno nie ma, bo nie masz dowodów na jego istnienie, choć masz 2 możliwości: istnieje albo nie istnieje.Nieprawda. Nie można w ogóle rozpatrywać istnienia czegoś takiego jak Bóg, bo jest to nieuprawnione. Same pytania o Boga wynikają z błędnych przesłanek. Pytania o kosmitów są rozsądne, ale nie znamy odpowiedzi, więc ciężko wyrokować o prawdopodobieństwie. Prawdopodobieństwo istnienia Boga to 0. Po prostu coś takiego nie istnieje. > Tak samo jak masz 2 możliwości sztucznej inteligencji, albo będzie odczuwać jak człowiek albo jak maszyna. To tak jakbyś z góry zaznaczył, że będzie odczuwać jak maszyna mimo że nie jesteś w stanie tego stwierdzić.Nie. Wtedy mówię tak jak przy kosmitach - albo będzie a, albo b. W przypadku Boga nie ma takiego dylematu. > Nie sądzisz, że z lekka pachnie ignorancją?Twoje porównanie tak i to nie z lekka. > Zapewne zdajesz sobie sprawę, że po śmierci dowiesz się/nie dowiesz czy Bóg istnieje, więc dlaczego zawczasu stanowczo odrzucasz jego istnienie?Teraz odrzucam. Jeśli odrodzę się po śmierci, to nie będę pamiętał tego wcielenia, niezależnie od tego czy Bóg istnieje czy nie. > Zastanawiałeś się kiedykolwiek nad rzeczami niemożliwymi, których Twój mózg nie potrafi ogarnąć?Tak, zastanawiałem się. Satysfakcjonuje Cię ta odpowiedź?  Rzeczy niemożliwe są niemożliwe. Nie istnieją. Jeśli cuda istnieją to znaczy, że są możliwe, prawda? A nad tym czego mózg nie potrafi ogarnąć zastanawiam się najwięcej, dzięki czemu zwiększa się ilość rzeczy, których mózg się uczy i je ogarnia. Z Bogiem jest podobnie - w pewnym wieku człowiek dojrzewa by wiedzieć dlaczego ta idea jest błędna. > Akurat widać pewne podobieństwa racjonalizmu (na tym portalu) do socjalizmu, komunizmu, ateizmu, ewolucji i powstania wrzechświata. Dawkins, Hawking, Marks.. tyle przypadkowych powiązań..przecież to są guru tego portalu.Wyssałeś to z palca. Niektórzy są tu socjalistami. Jaki to ma związek z ateizmem? Liberałowie są zazwyczaj ateistami. Socjaliści to zwolennicy represji i wierzący w nieomylność demokracji. Religia to taka sama wiara jak socjalizm. > Jeśli zaś chodzi o religie to odkąd zacząłem czytać tematy i artykuły na tym portalu to racjonalizm za taką tutaj uchodzi. Nie wiem, może to takie wrażenie, ale nastawienie tego portalu nie ma za zadanie tworzenia dyskusji i wymiany poglądów, a po prostu z góry narzuca jeden kierunek, coś jak w katolicyzmie.> Podaj przykłady.
"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
|
|
| | | | |  | | gdzielezyprawda (31 punktów) | > >Dlaczego nieprawda? Czym się różni brak dowodów na istnienie kosmitów a brak dowodów na istnienie Boga?> >>> A z drugiej strony wszechświat jest tak ogromny, że istnieje prawdopodobieństwo, ze nie tylko na naszej planecie zagościła cywilizacja.> >>Dlatego istnienie kosmitów jest prawdopodobne.> Tu masz odpowiedź.<To nie jest odpowiedź, to jest przypuszczenie bądź domniemanie, którego nie da się oprzeć naukowo, ponieważ nie ma na to dowodów. Tym samym potwierdza się teoria, że racjonaliści dobierają sobie rzeczy, które uważają za oczywiste bądź możliwe do istnienia na podstawie tego jak oni uważają albo jak wmawiają im założyciele nurtu racjonalizmu. > Podobnie można z solipsyzmem. Jakie masz dowody na to, że inni ludzie mają świadomość na takiej zasadzie jak Ty? Skoro Ty jesteś człowiekiem i inni są, to inni raczej też doświadczają świadomości, bo powstała u nich z tego samego powodu co Twoja.<Nie znam tego pojęcia więc się nie wypowiem. Oczywiście, że nie mam dowodu, mam przez to więc rozumieć że w takim razie to jest niemożliwe, aby każdy miał świadomość na takiej samej zasadzie jak ja? > >Na jakiej zasadzie przypisujesz prawdopodobieństwo? Dlaczego kosmici mają większe prawdopodobieństwo istnienia, mimo że ich nie widziałeś i nie ma dowodów, które zawsze tak racjonaliści nalegają, niż na istnienie Boga, który stworzył wszechświat?