Racjonalista - Strona głównaDo treści
Do pana Tomasza Deca c.d.: Singer, Biedroń

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
31-05-2007 09:11Elżbieta Binswanger-Stefańska (7098 punktów)Do pana Tomasza Deca c.d.: Singer, Biedroń
witam, Panie Tomaszu, mam jeszcze kawałek do dodania do naszej rozmowy pod moim ostatnim tekstem, oto ten kawałek:

...lecz w kosmogonii, etyce, moich własnych wyborach wolę być na bieżąco, wolę się orientować na dzień dzisiejszy, może i Singer w skali wszystkich czasów się i w jakimś punkcie myli, ale na maj 2007 mam więcej zaufania do słów:

"Być może pewnego dnia będzie możliwe leczenie wszystkich terminalnie i nieuleczalnie chorych pacjentów w taki sposób, że nikt nie będzie prosił o eutanazję, i temat zniknie; ale teraz jest to utopia i w ogóle żaden powód, by odmówić eutanazji tym, którzy muszą żyć i umierać w dużo mniej komfortowych warunkach. W każdym razie jest wysoce paternalistyczne powiedzieć umierającym pacjentom, że opiekujemy się teraz nimi tak dobrze, iż nie ma potrzeby oferować im eutanazji. Zalegalizowanie eutanazji i pozwolenie pacjentom na ocenę, czy ich sytuacja jest znośna, byłoby okazaniem większego respektu dla indywidualnej wolności i autonomii." (Singer, "Etyka praktyczna")

niż do słów:

"Być posłusznym (ob-audire) w wierze oznacza poddać się w sposób wolny usłyszanemu słowu, ponieważ jego prawda została zagwarantowana przez Boga, który jest samą Prawdą. Wzorem tego posłuszeństwa, proponowanym nam przez Pismo Święte, jest Abraham. Dziewica Maryja jest jego najdoskonalszym urzeczywistnieniem" (KKK, pkt 144)

> Nie kto inny, jak właśnie Pani autorka szanowna poleca studiowanie "dokonań naukowych" pewnego "bioetyka" Singera? No chyba że to był ponury żart...ciągle nie mogę uzyskać jednoznacznej odpowiedzi.

wyraża się Pan pogardliwie o "dokonaniach naukowych 'bioetyka'" Singera, cóż, dla mnie jego umysłowe dokonania są większym gwarantem Prawdy niż Prawda Boga Abrahama, tak mi dopomóż Rozum.

> Naprawdę poniżej poziomu to jest łączenie "ultrakatolickości" (cokolwiek miałoby to ni znaczyć...) Polski z morderstwami w karetkach pogotowia. Czy autorka sugeruje, że lekarze i ratownicy medyczni mordowali swoje ofiary w imię religii katolickiej (choćby na pozór)???

nie, niczego takiego nie sugeruję, mówię tylko, że zakazy nawet tak bardzo jednoznaczne jak w katolickim kraju "Polska" nie mogą gwarantować, że nie będzie nadużyć, nadużycia były, są i będą. jednak:

"Przepisy (w Holandii) praktycznie uniemożliwiają morderstwo pod maską eutanazji i nie ma dowodu na wzrost liczby morderstw w tym kraju" (Singer, "Etyka praktyczna").

mam nadzieję, że teraz jest Pan usatysfakcjonowany moją odpowiedzią, pozdrawiam serdecznie

ps.

> nie chodzi Biedroniowi o możliwość dziedziczenia bez potrzeby płacenia podatku: jak sam stwierdził - chodzi o redefinicję pojęcia rodziny, społeczeństwa, o rewolucję

z Biedroniem czy bez Biedronia ta rewolucja już się dzieje, redefinicja rodziny odbywa się na naszych oczach, jeden człowiek ma (coraz powszechniej) kilka związków w ciągu całego życia (czasami nawet naprzemiennie homo i hetero), może mieć dzieci z różnymi partnerami, mogą się wszyscy spotykać na jednej uroczystości rodzinnej, takie pojęcia jak "zła macocha", "biedny pasierb", "(wyklęte) nieślubne dziecko", "(pogardzana) panna z dzieckiem", "(gorsze) dziecko z nieprawego łoża", samo w sobie na wskroś pejoratywne słowo "bękart", "bastard" i wiele innych pojęć już właściwie nie istnieje, coraz częściej natomiast mamy wśród swoich znajomych pary homoseksualne i na pożegnanie z Romkiem mówimy zwyczajnie "pozdrów Pawła" (z którym Romek mieszka) i to jest normalne... że niby Bóg ustanowił rodzinę i to jest święte? a który Bóg? bo jeśli na przykład Allah, to (przynajmniej w niektórych allahowych krajach) jeden mąż ma cztery żony i to też jest normalne, widziałam takie rodziny spacerujące na zuryskiej Bahnhofstrasse... , wcześniej czy później przespacerują się po Marszałkowskiej... , świat się zmienia, na szczęście od zakłamania w kierunku prawdy, jakby na to nie spojrzeć, i: tempora mutantur et nos mutamur in illis )

