 |
Problem z teściami update Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 04-02-2021 14:29 | Ania.mariaw2021 (16 punktów) | Problem z teściami update
7 na 7 | Witam, W 2014 roku "odważyłam" się na wpis na forum dotyczący moich dylematów związanych ze ślubem i teściami www.racjonalista.pl/forum.php/s,638569/i,9#gora.Przypomniałam sobie o nim ostatnio i postanowiłam do tego zajrzeć. Życie potoczyło się tak, że wyszłam za tego mężczyznę w 2016 roku, co więcej - wzięliśmy ślub kościelny. Piszę dzisiejszy wpis, bo może ktoś jeszcze pamięta mój poprzedni i to co mam zamiar powiedzieć, będzie jakąś nauką (?) dla kogoś kto ma podobne dylematy czy problemy. Z góry ostrzegam, że będzie obszerny. Rzeczywiście po przeczytaniu komenantarzy pod moim wspisem postawiłam bardziej na siebie co zaskutkowało tym, że rzuciłam studia. Z perspektywy czasu samą decyzję przerwania studiów oceniam pozytywnie, długo się okłamywałam, że kierunek który wybrałam jest dla mnie odpowiedni. Jednak to co działo się potem... cóż, już nie tak pozytywnie. Postanowiłam zrobić sobie rok przerwy od studiowania, w czasie której chciałam przygotować się na egzamin na ASP. Przez całe wakacje pracowałam, a zarobione pieniądze planowałam odkładać na wynajęcie mieszkania i kurs przygotowujący. Niestety rodzice mieli problemy finansowe, więc całą kwotę im pożyczyłam. Zaczęłam szukać pracy. Początkowo pracowałam niewiele, bo rodzice uznali że skoro nie studiuje to mogę zajmowac się młodszym bratem - miał wtedy 6lat. Odprowadzałam go do zerówki, sprzątałam w domu, gotowałam obiad a potem zajmowałam się bratem w między czasie próbowałam przygotowywać teczkę na ASP czy uczyć się. W końcu udało mi się znaleźć pracę, po mniej więcej tygodniu mama zarządała, aby znazła inną taką która umożliwi mi odprowadzanie, odbieranie brata, zajmowanie się nim i domem. Wcześniej przez jakieś dwa tygodnie, codziennie było wysprzątane, wyprane i obiad był ciepły jak ta wracała z pracy. Tata pracował za granicą a mama uważała, że nie może chodzić na inne zmiany. Nie miałam też serca skazywać ją na ciągłe nocne zmiany. Zaczęłam więc pracować jako hostessa w weekendy (nie w każdny mogłam pracować, bo mama nie mogła zmienić zmiany, a moja siostra mimo 16 lat była wg matki niedojrzała). Pieniądze były mmniejsze, ale starałam się odkładać wszystko co mogę. Część pieniędzy oddwałam rodzicom na prąd, inne opłat czy zakupy. Od tego czasu każdy dzień wygladał tak samo, zawoziłam brata do zerówki, wracałam do domu i sprzątałam, robiłam obiad, uczyłam się a potem jechałam po brata, w weekendy pracowałam po 12h. Mama wracała a ja chciałam malować lub się uczuć. Po pewnym czasie to również stało się problemem - "tylko się uczysz, czytasz albo malujesz". Mama była zbyt zmęczona po pracy, żeby zająć się bratem. Najcześniej spała i nie chciała żeby jej przeszkadzać. Często zamiast ćwiczyć malowanie musiałam robić jakiś obraz dla znajomych mamy. Im więcej robiłam, tym więcej pretensji było. A to za późno był obiad (bo mama szybciej przyszła z pracy, a to zamiast o 9 zaczynać sprzatanie generalne w sobotę, dopiero o 9 wstałam). Zaczęło się dobijanie tekstami typu "do niczego sie nie nadajesz, nic nie potrafisz, ciągłe