> No sam sobie na to już odpowiedziałeś. Bo skoro my istniejemy, to może istnieć taka planeta jak Ziemia lub zupełnie inna, ale zamieszkiwana przez żywe istoty.<Dlaczego może istnieć taka planeta jak ziemia i żywe istoty, a nie może istnieć Bóg/cokolwiek co mogło się przyczynić do powstania wszechświata i co stoi ponad wszechświatem? > >No widzisz dotyczy to niewiadomych danych, stwierdzasz że Boga na pewno nie ma, bo nie masz dowodów na jego istnienie, choć masz 2 możliwości: istnieje albo nie istnieje.> Nieprawda. Nie można w ogóle rozpatrywać istnienia czegoś takiego jak Bóg, bo jest to nieuprawnione. Same pytania o Boga wynikają z błędnych przesłanek. Pytania o kosmitów są rozsądne, ale nie znamy odpowiedzi, więc ciężko wyrokować o prawdopodobieństwie. Prawdopodobieństwo istnienia Boga to 0. Po prostu coś takiego nie istnieje.<Dlaczego nie można tego rozpatrywać i dlaczego mówisz, że nieuprawnione? W jakim sensie? Kto odpowiada ze to, że coś jest uprawnione i nieuprawnione do rozpatrywania? > >Tak samo jak masz 2 możliwości sztucznej inteligencji, albo będzie odczuwać jak człowiek albo jak maszyna. To tak jakbyś z góry zaznaczył, że będzie odczuwać jak maszyna mimo że nie jesteś w stanie tego stwierdzić.> Nie. Wtedy mówię tak jak przy kosmitach - albo będzie a, albo b. W przypadku Boga nie ma takiego dylematu.<Nadal nie dostałem klarownej odpowiedzi dlaczego kosmitów, na których nie ma dowodów i których nigdy nie zaobserwowano można to rozpatrywać, a w przypadku Boga którego nie widziano i nie ma na niego dowodów nie można rozpatrywać. > >Nie sądzisz, że z lekka pachnie ignorancją?> Twoje porównanie tak i to nie z lekka.<Uzasadnisz? > >Zapewne zdajesz sobie sprawę, że po śmierci dowiesz się/nie dowiesz czy Bóg istnieje, więc dlaczego zawczasu stanowczo odrzucasz jego istnienie?> Teraz odrzucam. Jeśli odrodzę się po śmierci, to nie będę pamiętał tego wcielenia, niezależnie od tego czy Bóg istnieje czy nie.<Skąd akurat przekonanie, że miałbyś się odrodzić a do tego jeszcze tego nie pamiętać? Nie uważasz, że istnieją miliardy możliwości, co może być po śmierci? W końcu sam guru Hawking powiedział, że wszechświat powstał z niczego, a właściwie z przypadku. Dalej z przypadku powstały prawa fizyki, planety i organizmy żywe, które przypadkiem wyewoluowały w ten a nie w inny sposób, że możemy rozmawiać i zastanawiać się nad tym skąd się wzięliśmy (choć tu pewnie ja się tylko zastanawiam, racjonaliści dokładnie wiedzą). Jakie jest prawdopodobieństwo tego, że akurat w ten sposób miał się przypadkowo stworzyć nasz wszechświat? Czy były jeszcze inne możliwości? Co wpłynęło, że akurat te rzeczy, które nas otaczają tak się wykreowały a nie inaczej? > >Zastanawiałeś się kiedykolwiek nad rzeczami niemożliwymi, których Twój mózg nie potrafi ogarnąć?> Tak, zastanawiałem się. Satysfakcjonuje Cię ta odpowiedź? <Heh, po części. I jaki masz stosunek do takich rzeczy? Z góry wszystko odrzucasz? Powiedz mi, jak to jest że mamy świadomość, myślimy, kierujemy naszym ciałem, a nie potrafimy kierować swoim organizmem? Kiedy jesteś chory i do organizmu wda się wirus, nagle nasz organizm zaczyna się bronić. Sam. My nie mamy kompletnie na to żadnego wpływu, działa to jakby podświadomie. Dlaczego? > Rzeczy niemożliwe są niemożliwe. Nie istnieją. Jeśli cuda istnieją to znaczy, że są możliwe, prawda? A nad tym czego mózg nie potrafi ogarnąć zastanawiam się najwięcej, dzięki czemu zwiększa się ilość rzeczy, których mózg się uczy i je ogarnia. Z Bogiem jest podobnie - w pewnym wieku człowiek dojrzewa by wiedzieć dlaczego ta idea jest błędna.