Racjonalista - Strona głównaDo treści
Zadłużanie się państwa - dobre czy złe

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
26-07-2020 10:37MaxGolonko3 (3459 punktów)Zadłużanie się państwa - dobre czy złe
W Tok-FM cenna uwaga ekspertki ekonomicznej.

Zadłużanie się państw ma sens ale w coś co zaowocuje.
Na przykład w rozwiązania pro-ekologiczne.

Bardzo jest źle gdy pieniądze są topione z wielki port lotniczy, który nie zdobędzie sensownej liczby klientów albo w bardzo płytki kanał (przekop Mierzei) który nie obsłuży żadnych normalnych statków morskich.

Polecam też grafikę (leczenie kosztuje):

scontent-f(*)a48544437e501329b2&oe=5F44AF52

Komentarz do grafiki. Polska zadłuża się teraz na tarcze, 13 - 14 emerytury i inne kiełbasy wyborcze ale Jarosław Kaczyń. by przypodobać się klerowi osłabia ograniczenia na dystansowane się ludzi z powodu epidemii koronawirusa.

To moralnie obrzydliwe - ten człowiek ujawnia się jako najgorszy polski kał moralny czyniąc takie masowe zagrożenie niepotrzebnymi śmierciami.

Na jego widok wszyscy Polacy pownni natychmiast wołać:

Kał, kał, kał, kał, kał, ...

________
Miłego dnia.
Ale nie temu moralnemu kałowi - Jarosławi K. !!!
***
On pownien zmienić sobie nazwisko na "Kał"
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Elasp (6859 punktów)
>W Tok-FM cenna uwaga ekspertki ekonomicznej.
>Zadłużanie się państw ma sens ale w coś co zaowocuje.
>Na przykład w rozwiązania pro-ekologiczne.
>Bardzo jest źle gdy pieniądze są topione z wielki port lotniczy, który nie zdobędzie sensownej
>liczby klientów albo w bardzo płytki kanał (przekop Mierzei) który nie obsłuży żadnych normalnych
>statków morskich.

Kto tak twierdzi i na jakiej podstawie? Jestem ciekaw, kto opłaca tę ekspertkę. Fakt, że udziela wywiadu dla Toku.fm i tak ją zresztą dyskwalifikuje. Tok.fm to medialny satelita "Gazety Wyborczej", ta zaś jest agenturą obcych wpływów. Jeżeli oni krytykują te inwestycje, to oznacza coś przeciwnego, tzn. że są one dobre dla Polski. ""Gazetę Wyborczą" trzeba bowiem czytać a rebours, jeżeli w ogóle.
MaxGolonko3 (3459 punktów)
> Kto tak twierdzi i na jakiej podstawie? Jestem ciekaw, kto opłaca tę ekspertkę. Fakt, że udziela wywiadu dla Toku.fm i tak ją zresztą dyskwalifikuje. Tok.fm to medialny satelita "Gazety Wyborczej", ta zaś jest agenturą obcych wpływów. Jeżeli oni krytykują te inwestycje, to oznacza coś przeciwnego, tzn. że są one dobre dla Polski. ""Gazetę Wyborczą" trzeba bowiem czytać a rebours, jeżeli w ogóle.

Jesteś tragicznie alogiczny i żenująco miernym dyskutantem. Argumenty nie na temat. Są tak samo głupie jak teza Kurskiego, że skoro dziadek Tuska był (choć niedobrowolnie) w Wermahcie to Tusk najpewniej jest zły i antypolski.

Przeczytaj poniższe, ustosunkuj się, to może zaczniesz zaczniesz normalnie rozumować.
Np: 2=2=4 A=>B i B=>C to A=>C

A pozostałych proszę - drukujcie poniższe na kartkach A4 i przylepiajcie na płotach itp taśmą klejącą!

0. Skazywanie własnego syna na straszne cierpienia jest pomysłem dziwacznym, bóg wszechmogący nie musiałby problemów rozwiązywać w sposób masochistyczny.

1. Świat przyrody miał być rzekomo zaplanowany od początku przez boga. To byłoby głęboko chore, dziwacznie sadystyczne - bo mamy gatunki straszne, obrzydliwe, żerujące w płucach, mózgach, oczach innych gatunków, a także człowieka. Czasem niewinnego dziecka.

2. 'Słowo Bóg jest dla mnie niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych, legend, które są ponadto dość dziecinne.' Einstein.

3. Wszystkie cuda Jezusa miały charakter nieanatomiczny. Wybudzał pozornie zmarłych z letargu albo uczył pacjentów poruszać bezwładną rzekomo wcześniej ręką. Jego ciało też pozostało w całości. Mógł tylko stracić przytomność.

4. Najnowsze eksperymenty z polem magnetycznym wykazały, że magnetyzmem można skłonić ludzi do grzesznych, amoralnych myśli, co oznacza, że dusza jest materialna i tworzą ją komórki mózgu.

5. Cesarz Konstantyn, co wiadomo z historii - z przyczyn politycznych wylansował wiarę w Jezusa czyli chrześcijaństwo. "Dostrzegł w nim siłę" mogącą wzmocnić cesarstwo. Tak piszą nawet dość konserwatywni redaktorzy Wikipedii.

6. Kara piekła jest zbyt okrutna. Wiekuiste męki za skończoną ilość przestępstw jakie najgorszy nawet człowiek może popełnić to jakieś patologiczne okrucieństwo.

7. Bóg aby panować nad światem musiałby być wszechwiedzący, a więc też znający całą przyszłość już jak stwarzał świat. Wiedziałby zatem już wtedy kto jaki grzech popełni. Karanie zatem za grzechy byłoby nonsensem.

8. Czasami rodzi się dziecko mniej sprawne umysłowo od szympansa. Tak samo zdarzało się, że pierwsze Homo Erectusy nieraz wydawały na świat dzieci mniej inteligentne niż żyjące wtedy jeszcze na świecie Australopiteki, od których pochodzimy. To ośmiesza koncepcję duszy nieśmiertelnej bo w niebie musiałyby być też pra-małpy i tak dalej.

9. Sposób powstania spisanych Ewangelii jest znany. Arbitralnie wybrano jednego z kilku znanych "guru" gdyż cesarz Konstantyn chciał uspokoić waśnie religijne w cesarstwie i potrzebował nowej religii (poprzednia, oficjalna w Rzymie, już nikogo nie przekonywała).

10. Biblia jest dramatycznie niezgodna z nauką. Nie tylko o ewolucji ale też o powstaniu planet (Ziemia powstała ze zderzenia dwóch planet), powstaniu słońca i wielkim wybuchu.

11. Człowiek całe życie się zmienia, miewa mikrowylewy, zatrucia aluminium, itp. Dlatego na starość może być bardzo innym człowiekiem od tego, który zgrzeszył czymś jako 25-latek, albo odwrotnie wtedy był wspaniałym moralnie człowiekiem, a potem nie. Nie ma sensu zatem kontynuacja jego istnienia w postaci duszy bo dusza w chwili śmierci może być infantylna poglądowo i emocjonalnie czyli niereprezentatywna. Nie można natomiast cofnąć jej do czasu świetności bo wtedy odebrałoby się człowiekowi jego tożsamość, ważne wspomnienia i poglądy z dalszych lat.

12. Zalecenia religijne odnośnie seksu są sprzeczne z biologią człowieka, a zatem prawdziwy bóg takich by nie podpowiedział prorokom.

Brak częstych ejakulacji u mężczyzn zwiększa znacząco prawdopodobieństwo raka prostaty, a z oczywistych względów, trudno im w pewnych sytuacjach lub na pewnych etapach posiadać żonę.

13. Ten argument jest statystyczny. Praktycznie wszyscy wybitni uczeni (90%) są niewierzący (ankieta wśród wiodących uczonych amerykańskich - Świat Nauki 1999/11)

h t t p s : // b i o s l a w e k . f i l e s . w o r d p r e s s . c o m / 2 0 1 4 / 0 2 / 1 9 9 9 1 1 _ n a u k o w c y _ a _ r e l i g i a _ w _ u s a . p d f

14. Na świecie dzieje się wiele zła. Małe dzieci zapadają na straszne choroby jak nowotwory i pewne wady wrodzone. Kanalie bezkarne torturują ludzi, gwałcą dzieci - latami. Bóg obserwujący to wszystko częściej by interweniował gdyby był.

15. Zachowania w sferze erotyki wielu księży (w Australii oszacowano samą pedofilię na 7%, a mamy jeszcze nieformalne związki z dorosłymi mężczyznami lub kobietami) pokazują, że wiedza teologiczna nie skłania ich do faktycznej wiary w boga.

16. Wielu papieży, mimo obowiązującego ich zakazu, kopulowało z mężczyznami lub kobietami i miało dzieci. To oznacza ich brak wiary w Jahwe mimo znakomitej dostępności do najstarszych materiałów o wierze.

17. Znamy kolejnych przodków człowieka ze skamieniałości - nie ma już brakującego ogniwa.

18. Słońce powstawało powoli, przez tysiące lat, z zapadających się grawitacyjnie pyłów i gazów, głównie wodoru, z obłoku protoplanetarnego, który unosił się tu wcześniej i został zdestabilizowany przez wybuch pobliskiej supernowej.Nie stało się to w jeden dzień jak twierdzi Stary Testament, w który wierzył Jezus.

19. Biblijne zalecenia płodzenia i rodzenia jak największej liczby dzieci są ewidentną, szkodliwą bzdurą bo planeta i nie urośnie i musi to prowadzić do katastrofalnej sytuacji prędzej czy później.

20. Kościół pogardza kobietami i ustawia w roli istot drugiej kategorii, które potrzebują pana - mężczyzny jak koń gospodarski gospodarza.
26-07-2020 20:27 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
Ile płaci ci rydzyk, za udowadnianie że ateista = debil?

>Zadłużanie się państw ma sens ale w coś co zaowocuje.
>Na przykład w rozwiązania pro-ekologiczne.

>Bardzo jest źle gdy pieniądze są topione z wielki port lotniczy, który nie zdobędzie >sensownej liczby klientów albo w bardzo płytki kanał (przekop Mierzei) który nie >obsłuży żadnych normalnych statków morskich.

Uzasadnienie:

>Skazywanie własnego syna na straszne cierpienia jest pomysłem dziwacznym, bóg wszechmogący nie musiałby problemów rozwiązywać w sposób masochistyczny.

No tak, to udowadnia sens zadłużania państwa


>2. 'Słowo Bóg jest dla mnie niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości ...
... i dlatego port lotniczy jest niecelowy

>3. Wszystkie cuda Jezusa miały charakter nieanatomiczny. Wybudzał pozornie zmarłych z letargu albo uczył pacjentów poruszać bezwładną rzekomo wcześniej ręką. Jego ciało też pozostało w całości. Mógł tylko stracić przytomność.
>4. Najnowsze eksperymenty z polem magnetycznym wykazały, że magnetyzmem można skłonić ludzi do grzesznych, amoralnych myśli, co oznacza, że dusza jest materialna i tworzą ją komórki mózgu.
>5. Cesarz Konstantyn, co wiadomo z historii - z przyczyn politycznych wylansował wiarę w Jezusa czyli chrześcijaństwo. "Dostrzegł w nim siłę" mogącą wzmocnić cesarstwo. Tak piszą nawet dość konserwatywni redaktorzy Wikipedii.
>6. Kara piekła jest zbyt okrutna. Wiekuiste męki za skończoną ilość przestępstw jakie najgorszy nawet człowiek może popełnić to jakieś patologiczne okrucieństwo.
>7. Bóg aby panować nad światem musiałby być wszechwiedzący, a więc też znający całą przyszłość już jak stwarzał świat. Wiedziałby zatem już wtedy kto jaki grzech popełni. Karanie zatem za grzechy byłoby nonsensem.
>8. Czasami rodzi się dziecko mniej sprawne umysłowo od szympansa. Tak samo zdarzało się, że pierwsze Homo Erectusy nieraz wydawały na świat dzieci mniej inteligentne niż żyjące wtedy jeszcze na świecie Australopiteki, od których pochodzimy. To ośmiesza koncepcję duszy nieśmiertelnej bo w niebie musiałyby być też pra-małpy i tak dalej.
>9. Sposób powstania spisanych Ewangelii jest znany. Arbitralnie wybrano jednego z kilku znanych "guru" gdyż cesarz Konstantyn chciał uspokoić waśnie religijne w cesarstwie i potrzebował nowej religii (poprzednia, oficjalna w Rzymie, już nikogo nie przekonywała).
>10. Biblia jest dramatycznie niezgodna z nauką. Nie tylko o ewolucji ale też o powstaniu planet (Ziemia powstała ze zderzenia dwóch planet), powstaniu słońca i wielkim wybuchu.
>11. Człowiek całe życie się zmienia, miewa mikrowylewy, zatrucia aluminium, itp. Dlatego na starość może być bardzo innym człowiekiem od tego, który zgrzeszył czymś jako 25-latek, albo odwrotnie wtedy był wspaniałym moralnie człowiekiem, a potem nie. Nie ma sensu zatem kontynuacja jego istnienia w postaci duszy bo dusza w chwili śmierci może być infantylna poglądowo i emocjonalnie czyli niereprezentatywna. Nie można natomiast cofnąć jej do czasu świetności bo wtedy odebrałoby się człowiekowi jego tożsamość, ważne wspomnienia i poglądy z dalszych lat.
>12. Zalecenia religijne odnośnie seksu są sprzeczne z biologią człowieka, a zatem prawdziwy bóg takich by nie podpowiedział prorokom.
>Brak częstych ejakulacji u mężczyzn zwiększa znacząco prawdopodobieństwo raka prostaty, a z oczywistych względów, trudno im w pewnych sytuacjach lub na pewnych etapach posiadać żonę.
>13. Ten argument jest statystyczny. Praktycznie wszyscy wybitni uczeni (90%) są niewierzący (ankieta wśród wiodących uczonych amerykańskich - Świat Nauki 1999/11)
>h t t p s : // b i o s l a w e k . f i l e s . w o r d p r e s s . c o m / 2 0 1 4 / 0 2 / 1 9 9 9 1 1 _ n a u k o w c y _ a _ r e l i g i a _ w _ u s a . p d f
>14. Na świecie dzieje się wiele zła. Małe dzieci zapadają na straszne choroby jak nowotwory i pewne wady wrodzone. Kanalie bezkarne torturują ludzi, gwałcą dzieci - latami. Bóg obserwujący to wszystko częściej by interweniował gdyby był.
>15. Zachowania w sferze erotyki wielu księży (w Australii oszacowano samą pedofilię na 7%, a mamy jeszcze nieformalne związki z dorosłymi mężczyznami lub kobietami) pokazują, że wiedza teologiczna nie skłania ich do faktycznej wiary w boga.
>16. Wielu papieży, mimo obowiązującego ich zakazu, kopulowało z mężczyznami lub kobietami i miało dzieci. To oznacza ich brak wiary w Jahwe mimo znakomitej dostępności do najstarszych materiałów o wierze.
>17. Znamy kolejnych przodków człowieka ze skamieniałości - nie ma już brakującego ogniwa.
>18. Słońce powstawało powoli, przez tysiące lat, z zapadających się grawitacyjnie pyłów i gazów, głównie wodoru, z obłoku protoplanetarnego, który unosił się tu wcześniej i został zdestabilizowany przez wybuch pobliskiej supernowej.Nie stało się to w jeden dzień jak twierdzi Stary Testament, w który wierzył Jezus.
>19. Biblijne zalecenia płodzenia i rodzenia jak największej liczby dzieci są ewidentną, szkodliwą bzdurą bo planeta i nie urośnie i musi to prowadzić do katastrofalnej sytuacji prędzej czy później.
>20. Kościół pogardza kobietami i ustawia w roli istot drugiej kategorii, które potrzebują pana - mężczyzny jak koń gospodarski gospodarza.
>
Czy ty rozumiesz co się do ciebie pisze, czy jesteś botem??
Achhhh czytać matołka nie nauczyli... szkoda.
Ile płaci ci rydzyk, za udowadnianie że ateista = debil?
Co z tym koreańskim węglem?


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
26-07-2020 12:13 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

Powtarzam pytanie:

Kto tak twierdzi i na jakiej podstawie?

Kto twierdzi, że kanał będzie zbyt płytki a port komunikacyjny nieprzydatny i jakie wysuwa argumenty?
szarley (54913 punktów)
>Powtarzam pytanie:
>Kto tak twierdzi i na jakiej podstawie?
>Kto twierdzi, że kanał będzie zbyt płytki a port komunikacyjny nieprzydatny i jakie wysuwa argumenty?

20 argumentów Maxa nie wystarczy?
To ja dopiszę 21
CPL jest bez sensu, bo Zenkowi się krowa nie ocieliła
Przekop jest bez sensu, bo grad kapustę wybił

Można merytorycznie dyskutować na temat tych przedsięwzięć, ale chyba to:
Cytat:
15. Zachowania w sferze erotyki wielu księży (w Australii oszacowano samą pedofilię na 7%, a mamy jeszcze nieformalne związki z dorosłymi mężczyznami lub kobietami) pokazują, że wiedza teologiczna nie skłania ich do faktycznej wiary w boga.

przesądza o niecelowości przekopu

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
MaxGolonko3 (3459 punktów)
>Powtarzam pytanie:
>Kto tak twierdzi i na jakiej podstawie?
>Kto twierdzi, że kanał będzie zbyt płytki a port komunikacyjny nieprzydatny i jakie wysuwa argumenty?

Ja! To są powszechnie znane fakty! W dziesiątkach miejsc do znalezienia w necie.

Jasne jak słońce w biały, bezchmurny dzień.

Zadłużanie się PIS na kiełbasy wyborcze i transfery kasy do swoich ulubionych ośrodków (np Rydzyk, Krk) doprowadzi nie do rozwoju kraju i służb publicznych
(np szpitalnictwa i szkolnictwa) lecz do inflacji.
Elasp (6859 punktów)
>>Powtarzam pytanie:
>>Kto tak twierdzi i na jakiej podstawie?
>>Kto twierdzi, że kanał będzie zbyt płytki a port komunikacyjny nieprzydatny i jakie wysuwa argumenty?
>Ja! To są powszechnie znane fakty! W dziesiątkach miejsc do znalezienia w necie.
>Jasne jak słońce w biały, bezchmurny dzień.

Podaj więc jedno takie miejsce, gdzie wypowiada się osoba znająca się na rzeczy.
Kulmin (4007 punktów)
Czy uważasz, że homoseksualizm jest czymś złym, a poddawanie prawa w zakresie adopcji dzieci, w świeckim i demokratycznym państwie XXI wieku, biologicznemu imperatywowi kopulacji jest dobre?
27-07-2020 00:42 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
A co to jest biologiczny imperatyw kopulacji?
27-07-2020 03:25 
 Ocena 2 na 2
Kulmin (4007 punktów)
>A co to jest biologiczny imperatyw kopulacji?

Rozmnażanie się jest celem nadrzędnym względem reszty.
Takiemu imperatywowi hołduje Max uważając, że pary hetero powinny mieć pierwszeństwo w adopcji przed parami homo ponieważ istnieje minimalna szansa, że dziecko wychowywane w środowisku pary homo będzie w przyszłości bardziej homo niż hetero, więc jest mniejsza szansa, że będzie miało dzieci. Max wartościuje więc ludzi przez pryzmat szansy na płodzenie dzieci i uważa, że fakt minimalnego wpływu wychowania dziecka przez parę jednopłciową na jego seksualność jest dostatecznym powodem by dyskryminować pary homo pod względem możliwości adopcji.
Religijny absurd.
27-07-2020 09:03 
 Ocena 1 na 1
MaxGolonko3 (3459 punktów)
>>A co to jest biologiczny imperatyw kopulacji?
>Rozmnażanie się jest celem nadrzędnym względem reszty.
>Takiemu imperatywowi hołduje Max uważając, że pary hetero powinny mieć pierwszeństwo w adopcji przed parami homo ponieważ istnieje minimalna szansa, że dziecko wychowywane w środowisku pary homo będzie w przyszłości bardziej homo niż hetero, więc jest mniejsza szansa, że będzie miało dzieci. Max wartościuje więc ludzi przez pryzmat szansy na płodzenie dzieci i uważa, że fakt minimalnego wpływu wychowania dziecka przez parę jednopłciową na jego seksualność jest dostatecznym powodem by dyskryminować pary homo pod względem możliwości adopcji.
>Religijny absurd.

Nie bzdurz na mój temat. Uważam, że nie wolno odbierać chłopcu takiej opcji poprzez eksperymentowanie jego życiem. Ze względu na przeludnienie planety sama rozrodczość mnie mnie nie interesuje.

Ponadto mam kilka innych argumentów. Chłopiec wychowywany przez gejów nie pozna specyfiki kobiecej psychiki (mamy) oraz będzie miał w Polsce kłopoty ze strony otoczenia.

W sondażach aż 88% Polków jest przeciwko adopcji dzieci przez pary jednopłciowe, UPÓR PRZY TYM JEST SAMOBÓJSTWEM POLITYCZNYM DLA KAŻDEJ PARTII
szarley (54913 punktów)
>Nie bzdurz na mój temat.

Bzdurzenie na temat rozmówcy przysługuje tylko Maxowi

>Ponadto mam kilka innych argumentów. Chłopiec wychowywany przez gejów nie pozna specyfiki kobiecej psychiki (mamy) oraz będzie miał w Polsce kłopoty ze strony otoczenia.

Podobnie jak półsierota wychowywany tylko przez ojca

>W sondażach aż 88% Polków jest przeciwko adopcji dzieci przez pary jednopłciowe, UPÓR PRZY TYM JEST SAMOBÓJSTWEM POLITYCZNYM DLA KAŻDEJ PARTII

"Jedzcie gówno, miliardy much nie mogą się mylić"


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ponadto mam kilka innych argumentów. Chłopiec wychowywany przez
> gejów nie pozna specyfiki kobiecej psychiki (mamy)

Nie wiem czy to jest zasada, ale słyszałem że w gejowskich parach jedno czasem zachowuje się jak kobieta, drugie jak mężczyzna.
Dziecko wprawdzie nie pozna specyfiki mamy, ale pozna psychikę kobiecą.
Znam wiele kobiet, które mają sporo cech przypisywanych mężczyznom i tych klasycznie kobiecych mało.

> będzie miał w Polsce kłopoty ze strony otoczenia.

To się już zmienia i będzie przyśpieszać.


Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
27-07-2020 16:38 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>> Ponadto mam kilka innych argumentów. Chłopiec wychowywany przez
>> gejów nie pozna specyfiki kobiecej psychiki (mamy)
>Nie wiem czy to jest zasada, ale słyszałem że w gejowskich parach jedno czasem zachowuje się jak kobieta, drugie jak mężczyzna.
>Dziecko wprawdzie nie pozna specyfiki mamy, ale pozna psychikę kobiecą.

Jestem ciekaw co wyniesie dorastająca dziewczyna z dyskusji o kobiecych problemach ze swoją "mamą" z brodą i w okularach. Jestem ciekaw, czy zrozumie jej np. bóle menstruacyjne, związane z tym zmiany nastroju, obawy związane z wyglądem, z niechcianą ciążą, itd.

Niestety, winę za tego rodzaju abberację naszych czasów po części ponosi myśl Oświeceniowa i propagowany przez nią zabobon, iż umysł człowieka jest początkowo niezapisaną kartą. Tak sądzono w wieku XVIII, kiedy nie znano jeszcze genetyki.

Człowiek, który ma cechy płciowe męskie, ale czuję się kobietą, jest mężczyzną, czy mu się to podoba, czy nie. Kobieta, która czuje się mężczyzną, jest kobietą pomimo tego poczucia. Czasem to poczucie jest tak silne, że nie pozwala na normalne funkcjonowanie. Wtedy z pomocą przychodzą chirurg i sędzia i upodabniają takiego mężczyznę do kobiety, a kobietę do mężczyzny. Niemniej archeolog, który za tysiąc lat odkryje szkielet takiej osoby, będzie wiedzieć, że był to mężczyzna przebrany za kobietę i kobieta w stroju męskim.

