 |
Religie do piachu, duchowni do łopat! Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 08-07-2022 11:03 | MaxGolonko3 (3459 punktów) | Religie do piachu, duchowni do łopat! | Natychmiast musimy zamknąć gęby duchownym bo wiodą nas do zagłady. Politycy muszą wznieść się nad ukłądy i układziki i powiedzieć temu Średniowieczu i zabobonom DOŚĆ ! Grafika: pbs.twimg.(*)QZd1?format=jpg&name=4096x4096Astrofizycy ostrzegają, że bomba demograficzna, powodowana naciskiem duchownych na unikanie antykoncepcji, prowadzi do zagłady naszego gatunku przez katastrofę klimatyczną. Nawet w takich miejscach teren zostanie zabrany przyrodzie przez kolejne, dodatkowe miliardy ludzi. Siema _ Wszystkie wszechświaty są wieczne | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | okragly (21676 punktów) | >Natychmiast musimy zamknąć gęby duchownym bo wiodą nas do zagłady. Politycy muszą wznieść się nad ukłądy i układziki i powiedzieć temu Średniowieczu i zabobonom DOŚĆ ! największym wrogiem ludzi i ludzkości jest wiara w Twojego boga, liberalizm (występuje w 3 osobach- INDYWIDUALIZM, WOLNOŚĆ, WŁASNOŚĆ), to ona przyczyną cierpienia, ocieplenia i innych klęsk
Natychmiast musimy zamknąć gęby liberałom bo wiodą nas do zagłady.
|
|
1 na 1 | Thoter (6650 punktów) |
> Astrofizycy ostrzegają, że bomba demograficzna, powodowana naciskiem duchownych na unikanie> antykoncepcji, prowadzi do zagłady naszego gatunku przez katastrofę klimatyczną.Jak wasz gatunek ulegnie zagładzie, to jestem ZA. pl.wikipedia.org/wiki/Ius_trium_liberorum"Ius trium liberorum (Prawo trójki dzieci) - przywilej nadawany obywatelom rzymskim, którzy spłodzili co najmniej trójkę dzieci, pod pewnymi warunkami udzielany także parom wyzwoleńców.(...) Przywilej dawał kobietom - matkom co najmniej trójki (lub w pewnych przypadkach czwórki) dzieci - pełną zdolność czynności prawnych, łącznie ze sporządzaniem testamentów. Ojcom natomiast dawał zwolnienia z obowiązku kurateli oraz pozostawania w związku, do czego obligowało prawo czyli de iure uwalniał mężczyznę od określonych obowiązków rodzinnych. Przywilej mógł być także zastosowany wobec par wyzwoleńców - które spłodziły czwórkę dzieci. Prawo obowiązywało do roku 534 n.e. i zostało zniesione za panowania Justyniana I Wielkiego.(...) Przywilej nie przyniósł spodziewanych skutków. Ludność Imperium rosła wprawdzie - ale nie za sprawą podobnych ustaw. Istniały próby uzyskania przywileju wynikającego z Ius trium liberorum, poprzez prezentowanie właściwym urzędnikom cudzych dzieci jako swoje. To z kolei uruchamiało donosicielstwo, które osiągnęło w ostatnich wiekach funkcjonowania przywileju tak wielkie rozmiary, że ustawowo zmniejszono nagrody dla donosicieli - wcześniej były one niezwykle kuszące, bo donosiciel przejmował majątek osoby próbującej wyłudzić nienależny przywilej". Nie tak dawno, w Europie, donosiciel mógł przejąć majątek osoby, na którą doniósł. Gdzie i kiedy to było ???
|
|
 | |
|  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > >Nie tak dawno, w Europie, donosiciel mógł przejąć majątek osoby, na którą doniósł.> >Gdzie i kiedy to było ???> depot.ceon(*)Bci.pdf?sequence=1&isAllowed=yDonosicielstwo jest w zasadzie aktem egzekucji panujących norm społecznych, co można dalej rozwijać jako normalizację zachowań społecznych czy budowę porządku społecznego. Można mieć tyle samo pretensji do donosicieli co do policjantów, sędziów, egzekutorów, poborców, komorników za egzekwowanie norm. Donosicielstwo jest aktem nawiązującym do stanu normalności a zatem do dominującej w umysłach większości jednostek wiary/idei. Donoszenie jest sygnalizacją istnienia jednostek nienormalnych tzw. innowierców. Wg mnie donoszenie ma swoje źródło gdzieś w wojnie sprzecznych memów o dominację w świecie abstrakcji. pl.m.wikipedia.org/wiki/Membędącej wojną analogiczną do wojny sprzecznych genów o dominację w świecie fizycznym pl.m.wikipedia.org/wiki/Gen youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| |  | 1 na 1 | Thoter (6650 punktów) |
>Donosicielstwo jest w zasadzie aktem egzekucji panujących norm społecznych, co można dalej >rozwijać jako normalizację zachowań społecznych czy budowę porządku społecznego. >
W okupowanych krajach celowo uruchamia się mechanizmy powodujące donosicielstwo. Jednym z takich mechanizmów jest fałszywe nagłaśnianie istnienia np. mafii okradających dobrą władzę z podatków. Dobra władza chce dać dobrym ludziom pieniądze, za to, że im się należy, bo są dobrzy. Dobra władza nie ma pieniędzy bo jej mafie kradną. Jak będziemy walczyć, donosicielstwem, z tymi wymyślonymi mafiami, to dobra władza będzie miała więcej pieniędzy i nam się za to odwdzięczy. Okupowany motłoch sam na siebie donosi i o to chodzi okupantowi.
|
|
 | | tomek668 (2 punktów) | a co z kremowaniem zwłok? religie się i do tego przekonały
|
|
|  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14788 punktów) | >a co z kremowaniem zwłok? religie się i do tego przekonały To zależy jakim kremem.
(Jedyną i) Absolutną Prawdą jest (Bezinteresowna) Miłość.
|
|
| Duch Prawdy (14788 punktów) | >Religie do piachu, No nie. >duchowni do łopat! O o o to to!
(Jedyną i) Absolutną Prawdą jest (Bezinteresowna) Miłość.
|
|
1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >Natychmiast musimy zamknąć gęby duchownym bo wiodą nas do zagłady. >Politycy muszą wznieść się nad ukłądy i układziki i powiedzieć temu Średniowieczu i zabobonom DOŚĆ
A jeżeli ludzie chcą wierzyć w te zabobony i słuchać o nich, to czy politycy powinni działać wbrew ludziom? Czy to jest postęp i demokracja (której, jak przypuszczam, jesteś zwolennikiem)?
|
|
 | 1 na 1 | sable (465 punktów) | > A jeżeli ludzie chcą wierzyć w te zabobony i słuchać o nich, To niech słuchają w zaciszu domowym, gdzie mogą wierzyć w co im się żywnie podoba, np. że chodzą po suficie a nie po podłodze.
>Czy to jest postęp i demokracja... Dla kogo ? Dla wierzączych? A co mają powiedzieć na to niewierzący, którzy także uczestniczą w postępie i demokracji ?
|
|
|  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | >>Czy to jest postęp i demokracja... >Dla kogo ? Dla wierzączych? A co mają powiedzieć na to niewierzący, którzy także uczestniczą w postępie i demokracji ?
Chyba nie doczytałaś. Max postuluje zakaz religijnych praktyk nawet w prywatnej przestrzeni. Pytanie Elaspa było : czy to jest demokracja?
Wszyscy ludzie powinni mieć jednakowe prawa bez względu na to czy wierzą czy nie, zakaz religijnych praktyk jest pozbawianiem praw.
(Przy okazji przypominam zadane Ci kiedyś pytanie o przyczyny wojen. Napisałaś, że kiedy nie będzie na świecie religii, nastanie pokój, więc pytałem o to, czy wszystkie wojny mają religijne przyczyny)
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
|  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >> A jeżeli ludzie chcą wierzyć w te zabobony i słuchać o nich, >To niech słuchają w zaciszu domowym, gdzie mogą wierzyć w co im się żywnie podoba, np. że chodzą po suficie a nie po podłodze.
Czy ta zasada dotyczy także zwolenników parad równości, tzn. czy uważasz, że oni także powinni paradowac jedynie w domu, czy też sądzisz, że oni mają więcej praw niż wierzący i im wolno manifestować swoje przekonania?
>>Czy to jest postęp i demokracja... >Dla kogo ? Dla wierzączych? A co mają powiedzieć na to niewierzący, którzy także uczestniczą w postępie i demokracji ?
To, że tam, gdzie wierzący są w większości, tam niewierzący powinni się podporządkować zdaniu wierzącej większości - w imię demokracji. Np. większość w Polsce uważa, że dni Bożego Narodzenia powinny być wolne od pracy; jeżeli niewierzący uważający przeciwnie są w mniejszości, zgodnie z demokracją zostaje przyjęte to pierwsze rozwiązanie.
|
|
| |  | 2 na 2 | sable (465 punktów) | >..czy też sądzisz, że oni mają więcej praw niż wierzący i im wolno manifestować swoje przekonania? A skąd wiesz, że oni są niewierzący? W PRL-u komuchy także łaziły do kościoła i uczestniczyli w sakramentach, a 1 Maja szli w pochodach śpiewając Międzynarodówkę.
> Np. większość w Polsce uważa, że dni Bożego Narodzenia... jakiego boga ? Jeśli chodzi o żyda Joshue Nazarejczyka, jeśli takowy żył, to wszystko w jego CV jest totalnie poprzekręcane, począwszy od roku jego urodzenia.