<No właśnie trafiłeś w sedno. Jest rzecz niemożliwa, która jeśli się spełni jest możliwa. Dlaczego więc odrzucasz możliwość istnienia Boga, tylko dlatego, że nie potrafisz stwierdzić, że istnieje? > >Akurat widać pewne podobieństwa racjonalizmu (na tym portalu) do socjalizmu, komunizmu, ateizmu, ewolucji i powstania wrzechświata. Dawkins, Hawking, Marks.. tyle przypadkowych powiązań..przecież to są guru tego portalu.> Wyssałeś to z palca.<Wiele tematów i artykułów przeczytałem zanim zacząłem się udzielać na forum. Każdy nowy użytkownik, w miarę ogarnięty, zauważy tą zbieżność.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > To nie jest odpowiedź, to jest przypuszczenie bądź domniemanie, którego nie da się oprzeć naukowo, ponieważ nie ma na to dowodów.Nie rżnij głupa. Na tej zasadzie mogę mówić, że nie masz dowodów na to, że twój mózg istnieje. Fakty są takie, że jesteśmy jedną z planet i zbadaliśmy bardzo małą część kosmosu. Tu jest możliwe, że są też inne cywilizacje podobne do naszej na innych planetach, ale także możliwe jest, że jesteśmy tylko my. Bóg to co innego. Nie ma żadnych przesłanek by móc cokolwiek powiedzieć na temat ewentualnego Boga. > Tym samym potwierdza się teoria, że racjonaliści dobierają sobie rzeczy, które uważają za oczywiste bądź możliwe do istnienia na podstawie tego jak oni uważają albo jak wmawiają im założyciele nurtu racjonalizmu.Nie zrozumiałeś, albo żałośnie trollujesz. Racjonaliści używają rozumu przy rozstrzyganiu tego typu "sporów". Mogą więc zastanawiać się nad tym czy istnieją inne cywilizacje, ale uczciwa odpowiedź brzmi "nie wiem". Prawdopodobieństwo jest. W nauce nie ma natomiast debaty na temat Boga, bo nie ma nawet jasno sformułowanych przesłanek takiej teorii. > Nie znam tego pojęcia więc się nie wypowiem. Oczywiście, że nie mam dowodu, mam przez to więc rozumieć że w takim razie to jest niemożliwe, aby każdy miał świadomość na takiej samej zasadzie jak ja?Nie. Masz przez to rozumieć, że dla niektórych rzeczy nie ma dowodów w takim sensie o jaki teraz pytasz, ale racjonalne jest zakładanie, że jest akurat tak, a nie inaczej. > Dlaczego może istnieć taka planeta jak ziemia i żywe istoty, a nie może istnieć Bóg/cokolwiek co mogło się przyczynić do powstania wszechświata i co stoi ponad wszechświatem?Bo skoro ziemia i takie istoty już istnieją, to dlaczego miałyby nie istnieć także w innych miejscach w kosmosie? Bóg nie może istnieć, bo nie ma w ogóle o czym mówić - zaproponuj jakąś definicję, to pogadamy, bo teraz wplotłeś tu jeszcze inne istoty. No mogły nas stworzyć jakieś inne inteligentne istoty, ale nawet jeśli tak jest, to niczego to nie wyjaśnia, bo one też musiały jakoś powstać. Stworzyły je inne inteligentne istoty i tak w nieskończoność błędne koło? Otóż nie i te istoty składają się z procesów. Gdyby miał istnieć Bóg to musiałby się składać z procesów i podlegać prawom logiki - coś musiałoby go stworzyć. Hipoteza Boga jest nieracjonalna i niesprecyzowana pojęciowo. > Dlaczego nie można tego rozpatrywać i dlaczego mówisz, że nieuprawnione? W jakim sensie? Kto odpowiada ze to, że coś jest uprawnione i nieuprawnione do rozpatrywania?Nikt. Raczej coś. Logika i argumenty wynikające z faktów. Nie można porównywać możliwości istnienia czegoś co już jest, bo to tylko pytanie o powtarzalność tego zjawiska, z czymś czego nawet nie umiemy zdefiniować i co nie pasuje do logiki. Dlaczego urojenia i bajki miałyby być stawiane w jednym rzędzie z nauką? Dlaczego miałoby to być racjonalne? > Skąd akurat przekonanie, że