ps. ps. a artykuł w "Przekroju" sprowadza "Przekrój" do poziomu brukowca, i tyle ((
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Tomasz DecOdp: do pana Tomasza Deca c.d.: Singer, Biedroń
Dziękuję za szczegółową (przynajmniej jezeli chodzi o osobę Singera) odpowiedź. Naprawdę doceniam, że poświęciła Pani swój czas.

Przyznaję, że nie zapoznałem się z etyką Singera u źródeł (co planuję jednak zrobić, i to nie tylko dzięki Pani), ale nie moge powiedzieć, że o jego poglądach, rozumowaniu wiem od "żony szwagra". A propos powyższego i Pani porównywania cytatów:

"Peter Singer: Z moralnego punktu widzenia nie jest przecież ważne, czy embrion to ludzkie życie, lecz jedynie pytanie, jakie ma on możliwości i właściwości. Ponieważ to na nich opiera się jego moralny status. Der Spiegel: Ale embrion we wczesnym stadium nie ma przecież praktycznie większych zdolności niż bakteria czy - powiedzmy - sadzonka kartofla. A więc znajduje się pod względem moralnym na tym samym poziomie co one? Peter Singer: Różnica polega na tym, że embrion ma rodziców, dla których może on mieć znaczenie. A sadzonka kartofla ich nie ma. Der Spiegel: Jeśli jednak ci rodzice nie mieliby nic przeciwko temu, można by użyć tego embrionu do każdego dowolnego celu - nawet jeśli miałby on posłużyć do wyrobu kremu do twarzy czy środka wzmagającego potencję? Peter Singer: Nie miałbym z tym etycznego problemu. Der Spiegel: Czy w pańskich oczach nie ma żadnego znaczenia fakt, że ten embrion nie ma wprawdzie rozumu, ale ma potencjał, żeby ten rozum wykształcić? Peter Singer: Nie - w każdym razie nie w tym świecie, w którym nie cierpimy na niedostatek ludzi. Nie mamy przecież żadnych problemów z powiększaniem zaludnienia świata - jeśli już, to raczej z czymś wręcz przeciwnym. Proponowałem kiedyś, żeby wprowadzić okres przejściowy 28 dni po urodzeniu, po którym dopiero dziecko nabywałoby pełnię praw. Jest to co prawda arbitralnie wybrany moment, który zapożyczyliśmy z idei pochodzącej ze starożytnej Grecji. Dałoby to jednak rodzicom czas na decyzję. Der Spiegel: Oznacza to, że do tego czasu rodzice mogliby zabić swoje dziecko po prostu dlatego, że go nie chcą? Peter Singer: Zależałoby to od okoliczności. We wszystkich krajach rozwiniętych zapotrzebowanie adopcyjne na jako tako zdrowe dzieci jest zdecydowanie większe niż podaż. Dlaczego więc mieliby zabijać dziecko, skoro mogliby je oddać do adopcji? Der Spiegel: A dzieciom, które już nie są jako tako zdrowe pozwalałoby się po prostu umrzeć? Peter Singer: Byłoby to zdecydowanie odmienne od naszej oficjalnej, chrześcijańskiej etyki. Ale w wielu innych kulturach nie jest to postrzegane jako okrucieństwo. W starożytnej Grecji dziecko było włączane do społeczności dopiero po 28 dniach od narodzin - przed upłynięciem tego okresu można było je porzucić gdzieś w górach. W Japonii bardzo długo zabijanie dzieci uchodziło za rzecz całkiem normalną, jeśli ich narodziny następowały zbyt szybko po sobie. Der Spiegel: To, że jest to u nas zabronione, jest przecież wielkim, humanitarnym osiągnięciem. Peter Singer: Chrześcijanie przywykli uważać, że wszystko, co robią, stanowi postęp moralny. Miałbym tu swoje wątpliwości. Powiedzmy to w ten sposób: jeśli ludzie znajdują się na tak niskim poziomie intelektualnym, że nie są świadomi sami siebie, to nie mamy obowiązku utrzymywać ich przy życiu".

