W okresie PRL-u każdy uczeń wiedział, iż państwo polskie prowadzi postępową gospodarkę rolną, która między innymi miała polegać na meliorowaniu ziem - czyli zgodnie z etymologią terminu - ulepszaniu ich jakości poprzez odprowadzanie nadmiaru wody. Co roku w statystykach różnorakich podawano ile to tysięcy hektarów ziem poddano melioracji. Im więcej, tym oczywiście lepiej. Już wówczas (w latach 80 - tych zeszłego wieku przynajmniej ) byli tacy, co powątpiewali w sens i korzyści mające wynikać z każdej melioracji. Mamy rok 2020 i długotrwałą, dogłębną suszę. I pewność wynikającą z naukowych analiz, iż w kontekście zachodzącego stepowienia i pustynnienia Polski meliorowanie jest szkodliwym idiotyzmem. Tym niemniej jednak - nadal się ono w wielu miejscach odbywa. Zainteresowanych problemem - odsyłam do podlinkowanego materiału. www.bialys(*)z-fakt,artykul,116328,1,1.html"Rolnicy z województwa podlaskiego, ale też przedsiębiorcy, którzy świadczą usługi dla rolników obawiają się nadchodzącej suszy. Wystosowali otwarte pismo do zarządu Wód Polskich, w którym zwracają się o natychmiastowe działania mające na celu retencję i zatrzymanie wód powierzchniowych przed spływaniem ich do rzek. Podpisał się pod nim Andrzej Konopka, właściciel jednej z firm ze Śniadowa. To właśnie te tereny (okolice Łomży) są jednymi z najsuchszych w naszym regionie.W piśmie czytamy: "Z zaskoczeniem obserwujemy działania spółek wodnych, które na dużą skalę czyszczą i pogłębiają rowy melioracyjne, choć powinno się robić w tej sytuacji wszystko, aby woda nie odpływała z terenów rolniczych. Zmarnowano tym samym środki na meliorację, które tylko pogłębią suszę w najbliższych miesiącach".Jak twierdzą autorzy pisma, konieczne byłoby w tej sytuacji instalowanie zastawek wodnych w rowach melioracyjnych. Mogłyby one powstrzymać dalsze spływanie wód powierzchniowych. Dodają, że "brak działań w tym zakresie będzie karygodnym zaniedbaniem, którego skutki odczują wszyscy, a w pierwszej kolejności rolnicy, którzy poniosą straty na wielką skalę". |