pytanie kiedy sie wyprowadzę, bo mają mnie dosyć. Ciężko opisać klimat tamtego okresu, ale pod koniec roku byłam cieniem samej siebie. Nic nie było wystarczające. Chciałam się wynieść i zaczać żyć po swojemu. Myślałam, że nie ma innej opcji tylko postawić rodziców przed faktem dokonanym. W końcu mój brat był ich synem, nie moim, a ja już byłam dorosła. Nie była to dla mnie prosta decyzja. O wszystkim mówiłam swojemu chłopakowi. Widziałam, że mi współczuje, jednak nadal opcja zamieszkania razem bez ślubu nie wchodziła w grę. Tak jak wcześniej olałam tę opcja i chciałam znaleźć coś sama. Jednak chłopak przekonywał mnie, że sama sobie nie poradzę, poza tym planowałam zamieszkać w sąsiednim mieście co równało się dla niego z tym że się rozstaniemy, bo to 30km(jak teraz o tym myślę, to aż mi słabo). Rodzice mimo, że tak bardzo chcieli żebym się wyniosła śmiali mi się w twarz, gdy im powiedziałam, ze sie wyprowadzę. "Myslisz, że to takie proste? Nie dasz sobie rady. Może do babci się wyniesiesz co? Będzie jeszcze gorzej." Ciągłe przytyki rodziców i przekonania chłopaka spowodowały, że rzeczywiście uwierzyłam, że nie dam rady i to bezsensowny plan. Pod koniec roku 2015 zaręczyłam się. Byłam już zmęczona wszystkim. Chwila, jak to niektórzy określili "masakarady" i będę miała spokój. Miałam tylko jeden warunek: nie zamieszkamy w domu ich rodziców. Mój narzeczony to przemilczał(aż dziw, że nie zapaliła mi się wtedy czerwona lampka). Tak przewegetowałam parę miesięcy, robiłam to co wcześniej, ale teraz było mi łatwiej bo pojawiła się we mnie nadzieja. Umknął mi nawet fakt, że na spotkaniu z przyszłymi teściami, ojciec mojego narzeczonego stanowczo stwierdził, że będziemy mieszkać nad nimi. Do dzisiaj nie mam pojęcia dlaczego takie coś przeoczyłam. Chyba myślałam, ze tym razem narzeczony się postawi i zrobimy tak jak o to prosiłam. Istotny dla całej historii jest fakt, że jeszcze przed wakacjami poprzedniego roku, moja 17letnia siostra zaszła w ciąże. Po 18 urodzinach wyprowadziła się do chłopaka, ojcem dziecka. Nie minęły dwa miesiące od porodzie jak wróciła do domu rodziców. Tak więc, mieszkaliśmy w 5 osób plus 2 miesięczne dziecko na 3 pokojach. Atmosfera się zagęstniała, wiedziałam, że już nie ma miejsca dla mnie w tym domu. Psychicznie czułam się coraz gorzej. Ostatecznie zgodziłam się na zamieszkanie w domu rodziców narzeczonego, poprosiłam jedynie o zbudowanie osobnego wejścia. Na co narzeczony się zgodził. Remont się zaczął a w między czasie była afera o to, że chcemy postawić drzwi na piętrze - chcieliśmy stworzyć osobne mieszkanie. W końcu jakoś przeboleli ten fakt. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
7 na 7 | Ania.mariaw2021 (16 punktów) | Potem był ślub, który możliwe, że nie jest ważny, bo sfałszowałam podpis księdza na kartce od spowiedzi  Jest 2021 i ja jestem kilka lat po ślubie. Nie mamy jeszcze dzieci. Nadal mieszkamy nad rodzicami i nadal nie ma osobnego wejścia. Przez pewien okres byłam mocno chora, więc nie myślelismy nawet o dzieciach. Teraz gdy choroba naprawca i opcją na zatrzymanie jej jest ciąża bądź sztuczna menopauza, zaczęliśmy o tym myśleć. Poglądy na temat chrzczenia dzieci nie zmieniły mi się od