Nie można odmówić "bioetykowi" (ja jednak pozostanę przy cudzysłowie) Singerowi, że nie jest rozumny, że nie postępuje w sposób logiczny. Powiem więcej - jego rozumowanie jest prostą konsekwencją faktu, iż przyjął materialistyczną wizję świata: fizyczna materia jest pierwotna wobec świadomości, innymi słowy: Boga nie ma. Tyle że ta konsekwencja mnie przeraża - i nie mogę sobie wyobrazić, żeby kiedyś było tak, żeby przestała mnie przerażać. Dlatego w sposób wolny, nie bacząc na prześmiewczy, coraz donioślejszy, coraz bardziej nie cierpiący sprzeciwu ton zakładam jednak, że Bóg jest. Tak się składa, że zarówno to założenie, jak i przeciwne jest tylko założeniem. O tym, że wyrażają one obiektywną prawdę, możemy decydować tylko na zasadzie wiary, podpierając się ewentualnie pewnymi przesłankami nie mającymi mocy dowodu. Pewnie, że można powiedzieć: "ze strachu stworzył sobie Boga". Pal sześć! - rzeczywiście boję się że ktoś może mnie w przyszłości uznać jeszcze za życia za nieświadomego siebie.

Jak mawiał swego czasu (nie tak znowu dawno...) mój profesor od ekonomii - 10 przykazań to taki benchmark. Niezależnie od tego, czy dany jest od Boga, czy wykształcił się na drodze ewolucji (jedno nie przeczy wcale drugiemu! - jak to mówił jeden mój znajomy ateista: "Ksiega Rodzaju jest dowodem ewolucji") i pewnej umowy społecznej, daje ludziom wskazanie, co jest wg tej umowy dobre dla ogółu, a co nie. No cóż, umowę mozna zmienić, ale czy dotychczasowa powstała na gruncie kilkutysiacletniego (co najmniej)rozwoju cywilizacji nie ma czasem większej wagi niż ta wykształcona w ciągu kilkudziesięciu lat? Zobaczymy...Na razie powiemy beztrosko żegnając się z naszym przyjacielem Romkiem: pozdrów Pawła, ale dlaczego mielibyśmy za 10 lat z równie wielką beztroską powiedzieć: pozdrów Pawełka (wiedząc np. że Pawełek ma dopiero 10 lat i mieszka ze swoim chłopakiem Romkiem i sam podjął taką decyzję). Dlaczego? Nie będziemy mieć przecież żadnego benchmarku...

Pozdrawiam

P.S. Wciąż nie rozumiem, na czym oparta jest Pani krytyka artykułu w Przekroju. Czy twierdzi Pani, że autor wyssał z palca to o czym pisał, włożył sam niektóre słowa dyrektorów towarzystw w ich usta? Jeśli tak to na czym Pani opiera taką opinię?
ellubis
> Dziękuję za szczegółową (przynajmniej jezeli chodzi o osobę Singera) odpowiedź. Naprawdę doceniam, że poświęciła Pani swój czas.

nie, nie, to nie tak, Panie Tomaszu, ja nie wymawiam Panu czasu, który Panu poświęciłam, ja tylko się tłumaczyłam, dlaczego tak mi trudno usiąść i zająć się dyskusją. proszę mi wybaczyć .

> A propos powyższego i Pani porównywania cytatów:

> "Peter Singer: Z moralnego punktu widzenia nie jest przecież ważne, czy embrion to ludzkie życie, lecz jedynie pytanie, jakie ma on możliwości i właściwości.

widzi Pan, to co charakteryzuje bioetyka Singera, to to, że z nim można dyskutować. on tłumaczy, weryfikuje, spotyka się z naukowcami, dziennikarzami, ludźmi niepełnosprawnymi, studentami, występuje w telewizjach świata, wystawia się na ataki, do kolejnych wydań swoich książek dopisuje uzupełniające wyjaśnienia itd. itd. sprawa jest otwarta. nikt też nie musi a priori się z nim zgadzać.

a to jest w (jawnym) przeciwieństwie do takich słów, jak te, które zacytowalam z KKK:

"prawda została zagwarantowana przez Boga, który jest samą Prawdą."

katolik ma przyjąć prawdę na wiarę, ma jej być bez dyskusji posłuszny (ab-audire).

i jak już to zrobi, to podaje mu się w tym samym punkcie taką oto "prawdę"

"Dziewica Maryja jest jego najdoskonalszym urzeczywistnieniem" (KKK, pkt 144)

"prawdę" napisałam tym razem ja w cudzysłowie, ponieważ jest to klasyczna bzdura, nawet nie będę się szczególnie rozwodzić nad tą "prawdą", bo na scholastyczne dyskusje naprawdę szkoda naszego czasu.

ale napiszę tu coś bardzo ważnego (moim zdaniem przynajmniej): dziecko wychowywane w posłuszeństwie do takich "prawd" jest intelektualnym kaleką oraz zaprogramowanym hipokrytą. no, chyba że się zbuntuje i przestanie wierzyć w podobne "prawdy" tak samo, jak przestaje wierzyć w to, że dzieci przynoszą bociany.

a stąd wynika jedno: niby nie ma dowodów na to, że różnice w poziomie cywilizacji różnych krajów zależą od tego w jakich prawdach religijnych zanurzona jest świadomość obywateli danych krajów, ale jak spojrzeć na globus i nałożyć na poszczególne kraje jakąś barwę o różnym stopniu nasycenia zależnie od stopnia cywilizacji po czym przypisać do owych barwnych plam panujące religie, to wniosek nasuwa się sam.

> Peter Singer: Chrześcijanie przywykli uważać, że wszystko, co robią, stanowi postęp moralny. Miałbym tu swoje wątpliwości.

i ja mam tu swoje wątpliwości. bardzo poważne, dodam.

> Powiedzmy to w ten sposób: jeśli ludzie znajdują się na tak niskim poziomie intelektualnym, że nie są świadomi sami siebie, to nie mamy obowiązku utrzymywać ich przy życiu".

to jest zdanie Singera. można się z nim zgadzać lub nie. dyskusja jest otwarta.

ale jeśli się miało pecha żyć w chrześcijańskiej Europie w zeszłych wiekach, to jeśli zachodziła obawa, że dziecko nie przeżyje porodu, w razie czego poświęcało się życie matki, byle tylko nie dopuścić do tego, żeby dziecko umarło nieochrzczone. i nie było takiej możliwości, żeby się z tym nie zgodzić. tu nie było dyskusji.

może Pan powiedzieć, "co było a nie jest nie pisze się w rejestr". to, że nie jest, jest wynikiem dojścia ludzkości do rozumu dzięki myślicielom podważającym owe "gwarantowane przez Boga prawdy".

>Nie można odmówić "bioetykowi" (ja jednak pozostanę przy cudzysłowie

dlaczego? przecież nawet jeśli nie zgadza się Pan z etyką proponowaną przez Singera nie zmienia to faktu, że Singer jest bioetykiem, taki jest jego zawód.

> Singerowi, że nie jest rozumny, że nie postępuje w sposób logiczny. Powiem więcej - jego rozumowanie jest prostą konsekwencją faktu, iż przyjął materialistyczną wizję świata: fizyczna materia jest pierwotna wobec świadomości, innymi słowy: Boga nie ma.

ale zgodzi się Pan, że można mieć taki właśnie pogląd na istnienie Boga, prawda? nie on jeden tak właśnie sądzi. a już szczególnie na portalu, na którym tu sobie dyskutujemy .

> Tyle że ta konsekwencja mnie przeraża - i nie mogę sobie wyobrazić, żeby kiedyś było tak, żeby przestała mnie przerażać. Dlatego w sposób wolny, nie bacząc na prześmiewczy, coraz donioślejszy, coraz bardziej nie cierpiący sprzeciwu ton zakładam jednak, że Bóg jest.

nikt Panu nie odmawia prawa do takiego założenia . z różnych powodów ludzie wierzą w Boga, mogą też i z przerażenia .

> Tak się składa, że zarówno to założenie, jak i przeciwne jest tylko założeniem. O tym, że wyrażają one obiektywną prawdę, możemy decydować tylko na zasadzie wiary, podpierając się ewentualnie pewnymi przesłankami nie mającymi mocy dowodu.

ja jednak uważam niestnienie, mówię na rybkę, boga Ra, bogów Posejdona czy Neptuna, boga Odyna, boga Shivy, boga Światowida i innych nie mniej ważnych bogów za udowodnione. takoż uważam za udowodnione, że zmartwychwstanie nie jest możliwe. to nie jest wiara ze znakiem minus. to nie jest tak, że Pan wierzy w zmartwychwstanie (+) a ja nie wierzę w zmartwychwstanie (-). Pan wierzy. a ja WIEM, że zmartwychwstanie nie jest możliwe. i to nas różni .

