>nauka neguje istnienie Boga. to nic że naukowcy są coraz bardziej sceptyczni co do ewolucji. nawet >jakiś niedawny czas temu w świecie nauki pisano o tym że pierwsze narzędzia i ich wykonanie datuje >się na dużo wcześniej niż powszechnie sądzono. >Jakiego Boga neguje nauka?
W tym problem jeśli Boga tak naprawdę nie ma. Więc co tu negować?
> Takiego który stworzył świat czy takiego który daje życie wieczne?
Kapeć słuchaj i się ucz. Co jest wieczne? Tractu temporis depravatum est - przez upływ czasu się psuje. Wszystko! Znasz tą zasadę? Już z starożytni zauważyli, że prawdy po czasie sczezną. Sprawdza się co do joty. Kto nam daje życie? Ateistom zwłaszcza? A tych jest coraz więcej. Dlaczego? No więc jakiego Boga "nauka neguje"? Czy jest coś takiego co najważniejszym we Wszechświecie jest? Nie oczywiście. Bo do jakiego pułapu/poziomu sprowadza się wszelakie "boskie" dyskusje? Do poziomu nawiedzonych religiantów zakładających i obstających przy twierdzeniu, że Bóg jest. I koniec. To twierdzenie faktu, czy też rozbuchanej, czasem chorej wyobraźni?
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|