Są sytuacje, gdzie np. zwierzę wywochowywane z przedstawicielami pewnego gatunku zachowuje się jak one i uważa się za jedno z nich. Znane są nawet przypadki ludzi wychowywanych przez małpy i uważających się za małpy. Ale czy znajdzie się choćby jeden biolog tak głupi, który by powiedział, że ta istota jest małpą, a nie człowiekiem?

Gdyby racjonaliści mieli odwagę, walczyliby z absurdami naszych czasów. Oni jednak wolą walczyć z wrogami, którzy już dawno nie żyją.
28-07-2020 08:21 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Panie Elaspie, większość pana zdań w tym mailu to zwykłe bicie piany.
Ten temat wzbudza w panu niedobre emocje.

> Wtedy z pomocą przychodzą chirurg i sędzia i upodabniają takiego
> mężczyznę do kobiety, a kobietę do mężczyzny. Niemniej archeolog,
> który za tysiąc lat odkryje szkielet takiej osoby, będzie wiedzieć, że
> był to mężczyzna przebrany za kobietę i kobieta w stroju męskim.

Tak, ale tego kim była dana osoba, archeolog już nie stwierdzi.
Oczywiscie, może orzec kim był biologicznie człowiek którego śzczątki odnaleziono. Nie poznamy jednak tą droga jego dylematów, tożsamości itd.

> Są sytuacje, gdzie np. zwierzę wywochowywane z przedstawicielami
> pewnego gatunku zachowuje się jak one i uważa się za jedno z nich

Człowiek wychowywany jest prawie zawsze w społeczeństwie, czyli w szerszym gronie osób, które proponują różnorakie wzorce.

> Jestem ciekaw co wyniesie dorastająca dziewczyna z dyskusji o kobiecych
> problemach ze swoją "mamą" z brodą i w okularach.

Być może mniej-wiecej tyle samo, co wychowywana przez wdowca.
Chyba najgorzej, gdyby był to wdowiec-samotnik pogrążony w depresji.

Nie skreślałbym tak od razu możliwości par homoseksualnych, nie zna pan środkowiska homoseksualistów, ja również.
Nie mniej, w poszukiwaniu optymalnych rodzców dla dziecka czasem trafi się na dużo gorsze rzeczy, niż homoseksulalizm i warto o tym pamiętać.


Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
28-07-2020 09:09 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>> Wtedy z pomocą przychodzą chirurg i sędzia i upodabniają takiego
>> mężczyznę do kobiety, a kobietę do mężczyzny. Niemniej archeolog,
>> który za tysiąc lat odkryje szkielet takiej osoby, będzie wiedzieć, że
>> był to mężczyzna przebrany za kobietę i kobieta w stroju męskim.
>Tak, ale tego kim była dana osoba, archeolog już nie stwierdzi.
>Oczywiscie, może orzec kim był biologicznie człowiek którego śzczątki odnaleziono. Nie poznamy jednak tą droga jego dylematów, tożsamości itd.

Ale poznamy to, co istotne. Człowiek miewa dylematy i poczucia, ale jest - lub nie jest - kobietą albo mężczyzną.

>> Są sytuacje, gdzie np. zwierzę wywochowywane z przedstawicielami
>> pewnego gatunku zachowuje się jak one i uważa się za jedno z nich
>Człowiek wychowywany jest prawie zawsze w społeczeństwie, czyli w szerszym gronie osób, które proponują różnorakie wzorce.

Co z tego wynika?

>> Jestem ciekaw co wyniesie dorastająca dziewczyna z dyskusji o kobiecych
>> problemach ze swoją "mamą" z brodą i w okularach.
>Być może mniej-wiecej tyle samo, co wychowywana przez wdowca.

Dziewcząt wychowywanych przez samotnego ojca jest chyba relatywnie niewiele. Poza tym taka osoba na ogół zdaje sobie sprawę z niepełnowartościowości swej rodziny (jeżeli chodzi o dylematy tej osoby) i szuka pomocy na zewnątrz - u przyjaciółki np. Natomiast mężczyzna z brodą i jego partner mają stanowić pełnowartościową rodzinę. Taka dziewczyna, jeżeli będzie się zwracać na zewnątrz o pomoc, będzie więc spotykać się z niezrozumieniem (jeżeli pogląd, że m+m jako rodzina jest OK się upowszechni), a może nawet będzie oskarżana o homofobię. Na pewno nie pomoże jej to w rozwiązaniu jej problemów.

>Chyba najgorzej, gdyby był to wdowiec-samotnik pogrążony w depresji.

Odpowiedź jest wyżej.

>Nie skreślałbym tak od razu możliwości par homoseksualnych, nie zna pan środkowiska homoseksualistów, ja również.
>Nie mniej, w poszukiwaniu optymalnych rodzców dla dziecka czasem trafi się na dużo gorsze rzeczy, niż homoseksulalizm i warto o tym pamiętać.

Małżeństwo homoseksualne nie jest złe, bo nie znamy jego działania, a w ogóle są rzeczy gorsze - dosyć dziwnie brzmi taki argument.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ale poznamy to, co istotne.

Istotność to zawsze sprawa subiektywna.

> Człowiek miewa dylematy i poczucia, ale jest - lub nie jest - kobietą albo mężczyzną.

Co to dla pana znaczy?

>>> Są sytuacje, gdzie np. zwierzę wychowywywane z przedstawicielami
>>> pewnego gatunku zachowuje się jak one i uważa się za jedno z nich
>>Człowiek wychowywany jest prawie zawsze w społeczeństwie, czyli w szerszym gronie osób, które proponują różnorakie wzorce.
> Co z tego wynika?

Fakt, że nie musi być uboższy o naukę.
A ubogość zdaje się pan postuluje.

> Dziewcząt wychowywanych przez samotnego ojca jest chyba relatywnie niewiele.

Zupełnie nie o to chodzi.
Chodzi o to, jak ów fakt wpływa na dziewczynę.

> Natomiast mężczyzna z brodą i jego partner mają
> stanowić pełnowartościową rodzinę

To pan mówi o niepełnowartościowości. Ja nic takiego nie nie twierdzę.
Nie twierdzę też, że jest w pełni wartościowa. Sprawa wymaga zbadania, nie tylko wyrażenia stereotypów.

> Taka dziewczyna, jeżeli będzie się zwracać na zewnątrz o pomoc,
> będzie więc spotykać się z niezrozumieniem

O jakim niezrozumieniu pan pisze?

> może nawet będzie oskarżana o homofobię.

Nie rozumiem.

> Na pewno nie pomoże jej to w rozwiązaniu jej problemów.

Skąd od razu założenie, że będzie je mieć?
Jeśli już o tym mówimy, mówimy o zdobywaniu wiedzy o emocjach, o własnym ciele, uczuciach, o socjalizowaniu się młodego człowieka, czyli o tysiącach rzeczy których młody człowiek uczy się od rodziców.

> Małżeństwo homoseksualne nie jest złe, bo nie znamy jego
> działania, a w ogóle są rzeczy gorsze - dosyć dziwnie brzmi taki argument.

Dziwi, że widzi pan tu jakąś domniemaną dziwność.
Gorsze w sensie przemoc, wykorzystywanie seksualne, alkoholizm, chroniczna depresja u rodzica/rodziców itd.

Nieomal każdy kto się z nimi zetknał w opowieściach z perwszej ręki lub autopsji wie, że są to sytuacje rozwojowo b. trudne.
A jednak nie odbiera się dzieci ludziom leczącym się na chroniczną depresję, co do ludzi stosujących przemoc i/lub wykorzystujacych seksualnie własne dzieci, odbiera im się te dzieci post factum. Proszę podać obiektywne dowody na to, że homoseksualizm rodziców traumatyzuje dziecko, w jakikolwiek zły sposób wpływa na ich rozwój - wówczas chętnie dam sie przekonać.

PS czytam pana rozmowę z Kulminem. Odstaje pan.


Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Elasp (6859 punktów)
>> Ale poznamy to, co istotne.
>Istotność to zawsze sprawa subiektywna.

Nie, nie zawsze jest to sprawa subiektywna.

>> Człowiek miewa dylematy i poczucia, ale jest - lub nie jest - kobietą albo mężczyzną.
>Co to dla pana znaczy?

Znaczy, że poczucie, nawet jeżeli jest subiektywnie ważne, nie jest obiektywnie istotne.

>>>> Są sytuacje, gdzie np. zwierzę wychowywywane z przedstawicielami
>>>> pewnego gatunku zachowuje się jak one i uważa się za jedno z nich
>>>Człowiek wychowywany jest prawie zawsze w społeczeństwie, czyli w szerszym gronie osób, które proponują różnorakie wzorce.
>> Co z tego wynika?
>Fakt, że nie musi być uboższy o naukę.
>A ubogość zdaje się pan postuluje.

Nie postuluję żadnej ubogości.

>> Dziewcząt wychowywanych przez samotnego ojca jest chyba relatywnie niewiele.
>Zupełnie nie o to chodzi.
>Chodzi o to, jak ów fakt wpływa na dziewczynę.
>> Natomiast mężczyzna z brodą i jego partner mają
>> stanowić pełnowartościową rodzinę
>To pan mówi o niepełnowartościowości. Ja nic takiego nie nie twierdzę.
>Nie twierdzę też, że jest w pełni wartościowa. Sprawa wymaga zbadania, nie tylko wyrażenia stereotypów.

No więc właśnie wymaga zbadania. Dlaczego więc progresywisci już teraz twierdzą, że rodziny gejowskie są OK?

>> Taka dziewczyna, jeżeli będzie się zwracać na zewnątrz o pomoc,
>> będzie więc spotykać się z niezrozumieniem
>O jakim niezrozumieniu pan pisze?

Przepraszam, czy muszę Ci tłumaczyć każde zdanie mojej wypowiedzi?

>> może nawet będzie oskarżana o homofobię.
>Nie rozumiem.

Bo czytasz po kawałku, a moja wypowiedź jest całością.

>> Na pewno nie pomoże jej to w rozwiązaniu jej problemów.
>Skąd od razu założenie, że będzie je mieć?
>Jeśli już o tym mówimy, mówimy o zdobywaniu wiedzy o emocjach, o własnym ciele, uczuciach, o socjalizowaniu się młodego człowieka, czyli o tysiącach rzeczy których młody człowiek uczy się od rodziców.
>> Małżeństwo homoseksualne nie jest złe, bo nie znamy jego
>> działania, a w ogóle są rzeczy gorsze - dosyć dziwnie brzmi taki argument.
>Dziwi, że widzi pan tu jakąś domniemaną dziwność.
>Gorsze w sensie przemoc, wykorzystywanie seksualne, alkoholizm, chroniczna depresja u rodzica/rodziców itd.
>Nieomal każdy kto się z nimi zetknał w opowieściach z perwszej ręki lub autopsji wie, że są to sytuacje rozwojowo b. trudne.
>A jednak nie odbiera się dzieci ludziom leczącym się na chroniczną depresję, co do ludzi stosujących przemoc i/lub wykorzystujacych seksualnie własne dzieci, odbiera im się te dzieci post factum. Proszę podać obiektywne dowody na to, że homoseksualizm rodziców traumatyzuje dziecko, w jakikolwiek zły sposób wpływa na ich rozwój - wówczas chętnie dam sie przekonać.

Proszę przeczytaj moją wypowiedź jeszcze raz.

>PS czytam pana rozmowę z Kulminem. Odstaje pan.

Rozmowa jeszcze nie jest skończona i mam jeszcze niejakie szanse na doszusowanie do kol. Kulmina. Zobaczmy, co przyniesie przedsięwzięta przez niego weryfikacja. Trwa dosyć długo, co każe sądzić o jej gruntowności.
31-07-2020 12:27 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>> Ale poznamy to, co istotne.
>>Istotność to zawsze sprawa subiektywna.
> Nie, nie zawsze jest to sprawa subiektywna.

W tej sprawie czasem bardziej, czasem mniej, ale zawsze subiektywna.

>> Człowiek miewa dylematy i poczucia, ale jest - lub nie jest
>> - kobietą albo mężczyzną.
>> Co to dla pana znaczy?
> Znaczy, że poczucie, nawet jeżeli jest subiektywnie ważne, nie jest obiektywnie istotne.

Skąd ten wniosek?

>>>>Człowiek wychowywany jest prawie zawsze w społeczeństwie, czyli w szerszym gronie osób, które proponują różnorakie wzorce.
>>> Co z tego wynika?
>>Fakt, że nie musi być uboższy o naukę.
>>A ubogość zdaje się pan postuluje.
> Nie postuluję żadnej ubogości.

"Są sytuacje, gdzie np. zwierzę wychowywywane z przedstawicielami pewnego gatunku zachowuje się jak one i uważa się za jedno z nich" - co zatem mówi ta sugestia?

> No więc właśnie wymaga zbadania. Dlaczego więc progresywisci już
> teraz twierdzą, że rodziny gejowskie są OK?

Pojęcia nie mam, nie należę do nich i nie czuję się ich adwokatem. Jeśli chodzi o mój pogląd - byłem sceptykiem, ale zdałem sobie sprawę, że wynika to raczej z dośc tradycyjnych poglądów starszych ludzi (autorytetów), którzy nie mieli w swoim otoczeniu podobnych doświadczeń.
Należałoby zbadać rzecz statystycznie: poziom inteligencji takich dzieci, ich satysfakcję z życia, aspekty zdrowotne itd.

>>> Taka dziewczyna, jeżeli będzie się zwracać na zewnątrz o pomoc,
>>> będzie więc spotykać się z niezrozumieniem
>>O jakim niezrozumieniu pan pisze?
>Przepraszam, czy muszę Ci tłumaczyć każde zdanie mojej wypowiedzi?

Jesli nie będzie pan używał zbytnich skrótów myślowych (czytelnych tylko dla pana) - będzie pan bardziej czytelny dla innych.
Można wyjaśnić "Taka dziewczyna, jeżeli będzie się zwracać na zewnątrz o pomoc, będzie więc spotykać się z niezrozumieniem, związanym z (..)"., brzmi to bardziej zrozumiale.

>Rozmowa jeszcze nie jest skończona i mam jeszcze niejakie
> szanse na doszusowanie do kol. Kulmina.

Oczywiście. Zaznaczyłem tylko obecną tendencję.

> Proszę przeczytaj moją wypowiedź jeszcze raz.

Więc czytam "Małżeństwo homoseksualne nie jest złe, bo nie znamy jego działania, a w ogóle są rzeczy gorsze - dosyć dziwnie brzmi taki argument".
Rozwinąłem 'gorszość'. Co do pana "Małżeństwo homoseksualne nie jest złe, bo nie znamy jego działania" - nie czuję się autorem tego typu uogólnienia.
Zresztą trochę już pod tym kątem je znamy.
Już niemało dzieci wychowuje się w parach homo, wystarczy być cierpliwym.


Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Elasp (6859 punktów)

>Już niemało dzieci wychowuje się w parach homo, wystarczy być cierpliwym.

Jeżeli małżeństwa homoseksualne są OK, to dlaczego gatunkowi ludzkiemu zajęło aż 200 000 lat dojście do takiej konstatacji? Powołanie się na ewolucję - jakże częsty zabieg racjonalistów - pozwala na odrzucenie myśli o pożytkach płynących z takich "małżeństw". Gdyby były pożyteczne, istniałyby od dawna. Nie istnieją od dawna. Wniosek: nie są pożyteczne. Zwolennik "małżeństw homoseksualnych" musi więc odrzucić świadectwo doświadczenia lub logikę, albo i jedno, i drugie. Wniosek: zwolennik "małżeństw homoseksualnych" nie jest więc racjonalistą. Nie można respektować doświadczenia i logiki i jednocześnie twierdzić, że "małżeństwa homoseksualne" są pożyteczne.

31-07-2020 23:48 
 Ocena 1 na 1
chudy Rysiek (19903 punktów)
>Jeżeli małżeństwa homoseksualne są OK, to dlaczego gatunkowi ludzkiemu zajęło aż 200 000 lat dojście do takiej konstatacji?

Skoro wolność człowieka jest OK, dlaczego gatunek ludzki potrzebował dziesiątek tysięcy lat, żeby pojąć, iż niewolnictwo jest do dupy?

Skoro gromadzenie pożywienia w naczyniu, cięcie go nożem i gotowanie jest OK, dlaczego nasi przodkowie potrzebowali milionów lat, żeby dojsc do takiej konstatacji?

Odpowiem.

Umyslami prymitywnych stowrzen rządzą prymitywne emocje.
03-08-2020 09:18 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> pozwala na odrzucenie myśli o pożytkach płynących z takich "małżeństw".
> Gdyby były pożyteczne, istniałyby od dawna. Nie istnieją od dawna. Wniosek:
> nie są pożyteczne. Zwolennik "małżeństw homoseksualnych" musi więc odrzucić
> świadectwo doświadczenia lub logikę, albo i jedno, i drugie.

Marek Edelman w latach 60tych obserwował, jak pacjenci jego oddziału jeden po drugim umierają po rozległym zawale serca, wcześniej więdną w oczach. W jego czasie uważano, że zawał serca jest absolutnym przeciwwskazaniem do przeprowadzania operacji kardiologicznych.

Za którymś tam razem Edelman zrozumiał, że przepięcie dwóch sporych naczyń krwionośnych w sercu po rozległym zawale, może uratować pacjentowi życie, a nawet sprawność.
Opory formalne zgłaszał jego kolega. Bał się konsekwencji Rady Lekarskiej, nikt z niej nie brał na poważnie ich spostrzeżeń. Sprawa stała w miejscu dwa lata mimo, że ci chirurdzy byli gotowi zrobić operację, kolejni pacjenci umierali.
W końcu na wpół legalnie się na nią zdecydowali. Pacjent nie dość że przeżył, to jeszcze żył potem długi czas.
W konsekwencji razem z prof. Janem Mollem, stali się pionierami leczenia zawałów serca w Polsce.
"Pan Bóg już chce zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonić płomień, wykorzystując jego chwilową nieuwagę" - tak powiedział Edelman Halinie Krall.

Dlaczego gatunkowi ludzkiemu zajęło aż 200 000 lat dojście do konstatacji, że niektóre pary gejowskie mogą wychować dzieci na szczęśliwych, zdrowych i samodzielnych dorosłych?
Z tego samego powodu, z jakiego mniej-więcej tyle samo czasu zajęło ludzkości wydanie na świat Marka Edelmana, zorganizowanie wszystkich zdarzeń i rzeczy które wpłynęły na jego rozwój tak, aby mógł zrozumieć, co pomoże sercu z zawałem.
Gdyby metoda Edelmana była pożyteczna, istniałyby od dawna.
Wniosek: Edelman nie jest racjonalistą.
Panie Elaspie, brawo.


Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
03-08-2020 10:48 
 Ocena 4 na 4
Kulmin (4007 punktów)
>Panie Elaspie, brawo.

No Elasp kolejny raz daje świadectwo swojej ....

Ludzkości też 200 000 lat zajęło dojście do wniosku, że starzy ludzie mają prawo do życia pomimo bezproduktywności i pomimo, że ich rychła śmierć jest pożyteczna dla społeczeństwa.

200 000 lat zajęło ludzkości dojście do wniosku, że mniejszości etniczne jednak powinny mieć równe prawa pomimo, że dyktatura większości jest pożyteczniejsza dla społeczeństwa.

200 000 lat zajęło ludzkości dojście do wniosku, że kobiety to nie maszyny rozpłodowe i należą im się równe prawa pomimo, że bezmyślna kopulacja jest pożyteczniejsza dla gatunku.

Wychodzi na to, że wg Elaspa przeciwnik zabijania lub zostawiania na śmierć starych ludzi jest nieracjonalny. Przeciwnik dyktatury jest nieracjonalny, a przeciwnik niewolenia kobiet również.
Klasyczny, podręcznikowy przykład błędu naturalistycznego.

Panie Elaspie, brawo. Świetne kryterium. Rodem z najbardziej zbrodnicznych i depczących moralność dystopii.
Elasp (6859 punktów)
>>Panie Elaspie, brawo.
>No Elasp kolejny raz daje świadectwo swojej ....

>Ludzkości też 200 000 lat zajęło dojście do wniosku, że starzy ludzie mają prawo do życia pomimo bezproduktywności i pomimo, że ich rychła śmierć jest pożyteczna dla społeczeństwa.

Jest to w oczywisty sposób fałszywe twierdzenie. Ludzie starsi zawsze byli cenni z uwagi na swoją wiedzę i doświadczenie. Właśnie to teraz stają się (w oczach młodszych pokoleń) bezużyteczni. Dziś 10-letnie dziecko wie więcej o najnowszych rozwiązaniach technicznych niż 90-latek.

>200 000 lat zajęło ludzkości dojście do wniosku, że mniejszości etniczne jednak powinny mieć równe prawa pomimo, że dyktatura większości jest pożyteczniejsza dla społeczeństwa.

Skąd zatem wiesz, że "powinny mieć"? Może w dłuższej perspektywie wymieszanie ras będzie szkodliwe dla gatunku ludzkiego?

>200 000 lat zajęło ludzkości dojście do wniosku, że kobiety to nie maszyny rozpłodowe i należą im się równe prawa pomimo, że bezmyślna kopulacja jest pożyteczniejsza dla gatunku.

Można zadać to samo pytanie, co powyżej. Ponadto: kobieta jest maszyną rozpłodową, ale nie jest tylko maszyną rozpłodową. To samo zresztą można powiedzieć o mężczyźnie. Od niego przecież też przez tysiące lat wymagano potomstwa, a ten, kto go nie miał lub nie chciał mieć, wystawiony był z tego powodu na drwiny albo na ostracyzm.

>Wychodzi na to, że wg Elaspa przeciwnik zabijania lub zostawiania na śmierć starych ludzi jest nieracjonalny. Przeciwnik dyktatury jest nieracjonalny, a przeciwnik niewolenia kobiet również.

Nie mamy niestety wglądu w następne dekady, wieki i tysiąclecia ludzkości, więc nie potrafię powiedzieć, czy obecne zmiany są (będą) pożyteczne, czy nie. Już teraz widać, że doprowadziły one (razem z postępem technologicznym) do przeludnienia, którego skutki chyba nie będą dobre.

>Klasyczny, podręcznikowy przykład błędu naturalistycznego.
>Panie Elaspie, brawo. Świetne kryterium. Rodem z najbardziej zbrodnicznych i depczących moralność dystopii.

W ostateczności liczy się przetrwanie. Istniejemy po to, by istnieli inni ludzie, a oni po to, by istnieli kolejni. Jeżeli jest jakikolwiek sens naszego istnienia, jest on właśnie taki. Być może "małżeństwa homoseksualne" będą w tym względzie pożyteczne - zobaczymy. Trzeba tak czy inaczej gdzieś ulokować homoseksualną część ludzkości. Kiedyś znajdowała ona bezpieczne schronienie w klasztorach.
04-08-2020 00:41 
 Ocena 1 na 1
Kulmin (4007 punktów)
>>Wychodzi na to, że wg Elaspa przeciwnik zabijania lub zostawiania na śmierć starych ludzi jest nieracjonalny. Przeciwnik dyktatury jest nieracjonalny, a przeciwnik niewolenia kobiet również.
> Nie mamy niestety wglądu w następne dekady, wieki i tysiąclecia ludzkości, więc nie potrafię powiedzieć, czy obecne zmiany są (będą) pożyteczne, czy nie. Już teraz widać, że doprowadziły one (razem z postępem technologicznym) do przeludnienia, którego skutki chyba nie będą dobre.