>...jeżeli niewierzący uważający przeciwnie są w mniejszości, zgodnie z demokracją zostaje przyjęte to pierwsze rozwiązanie. Wynika z tego, że demokracja polega/opiera się na kłamstwie, tak jak katolicyzm. Te dwa twory są zainfekowane, dając jedynie ułudę wolności.
|
|
| | |  | | szarley (54913 punktów) | > > Np. większość w Polsce uważa, że dni Bożego Narodzenia...> jakiego boga ? Jeśli chodzi o żyda Joshue Nazarejczyka, jeśli takowy żył, to wszystko w jego CV jest totalnie poprzekręcane, począwszy od roku jego urodzenia.Jeszcze chwila, a zaczniesz przekonywać, że chrześcijanie 25 grudnia obchodzą rocznicę narodzin Jezusa 
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >>..czy też sądzisz, że oni mają więcej praw niż wierzący i im wolno manifestować swoje przekonania? >A skąd wiesz, że oni są niewierzący? W PRL-u komuchy także łaziły do kościoła i uczestniczyli w sakramentach, a 1 Maja szli w pochodach śpiewając Międzynarodówkę.
Nie wiem czy są, zakładam to. Jeżeli są niewierzący, to czy wolno im publicznie manifestować (inne) przekonania, a wierzący mają się ograniczyć do przestrzeni prywatnej?
>> Np. większość w Polsce uważa, że dni Bożego Narodzenia... >jakiego boga ? Jeśli chodzi o żyda Joshue Nazarejczyka, jeśli takowy żył, to wszystko w jego CV jest totalnie poprzekręcane, począwszy od roku jego urodzenia.
Jakie będzie np. Twoje CV za dwieście, pięćset, a potem dwa tysiące lat?
>>...jeżeli niewierzący uważający przeciwnie są w mniejszości, zgodnie z demokracją zostaje przyjęte to pierwsze rozwiązanie. >Wynika z tego, że demokracja polega/opiera się na kłamstwie, tak jak katolicyzm. Te dwa twory są zainfekowane, dając jedynie ułudę wolności.
Przecież co najwyżej ułudę wolności daje człowiekowi sama nauka, tzn. przekonuje, że wszystkie jego decyzje są wewnętrznie lub zewnętrznie zdeterminowane.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>sable: Jeśli chodzi o żyda Joshue Nazarejczyka, jeśli takowy żył, to wszystko w jego CV jest totalnie poprzekręcane, począwszy od roku jego urodzenia. >Elasp: Jakie będzie np. Twoje CV za dwieście, pięćset, a potem dwa tysiące lat?
Dlaczego za dwieście, pięćset czy też za dwa tysiące lat? To bardzo tendencyjne przejaskrawienie. Czemu to ma służyć? Czyżby nieuczciwości w dyskusji? Przecież ewangelie opisujące życie i działalność Jezusa z Nazaretu zostały spisane w okresie od ok. 40 do ok. 80 lat od jego śmierci, a nie pięćset czy dwa tysiące.
Niezaprzeczalnym faktem jest, że w opisach wielu wydarzeń z życia Jezusa ewangelie znacznie różnią się między sobą. Tych różnic jest naprawdę dużo, a wiele z nich to wzajemnie wykluczające się sprzeczności. W efekcie w bardzo wielu przypadkach nie wiemy, co i jak się wydarzyło, czy też, kiedy, gdzie i co dokładnie powiedział Jezus?
Mam następujące pytania: -- Czy dwie informacje dotyczące tego samego wydarzenia - a nieraz nawet więcej niż dwie - są jednocześnie prawdziwe, jeśli są wzajemnie sprzeczne? -- Czy historyczna rzeczywistość ma znaczenie, czy też nie? -- Czy ma znaczenie, jaki był rzeczywisty przebieg wielu zdarzeń z życia Jezusa, czy też nie ma to większego znaczenia? -- Czy ma znaczenie, jak brzmiały słowa Jezusa, czy też nie ma to większego znaczenia? -- Czy ma znaczenie historyczna wiarygodność Nowego Testamentu? -- Czy osoby niewierzące muszą wskazywać niedające się pogodzić sprzeczności, skoro milczą na ten temat chrześcijanie? -- Czy koniecznie trzeba wierzyć w baśnie i cuda, by uznać za historyczne niektóre, opisane w Nowym Testamencie, słowa i wydarzenia z życia Jezusa? -- Czy trzeba bać się prawdy?
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | sable (465 punktów) | >Mam następujące pytania: Pytania są bardzo ciekawe ale uprzejmie proszę o podanie celu tego sondażu.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Mam następujące pytania: >Pytania są bardzo ciekawe ale uprzejmie proszę o podanie celu tego sondażu.
Mnie nie trzeba uprzejmie prosić. Poruszyłeś, być może nieświadomie, problem różnic i sprzeczności występujących w Nowym Testamencie, a w tym przypadku w ewangeliach, co ma jednoznaczne odniesienie do jego (ich) wiarygodności. Ponieważ - w mojej ocenie - Elasp próbuje problem ten nieco wykrętnie bagatelizować, stąd też moje do niego pytania. Treść tych pytań ma oczywiście związek z wiarygodnością Nowego Testamentu.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >>>sable: Jeśli chodzi o żyda Joshue Nazarejczyka, jeśli takowy żył, to wszystko w jego CV jest totalnie poprzekręcane, począwszy od roku jego urodzenia. >>Elasp: Jakie będzie np. Twoje CV za dwieście, pięćset, a potem dwa tysiące lat? >Dlaczego za dwieście, pięćset czy też za dwa tysiące lat? To bardzo tendencyjne przejaskrawienie. Czemu to ma służyć? Czyżby nieuczciwości w dyskusji?
Nie, pierwsza wielkość odnosi się do czasu formowania się doktryny chrześcijańskiej, kolejne sybolizują proces zniekształcania się informacji wraz z upływem czasu. Upływ czasu oddala nas bowiem od prawdy.
>Przecież ewangelie opisujące życie i działalność Jezusa z Nazaretu zostały spisane w okresie od ok. 40 do ok. 80 lat od jego śmierci, a nie pięćset czy dwa tysiące. >Niezaprzeczalnym faktem jest, że w opisach wielu wydarzeń z życia Jezusa ewangelie znacznie różnią się między sobą. Tych różnic jest naprawdę dużo, a wiele z nich to wzajemnie wykluczające się sprzeczności. W efekcie w bardzo wielu przypadkach nie wiemy, co i jak się wydarzyło, czy też, kiedy, gdzie i co dokładnie powiedział Jezus?
>Mam następujące pytania: >-- Czy dwie informacje dotyczące tego samego wydarzenia - a nieraz nawet więcej niż dwie - są jednocześnie prawdziwe, jeśli są wzajemnie sprzeczne?
Nie, przynajmniej jedna z nich jest faszywa.
>-- Czy historyczna rzeczywistość ma znaczenie, czy też nie?
"Ma znaczenie" - znaczenie dla kogo i w jakiej sytuacji? Nie można odpowiedzieć na pytanie tyczące znaczenia w ogóle.
Poniżej odpowiem wypowiadając się w swoim imieniu, a więc napiszę, czy coś ma dla mnie (teraz) znaczenie, czy też nie. Niech inni wypowiadaja się za siebie.
>-- Czy ma znaczenie, jaki był rzeczywisty przebieg wielu zdarzeń z życia Jezusa, czy też nie ma to większego znaczenia?
O tym, co rzeczywiste można wyrokowac mając pełną wiedzę o rzeczywistości. Gatunek ludzki wie niekończenie mało w stosunku do podmiotu obdarzonego wszelką wiedzą o rzeczywistości. Biorąc pod uwagę skromność ludzkiej wiedzy, naprawdę nie ma (dla mnie) większego znaczenia rzeczywisty przebieg wydarzeń, skoro jest on dla mnie poznawczo niedostepny. Na takiej samej zasadzie nie ma dla mnie większego znaczenia co będzie za 2000 lat.
>-- Czy ma znaczenie, jak brzmiały słowa Jezusa, czy też nie ma to większego znaczenia?
Na podobnej zasadzie ważne jest, co my teraz uważamy za słowa Jezusa. Powiedziałbym także: jeżeli Jezus nie istniał, należało go wymyśleć. Już wymyślenie osoby Jezusa j jego nauk jest wielką zdobyczą ludzkości, co widać po wielkiej, olbrzymiej wprost przewadze cywilizacji europejskiej nad innymi cywilizacjami.
>-- Czy ma znaczenie historyczna wiarygodność Nowego Testamentu?
Sądzę, że odpowiedz byłaby podobna jak na pytanie wyżej.
>-- Czy osoby niewierzące muszą wskazywać niedające się pogodzić sprzeczności, skoro milczą na ten temat chrześcijanie?
Nie muszą, ale mogą, o ile są w stanie niejako przenieść się w czasie, wejść w umysłowość piszących, przyswoić sobie i wchłonąć wszystkie znaczenia, w jakimi tamci się posługiwali. Myślę, że takie przeniesienie się przypomnia trochę opowieść barona Muenhausena; racjonaliści zaś, zdaje się, nie wierzą ani w bajki, ani mity.
>-- Czy koniecznie trzeba wierzyć w baśnie i cuda, by uznać za historyczne niektóre, opisane w Nowym Testamencie, słowa i wydarzenia z życia Jezusa?
Nikt chyba tego nie twierdzi. Można np. uważać Jezusa za jednego z esseńczyków, który zaczął głosić własne nauki, a którego ciało zostało ukryte i rzekomo "zmartwychwstało".
Wyobrażam sobie jednak wiarę (nie będzie to już jednak chrześcijaństwo), że to zmartwychwstanie odbyło się w sensie duchowym i alegorycznym. Np. Jezus, przez swoją śmierć sprawił, że ludzie stali się lepsi i w ten sposób nadal żyje - pokonał smierć (oczywiście: "w pewnym sensie").
>-- Czy trzeba bać się prawdy?
Kto wie, może trzeba. Człowiek jest tak zbudowany, że pewnych prawd nie dopuszcza do świadomości. Sadzę, że znajdzie się niejedna prawda, której nawet Pan nie będzie chciał znać. Jeżeli takiej postawy nie potępia Pan w sobie, dlaczego gani ją Pan u innych?