miałbyś się odrodzić a do tego jeszcze tego nie pamiętać? Nie uważasz, że istnieją miliardy możliwości, co może być po śmierci?Zależy w jakim sensie rozumiesz te miliardy możliwości. Jeśli to, że skoro już istnieję w świadomej formie, ale nic nie zależy ode mnie jako od świadomości (jako od człowieka zależy, ale ludźmi sterują nieświadome mechanizmy), to świadomość może się odrodzić ale w innym scenariuszu, innym organizmie, zupełnie innej rzeczywistości. To jest logiczna możliwość. Alternatywą jest nicość. Pozostałe scenariusze jakie zaproponujesz są nielogiczne, więc daruj sobie osobowego Boga i rozmowę z nim jako "dusza"  > Jakie jest prawdopodobieństwo tego, że akurat w ten sposób miał się przypadkowo stworzyć nasz wszechświat? Czy były jeszcze inne możliwości? Co wpłynęło, że akurat te rzeczy, które nas otaczają tak się wykreowały a nie inaczej?Tego nie wiemy. > I jaki masz stosunek do takich rzeczy? Z góry wszystko odrzucasz?Jeśli czegoś nie da się pojąć, to co nowego możesz wymyślić?  > Powiedz mi, jak to jest że mamy świadomość, myślimy, kierujemy naszym ciałem, a nie potrafimy kierować swoim organizmem? Kiedy jesteś chory i do organizmu wda się wirus, nagle nasz organizm zaczyna się bronić. Sam. My nie mamy kompletnie na to żadnego wpływu, działa to jakby podświadomie. Dlaczego?Wszystko tak działa, tylko człowiek podlega iluzji jaką jest utożsamienie świadomego doświadczenia z organizmem, w którym jest ono wytwarzane. Jedni zdają sobie z tego sprawę, a inni nie. Jako doświadczenie po prostu wynikamy z tego co było wcześniej i nie mamy na nic wpływu. > No właśnie trafiłeś w sedno. Jest rzecz niemożliwa, która jeśli się spełni jest możliwa. Dlaczego więc odrzucasz możliwość istnienia Boga, tylko dlatego, że nie potrafisz stwierdzić, że istnieje?Ale nie można mówić np o prawdziwości kantu kuli albo Boga, bo nie ma logicznych definicji, do których można by to odnieść. I wtedy wiadomo, że to nie zaistnieje, bo... jeśli zaistnieje prawdziwe takie zjawisko, to nie rozpoznasz, że chodzi akurat o to  > >>Akurat widać pewne podobieństwa racjonalizmu (na tym portalu) do socjalizmu, komunizmu, ateizmu, ewolucji i powstania wrzechświata. Dawkins, Hawking, Marks.. tyle przypadkowych powiązań..przecież to są guru tego portalu.> >Wyssałeś to z palca.<> Wiele tematów i artykułów przeczytałem zanim zacząłem się udzielać na forum. Każdy nowy użytkownik, w miarę ogarnięty, zauważy tą zbieżność.Ja nie zauważyłem. Racjonalizm kłóci się z socjalizmem, ale skłania się ku fatalizmowi i wolnemu rynkowi 
"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
|
|
| | | | |  | | gdzielezyprawda (31 punktów) | >Niektórzy są tu socjalistami. Jaki to ma związek z ateizmem? Liberałowie są zazwyczaj ateistami. Socjaliści to zwolennicy represji i wierzący w nieomylność demokracji. >Religia to taka sama wiara jak socjalizm.< Nie miałem na myśli, że socjaliści to ateiści tylko jest związek akurat z lewą stroną a do niej należy też socjalizm. Socjaliści to durnie, którzy sami do niczego nie potrafią dojść tylko wydaje im się, że wszystko im się należy i że inni na nich będą pracować. >>Jeśli zaś chodzi o religie to odkąd zacząłem czytać tematy i artykuły na tym portalu to racjonalizm za taką tutaj uchodzi. Nie wiem, może to takie wrażenie, ale nastawienie tego portalu nie ma za zadanie tworzenia dyskusji i wymiany poglądów, a po prostu z góry narzuca jeden kierunek, coś jak w katolicyzmie. >> >Podaj przykłady. Nie podam Ci przykładów bo ich nie zapisuję, mówię jakie są moje odczucia po głębszym przeanalizowaniu tego portalu. I nie potrzebuję do tego naukowca, który napisze o tym artykuł, żeby to stwierdzić.