Czyli zostawiasz sobie furtkę do uznania zabijania starszych ludzi, niewolenia kobiet i ciemiężenia mniejszości za coś dobrego, ponieważ kiedyś w przyszłości zabijanie starszych ludzi, niewolenie kobiet i ciemiężenie mniejszości MOŻE okazać się jednak korzystne dla ludzkości, a korzyść definiujesz przez pryzmat kopulacji i przetrwania.
Nie mam nic więcej do dodania. Może po prostu mów dalej, bo tu chyba zajdzie efekt Korwina który polega na tym, że im większa ilość wypowiedzianych zdań tym większe prawdopodobieństwo kompromitacji.

> W ostateczności liczy się przetrwanie. Istniejemy po to, by istnieli inni ludzie, a oni po to, by istnieli kolejni. Jeżeli jest jakikolwiek sens naszego istnienia, jest on właśnie taki. Być może "małżeństwa homoseksualne" będą w tym względzie pożyteczne - zobaczymy. Trzeba tak czy inaczej gdzieś ulokować homoseksualną część ludzkości. Kiedyś znajdowała ona bezpieczne schronienie w klasztorach.

I znowu błąd naturalistyczny. Ja już nie mam sił. Tym razem kopulacja jako punkt odniesienia przy ustalaniu norm postępowania i traktowania innych ludzi. Dobre to co pożyteczne dla gatunku - system etyczny Elaspa, katolika.
Elasp (6859 punktów)

>Czyli zostawiasz sobie furtkę do uznania zabijania starszych ludzi, niewolenia kobiet i ciemiężenia mniejszości za coś dobrego, ponieważ kiedyś w przyszłości zabijanie starszych ludzi, niewolenie kobiet i ciemiężenie mniejszości MOŻE okazać się jednak korzystne dla ludzkości, a korzyść definiujesz przez pryzmat kopulacji i przetrwania.

Nie ja tak definiuję, robi to za mnie natura. Nie zostawiam sobie żadnej furtki, zastanawiam się tylko co i dlaczego jest aprobowane albo ganione.

>I znowu błąd naturalistyczny. Ja już nie mam sił. Tym razem kopulacja jako punkt odniesienia przy ustalaniu norm postępowania i traktowania innych ludzi. Dobre to co pożyteczne dla gatunku - system etyczny Elaspa, katolika.

"Błąd naturalistyczny" jest wynikiem dywagacji myślicieli, którzy albo sami popełniali ten "błąd", albo nie potrafili przekonująco wykazać, że ten "błąd" jest rzeczywiście błędem.
04-08-2020 12:21 
 Ocena 1 na 1
Kulmin (4007 punktów)
.
> Nie ja tak definiuję, robi to za mnie natura. Nie zostawiam sobie żadnej furtki, zastanawiam się tylko co i dlaczego jest aprobowane albo ganione.

Ja już przestałem Cię rozumiec. Tak się zakałapućkałeś byle nie uznać faktów dotyczących rodzin homoseksualnych, że posunąłeś się do wątpienia w zło zabijania starych ludzi uzasadniając swoje wątpliwości argumentami "no bo w przyrodzie..."

>>I znowu błąd naturalistyczny. Ja już nie mam sił. Tym razem kopulacja jako punkt odniesienia przy ustalaniu norm postępowania i traktowania innych ludzi. Dobre to co pożyteczne dla gatunku - system etyczny Elaspa, katolika.
> "Błąd naturalistyczny" jest wynikiem dywagacji myślicieli, którzy albo sami popełniali ten "błąd", albo nie potrafili przekonująco wykazać, że ten "błąd" jest rzeczywiście błędem.

Gdzie Hume czy Moore popełniali ten błąd. Proszę udowodnić tezę przedstawiając cytaty.
Elasp (6859 punktów)

>Gdzie Hume czy Moore popełniali ten błąd. Proszę udowodnić tezę przedstawiając cytaty.

Hume zbudował system etyczny na podstawie obserwacji ludzkich reakcji uczuciowych. Z tego jednak, jak ludzie reagują nie wynika (wedle błędu naturalistycznego) jak powinni reagować. O tym, że normy wynikają z tego, co jest, mówi z kolei jego esej "Sprawdzian smaku".

Moore w ostateczności sięgał po enigmatyczny i już przez to słaby argument znany jako "the open question argument".
04-08-2020 15:03 
 Ocena 1 na 1
Kulmin (4007 punktów)
>>Gdzie Hume czy Moore popełniali ten błąd. Proszę udowodnić tezę przedstawiając cytaty.
>Hume zbudował system etyczny na podstawie obserwacji ludzkich reakcji uczuciowych. Z tego jednak, jak ludzie reagują nie wynika (wedle błędu naturalistycznego) jak powinni reagować.

Przykro mi ale nie zrozumiałeś Hume'a i w ogóle chyba nie rozumiesz błędu naturalistycznego. Przede wszystkim Hume nie stworzył jakiegoś całościowego i spójnego systemu etycznego.
Hume zauważył, że źródłem jednostkowych sądów i postaw moralnych są emocje i ostatecznie coś uważamy za dobre lub złe nie dlatego, że to coś ma miejsce i jest jakieś, tylko dlatego, że wywołuje w nas jakieś subiektywne stany emocjonalne. I teraz najważniejsze: Nie da się uzasadnić oceny moralnej poprzez fakt empiryczny tzn nie da się sensownie powiedzieć: "uważam, że zostawianie starych ludzi na śmierć jest dobre, bo tak było i jest w przyrodzie"
Mamy tutaj do czynienia z nieuprawnionym wynikaniem między A i B, gdzie A to ocena moralna, a B fakt empiryczny.
Ocena moralna ma charakter czysto subiektywny i odnosi się do emocji, nie wynika z samego faktu empirycznego w żaden sposób.
Podobnie jest z każdą inną oceną. Z tego, że discopolo jest muzyką prostszą od muzyki klasycznej nie wynika, że jest gorsze lub lepsze, gdyż taka ocena wynika z tego czy u danej osoby discopolo wywołuje większą lub mniejszą przyjemność niż muzyka klasyczna.

>O tym, że normy wynikają z tego, co jest, mówi z kolei jego esej "Sprawdzian smaku".

Fałsz. Albo celowy, albo wynikający z nieprzeczytania.
"Sprawdzian Smaku" jest esejem dotyczącym estetyki i Hume pisze tam tak:
Cytat:
Beauty is no quality in things themselves: It exists merely in the mind which contemplates them; and each mind perceives a different beauty. One person may even perceive deformity, where another is sensible of beauty; (...) To seek in the real beauty, or real deformity, is as fruitless an enquiry, as to pretend to ascertain the real sweet or real bitter.

Co oznacza, że ocena estetyczna przedmiotu nie wynika z przedmiotu, gdyż sam przedmiot jest nijaki.
I tak samo jest z oceną moralną. Ocena moralna zdarzenia nie wynika ze zdarzenia, gdyż samo zdarzenie jest nijakie, neutralne.

Więc ja radzę przed napisaniem następnego postu doczytać porządnie źródła, a nie polską wikipedie czy wp.pl

> Moore w ostateczności sięgał po enigmatyczny i już przez to słaby argument znany jako "the open question argument".

Czemu niby enigmatyczny? Co jest z nim nie tak?
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Co oznacza, że ocena estetyczna przedmiotu nie wynika z przedmiotu,
> gdyż sam przedmiot jest nijaki.
> I tak samo jest z oceną moralną. Ocena moralna zdarzenia nie wynika ze
> zdarzenia, gdyż samo zdarzenie jest nijakie, neutralne.

Swoją drogą Elasp brnąc w odniesienia do przeszłości, oraz moralne kryteria rozumowe, zaszedł w ślepą uliczkę.

Moim zdaniem ocena o której piszecie, powinna być jakościowa.
Badacze powinni brać pod uwagę przede wszystkim aspekty zdrowotne oraz sprawnościowe, mierzone w ślepych lub podwójnie ślepych próbach.

Rzecz jasna wszelka subiektywność, czyli m.in. relacje zainteresowanych, wiedzących w jakim celu prowadzone jest badanie, trochę jednak wynik zniekształca.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
05-08-2020 01:10 
 Ocena 1 na 1
Kulmin (4007 punktów)
>> Co oznacza, że ocena estetyczna przedmiotu nie wynika z przedmiotu,
>> gdyż sam przedmiot jest nijaki.
>> I tak samo jest z oceną moralną. Ocena moralna zdarzenia nie wynika ze
>> zdarzenia, gdyż samo zdarzenie jest nijakie, neutralne.
>Swoją drogą Elasp brnąc w odniesienia do przeszłości, oraz moralne kryteria rozumowe, zaszedł w ślepą uliczkę.
>Moim zdaniem ocena o której piszecie, powinna być jakościowa.
>Badacze powinni brać pod uwagę przede wszystkim aspekty zdrowotne oraz sprawnościowe, mierzone w ślepych lub podwójnie ślepych próbach.
>Rzecz jasna wszelka subiektywność, czyli m.in. relacje zainteresowanych, wiedzących w jakim celu prowadzone jest badanie, trochę jednak wynik zniekształca.

Nie przeczę, że raport werbalny badanych jako wynik, nie jest doskonały. Tutaj jednak raporty były rozłożone w czasie T1 - T5 na przestrzeni 17 lat, a w ostatnim dzieci same zdawały raport już jako prawie dorosłe osoby.

Trudno byłoby zastosować ślepe próby w tej dziedzinie badań. Gdy ONZ lub inne organizacje sporządzają raport dot poziomu szczęścia na świecie to wszyscy bazują mocno na raportach werbalnych badanych, gdyż no nie bardzo da się to ustalić inaczej. Można zobiektywizować zmienne takie jak zamożność, wykształcenie, dobre oceny w szkole, ale taki format pomija istotny czynnik "życia mentalnego" i emocji.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Można zobiektywizować zmienne takie jak zamożność, wykształcenie, dobre
> oceny w szkole, ale taki format pomija istotny czynnik "życia mentalnego" i emocji.

Zgadzam się. Choć wydaje mi się, że to akurat można nieźle przybliżyć kryteriami oceny kondycji zdrowia fizycznego i psychicznego.
Nikt nie przeczy, że Siostra Faustyna Kowalska nie miała bogatego życia wewnętrznego, jak piszesz "życia mentalnego" / emocji.
Miała.
Zagłębiając się w lekturę "Dzienniczka" można odnieść wrażenie, że neurotyczne ciągle gdzieś się z czymś spieszyła, by zdążyć przed śmiercią. Ten pośpiech jest miejscami mocno infantylny.

W psychologii znane jest pojecie deprywacji sensorycznej, realistycznych obrazów, które mogą być wywołane w człowieku brakiem bodźców. W dłuższej perspektywie, deprywacja może powodować ciężkie schorzenia. Nieco analogicznie jest z brakiem dostatecznej obsługi medycznej.

Pisząc o ślepej próbie miałem na myśli nieznajomość przez zestaw ludzi poddanych ocenie kryteriów, oraz prawdziwego celu badania.
Przy odrobinie sprytu można je również ukryć przed osobami zbierającymi wywiad.

Sam fakt, że osoba wychowywana w parze homoseksualnej ma świadomość, że cel badania ma z tym jakiś luźny choćby związek, może zaburzać wynik.
Nie twierdzę, że podciąga w górę. Może być nawet odwrotnie.


Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Elasp (6859 punktów)
>>>Gdzie Hume czy Moore popełniali ten błąd. Proszę udowodnić tezę przedstawiając cytaty.
>>Hume zbudował system etyczny na podstawie obserwacji ludzkich reakcji uczuciowych. Z tego jednak, jak ludzie reagują nie wynika (wedle błędu naturalistycznego) jak powinni reagować.
>Przykro mi ale nie zrozumiałeś Hume'a i w ogóle chyba nie rozumiesz błędu naturalistycznego. Przede wszystkim Hume nie stworzył jakiegoś całościowego i spójnego systemu etycznego.

Czego brakuje w koncepcji Hume'a, co sprawia, że nie jest to całościowy system etyczny?

>Hume zauważył, że źródłem jednostkowych sądów i postaw moralnych są emocje i ostatecznie coś uważamy za dobre lub złe nie dlatego, że to coś ma miejsce i jest jakieś, tylko dlatego, że wywołuje w nas jakieś subiektywne stany emocjonalne. I teraz najważniejsze: Nie da się uzasadnić oceny moralnej poprzez fakt empiryczny tzn nie da się sensownie powiedzieć: "uważam, że zostawianie starych ludzi na śmierć jest dobre, bo tak było i jest w przyrodzie".

Sądzę, że to Ty nie rozumiesz tej koncepcji. Można uzasadnić wskazując na to, że coś budzi to albo inne charakterystyczne uczucie, którego źródło Hume nazywa "zmysłem moralnym". Sądów etycznych nie można uzasadnić rozumowo, ale można odwołując się do uczucia. Jeszcze inaczej mówiąc: dla Hume'a "x jest moralnie dobry" znaczy "x budzi aprobatę zmysłu moralnego". Ludzie, jego zdaniem, wyposażeni są w jeden i ten sam zmysł moralny. A więc w tym znaczeniu z tego jak jest ("jest tak, że x wywołuje aprobatę mojego zmysłu moralnego") wynika, że tak być powinno ("x jest słuszne lub dobre moralnie"). Koncepcja ta jest trochę bardziej skomplikowana (przyznaje pewien udział rozumowi, jak o tym mówi Hume'owska koncepcja "cnót sztucznych"), ale w ogólności mówi ona coś mniej więcej takiego.

Można także, wedle Hume'a, znaleźć uzasadnienie (zasady, "principles") naszych sądów moralnych, to znaczy można odpowiedzieć na pytanie dlaczego czyn x budzi aprobatę zmysłu moralnego, a czy y nie. I odpowiedzią Hume'a jest to, że czyn x jest użyteczny, czyn y natomiast nie. A więc czy troskliwa opieka matki nad dzieckiem jest dobra moralnie? Jest, czyli budzi aprobatę zmysłu moralnego. Dlaczego ją budzi? Bo jest to postępowanie użyteczne dla człowieka i dla ludzkości.

>Mamy tutaj do czynienia z nieuprawnionym wynikaniem między A i B, gdzie A to ocena moralna, a B fakt empiryczny.
>Ocena moralna ma charakter czysto subiektywny i odnosi się do emocji, nie wynika z samego faktu empirycznego w żaden sposób.

To by znaczyło nieistnienie jakiejkolwiek etyki - Hume jest daleki od tego.

>Podobnie jest z każdą inną oceną. Z tego, że discopolo jest muzyką prostszą od muzyki klasycznej nie wynika, że jest gorsze lub lepsze, gdyż taka ocena wynika z tego czy u danej osoby discopolo wywołuje większą lub mniejszą przyjemność niż muzyka klasyczna.

Wyżej znajduje się odpowiedź na takie twierdzenie.

>>O tym, że normy wynikają z tego, co jest, mówi z kolei jego esej "Sprawdzian smaku".
>Fałsz. Albo celowy, albo wynikający z nieprzeczytania.
>"Sprawdzian Smaku" jest esejem dotyczącym estetyki i Hume pisze tam tak:
>Cytat:
Beauty is no quality in things themselves: It exists merely in the mind which contemplates them; and each mind perceives a different beauty. One person may even perceive deformity, where another is sensible of beauty; (...) To seek in the real beauty, or real deformity, is as fruitless an enquiry, as to pretend to ascertain the real sweet or real bitter.

>Co oznacza, że ocena estetyczna przedmiotu nie wynika z przedmiotu, gdyż sam przedmiot jest nijaki.

Nie powiedziałem, że "Sprawdzian smaku" dotyczy etyki. "Nie wynika z przedmiotu" - tak, nie wynika z przedmiotu, ale wynika ze sposobu naszego spostrzegania tego przedmiotu. Ten sposób wynika z budowy naszego umysłu, ta zaś jest elementem natury. Jesteśmy tak skonstruowani, że np. widok proporcjonalnego ludzkiego ciała wywołuje w nas pozytywną ocenę.

>I tak samo jest z oceną moralną. Ocena moralna zdarzenia nie wynika ze zdarzenia, gdyż samo zdarzenie jest nijakie, neutralne.

Znowuż więc odpowiedź będzie wyżej.

>Więc ja radzę przed napisaniem następnego postu doczytać porządnie źródła, a nie polską wikipedie czy wp.pl

>> Moore w ostateczności sięgał po enigmatyczny i już przez to słaby argument znany jako "the open question argument".

>Czemu niby enigmatyczny? Co jest z nim nie tak?

To, że nie wiadomo do końca na czym on polega.
05-08-2020 10:38 
 Ocena 2 na 2
Kulmin (4007 punktów)
> Czego brakuje w koncepcji Hume'a, co sprawia, że nie jest to całościowy system etyczny?

Struktury teorii etycznej. Hume przedstawia obserwacje, nie buduje systemu.

>>Hume zauważył, że źródłem jednostkowych sądów i postaw moralnych są emocje i ostatecznie coś uważamy za dobre lub złe nie dlatego, że to coś ma miejsce i jest jakieś, tylko dlatego, że wywołuje w nas jakieś subiektywne stany emocjonalne. I teraz najważniejsze: Nie da się uzasadnić oceny moralnej poprzez fakt empiryczny tzn nie da się sensownie powiedzieć: "uważam, że zostawianie starych ludzi na śmierć jest dobre, bo tak było i jest w przyrodzie".
> Sądzę, że to Ty nie rozumiesz tej koncepcji. Można uzasadnić wskazując na to, że coś budzi to albo inne charakterystyczne uczucie, którego źródło Hume nazywa "zmysłem moralnym". Sądów etycznych nie można uzasadnić rozumowo, ale można odwołując się do uczucia. Jeszcze inaczej mówiąc: dla Hume'a "x jest moralnie dobry" znaczy "x budzi aprobatę zmysłu moralnego". Ludzie, jego zdaniem, wyposażeni są w jeden i ten sam zmysł moralny. A więc w tym znaczeniu z tego jak jest ("jest tak, że x wywołuje aprobatę mojego zmysłu moralnego") wynika, że tak być powinno ("x jest słuszne lub dobre moralnie").

Zabawne. Najpierw postawiłeś w relacji identyczności "x jest moralnie dobry" i "x budzi aprobatę zmysłu moralnego" po czym stwierdziłeś, że "x jest moralnie dobry" (jak być powinno) wynika z "x budzi aprobatę zmysłu moralnego" (to jak jest). Tutaj pojawił się błąd, ponieważ jeśli stawiasz relację identyczności między X a Y, to nie może być prawdą, że X jest stanem faktycznym, a Y sądem moralnym. Właśnie o to chodzi, że pomiędzy tymi światami nie ma logicznego wynikania. Czyli nie zrozumiałeś.

> Można także, wedle Hume'a, znaleźć uzasadnienie (zasady, "principles") naszych sądów moralnych, to znaczy można odpowiedzieć na pytanie dlaczego czyn x budzi aprobatę zmysłu moralnego, a czy y nie. I odpowiedzią Hume'a jest to, że czyn x jest użyteczny, czyn y natomiast nie. A więc czy troskliwa opieka matki nad dzieckiem jest dobra moralnie? Jest, czyli budzi aprobatę zmysłu moralnego. Dlaczego ją budzi? Bo jest to postępowanie użyteczne dla człowieka i dla ludzkości.

No tak, stanem legalizującym sąd moralny jest nie użyteczność dla człowieka i ludzkości, a pozytywny, emocjonalny odbiór - aprobata - a użyteczność to aposterioryczne, rozumowe uzasadnienie dlaczego odczuwam aprobatę.
Jednakże jakościowe stany emocjonalne ze względu na swoją subiektywność nie są przedmiotem faktów empirycznych i stan faktyczny (to jak jest) ich nie obejmuje. Nie można nazwać swojego subiektywnego odczucia aprobaty faktem empirycznym gdyż konstytutywną cechą faktów jest obiektywność, czyli niezależność od podmiotu.

>>>O tym, że normy wynikają z tego, co jest, mówi z kolei jego esej "Sprawdzian smaku".
>>Fałsz. Albo celowy, albo wynikający z nieprzeczytania.
>>"Sprawdzian Smaku" jest esejem dotyczącym estetyki i Hume pisze tam tak:
>>Cytat:
Beauty is no quality in things themselves: It exists merely in the mind which contemplates them; and each mind perceives a different beauty. One person may even perceive deformity, where another is sensible of beauty; (...) To seek in the real beauty, or real deformity, is as fruitless an enquiry, as to pretend to ascertain the real sweet or real bitter.

>>Co oznacza, że ocena estetyczna przedmiotu nie wynika z przedmiotu, gdyż sam przedmiot jest nijaki.
> Nie powiedziałem, że "Sprawdzian smaku" dotyczy etyki. "Nie wynika z przedmiotu" - tak, nie wynika z przedmiotu, ale wynika ze sposobu naszego spostrzegania tego przedmiotu.

No dokładnie, a ten jest subiektywny, nie obiektywny - nie jest więc faktem empirycznym i nie jest "tym jak jest". Można się rozejść.

>Ten sposób wynika z budowy naszego umysłu, ta zaś jest elementem natury.

Ten sposób wynika z miliona różnych czynników i jest indywidualny.

>Jesteśmy tak skonstruowani, że np. widok proporcjonalnego ludzkiego ciała wywołuje w nas pozytywną ocenę.

Nie, to nie widok proporcjonalnego ciała wywołuje pozytywną ocenę, a przyjemność z oglądania takiego ciała. Znowu: Hume'owi formułującemu swoją zasadę właśnie o to chodziło, że to nie fakt empiryczny proporcjonalnego ciała jest źródłem oceny moralnej, tylko odczucie (sentiments) przezeń wywołane.

Więc Hume nigdzie nie popełnił błędu naturalistycznego. Jego poglądy w tej sprawie są spójne.

>To by znaczyło nieistnienie jakiejkolwiek etyki - Hume jest daleki od tego.

Nie, dlaczego niby? Etyka to refleksja nad moralnością. Moralność jest subiektywna, a wszelkie normy to po prostu intersubiektywne reguły podzielane przez większość.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Moralność jest subiektywna, a wszelkie normy to po prostu
> intersubiektywne reguły podzielane przez większość.

Elasp uargumentuje na swój sposób długo i namiętnie, jak bardzo zna dorobek licznych filozofów i etyków, oraz ich poglądy.
Nie pozwoli mu to jednak zrobić kroku ku refleksji, że sytuacja (tu wychowawcza) by była dobra, nie musi mieć wcale odzwierciedlania w przeszłości, a już szczególnie w śladach po niej.

To takie trochę religijne, a trochę konserwatywne stanowisko.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Elasp (6859 punktów)
>> Czego brakuje w koncepcji Hume'a, co sprawia, że nie jest to całościowy system etyczny?
>Struktury teorii etycznej. Hume przedstawia obserwacje, nie buduje systemu.

Jakie prace D. Hume'a czytałeś?

>Zabawne. Najpierw postawiłeś w relacji identyczności "x jest moralnie dobry" i "x budzi aprobatę zmysłu moralnego" po czym stwierdziłeś, że "x jest moralnie dobry" (jak być powinno) wynika z "x budzi aprobatę zmysłu moralnego" (to jak jest). Tutaj pojawił się błąd, ponieważ jeśli stawiasz relację identyczności między X a Y, to nie może być prawdą, że X jest stanem faktycznym, a Y sądem moralnym. Właśnie o to chodzi, że pomiędzy tymi światami nie ma logicznego wynikania. Czyli nie zrozumiałeś.

Właśnie dlatego, że A = B, z A wynika B. "...to nie może być prawdą, że X jest stanem faktycznym, a Y sądem moralnym. Właśnie o to chodzi, że pomiędzy tymi światami nie ma logicznego wynikania." - tak twierdząc poruszasz się po błędnym kole.