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>>>sable: Jeśli chodzi o żyda Joshue Nazarejczyka, jeśli takowy żył, to wszystko w jego CV jest totalnie poprzekręcane, począwszy od roku jego urodzenia. >>>Elasp: Jakie będzie np. Twoje CV za dwieście, pięćset, a potem dwa tysiące lat? >>Dlaczego za dwieście, pięćset czy też za dwa tysiące lat? To bardzo tendencyjne przejaskrawienie. Czemu to ma służyć? Czyżby nieuczciwości w dyskusji? >Nie, pierwsza wielkość odnosi się do czasu formowania się doktryny chrześcijańskiej, kolejne sybolizują proces zniekształcania się informacji wraz z upływem czasu. Upływ czasu oddala nas bowiem od prawdy.
Z Pana odpowiedzi nie wynikało, czego dotyczą poszczególne okresy czasu (dwieście, pięćset i dwa tysiące lat). A poza tym, proszę wyjaśnić, co wspólnego ma wizerunek Jezusa w ewangeliach z formułowaniem się doktryny chrześcijańskiej?
Twierdzi Pan, że pierwszy podany przez Pana okres czasu, czyli dwieście lat, to czas formowania się doktryny chrześcijańskiej. To poważny błąd. Licząc od czasów Jezusa, lub choćby od Pawła, to owe dwieście lat kończy się około 260 roku. Niewiele wiem na temat doktryny chrześcijańskiej i ogólnie na temat teologii, niemniej nie widzę żadnych podstaw do przyjęcia, że doktryna ta formowała się (kształtowała się) w I, II i pierwszej połowie III wieku. Ten okres przednicejski można co najwyżej uznać za wstęp do formowania się doktryny (ap. Paweł, Ireneusz, Tertulian, Klemens Aleksandryjski, Hipolit Rzymski, Orygenes). Początkowy okres kształtowania się doktryny chrześcijańskiej należy rozciągnąć na sobory w Nicei i Konstantynopolu w 325 i 381 r., na sobór w Efezie w 381 r. oraz na sobór w Chalcedonie w 451 r.
To, o czym napisałem powyżej, to dopiero początki kształtowania się doktryny chrześcijańskiej. A co z dalszym przebiegiem tego procesu? Gdzie przykładowo II sobór nicejski z 787 roku, sobór laterański z 1215 r., sobór trydencki z 1546 r., gdzie bulla papieska z 1854 r. i konstytucja apostolska z 1950 r., dokładające kolejne cegiełki do doktryny chrześcijańskiej?
Twierdzi Pan dalej, że następne okresy czasu, czyli pięćset i dwa tysiące lat, symbolizują proces zniekształcania się informacji wraz z upływem czasu, a ponadto, że upływ czasu oddala nas od prawdy. Zabrnął Pan i nie wie, jak się z tego wykaraskać.
Zapomina Pan, że życie i działalność Jezusa opisane są w czterech ewangeliach, a ich spisywanie zakończono znacznie przed rokiem pięćsetnym. Wystarczy je przeczytać, dwie godziny wystarczą, a nie tłumaczyć się zniekształcaniem się informacji i dwutysiącletnim okresem oddalania się od prawdy. Zamiast odnieść się do istoty problemu, o której wspomniałem, niepotrzebnie udziwnił Pan swoją odpowiedź.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Z Pana odpowiedzi nie wynikało, czego dotyczą poszczególne okresy czasu (dwieście, pięćset i dwa tysiące lat). A poza tym, proszę wyjaśnić, co wspólnego ma wizerunek Jezusa w ewangeliach z formułowaniem się doktryny chrześcijańskiej? >Twierdzi Pan, że pierwszy podany przez Pana okres czasu, czyli dwieście lat, to czas formowania się doktryny chrześcijańskiej. To poważny błąd. Licząc od czasów Jezusa, lub choćby od Pawła, to owe dwieście lat kończy się około 260 roku.
Nie, nie jest to błąd, ponieważ moja wypowiedz nie miała na celu podania dokładnych dat. Proszę sprawdzić moją wypowiedz i jej treść pod kątem drobnej uwagi, na którą stanowiła odpowiedz.
>Niewiele wiem na temat doktryny chrześcijańskiej i ogólnie na temat teologii, niemniej nie widzę żadnych podstaw do przyjęcia, że doktryna ta formowała się (kształtowała się) w I, II i pierwszej połowie III wieku. Ten okres przednicejski można co najwyżej uznać za wstęp do formowania się doktryny (ap. Paweł, Ireneusz, Tertulian, Klemens Aleksandryjski, Hipolit Rzymski, Orygenes). Początkowy okres kształtowania się doktryny chrześcijańskiej należy rozciągnąć na sobory w Nicei i Konstantynopolu w 325 i 381 r., na sobór w Efezie w 381 r. oraz na sobór w Chalcedonie w 451 r. >To, o czym napisałem powyżej, to dopiero początki kształtowania się doktryny chrześcijańskiej. A co z dalszym przebiegiem tego procesu?
Żąda Pan zbyt wiele precyzji ode mnie jako autora jednozdaniowej wypowiedzi.
>Gdzie przykładowo II sobór nicejski z 787 roku, sobór laterański z 1215 r., sobór trydencki z 1546 r., gdzie bulla papieska z 1854 r. i konstytucja apostolska z 1950 r., dokładające kolejne cegiełki do doktryny chrześcijańskiej?
Na to mogę z kolei odpowiedzieć, że kładzie Pan znak równości między chrześcijaństwem a katolicyzmem. Zupełnie pomija Pan optykę protestancką.
>Twierdzi Pan dalej, że następne okresy czasu, czyli pięćset i dwa tysiące lat, symbolizują proces zniekształcania się informacji wraz z upływem czasu, a ponadto, że upływ czasu oddala nas od prawdy. >Zabrnął Pan i nie wie, jak się z tego wykaraskać.
W nic nie zabrnąłem, po prostu zbyt ścisłą miarę stosuje Pan do zdawkowej wypowiedzi.
>Zapomina Pan, że życie i działalność Jezusa opisane są w czterech ewangeliach, a ich spisywanie zakończono znacznie przed rokiem pięćsetnym. Wystarczy je przeczytać, dwie godziny wystarczą, a nie tłumaczyć się zniekształcaniem się informacji i dwutysiącletnim okresem oddalania się od prawdy.
Naprawdę pamiętam o tym, że spisywanie ewangelii zakończono znacznie przed r. 500.
>Zamiast odnieść się do istoty problemu, o której wspomniałem, niepotrzebnie udziwnił Pan swoją odpowiedź. > Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Z Pana odpowiedzi nie wynikało, czego dotyczą poszczególne okresy czasu (dwieście, pięćset i dwa tysiące lat). A poza tym, proszę wyjaśnić, co wspólnego ma wizerunek Jezusa w ewangeliach z formułowaniem się doktryny chrześcijańskiej? Twierdzi Pan, że pierwszy podany przez Pana okres czasu, czyli dwieście lat, to czas formowania się doktryny chrześcijańskiej. To poważny błąd. Licząc od czasów Jezusa, lub choćby od Pawła, to owe dwieście lat kończy się około 260 roku. > Nie, nie jest to błąd, ponieważ moja wypowiedz nie miała na celu podania dokładnych dat. Proszę sprawdzić moją wypowiedz i jej treść pod kątem drobnej uwagi, na którą stanowiła odpowiedz.
Nadal twierdzę, że popełnił Pan błąd, a konkretnie błąd rzeczowy, który rozumie się jako pomyłkę w wypowiedzi ustnej lub pisanej dotyczącej istoty lub treści czegoś.
Twierdzi Pan, że nie jest to błąd, gdyż intencja nie było podanie dokładnych dat. To w jakim celu podawał Pan daty, z góry zakładając (?), że nie będą one dokładne. W jakim wobec tego celu podał Pan błędne informacje? Przecież w tym jednym krótkim zdaniu mógł Pan podać w miarę dokładny okres tworzenia się doktryny chrześcijańskiej lub choćby uzupełnić zdanie przez dodanie słowa "około" czy też "w przybliżeniu". Nic nie stało na przeszkodzie, by tak zrobić. W tym jednak konkretnym przypadku nawet te słowa nic by nie zmieniły.
Pan umieścił czas tworzenia się doktryny chrześcijańskiej na przestrzeni dwustu lat, podczas gdy początkowy tylko okres tego procesu teolodzy katoliccy określają na około czterysta lat. A gdzie dalsze etapy tego procesu? Proponuję choćby przejrzeć niezłą książkę Johna N.D. Kelly'ego, teologa brytyjskiego, zatytułowaną Początki doktryny chrześcijańskiej.
>>[...] nie widzę żadnych podstaw do przyjęcia, że doktryna ta formowała się w I, II i pierwszej połowie III wieku. Ten okres przednicejski można co najwyżej uznać za wstęp do formowania się doktryny [...] Początkowy okres kształtowania się doktryny chrześcijańskiej należy rozciągnąć na sobory w Nicei i Konstantynopolu w 325 i 381 r., na sobór w Efezie w 381 r. oraz na sobór w Chalcedonie w 451 r. > Żąda Pan zbyt wiele precyzji ode mnie jako autora jednozdaniowej wypowiedzi.
Trzeba było zamiast jednego zdania napisać dwa lub trzy, a może jeszcze więcej i postarać się o większą dokładność.
>>Gdzie przykładowo II sobór nicejski z 787 roku, sobór laterański z 1215 r., sobór trydencki z 1546 r., gdzie bulla papieska z 1854 r. i konstytucja apostolska z 1950 r., dokładające kolejne cegiełki do doktryny chrześcijańskiej? > Na to mogę z kolei odpowiedzieć, że kładzie Pan znak równości między chrześcijaństwem a katolicyzmem. Zupełnie pomija Pan optykę protestancką.
Nieprawda. Nie pomijam optyki protestanckiej. Proszę zwrócić uwagę, że książka, którą Panu powyżej poleciłem, jest autorstwa teologa anglikańskiego, czyli w większej mierze protestanckiego niż katolickiego. A poza tym żyję w kraju, w którym katolicyzm zdecydowanie dominuje nad protestantyzmem i prawosławiem.
