Przepraszam, że umieszczam ten wątek w dziale NAUKA. Jednakże, spośród działów forum, to jednak do NAUKI chyba mu najbliżej. Bądź co bądź chodzi o zjawisko fizyczne. Przed chwilą usłyszałem w radio jakiegoś "specjalistę" od motoryzacji, który powiedział, że obecnie nie musimy już "ocieplać" akumulatora, ale przyszłoroczna zima będzie ostra i jeżeli nie chcemy mieć kłopotów z porannym rozruchem samochodu, to powinniśmy pomyśleć o "ocieplaczu". Najlepiej będzie, gdy przygotujemy sobie drewnianą skrzynkę wypełnioną np. wełną mineralną lub kupimy w sklepie gustowny pikowany pokrowiec (najlepiej z uszami - będzie wtedy można akumulator łatwiej przenosić). A jeżeli już szkoda nam pieniędzy, to nie wyrzucajmy starego szalika. Zimą jak raz przyda się do owinięcia akumulatora. Ja uważam te rady za bzdurne, wynikające z rozumowania intuicyjnego, bez głębszego zastanowienia. Moim zdaniem takie "ocieplanie" akumulatora nie tylko nie zwiększy jego porannej wydajności prądowej, ale zmniejszy ją na okres eksploatacji samochodu w ciągu dnia. Jeżeli wieczorem zostawimy samochód na mrozie pod chmurką czy w nieogrzewanym garażu, to (niezależnie jak bardzo go opatulimy) rano akumulator i tak będzie miał temperaturę otoczenia, czyli minus kilkanaście stopni. Natomiast po rozruchu "nieocieplony" akumulator ogrzeje się nieco w czasie jazdy od silnika a "ocieplony" nie zdąży. "Ocieplanie" może mieć pewien sens, jeżeli w ciągu dnia jeździmy dużo a na noc odstawiamy samochód na krótko, powiedzmy do 5 godz. Wtedy zaizolowanie cieplne akumulatora może mu zapewnić w miarę stałą temperaturę, co poprawi nieco warunki jego eksploatacji. Większość użytkowników jeździ jednak maksymalnie 3 godz. w ciągu dnia a samochód odstawia na noc na minimum 8 godzin. Zresztą duża część (chyba nawet większa) nie jeździ codziennie i samochód stoi na mrozie kilkadziesiąt godzin. I co tu pomoże jakiekolwiek "ocieplanie"? A co Wy o tym sądzicie? |