Z wyjątkiem maski na twarzy i szpady u boku - przyodziany był w strój kojarzący się z Zorro. Wystudiowanym, zgrabnym ruchem odszpuntował wielką dębową beczkę, po czym sięgnął po zawieszoną na jej krawędzi venencię. Rzecz miała miejsce w wielkiej bodedze Tio Pepe w Jerez de La Frontera (Andaluzja). Venencia to rodzaj metalowego, wąskiego jak menzurka naczynia, podwieszonego na długim, elastycznym uchwycie. Jej kształt nie jest przypadkowy, ma minimalizować szkody wyrządzane w warstwie drożdży, utworzonej na powierzchni wina dojrzewającej w beczce. Drugą ręką chwycił stojący na beczce kieliszek w kształcie kwiatu tulipana ( copita) - którego kształt ma gwarantować maksimum wrażeń podczas ceremonii testowania sherry. Copitę trzymał na poziomie pasa. Pełnym wdzięku ruchem zanurzył venencię w beczce, po czem wyjąwszy ją napełnioną sherry (nie uronił przy tym ani kropli) przystawił do krawędzi kieliszka. Przelewając sherry do copity stopniowo oddalał od niej venencię aż do momentu gdy trzymał ją na poziomie powyżej głowy. Wąski strumień wina - napowietrzanego w trakcie operacji - wypełniał kieliszek. Prawdziwa burza w.....lampce wina! Dyskretne podświetlenie ukazywało kłębiące się wiry jasno bursztynowego płynu. Wszystko odbyło się z pełną elegancją i sznytem, dostarczając obecnym oryginalnego, estetycznego wrażenia, które smakowało nie gorzej niż...lampka sherry...z gracją przyrządzona przez mistrza ceremonii. Obserwując maestro w trakcie czynności jak wyżej - nieodmiennie miałem skojarzenia z mistrzami kaligrafii japońskiej. W tym jednakże wypadku miast trzewiowego krzyku ułatwiającego koncentrację na czynności - jedynym słyszalnym dźwiękiem był szelest wina kotłującego się w kieliszku. www.youtube.com/watch?v=J1cwWQ7E5Jc |