Póki co próbuję rozgryźć postrzeganie świata przez racjonalistów z tego portalu, a to że napisałem takie a nie inne wnioski nie wzięło się znikąd.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Niektórzy są tu socjalistami. Jaki to ma związek z ateizmem? Liberałowie są zazwyczaj ateistami. Socjaliści to zwolennicy represji i wierzący w nieomylność demokracji.> >Religia to taka sama wiara jak socjalizm.<> Nie miałem na myśli, że socjaliści to ateiści tylko jest związek akurat z lewą stroną a do niej należy też socjalizm.Ale na forum zdania na ten temat są podzielone, choć faktycznie przeważa lewa strona, ale głównie w sprawach społecznych. Myślę, że społecznie bardziej wrażliwe osoby wybierają lewą stronę, a mniej wrażliwe prawą, a w gospodarczej głupi ulegają socjalistycznej propagandzie, a sprytni i nieuczciwi ją tworzą  , zaś ludzie choć w miarę ogarnięci i inteligentni wolą bardziej liberalną gospodarkę i mniejszą rolę państwa, choć raczej nie w skrajnej formie jak chce np Korwin. > Socjaliści to durnie, którzy sami do niczego nie potrafią dojść tylko wydaje im się, że wszystko im się należy i że inni na nich będą pracować.Albo po prostu łykają propagandę, bo mają nadzieję, że to zadziała i wtedy będzie dobrze  A z racjonalistami na tym portalu jest różnie. Wielu irracjonalistów tutaj wręcz chwali się swoją nielogicznością i brakiem argumentów.
"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 Jolanta Komorowska (1321 punktów) (zablokowany) | >Nie miałem na myśli, że socjaliści to ateiści tylko jest związek akurat z lewą stroną a do niej należy też socjalizm. Socjaliści to durnie, którzy sami do niczego nie potrafią dojść tylko wydaje im się, że wszystko im się należy i że inni na nich będą pracować.
Nie pracować, a zap.lać. Od lat już nie widzę pracy, a właśnie zap.lanie. Może dlatego, że zamiast zatrudnić dwie osoby pracuje jedna? 200% normy. I tacy socjaliści mają prawo oczekiwać, bo płacą składniki. Inni socjaliści nie muszą płacić składek, bo np; pracują na czarno'. Ten system odebrał człowiekowi i godność, i zadowolenie z zatrudnienia.
|
|
 | 1 na 3 | Irracja (4721 punktów) | >Jaki jest stosunek racjonalisty do wiary w cywilizacje/istoty pozaziemskie?
... obojętny. Racjonalista nie zajmuje się czymś, co nie posiada dowodów, przesłanek, i niczego co by naukowo mogło wskazywać na istnienie. Tym bardziej nie obala czegoś co naukowo nie istnieje...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
|  | 1 na 1 | gdzielezyprawda (31 punktów) | >>Jaki jest stosunek racjonalisty do wiary w cywilizacje/istoty pozaziemskie? >... obojętny. Racjonalista nie zajmuje się czymś, co nie posiada dowodów, przesłanek, i niczego co by naukowo mogło wskazywać na istnienie. Tym bardziej nie obala czegoś co naukowo nie istnieje... To inaczej, uważasz że cywilizacje pozaziemskie istnieją?
> ... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| |  | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | >>To inaczej, uważasz że cywilizacje pozaziemskie istnieją?
... a są na to jakieś "sensowne dowody"? Inaczej nie warto się tym zajmować...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | |  | | gdzielezyprawda (31 punktów) | >>>To inaczej, uważasz że cywilizacje pozaziemskie istnieją? >... a są na to jakieś "sensowne dowody"? Inaczej nie warto się tym zajmować... Gdybyś miał dowody to jaki sens miałoby to pytanie? Pytam wprost uważasz że cywilizacje pozaziemskie istnieją czy nie? Odpowiem za Ciebie. Twój umysł powie, że nie, bo nie ma dowodu, natomiast przeczucie powie, że tak bo wszechświat jest cholernie ogromny, którego się nie da ogarnąć i jeśli my istniejemy, to jest ogromne prawdopodobieństwo, że na jakiejś planecie też istnieje życie.
A dwa. Wytłumacz mi dlaczego racjonaliści z tego portalu definitywnie i niezaprzeczalnie uważają że nie może istnieć Bóg/absolut, który stworzył wszechświat w którym istniejemy? Pomijając prośbę o dowody sensowne/niesensowne, w czym tkwi problem umysłu racjonalisty, że nie potrafi sobie wyobrazić tego, że ktoś taki istnieje, a wierzą/uważają/mają dowody że świat powstał samoistnie przez przypadek, ot tak, zaś ludzie/zwierzęta powstali z materii nieożywionej.
Nie pytam ze złośliwości, po prostu zastanawia mnie cały czas sposób myślenia takich osób. Czy korzystają z wyobraźni? W końcu wyobraźnia przeważnie tworzy rzeczy niemożliwe w naszym umyśle. I ostantnie pytanie. Skąd biorą się myśli i obraz rzeczy/osób/stworów/miejsc, których nigdy nie widzieliśmy a potrafimy sobie wyobrazić.