>>Twierdzi Pan dalej, że następne okresy czasu, czyli pięćset i dwa tysiące lat, symbolizują proces zniekształcania się informacji wraz z upływem czasu, a ponadto, że upływ czasu oddala nas od prawdy. Zabrnął Pan i nie wie, jak się z tego wykaraskać. > W nic nie zabrnąłem, po prostu zbyt ścisłą miarę stosuje Pan do zdawkowej wypowiedzi.
Mogę tylko powtórzyć to, co napisałem wcześniej. Zamiast popełniać błędy, a ten akurat jest dość duży, lepiej napisać kilka zdań więcej. A poza tym, czyż nie lepiej uczciwie napisać: "tak, popełniłem błąd". I byłoby po problemie.
>>Zapomina Pan, że życie i działalność Jezusa opisane są w czterech ewangeliach, a ich spisywanie zakończono znacznie przed rokiem pięćsetnym. Wystarczy je przeczytać, dwie godziny wystarczą, a nie tłumaczyć się zniekształcaniem się informacji i dwutysiącletnim okresem oddalania się od prawdy. > Naprawdę pamiętam o tym, że spisywanie ewangelii zakończono znacznie przed r. 500.
Jak mam w takim razie rozumieć Pana zdanie, że CV Jezusa jest inne teraz niż dwa tysiące lat temu, skoro opieramy je w głównej mierze na ewangeliach?
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Przecież ewangelie opisujące życie i działalność Jezusa z Nazaretu zostały spisane w okresie od ok. 40 do ok. 80 lat od jego śmierci, a nie pięćset czy dwa tysiące. Niezaprzeczalnym faktem jest, że w opisach wielu wydarzeń z życia Jezusa ewangelie znacznie różnią się między sobą. Tych różnic jest naprawdę dużo, a wiele z nich to wzajemnie wykluczające się sprzeczności. W efekcie w bardzo wielu przypadkach nie wiemy, co i jak się wydarzyło, czy też, kiedy, gdzie i co dokładnie powiedział Jezus?
Tu właśnie jest istota problemu. Ale Pan przed odpowiedzią uciekł. A to, co po niej napisałem, to już tylko pytania retoryczne. Nie o odpowiedzi na nie mi chodziło, bo te wydają się oczywiste, ale o mocne zasygnalizowanie problemu rażących sprzeczności w Nowym Testamencie, a głównie w ewangeliach.
Jeszcze raz. Tych różnic i sprzeczności jest naprawdę bardzo dużo. Niektóre nie są zbyt istotne, inne zaś mają fundamentalne znaczenie dla chrześcijaństwa. Te drugie dotyczą m.in. takich zagadnień, jak przykładowo: -- narodzenie i dzieciństwo Jezusa, -- wieczne dziewictwo Marii, jego matki, -- głoszenie królestwa Bożego, -- zapowiedzi śmierci i zmartwychwstania, -- ostatnie dni życia Jezusa (pobyt w Jerozolimie), -- data i godzina ukrzyżowania, -- zmartwychwstanie i wniebowzięcie Jezusa, -- przybycie kobiet do pustego grobu, -- ukazywanie się zmartwychwstałego Jezusa, -- ostatnie słowa Jezusa na krzyżu, -- ostanie polecenie Jezusa skierowane do apostołów.
>>-- Czy dwie informacje dotyczące tego samego wydarzenia - a nieraz nawet więcej niż dwie - są jednocześnie prawdziwe, jeśli są wzajemnie sprzeczne? > Nie, przynajmniej jedna z nich jest faszywa.
Też tak myślę, co najmniej jedna, a może dwie lub nawet wszystkie są nieprawdziwe. Zdaje Pan sobie zapewne sprawę z tego, że skoro co najmniej jedna z relacji jest nieprawdziwa, to ewangelia, która ją zawiera, opisuje wydarzenie, które nigdy nie miało miejsca. Albo zatem ewangelista dysponował nieprawdziwymi informacjami i mniej czy bardziej świadomie odnotował je w ewangelii, albo sam świadomie zmyślał, albo też późniejszy redaktor jego ewangelii również bez skrupułów popuścił wodze fantazji.
Zdaje Pan sobie sprawę zapewne i z tego, że takie sprzeczności wpływają na wiarygodność Nowego Testamentu i jego odbiór przez myślących czytelników. Skoro w jednym, dwóch czy nawet kilku miejscach jakaś ewangelia nie podaje prawdy, to może w kilku następnych też? A może w związku z tym historycznych wydarzeń jest w tej ewangelii (i w innych) jak na lekarstwo i dotyczą zagadnień mniej istotnych.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >>>Przecież ewangelie opisujące życie i działalność Jezusa z Nazaretu zostały spisane w okresie od ok. 40 do ok. 80 lat od jego śmierci, a nie pięćset czy dwa tysiące. Niezaprzeczalnym faktem jest, że w opisach wielu wydarzeń z życia Jezusa ewangelie znacznie różnią się między sobą. Tych różnic jest naprawdę dużo, a wiele z nich to wzajemnie wykluczające się sprzeczności. W efekcie w bardzo wielu przypadkach nie wiemy, co i jak się wydarzyło, czy też, kiedy, gdzie i co dokładnie powiedział Jezus?
>Tu właśnie jest istota problemu. Ale Pan przed odpowiedzią uciekł. A to, co po niej napisałem, to już tylko pytania retoryczne. Nie o odpowiedzi na nie mi chodziło, bo te wydają się oczywiste, ale o mocne zasygnalizowanie problemu rażących sprzeczności w Nowym Testamencie, a głównie w ewangeliach.
>Jeszcze raz. Tych różnic i sprzeczności jest naprawdę bardzo dużo. Niektóre nie są zbyt istotne, inne zaś mają fundamentalne znaczenie dla chrześcijaństwa. Te drugie dotyczą m.in. takich zagadnień, jak przykładowo: >-- narodzenie i dzieciństwo Jezusa, >-- wieczne dziewictwo Marii, jego matki, >-- głoszenie królestwa Bożego, >-- zapowiedzi śmierci i zmartwychwstania, >-- ostatnie dni życia Jezusa (pobyt w Jerozolimie), >-- data i godzina ukrzyżowania, >-- zmartwychwstanie i wniebowzięcie Jezusa, >-- przybycie kobiet do pustego grobu, >-- ukazywanie się zmartwychwstałego Jezusa, >-- ostatnie słowa Jezusa na krzyżu, >-- ostanie polecenie Jezusa skierowane do apostołów.
Sprzeczności zawsze można pogodzić, np. wprowadzając pojęcie sensu alegorycznego. Pan chce wszystko czytać dosłownie.
Poza tym zupełnie ignoruje Pan nie tylko protestantyzm (patrz wyżej), ale i - fideizm. Nie twierdzę, że fideizm jest zgodny z katolicyzmem (bo nie jest), ale takie stanowisko pojawiało się w historii chrześcijaństwa.
Możliwa jest i taka odpowiedz: rygor sprzeczności (dbałości o niesprzeczność) obowiązuje człowieka i jego umysł. Ale czy tak samo musi obowiązywać Boga i zmuszać go do konsystencji? Czy Bóg - jeżeli tylko chciał - nie mógł przemawiać do człowieka w sposób sprzeczny, każąc jednemu ewangeliście powiedzieć jedno, a drugiemu coś innego? Jakim prawem - proszę mi powiedzieć - dyktuje Pan Bogu w jaki sposób powinien się wypowiadać?
Milcząco racjonalizuje i naturalizuje Pan religię, tzn. przyjmuje Pan milcząco, że LUDZKIE standardy racjonalności powinny być zastosowane do ksiąg, mających mieć Boskie pochodzenie. Jeżeli otrzymuje Pan destrukcyjne dla tych ksiąg wnioski, to tylko przy tych założeniach i za ich sprawą. Teolog jednak może na to odpowiedzieć, że jest to stawianie człowieka i jego rozumu ponad rozum boski. To zaś jest niczym innym, jak powiedzieniem, że nie istnieje doskonalszy od ludzkiego umysł Boski. To zaś natomiast oznacza, że jeżeli ze swojej analizy Biblii wysnuwa Pan wniosek, że Boga nie ma, to dzieje sie to za sprawą założenia, że Boga nie ma. Tak więc założył Pan to, co następnie Pan udowadnia, czyli w rozumowaniu porusza się Pan po błędnym kole.
Jaki wniosek otrzyma Pan z analizy Pisma Świętego, jeżeli 1) odrzuci Pan zasadę racjonalności, 2) przyjmie w jej miejsce zasadę podporządkowania się w swoim rozumieniu Pisma Świętego pewnemu autorytetowi, np. autorytetowi biskupstwa Rzymu?
Nie jest więc tak, że coś "po prostu wynika". Nie jest tak, że Pismo Święte jest "ewidentnie" pełne sprzeczności. Jest (co najwyżej) pełne sprzeczności przy pewnych wstępnych założeniach. Co wtedy, jeżeli te założenia się odrzuci?
>>>-- Czy dwie informacje dotyczące tego samego wydarzenia - a nieraz nawet więcej niż dwie - są jednocześnie prawdziwe, jeśli są wzajemnie sprzeczne? >> Nie, przynajmniej jedna z nich jest faszywa. >Też tak myślę, co najmniej jedna, a może dwie lub nawet wszystkie są nieprawdziwe. >Zdaje Pan sobie zapewne sprawę z tego, że skoro co najmniej jedna z relacji jest nieprawdziwa, to ewangelia, która ją zawiera, opisuje wydarzenie, które nigdy nie miało miejsca. Albo zatem ewangelista dysponował nieprawdziwymi informacjami i mniej czy bardziej świadomie odnotował je w ewangelii, albo sam świadomie zmyślał, albo też późniejszy redaktor jego ewangelii również bez skrupułów popuścił wodze fantazji.
Na to wszystko jest już odpowiedż powyżej.
>Zdaje Pan sobie sprawę zapewne i z tego, że takie sprzeczności wpływają na wiarygodność Nowego Testamentu i jego odbiór przez myślących czytelników. Skoro w jednym, dwóch czy nawet kilku miejscach jakaś ewangelia nie podaje prawdy, to może w kilku następnych też? A może w związku z tym historycznych wydarzeń jest w tej ewangelii (i w innych) jak na lekarstwo i dotyczą zagadnień mniej istotnych.
