>>Będę party pooper i zapytam czy jednakże nie można tu mówić o jakimś rodzaju plagiatu? >Delikatna kwestia - inspiracja czy plagiat. Tego typu dylematy pojawiają się także w sferze nauki, jak na przykład czy Einstein jest naprawdę twórcą teorii względności czy zręcznym syntetyzatorem wiedzy rozwiniętej przez jego poprzedników. Dyskusje trwają do dzisiaj. W zakresie sztuki można mówić o twórczej inspiracji czy też przynależności do pewnej szkoły artystycznej rozwijającej określony styl czy konwencję.
W przypadku nauki sprawa jest prostsza, co nie oznacza, iż całkiem prosta. Plagiat Einsteina to moje sui generis hobby. Zamieszczałem multum wątków na temat w "Racjonaliście". Najpewniej jeszcze do tego wrócę. Jednakże w przypadku muzyki udowodnienie plagiatu jest chyba znacznie trudniejsze, bo przecież dźwięk jest ze swej natury bardziej ulotny, niż zapisane czarno na białym? Tytułem dygresji, Szopen "inspirując się" Fieldem nie ukrywał swojego nabożnego stosunku do tej postaci, Einstein, przeciwnie, nie chciał przyznać "inspirującego" wpływu Henri Poincare.
|