czasu pierwszego wpisu. Obecna sytuacja w kraju tylko mnie w tym utwierdza. Mąż również tego nie chce, ale nie widzi innej opcji, bo boi się reakacji rodziców. Jako argument podaje rownież moich rodzicieli, bo oni chociaż są tzw. "wierzącymi niepraktykującymi" i otwarcie krytykującymi kościół katolicki, to nie wyobrażają sobie żebyśmy nie chrzczcili dzieci. Ja jednak nie przejmuję się tak nimi, od wielu lat staram się z nimi rozmawiać i przedstawiać mój punkt widzenia, zauważyłam że wręcz zyskałam szacunek w ich oczach ze względu na to że mam swoje poglady i myślę samodzielnie. Niestety tak bardzo jak tego nie chcę robić ( z wielu powodów) tak jestem prawie pewna, że i tak to zrobimy. Dla kogoś może wydawać się to śmieszne, że tak się tym przejmuję. Wiem, że niektorzy ateiści podchodzą do tego konformistycznie. O ile w kwestii ślubu jeszcze mogę to jakoś zrozumieć, to naciski na chrzest to ingerencja w wychowywanie dziecka, a to już dla mnie krok za dużo. Mam pewną wizję tego jak chce kształcić nasze dzieci(oczywiście czas wszystko zweryfikuje i to co zakładamy często mija się z rzeczywistością  , jednak ta presja bardzo mi ją zaburza. Powinnam oczywiście się tego spodziewać, jednak mój umysł potrafił wszystko wytłumaczyć i głupia nadzieja ciągle we mnie żyła. Niestety im starsza jestem i im bardziej świadoma się staję, zdaję sobie sprawę jak bardzo dawałam się manipulować przez te wszystkie lata. Moja niska samoocena pozwalała robić ludziom ze mną co chcą. Te problemy z teściami i ślubem to był tylko wierzchołek góry lodowej. Po skończeniu studiów (na ASP się nie dostałam, rozpoczęłam studia filologiczne) nie rozpoczęłam pracy, bo mąż przekonywał mnie że nie nadaję się do normalnej pracy, poza tym najpewniej poznam kogoś tam i się rozstaniemy. Będę późno wracała do domu, będę zmęczona a to pierwszy krok do rozpadu małżeństwa. Mówił, że przecież jestem taką artystką i nie odnalazłabym się w realiach korpo czy innej firmy. Tak często mi to powtarzał, że w to uwierzyłam. Tak całymi dniami siedziałam w domu i mu pomagałam w rozwijaniu jego firmy. Zaczęłam rysować portrety na zamówienie, żeby mieć swoje pieniądzę i zaczęłam studia podyplomowe, żeby mieć jakiś kontakt z ludźmi. W okresie wakacyjnym mąż pozwalał mi na pracę sezonową (nie byłyby zadowolony z określenia "pozwalał", bo przecież niczego nie zakazuje, jedynie ma czasem/codziennie pretensje że mnie nie ma albo jestem zmęczona albo cokolwiek). Pracy z jego firmą było coraz więcej, a on pracował nadal na etacie więc przekonał mnie, że w sumie nie lubię rysować tych portretów dla obcych. Tak więc cała uwaga spadła na rozwój firmy. A o pracy w sezonie nie ma mowy, no bo przecież jak? Firma. Osobne konto w banku? Po co? Jesteśmy małżeństwem, wszystko mamy wspólne. Chcesz iść na terapię? Po co? Chcesz się ze mną rozwieść? Psycholodzy tylko prowadzą do rozwodów. Zapętliłam się tak bardzo w robieniu wszystkiego co on chce, że już nawet jeśli pomyślę, czego ja bym chciała to z góry zakładam że nie dam rady. Nie znoszę tego kim się stałam. Uważam na każde słowo, żeby tylko go nie urazić. Na zewnątrz wszystko wygląda idealnie, bo dogadujemy się na wielu polach, mogłabym powiedzieć że się