>No tak, stanem legalizującym sąd moralny jest nie użyteczność dla człowieka i ludzkości, a pozytywny, emocjonalny odbiór - aprobata - a użyteczność to aposterioryczne, rozumowe uzasadnienie dlaczego odczuwam aprobatę.

Dlatego użyłem słowa "principle".

>Jednakże jakościowe stany emocjonalne ze względu na swoją subiektywność nie są przedmiotem faktów empirycznych i stan faktyczny (to jak jest) ich nie obejmuje. Nie można nazwać swojego subiektywnego odczucia aprobaty faktem empirycznym gdyż konstytutywną cechą faktów jest obiektywność, czyli niezależność od podmiotu.

Nie rozumiem, co to znaczy, że stan emocjonalny "nie jest przedmiotem faktów empirycznych".

"konstytutywną cechą faktów jest obiektywność, czyli niezależność od podmiotu." - czy to jest stanowisko Hume'a?

>No dokładnie, a ten jest subiektywny, nie obiektywny - nie jest więc faktem empirycznym i nie jest "tym jak jest". Można się rozejść.

Mogę powtórzyć pytanie zawarte wyżej.

>Nie, to nie widok proporcjonalnego ciała wywołuje pozytywną ocenę, a przyjemność z oglądania takiego ciała.

Dobrze, ale przyjemność jest czymś wywoływanym przed przedmiot. Czy czytałeś "Sprawdzian smaku"?

Znowu: Hume'owi formułującemu swoją zasadę właśnie o to chodziło, że to nie fakt empiryczny proporcjonalnego ciała jest źródłem oceny moralnej, tylko odczucie (sentiments) przezeń wywołane.

Dobrze, ale odczucia zależy przyczynowo od ciała.

>Więc Hume nigdzie nie popełnił błędu naturalistycznego. Jego poglądy w tej sprawie są spójne.

Nie są tylko za cenę powiedzenia, że to, że odczuwam, nie jest faktem. Dla Hume'a jest to jednak pewien fakt.

Powtarzam pytanie: jakie prace D. Hume'a czytałeś?
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Jakie prace D. Hume'a czytałeś? (..)
> Powtarzam pytanie: jakie prace D. Hume'a czytałeś?

Można się zastanowić, czy potencjalna odpowiedź na to pytanie versus precyzyjna definicja samych poglądów Humme'a, dodaje coś istotnego do meritum sporu.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
03-08-2020 11:24 
 Ocena 4 na 4
Kulmin (4007 punktów)
>>Już niemało dzieci wychowuje się w parach homo, wystarczy być cierpliwym.
>Jeżeli małżeństwa homoseksualne są OK, to dlaczego gatunkowi ludzkiemu zajęło aż 200 000 lat dojście do takiej konstatacji? Powołanie się na ewolucję - jakże częsty zabieg racjonalistów - pozwala na odrzucenie myśli o pożytkach płynących z takich "małżeństw". Gdyby były pożyteczne, istniałyby od dawna. Nie istnieją od dawna. Wniosek: nie są pożyteczne. Zwolennik "małżeństw homoseksualnych" musi więc odrzucić świadectwo doświadczenia lub logikę, albo i jedno, i drugie. Wniosek: zwolennik "małżeństw homoseksualnych" nie jest więc racjonalistą. Nie można respektować doświadczenia i logiki i jednocześnie twierdzić, że "małżeństwa homoseksualne" są pożyteczne.

Pozwól, że Ci to wyjaśnię.
Otóż norm moralnych i standardów etycznych nie ustala się poprzez odniesienie do ewolucji. Tak np robili naziści.
To jak być powinno nie wynika z tego jak jest. Stara zasada odkryta już przez Hume'a.
Z tego, że w przyrodzie zostawia się na śmierć starców nie wynika, że to jest dobre i tak być powinno. Pomiędzy światem sądów moralnych a światem faktów empirycznych nie ma logicznego wynikania, więc zwolennik "małżeństw homoseksualnych" nie musi niczego odrzucać.
03-08-2020 12:03 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> standardów etycznych nie ustala się poprzez odniesienie do ewolucji.

Elasp "zapomina" o jednym fakcie: ewolucja jakikolwiek byłby jej cel, nie jest ani optymalna, ani bezbłędna.
Jeden wyraz dałem powyżej w cudzysłów, nie sądzę, aby o tym nie wiedział.
To po prostu pomijanie niewygodnych faktów, tak robi wiele ludzi by racjonalizować swoje poglądy bez merytorycznych podstaw.

Tak przy okazji ciekaw jestem, czy Elasp uważa siebie za racjonalistę.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Elasp (6859 punktów)
>> standardów etycznych nie ustala się poprzez odniesienie do ewolucji.
>Elasp "zapomina" o jednym fakcie: ewolucja jakikolwiek byłby jej cel, nie jest ani optymalna, ani bezbłędna.

Skąd czerpiesz standardy, które następnie przykładasz do ewolucji, aby ją ocenić?
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Przede wszystkim zakładamy, że ewolucja jako jeden ze swych nadrzędnych celów stawia powielenie w jaki największej liczbie wersji coraz lepiej dostosowanego gatunku.

Skąd pana wątpliwość, że para homo adoptująca dziecko będzie mniej optymalna i mniej bezbłędna, niż analogiczna para hetero adoptująca równolegle inne dziecko?

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Elasp (6859 punktów)
>Przede wszystkim zakładamy, że ewolucja jako jeden ze swych nadrzędnych celów stawia powielenie w jaki największej liczbie wersji coraz lepiej dostosowanego gatunku.

To prawda, jeżeli tylko nie wyrażać się ściśle, bo ściśle biorąc ewolucja nie realizuje żadnych celów.

>Skąd pana wątpliwość, że para homo adoptująca dziecko będzie mniej optymalna i mniej bezbłędna, niż analogiczna para hetero adoptująca równolegle inne dziecko?

Stąd, że gdyby tego rodzaju rodzicielstwo było korzystne, pojawiłoby się wielokrotnie na przestrzeni tysięcy (setek tysięcy) lat. Instytucja szkoły, pogrzebu, ślubu, koncepcja domostwa, i im. p. pojawiały się w rozmaitych formach w całej historii ludzkości. Historia ludzkości milczy natomiast jak zaklęta na temat instytucji małżeństwa homoseksualnego.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Stąd, że gdyby tego rodzaju rodzicielstwo było korzystne, pojawiłoby
> się wielokrotnie na przestrzeni tysięcy (setek tysięcy) lat. Instytucja
> szkoły, pogrzebu, ślubu, koncepcja domostwa, i im. p. pojawiały się w
> rozmaitych formach w całej historii ludzkości. Historia ludzkości milczy
> natomiast jak zaklęta na temat instytucji małżeństwa homoseksualnego.

Bardzo dużo zależy od tego, jak daleko sięgniemy wstecz przyglądając się danym obyczajom.
Według Strabona w Koryncie tylko w jednej świątyni Afrodyty uprawiało seks ponad 1000 kobiet. Od tej pory przyjęto uznawać obecność najstarszego zawodu świata. Myślę, że we wspólnotach plemiennych nie było tego typu praktyk. To domena większych cywilizacji i to zapewne nie każdych.
Ze szkołą podobnie. We wspólnotach plemiennych syn uczył się od ojca obserwując jego zachowania i czynności. Uczestniczył również w grupowych polowaniach, wieczornych posiadówkach przy ognisku itd.
Na podobnej zasadzie można powiedzieć, że spowiedź nie ma odzwierciedlenia wprost w przestrzeni tysięcy (setek tysięcy) lat, w pierwotnych wspólnotach plemiennych nikt szamanowi się nie spowiadał z indywidualnych nieuczciwości, bo prozaicznie sam je wyrównywał.
A jednak zapewne będzie pan chwalił efekty spowiedzi.

Nieomal w każdym współczesnym działaniu znajdziemy jakiś asumpt z przeszłości, dający tego działania podstawy. Wystarczy bliżej się przyglądnąć.

Wprawdzie historia ludzkości milczy na temat instytucji małżeństwa homoseksualnego, ale proszę zauważyć, że samo małżeństwo w historii ludzkości ewoluowało w różne formy w różnym czasie.
W starożytnej Persji np. praktykowane były małżeństwa kazirodcze. Ojciec mógł się ożenić z córką, a małżeństwa między rodzeństwem były nawet uważane za święte. W Persji mężczyzna musiał czekać 9 lat, aby móc ożenić się drugi raz jeśli żona nie urodziła mu syna.

Przypuszczam, że nie jest pan zwolennikiem małżeństw kazirodczych pomimo, że miały kiedyś miejsce w kulturze.

W Starożytnej Grecji dorosły mężczyzna, w zależności od swoich preferencji seksualnych, mógł mieć pasywnego kochanka płci męskiej, pod warunkiem, że był on od niego młodszy i nie osiągnął dojrzałości społecznej. Wskazane było, aby ten starszy był też przewodnikiem duchowym i intelektualnym młodszego. W starożytnej Grecji potępiano bezżenność i bezdzietność. Nie mniej zachowały się zapisy historyczne świadczące o powyższych parach.

W Indiach dziewczynki wychowywane były zazwyczaj przez babcie.
W Afryce dzieci były dziećmi wioski, nie były tak silnie związane z wąsko pojmowaną rodziną pochodzenia. Aborygeni podobnie jak Indianie w Ameryce południowej nie wiązali aktu kopulacji z poczęciem, stąd nie istniało tam ściśle pojmowane ojcostwo.

Jeśli stara się pan odnaleźć jakiś rytuał czy pierwowzór instytucji w przeszłości, sięgając odpowiednio daleko wstecz będzie się on rozmywał, będzie miał wiele innych znaczeń i aspektów, lub będzie niekiedy pozbawiony aspektów dzisiejszych. To naturalne.

Nie wydaje mi się, aby ścieżka udowadniania czegoś tym sposobem, była rozsądna.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Elasp (6859 punktów)

>W Starożytnej Grecji dorosły mężczyzna, w zależności od swoich preferencji seksualnych, mógł mieć pasywnego kochanka płci męskiej, pod warunkiem, że był on od niego młodszy i nie osiągnął dojrzałości społecznej. Wskazane było, aby ten starszy był też przewodnikiem duchowym i intelektualnym młodszego. W starożytnej Grecji potępiano bezżenność i bezdzietność. Nie mniej zachowały się zapisy historyczne świadczące o powyższych parach.

Dlaczego w starożytnej Grecji, pomimo akceptacji dla homoseksualizmu, nie istniała instytucja "małżeństwa homoseksualnego", ani tym bardziej takiego małżeństwa wychowującego dzieci? Czym byś to wyjaśnił?
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Odpowiedź jest prosta.
W literaturze chińskiej dużo bogatszej i starszej od greckiej, w ogóle nawet nie ma wzmianek o miłości homoseksualnej.
W starożytności nie przejmowano się takimi niszowymi sprawami, poza tym były liczne tabu.
Kwestia horyzontów.
Jezus również nie zajmował się wieloma sprawami, które dzisiejsi ludzie uznają za ważne, pożyteczne czy korzystne również w dziedzinie moralności czy utylitaryzmu.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Elasp (6859 punktów)
>Odpowiedź jest prosta.
>W literaturze chińskiej dużo bogatszej i starszej od greckiej, w ogóle nawet nie ma wzmianek o miłości homoseksualnej.

To nie jest odpowiedź, to najwyżej coś, co samo wymaga odpowiedzi, tzn. wyjaśnienia.

>W starożytności nie przejmowano się takimi niszowymi sprawami, poza tym były liczne tabu.
>Kwestia horyzontów.
>Jezus również nie zajmował się wieloma sprawami, które dzisiejsi ludzie uznają za ważne, pożyteczne czy korzystne również w dziedzinie moralności czy utylitaryzmu.

Można zadać to samo pytanie, co powyżej. Dlaczego w horyzontach starożytnych Greków mieściła się miłość mężczyzny do mężczyzny, a nawet do młodzieńca, czego mamy rozliczne ślady w literaturze greckiej, nie mieściły się natomiast małżeństwa homoseksualne i wychowanie dzieci przez dwóch mężczyzn, i co nie nie znalazło żadnego wyrazu w literaturze starożytnej Grecji?
05-08-2020 09:01 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Czy aby na pewno rozumie pan, co to tabu?

> To nie jest odpowiedź, to najwyżej coś, co samo wymaga odpowiedzi, tzn. wyjaśnienia.

Proszę doczytać kontekst. Bierze pan pochopnie i wyrywkowo na tapetę wyrwane zdania.

> Można zadać to samo pytanie, co powyżej. Dlaczego w horyzontach
> starożytnych Greków mieściła się miłość mężczyzny do mężczyzny, a nawet
> do młodzieńca, czego mamy rozliczne ślady w literaturze greckiej, nie mieściły
> się natomiast małżeństwa homoseksualne i wychowanie dzieci przez dwóch mężczyzn,
> i co nie nie znalazło żadnego wyrazu w literaturze starożytnej Grecji?

Można zadać, ale co to zmienia? Trzon odpowiedzi zawarłem w poprzednim wątku.
Gdyby chcieć ją odrobinę rozwinąć, dawna chińska czy antyczna rzeczywistość rodziny nie była tak zatomizowana, jak dzisiaj.
Można sobie również zadać pytanie, dlaczego w starożytnych traktatach nie ma obszernych opisów procesów zachodzących w wąskiej rodzinie pochodzenia.

Dlaczego w horyzontach starożytnych Greków nie było zatomizowanych rodzin? Niech pan ruszy głową.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Elasp (6859 punktów)

>Można sobie również zadać pytanie, dlaczego w starożytnych traktatach nie ma obszernych opisów procesów zachodzących w wąskiej rodzinie pochodzenia.
>Dlaczego w horyzontach starożytnych Greków nie było zatomizowanych rodzin? Niech pan ruszy głową.

Czyli nie odpowiesz?
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Kwestia horyzontów i tabu.
Szersza odpowiedź jest wyżej.

Teraz kolej na pana.


Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Skąd czerpiesz standardy, które następnie przykładasz do ewolucji, aby ją ocenić?

Pod względem sprawności ewolucji - z zasad etyczno-społecznych, mających swój początek w obyczajach plemiennych.
Jak bardzo przez tysiące lat obyczaje społeczne (w których poczesną rolę grał kościół, nadal gra) i mechanizmy ewolucji niejednokrotnie rozjechały się, świadczy fakt 'ciepłego' przyjęcia odkryć Darwina.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Elasp (6859 punktów)

>Pozwól, że Ci to wyjaśnię.
>Otóż norm moralnych i standardów etycznych nie ustala się poprzez odniesienie do ewolucji. Tak np robili naziści.

Właśnie, "np.", bo także robili tak programowo świeccy ewolucjoniści, np. H. Spencer, w Polsce zaś A. Świętochowski. Potem zaś T. Kotarbiński, redaktor przedwojennego "Racjonalisty".

>To jak być powinno nie wynika z tego jak jest. Stara zasada odkryta już przez Hume'a.

Hume sam łamał swoją zasadę - właśnie ustalając, że moralnie dobre jest to, co ludzie powszechnie aprobują, szpetne zaś to, co budzi ich repulsję.

>Z tego, że w przyrodzie zostawia się na śmierć starców nie wynika, że to jest dobre i tak być powinno. Pomiędzy światem sądów moralnych a światem faktów empirycznych nie ma logicznego wynikania, więc zwolennik "małżeństw homoseksualnych" nie musi niczego odrzucać.

Ponawiam prośbę do racjonalistów o zwrócenie uwagi na istnienie zjawisk masowych. Małżeństwo, jego instytucja, to zjawisko masowe. Operacja serca nie jest takim zjawiskiem.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ponawiam prośbę do racjonalistów o zwrócenie uwagi na istnienie
> zjawisk masowych. Małżeństwo, jego instytucja, to zjawisko
> masowe. Operacja serca nie jest takim zjawiskiem.

Czyżby?
Nie mówimy zresztą o samej operacji, ale o interwencji w obliczu zjawiska, które inicjuje wszechstronne polepszanie standardów medycznych, mające kilka tysięcy lat tradycji.
zdrowie.dz(*)by-krazenia-nowotwory-rak.html

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Elasp (6859 punktów)
>> Ponawiam prośbę do racjonalistów o zwrócenie uwagi na istnienie
>> zjawisk masowych. Małżeństwo, jego instytucja, to zjawisko
>> masowe. Operacja serca nie jest takim zjawiskiem.
>Czyżby?
>Nie mówimy zresztą o samej operacji, ale o interwencji w obliczu zjawiska,

Nie, mówimy o operacji na sercu, nie o interwencji w obliczu zjawiska.
04-08-2020 09:11 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Interwencja w obliczu zjawiska choroby kiedyś nie była operacją na sercu z uwagi na problemy techniczne i braki w wiedzy.
Wiek XIX i lata późniejsze silnie ten proces interwencji naznaczyły, który zaczyna mieć znamiona procedury masowej, można nawet dodać standardowej.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
03-08-2020 14:18 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> To jak być powinno nie wynika z tego jak jest. Stara
>> zasada odkryta już przez Hume'a.
> Hume sam łamał swoją zasadę - właśnie ustalając, że moralnie dobre
> jest to, co ludzie powszechnie aprobują

Znane są rzesze ludzi przeczących późniejszymi własnymi decyzjami zasadom, które sformułowali.
Co nie przeszkadzało tym zasadom funkcjonować dalej.

W Iranie karze się śmiercią za homoseksualizm.
Egzekucje na gejach czy lesbijkach wciąż są wykonywane. Szacuje się, że od początku islamskiej rewolucji w 1979 roku do 2000 roku, wykonano co najmniej 4000 egzekucji.

Co kraj, to własny zestaw norm i zasad, które do tego ciągle ewoluują.

Jeśli w Polsce za pana życia ludzie powszechnie zaaprobują adopcję dzieci przez pary LGBT, przyjmie pan to automatycznie za moralnie dobre?
Nie sądzę.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
05-08-2020 12:17 
 Ocena 2 na 2
uxbridge (5980 punktów)
>Jeśli w Polsce za pana życia ludzie powszechnie zaaprobują adopcję dzieci przez pary LGBT, przyjmie pan to automatycznie za moralnie dobre?
Moja Mama pamięta wczesne lata 60-te kiedy odwiedzała swoją teściową (a moją babkę) na wsi. Babka zrobiła mamie awanturę, że śmiała założyć spodnie (!). "Takie rzeczy, to u siebie w mieście możesz robić, ale tutaj to po moim trupie!". "Grzech i obraza Pana Boga!". Nie minęło 10 lat, a wszystkie dziewczyny we wsi paradowały w spodniach a babka przestała zwracać na to uwagę. Lodówkę i telewizję do początków lat 70-tych uważała za wynalazki diabelskie a używanie ich za co najmniej podejrzane, jeśli nie grzeszne. Parę lat później oglądała już namiętnie seriale, racząc się sernikiem z lodówki.
Trzeba przy tym dodać, że babka była w sumie osobą o otwartej głowie, bardzo oczytaną i wiedzącą co się w świecie dzieje.
05-08-2020 13:19 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Własnie.
Zasugerowałem, że Elasp nie przyjmie automatycznie za moralnie dobre jeśli w Polsce za jego życia ludzie powszechnie zaaprobują adopcję dzieci przez pary LGBT.
Przeżyje dysonans poznawczy, jakiś czas będzie się z nim zmagał. Być może do swojej śmierci.

Możliwe, że jego dzieci natomiast nie będę pamiętać jego zgryzot.
Wot, życie.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Elasp (6859 punktów)
>Własnie.
>Zasugerowałem, że Elasp nie przyjmie automatycznie za moralnie dobre jeśli w Polsce za jego życia ludzie powszechnie zaaprobują adopcję dzieci przez pary LGBT.

Ludzie akceptowali kiedyś powszechnie palenie na stosie. Ważne jest to, co jest akceptowane w dłuższej perspektywie. W dłuższej perspektywie akceptowany jest związek k+m ponieważ z niego rodzą się dzieci i społeczeństwo się odnawia. Istnienie takich związków czy par jest więc w żywotnym interesie społeczeństwa jako całości. Nie słyszałem, by kiedykolwiek w rodzinie homoseksualnej urodziło się choćby jedno dziecko, tzn. nie mające przynajmniej jednego biologicznego rodzica na zewnątrz tej rodziny czy związku. To, że małżeństwo uszczęśliwi parę lesbijek czy gejów nie jest argumentem wystarczającym do tego, aby takie małżeństwa istniały.

Przyjmijmy na chwilę, że jest to jednak argument wystarczający. Rozważmy redukcję ad absurdum. Są przecież ludzie, których uszczęśliwiają inne (nieszkodliwe i legalne) rzeczy, np. w Japonii stają się popularne lalki dokładnie imitujące istoty ludzkie. Znajdzie się pewnie niejeden ich amator, który marzy o ślubie ze swoją ukochaną lalką. Jeżeli mamy uszczęśliwić gejów i lesbijki, uszczęśliwmy i zwolenników tego drugiego związku.

pl.bestlov(*)9060416?variant=14015259607095

Oto jak opisana jest lalka o imieniu Senna: "Jakie było twoje najlepsze wspomnienie w szkole? Czy śliczna dziewczyna siedząca obok ciebie była twoją wymarzoną dziewczyną? W młodym wieku Senna miała dorosłe ciało, a jej ciasny mundurek szkolny ledwo mógł w pełni zakryć swoje jędrne piersi. Siedziałeś obok niej, bardzo często, mogłeś rzucić na nią okiem. Czułeś podekscytowanie i szczęście. Ale byłoby znacznie lepiej, gdyby twój związek mógł się zbliżyć. Pewnego dnia spełniło się marzenie. Obaj pozostaliście do późna na szkolny projekt. Wykorzystaj szansę, aby ją lepiej poznać!"

Pytam zatem racjonalistów: jeżeli dla pewnych ludzi lalki są jak ludzie, niczym ludzie, to czy można by sformalizować taki związek mężczyzny (lub kobiety) z lalką? Czy jeżeli godzimy się na małżeństwa k+k lub m+m, to dlaczego nie godzić się na małżeństwa m+l albo k+l, skoro uszczęśliwią one pewien odsetek ludzi? Sądząc z pobieżnego oglądu, lalkami tymi interesują się japońscy (pewnie nie tylko japońscy) pedofile - dlaczego więc nie uszczęśliwić ich w sposób zgodny z prawem?
Kulmin (4007 punktów)
>>Własnie.
>>Zasugerowałem, że Elasp nie przyjmie automatycznie za moralnie dobre jeśli w Polsce za jego życia ludzie powszechnie zaaprobują adopcję dzieci przez pary LGBT.
> Ludzie akceptowali kiedyś powszechnie palenie na stosie. Ważne jest to, co jest akceptowane w dłuższej perspektywie. W dłuższej perspektywie akceptowany jest związek k+m ponieważ z niego rodzą się dzieci i społeczeństwo się odnawia. Istnienie takich związków czy par jest więc w żywotnym interesie społeczeństwa jako całości. Nie słyszałem, by kiedykolwiek w rodzinie homoseksualnej urodziło się choćby jedno dziecko, tzn. nie mające przynajmniej jednego biologicznego rodzica na zewnątrz tej rodziny czy związku. To, że małżeństwo uszczęśliwi parę lesbijek czy gejów nie jest argumentem wystarczającym do tego, aby takie małżeństwa istniały.