> rzeczywiście boję się że ktoś może mnie w przyszłości uznać jeszcze za życia za nieświadomego siebie.

już się proszę tak nie bać, po Koperniku niektóre uniwersytety jeszcze przez kolejnych 300 lat nauczały, że Ziemia jest centrum świata, Singer też nie od razu przedrze się przez wiarę w zmartwychwstanie, ludzie wolą wierzyć w ewidentną niemożliwość, niż żyć z przerażającą ich świadomością swojego pośmiertnego nieistnienia. wiara w zmartwychwstanie niejako sankcjonuje wiarę w życie pozagrobowe. bardziej bym się obawiała (zwłaszcza pod Pana szerokością geograficzną, choć tu przepraszam za sarkazm), że ktoś uzna, że zrobi na Pana "skórze" dobry interes, a Pan będzie tylko nieprzytomny.

> "Ksiega Rodzaju jest dowodem ewolucji"

bez wątpienia! tyle że ewolucja nie zatrzymała się na "Księdze Rodzaju" i wytworzyła "Etykę praktyczną" Singera.

pozdrawiam
ellubis
> 10 przykazań to taki benchmark. (...) daje ludziom wskazanie, co jest wg tej umowy dobre dla ogółu, a co nie. (...) Narazie powiemy beztrosko żegnając się z naszym przyjacielem Romkiem: pozdrów Pawła, ale dlaczego mielibyśmy za 10 lat z równie wielką beztroską powiedzieć: pozdrów Pawełka (wiedząc np. że Pawełek ma dopiero 10 lat i mieszka ze swoim chłopakiem Romkiem i sam podjął taką decyzję).

dlaczego nie? bo obyczaje ze starożytności dawno uległy przedawnieniu, dziś trzeba być dojrzałym seksualnie, żeby rozpocząć życie seksualne, przynajmniej w założeniu. inna sprawa, że w praktyce to różnie bywa i to "różnie" niebezpiecznie rozciąga się na przykład za mury klasztorów... choć z drugiej strony co tu się dziwić? zakaz współżycia seksualnego jest tak anormalny, że kanalizuje się jak może, na przykład poprzez nagabywanie nieletnich ministrantów. jednak rozwój wsteczny objawiający się legalnym przyzwoleniem na zamieszkanie dorosłego mężczyzny z dziesięciolatkiem po to, żeby (np.) ulżyć niektórym związanym przysięgą celibatu wydaje się być mało prawdopodobny.

> Dlaczego? Nie będziemy mieć przecież żadnego benchmarku...

jak to nie będziemy? mamy i będziemy mieć (chyba że zidiociejemy karmiąc się na przykład ołowiem). pracują nad tym współcześni nam filozofowie, etycy, bioetycy, myśliciele... (będą pracować przyszli). jest ich o wiele więcej, są o wiele lepiej wykształceni i mają o wiele większe możliwości technologiczne jeśli chodzi o zasięg niż autorzy ksiąg starożytnych jakie by one mądre nie były. mam nadzieję wbrew temu co przedtem napisałam, że nie potrzeba nam w dzisiejszych czasach 300 lat na uaktualnienia.

>P.S. Wciąż nie rozumiem, na czym oparta jest Pani krytyka artykułu w Przekroju.

wobec tego proszę o odrobinę cierpliwości. napiszę i o tym, jeśli Pan sam nie wyczuwa tendencyjności autora tego tekstu.

pozdrawiam raz jeszcze
Tomasz Dec
Parę uwag pod rozwagę...

>katolik ma przyjąć prawdę na wiarę, ma jej być bez dyskusji posłuszny (ab-audire)

zapomniała Pani o "poddać się w sposób WOLNY"

>wychowywane w posłuszeństwie do takich "prawd" jest intelektualnym kaleką oraz zaprogramowanym hipokrytą.

Ja w sposób wolny nie poddaję się Pani słowom...