Na to już odpowiedziałem wyżej.
|
|
| | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Jeszcze raz. Tych różnic i sprzeczności jest naprawdę bardzo dużo. Niektóre nie są zbyt istotne, inne zaś mają fundamentalne znaczenie dla chrześcijaństwa. Te drugie dotyczą m.in. takich zagadnień, jak przykładowo: narodzenie i dzieciństwo Jezusa, wieczne dziewictwo Marii, jego matki, głoszenie królestwa Bożego, zapowiedzi śmierci i zmartwychwstania, ostatnie dni życia Jezusa (pobyt w Jerozolimie), data i godzina ukrzyżowania, zmartwychwstanie i wniebowzięcie Jezusa, przybycie kobiet do pustego grobu, ukazywanie się zmartwychwstałego Jezusa, ostatnie słowa Jezusa na krzyżu, ostanie polecenie Jezusa skierowane do apostołów. > Sprzeczności zawsze można pogodzić, np. wprowadzając pojęcie sensu alegorycznego. Pan chce wszystko czytać dosłownie.
Tonący brzytwy się chwyta, a Pan właśnie to teraz robi. Próbuje pan bronić to, czego obronić się nie da. Próżny ten trud, bo do celu on Pana nie doprowadzi.
W zależności od sytuacji, np. w zależności od przebiegu dyskusji, argumenty chrześcijan są dwojakiego rodzaju. Problem jednak w tym, że argumenty te są sprzeczne z sobą. I ze zdrowym rozsądkiem również.
W pierwszej kolejności chrześcijanie twierdzą, również w swoich publikacjach, że znaczną część ksiąg Nowego Testamentu - a przede wszystkim dwie spośród czterech ewangelii - napisali bezpośredni świadkowie uczestniczący w publicznym nauczaniu Jezusa, a w najgorszym wypadku mający bezpośredni kontakt z tymi świadkami (apostołami). Twierdzą ponadto, że wszystkie księgi Nowego Testamentu są natchnione, co oznacza według nich, że zostały napisane pod bezpośrednim, pozytywnym i nadprzyrodzonym wpływem Boga na umysł i wolę piszącego, co jest gwarantem ich nieomylności. A to z kolei jest równoznaczne założeniu, że wszystko to, co zostało opisane np. w ewangeliach w rzeczywistości się wydarzyło, oczywiście dokładnie tak, jak zostało opisane.
Gdy jednak chrześcijanie ci zderzą się z problemem różnic i sprzeczności w treści ksiąg Nowego Testamentu, natychmiast zmieniają front i wysuwają drugi argument. Twierdzą wtedy - tak jak Pan właśnie teraz - że przecież nie można brać wszystkiego dosłownie i odczytywać literalnie, że autorzy stosowali różne figury stylistyczne (przenośnie, porównania, alegorie, hiperbole itp.), że treść dostosowali do odbiorców, i tym podobne (nie napiszę, jak należy te wykręty określić).
Trzeba się jednak zdecydować: czy opisane w ewangeliach wydarzenie zadziało się w rzeczywistością na dodatek zgodnie z opisem, czy też niekoniecznie się zadziało, a jeśli nawet, to niekoniecznie tak, jak zostało to opisane, może troszkę inaczej, a może zupełnie inaczej? Czy schemat ten dotyczy wszystkich scen opisanych w ewangeliach, a jeśli nie wszystkich, to których, a jeśli tak, to których konkretnie i skąd to wiadomo, albo kto i w oparciu o jakie kryteria o tym decyduje?
Do czego ma prowadzić taka ekwilibrystyka? Czy zdaje Pan sobie sprawę z tego, jakie są skutki tych pokrętnych wybiegów? Domyślam się, że nie. Konkretnie zatem: czy rzeczywiście Jezus został ukrzyżowany z wyroku Poncjusza Piłata, niech będzie, że stało się to dzień przed świętem Paschy 30 roku n.e. w Jerozolimie, czy też ewangeliści tylko tak napisali, a tak naprawdę to nie został ukrzyżowany, tylko ukamienowany i nie w czasie Paschy, tylko w czasie święta Sukkot albo w czasie Chanuki, zresztą święto nieważne, i nie w trzydziestym roku, tylko pięć lat później, i nie w judejskiej Jerozolimie, lecz w galilejskim Seforis. A może wszystko, co opisano w Biblii, wydarzyło się zupełnie inaczej, a treść nie ma większego znaczenia, a może w ogóle się nie wydarzyło? Czy naprawdę to chciał Pan napisać?
Nawiązuję do wyżej postawionych pytań. Na jakiej podstawie twierdzi Pan, że jakieś partie tekstu (pomijam oczywiście przypowieści Jezusa) nie mają sensu dosłownego, lecz posiadają jedynie alegoryczne znaczenie? Czy twierdzi Pan tak tylko dlatego, że nie może się pogodzić z różnicami i sprzecznościami w ewangeliach?
Odnośnie tych przypowieści: czytelnik od razu wie, gdy zaczyna którąś z nich czytać, że to co Jezus mówi jest właśnie przypowieścią, w której należy się doszukać pewnego ukrytego sensu. W pozostałych przypadkach, czyli na przeważającej ilości stron, takie założenie nawet mu do głowy nie przychodzi, gdyż i tak byłoby bezzasadne.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Pan chce wszystko czytać dosłownie. Poza tym zupełnie ignoruje Pan nie tylko protestantyzm (patrz wyżej), ale i - fideizm. Nie twierdzę, że fideizm jest zgodny z katolicyzmem (bo nie jest), ale takie stanowisko pojawiało się w historii chrześcijaństwa.
Czyżby fideizm miał być Pana argumentem? Zawiodłem się na Panu. Niech Pan wreszcie przestanie łapać się brzytwy, bo się Pan potnie, a to boli i źle się goi. Ja wstydziłbym się szermować fideizmem.
No i co z tego, że fideizm pojawił się w historii chrześcijaństwa? Pojawił się już w drugim wieku u Tertuliana (II/III wiek), a później u Augustyna z Hippony (III/IV). A potem zniknął, potem znów się pojawił, aż w końcu około 1850 roku został potępiony przez Piusa IX jako błędny kierunek. I dobrze, że tak zrobił, bo fideizmu chrześcijaństwo powinno się wstydzić.
Fideistyczne hasło Tertuliana to wrogość do ludzkiego rozumu i do nauki. Po co nauka i ludzki rozum, skoro - według Tertuliana - prawda i bez niej jest znana, gdyż została objawiona i przekazana ludzkości w Biblii. Po co człowiekowi rozum, skoro prowadzi go do błędnych nauk. Po co człowiekowi rozum, skoro prawda objawiona go przewyższa. Po co człowiekowi nauka, skoro jest już Biblia, a w niej ewangelie, w których jest wszystko. Po co człowiekowi prawda, skoro jest ona w Chrystusie, a swoim rozumem człowiek i tak jej nie pozna. Według Tertuliana człowiek ma wierzyć, a nie pytać, gdy ma wątpliwości. Jeśli coś w ewangeliach wydaje się niemożliwe, to tym bardziej jest prawdziwe. Zajrzyjmy do traktatu Tertuliana zatytułowanego z łacińska De carne Christi (O ciele Chrystusa), tam zawarł swój fideistyczny manifest: "Syn Boży umarł - wiarygodne to jest, bo jest niedorzeczne. Chrystusa pogrzebano, ale on zmartwychwstał - pewne to jest, bo jest niemożliwe". Certum est, quia imposssible est - oto Tertuliana i Pana argument. W takim razie, patrząc na to z drugiej strony, Tertulian powinien dodać: Incertum est, quia possible est.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >Ja wstydziłbym się szermować fideizmem. >No i co z tego, że fideizm pojawił się w historii chrześcijaństwa? Pojawił się już w drugim wieku u Tertuliana (II/III wiek), a później u Augustyna z Hippony (III/IV). A potem zniknął, potem znów się pojawił, aż w końcu około 1850 roku został potępiony przez Piusa IX jako błędny kierunek. I dobrze, że tak zrobił, bo fideizmu chrześcijaństwo powinno się wstydzić.
Znowu utożsamia Pach chrześcijaństwo z katolicyzmem. Fideizm nie zniknął, reprezentował go Savonarola, Bayle, Kierkegaard i wielu innych. Współcześnie np. K. Barth.
Niby dlaczego chrześcijaństwo powinno się wstydzić fideizmu?
>Fideistyczne hasło Tertuliana to wrogość do ludzkiego rozumu i do nauki. Po co nauka i ludzki rozum, skoro - według Tertuliana - prawda i bez niej jest znana, gdyż została objawiona i przekazana ludzkości w Biblii. Po co człowiekowi rozum, skoro prowadzi go do błędnych nauk. Po co człowiekowi rozum, skoro prawda objawiona go przewyższa. Po co człowiekowi nauka, skoro jest już Biblia, a w niej ewangelie, w których jest wszystko. Po co człowiekowi prawda, skoro jest ona w Chrystusie, a swoim rozumem człowiek i tak jej nie pozna.
Można zadać pytanie: po co człowiekowi objawienie, jeżeli ma rozum?
Fideizm nie oznacza wrogości do nauki jako takiej, ale wrogość do czynienia z wiary - nauki.
>Według Tertuliana człowiek ma wierzyć, a nie pytać, gdy ma wątpliwości. Jeśli coś w ewangeliach wydaje się niemożliwe, to tym bardziej jest prawdziwe. >Zajrzyjmy do traktatu Tertuliana zatytułowanego z łacińska De carne Christi (O ciele Chrystusa), tam zawarł swój fideistyczny manifest: "Syn Boży umarł - wiarygodne to jest, bo jest niedorzeczne. Chrystusa pogrzebano, ale on zmartwychwstał - pewne to jest, bo jest niemożliwe". >Certum est, quia imposssible est - oto Tertuliana i Pana argument. >W takim razie, patrząc na to z drugiej strony, Tertulian powinien dodać: Incertum est, quia possible est.