Istnienie małżeństw homo też jest w interesie bo mogą adoptować porzucone dzieci dając im warunki do prawidłowego rozwoju. Bywają podwójnie korzystne bo nie sprowadzają na świat nowych istnień, w dobie globalnych zmian klimatycznych, tylko zagospodarowują już powołane, ale porzucone życie. Podwójna korzyść.
Jesteś więc w fundamentalnym błędzie.
Elasp (6859 punktów)

>Istnienie małżeństw homo też jest w interesie bo mogą adoptować porzucone dzieci dając im warunki do prawidłowego rozwoju. Bywają podwójnie korzystne bo nie sprowadzają na świat nowych istnień, w dobie globalnych zmian klimatycznych, tylko zagospodarowują już powołane, ale porzucone życie. Podwójna korzyść.
>Jesteś więc w fundamentalnym błędzie.

Facet z żoną-lalką też może adoptować dziecko i także, wraz z nią, nie sprowadzi kolejnego dziecka na świat.
Kulmin (4007 punktów)

> Facet z żoną-lalką też może adoptować dziecko i także, wraz z nią, nie sprowadzi kolejnego dziecka na świat.

Facet z żoną-lalką nie może adoptować dziecka. Podobnie jak każda rodzina która nie spełnia wymagań prawnych i nie przejdzie procedury weryfikacyjnej.
A sęk w tym, że orientacja seksualna rodziców nie jest przeciwwskazaniem dla adopcji i nie powinna być brana jako taka pod uwagę.
Elasp (6859 punktów)
>> Facet z żoną-lalką też może adoptować dziecko i także, wraz z nią, nie sprowadzi kolejnego dziecka na świat.
>Facet z żoną-lalką nie może adoptować dziecka. Podobnie jak każda rodzina która nie spełnia wymagań prawnych i nie przejdzie procedury weryfikacyjnej.

Dlaczego nie może? Skąd wiesz, że nie przejdzie takiej procedury?

>A sęk w tym, że orientacja seksualna rodziców nie jest przeciwwskazaniem dla adopcji i nie powinna być brana jako taka pod uwagę.

No więc nie powinno być brane i to, że mężczyzna związał się z lalką - taka jest jego orientacja seksualna.
Kulmin (4007 punktów)
>>> Facet z żoną-lalką też może adoptować dziecko i także, wraz z nią, nie sprowadzi kolejnego dziecka na świat.
>>Facet z żoną-lalką nie może adoptować dziecka. Podobnie jak każda rodzina która nie spełnia wymagań prawnych i nie przejdzie procedury weryfikacyjnej.
> Dlaczego nie może? Skąd wiesz, że nie przejdzie takiej procedury?

Wiem, że nie przejdzie bo znam mniej więcej procedury. Nie może bo związek małżeński z lalką jest czynnikiem świadczącym na niekorzyść zdrowia psychicznego, a to silna przesłanka przeciw.

>>A sęk w tym, że orientacja seksualna rodziców nie jest przeciwwskazaniem dla adopcji i nie powinna być brana jako taka pod uwagę.
> No więc nie powinno być brane i to, że mężczyzna związał się z lalką - taka jest jego orientacja seksualna.

Jak zwykle brak zrozumienia i wiedzy. Fetyszyzm to parafilia, a więc zaburzenie preferencji seksualnych, a nie orientacja seksualna. To po pierwsze, po drugie:
Taki mężczyzna może jednak starać się o adopcję, ale jego wniosek zostanie odrzucony NIE DLATEGO, że ma taki fetysz ale dlatego, że zawarł związek małżeński z przedmiotem.

No tłumaczyć jak dziecku, musiałem pogrubić i z wielkiej pisać by nie było wątpliwości o co chodzi.

Poza tym nie zestawiaj ze sobą zaburzenia preferencji seksualnych z orientacją seksualną. Kolejny błąd.
Elasp (6859 punktów)
>>>> Facet z żoną-lalką też może adoptować dziecko i także, wraz z nią, nie sprowadzi kolejnego dziecka na świat.
>>>Facet z żoną-lalką nie może adoptować dziecka. Podobnie jak każda rodzina która nie spełnia wymagań prawnych i nie przejdzie procedury weryfikacyjnej.
>> Dlaczego nie może? Skąd wiesz, że nie przejdzie takiej procedury?
>Wiem, że nie przejdzie bo znam mniej więcej procedury. Nie może bo związek małżeński z lalką jest czynnikiem świadczącym na niekorzyść zdrowia psychicznego, a to silna przesłanka przeciw.

Nie rozumiesz, że takim ludziom zależy właśnie na tym, by nie uważano ich za chorych? Homoseksualizm też był kiedyś na liście chorób i homoseksualiści też kiedyś musieli się ukrywać, bo słyszeli że są zboczeńcami.

>>>A sęk w tym, że orientacja seksualna rodziców nie jest przeciwwskazaniem dla adopcji i nie powinna być brana jako taka pod uwagę.
>> No więc nie powinno być brane i to, że mężczyzna związał się z lalką - taka jest jego orientacja seksualna.
>Jak zwykle brak zrozumienia i wiedzy. Fetyszyzm to parafilia, a więc zaburzenie preferencji seksualnych, a nie orientacja seksualna. To po pierwsze, po drugie:

Dobrze, dziś parafilia, a jutro orientacja seksualna. Dlaczego nie uznać skłonności do lalek za odrębną orientację seksualną? Dlaczego nie dokonać zmian na światowej liście chorób? Komu lub czemu szkodzi miłośnik lalek? Żyje po swojemu i jest (byłby) szczęśliwy - zupełnie jak homoseksualista ze swoim mężem.

>Taki mężczyzna może jednak starać się o adopcję, ale jego wniosek zostanie odrzucony NIE DLATEGO, że ma taki fetysz ale dlatego, że zawarł związek małżeński z przedmiotem.

Ale właśnie przedmiotem sporu jest to, czy nie zalegalizować małżeństw z przedmiotami (przez odpowiednią zmianę w kodeksie cywilnym). Nie można argumentować, że nie można zalegalizować, bo są nielegalne.

>No tłumaczyć jak dziecku, musiałem pogrubić i z wielkiej pisać by nie było wątpliwości o co chodzi.
>Poza tym nie zestawiaj ze sobą zaburzenia preferencji seksualnych z orientacją seksualną. Kolejny błąd.

Dlaczego nie należy uważać skłonności do lalek za preferencję seksualną? Rozwój techniki idzie naprzód, lalki człekopodobne coraz bardziej przypominają ludzi. Można przypuszczać, że popularność tych lalek będzie coraz większa. Co wtedy, gdy liczba zwolenników lalek będzie mniej więcej równa licznie osób LGBT? Uznamy prawa jednej grupy, odmówimy praw tej drugiej?
28-07-2020 14:09 
 Ocena 3 na 3
Kulmin (4007 punktów)

>Gdyby racjonaliści mieli odwagę, walczyliby z absurdami naszych czasów. Oni jednak wolą walczyć z wrogami, którzy już dawno nie żyją.

Gdyby religianci mieli odwagę zdobywać wiedzę naukową i wysiliac się by ją zrozumieć... Ale wtedy być może musieliby rewidować zabobony w które wierzą, a które utrzymują ze względu na błogi komfort odizolowania od faktów.

Mogę przedstawić Ci kilkanaście badań i metaanaliz badań z których wynika, że dzieci wychowywane przez pary jednopłciowe pod każdym względem rozwijają się poprawnie. Chcesz je zobaczyć?
Ale zastanów się bo jeśli powiesz, że tak, to ja je przedstawię i zażądam byś uczynił to samo ze źródłem swojej wiedzy, a jakiej jest ono jakości... nie wiem, acz imaginuję.
28-07-2020 14:29 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Mogę przedstawić Ci kilkanaście badań i metaanaliz badań z których wynika, że dzieci wychowywane przez pary jednopłciowe pod każdym względem rozwijają się poprawnie. Chcesz je zobaczyć?
>Ale zastanów się bo jeśli powiesz, że tak, to ja je przedstawię i zażądam byś uczynił to samo ze źródłem swojej wiedzy, a jakiej jest ono jakości... nie wiem, acz imaginuję.

Tak, proszę przedstaw te wyniki. Nie wiem tylko czy kilkanaście badań i metaanaliz to wystarczająca podstawa do wprowadzenia globalnego rozwiązania. Nawet syrop na kaszel testowany jest dłużej. Ale zobaczymy.
28-07-2020 16:14 
 Ocena 1 na 1
Kulmin (4007 punktów)
>>Mogę przedstawić Ci kilkanaście badań i metaanaliz badań z których wynika, że dzieci wychowywane przez pary jednopłciowe pod każdym względem rozwijają się poprawnie. Chcesz je zobaczyć?
>>Ale zastanów się bo jeśli powiesz, że tak, to ja je przedstawię i zażądam byś uczynił to samo ze źródłem swojej wiedzy, a jakiej jest ono jakości... nie wiem, acz imaginuję.
> Tak, proszę przedstaw te wyniki. Nie wiem tylko czy kilkanaście badań i metaanaliz to wystarczająca podstawa do wprowadzenia globalnego rozwiązania. Nawet syrop na kaszel testowany jest dłużej. Ale zobaczymy.

Kilkanaście to ja mam na rozpisce. Wieczorem przedstawię, a Ty szykuj swoje źródła.
28-07-2020 19:23 
 Ocena 2 na 2
Kulmin (4007 punktów)
1. Psychologiczne przystosowanie 17-letniej młodzieży
pediatrics.aappublications.org/content/126/1/28

Psychologiczne przystosowanie nastoletniej młodzieży wychowywanej niemal od urodzenia przez parę lesbijek nie różni się od przystosowania dzieci wychowywanych przez pary hetero, a wykazują one nawet mniejszą ilość problemów społecznych

"The lower levels of externalizing problem behavior among the NLLFS adolescents may be explained by the disciplinary styles used in lesbian mother households. The NLLFS mothers reported using verbal limit-setting more often with their children. Other studies have found that lesbian mothers use less corporal punishment and less power assertion than heterosexual fathers."

2. O wynikach w szkole, relacjach miłosnych dzieci 12-18 lat
srcd.onlin(*)WxBq5h4yKlnhLYdUbCs3daHemrXz-I

"Normative analyses indicated that, on measures of psychosocial adjustment and school outcomes, adolescents were functioning well, and their adjustment was not generally associated with family type. Assessments of romantic relationships and sexual behavior were not associated with family type. Regardless of family type, adolescents whose parents described closer relationships with them reported better school adjustment"

3. Same Sex Parent Families and Children's Academic Achievement
onlinelibr(*)TEovw2v8q4bj2QbcMeIi9ooxHEFscU

"The results indicated that children in same-sex parent families scored lower than their peers in married, 2-biological parent households, but the difference was nonsignificant net of family transitions
(...)
Differences in academic achievement associated with living in traditional and nontraditional families are largely reflective of the transitions and changes that accompany the formation of such households and less clearly indicative of any inherent deficiencies in these family structures. On the basis of the findings presented herein, the academic achievement of children living in same-sex parent families conforms to this pattern, in that baseline disparities in children's assessment scores were accounted for by the transitions that children experienced."

4. Parent Practices and Home-School Partnerships: A Differential Effect for Children with Same-Sex Coupled Parents?
www.tandfo(*)2WB8W1HY4uhSuFvBwPiR5fqJiiOsk0
"Results indicated that same-sex and heterosexual parents did not differ with respect to their parent practices or home-school partnerships. Further, home-school partnerships were not differentially important for children with same-sex parents."

5. Relacje społeczne: Peer relations among adolescents with female same-sex parents
psycnet.ap(*)ubi16pfmXnY7nFglX9gm8Z5-HuApz0
"This study examined associations among family type (same-sex vs. opposite-sex parents), adolescent gender, family and relationship variables, and the peer relations of adolescents. Participants included 44 adolescents parented by same-sex female couples and 44 adolescents parented by opposite-sex couples, matched on demographic characteristics and drawn from a national sample. On both self-reported and peer-reported measures of relations with peers, adolescents were functioning well, and the quality of their peer relations was not associated with family type. Regardless of family type, adolescents whose parents described closer relationships with them reported higher quality peer relations and more friends in school and were rated as more central in their friendship networks."

(już po raz drugi zaobserwowano, że wpływ na życie dzieci ma bliskość relacji z rodzicami bez względu na typ rodziny)

6. Quality of Life of Adolescents Raised From Birth by Lesbian Mothers
escholarship.org/uc/item/5fx588ps
"Adolescent offspring in planned lesbian families do not show differences..."

7. A Comparative Analysis of Adoptive Family Functioning with Gay, Lesbian, and Heterosexual Parents and Their Children
www.tandfo(*)M_GwKa7hztoZmBzo1DEtmlGRiBweDA
"The results suggested that parent sexual orientation is not a significant predictor of adoptive family functioning, adopted child's behavior, and parent's perceptions of helpfulness from family support networks"

8.Parenting and Child Development in Adoptive Families
www.tandfo(*)LGTpnVadWYP75IhUR2VnwkTHlr-2aw
"Measures of children's adjustment, parenting approaches, parenting stress, and couple relationship adjustment were not significantly associated with parental sexual orientation. However, several family process variables-parenting stress, parenting approaches, and couple relationship adjustment-were found to be significantly associated with children's adjustment, regardless of parental sexual orientation"

9. Transracial Adoption by Lesbian, Gay, and Heterosexual Couples
www.tandfo(*)4PLXvgJBzISwPclkjZNKG3HQFEXmB0
"There were, however, no differences in adjustment..."

10. www.scienc(*)nHFfUIeD9U5IbUR39T20HxymE_yZBM - "no negative effects"
11. www.tandfo(*)GJRhq4xG_kFF1vEL59vM-fX8H2rA8s - bez zmian
12. www.tandfo(*)LGTpnVadWYP75IhUR2VnwkTHlr-2aw - "not statistically different"

Pominąłem kilka by było w jednym poście, ale i tak bez zmian.
Teraz Twoje źródła
Elasp (6859 punktów)
>1. Psychologiczne przystosowanie 17-letniej młodzieży
>pediatrics.aappublications.org/content/126/1/28
>Psychologiczne przystosowanie nastoletniej młodzieży wychowywanej niemal od urodzenia przez parę lesbijek nie różni się od przystosowania dzieci wychowywanych przez pary hetero, a wykazują one nawet mniejszą ilość problemów społecznych
>"The lower levels of externalizing problem behavior among the NLLFS adolescents may be explained by the disciplinary styles used in lesbian mother households. The NLLFS mothers reported using verbal limit-setting more often with their children. Other studies have found that lesbian mothers use less corporal punishment and less power assertion than heterosexual fathers."

To jest zdanie matek-lesbijek, bo przecież czytamy wyraźnie: "RESULTS: According to their mothers' reports, the 17-year-old daughters and sons of lesbian mothers were rated significantly higher in social, school/academic, and total competence and significantly lower in social problems, rule-breaking, aggressive, and externalizing problem behavior than their age-matched counterparts in Achenbach's normative sample of American youth. Within the lesbian family sample, no Child Behavior Checklist differences were found among adolescent offspring who were conceived by known, as-yet-unknown, and permanently unknown donors or between offspring whose mothers were still together and offspring whose mothers had separated."

Podkreślenie moje.





28-07-2020 20:30 
 Ocena 1 na 1
Kulmin (4007 punktów)
> To jest zdanie matek-lesbijek, bo przecież czytamy wyraźnie: "RESULTS: According to their mothers' reports, the 17-year-old daughters and sons of lesbian mothers were rated significantly higher in social, school/academic, and total competence and significantly lower in social problems, rule-breaking, aggressive, and externalizing problem behavior than their age-matched counterparts in Achenbach's normative sample of American youth. Within the lesbian family sample, no Child Behavior Checklist differences were found among adolescent offspring who were conceived by known, as-yet-unknown, and permanently unknown donors or between offspring whose mothers were still together and offspring whose mothers had separated."
> Podkreślenie moje.

Czytając artykuł, a nie tylko abstrakt:


Takie same metody stosuje się badając dzieci w rodzinach hetero swoją drogą.
Elasp (6859 punktów)

>> Podkreślenie moje.
>Czytając artykuł, a nie tylko abstrakt:...
>Takie same metody stosuje się badając dzieci w rodzinach hetero swoją drogą.

Badania dotyczące starannie wyselekcjonowanej grupy (rodzin należących do rządowego programu) nie mogą być uogólnione na wszystkie rodziny.

"The investigators of the NLLFS are not scholars in the field of child development. They are not scholars in the field of family formation. Their professional research has been solely in the field of lesbian research. Examine the bibliographies offered in each of their published studies to date. They offer the reader no survey of the vast literature on how various family forms impact child development and well-being in varying degrees. They consult - nearly exclusively - only published studies that examine gay or lesbian issues. When they do make a cursory reference to the larger, general body of research on how family form impacts children, they cite sociology text books rather than referring the reader to published studies, a practice unacceptable for beginning graduate students.

The study is also funded primarily by well-known and highly partisans groups such as The Gill Foundation, the world's largest and most influential funder of GLBT political and social causes, the Lesbian Health Fund of the Gay Lesbian Medical Association, and the Williams Institute at the UCLA School of Law, The Arcus Foundation and the Roy Scrivner Fund. Gartrell and Bos, 2011, p. 8; Nanette K. Gartrell, Henny M. W. Bos and Naomi G. Goldberg, "Adolescents of the U.S. National Longitudinal Lesbian Family Study: Sexual Orientation, Sexual Behavior, and Sexual Risk Exposure" Archive of Sexual Behavior, 40 (2011):1199-1209, p. 1207."

www.focuso(*)itudinal-lesbian-family-study/

Jeszcze fragment:

"Dr. Gartrell has a long and award-winning history in lesbian-research activism. In 2001, she published Everyday Mutinies: Funding Lesbian Activism, a handbook showing how to grow and fund lesbian activism. Nanette K. Gartrell, Everyday Mutinies: Funding Lesbian Activism (New York: Routledge, 2001).

Gartrell is not only in the mainstream of lesbian activism, but practically beyond it as well. While married to award winning lesbian-film maker Dee Mosbacher, Gartrell and Mosbacher are self-proclaimed polyamorists. Gartrell explains their "progressive" relational arrangement in an article published in the Journal of Lesbian Studies provocatively entitled, "If This Is Tuesday, It Must Be Dee... Confessions of a Closet Polyamorist." Nanette K. Gartrell, "If This Is Tuesday, It Must Be Dee... Confessions of a Closet Polyamorist," Journal of Lesbian Studies 3 (1999): 23-33. The essay was co-published simultaneously in Marcia Munson and Judith P. Stelbourn, eds. The Lesbian Polyamory Reader: Open Relationships, Non-Mongamy, and Casual Sex, (New York: The Hawthorne Press, 1999)."
28-07-2020 20:51 
 Ocena 2 na 2
Kulmin (4007 punktów)
Elasp wlazłeś na silnie religijną stronkę która pisze o sobie tak:

"Our Mission
To cooperate with the Holy Spirit in sharing the Gospel of Jesus Christ with as many people as possible by nurturing and defending the God-ordained institution of the family and promoting biblical truths worldwide."

Ja się nie odnoszę do takich źródeł bo mi szkoda czasu.
Elasp (6859 punktów)

>2. O wynikach w szkole, relacjach miłosnych dzieci 12-18 lat
>srcd.onlin(*)WxBq5h4yKlnhLYdUbCs3daHemrXz-I
>"Normative analyses indicated that, on measures of psychosocial adjustment and school outcomes, adolescents were functioning well, and their adjustment was not generally associated with family type. Assessments of romantic relationships and sexual behavior were not associated with family type. Regardless of family type, adolescents whose parents described closer relationships with them reported better school adjustment"

Proszę o pełny pdf, abym mógł zapoznać się z treścią badań.

>3. Same Sex Parent Families and Children's Academic Achievement
>onlinelibr(*)TEovw2v8q4bj2QbcMeIi9ooxHEFscU
>"The results indicated that children in same-sex parent families scored lower than their peers in married, 2-biological parent households, but the difference was nonsignificant net of family transitions
>(...)
>Differences in academic achievement associated with living in traditional and nontraditional families are largely reflective of the transitions and changes that accompany the formation of such households and less clearly indicative of any inherent deficiencies in these family structures. On the basis of the findings presented herein, the academic achievement of children living in same-sex parent families conforms to this pattern, in that baseline disparities in children's assessment scores were accounted for by the transitions that children experienced."

Proszę o pełny pdf.

>4. Parent Practices and Home-School Partnerships: A Differential Effect for Children with Same-Sex Coupled Parents?
>www.tandfo(*)2WB8W1HY4uhSuFvBwPiR5fqJiiOsk0
>"Results indicated that same-sex and heterosexual parents did not differ with respect to their parent practices or home-school partnerships. Further, home-school partnerships were not differentially important for children with same-sex parents."

Proszę o pełny pdf.

>5. Relacje społeczne: Peer relations among adolescents with female same-sex parents
>psycnet.ap(*)ubi16pfmXnY7nFglX9gm8Z5-HuApz0

>"This study examined associations among family type (same-sex vs. opposite-sex parents), adolescent gender, family and relationship variables, and the peer relations of adolescents. Participants included 44 adolescents parented by same-sex female couples and 44 adolescents parented by opposite-sex couples, matched on demographic characteristics and drawn from a national sample. On both self-reported and peer-reported measures of relations with peers, adolescents were functioning well, and the quality of their peer relations was not associated with family type. Regardless of family type, adolescents whose parents described closer relationships with them reported higher quality peer relations and more friends in school and were rated as more central in their friendship networks."
>(już po raz drugi zaobserwowano, że wpływ na życie dzieci ma bliskość relacji z rodzicami bez względu na typ rodziny)

Proszę o pełny pdf.

>6. Quality of Life of Adolescents Raised From Birth by Lesbian Mothers
>escholarship.org/uc/item/5fx588ps

Wyniki dotyczą szczególnej grupy rodzin: "The data in the new report comes from adolescents whose families are participants in the National Longitudinal Lesbian Family Study (NLLFS), the longest-running and largest prospective investigation of lesbian mothers and their children in the United States. Initiated in 1986, the NLLFS examines the social, psychological, and emotional development of the children as well as the dynamics of planned lesbian families."

www.focuso(*)itudinal-lesbian-family-study/

Kobiety tam należące określane są jako "highly motivated". Nie jest to badanie przeciętnej rodziny lesbijskiej.

Proszę o pełne wersje pozostałych artykułów.
28-07-2020 20:58 
 Ocena 2 na 2
Kulmin (4007 punktów)
Zrób tak:
Google -> Sci-Hub -> wklejasz link -> masz pdf.

>>6. Quality of Life of Adolescents Raised From Birth by Lesbian Mothers
>>escholarship.org/uc/item/5fx588ps
> Wyniki dotyczą szczególnej grupy rodzin: "The data in the new report comes from adolescents whose families are participants in the National Longitudinal Lesbian Family Study (NLLFS), the longest-running and largest prospective investigation of lesbian mothers and their children in the United States. Initiated in 1986, the NLLFS examines the social, psychological, and emotional development of the children as well as the dynamics of planned lesbian families."

Bez obaw Elasp. Grupa porównawcza nie była losowa, a specjalnie dopasowana. Wystarczy przeczytać artykuł:



>www.focuso(*)itudinal-lesbian-family-study/
> Kobiety tam należące określane są jako "highly motivated". Nie jest to badanie przeciętnej rodziny lesbijskiej.

Są tak określone przez autora artykułu na tendencyjnym portalu w myśl credo:
"Ultimately, we believe that the purpose of life is to know and glorify God through an authentic relationship with His Son, Jesus Christ. This purpose is lived out first within our own families then extended, in love, to an increasingly broken world that desperately needs Him."

Serio? To są Twoje źródła?
28-07-2020 21:05 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>Zrób tak:
>Google -> Sci-Hub -> wklejasz link -> masz pdf.

Nie, nie mam. Są to artykuły płatne.