>ale jeśli się miało pecha żyć w chrześcijańskiej Europie w zeszłych wiekach, to jeśli zachodziła obawa, że dziecko nie przeżyje porodu, w razie czego poświęcało się życie matki, byle tylko nie dopuścić do tego, żeby dziecko umarło nieochrzczone. i nie było takiej możliwości, żeby się z tym nie zgodzić. tu nie było dyskusji.

Pani argumentowanie trochę przypomina mi sposób dyskusji panów Gadzinowskiego, lub Kalisza ..i w ogóle wielu polskich polityków: "a wy to co zrobiliście za waszej kadencji?" albo "nam pozostawiono dziurę budżetową". Proponuję więc żeby nie zarzucać się takimi argumentami, bo nie chciałbym sięgać jeszcze bardziej wstecz - np. do starożytnej Grecji, której co niektóre idee p. Singer proponuje nam dzisiaj....

>>Nie można odmówić "bioetykowi" (ja jednak pozostanę przy cudzysłowie

>dlaczego? przecież nawet jeśli nie zgadza się Pan z etyką proponowaną przez Singera nie zmienia to faktu, że Singer jest bioetykiem, taki jest jego zawód.

Matematyk, który zaczął się zajmować kabałą i nie wiedzieć czemu trzymają go na uniwerku też jest w końcu matematykiem, nie?

>Pan wierzy. a ja WIEM, że zmartwychwstanie nie jest możliwe. i to nas różni .

W porządku. Bynajmniej nie przekonuję Pani do wiary w cokolwiek, lub co gorsze - zmuszać Pani do porzucenia wiedzy dla wiary. Chcę tylko powiedzieć że benchmark jaki chce nam stworzyć "bioetyk" Singer (umówmy się że cudzysłowiem odróżniam go od innych bioetyków którzy zabicie 20-dniowego dziecka uważają za zbrodnię), może mieć tragiczne konsekwencje dla jednostek, a nawet dla ogółu cywilizacji...

>bardziej bym się obawiała (zwłaszcza pod Pana szerokością geograficzną, choć tu przepraszam za sarkazm), że ktoś uzna, że zrobi na Pana "skórze" dobry interes, a Pan będzie tylko nieprzytomny

Ma Pani rację. Pewnie z większym prawdopodobieństwem zginę potrącony przez pijanego kierowcę lub zostanę naszprycowany pavulonem. Tylko co z tego? Poza tym, czy nie zgodzi się Pani - w kontekście właśnie "nauk" Singera - z tłumaczeniem tych zbrodniarzy z karetek, że ci ludzie i tak nie rokowali wielkich nadziei na przeżycie, no nie mówiąc już o tym że byli nieprzytomni, a więc być może nieświadomi właśnie....?

>dziś trzeba być dojrzałym seksualnie, żeby rozpocząć życie seksualne, przynajmniej w założeniu.

Coś miałko to zabrzmiało, jakby Pani sama nie była przekonana do tego co mówi. Bo co to jest dojrzałość seksualna? Kiedyś może było to jasne, ale dziś, ale JUTRO! Podobnie jak "rodzina"...

>inna sprawa, że w praktyce to różnie bywa i to "różnie" niebezpiecznie rozciąga się na przykład za mury klasztorów...

o argumentowaniu w stylu polityków juz coś mówiłem...

>zakaz współżycia seksualnego jest tak anormalny

Z tym nawet byłbym w stanie się zgodzić, ale nie zbaczajmy z podstawowego nurtu dyskusji...

>> Dlaczego? Nie będziemy mieć przecież żadnego benchmarku...

>jak to nie będziemy? mamy i będziemy mieć (chyba że zidiociejemy karmiąc się na przykład ołowiem). pracują nad tym współcześni nam filozofowie, etycy, bioetycy, myśliciele... (będą pracować przyszli).