Pozdro
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Irracja (4721 punktów) | >Pytam wprost uważasz że cywilizacje pozaziemskie istnieją czy nie? Odpowiem za Ciebie. Twój umysł powie, że nie, bo nie ma dowodu, natomiast przeczucie powie, że tak bo wszechświat jest cholernie ogromny, którego się nie da ogarnąć i jeśli my istniejemy, to jest ogromne prawdopodobieństwo, że na jakiejś planecie też istnieje życie.
... oki. Powiedz w jakim sensie mam rozumieć pojęcie "cywilizacja". Czy według naszych ludzkich kryteriów, czy też istnieją jakieś uniwersalne dla całego wszechświata? Po drugie, raz piszesz o cywilizacji, drugi raz o życiu. A to nie jest to samo. Nie istnieją żadne dowody, czy też przesłanki na istnienie innego życia we wszechświecie. Wiara to żaden dowód, czy przesłanka. Nasze ludzkie analizy i przypuszczenia mogą być całkiem błędne. Być może jesteśmy ewenementem i wybrykiem nie pasującym do pojęcia o życiu według innych cywilizacji wszechświata. Może dlatego nas nie szukają, nie próbują nawiązać kontaktu, lub po prostu ignorują. Można tak jeszcze długo...
>A dwa. Wytłumacz mi dlaczego racjonaliści z tego portalu definitywnie i niezaprzeczalnie uważają że nie może istnieć Bóg/absolut, który stworzył wszechświat w którym istniejemy?
... błąd. Żaden racjonalista nie twierdzi, że "Bóg/absolut" nie może istnieć w ogóle. Po prostu, w kontekście naszej wiedzy, doświadczeń, itp. "Bóg/absolut" w "formie przedstawianej przez religiantów i kreacjonistów" nie istnieje, a nawet nie może istnieć. To religie stworzyły wizerunek "Boga/absolutu" odpowiadający ich wyobrażeniom, ich potrzebom władzy i innym partykularnym potrzebom. I to bez żadnych dowodów, czy realnych przesłanek. Być może gdyby był przedstawiany inaczej, gdyby były jakieś sensowne przesłanki, to może i by szukali. Ale świat/wszechświat jest tak bardzo ciekawy i tak mało poznany, że szkoda czasu na zajmowanie się czymś, na co brak nawet przesłanek...
>Pomijając prośbę o dowody sensowne/niesensowne, w czym tkwi problem umysłu racjonalisty, że nie potrafi sobie wyobrazić tego, że ktoś taki istnieje,
... dlaczego twierdzisz, że nie potrafią sobie tego wyobrazić? Wśród racjonalistów też są marzyciele, zwolennicy fantastyki, bajkopisarze, itp. Tylko powiedz dlaczego mają to czynić, dlaczego mają się dzielić, z innymi, własnymi fantazjami? A zwłaszcza, dlaczego mają narzucać innym swoje wizje i żądać z tego powodu wiary, posłuszeństwa i uznania ich władzy - o korzyściach nie wspominając?...
>a wierzą/uważają/mają dowody że świat powstał samoistnie przez przypadek, ot tak, zaś ludzie/zwierzęta powstali z materii nieożywionej.
... bo istnieją na to, co najmniej realne i racjonalne przesłanki. A w wielu przypadkach "twarde dowody"...
>Nie pytam ze złośliwości, po prostu zastanawia mnie cały czas sposób myślenia takich osób. Czy korzystają z wyobraźni?
... korzystają, korzystają. Nawet najbardziej racjonalny, merytoryczny,itp. (inaczej mówiąc "nudny") naukowiec zaczyna badania od wyobrażeń, czyli założeń...
>W końcu wyobraźnia przeważnie tworzy rzeczy niemożliwe w naszym umyśle. I ostatnie pytanie. Skąd biorą się myśli i obraz rzeczy/osób/stworów/miejsc, których nigdy nie widzieliśmy a potrafimy sobie wyobrazić.
... ilu ludzi, tyle odpowiedzi. Nie znamy dobrze nawet samych siebie, ani naszego mózgu. Nigdy nie ustalisz jednoznacznej odpowiedzi. Co najwyżej jakiś ogólny schemat. I to schemat wielowątkowy, o wielu uwarunkowaniach...
