Władysław Goetel, wybitny polski pisarz, w swej książce pt. "Czasy wojny" - będącej jednym z najbardziej interesujących świadectw i doświadczeń wojennych w literaturze polskiej - pisze, między innymi, o nastrojach panujących w Polsce latem 1939 roku- w przededniu wybuchu wojny.
Był to nastrój animuszu bojowego, absolutnej pewności siebie, mierzenia sił na zamiary - znajdujący swoje podsumowanie w - ekstatycznie podchwyconym przez całe społeczeństwo - propagandowym haśle: "silni, zwarci, gotowi". Goetel podkreśla, iż spotkał tylko dwie osoby, które tego hurraoptymistycznego nastroju nie podzielały. Pierwszą z nich był gen. Ludomir Rayski, do marca 1939 r. dowódca polskiego lotnictwa, który stwierdził w rozmowie z pisarzem, iż polski sprzęt jest przestrzały, a poza tym jest go za mało, co w konfrontacji z Niemcami przyniesie nieuchronną porażkę. Drugą zaś Władysław Studnicki - wybitny polski politolog oraz publicysta - najwybitniejszy germanofil na polskiej scenie politycznej, tamtych lat.
Był on zaciętym krytykiem polityki Becka, po wiosennym przełomie 1939 roku - i jako taki, w swej książce pt. "Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej" - przewidział zdradę aliantów, przegraną Polski i interwencję Sowietów na wschodzie kraju. Zainteresowanych problemem - odsyłam do podlinkowanego materiału.
"W czerwcu 1939 w związku z obawami o kurs przyjętej przed rząd Rzeczypospolitej polityki zagranicznej Studnicki wydał Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej, w której prognozował m.in. izolowaną wojnę Polski z Niemcami i niewykonanie zobowiązań sojuszniczych wobec RP przez Wielką Brytanię i Francję. Jednocześnie apelował o nawiązanie porozumienia z Niemcami polegającego na zachowaniu zbrojnej neutralności w przypadku wojny Niemiec z Francją i Wielką Brytanią, która miałaby polegać przede wszystkim na nieprzepuszczeniu ewentualnych wojsk sowieckich idących na pomoc aliantom zachodnim. Wskazywał w niej na nieprzygotowanie do wojny zarówno Francji, jak i Wielkiej Brytanii, a wojnę z Niemcami uważał za niebezpieczną z powodu ryzyka ataku Związku Sowieckiego oraz okoliczności geograficznych (wojna pozycyjna na zachodzie, manewrowa na wschodzie, co nawet przy neutralności ZSRR będzie oznaczało okupację niemiecką części terytorium Polski, a najpewniej przegraną z powodu odcięcia Śląska - głównego rejonu poboru mocy, produkcji wojennej etc).
Książka została pozbawiona debitu w Polsce, a jej nakład skonfiskowany w dniu, gdy książki był drukowane w drukarni. Jako protest Studnicki napisał list do ministra Józefa Becka z prośbą, aby ten raczył książkę przeczytać i cofnąć konfiskatę. Gdy to nie przyniosło efektu, Studnicki zdecydował się zaskarżyć sprawę w sądzie. W trakcie procesu bronił każdego argumentu użytego w swojej książce przed wyimaginowanymi zarzutami pod którymi została dokonana konfiskata. Po latach Studnicki zapisał w pamiętniku:
Polska jest niepodległa, lecz dla zachowania swej niepodległości winna być wolna, winna korzystać ze swobody dyskusji, w sprawach zasadniczych, w sprawach polityki zagranicznej. Gdy mówiłem o niebezpieczeństwie sowieckim, o losie ziem wschodnich w razie wojny, a co za tem idzie o opanowaniu ich przez Sowiety, nie wytrzymały mi nerwy. Rozpłakałem się. Wiem, że moja mowa sprawiła duże wrażenie, prokurator nie przytaczał żadnych argumentów contra, tylko twierdził, że podtrzymuje konfiskatę.
Po latach sędzia prowadzący sprawę wyznał, że polecenie konfiskaty było bezpośrednim nakazem premiera i miał on w związku z tym związane ręce."
pl.wikipedia.org/wiki/Władysław_Studnicki