>>>6. Quality of Life of Adolescents Raised From Birth by Lesbian Mothers
>>>escholarship.org/uc/item/5fx588ps
>> Wyniki dotyczą szczególnej grupy rodzin: "The data in the new report comes from adolescents whose families are participants in the National Longitudinal Lesbian Family Study (NLLFS), the longest-running and largest prospective investigation of lesbian mothers and their children in the United States. Initiated in 1986, the NLLFS examines the social, psychological, and emotional development of the children as well as the dynamics of planned lesbian families."

>Bez obaw Elasp. Grupa porównawcza nie była losowa, a specjalnie dopasowana. Wystarczy przeczytać artykuł:
>>www.focuso(*)itudinal-lesbian-family-study/

Właśnie na tym polega błąd tych badań: porównywano wyselekcjonowaną (nieprzeciętną) rodzinę homoseksualną z przeciętną rodziną heteroseksualną.

>> Kobiety tam należące określane są jako "highly motivated". Nie jest to badanie przeciętnej rodziny lesbijskiej.

>Są tak określone przez autora artykułu na tendencyjnym portalu w myśl credo:

Tak, ale same autorki określają tę grupę podobnie ("prospective participants").

>"Ultimately, we believe that the purpose of life is to know and glorify God through an authentic relationship with His Son, Jesus Christ. This purpose is lived out first within our own families then extended, in love, to an increasingly broken world that desperately needs Him."

Jaka informacja, dotycząca NLLFS i zawarta na zacytowanej przeze mnie stronie, jest nieprawdziwa?
28-07-2020 21:38 
 Ocena 2 na 2
Kulmin (4007 punktów)
>>Zrób tak:
>>Google -> Sci-Hub -> wklejasz link -> masz pdf.
> Nie, nie mam. Są to artykuły płatne.

No to masz problem. Ja Ci daję link do artykułu i metodę dostępu. Jeśli masz wątpliwości etyczne co do metody to rozumiem/

>>www.focuso(*)itudinal-lesbian-family-study/
> Właśnie na tym polega błąd tych badań: porównywano wyselekcjonowaną (nieprzeciętną) rodzinę homoseksualną z przeciętną rodziną heteroseksualną.

Przeczytaj ze zrozumieniem. Spośród 32k rodzin hetero starannie wyselekcjonowano 78 tak by pod każdym uwzględnionym czynnikiem były zgodne z rodzinami homo. Argument do piachu.

>>> Kobiety tam należące określane są jako "highly motivated". Nie jest to badanie przeciętnej rodziny lesbijskiej.
>>Są tak określone przez autora artykułu na tendencyjnym portalu w myśl credo:
> Tak, ale same autorki określają tę grupę podobnie ("prospective participants").

Podobnie? Prospective participants to nie synonim highly motivated participants. Zupełnie inne znaczenie.

>>"Ultimately, we believe that the purpose of life is to know and glorify God through an authentic relationship with His Son, Jesus Christ. This purpose is lived out first within our own families then extended, in love, to an increasingly broken world that desperately needs Him."
> Jaka informacja, dotycząca NLLFS i zawarta na zacytowanej przeze mnie stronie, jest nieprawdziwa?

Jeszcze nie zweryfikowałem zgodności faktów. Zrobię to i dam znać.
28-07-2020 22:02 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>>Zrób tak:
>>>Google -> Sci-Hub -> wklejasz link -> masz pdf.
>> Nie, nie mam. Są to artykuły płatne.
>No to masz problem. Ja Ci daję link do artykułu i metodę dostępu. Jeśli masz wątpliwości etyczne co do metody to rozumiem/

Tak.

>>>www.focuso(*)itudinal-lesbian-family-study/
>> Właśnie na tym polega błąd tych badań: porównywano wyselekcjonowaną (nieprzeciętną) rodzinę homoseksualną z przeciętną rodziną heteroseksualną.
>Przeczytaj ze zrozumieniem. Spośród 32k rodzin hetero starannie wyselekcjonowano 78 tak by pod każdym uwzględnionym czynnikiem były zgodne z rodzinami homo. Argument do piachu.

Nie, nie do piachu. Wynika stąd co najwyżej, że wyselekcjonowane rodziny homo są lepsze od wyselekcjonowanych rodzin hetero. Nie mówi to nic o przeciętnych rodzinach homo.

>>>> Kobiety tam należące określane są jako "highly motivated". Nie jest to badanie przeciętnej rodziny lesbijskiej.
>>>Są tak określone przez autora artykułu na tendencyjnym portalu w myśl credo:
>> Tak, ale same autorki określają tę grupę podobnie ("prospective participants").
>Podobnie? Prospective participants to nie synonim highly motivated participants. Zupełnie inne znaczenie.

Nie, nie zupełnie inne znaczenie.


>>>"Ultimately, we believe that the purpose of life is to know and glorify God through an authentic relationship with His Son, Jesus Christ. This purpose is lived out first within our own families then extended, in love, to an increasingly broken world that desperately needs Him."
>> Jaka informacja, dotycząca NLLFS i zawarta na zacytowanej przeze mnie stronie, jest nieprawdziwa?
>Jeszcze nie zweryfikowałem zgodności faktów. Zrobię to i dam znać.
Elasp (6859 punktów)

>Jeszcze nie zweryfikowałem zgodności faktów. Zrobię to i dam znać.

Jak przedstawiają się wyniki tej weryfikacji?
31-07-2020 10:31 
 Ocena 1 na 1
Kulmin (4007 punktów)
>>Jeszcze nie zweryfikowałem zgodności faktów. Zrobię to i dam znać.
> Jak przedstawiają się wyniki tej weryfikacji?

Pobieżna i niezbyt gorliwa weryfikacja faktów wypadła pozytywnie.
Ale całość to jawna manipulacja która opiera się na zarzucie braku losowości próby porównywanej.
Grupa nie jest w pełni losowa ale autorzy badania zdają sobie z tego sprawę, dlatego grupa kontrolna też nie jest losowa, a o czym w tym artykule milczą. Próbują więc zdezawuować wyniki krytykując część warunków wstępnych jednocześnie przemilczając drugą część. No tak to nie działa, bo wyniki są efektem porównania dwóch grup, a tutaj mamy do czynienia z sytuacją gdzie wartość zmiennych w grupie drugiej została maksymalnie dopasowana do zmiennych w pierwszej, tak by zminimalizować ich wpływ na wynik.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Czy w badaniach które cytujesz, zawarte są jakieś wyniki niezależne od relacji zainteresowanych osób?
Np. aspekty zdrowia fizycznego i psychicznego, inteligencja (wyniki jej testów), poziom samodzielności, dostosowania się do wymogów życia w dorosłym wieku, status społeczny, dostępność do służby zdrowia itd.


Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Elasp (6859 punktów)
>>>Jeszcze nie zweryfikowałem zgodności faktów. Zrobię to i dam znać.
>> Jak przedstawiają się wyniki tej weryfikacji?
>Pobieżna i niezbyt gorliwa weryfikacja faktów wypadła pozytywnie.
>Ale całość to jawna manipulacja która opiera się na zarzucie braku losowości próby porównywanej.
>Grupa nie jest w pełni losowa ale autorzy badania zdają sobie z tego sprawę, dlatego grupa kontrolna też nie jest losowa, a o czym w tym artykule milczą. Próbują więc zdezawuować wyniki krytykując część warunków wstępnych jednocześnie przemilczając drugą część.

Jakie są to wyniki? Czego dowodzi się porównując że sobą dwie wyselekcjonowane grupy? Dowodzi się tego, że wyselekcjonowana grupa A jest lepsza niż wyselekcjonowana grupa B, tylko co z tego? Ważne jest chyba to, jak mają się do siebie przeciętna grupa A do przeciętnej grupy B. Tego zaś nie sposób ustalić przez porównanie wyselekcjonowanych grup.

Tytuły podanych przez Ciebie prac są mylące, bo sugerują, że porównywane są przeciętne rodziny homoseksualne z przeciętnymi rodzinami heteroseksualnymi, a tak nie jest.
01-08-2020 20:02 
 Ocena 1 na 1
Kulmin (4007 punktów)
> Jakie są to wyniki? Czego dowodzi się porównując że sobą dwie wyselekcjonowane grupy? Dowodzi się tego, że wyselekcjonowana grupa A jest lepsza niż wyselekcjonowana grupa B, tylko co z tego?

Zaobserwowano, że płeć rodziców i ich preferencja seksualna nie mają wpływu lub mają zaniedbywalnie mały na rozwój psychospołeczny dzieci. To jest przesłanka etyczna za tym, że dobrze sytuowane rodziny homo powinny mieć prawo adopcji dzieci.
Notabene - źle sytuowane nie mają takiej możliwości niezależnie od typu rodziny.

>Ważne jest chyba to, jak mają się do siebie przeciętna grupa A do przeciętnej grupy B. Tego zaś nie sposób ustalić przez porównanie wyselekcjonowanych grup.
>Tytuły podanych przez Ciebie prac są mylące, bo sugerują, że porównywane są przeciętne rodziny homoseksualne z przeciętnymi rodzinami heteroseksualnymi, a tak nie jest.

A co to niby jest "przeciętna rodzina homoseksualna"? Nie ma czegoś takiego. Można by pewnie stworzyć taki model bazujący na danych statystycznych, ale co gdy się okaże, że przeciętna rodzina homo pod względem czynników środowiskowych sytuuje się znacznie lepiej niż przeciętna hetero? Wtedy byś narzekał, że rodziny homo są majętniejsze, lepiej wykształcone.
Podejście jakie proponujesz jest niewłaściwe ponieważ nie redukuje wpływu czynników nie ujętych w hipotezie. To jest typ badania w którym nie można brać losowej próby - wpływ zmiennej niezależnej (płeć rodziców) na zmienną zależną (jakość rozwoju psychospołecznego) musi być mierzony w możliwie najlepiej kontrolowanym i określonym środowisku.
Elasp (6859 punktów)
>> Jakie są to wyniki? Czego dowodzi się porównując że sobą dwie wyselekcjonowane grupy? Dowodzi się tego, że wyselekcjonowana grupa A jest lepsza niż wyselekcjonowana grupa B, tylko co z tego?
>Zaobserwowano, że płeć rodziców i ich preferencja seksualna nie mają wpływu lub mają zaniedbywalnie mały na rozwój psychospołeczny dzieci. To jest przesłanka etyczna za tym, że dobrze sytuowane rodziny homo powinny mieć prawo adopcji dzieci.

Zaobserwowali to badacze z organizacji gejowskiej - dodajmy. Dodajmy, że ich obserwacje tyczyły pewnej klasy rodzin, nadzorowanych i motywowanych.

>Notabene - źle sytuowane nie mają takiej możliwości niezależnie od typu rodziny.
>>Ważne jest chyba to, jak mają się do siebie przeciętna grupa A do przeciętnej grupy B. Tego zaś nie sposób ustalić przez porównanie wyselekcjonowanych grup.
>>Tytuły podanych przez Ciebie prac są mylące, bo sugerują, że porównywane są przeciętne rodziny homoseksualne z przeciętnymi rodzinami heteroseksualnymi, a tak nie jest.

>A co to niby jest "przeciętna rodzina homoseksualna"? Nie ma czegoś takiego. Można by pewnie stworzyć taki model bazujący na danych statystycznych, ale co gdy się okaże, że przeciętna rodzina homo pod względem czynników środowiskowych sytuuje się znacznie lepiej niż przeciętna hetero? Wtedy byś narzekał, że rodziny homo są majętniejsze, lepiej wykształcone.

"A co to niby jest "przeciętna rodzina homoseksualna"? Nie ma czegoś takiego." Uważasz, że w badaniu wzięły udział wszystkie rodziny homoseksualne w Ameryce? Należało zbadać losową próbkę wszystkich (nieformalnych) rodzin gejowskich w Ameryce i porównać wyniki tamtejszych dzieci z wynikami dzieci przeciętnej amerykańskiej rodziny hetero.

>Podejście jakie proponujesz jest niewłaściwe ponieważ nie redukuje wpływu czynników nie ujętych w hipotezie. To jest typ badania w którym nie można brać losowej próby - wpływ zmiennej niezależnej (płeć rodziców) na zmienną zależną (jakość rozwoju psychospołecznego) musi być mierzony w możliwie najlepiej kontrolowanym i określonym środowisku.

Na podobnej zasadzie można było zmierzyć poziom życia robotnika w ZSRR. Władze radzieckie wyselekcjonowałyby grupę 1000 radzieckich rodzin robotniczych, badacze amerykańscy pojechaliby do ZSRR i sprawdziliby poziom ich życia, a następnie porównali ten poziom z poziomem życia majętnych robotników amerykańskich. Podejrzewam, że okazałoby się ku ich zdziwieniu, że poziom życia robotnika radzieckiego jest wyższy niż robotnika amerykańskiego. "Robotnikom w Rosji żyje się lepiej niż w Ameryce!" - grzmiałyby tytuły. Mniej więcej tyle wynika z badań, które przedstawiasz.

01-08-2020 21:42 
 Ocena 2 na 2
Kulmin (4007 punktów)
> Zaobserwowali to badacze z organizacji gejowskiej - dodajmy. Dodajmy, że ich obserwacje tyczyły pewnej klasy rodzin, nadzorowanych i motywowanych.

Ja rozumiem, że trudno przyjąć tezę do której ma się emocjonalną awersję, ale bez przesady - co to ma do rzeczy? No jasne - ustawione badania. Religijny topos. Argument ostateczny. Fakty przytłaczają? Zasugerujmy, że badania są zmanipulowane i ustawione. Co ciekawe z tym niemerytorycznym argumentem spotykam się tylko po stronie konserwatystów. Jasne, zdarzają się manipulacje i ustawki, ale to się udowadnia, a nie sugeruje niekonkluzywnymi zbieżnościami.

>>A co to niby jest "przeciętna rodzina homoseksualna"? Nie ma czegoś takiego. Można by pewnie stworzyć taki model bazujący na danych statystycznych, ale co gdy się okaże, że przeciętna rodzina homo pod względem czynników środowiskowych sytuuje się znacznie lepiej niż przeciętna hetero? Wtedy byś narzekał, że rodziny homo są majętniejsze, lepiej wykształcone.
> "A co to niby jest "przeciętna rodzina homoseksualna"? Nie ma czegoś takiego." Uważasz, że w badaniu wzięły udział wszystkie rodziny homoseksualne w Ameryce? Należało zbadać losową próbkę wszystkich (nieformalnych) rodzin gejowskich w Ameryce i porównać wyniki tamtejszych dzieci z wynikami dzieci przeciętnej amerykańskiej rodziny hetero.

To jest badanie rodzin lesbijskich. I nie, nie należy, bo to zależy. Wynik tych badań nie ma charakteru definitywnego i absolutnego, bo wystarczyłoby wtedy jedno takie, a są dziesiątki. Trzeba poprawnie rozumieć na czym polega nauka by rozumieć na czym polegają badania i wyniki. To są przesłanki uprawdopodobniające jakieś twierdzenie. Im więcej badań z konkretnym wynikiem tym większa "prawdziwość" ogólnego twierdzenia, które z punktu widzenia filozofii nauki, nigdy nie będzie w 100% prawdziwe.
Na przykład antropogeniczność zmian klimatycznych uważa się za fakt nie w wyniku jednego, czy dwóch badań ale setek. Ponieważ różne badania na ten sam temat badają różne wyrywki rzeczywistości. W tym konkretnym badania zbadano rodziny dobrze sytuowane - podkreślę raz jeszcze - bo źle sytuowane nie mają możliwości adopcji w ogóle, a o to chodzi. Więc w ogóle nie da się ich badać w tym zakresie. Przeciętna rodzina homoseksualna mająca dzieci będzie dobrze sytuowana, bo musi być by móc adoptować dzieci... to jest wymóg prawa.

>>Podejście jakie proponujesz jest niewłaściwe ponieważ nie redukuje wpływu czynników nie ujętych w hipotezie. To jest typ badania w którym nie można brać losowej próby - wpływ zmiennej niezależnej (płeć rodziców) na zmienną zależną (jakość rozwoju psychospołecznego) musi być mierzony w możliwie najlepiej kontrolowanym i określonym środowisku.
> Na podobnej zasadzie można było zmierzyć poziom życia robotnika w ZSRR. Władze radzieckie wyselekcjonowałyby grupę 1000 radzieckich rodzin robotniczych, badacze amerykańscy pojechaliby do ZSRR i sprawdziliby poziom ich życia, a następnie porównali ten poziom z poziomem życia majętnych robotników amerykańskich. Podejrzewam, że okazałoby się ku ich zdziwieniu, że poziom życia robotnika radzieckiego jest wyższy niż robotnika amerykańskiego. "Robotnikom w Rosji żyje się lepiej niż w Ameryce!" - grzmiałyby tytuły. Mniej więcej tyle wynika z badań, które przedstawiasz.

To byłby zmanipulowany, medialny tytuł.
To o czym piszesz nawet z resztą nie jest badaniem naukowym, bo tylko analizą statystyczną z której wynikałoby, że dobrze sytuowani radzieccy robotnicy zarabiają podobnie lub lepiej co dobrze sytuowani amerykańscy robotnicy. I gdzie tu coś dziwnego? Może tak być. To w jakim opakowaniu media podają analizy lub badania do opinii publicznej to już nie wina nauki.
Elasp (6859 punktów)
>> Zaobserwowali to badacze z organizacji gejowskiej - dodajmy. Dodajmy, że ich obserwacje tyczyły pewnej klasy rodzin, nadzorowanych i motywowanych.
>Ja rozumiem, że trudno przyjąć tezę do której ma się emocjonalną awersję, ale bez przesady - co to ma do rzeczy? No jasne - ustawione badania. Religijny topos. Argument ostateczny. Fakty przytłaczają? Zasugerujmy, że badania są zmanipulowane i ustawione. Co ciekawe z tym niemerytorycznym argumentem spotykam się tylko po stronie konserwatystów. Jasne, zdarzają się manipulacje i ustawki, ale to się udowadnia, a nie sugeruje niekonkluzywnymi zbieżnościami.

Nie, nie jest to żaden topos. Od badacza wymaga się bezstronności. Nie sądzę, żeby do takich należeli autorzy artykułów i badań, którzy samych siebie określają mianem aktywistów.

>>>A co to niby jest "przeciętna rodzina homoseksualna"? Nie ma czegoś takiego. Można by pewnie stworzyć taki model bazujący na danych statystycznych, ale co gdy się okaże, że przeciętna rodzina homo pod względem czynników środowiskowych sytuuje się znacznie lepiej niż przeciętna hetero? Wtedy byś narzekał, że rodziny homo są majętniejsze, lepiej wykształcone.
>> "A co to niby jest "przeciętna rodzina homoseksualna"? Nie ma czegoś takiego." Uważasz, że w badaniu wzięły udział wszystkie rodziny homoseksualne w Ameryce? Należało zbadać losową próbkę wszystkich (nieformalnych) rodzin gejowskich w Ameryce i porównać wyniki tamtejszych dzieci z wynikami dzieci przeciętnej amerykańskiej rodziny hetero.
>To jest badanie rodzin lesbijskich. I nie, nie należy, bo to zależy. Wynik tych badań nie ma charakteru definitywnego i absolutnego, bo wystarczyłoby wtedy jedno takie, a są dziesiątki. Trzeba poprawnie rozumieć na czym polega nauka by rozumieć na czym polegają badania i wyniki. To są przesłanki uprawdopodobniające jakieś twierdzenie. Im więcej badań z konkretnym wynikiem tym większa "prawdziwość" ogólnego twierdzenia, które z punktu widzenia filozofii nauki, nigdy nie będzie w 100% prawdziwe.

To jest badanie dobrze sytuowanych rodzin lesbijskim objętych specjalnym długoletnim programem. A więc nie dotyczy rodzin lesbijskich w ogóle, tym bardziej nie dotyczy rodzin gejowskich.

>Na przykład antropogeniczność zmian klimatycznych uważa się za fakt nie w wyniku jednego, czy dwóch badań ale setek. Ponieważ różne badania na ten sam temat badają różne wyrywki rzeczywistości. W tym konkretnym badania zbadano rodziny dobrze sytuowane - podkreślę raz jeszcze - bo źle sytuowane nie mają możliwości adopcji w ogóle, a o to chodzi. Więc w ogóle nie da się ich badać w tym zakresie. Przeciętna rodzina homoseksualna mająca dzieci będzie dobrze sytuowana, bo musi być by móc adoptować dzieci... to jest wymóg prawa.

>>>Podejście jakie proponujesz jest niewłaściwe ponieważ nie redukuje wpływu czynników nie ujętych w hipotezie. To jest typ badania w którym nie można brać losowej próby - wpływ zmiennej niezależnej (płeć rodziców) na zmienną zależną (jakość rozwoju psychospołecznego) musi być mierzony w możliwie najlepiej kontrolowanym i określonym środowisku.
>> Na podobnej zasadzie można było zmierzyć poziom życia robotnika w ZSRR. Władze radzieckie wyselekcjonowałyby grupę 1000 radzieckich rodzin robotniczych, badacze amerykańscy pojechaliby do ZSRR i sprawdziliby poziom ich życia, a następnie porównali ten poziom z poziomem życia majętnych robotników amerykańskich. Podejrzewam, że okazałoby się ku ich zdziwieniu, że poziom życia robotnika radzieckiego jest wyższy niż robotnika amerykańskiego. "Robotnikom w Rosji żyje się lepiej niż w Ameryce!" - grzmiałyby tytuły. Mniej więcej tyle wynika z badań, które przedstawiasz.
>To byłby zmanipulowany, medialny tytuł.
>To o czym piszesz nawet z resztą nie jest badaniem naukowym, bo tylko analizą statystyczną z której wynikałoby, że dobrze sytuowani radzieccy robotnicy zarabiają podobnie lub lepiej co dobrze sytuowani amerykańscy robotnicy. I gdzie tu coś dziwnego? Może tak być. To w jakim opakowaniu media podają analizy lub badania do opinii publicznej to już nie wina nauki.

Takie właśnie tytuły nadają swoim pracom owe badaczki. Nawet jeżeli dobrze sobie radzą dzieci par złożonych z białych, dobrze wykształconych kobiet, nie mówi to nic o rodzinach mieszanych, rodzinach w całości innych ras, ani rodzin homoseksualistów, nie mówi nic o rodzinach gorzej sytuowanych. Nie mówi nic o rodzinie, złożonej z homoseksualisty i lesbijki (bo i taka być może). Zbadano więc co najwyżej wycinek i to w sposób, który rodzi podejrzenia o stronniczość (wskutek zaangażowania badaczy w sprawę).
02-08-2020 11:19 
 Ocena-1 na 1
Hamerlik Konopka (19903 punktów)
> Takie właśnie tytuły nadają swoim pracom owe badaczki. Nawet jeżeli dobrze sobie radzą dzieci par złożonych z białych, dobrze wykształconych kobiet, nie mówi to nic o rodzinach mieszanych, rodzinach w całości innych ras, ani rodzin homoseksualistów, nie mówi nic o rodzinach gorzej sytuowanych. Nie mówi nic o rodzinie, złożonej z homoseksualisty i lesbijki (bo i taka być może). Zbadano więc co najwyżej wycinek i to w sposób, który rodzi podejrzenia o stronniczość (wskutek zaangażowania badaczy w sprawę).

Proponuję przeprowadzić badanie wg waszych kryteriów dobrego radzenia sobie a więc proponuję porównanie zarobków dzieci wychowanych przez homo i heteroseksualistow.

Wg twoich przewidywan wychowankowie homoseksualistów powinni być istotnie biedniejsi od wychowanków hetero a zatem "gorsi", "bezwartościowi", "z problemami" czy jak to sobie to racjonalizujesz w swoim umyśle.

Rozumiem, że skoro Ciebie nie pociągają faceci to wszyscy mężczyzni, których inni faceci pociągają są z automatu "gorsi", bowiem sam jesteś wyznacznikiem wartości, dobra, prawdy i sprawiedliwosci.

