Każda rewolucja stara się ustrzec przed dewiacjami i skodyfikować stosunki międzyludzkie. Nie inaczej jest w rewolucji w wykonaniu pisowskim, w której Kaczyński odgrywa rolę Robespierre'a stopniowo regulującego życie intymne. Historyczka Mona Ozouf w "Święto Rewolucyjne (1789-1799)" godzi w Robespierre'a z jego wolą pedagogiczną i utopijną ambicją uporządkowania świata. W innej pracy opisuje dzieje rewolucji francuskiej - "Od rewolucji do republiki". Zajmują ją kobiety - "Drugi George - Poznaj George Eliot" (mowa o George Sande i George Eliot, francuskiej celebrytce i angielskiej pisarce należącej do czołowych twórców epoki wiktoriańskiej). Przyjrzyjmy sie rewolucji francuskiej, która choć mogła wydawać się szansą na miłość i szczęśliwe małżeństwo w jej początkach, to nadzieja ta okazała się krótkotrwała. Efekt był odwrotny. Jak te kwestię wyjaśnia wyjaśnia Mona Ozouf? Postaram się jej opowieść w kilku zdaniach streścić. Po trzech długich wiekach epoki klasycznej, w której panował porządek seksualny, powiew roku 1789 mógł wyzwolić zarówno ciała, jak i umysły, znieść stary reżim małżeński, który od początku naszej historii tłumił seksualność i uczucia, i sprawić, że będziemy marzyć o świecie, w którym mężczyźni i kobiety będą wchodzić w bardziej czułe, bardziej sprawiedliwe związki. Przez jakiś czas wierzyliśmy w to... Potem przyszedł Terror i Cnota, tajna broń ciemiężycieli. Rewolucja, w istocie wróg życia prywatnego, zwróciła się przeciwko kobietom. Każda rewolucja jest inwazją życia publicznego na egzystencję, a zatem kurczeniem się życia prywatnego. Szarmancki handel między płciami, flirtowanie, upodobanie do konwersacji, mieszanie się płci w salonach, wszystko to, co stanowiło o uroku ancien régime'u i sprzyjało rozkwitowi miłosnych uczuć, zostało zwalczone przez rewolucjonistów. Dla nich te obyczaje kojarzyły się z intrygą, deprawacją i okultystyczną manipulacją kobietami. Przed wybuchem rewolucji, małżeństwa oparte na wzajemnym uczuciu zaczęły zyskiwać na popularności, przynajmniej wśród klas pracujących... Popyt na małżeństwa z miłości trwał przez cały XVIII wiek. W środowiskach robotniczych, gdzie interesy liczyły się mniej i gdzie młodzi ludzie spotykali się towarzysko, sentymenty zaczęły zajmować miejsce małżeństwa. Ale nie w oświeconych kręgach Oświecenia; te choć domagając się związku uczuciowego, pozostają w małżeństwach z czystego układu i arystokratycznych męskich przyzwyczajeń. Rewolucja tego nie zmieniła. Te obyczaje pozostały niezmienione aż do XIX wieku. Ktoś jednak miał trafić w sedno: Jean-Jacques Rousseau. Dla Rousseau nie istnieje obowiązek małżeński: kobieta nie jest zobowiązana do posłuszeństwa wobec pragnień męża, co jest ideą niezwykle nowoczesną. Co więcej, wzajemna zgoda jest podstawą każdego zobowiązania do miłości. Konsekwencja jest oczywista: jeśli jest zgoda, to można ją cofnąć. Rozwód staje się prawomocny. Było to jedno z wielkich praw przyjętych przez rewolucjonistów, które całkowicie zrywało z panującą do tej pory zasadą "nierozerwalności" małżeństwa chrześcijańskiego. Dzięki Rousseau i filozofom XVIII wieku, drzwi zostały otwarte. Sprzeciwialiśmy się despotyzmowi królów? Cóż, zamierzamy przeciwstawić się temu ojcom i mężom! Rodzina, jak głoszono, musi rządzić się tymi samymi prawami, co naród: wolnością i równością. Małżeństwo powstało więc na mocy umowy cywilnej, "ukrytej chwały rewolucji", jak to ujął jurysta Jean Carbonnier. Odtąd małżeństwo miało charakter świecki, oparty na wolnej zgodzie dwóch stron. Jeśli chodzi o rozwody, to są one niesłychanie liberalne. Można się rozwieść za obopólną zgodą (w czasie krótszym niż dwa miesiące), z powodu niezgodności temperamentu (sześć miesięcy) lub z powodu niepoczytalności, skazania za przestępstwo, porzucenia, nieobecności, zaniedbania obowiązków, emigracji, znęcania się lub przestępstwa... A żona ma do tego takie samo prawo jak jej mąż! Jest to najbardziej liberalne prawo, jakie można sobie wyobrazić, które po raz pierwszy daje szansę na wymyślenie egalitarnej pary. "Rozwód jest ojcem wzajemnego szacunku i szczęśliwego małżeństwa". Przynajmniej w tej kwestii Rewolucja nie była nieczuła na miłość. Ani do kobiet. Wiele kobiet rzuciło się do ucieczki przed niechcianym mężem... Ale to nie jest takie proste. Ponieważ są na nie wywierane tysiące nacisków, ponieważ opinia publiczna się nie zmieniła. To rewolucyjne ustawodawstwo znacznie wyprzedzało moralność. Jak powiedział Saint-Just, "szczęście jest nową ideą w Europie". Zapewnienie ludziom autonomii ma przewrotny skutek: sprawia, że ich udręka życia lub ich nieszczęście stają się jeszcze trudniejsze do zaakceptowania. Jeśli Rewolucja zmieniła cokolwiek w życiu prywatnym, to to, że odtąd każdy był za nie odpowiedzialny. Ale to wszystko nie trwało długo: Drzwi do wolności miłości zostały wkrótce ponownie zamknięte. W 1794 r. Robespierre chciał ustanowić rząd oparty na terrorze i cnocie. Rewolucja stopniowo regulowała życie intymne... Każda rewolucja stara się ustrzec przed dewiacjami i skodyfikować stosunki międzyludzkie. Saint-Just próbuje tego w Fragments sur les institutions républicaines: każde małżeństwo od siedmiu lat, które nie ma dzieci, musi się rozstać. Przyjaźnie muszą być oficjalnie zadeklarowane. Nie ma już życia wewnętrznego, nie ma intymności uczuć. Ale co jest najbardziej niepokojące w tej kodyfikacji relacji międzyludzkich? Miłość która potrafi wywrócić wszystko do góry nogami! Miłość jest nie do przyjęcia dla tych, którzy chcą regulować życie prywatne. Miłość jest wrogiem rewolucji. Miłość i wreszcie kobiety... Podczas gdy na początku Rewolucji kobiety proszono o udział w pochodach jako obywatelki i wojowniczki, teraz zaprasza się je, by maszerowały na ramieniu swoich mężów, najlepiej w ciąży. Moralność małżeńska stała się sprawdzianem moralności obywatelskiej i patriotycznej. Między kobietami a rewolucją przepaść jest głęboka. |