Ach, i na końcu docieramy do sedna...pracują nad tym współcześni nam...bioetycy. Czyli ich poglądy to nie tylko jedne z wielu zdań i poglądow z którymi nie musimy się zgadzać, które nas nie dotykają (taka sugestia była na początku). Oni tworzą nowe benchmarki. I o tym, proszę Pani, cały czas mówiłem. Więc sprawa ma się dokładnie tak samo jak w przypadku "prawd" głoszonych przez Ewangelie - przyjmujemy je w sposób wolny, ale nie można nie brać poprawki na siłę sugestii, tradycji, wychowania, przekonywania..."Prawdom" podawanym nam do wierzenia przez takiego czy innego "bioetyka" (Singer jest niewątpliwie piką i awangardą, ale za nim podąża wielu cokolwiek opóźnionych w ewoluicji) możemy też poddać się w sposób wolny, ale musimy brać poprawkę na silę sugestii "poprawności politycznej", naukowych tytułów, przekonywania. Jaka jest różnica między tymi prawdami? Taka: Ewangelie - "To jest dobro a to zło; jesteś wolny", Singer i inni (jak mi się zdaje): "Nie ma czegoś takiego jak dobro lub zło [nazywając coś co w dotychczasowym rozumieniu było ewidentnie złe - moralnie obojetnym]; jesteś wolny".
jarcio (1198 punktów)
>z Biedroniem czy bez Biedronia ta rewolucja już się dzieje, redefinicja rodziny odbywa się na naszych oczach... i wiele innych pojęć już właściwie nie istnieje,

Otóż to nie jest normalne bowiem normalnych przejawów kultury seksualnej nie trzeba dodatkowo tłumaczyć ideologią. Ideologia jest po to by ludziom wmówić pewne założenia obce dla ich kultury. Ja podobnie jak Karol Marks (w tym akurat sie z nim zupełnie zgadzam) uważam, że relacje seksualne społeczeństw powinny kształtować się naturalnie - tak jak w dawnych czasach ludzie bez konieczności trucia ludności różnymi ideologiami przechodzili od poligamii do monogamii. Ideologia może być słuszna w krajach militarnie okupowanych, ale gdy wkracza w sfere seksualną to mamy powtórke polityki z III Rzeszy czy tego o czym pisał Orwell. Nie chodzi mi w tym momencie o szczegółowe intencje, ale sposób podejścia do sfery seksualnej: że jest ona poddana definicji jaka wychodzi z konkretnej ideologii, a nie kultury seksualnej danego społeczeństwa. Ja do gejów nic nie mam - mnie oni zupełnie nie wadzą. Ale jak ktoś zaczyna normalność ustanawiać poprzez definicje ideologiczne to staje sie moim wrogiem.

Jest różnica między ideologią homoseksualną, a zmianą zapatrywań seksualnych na dzisiejszą rozwiązłość. Przecież archaiczność "bekarta" nie wynika z jakiś kampanii medialnych, ideologii, a naturalnych zmian w mentalności społeczeństw.

pozdrawiam

ps. Tak w ogóle to przepraszam, że się wtrącam, ale zakładam iż umieszczenie sporu na pozór prywatnego na forum publicznym czyni z niego temat już nieprywatny.
ellubis
witam, witam w wątku

>>z Biedroniem czy bez Biedronia ta rewolucja już się dzieje, redefinicja rodziny odbywa się na naszych oczach... i wiele innych pojęć już właściwie nie istnieje,

>Otóż to nie jest normalne bowiem normalnych przejawów kultury seksualnej nie trzeba dodatkowo tłumaczyć ideologią.

ludziom się nie tłumaczy "ideologią", że istnieją różne orientacje seksualne. ludziom się tłumaczy, żeby się rozejrzeli dokoła siebie i zauważyli, że pewien procent ludzi rodzi się właśnie z takim seksualizmem i nie ma w tym nic złego, nawet jeśli przez wieki uważało się, że jest. przez wieki niejedno się uważało .

> Ideologia jest po to by ludziom wmówić pewne założenia obce dla ich kultury.

samo znaczenie słowa "ideologia" jest neutralne. proszę się zapoznać z jego definicją.

> w dawnych czasach ludzie bez konieczności trucia ludności różnymi ideologiami przechodzili od poligamii do monogamii.

w sposób równie naturalny niektóre społeczeństwa nadal uznają poligamię .

> jak ktoś zaczyna normalność ustanawiać poprzez definicje ideologiczne to staje sie moim wrogiem.

to jest klasyczny przykład na "walenie w chochoła", najpierw Pan sobie sam tworzy ze słomy wroga, a potem w niego wali, ale tu nie ma żadnego wroga. jeszcze raz odsyłam do definicji, bo widzę, że jest ona poważnie przebarwiona (na czerwono). nawoływania do tolerancji nie należy mylić z niektórymi wrogimi ludziom ideologiami.