przyjaźnimy, ale czy to prawda skoro uważam co mówię?Wszyscy uważają nas za idealną parę, bo on się mną opiekuje i jest czuły. Zawsze mnie broni - i proszę mnie nie zrozumieć źle, za to i wiele podobnych rzeczy go kocham. Jednak to jakludzie nas widzą to jest tylko część prawdy. Ja nie mogę przy kimś obcym powiedzieć, że głównie ja gotuję (mimo że 99,99% posiłków robię ja), bo wtedy wyjdzie że on czegoś nie robi. Muszę uważać o czym piszę z przyjaciółkami, bo zdarzało się wielokrotnie że czytał moje wiadomości i wysnuwał dziwne bezpodstawen wnioski. Wystarczyło, że opisywałam sen erotyczny koleżance, w którym był kolega z pracy sezonowej - awantura trwała kilka dni i mimo, że było to dwa lata temu cała czas mi to wypomina, bo najpewniej chciałabym być z nim. A to był tylko sen. Często sztura mnie pod stołem gdy jesteśmy np u moich rodziców, gdy coś opowiadam i szepcze, że coś źle mówię i mnie nie zrozumieją. Takich dziwny drobnostek jest mnóstwo, nie sposób to wszystko opisać. Jak wraca z pracy musze być ciągle uśmiechnięta, bo ja mu poprawiam humor. Czemu mam byc smutna? Przecież wszystko mam. Nie wiem jak do tego doszło, że stałam się tym kim jestem teraz. Kiedyś nie byłam taka... Wiele ludzi w komentarzach pod moich postem miało rację. Byłam młodziutka jak się nad tym wszystkim zastanawiałam. Życie docisnęło mnie w tamtym momencie nieoczekiwanie i straciłam możliwość racjonalnego myślenia. Teraz zrobiłabym wiele rzeczy inaczej, no ale na co zda się takie gdybanie? Ugrzęzłam w tym miejscu i zapętliłam się w swoich działaniach. Wiem, że dużo winy stoi po mojej stronie (a może nawet większość?). Teraz nie widzę żadnego wyjścia z tej sytuacji. Za długo udawałam, że wszystko jest okej. Przystawałam na wszystko i przepraszałam za rzeczy, które nie były moją winą. I przyzwyczaiłam do tego innych. Może moja historia będzie przestrogą dla innych. Ważna jest empatia i myślenie o innych, ale nie można zapominać o sobie, bo pewnego dnia budzisz się i zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś sobą. Pozdrawiam
|
|
 | | Cieślański (994 punktów) | Zajefajny tekst. I miliony rozwiązań pozytywnych. W perspektywie. Osobiście uważam że napisany przez specjalistów od badań i rozwiązywania takich życiowych tematów kobiecych. Ale mniejsza... Podpowiadam, teoretycznie, jakby, nie jako, osobie rzeczywiście opisanej w Pani tekście. UWAGA! JA TYLKO PRZEDSTAWIAM WĄSKI ZAKRES MOŻLIWOŚCI DZIAŁANIA. W rzeczywistości jest on bardzo szeroki., 👍 To nie jest porada specjalist/y/ki. Jeśli "wszyscy" przyzwyczaili się do Pani "posłuszeństwa" to zmiany muszą być bardzo dyplomatyczne i nie ujawnianie zbyt ostro na zewnątrz, do otoczenia. Większość kobiet z "podwójnego" typu komunikacji z otoczeniem, czerpie radość bo to świadczy o dobrze rozwiniętej inteligencji kobiecej. Świat jest zakłamany, nie możemy walczyć ze wszystkimi jego wadami/cechami i prawidłościami. Ale możemy niektóre wykorzystać dla siebie bo wszyscy tak robią nawet gdy głoszą że nie. I jest korzystne dla rozwoju gatunku ludzkiego. Inaczej, kamuflaż, fotele, przemilczanie, jako cecha kobiecości niezbędna do równoności płci wyginęło by w procesie ewolucji gatunków w tym gatunku ludzkiego i wszyscy