Ja twojej sprawiedliwoscinsci społecznej jakoś nie wyczuwam, najwyraźniej ta przez Ciebie prezentowana nie jest moją.

Ta nieustająca, powszechna i jakże prymitywna POGARDA dla wszelkiej odmienności.

Otóż z odmienności wywodzą się mechanizmy przystosowawcze, które również Tobie pomagają przetrwać.

Gdyby nie odmieńcy i tolerancja odmienności pewnie wciąż byłbyś małpą.
Elasp (6859 punktów)

>Proponuję przeprowadzić badanie wg waszych kryteriów dobrego radzenia sobie a więc proponuję porównanie zarobków dzieci wychowanych przez homo i heteroseksualistow.

Uwaga nie jest skierowana do mnie. Poza tym należy pamiętać, że kryterium wyników takich czy innych jest obojętne względem okoliczności, w jakich uzyskiwany jest wynik. Innymi słowy to, że dzieci z rodzin lesbijskich dobrze radzą sobie w społeczeństwie amerykańskim świadczy dobrze o tych rodzinach ALBO źle o tym społeczeństwie. Ktoś lub coś działa dobrze w warunkach X - czy to oznacza, że warunki X są godne zalecenia i naśladowania?

Gdyby zbadać sukcesy dzieci w rodzinach w Niemczech Hitlera okazałoby się, że brylują w nich dzieci wysokich działaczy NSDAP. Nikt jednak przy zdrowych zmysłach nie będzie zalecać narodowego socjalizmu jako ideologii, która powinna być wpajana dzieciom w domach.

Wyniki więc uzyskiwane w USA przez dzieci z rodzin lesbijskich nie zrobią wrażenia na tym, kto krytycznie patrzy na społeczeństwo amerykańskie jako całość, zwłaszcza na tamtejszy model rodziny. Zrobią wrażenie na tym, kto aprobuje taki model społeczeństwa i rodziny.
02-08-2020 15:52 
 Ocena 3 na 3
Kulmin (4007 punktów)
> Nie, nie jest to żaden topos. Od badacza wymaga się bezstronności. Nie sądzę, żeby do takich należeli autorzy artykułów i badań, którzy samych siebie określają mianem aktywistów.

"Nie sądzę" ... może skończmy ten wątek. Masz dowody, że nie są bezstronni, że manipulują? Nie? To skończ pomówienia?
To jest stały motyw prowadzenia dyskusji - nie ma się na nic dowodów, a pieprzy bzdury o manipulacjach badań. W skrajnych przypadkach przeradza się to w spiski księżycowe, płaskie ziemie, antyszczepionki i ogólnie syndrom oblężonej twierdzy pt "Wszystkie badania uderzające w mój safespace są kupione przez xxx" (Tutaj można podstawić: żydów, gejów, farmaceutów)

>>To byłby zmanipulowany, medialny tytuł.
>>To o czym piszesz nawet z resztą nie jest badaniem naukowym, bo tylko analizą statystyczną z której wynikałoby, że dobrze sytuowani radzieccy robotnicy zarabiają podobnie lub lepiej co dobrze sytuowani amerykańscy robotnicy. I gdzie tu coś dziwnego? Może tak być. To w jakim opakowaniu media podają analizy lub badania do opinii publicznej to już nie wina nauki.
> Takie właśnie tytuły nadają swoim pracom owe badaczki.

Tytuł artykułu brzmi: "Quality of Life of Adolescents Raised From Birth by Lesbian Mothers", a nie "Lesbian mothers raise their children better than heterosexual mothers", więc skończ te pomówienia.

>Nawet jeżeli dobrze sobie radzą dzieci par złożonych z białych, dobrze wykształconych kobiet, nie mówi to nic o rodzinach mieszanych, rodzinach w całości innych ras, ani rodzin homoseksualistów, nie mówi nic o rodzinach gorzej sytuowanych. Nie mówi nic o rodzinie, złożonej z homoseksualisty i lesbijki (bo i taka być może). Zbadano więc co najwyżej wycinek i to w sposób, który rodzi podejrzenia o stronniczość (wskutek zaangażowania badaczy w sprawę).

ech mam się powtórzyć? Dobrze - jedno badanie nie jest konkluzywne bo ma ograniczoną wielkość i bada konkretny wyrywek rzeczywistości. Z jednego badania mało co wynika, ale z dziesiątek wynika już prawidłowość. Twoje argumenty wynikają z niezrozumienia jak działa nauka i jaką funkcję pełni badanie/eksperyment.
W zasadzie nie ma o czym gadać, bo Twoje zarzuty nie są zarzutami. To standard naukowy. Całościowa analiza danych jest przeprowadzana w metaanalizach badań, a nie w badaniach. Tu jest konkretna hipoteza i wyniki dotyczą tylko zakresu który ona definiuje.
Elasp (6859 punktów)
>> Nie, nie jest to żaden topos. Od badacza wymaga się bezstronności. Nie sądzę, żeby do takich należeli autorzy artykułów i badań, którzy samych siebie określają mianem aktywistów.
>"Nie sądzę" ... może skończmy ten wątek. Masz dowody, że nie są bezstronni, że manipulują? Nie? To skończ pomówienia?

Badania te naruszają dobrze ugruntowaną zasadę, iż nikt nie jest sędzią we własnej sprawie. To naruszenie daje asumpt do wątpliwości.

>To jest stały motyw prowadzenia dyskusji - nie ma się na nic dowodów, a pieprzy bzdury o manipulacjach badań. W skrajnych przypadkach przeradza się to w spiski księżycowe, płaskie ziemie, antyszczepionki i ogólnie syndrom oblężonej twierdzy pt "Wszystkie badania uderzające w mój safespace są kupione przez xxx" (Tutaj można podstawić: żydów, gejów, farmaceutów)

To raczej Ty zajmujesz się domniemaniami.

>>>To byłby zmanipulowany, medialny tytuł.
>>>To o czym piszesz nawet z resztą nie jest badaniem naukowym, bo tylko analizą statystyczną z której wynikałoby, że dobrze sytuowani radzieccy robotnicy zarabiają podobnie lub lepiej co dobrze sytuowani amerykańscy robotnicy. I gdzie tu coś dziwnego? Może tak być. To w jakim opakowaniu media podają analizy lub badania do opinii publicznej to już nie wina nauki.
>> Takie właśnie tytuły nadają swoim pracom owe badaczki.
>Tytuł artykułu brzmi: "Quality of Life of Adolescents Raised From Birth by Lesbian Mothers", a nie "Lesbian mothers raise their children better than heterosexual mothers", więc skończ te pomówienia.

Na tym polega błąd tytułu. Powinien mówić: "by some Lesbian Mothers" albo "by well-educated Lesbian Mothers", itp.

>>Nawet jeżeli dobrze sobie radzą dzieci par złożonych z białych, dobrze wykształconych kobiet, nie mówi to nic o rodzinach mieszanych, rodzinach w całości innych ras, ani rodzin homoseksualistów, nie mówi nic o rodzinach gorzej sytuowanych. Nie mówi nic o rodzinie, złożonej z homoseksualisty i lesbijki (bo i taka być może). Zbadano więc co najwyżej wycinek i to w sposób, który rodzi podejrzenia o stronniczość (wskutek zaangażowania badaczy w sprawę).

>ech mam się powtórzyć? Dobrze - jedno badanie nie jest konkluzywne bo ma ograniczoną wielkość i bada konkretny wyrywek rzeczywistości. Z jednego badania mało co wynika, ale z dziesiątek wynika już prawidłowość. Twoje argumenty wynikają z niezrozumienia jak działa nauka i jaką funkcję pełni badanie/eksperyment.

Nie, doskonale to rozumiem. Jeżeli i Ty to rozumiesz, to dlaczego przedkladasz te badania jako dowód na to, że rodziny homoseksualne nadają się do wychowywania dzieci?

>W zasadzie nie ma o czym gadać, bo Twoje zarzuty nie są zarzutami. To standard naukowy. Całościowa analiza danych jest przeprowadzana w metaanalizach badań, a nie w badaniach. Tu jest konkretna hipoteza i wyniki dotyczą tylko zakresu który ona definiuje.

No więc dobrze, i ustalono w ten sposób, że białe wykształcone lesbijki potrafią być dobrymi matkami. Nie ustalono jednak, czy są dobrymi matkami dzięki temu, że są lesbijkami, czy pomimo tego. Badania te mają więc pod każdym względem charakter wycinkowy i muszą być uzupełnione o nowe dane i nowe badania. Nie jestem ze swej strony pewien, jakim ojcem byłby np. George Michael, "wierny" swojemu partnerowi w gejowskim znaczeniu wierności. Otóż ten sens dopuszcza przelotne kontakty za obopólną zgodą. Na tej zasadzie G. M. mógł osiągnąćć swój cel, jakim było "zaliczenie" 500 partnerów w ciągu jednego roku. W internecie są informacje na ten temat.

Taka zasada "wierności" przyświeca także autorkom linkowanych przez Ciebie badań, piszą nawet na temat poliamorii artykuły i książki.
02-08-2020 16:57 
 Ocena 3 na 3
Kulmin (4007 punktów)
>>> Nie, nie jest to żaden topos. Od badacza wymaga się bezstronności. Nie sądzę, żeby do takich należeli autorzy artykułów i badań, którzy samych siebie określają mianem aktywistów.
>>"Nie sądzę" ... może skończmy ten wątek. Masz dowody, że nie są bezstronni, że manipulują? Nie? To skończ pomówienia?
> Badania te naruszają dobrze ugruntowaną zasadę, iż nikt nie jest sędzią we własnej sprawie. To naruszenie daje asumpt do wątpliwości.

Bez komentarza.

>>To jest stały motyw prowadzenia dyskusji - nie ma się na nic dowodów, a pieprzy bzdury o manipulacjach badań. W skrajnych przypadkach przeradza się to w spiski księżycowe, płaskie ziemie, antyszczepionki i ogólnie syndrom oblężonej twierdzy pt "Wszystkie badania uderzające w mój safespace są kupione przez xxx" (Tutaj można podstawić: żydów, gejów, farmaceutów)
>To raczej Ty zajmujesz się domniemaniami.

Ja? Co? Oskarżam o oszustwo naukowców nie mając dowodów? Gdzie?

> Na tym polega błąd tytułu. Powinien mówić: "by some Lesbian Mothers" albo "by well-educated Lesbian Mothers", itp.

Bez komentarza.

>>ech mam się powtórzyć? Dobrze - jedno badanie nie jest konkluzywne bo ma ograniczoną wielkość i bada konkretny wyrywek rzeczywistości. Z jednego badania mało co wynika, ale z dziesiątek wynika już prawidłowość. Twoje argumenty wynikają z niezrozumienia jak działa nauka i jaką funkcję pełni badanie/eksperyment.
>Nie, doskonale to rozumiem. Jeżeli i Ty to rozumiesz, to dlaczego przedkladasz te badania jako dowód na to, że rodziny homoseksualne nadają się do wychowywania dzieci?

Przedłożyłem Ci 13 takich badań i meta-analiz, a mogę więcej. Coś jeszcze? Czy Ty czytasz ze zrozumieniem swoje i moje posty?
Uczepiłeś się jednego formułując kulawe, bezsensowne zarzuty i pomówienia próbując imitować naukową dociekliwość i drobiazgowość, ale wyszła z tego parodia czepiania się braku jednego słowa w tytule.

>>W zasadzie nie ma o czym gadać, bo Twoje zarzuty nie są zarzutami. To standard naukowy. Całościowa analiza danych jest przeprowadzana w metaanalizach badań, a nie w badaniach. Tu jest konkretna hipoteza i wyniki dotyczą tylko zakresu który ona definiuje.
>No więc dobrze, i ustalono w ten sposób, że białe wykształcone lesbijki potrafią być dobrymi matkami. Nie ustalono jednak, czy są dobrymi matkami dzięki temu, że są lesbijkami, czy pomimo tego.

No mi się nie chce takich rzeczy nawet komentować. Kompletne niezrozumienie zagadnienia.

>Nie jestem ze swej strony pewien, jakim ojcem byłby np. George Michael, "wierny" swojemu partnerowi w gejowskim znaczeniu wierności. Otóż ten sens dopuszcza przelotne kontakty za obopólną zgodą. Na tej zasadzie G. M. mógł osiągnąćć swój cel, jakim było "zaliczenie" 500 partnerów w ciągu jednego roku. W internecie są informacje na ten temat.

Nie wiem kto to jest. Nie każdy gej i lesbijka byłby dobrym rodzicem, jak nie każdy hetero jest. Jednak temat dotyczy adopcji - a dziecka nie może zaadoptować każdy, tylko ludzie spełniający ściśle zdefiniowane warunki np stała praca, stałe mieszkanie itp itd. Badania więc siłą rzeczy mogą dotyczyć tylko lesbijek i gejów dobrze sytuowanych, bo ci źle sytuowani NIE MAJĄ DZIECI. Czego tu nie rozumiesz?
Elasp (6859 punktów)

>Nie wiem kto to jest.

>Nie każdy gej i lesbijka byłby dobrym rodzicem, jak nie każdy hetero jest. Jednak temat dotyczy adopcji - a dziecka nie może zaadoptować każdy, tylko ludzie spełniający ściśle zdefiniowane warunki np stała praca, stałe mieszkanie itp itd. Badania więc siłą rzeczy mogą dotyczyć tylko lesbijek i gejów dobrze sytuowanych, bo ci źle sytuowani NIE MAJĄ DZIECI. Czego tu nie rozumiesz?

To raczej Ty nie orientujesz się, że program NLLFS polega na badaniu grupy lesbijskich rodzin, w których dzieci nie są adoptowane, tylko są biologicznym potomkiem jednej z kobiet:

"Since the 1980s, the US National Longitudinal Lesbian Family Study (NLLFS) has been following and reporting on a cohort of planned lesbian families with children conceived through donor insemination. Initiated by Nanette Gartrell, MD, the NLLFS examines the social, psychological, and emotional development of the children as well as the dynamics of planned lesbian families. This is the longest-running and largest prospective investigation of lesbian mothers and their children in the United States. This study has been providing information to specialists in healthcare, family services, adoption, foster care, sociology, feminist studies, education, ethics, same-sex marriage, civil union, and public policy on matters pertaining to LGBT families."

www.nllfs.org/about/

Podkreślenie moje.

Nie rozumiesz, że pewna organizacja zapewniła tym kobietom długoletnie wsparcie i monitoring, a następnie zbadała, jakie wyniki dała opieka tych kobiet nad dziećmi?
Hamerlik Konopka (19903 punktów)
> "A co to niby jest "przeciętna rodzina homoseksualna"?

To jtaki murzyn, który wchodzi do restauracji z szyldem "tylko dla białych" i prosi o kawę.

> Na podobnej zasadzie można było zmierzyć poziom życia robotnika w ZSRR. Władze radzieckie wyselekcjonowałyby grupę 1000 radzieckich rodzin robotniczych, badacze amerykańscy pojechaliby do ZSRR i sprawdziliby poziom ich życia, a następnie porównali ten poziom z poziomem życia majętnych robotników amerykańskich. Podejrzewam, że okazałoby się ku ich zdziwieniu, że poziom życia robotnika radzieckiego jest wyższy niż robotnika amerykańskiego. "Robotnikom w Rosji żyje się lepiej niż w Ameryce!" - grzmiałyby tytuły. Mniej więcej tyle wynika z badań, które przedstawiasz.

Gdybyś Ty oceniał poziomy ich życia, przyjąłbyś pewnie za wskaźnik masę świniny jak każdy z nich może włożyć do otworu gebowego.
Są jednak tacy, którzy potrafią cenić nie tylko świnine ale także emocjonalne więzi.

A Ty, gdybys codziennie po 12h robił w ubojni tnąc setki ciał świń wielką piła jak z tartaku i miałbyś w domu górę świńskiego mięsa, kiedy i gdzie rozwinąlbys miłość ze swoim dzieckiem? W niedzielę w centrum handlowym na wyprzedaży zeszłorocznej kolekcji markowych ubrań?

Tacy jak Ty formują rzeczywistość do swojego widzimisie.

Inny zawsze znaczył zły.
01-08-2020 21:42 
 Ocena-1 na 1
Hamerlik Konopka (19903 punktów)
>To jest przesłanka etyczna za tym, że dobrze sytuowane rodziny

Dzieci tylko dla bogatych
Bo z dziecka biedaków biedak wyrosnie i będzie rękę wyciągał do ludzi "wartościowych".

Nie znam się na waszej etyce ale moją etyką to nie jest.
-jad- (18783 punktów)

>Takiemu imperatywowi hołduje Max uważając, że pary hetero powinny mieć pierwszeństwo w adopcji przed parami homo ponieważ istnieje minimalna szansa, że dziecko wychowywane w środowisku pary homo będzie w przyszłości bardziej homo niż hetero, więc jest mniejsza szansa, że będzie miało dzieci.

Aha. Ja też tak uważam ale z innego powodu.
Kulmin (4007 punktów)
>>Takiemu imperatywowi hołduje Max uważając, że pary hetero powinny mieć pierwszeństwo w adopcji przed parami homo ponieważ istnieje minimalna szansa, że dziecko wychowywane w środowisku pary homo będzie w przyszłości bardziej homo niż hetero, więc jest mniejsza szansa, że będzie miało dzieci.
>Aha. Ja też tak uważam ale z innego powodu.

Z jakiego jeśli można wiedzieć?
-jad- (18783 punktów)

>>Aha. Ja też tak uważam ale z innego powodu.
>Z jakiego jeśli można wiedzieć?

Po pierwsze, uważam że dziecko, niezależnie od płci, potrzebuje ojca i matki i że dobra matka będzie z całych sił próbować pełnić również rolę ojca jeśli zajdzie taka potrzeba ale tak naprawdę nigdy nim nie będzie. Podobnie z ojcem próbującym zastąpić matkę. Niektórych rzeczy po prostu nie sposób przeskoczyć.

A więc taka idealna, wzorowa rodzina to dla mnie matka + ojciec + dzieci. Oczywiście, wszyscy bez chorób psychicznych, nałogów i nie idioci. Wiem, że taka idealna, to bardzo rzadko spotykana.

Po drugie, nie podoba mi się, że rozważamy prawa do adopcji jako prawa właśnie. Czyli buda i micha mi się należy. Nie.
W sprawach adopcji dobro dzieci powinno być na pierwszym miejscu. I gdybym to ja miał adoptować dziecko, to bardzo długo zastanawiałbym się czy moja rodzina będzie dla niego dość dobra, czy jestem w stanie zaspokoić jego wszelkie potrzeby. Nawet czy byłbym dla tego dziecka dość surowy gdy zajdzie taka potrzeba. Czy na pewno będę je kochał jak własne..? Wątpliwości mam dużo.
A tu, mam wrażenie, wygląda to tak, że skoro ty możesz mieć, to czemu nie ja.
Może się mylę ale takie odnoszę wrażenie niezmiennie.
Paolo Monstro (6146 punktów)
>W Tok-FM cenna uwaga ekspertki ekonomicznej.
>Zadłużanie się państw ma sens ale w coś co zaowocuje.
Zadłużenie państwa działa tak, mutatis mutandis, jak zadłużanie przedsiębiorstwa czy nawet budżetu domowego.
Jeśli pożyczysz pieniądze i kupisz maszynę do zakładu, która pozwoli Ci zarobić więcej pieniędzy to za kilka lat (zależnie od zwrotu) jesteś w lepszej sytuacji bo oddasz dług i zostajesz z wyższym dochodem. Jeśli kupisz Mercedesa (zakładając, że nie jesteś taksówkarzem) to za parę lat jesteś w gorszej sytuacji bo zostajesz z długiem i zwiększonymi kosztami (utrzymanie Mercedesa) oraz bez kasy (samochód szybko traci na wartości).

Polska gospodarka ma od lat najniższy wskaźnik inwerstycji w UE. Jesteśmy w czołówce UE jeśli chodzi o dług względem PKB, ale mimo największej propserity w naszej historii nie możemy przeżyć bez pożyczek i zadłużamy się na Mercedesy.

Polacy kupili bajkę PiS, że kasy nie trzeba będzie oddać, tudzież, że odda go ktoś inny niż podatnicy, mimo iż dopiero w 2009 udało się nam spłacić dług zaciągnięty przez Gierka.

Pozdrawiam
Paolo Monstro
30-07-2020 21:18 
 Ocena 1 na 1
chudy Rysiek (19903 punktów)
>Polacy kupili bajkę PiS, że kasy nie trzeba będzie oddać, tudzież, że odda go ktoś inny niż podatnicy, mimo iż dopiero w 2009 udało się nam spłacić dług zaciągnięty przez Gierka.

Postaw się w roli zwykłego Polaka.
Albo masz 500+ albo nie masz.
Co wybierasz?
Historyjkę cwaniakow, że lepiej będzie, jak nie będzie 500+?

Do wyższej świadomości potrzeby jest lepszy byt.

Jak na nic nie masz wpływu to przynajmniej choć wybierzesz te 500+.

Zasady w polityce są proste.
Przynosisz korzyści to wygrywasz, bez żadnych tam złożonych i niezrozumiałych obietnic.
30-07-2020 23:16 
 Ocena 1 na 1
Paolo Monstro (6146 punktów)
>>Polacy kupili bajkę PiS, że kasy nie trzeba będzie oddać, tudzież, że odda go ktoś inny niż podatnicy, mimo iż dopiero w 2009 udało się nam spłacić dług zaciągnięty przez Gierka.
>Postaw się w roli zwykłego Polaka.
Ja jestem zwykłym Polakiem
>Albo masz 500+ albo nie masz.
>Co wybierasz?
>Historyjkę cwaniakow, że lepiej będzie, jak nie będzie 500+?
Nie podejmuję decyzji (wyboru) finansowych bez analizy. Jako podatnik, nie jestem przeciwny 500+ bo nie wiem po co są te pieniądze. Jednak to, że niewiadomo w jakim celu są wydawane jest dla mnie wystarczającym powodem do zwolnienia tego, kto te pieniądze wydaje - rządu! Jestem przeciwny wydawaniu moich pieniędzy w ten sposób.



Pozdrawiam
Paolo Monstro
chudy Rysiek (19903 punktów)
>Nie podejmuję decyzji (wyboru) finansowych bez analizy.

Zwykły człowiek nie rozumie pojęcia "analizy".

>Jako podatnik, nie jestem przeciwny 500+ bo nie wiem po co są te pieniądze.

Wyjaśnię. Służą kolektywnemu wychowaniu młodych, bowiem ich byt kształtuje ich świadomość. Dziadostwo nie może zachować wszystkiego tylko dla siebie lecz musi podzielić się z młodymi własną energią życiową, żeby następnie tę energię od odchowanych odzyskać.

>Jednak to, że niewiadomo w jakim celu są wydawane jest dla mnie wystarczającym powodem do zwolnienia tego, kto te pieniądze wydaje - rządu! Jestem przeciwny wydawaniu moich pieniędzy w ten sposób.
>Pozdrawiam
>Paolo Monstro

Znasz cel, jedynie nie podoba Ci się.
Nie chcesz się z nikim dzielić, chcesz wszystko tylko dla siebie. Taka strategia to błąd.
Taki sam błąd jak współczesny kapitalizm.

Czy wiesz co jest ze współczesnym kapitalizmem nie tak?

Choć doskonale motywuje do działania i pracy to jednak budzi w ludziach wzajemna nienawiść.

Ludzie, którzy nienawidzą się, tracą zdolność kooperacji.
31-07-2020 08:49 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Nie chcesz się z nikim dzielić, chcesz wszystko tylko dla siebie



>Ludzie, którzy nienawidzą się, tracą zdolność kooperacji.