>Jest różnica między ideologią homoseksualną, a zmianą zapatrywań seksualnych na dzisiejszą rozwiązłość. Przecież archaiczność "bekarta" nie wynika z jakiś kampanii medialnych, ideologii, a naturalnych zmian w mentalności społeczeństw.

tolerancja wobec inności to też naturalna zmiana w ksenofobicznych społeczeństwach a jest wynikiem pracy różnych memów różnymi kanałami przekazywanych, z "bękartem" było podobnie, nawet Pan nie zauważył jak dotarło .

>pozdrawiam
>ps. Tak w ogóle to przepraszam, że się wtrącam, ale zakładam iż umieszczenie sporu na pozór prywatnego na forum publicznym czyni z niego temat już nieprywatny.

ja też pozdrawiam i dziękuję za udział w dyskusji, a forum jest publiczne
jarcio (1198 punktów)
>ludziom się nie tłumaczy "ideologią", że istnieją różne orientacje seksualne. ludziom się tłumaczy, żeby się rozejrzeli dokoła siebie i zauważyli, że pewien procent ludzi rodzi się właśnie z takim seksualizmem i nie ma w tym nic złego, nawet jeśli przez wieki uważało się, że jest. przez wieki niejedno się uważało .

Co znaczy zeby ludzie sie rozejrzeli dookola siebie ? Czy to znaczy ze tego w ogole nie widac ? Skoro nie widac to ile w tym spontanicznosci a ile ideologii ? Prosze Pani, czegos co jest naturalne dla kultury seksualnej danego spoleczenstwa nie trzeba tlumaczyc bowiem te spoleczenstwo juz samo do tego przywyknie. Poza tym juz zwracalem Pani uwage na fakt, ze w przeszlosci zmiany w mentalnosci zachodzily naturalnie. Prosze przeczytac Swieta Rodzine bodaje Karola Marksa to Pani zrozumie z jakie pozycji ja obserwuje to zjawisko.

>samo znaczenie słowa "ideologia" jest neutralne. proszę się zapoznać z jego definicją.

I co z tego ze samo pojecie jest neutralne ? Nie rozumiem co ma z tego wynikac. Utopia jako pojecie w literaturze jest rowniez neutralna, ale to nie przeszkadza krytykom by analizowac rozne utopie w rozny sposob lub utozsamiac pewne wartosci z tym pojeciem, a inne odrzucac. Nie rozumiem tej uwagi.

>w sposób równie naturalny niektóre społeczeństwa nadal uznają poligamię .

Oczywiscie ze tak. Mysli Pani ze ja jestem przeciwko poligamii ? Prosze Pani, moje zdanie ma tutaj niewiele do rzeczy, bowiem to zdanie spoleczenstwa zawsze powinno byc na pierwszym miejscu. Jesli sa spolecznosci w ktorych akceptuje sie poligamie to co mnie, jako zyjacego w innej kulturze skeusalnej, do tego ?

> nawoływania do tolerancji nie należy mylić z niektórymi wrogimi ludziom ideologiami.

Ja nie myle a szukam logicznych zwiazkow. Dla mnie ideologia homoseksualna wywodzi sie z egalitayzmu, ktore uwazam za jedno z najwiekszych klamstw jakie ludzkosc kiedykolwiek stworzyla. Ja jestem za spontanicznoscia, a nie wmawianiem ludziom, ze sa normalni o tyle o ile mniejszosc seksualna jest normalna. Prosze nie mylic tolerancji z akceptacja. Ja toleruje homoseksualizm, a nie akceptuje ideologii egalitarnej jaka za tym idzie.

pozdrawiam
placownik (17853 punktów)Odp: Do pana Tomasza Deca c.d.: Singer, Biedroń

>redefinicja rodziny odbywa się na naszych oczach,
>świat się zmienia, na szczęście od zakłamania w kierunku prawdy

   Zmienia się nasz mały europocentryczny światek. Niechby nawet w kierunku prawdy. Ale trudno nie zauważyć, że jedną z cech zdefiniowanej na nowo rodziny jest jej niechęć do posiadania dzieci. Pojedyncze przykłady, pokazujące że jest inaczej nie mogą zaprzeczyć nagiej prawdzie statystyki. Dzieci przeszkadzają. Nie tylko one. Babcie i dziadkowie coraz częściej dożywają swoich dni w instytucjach noszących zakłamaną nazwę "domów spokojnej starości". Coraz częściej opiekują się nimi reprezentanci kultur, które jeszcze rodziny nie zredefiniowały.

   Czy warto chować głowę w piasek i udawać, że problemu nie ma?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Tomasz Dec
No cóż, tym razem nic dodać, nic ująć...

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365