Nie wynika stąd jednak nic przeciw fideizmowi.
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Ja wstydziłbym się szermować fideizmem. No i co z tego, że fideizm pojawił się w historii chrześcijaństwa? Pojawił się już w drugim wieku u Tertuliana (II/III wiek), a później u Augustyna z Hippony (III/IV). A potem zniknął, potem znów się pojawił, aż w końcu około 1850 roku został potępiony przez Piusa IX jako błędny kierunek. I dobrze, że tak zrobił, bo fideizmu chrześcijaństwo powinno się wstydzić. > Znowu utożsamia Pach chrześcijaństwo z katolicyzmem. Fideizm nie zniknął, reprezentował go Savonarola, Bayle, Kierkegaard i wielu innych. Współcześnie np. K. Barth.
Po pierwsze, nie utożsamiam. Nie interesuje mnie w jakimś szerszym zakresie ani katolicyzm, ani protestantyzm, ani prawosławie. Nie interesują mnie różnice i spory pomiędzy tymi odłamami chrześcijaństwa, rozłamy (schizmy) oraz doktrynalne różnice. Interesuje mnie przede wszystkim to, co tak naprawdę wydarzyło się około dwa tysiące lat temu w Judei i Galilei, a w ciągu niewielu lat spowodowało wyłonienie się z judaizmu nowego odłamu religijnego, zwanego chrześcijaństwem. Interesują mnie początki chrześcijaństwa, jednak raczej nie dalej niż do pierwszego soboru w Nicei. Nie interesuje mnie teologia, interesuje mnie historia.
Po drugie, nie mam ochoty dyskutować na temat filozofii, bo nie jestem filozofem i nie znam się na tym. Dlatego też nie podejmę dyskusji na temat Kierkegaarda, Savonaroli i kogoś tam jeszcze.
A poza tym, czas najwyższy by Pan zszedł na ziemię. Tematem dzisiejszej lekcji są sprzeczności w Nowym Testamencie, a nie Kierkegaard i Savonarola, bo oni nie mają z tym nic wspólnego. Wpisujemy temat na tablicę i przystępujemy do dalszej dyskusji, o ile ma Pan jeszcze na to ochotę.
> Niby dlaczego chrześcijaństwo powinno się wstydzić fideizmu?
Napisałem to w poprzedniej wypowiedzi w oparciu o poglądy Tertuliana. Nie wydaje mi się, że ludzkość powinna wpisywać na sztandary ludzi, którzy pogardzają nauką i w jakimś sensie człowiekiem również. A poza tym inne grzechy Tertulian też posiadał. W sumie jest to dla mnie postać mało sympatyczna.
>>Fideistyczne hasło Tertuliana to wrogość do ludzkiego rozumu i do nauki. Po co nauka i ludzki rozum, skoro - według Tertuliana - prawda i bez niej jest znana, gdyż została objawiona i przekazana ludzkości w Biblii. Po co człowiekowi rozum, skoro prowadzi go do błędnych nauk. Po co człowiekowi rozum, skoro prawda objawiona go przewyższa. Po co człowiekowi nauka, skoro jest już Biblia, a w niej ewangelie, w których jest wszystko. Po co człowiekowi prawda, skoro jest ona w Chrystusie, a swoim rozumem człowiek i tak jej nie pozna. > Można zadać pytanie: po co człowiekowi objawienie, jeżeli ma rozum?
Człowiek ma rozum i to nie byle jaki, a dzięki niemu wiedzę, którą nieustannie poszerza. Po cóż więc człowiekowi coś, co nazwano objawieniem, co jest absolutnie nienaukowe, niesprawdzalne oraz sprowadzające człowieka do bardzo podrzędnej roli w stosunku do bóstwa, które sam sobie stworzył. Rozumiem, że różni ludzie mają różne potrzeby, są tacy, który potrzebują religii i wiary w siły nadprzyrodzone. A ja tych ludzi i ich potrzeby szanuję. Ale pytania zadaję, bo zapewne mi wolno.
> Fideizm nie oznacza wrogości do nauki jako takiej, ale wrogość do czynienia z wiary - nauki.
Dla mnie fideizm zaczyna się od Tertuliana, a kończy na Augustynie. To co było dalej już mnie nie interesuje. Patrząc z tej perspektywy, inaczej rozumiem motywy, które kierowały Tertulianem.
>>Według Tertuliana człowiek ma wierzyć, a nie pytać, gdy ma wątpliwości. Jeśli coś w ewangeliach wydaje się niemożliwe, to tym bardziej jest prawdziwe. Zajrzyjmy do traktatu Tertuliana zatytułowanego z łacińska De carne Christi (O ciele Chrystusa), tam zawarł swój fideistyczny manifest: "Syn Boży umarł - wiarygodne to jest, bo jest niedorzeczne. Chrystusa pogrzebano, ale on zmartwychwstał - pewne to jest, bo jest niemożliwe". Certum est, quia imposssible est - oto Tertuliana i Pana argument. W takim razie, patrząc na to z drugiej strony, Tertulian powinien dodać: Incertum est, quia possible est. > Nie wynika stąd jednak nic przeciw fideizmowi.
Rozumiem to inaczej. Nie przeszkadza mi jednak, że Pan tak akurat uważa.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Po pierwsze, nie utożsamiam. Nie interesuje mnie w jakimś szerszym zakresie ani katolicyzm, ani protestantyzm, ani prawosławie. Nie interesują mnie różnice i spory pomiędzy tymi odłamami chrześcijaństwa, rozłamy (schizmy) oraz doktrynalne różnice.
Utożsamia Pan, chociażby dlatego, że proces rozwoju chrześcijaństwa doprowadza Pan przynajmniej do XIX wieku. Dla protestantów rozwój ten kończy się na czwartym soborze.
>Interesuje mnie przede wszystkim to, co tak naprawdę wydarzyło się około dwa tysiące lat temu w Judei i Galilei, a w ciągu niewielu lat spowodowało wyłonienie się z judaizmu nowego odłamu religijnego, zwanego chrześcijaństwem. Interesują mnie początki chrześcijaństwa, jednak raczej nie dalej niż do pierwszego soboru w Nicei. Nie interesuje mnie teologia, interesuje mnie historia.
Rozumiem.
>Po drugie, nie mam ochoty dyskutować na temat filozofii, bo nie jestem filozofem i nie znam się na tym. Dlatego też nie podejmę dyskusji na temat Kierkegaarda, Savonaroli i kogoś tam jeszcze.
Savonarola był teologiem, Kierkegaard także.
>A poza tym, czas najwyższy by Pan zszedł na ziemię. Tematem dzisiejszej lekcji są sprzeczności w Nowym Testamencie, a nie Kierkegaard i Savonarola, bo oni nie mają z tym nic wspólnego. Wpisujemy temat na tablicę i przystępujemy do dalszej dyskusji, o ile ma Pan jeszcze na to ochotę.
Rozumiem, że uważa Pan, że te sprzeczności można ocenić nie wsłuchując się w to, co mówią na ich temat teologowie? Unicestwia Pan całą teologię i zamierza Pan sam ustalić te sprzeczności?
>> Niby dlaczego chrześcijaństwo powinno się wstydzić fideizmu?
>Napisałem to w poprzedniej wypowiedzi w oparciu o poglądy Tertuliana. Nie wydaje mi się, że ludzkość powinna wpisywać na sztandary ludzi, którzy pogardzają nauką i w jakimś sensie człowiekiem również. A poza tym inne grzechy Tertulian też posiadał. W sumie jest to dla mnie postać mało sympatyczna.
Fideizm to nie tylko Tertulian (i Augustyn).
>>>Fideistyczne hasło Tertuliana to wrogość do ludzkiego rozumu i do nauki. Po co nauka i ludzki rozum, skoro - według Tertuliana - prawda i bez niej jest znana, gdyż została objawiona i przekazana ludzkości w Biblii. Po co człowiekowi rozum, skoro prowadzi go do błędnych nauk. Po co człowiekowi rozum, skoro prawda objawiona go przewyższa. Po co człowiekowi nauka, skoro jest już Biblia, a w niej ewangelie, w których jest wszystko. Po co człowiekowi prawda, skoro jest ona w Chrystusie, a swoim rozumem człowiek i tak jej nie pozna. >> Można zadać pytanie: po co człowiekowi objawienie, jeżeli ma rozum?
>Człowiek ma rozum i to nie byle jaki, a dzięki niemu wiedzę, którą nieustannie poszerza. Po cóż więc człowiekowi coś, co nazwano objawieniem, co jest absolutnie nienaukowe, niesprawdzalne oraz sprowadzające człowieka do bardzo podrzędnej roli w stosunku do bóstwa, które sam sobie stworzył.
To chyba nie jest twierdzenie historyczne, tylko filozoficzne. Deklarował Pan, że nie ma zamiaru zajmować się filozofią.
>Rozumiem, że różni ludzie mają różne potrzeby, są tacy, który potrzebują religii i wiary w siły nadprzyrodzone. A ja tych ludzi i ich potrzeby szanuję. Ale pytania zadaję, bo zapewne mi wolno. >> Fideizm nie oznacza wrogości do nauki jako takiej, ale wrogość do czynienia z wiary - nauki. >Dla mnie fideizm zaczyna się od Tertuliana, a kończy na Augustynie. To co było dalej już mnie nie interesuje. Patrząc z tej perspektywy, inaczej rozumiem motywy, które kierowały Tertulianem.
To znowu jest niezgodne z faktami historycznymi, jak również ze znaczeniem słowa "fideizm". To, że pewne późniejsze fakty historyczne Pana nie interesują nie znaczy, że ich nie ma.
