Witam!
Strasznie podkurzają mnie te plastikowe tuleje, w które producenci szynek oplatają swoje wyroby. Za każdym razem kiedy ostro rżnę sobie kolejną porcję po to, aby kosztować i delektować się bogactwem smaków marketowej, wysoce przetworzonej świni przeobrażonej w ponoć gotowy do spożycia produkt ogarnia mnie psychopatyczny lęk i szał - ciał. Ostatnio prawie udławiłem się tym cholerstwem, dostałem tragicznego w skutkach sprzężenia zwrotnego w żołądku, a potem w atmosferze ciężkiego smutku i zawisłego w atmosferze żalu puściłem sobie z tego wszystkiego pawia na mój świeżo wycyklinowany i wymyty drewniany parkiet, który odziedziczyłem po moim dziadku. Nie mam pojęcia, co z tym zrobić. Jeśli ktokolwiek ma jakiś pomysł na rozwiązanie moich zawiłych utrapień, to proszę o czynny udział w dyskusji.
Pozdrawiam Klunej Clooney |