... Cześć...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
 | 3 na 3 | tarkos (10757 punktów) | >Jaki jest stosunek racjonalisty do wiary w cywilizacje/istoty pozaziemskie? Wpierw zauważmy, że w kosmosie istnieje przynajmniej jedna cywilizacja (tu - ziemska). Skoro tak, to istnieje przesłanka do pytania czy może ich być więcej (no bo dlaczego tylko jedna?). Z samego założenia, że nie jesteśmy jakoś szczególnie wyróżnieni (skąd by się miała wziąć anizotropowość) wynika, że owszem - istnienie wielu cywilizacji, choć pewnie w odległych miejscach lub czasach, jest możliwe.
Inaczej rzecz się przedstawia z bóstwami. Tych są chyba tysiące (czy ktoś sporządził kompletną listę bóstw?), ale żadnego konkretnego jakoś się nie wykrywa (jeśli się mylę, proszę mnie poprawić). Wiara w inne cywilizacje zasadniczo różni się od wiary w bóstwa, gdyż tej drugiej brak przesłanek, podczas gdy pierwsza ma przynajmniej jedną. >
|
|
| gdzielezyprawda (31 punktów) | kasssssssssssssssssss
|
|
 | | markiza33 (1 punktów) | Odp: boga nie ma - bóg nie istnieje | boga nie ma, bóg nie istnieje i po co się tak niekulturalnie odnosić?
|
|
|  | -1 na 3 | rogaliczek (669 punktów) | > boga nie ma, bóg nie istnieje i po co się tak niekulturalnie odnosić?Skoro boga nie ma to dlaczego MUSISZ oddychać?
|
|
| |  | | Starog-Chrystus-Howgh (359 punktów) | > > boga nie ma, bóg nie istnieje i po co się tak niekulturalnie odnosić?> Skoro boga nie ma to dlaczego MUSISZ oddychać?> ... a MUSISZ? , no i co to jest te/to ... boga? .
|
|
| | |  | 1 na 1 | rogaliczek (669 punktów) | >... a MUSISZ?
yhm
>no i co to jest te/to ... boga?
Wszystko.
>... skoro bóg jest to dlaczego MUSISZ jeść, i to jeszcze "zdobywając" pożywienie?...
Z tego samego powodu.
>Co ma w kwestii formalnej, oddychanie z Bogiem????
Wszystko.
|
|
| |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | >>Skoro boga nie ma to dlaczego MUSISZ oddychać?
... skoro bóg jest to dlaczego MUSISZ jeść, i to jeszcze "zdobywając" pożywienie?...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| |  | -1 na 3 | Wenancjusz (16441 punktów) | > > boga nie ma, bóg nie istnieje i po co się tak niekulturalnie odnosić?> Skoro boga nie ma to dlaczego MUSISZ oddychać?> Dałem temu pytaniu minusa choć nie lubię tego robić, bo tak bezprzedmiotowego/bezsensownego tematowi wątku pytaniu, bez związku z tematem, nie można tolerować i pochwalać. Co ma w kwestii formalnej, oddychanie z Bogiem????
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >>Skoro boga nie ma to dlaczego MUSISZ oddychać? >Dałem temu pytaniu minusa choć nie lubię tego robić, bo tak bezprzedmiotowego/bezsensownego tematowi wątku pytaniu, bez związku z tematem, nie można tolerować i pochwalać. Co ma w kwestii formalnej, oddychanie z Bogiem???? Skoro nie wiesz to dlaczego dałeś minusa?
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | |  | | Wenancjusz (16441 punktów) | > >>Skoro boga nie ma to dlaczego MUSISZ oddychać?> >Dałem temu pytaniu minusa choć nie lubię tego robić, bo tak bezprzedmiotowego/bezsensownego tematowi wątku pytaniu, bez związku z tematem, nie można tolerować i pochwalać. Co ma w kwestii formalnej, oddychanie z Bogiem????> Skoro nie wiesz to dlaczego dałeś minusa?Skoro Ty wiesz i widzisz sens tego pytania, to spróbuj mi Ty mi to wyjaśnić. Bo mnie zaskakuje egzotyczne kojarzenie tematów istnienia Boga a fizjologiczną czynnością oddychania. Dla mnie takie pytanie konsumuję jak kaszankę z miodem. A poza tym słowo "MUSISZ" co określa? Niezrozumiała jest konieczność oddychania jako bezwiedna, naturalna czynność organizmu towarzysząca procesowi podtrzymania życia, jest widocznie niezrozumiała twórcy takiego pytania. I co ma do tego kwestia istnienia lub nie Boga? To Bóg "wymyślił" oddychanie? Cytat:Skoro boga nie ma to dlaczego MUSISZ oddychać? Jeśli potrafisz to powiąż mi te pojęcia tak bym zrozumiał. Starałem się bliżej określić co mną powodowało by zminusować oczywisty bezsens pytania. A proszę bardzo poważnie, choć sam widzę, że napisałeś krytyczną uwagę w mym kierunku, sam nie zdając sobie sprawy, że mogę to potraktować jako zwykłą impertynencką zaczepkę przez równie niemyślącego do końca z sensem.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| |  | 1 na 1 | tarkos (10757 punktów) | >Skoro boga nie ma to dlaczego MUSISZ oddychać? Dziwne pytanie - czy w kwestii konieczności oddychania bezbożnicy różnią się czymś od wierzących? >
|
|
| | |  | 1 na 1 | rogaliczek (669 punktów) | >Dziwne pytanie
Wszystko jest dziwne. Pytanie było w gruncie rzeczy jedynie odpowiedzią do prowokacyjnego stwierdzenia, że boga nie ma, co wasze pożałowania godne umysły jak zawsze zinterpretowały przez pryzmat swoich banalnych wyobrażeń.