bylibyśmy nieznośnie prawdomówni. Badania wykazują, że dzieci które skutecznie i bezpiecznie dla samych siebie kłamią zajmują w życiu dorosłym wyższe pozycje hierarchii społecznej i kapitałowej. Sprawność manipulowania w dzieciństwie jest pośrednim dowodem na inteligencję społeczną dziecka. Niezdolność do skutecznego kłamania może wskazywać konieczność treningu albo jednak zarzucenia takiego stylu funkcjonowania na rzecz bezpiecznego sposobu wychowania w uczciwości i umiejętności obrony przed kłamstwem i manipulacją. Ale nie może być bezsensowny potempianiem własnych dzieci. Kobiety z wiekiem nabierają więcej cech męskiej niezależności gdzieś od 35~40 roku życia. Nie macie dzieci to warto pomyśleć o uniezależnieniu się finansowym ale tak aby nie stracić możliwości odcięcia od tego co się pani należy że wspólnoty majątkowej. Bez pieniędzy trudno cokolwiek zmieniać. I siebie, i swego życia, i wykształcenia i męża (na nowszego lub reedukację równościową obecnego 😉 Mnóstwo wiedzy jest na stronach gdzie kobiety walczą o prawa kobiet. Nie wszystko zaakceptuje każda kobieta, ale znajomość zagadnień, możliwości, trendów i obowiązującego prawa jest cenna. Istnieje szeroka wiedza na problemy zazdrości małżeńskiej i ich rozwiązywanie, względnie leczenie farmakologiczne lekami z zakresu "neurologii psychiatryczne i osobościowej". Niepokojące jest przeglądanie pani " historii" przez męża. To że on o tym mówi to pozytyw bo Pani dzięki temu już wie. Korzystając z elektronicznych urządzeń do komunikacji, warto przed odejściem od urządzenia czyścić całą tzw. "Historię" przeglądarek internetowych, komunikatorów typu: WhatsApp, mesenger, Duo, Telegram, sięgnął, wiadomości, Facebooku itp. Nie gromadzić sentymentów komunikacyjnych z mediów społecznościowych. Czyli ustawiać zakaz zapamiętywania "Historii: wyszukiwań, logowań, kontaktów, odwiedzin stron. Oczywiście w skrajnych przypadkach zazdrości urojeniowej warto jednak jakąś grzeczną historię zachowywać dla podejżliwego partnera i otoczenia grzebiącego w kobiecej elektronice komunikacyjnej. Standardem jest zakaz myszkowania i uszanowanie prywatności bliskiej osoby jeśli partnerzy nie cierpią na jakieś dysfunkcje osobowo#ci wymagaj@ce Terapi. Warto Mieć własnego laptopa, tablet, aby nie mieszać spraw osobistych z pracą zawodową dla firmy. (Wtedy nie ma podstaw aby przeglądał go mąż bo to służbowy, firmowy itd.) Dobrze jest poznać z internetowych poradników, zasady zachowywania internetowej prywatności. Ostrożnie aby nie utracić sprawiedliwego podziału majątku jeśli przyszłe decyzje na zmiany będą bardziej radykalne. Ja bym. Zaczął od podniesienia poczucia własnej wartości i asertywności. Najpierw farmakoterapią antydepresantami. Środki te przepisuje lekarz, specjalista od działania naszego systemu nerwowego w zakresie osobowości, emocji i charakteru. Czyli lekarz psychiatra. W 80% pacjentów to nie jest lekarz od leczenia osób upośledzonych lub umysłowo chorych,jak mylnie postrzegają go stereotypowi rodacy JP2. To jest lekarz że specjalizacją, głównie od poprawy jakości i komfortu życia psychicznego, zdrowych normalnych ludzi w złożonych sytuacjach społecznej rywalizacji, konfliktów i nierówności. Po wstępnej