>>>Według Tertuliana człowiek ma wierzyć, a nie pytać, gdy ma wątpliwości. Jeśli coś w ewangeliach wydaje się niemożliwe, to tym bardziej jest prawdziwe. Zajrzyjmy do traktatu Tertuliana zatytułowanego z łacińska De carne Christi (O ciele Chrystusa), tam zawarł swój fideistyczny manifest: "Syn Boży umarł - wiarygodne to jest, bo jest niedorzeczne. Chrystusa pogrzebano, ale on zmartwychwstał - pewne to jest, bo jest niemożliwe". Certum est, quia imposssible est - oto Tertuliana i Pana argument. W takim razie, patrząc na to z drugiej strony, Tertulian powinien dodać: Incertum est, quia possible est. >> Nie wynika stąd jednak nic przeciw fideizmowi.
>Rozumiem to inaczej. Nie przeszkadza mi jednak, że Pan tak akurat uważa.
Uważam to tylko, że Pana analizy Biblii nie podważają fideizmu. Katolicyzm - jeżeli są trafne - tak, ale nie fideizm.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Po pierwsze, nie utożsamiam. Nie interesuje mnie w jakimś szerszym zakresie ani katolicyzm, ani protestantyzm, ani prawosławie. Nie interesują mnie różnice i spory pomiędzy tymi odłamami chrześcijaństwa, rozłamy oraz doktrynalne różnice. > Utożsamia Pan, chociażby dlatego, że proces rozwoju chrześcijaństwa doprowadza Pan przynajmniej do XIX wieku. Dla protestantów rozwój ten kończy się na czwartym soborze.
Na czwartym soborze, czyli konkretnie na którym (nazwa soboru, data)? Proszę ponadto scharakteryzować podstawowe założenia doktryny protestantyzmu wraz z datami ich przyjęcia (kiedy i gdzie). Nie wydaje mi się, bym za wiele wymagał.
>>Interesuje mnie przede wszystkim to, co tak naprawdę wydarzyło się około dwa tysiące lat temu w Judei i Galilei, a w ciągu niewielu lat spowodowało wyłonienie się z judaizmu nowego odłamu religijnego, zwanego chrześcijaństwem. Interesują mnie początki chrześcijaństwa, jednak raczej nie dalej niż do pierwszego soboru w Nicei. Nie interesuje mnie teologia, interesuje mnie historia. > Rozumiem.
Bardzo dobrze, że pan rozumie, choć ja mam wątpliwości. Pierwszy sobór powszechny - Nicea 325 rok. Proszę zapamiętać tę datę.
Posłużę się porównaniem. Nie interesuje mnie teologia, tak jak astronoma nie interesuje astrologia. Teraz zapewne rozumiemy się lepiej i w dyskusjach ze mną zostawi Pan wreszcie teologię.
>>Po drugie, nie mam ochoty dyskutować na temat filozofii, bo nie jestem filozofem i nie znam się na tym. Dlatego też nie podejmę dyskusji na temat Kierkegaarda, Savonaroli i kogoś tam jeszcze. > Savonarola był teologiem, Kierkegaard także.
Savonarola (1452-1498) - dominikanin florencki, reformator religijny. Kierkegaard (1813-1855) - filozof, pisarz (poeta) i jeszcze teolog. Obaj żyli zatem znacznie po 325 roku. Nie interesuje mnie ich życie i działalność, a szczególnie ta religijna.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >>>Po pierwsze, nie utożsamiam. Nie interesuje mnie w jakimś szerszym zakresie ani katolicyzm, ani protestantyzm, ani prawosławie. Nie interesują mnie różnice i spory pomiędzy tymi odłamami chrześcijaństwa, rozłamy oraz doktrynalne różnice. >> Utożsamia Pan, chociażby dlatego, że proces rozwoju chrześcijaństwa doprowadza Pan przynajmniej do XIX wieku. Dla protestantów rozwój ten kończy się na czwartym soborze.
>Na czwartym soborze, czyli konkretnie na którym (nazwa soboru, data)?
O ile się nie mylę, byłby to sobór chalcedoński (451 r.).
>Proszę ponadto scharakteryzować podstawowe założenia doktryny protestantyzmu wraz z datami ich przyjęcia (kiedy i gdzie). Nie wydaje mi się, bym za wiele wymagał.
Dlaczego mam to robić? Nie ma jednej doktryny protestantyzmu, ale każdy człowiek wie co nieco o ideach np. Lutra czy Kalwina.
>>>Interesuje mnie przede wszystkim to, co tak naprawdę wydarzyło się około dwa tysiące lat temu w Judei i Galilei, a w ciągu niewielu lat spowodowało wyłonienie się z judaizmu nowego odłamu religijnego, zwanego chrześcijaństwem. Interesują mnie początki chrześcijaństwa, jednak raczej nie dalej niż do pierwszego soboru w Nicei. Nie interesuje mnie teologia, interesuje mnie historia. >> Rozumiem. >Bardzo dobrze, że pan rozumie, choć ja mam wątpliwości.
Niepotrzebnie stara się Pan być złośliwy, nie rozumiem w jakim celu.
>Pierwszy sobór powszechny - Nicea 325 rok. Proszę zapamiętać tę datę. >Posłużę się porównaniem. Nie interesuje mnie teologia, tak jak astronoma nie interesuje astrologia. Teraz zapewne rozumiemy się lepiej i w dyskusjach ze mną zostawi Pan wreszcie teologię.
Jeżeli z założenia przyjmuje Pan perspektywę świecką, jest jasne, że otrzyma Pan wnioski "świeckie".
>>>Po drugie, nie mam ochoty dyskutować na temat filozofii, bo nie jestem filozofem i nie znam się na tym. Dlatego też nie podejmę dyskusji na temat Kierkegaarda, Savonaroli i kogoś tam jeszcze. >> Savonarola był teologiem, Kierkegaard także. >Savonarola (1452-1498) - dominikanin florencki, reformator religijny. Kierkegaard (1813-1855) - filozof, pisarz (poeta) i jeszcze teolog. Obaj żyli zatem znacznie po 325 roku. Nie interesuje mnie ich życie i działalność, a szczególnie ta religijna.
Rozumiem, ale to nie znaczy, że nie byli oni fideistami.
> Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Przez dwa tygodnie bezskutecznie oczekiwałem, że postara się Pan coś odpowiedzieć na kilka moich wypowiedzi - m.in. tych wskazanych przeze mnie - w których pisałem o sprzecznościach w ewangeliach, przyczynach ich powstawania oraz ich negatywnym wpływie na wiarygodność Nowego Testamentu. Doskonale jednak zdawałem sobie sprawę, że nie ma Pan zbyt łatwego zadania. Te sprzeczności po prostu istnieją i żadne zaklęcia - które również Pan stosuje - nie są w stanie ich zlikwidować. Jak było do przewidzenia, nic Pan na ten temat nie napisał. Pozostało jedynie kilka Pana wypowiedzi sprzed około dziesięciu dni, na które postaram się odpisać. Nie powinny pozostawać bez mojej odpowiedzi. > >> [...] proces rozwoju chrześcijaństwa doprowadza Pan przynajmniej do XIX wieku. Dla protestantów rozwój ten kończy się na czwartym soborze.> >Na czwartym soborze, czyli konkretnie na którym (nazwa soboru, data)?> O ile się nie mylę, byłby to sobór chalcedoński (451 r.) [...] Nie ma jednej doktryny protestantyzmu, ale każdy człowiek wie co nieco o ideach np. Lutra czy Kalwina.Najpierw twierdził Pan, że doktryna chrześcijańska kształtowała się przez dwa pierwsze wieki chrześcijaństwa, później dodał Pan do tego łaskawie dwa kolejne wieki (czyli do soboru chalcedońskiego 451 r.). Jednym słowem, według Pana doktryna protestantyzmu rozwijała się a nawet zakończyła swój rozwój na około jedenaście wieków przed pojawieniem się głównych twórców reformacji, tj. Marcina Lutra, Huldrycha Zwingliego i Jana Kalwina. To oni i kilku innych jeszcze reformatorów, są twórcami doktryny kościołów protestanckich. Przypominam zatem, że podstawę doktryny protestantyzmu tworzy znanych pięć zasad doktrynalnych, ukształtowanych pod koniec pierwszego ćwierćwiecza XVI wieku przez Marcina Lutra i Filipa Melanchtona, jego głównego współpracownika, modyfikowanych później przez ich następców. Te pięć zasad protestantyzmu to w pierwszej kolejności: "tylko Pismo", "tylko wiara" i "tylko łaska", uzupełnione później przez dwie kolejne: "tylko Chrustus" i "tylko przez Boga" ( sola Scriptura, sola fide, ...). > >Posłużę się porównaniem. Nie interesuje mnie teologia, tak jak astronoma nie interesuje astrologia. Teraz zapewne rozumiemy się lepiej i w dyskusjach ze mną zostawi Pan wreszcie teologię.> Jeżeli z założenia przyjmuje Pan perspektywę świecką, jest jasne, że otrzyma Pan wnioski "świeckie".Nie przyjmuję perspektywy świeckiej. Przyjmuje natomiast perspektywę historyczną, wyłącznie historyczną. Twierdzę bowiem, że maksymalny obiektywizm uzyskuje się poprzez oddzielenie nauki (historii) od wiary (teologii). A poza tym podejście teologiczne mnie nie interesuje. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | > Przez dwa tygodnie bezskutecznie oczekiwałem, że postara się Pan coś odpowiedzieć na kilka moich wypowiedzi - m.in. tych wskazanych przeze mnie - w których pisałem o sprzecznościach w ewangeliach, przyczynach ich powstawania oraz ich negatywnym wpływie na wiarygodność Nowego Testamentu. Doskonale jednak zdawałem sobie sprawę, że nie ma Pan zbyt łatwego zadania. Te sprzeczności po prostu istnieją i żadne zaklęcia - które również Pan stosuje - nie są w stanie ich zlikwidować.> Jak było do przewidzenia, nic Pan na ten temat nie napisał. Pozostało jedynie kilka Pana wypowiedzi sprzed około dziesięciu dni, na które postaram się odpisać. Nie powinny pozostawać bez mojej odpowiedzi.