> czy w kwestii konieczności oddychania bezbożnicy różnią się czymś od wierzących?
nie. to bez znaczenia. coś jeszcze mam wytłumaczyć?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | tarkos (10757 punktów) | >Wszystko jest dziwne. Sam termin "wszystko" już wydaje się nadużyciem. Zaś najdziwniejsze wydaje się to, że nie ma żadnej dziwności. ["Największy cud jest taki, że nie ma żadnych cudów". /za E. Stachurą/]
> wasze pożałowania godne umysły jak zawsze zinterpretowały przez pryzmat swoich banalnych wyobrażeń. Wy (towarzyszu)) wyobrażacie sobie czyjeś niedobory wyobraźni? [Mnie się zdaje, że Twoja wyobraźnia nie jest aż tak banalna, by zajmować się cudzą banalnością.]
>>> bezbożnicy różnią się czymś od wierzących? >nie. to bez znaczenia. Dziękuję - tyle wystarczy. >
P.S. Czy pejoratywne o innych mniemanie ("wasze pożałowania godne umysły") przydaje szanownemu koledze jakiejś dodatkowej wartości? Proszę się zastanowić. >
|
|
| | | | |  | | rogaliczek (669 punktów) | >Sam termin "wszystko" już wydaje się nadużyciem.
Wszystko jest wszystkim, więc jak dostrzeżesz jedną rzecz we wszystkim to dostrzeżesz ją wszędzie.
>Zaś najdziwniejsze wydaje się to, że nie ma żadnej dziwności.
Dziwność zawiera rzeczy zrozumiałe tak jak szaleństwo zawiera logikę ale na odwrót to już nie działa. Człowiek który się nie dziwi to człowiek ograniczony, bez wiedzy, jest jak rozkapryszone dziecko zanim dostanie gonga na głupi łeb aby zrozumieć.
>Wy (towarzyszu)) wyobrażacie sobie czyjeś niedobory wyobraźni?
Moja wyobraźnia, empatia i zrozumienie dla wszelkich istot jest niezgłębione.
>[Mnie się zdaje, że Twoja wyobraźnia nie jest aż tak banalna, by zajmować się cudzą banalnością.]
Moja niebanalność jest równie banalna jak wasza banalność.
>Dziękuję - tyle wystarczy.
Nie ma za co.
|
|
| | | |  | | Wenancjusz (16441 punktów) | >>Dziwne pytanie >Wszystko jest dziwne. Pytanie było w gruncie rzeczy jedynie odpowiedzią do prowokacyjnego stwierdzenia, że boga nie ma, co wasze pożałowania godne umysły jak zawsze zinterpretowały przez pryzmat swoich banalnych wyobrażeń. >> czy w kwestii konieczności oddychania bezbożnicy różnią się czymś od wierzących? >nie. to bez znaczenia. coś jeszcze mam wytłumaczyć?
Właśnie nie wytłumaczyłeś. Nie mam zamiaru odstraszać Ciebie od żadnej wiary, ale jak widzisz sami wierzący prowokują przez izolowanie swojego światka wiary (tak, bo wiara jest głęboko osobistą, indywidualną sprawą każdego człowieka) od napływu informacji z zewnątrz, których właśnie z powodu zamknięcia się na nie, nie tworzą komunikatywnych relacji. Tak wygląda zawsze, gdy ulega się narzuconym nakazom określonego, samodzielnego (nie)myślenia. Pozdrawiam.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | No zdefiniuj desygnaty i wytłumacz skąd wzięły się Twoje stwierdzenia, bo póki co bredzisz.
"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
|
|
1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | Odp: Wiara - co to takiego? | >Biblijny Szaweł dość dobrze definiuje to pojęcie w liście do Hebrajczyków: >"Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy." Źle definiuje, wiara nie jest dowodem.
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|