A czy kooperacja to nie świadome podporządkowanie się woli szefa w danym zakresie?
Problemw tym, że ty chcesz nieustannie definiować i kontrolować ten zakres, bo inaczej..

lęk przed podporządowaniem się->minimalizm->chęc kooperacji->lęk przed podporzadowaniem się->minimalizm->chęc kooperacji->lęk przed podporzadowaniem się itd.
Smutne.
www.youtube.com/watch?v=-nSJtaDDFnY

> Zasady w polityce są proste.
> Przynosisz korzyści to wygrywasz, bez żadnych tam
> złożonych i niezrozumiałych obietnic.

Prawdziwa troska, to nie rozdawnictwo.


Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
chudy Rysiek (19903 punktów)
>A czy kooperacja to nie świadome podporządkowanie się woli szefa w danym zakresie?

Kooperacja opiera się na przywództwie, które istnieje tylko do pewnej granicy władzy człowieka nad człowiekiem, za którą kończy się przywództwo i zaczyna się dominacja a kooperacja zmienia się w pasożytnictwo społeczne.

Wszystko co służy, służy tylko z umiarem, bez umiaru przestaje służyć.

Ale czy zrozumie to bałwochwalca nieograniczonej władzy człowieka nad człowiekiem?
Czy zrozumie to bałwochwalca dominacji, który po cichu liczy, że mu z dominacji też skapnie?

Otóż twierdzę, że kooperacja to także świadome kwestionowanie woli szefa w danym zakresie, który zgodnie ze swoimi instynktami spróbuje rozwinąć swoje szczęście kosztem nieszczęścia podwładnych. Kooperacja to także świadome kwestionowanie władzy innych ludzi.
31-07-2020 10:25 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Mylisz kooperację z demokracją.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
31-07-2020 15:10 
 Ocena 1 na 1
Paolo Monstro (6146 punktów)
>>Nie podejmuję decyzji (wyboru) finansowych bez analizy.
>Zwykły człowiek nie rozumie pojęcia "analizy".
Jeśli używasz jako kryterium braku zrozumienia pojęcia analiza, to lepiej nazwać taką grupę ludzi: 'ludzie nierozumiejący pojęcia analiza' aniżeli 'zwykli ludzie' - lepiej oddaje problem.
Podejrzewam, że większość ludzi z wykształceniem podstawowym (a to jest obowiązkowe) rozumie to pojęcie, więc zbiór 'ludzie nierozumiejący pojęcia analiza' jest dość niewielki?

>>Jako podatnik, nie jestem przeciwny 500+ bo nie wiem po co są te pieniądze.
>Wyjaśnię. Służą kolektywnemu wychowaniu młodych, bowiem ich byt kształtuje ich świadomość. Dziadostwo nie może zachować wszystkiego tylko dla siebie lecz musi podzielić się z młodymi własną energią życiową, żeby następnie tę energię od odchowanych odzyskać.

Nie wiem czy rozumiem co chcesz powiedzieć? Ja słyszałem wiele teorii nawet w jednym poście ludzie podają kilka różnych celów. Podobno celem było poprawienie demografii, jednak teraz, gdy okazało się, że ten program nic nie zmienił -to słyszę inne cele.

Jeśli celem jest 'wychowanie' to wychowanie obejmuje edukację, a ta kończy się często w 24-25 roku życia, więc ten cel nie zostanie osiągnięty. Bo nagle w 18tym roku życia rodzice tracą fundusze, do których się już przyzwyczaili, i które co gorsza, spowodowały inflację, więc bez 500+ szansa na dokończenie edukacji będzie jeszcze niższa.

Jeśli spróbujesz ustalić jaki cel ma 500+ na podstawie konkstrukcji tego programu, to poza wygraniem wyborów przez PiS, celem jest zwiększenie konsumcji rodzin posiadających dzieci młodsze niż 18 lat. Nie wiem nawet czy ten program uczyni te wszystkie rodziny bardziej szczęśliwymi w długofalowej perspektywie bo czasem zwiększona konsumpcja czyni nieszczęśliwym - np. niszczy zdrowie.
Zbiór Polaków nie należący do 'zbioru nie rozumiejącego pojęcia analiza' raczej nie zdecyduje się na posiadanie większej ilości dzieci z powodu 500+ bo wie, że wychowanie dziecka kosztuje nie tylko więcej pieniędzy, ale i więcej czasu i wysiłku więc b. wątpie żeby 500PLN było dla nich barierą.
Gdybym rządził w tym kraju w każdym razie zrobiłbym takie badania, żeby ustalić po co jest i co zmienia te 500+ zamiast krzyczeć po zebraniach wyborczych niepotwierdzone hasełka i opinie.




>>Jednak to, że niewiadomo w jakim celu są wydawane jest dla mnie wystarczającym powodem do zwolnienia tego, kto te pieniądze wydaje - rządu! Jestem przeciwny wydawaniu moich pieniędzy w ten sposób.
>>Pozdrawiam
>>Paolo Monstro
>Znasz cel, jedynie nie podoba Ci się.
Jak wyżej napisałem, słyszałem wiele celów - nie wiem który jest prawdziwy. Jeśli celem jest 'wychowanie' jak podajesz, to twierdzę, że ten program takiego celu nie osiągnie, bo nie rozwiązuje problemu edukacji, którą wychowanie zawiera.
'Wychowanie' nie może być celem programu, który nie wspiera edukacji.

>Nie chcesz się z nikim dzielić, chcesz wszystko tylko dla siebie. Taka strategia to błąd.
>Taki sam błąd jak współczesny kapitalizm.
>Czy wiesz co jest ze współczesnym kapitalizmem nie tak?
>Choć doskonale motywuje do działania i pracy to jednak budzi w ludziach wzajemna nienawiść.
>Ludzie, którzy nienawidzą się, tracą zdolność kooperacji.
>
Widzę, że szybko wyciągasz wnioski - nie należysz przypadkiem do zbioru ludzi 'nierozumiejących pojęcia analiza'?

Pozdrawiam
Paolo Monstro
chudy Rysiek (19903 punktów)
>Jeśli używasz jako kryterium braku zrozumienia pojęcia analiza, to lepiej nazwać taką grupę ludzi: 'ludzie nierozumiejący pojęcia analiza' aniżeli 'zwykli ludzie' - lepiej oddaje problem.
>Podejrzewam, że większość ludzi z wykształceniem podstawowym (a to jest obowiązkowe) rozumie to pojęcie, więc zbiór 'ludzie nierozumiejący pojęcia analiza' jest dość niewielki?

Zrób eksperyment.
Poproś paru zwykłych ludzi, żeby opisali ci różnicę między analizą i syntezą.
Sądzę, że opis różnicy wykaże ci ich zrozumienie pojęcia analizy.

>Nie wiem czy rozumiem co chcesz powiedzieć? Ja słyszałem wiele teorii nawet w jednym poście ludzie podają kilka różnych celów. Podobno celem było poprawienie demografii, jednak teraz, gdy okazało się, że ten program nic nie zmienił -to słyszę inne cele.

Nie sądzę, żeby ktokolwiek zdecydował się na dziecko pod wpływem 500+.
Być może ktoś pod wpływem 500+ przestał bać się mieć dzieci.
Nie sądzę, żeby dla kogokolwiek celem 500+ były narodziny dzieci, ludzie decydujący o tym świadczeniu państwowym działali raczej instynktownie i nieświadomie celów. Dowodem na to, że celem 500+ nie były narodziny dzieci lecz ich wychowanie będzie to, że to świadczenie nie zostanie już zniesione a będzie jedynie rozwijane.

>Jeśli celem jest 'wychowanie' to wychowanie obejmuje edukację, a ta kończy się często w 24-25 roku życia, więc ten cel nie zostanie osiągnięty. Bo nagle w 18tym roku życia rodzice tracą fundusze, do których się już przyzwyczaili, i które co gorsza, spowodowały inflację, więc bez 500+ szansa na dokończenie edukacji będzie jeszcze niższa.

To świadczenie będzie rozwijać się a nie jak sądzisz redukować. Bez względu na to, kto obejmie rządy nikt tego już nie cofnie więc próżne twe narzekania. W efekcie będzie przysługiwać dłużej i będzie tej kasy więcej.

>Jeśli spróbujesz ustalić jaki cel ma 500+ na podstawie konkstrukcji tego programu, to poza wygraniem wyborów przez PiS, celem jest zwiększenie konsumcji rodzin posiadających dzieci młodsze niż 18 lat. Nie wiem nawet czy ten program uczyni te wszystkie rodziny bardziej szczęśliwymi w długofalowej perspektywie bo czasem zwiększona konsumpcja czyni nieszczęśliwym - np. niszczy zdrowie.

Ludzie podejmują różne decyzje nieświadomi swoich prawdziwych celów. Wiele decyzji podejmowanych jest podświadomie. Tak przypuszczalnie stało się z PiS. Ustanowili 500+ nie zupełnie świadomi swoich zamiarów, po prostu wyczuwali intuicyjnie, ze to właściwe.

Nadmierna konsumpcja niszczy nie bardziej niż głód.

>Zbiór Polaków nie należący do 'zbioru nie rozumiejącego pojęcia analiza' raczej nie zdecyduje się na posiadanie większej ilości dzieci z powodu 500+ bo wie, że wychowanie dziecka kosztuje nie tylko więcej pieniędzy, ale i więcej czasu i wysiłku więc b. wątpie żeby 500PLN było dla nich barierą.

Nie sądzę, żeby choć jedna osoba zdecydowała się na dziecko z powodu 500+. Raczej żadna.
Proponuję abyś pytał o sprecyzowanie różnicy między analizą i syntezą ludzi wykształconych, może odpowiedzi pozwolą przestać dzielić ci ludzi na lepszy i gorszy sort.

>Gdybym rządził w tym kraju w każdym razie zrobiłbym takie badania, żeby ustalić po co jest i co zmienia te 500+ zamiast krzyczeć po zebraniach wyborczych niepotwierdzone hasełka i opinie.

Ludzie podobne jak inne gatunki zwierząt działają instynktownie. Nie zawsze rozumieją dlaczego podejmują pewne decyzje ale często te decyzje są dobre.

Dowodem na to, ze to dobra decyzje będzie fakt, że to świadczenie nie zostanie już zredukowane, przez nikogo, nawet przez tych, którzy przyjdą po przegranej PiS.

>Jak wyżej napisałem, słyszałem wiele celów - nie wiem który jest prawdziwy. Jeśli celem jest 'wychowanie' jak podajesz, to twierdzę, że ten program takiego celu nie osiągnie, bo nie rozwiązuje problemu edukacji, którą wychowanie zawiera.

Oczywiście, ze jest związany również z edukacją, z całym wychowaniem. To, że w pierwszej odsłonie świadczenia dla dzieci został ustalony jakiś wiek graniczny niewiele znaczy, tak samo jest granica kwoty. To wszystko będzie ewoluować.

>'Wychowanie' nie może być celem programu, który nie wspiera edukacji.

Spróbuj czegoś nauczyć głodne dziecko, które potrafi myśleć tylko o tym, że coś zjadłoby. Niczego nie nauczysz.

>Widzę, że szybko wyciągasz wnioski - nie należysz przypadkiem do zbioru ludzi 'nierozumiejących pojęcia analiza'?

Analiza to rozbiór/rozkład obiektu/zbioru na elementy.
Synteza to związanie/połączenie czynników w obiekt/zbiór.

Analiza to suma elementów.
Synteza to iloczyn czynników.
To są podstawowe działania matematyczna + *
Paolo Monstro (6146 punktów)
>>Jeśli używasz jako kryterium braku zrozumienia pojęcia analiza, to lepiej nazwać taką grupę ludzi: 'ludzie nierozumiejący pojęcia analiza' aniżeli 'zwykli ludzie' - lepiej oddaje problem.
>>Podejrzewam, że większość ludzi z wykształceniem podstawowym (a to jest obowiązkowe) rozumie to pojęcie, więc zbiór 'ludzie nierozumiejący pojęcia analiza' jest dość niewielki?
>Zrób eksperyment.
>Poproś paru zwykłych ludzi, żeby opisali ci różnicę między analizą i syntezą.
>Sądzę, że opis różnicy wykaże ci ich zrozumienie pojęcia analizy.
Hm, po zastanowieniu straciłem pewność czy faktycznie zrozumienie jest powszechne, choć nie mam ani czasu ani chęci na ekspertymenty. Jestem gotów się 'intuicyjnie' zgodzić.

>Nie sądzę, żeby dla kogokolwiek celem 500+ były narodziny dzieci, ludzie decydujący o tym świadczeniu państwowym działali raczej instynktownie i nieświadomie celów.
To samo w sobie jest powodem do zwolnienia takiego managera (rządu). Instynktownie możemy sobie porozmawiać na forum, bo nikt nam nie płaci za 'analizę'.

> Dowodem na to, że celem 500+ nie były narodziny dzieci lecz ich wychowanie będzie to, że to świadczenie nie zostanie już zniesione
Jaki to ma związek z dowodzeniem czegokolwiek?
>a będzie jedynie rozwijane.
tego nie wiemy i jest to dalekie od pewności
>>Jeśli celem jest 'wychowanie' to wychowanie obejmuje edukację, a ta kończy się często w 24-25 roku życia, więc ten cel nie zostanie osiągnięty. Bo nagle w 18tym roku życia rodzice tracą fundusze, do których się już przyzwyczaili, i które co gorsza, spowodowały inflację, więc bez 500+ szansa na dokończenie edukacji będzie jeszcze niższa.
>To świadczenie będzie rozwijać się a nie jak sądzisz redukować. Bez względu na to, kto obejmie rządy nikt tego już nie cofnie więc próżne twe narzekania. W efekcie będzie przysługiwać dłużej i będzie tej kasy więcej.
Nie zakładam żadnego redukowania tego programu, nie mogę jednak założyć, że ktoś to przedłuży. Nikt tego nie obiecuje nawet - skąd ta pewność?
Używając takiej logiki uzasadnisz każdy cel -bo przecież program będzie mógł być zmodyfikowany.
Gdy dostaniesz worek cegieł powiesz, że ktoś ma na celu wybudowanie Ci domu? (Bo w przyszłości dorzuci resztę)

Dyskutujmy o dzisiejszych celach tego programu a nie o potencjalnych w przyszłości. W przyszłości program z innymi celami będzie innym programem.
Na dzień dzisiejszy celem tego programu nie jest wychowanie, co będzie za 10 lat tego nie wiem, ale wiem, że rodzice dzisiejszych 18 latków nie dostaną pieniędzy na ich edukację.

> Ustanowili 500+ nie zupełnie świadomi swoich zamiarów, po prostu wyczuwali intuicyjnie, ze to właściwe.
Drogi chudy Ryśku, jedną z czterech postawowych funkcji zarządzania jest planowanie (a więc i wyznaczanie celów) jeśli rząd tego nie robi - to nie rządzi dobrze.

>Dowodem na to, ze to dobra decyzje będzie fakt, że to świadczenie nie zostanie już zredukowane, przez nikogo, nawet przez tych, którzy przyjdą po przegranej PiS.
To nie jest dowód na nic. To, że wydajesz pieniądze nie znając celu ani nie podejmując analizy tego projektu jest dowodem na fatalne rządzenie. To, że projektu nie da się politycznie cofnąć pogarsza tylko sytuację. Gdyby pojawił się ktoś, kto jako cel postawiłby sobie zwiększenie liczby dobrze zarabiających podatników, zrobił badania i doszedł do wniosku, że wymaga to zastąpienia 500+ programem darmowe jedzenie, komputery i opieka zdrowotna dla dzieci oraz 2000+ dla dzieci, ale tylko dla tych, które wybiorą zawody, których polskiej gospodarce brakujec to nie miałby już możliwości wprowadzenia takiego programu.

>Oczywiście, ze jest związany również z edukacją, z całym wychowaniem. To, że w pierwszej odsłonie świadczenia dla dzieci został ustalony jakiś wiek graniczny niewiele znaczy, tak samo jest granica kwoty. To wszystko będzie ewoluować.
Jak mówiłem wyżej dyskutujmy aktualny program a nie jakiś inny, który być może powstanie w przyszłości.

Pozdrawiam
Paolo Monstro
chudy Rysiek (19903 punktów)
>To samo w sobie jest powodem do zwolnienia takiego managera (rządu).

Czy to nie bez znaczenia jak zostają podjęte decyzje, jeśli tylko są właściwe?

>Instynktownie możemy sobie porozmawiać na forum, bo nikt nam nie płaci za 'analizę'.

Mylisz się, można też instynktownie rządzić. Inteligencja bez właściwych emocji jest niczym.

>Jaki to ma związek z dowodzeniem czegokolwiek?

Więcej dzieci nie urodzi się a mimo to program nie tylko zostanie ale jeszcze będzie rozwijał się przy społecznej akceptacji.

To dowiedzie, że narodziny nowych dzieci nigdy nie były celem tego programu a jedynie wychowanie istniejących.

To co się komu wydaje, dlaczego podejmuje pewne decyzje nie oznacza jeszcze dlaczego podejmuje je naprawdę.

Ludzie żyją w światach własnych projekcji racjonalizując to do czego zmusza ich instynkt.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Jestem przeciwny wydawaniu moich pieniędzy w ten sposób.

Ja również. By the way - podziwiam, że próbujesz z nim rozmaiać.
pl.wikipedia.org/wiki/Kompleks_mesjasza

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
chudy Rysiek (19903 punktów)
>> Jestem przeciwny wydawaniu moich pieniędzy w ten sposób.
>Ja również. By the way - podziwiam, że próbujesz z nim rozmaiać.
>pl.wikipedia.org/wiki/Kompleks_mesjasza

Czego ty nie robisz domorosły psychologu.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Tylko podziwiam. Zdziwiony?

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
chudy Rysiek (19903 punktów)
>Bardzo jest źle gdy pieniądze są topione z wielki port lotniczy, który nie zdobędzie sensownej liczby klientów albo w bardzo płytki kanał (przekop Mierzei) który nie obsłuży żadnych normalnych statków morskich.

Wg Ciebie źle, wg rzadzacych dobrze.
Kazdy ma inne potrzeby, inną chciwość a za nimi inne poglądy i przekonania.

Ciebie jara solar na dachu a innych wyobrażenie samolotów startujących z polskiego lotnnistka co 3 minuty kolejny.

Co poradzisz?

Nie ma sprawiedliwosci uniwersalnej lecz jest tylko określona chciwość.

Twoja jest niezgodna z chciwością masy i moja też.

Spróbuj zmienić cale społeczeństwo na twój typ osobowości. Zobaczysz jakie to proste.
31-07-2020 09:50 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Spróbuj zmienić cale społeczeństwo na twój typ
> osobowości. Zobaczysz jakie to proste.

Pewien kapłan obserwował kobietę, siedzącą w pustym kościele, z głową ukrytą w dłoniach.
Minęła godzina. Potem dwie. Ona wciąż tam była.
Myśląc, że jest ona nieszczęśliwą duszą potrzebującą pomocy, kapłan podszedł do niej i rzekł:
-Czy mogę ci w jakiś sposób pomóc?
-Nie, dziękuję Ojcze - odrzekła - właśnie otrzymywałam całą pomoc jakiej potrzebowałam, dopóki się nie wtrąciłeś.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
chudy Rysiek (19903 punktów)
>> Spróbuj zmienić cale społeczeństwo na twój typ
>> osobowości. Zobaczysz jakie to proste.
>Pewien kapłan obserwował kobietę, siedzącą w pustym kościele, z głową ukrytą w dłoniach.
>Minęła godzina. Potem dwie. Ona wciąż tam była.
>Myśląc, że jest ona nieszczęśliwą duszą potrzebującą pomocy, kapłan podszedł do niej i rzekł:
>-Czy mogę ci w jakiś sposób pomóc?
>-Nie, dziękuję Ojcze - odrzekła - właśnie otrzymywałam całą pomoc jakiej potrzebowałam, dopóki się nie wtrąciłeś.

nie mogła odpowiedzieć po prostu "nie"?

bez tego "dziękuję", "ojcze", "wtrąciłeś się"?

Jako gatunek społeczny komunikujemy wzajemnie własne emocje i nikogo nie powinien dziwić taki komunikat ani też złościć.
31-07-2020 10:38 
 0 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>nie mogła odpowiedzieć po prostu "nie"?
>bez tego "dziękuję", "ojcze", "wtrąciłeś się"?

Bez tej końcówki przypowiastka nie miałaby puenty.

> nikogo nie powinien dziwić taki komunikat ani też złościć

Czasami ludzie zbawiają innych na siłę, a nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
chudy Rysiek (19903 punktów)
>Czasami ludzie zbawiają innych na siłę, a nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.

Czasami też ludzie innych okłamują, wyzyskują, manipulują nimi dla własnej korzyści na ich koszt.

Trzeba wiedzieć gdzie jest granica.

Ty zbudowales sobie wizję świata Panow i sług. Ja takiej wizji nie mam dlatego nasze granice są inaczej uksztaltowane.
31-07-2020 13:39 
 0 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
W żadnym powyższym zdaniu nie widzę odnośnika do mnie / do poruszonego tematu.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
chudy Rysiek (19903 punktów)
>W żadnym powyższym zdaniu nie widzę odnośnika do mnie / do poruszonego tematu.

Nie rozumiem, potrzebny tłumacz!
31-07-2020 16:10 
 Ocena 1 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>W żadnym powyższym zdaniu nie widzę odnośnika do mnie / do poruszonego tematu.
>Nie rozumiem, potrzebny tłumacz!

Mądrej głowie dość dwie słowie, ale ostatni raz wytłumaczę:

> Czasami też ludzie innych okłamują, wyzyskują, manipulują nimi
> dla własnej korzyści na ich koszt.

Rozumiem, że pijesz do jakiejś mojej domniemanej manipulacji czy wykorzystywania ludzi, a może nawet ciebie. Nic o tym nie wiem.
To ty chcesz coś lub kogoś zmienić. Ja się na to nie pisze. Dodatkowo nie chcę ciebie zmieniać, pokazuję tylko bezsens tego, co wymyślasz.

> zbudowales sobie wizję świata Panow i sług
> Ja takiej wizji nie mam dlatego nasze granice są
> inaczej uksztaltowane.

Uważasz że masz rentgena w oczach, rozpracowujesz ludzi, do tego jesteś wielkiej klasy wizjonerem granic, obecnych złych zasad rządzących światem i tych dobrych zasad. W przestrzeni tych wizji jesteś szczęśliwy bo uzdrawiasz świat, współpracujesz z innymi i jesteś kochany przez lud.
Nic z tego nie rozumiem, ale nie szkodzi. Już nie musisz tłumaczyć. Możesz spokojnie wizualizować sobie dalej.


Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
chudy Rysiek (19903 punktów)
>Uważasz że masz rentgena w oczach, rozpracowujesz ludzi

przyganiał kocioł garnkowi
sięgnij w głąb swojego umysłu i przemyśl czy nie piszesz o sobie samym
03-08-2020 08:57 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>sięgnij w głąb swojego umysłu i przemyśl czy nie piszesz o sobie samym

Odniosłem się do twojego "zbudowałeś sobie wizję świata Panów i sług", co może faktycznie jest nie tyle przypisywaniem zdolności do antycypowania charakteru, co zwykłym robieniem z siebie ofiary. Ofiara bez oprawcy nie istnieje, trzeba zatem i jego stworzyć.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
31-07-2020 18:12 
 Ocena-1 na 1
chudy Rysiek (19903 punktów)
>>nie mogła odpowiedzieć po prostu "nie"?
>>bez tego "dziękuję", "ojcze", "wtrąciłeś się"?
>Bez tej końcówki przypowiastka nie miałaby puenty.

Twoje puenty nie są wnioskami tylko oskarżeniami i osądami.
03-08-2020 08:58 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Twoje puenty nie są wnioskami tylko oskarżeniami i osądami.

Oskarżeniami kogo i w jakich okolicznościach?

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365