poprawie samopoczucia na optymistyczne warto uzyskać dodatkowe wsparcie niereligijnej psycholożki ze środowisk walczących o prawa kobiece. Osobiście polecam kontakt z Panią Agatą Engel Bernatowicz, która publikował również na łamach racjonalista ciekawe artykuły. W dzisiejszych czasach mnóstwo rzeczy, usług itp da się załatwić on Line. m.facebook(*)Psychoterapii-286437718096176/Dla firmy i biznesu męża (a chyba wspólnej) warto ukończyć studia z zarządzania firmą i zarządzania zasobami ludzkimi, psychologiczne na koszt waszej czy męża firmy, korzystając z odliczeń. No i mieć wówczas stanowisko, zatrudnienie w tej firmie. Jeśli nie ma Pani oficjalnych rejestrowanych, dochodów albo bardzo małe, w stosunku do dochodów męża a mąż swoje dochody rozlicza wspólnie z Panią to ma z tego znaczne obniżenie podatku który by musiał zapłacić gdyby rozliczał się sam. Te oszczędzone pieniądze na opłaty podatkowe, tojest dodatkowy zysk państwa jako małżeństwa czyli do podziału równo na dwoje. Itd. Itp. Oczywiście odradzam "zaczynanie" zmian od stosowania wniosków z ostatniego zdania, najpierw wykształcenie i wzmocnienie własnej osobowości, roli w związku i ewentualnej niezależności/samodzielności. Warto też poznać w internecie życie i standard bytowania ludzi z biednych rodzin i krajów afrykańskich muzułmańskich. Bo może komuś pasować jednak taki poziom względnego dobrobytu związanego z większą zależnością finansową a nie skrępowaną intelektualną od męża i rodziny. 😉👍👍👍 Doradzajcie panowie. Już samo liczne zainteresowanie podnosi na duchu inteligentne i uzdolnione artystycznie Panie.
|
|
 | | Paolo Monstro (6146 punktów) | Dzięki za ten tekst,
Szacuję Twój wiek na <=30, całe życie, wbrew pozorom, przed Tobą. Nie będę się wysilał na rady, ale postaw się i pójdź do psychologa wtedy sama sobie rady udzielisz. Być może robisz sobie sama, albo pozwalasz innym robić sobie wielką krzywdę - jeszcze masz czas żeby to naprawić. Psycholog jest lekarzem Twojego umysłu - jeśli mąż się nie zgodzi, cóż ... idź mimo wszystko bo sam fakt, że ktoś odmawia Ci szukania pomocy jest problemem.
Pozdrawiam Paolo Monstro
|
|
 | 2 na 2 | Duch Prawdy (14790 punktów) | > Wiem, że dużo winy stoi po mojej stronie (a może nawet większość?).Cała. > Teraz nie widzę żadnego wyjścia z tej sytuacji.Nie chcesz widzieć, jest ci dobrze w tym więzieniu, błogie lenistwo lepsze od zmagania się z wyzwaniami. > Za długo udawałam, że wszystko jest okej.No nie ma problemu, przecież możesz do końca życia udawać, jesteś kowalem swego losu. 
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
1 na 1 | Człowień_Renesansa (290 punktów) | Podobno "decyzje życiowe" podejmujemy albo z lęku przed stratą, albo z pragnienia zyskania czegoś. Twoje strategiczne decyzje egzystencjalne wyglądają, jakbyś kierowała się głównie lękiem, a więc, jak ktoś to nazwał - nie rozwijasz się, tylko się zwijasz.  Jeszcze żyjesz i nie jesteś taka stara, więc wciąż masz wpływ na swoje życie, żeby poszukać złotego środka pomiędzy "chorym altruizmem", a "zdrowym egoizmem" - cokolwiek to znaczy.  Do boju Anka, kurka-rurka, dajesz!... 
"Przez Wszechświat gnam, szubiduba..."
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|