> >>> [...] proces rozwoju chrześcijaństwa doprowadza Pan przynajmniej do XIX wieku. Dla protestantów rozwój ten kończy się na czwartym soborze.> >>Na czwartym soborze, czyli konkretnie na którym (nazwa soboru, data)?> > O ile się nie mylę, byłby to sobór chalcedoński (451 r.) [...] Nie ma jednej doktryny protestantyzmu, ale każdy człowiek wie co nieco o ideach np. Lutra czy Kalwina.> Najpierw twierdził Pan, że doktryna chrześcijańska kształtowała się przez dwa pierwsze wieki chrześcijaństwa, później dodał Pan do tego łaskawie dwa kolejne wieki (czyli do soboru chalcedońskiego 451 r.). Jednym słowem, według Pana doktryna protestantyzmu rozwijała się a nawet zakończyła swój rozwój na około jedenaście wieków przed pojawieniem się głównych twórców reformacji, tj. Marcina Lutra, Huldrycha Zwingliego i Jana Kalwina. To oni i kilku innych jeszcze reformatorów, są twórcami doktryny kościołów protestanckich. Mówiłem, że wedle protestantyzmu doktryna chrześcijańska rozwijała się do r. 451, nie twierdziłem, że protestantyzm rozwijał się do r. 451. Zarzucałem Panu, że mówiąc, że chrześcijaństwo rozwijało się do wieku XIX (czy później) ignoruje Pan stanowisko protestanckie co do chrześcijaństwa. Zarzut ten jest trafny. > Przypominam zatem, że podstawę doktryny protestantyzmu tworzy znanych pięć zasad doktrynalnych, ukształtowanych pod koniec pierwszego ćwierćwiecza XVI wieku przez Marcina Lutra i Filipa Melanchtona, jego głównego współpracownika, modyfikowanych później przez ich następców. Te pięć zasad protestantyzmu to w pierwszej kolejności: "tylko Pismo", "tylko wiara" i "tylko łaska", uzupełnione później przez dwie kolejne: "tylko Chrustus" i "tylko przez Boga" (sola Scriptura, sola fide, ...). Nie zrozumiał Pan mojego twierdzenia. Podaję wyjaśnienie powyżej. > >>Posłużę się porównaniem. Nie interesuje mnie teologia, tak jak astronoma nie interesuje astrologia. Teraz zapewne rozumiemy się lepiej i w dyskusjach ze mną zostawi Pan wreszcie teologię.> > Jeżeli z założenia przyjmuje Pan perspektywę świecką, jest jasne, że otrzyma Pan wnioski "świeckie".> Nie przyjmuję perspektywy świeckiej. Przyjmuje natomiast perspektywę historyczną, wyłącznie historyczną. A czy perspektywa wyłącznie historyczna nie jest przypadkiem perspektywą świecką? > Twierdzę bowiem, że maksymalny obiektywizm uzyskuje się poprzez oddzielenie nauki (historii) od wiary (teologii). A poza tym podejście teologiczne mnie nie interesuje. Na jakiej podstawie tak Pan twierdzi?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>>>Posłużę się porównaniem. Nie interesuje mnie teologia, tak jak astronoma nie interesuje astrologia. Teraz zapewne rozumiemy się lepiej i w dyskusjach ze mną zostawi Pan wreszcie teologię. >>> Jeżeli z założenia przyjmuje Pan perspektywę świecką, jest jasne, że otrzyma Pan wnioski "świeckie".
Interesuje mnie historia, nie teologia. Nie interesują mnie teologiczne rozważania i medytacje, np. chrystologiczne i maryjne. Nie oznacza to bynajmniej, że nie znam żadnych publikacji teologów o chrześcijańskim rodowodzie. Interesują mnie czysto historyczne badania, oddzielone w maksymalnie największym stopniu od teologii, wiary i pobożności. Interesuje mnie Jezus historii, a nie Chrystus wiary. Te dwie postacie nie są z sobą w pełni tożsame, chociaż powinny być, a różnice między nimi są bardzo duże.
>>Nie przyjmuję perspektywy świeckiej. Przyjmuje natomiast perspektywę historyczną, wyłącznie historyczną. > A czy perspektywa wyłącznie historyczna nie jest przypadkiem perspektywą świecką?
Czy ma Pan coś do zarzucenia tej "świeckiej perspektywie"? To jest właściwa perspektywa. Przecież jej głównym celem jest odszukanie Jezusa historycznego, czyli człowieka, który żył w Galilei i Judei około dwa tysiące lat temu. Jej celem jest również pokazanie, jak Jezus historii stawał się Chrystusem wiary.
Historyka nie interesuje perspektywa wiary, perspektywa religijna. Przykładowo historyka nie interesują cuda dokonane rzekomo przez Jezusa, a także te, których dokonywali apostołowie już po jego śmierci. Historyka nie interesuje kuszenie Jezusa przez diabła przez czterdzieści dni, nie interesuje go zmartwychwstanie Jezusa, jego ukazywania się po zmartwychwstaniu i wreszcie jego wniebowstąpienie. Historyka nie interesują zmarli, którzy ponoć wyszli z grobów po śmierci Jezusa i być może nadal spacerują po ziemi. Nie interesuje go też zesłanie Ducha Świetego na apostołów (i nie tylko) w dniu Pięćdziesiątnicy. Wiele jeszcze podobnych "wydarzeń", czyli cudów, historyków nie interesuje, bo według nich przeczą one naturalnemu biegowi rzeczy na tym świecie, a zatem prawdopodobieństwo ich zaistnienia zmierza do zera (najłagodniej pisząc). Historyk jedynie odnotuje, że takie cuda zostały opisane w Nowym Testamencie. I na tym rola historyka się kończy, a otwierają się drzwi dla teologicznych rozważań i spekulacji, ale te historyka już nie interesują.
Zastanawiam się, ile razy w tej dyskusji będę musiał jeszcze to przypominać, by Pan przyjął to do łaskawej wiadomoiści.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >A poza tym, czas najwyższy by Pan zszedł na ziemię. Tematem dzisiejszej lekcji są sprzeczności w Nowym Testamencie, a nie Kierkegaard i Savonarola, bo oni nie mają z tym nic wspólnego. Wpisujemy temat na tablicę i przystępujemy do dalszej dyskusji, o ile ma Pan jeszcze na to ochotę.> Rozumiem, że uważa Pan, że te sprzeczności można ocenić nie wsłuchując się w to, co mówią na ich temat teologowie? Unicestwia Pan całą teologię i zamierza Pan sam ustalić te sprzeczności?Wsłuchuję się w to, co na ten temat mówią historycy. Nie wsłuchuję się w to, co mówią na ten temat teolodzy, bo oni unikają tego tematu. Nie przypominam sobie bym w ostatnich latach zapoznał się z jakąś publikacją chrześcijańskiego teologa, w której byłaby mowa o sprzecznościach. W dużej ilości przypadków uważny czytelnik Nowego Testamentu sam łatwo te różnice i sprzeczności wychwyci. W jednej z ostatnich wypowiedzi podałem pięć przykładów takich sprzeczności. Zajmijmy się drugą z nich: zasłona w świątyni rozdarła się przed śmiercią Jezusa, jak twierdzi Łukasz 23, 45-46, lub (a także) po jego śmierci, jak twierdzi Marek 15, 37-39. U Łukasza jest: Gdy zaćmiło się słońce; i rozdarła się zasłona świątyni na dwoje. A Jezus, zawoławszy wielkim głosem, rzekł: Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego. I powiedziawszy to, skonał. Z tekstu Łukasza wynika zatem, że zasłona rozdarła się przed śmiercią Jezusa. U Marka jest: Jezus zaś zawołał donośnym głosem i oddał ducha. Wtedy zasłona świątyni rozdarła się na dwoje, od góry aż do dołu. Z tekstu Marka wynika zatem, że zasłona rozdarła się po śmierci Jezusa. Czy dostrzegł Pan sprzeczność pomiędzy relacjami Marka i Łukasza, czy też jej Pan nie widzi? Czy do wykrycia tej sprzeczności potrzebny jest jakiś teolog chrześcijański? Co on miałby tu wytłumaczyć? Przecież sprzeczność jest oczywista i nie ma potrzeby wysłuchiwać pokrętnego tłumaczenia kościelnego interpretatora, że dwa plus dwa nie zawsze równa się cztery. Ja nawet wiem, co powiedziałby mi ten interpretator, gdybym mu wskazał jakąś sprzeczność w Nowym Testamencie. Powiedziałby mi, że w powyższym przykładzie nie ma żadnej sprzeczności a moja interpretacja jest błędna, ponieważ: -- nie wziąłem pod uwagę "co autorzy ludzcy rzeczywiście zamierzali powiedzieć i co Bóg chciał nam ukazać przez ich słowa"; -- nie uwzględniłem "okoliczności ich czasu i kultury, rodzajów literackich używanych w danej epoce, przyjętych sposobów myślenia, mówienia i opowiadania inaczej bowiem ujmuje się i wyraża prawdę w różnego rodzaju tekstach historycznych, prorockich, poetyckich czy w innych rodzajach literackich"; -- nie uwzględniłem również, że "Pismo święte powinno być czytane i interpretowane w tym samym Duchu, w jakim zostało napisane". Nie wierzy Pan? To proszę uwierzyć, bo powyżej zacytowałem fragmenty z Katechizmu Kościoła katolickiego, a konkretnie KKk 109, 110 i 111. A potem tenże interpretator powiedziałby, że jedynie egzegeci kościelni upoważnieni są do interpretacji, ponieważ: -- "Duch Święty przekazuje [Kościołowi] duchową interpretację Pisma świętego [...] według sensu duchowego, który Duch daje Kościołowi"; -- "wszystko to, co dotyczy sposobu interpretowania Pisma świętego, podlega ostatecznie sądowi Kościoła, który ma od Boga polecenie i posłannictwo strzeżenia i wyjaśniania słowa Bożego", czy tylko do tych, którzy za dobra monetę Nadal Pan nie wierzy? Tym razem zacytowałem KKk 113 i 119. I już wszystko jest oczywiste. Zastanawiam się tylko, czy takie pouczenie kościelne kierowane jest również do zawodowych historyków, którzy poświęcili swoje życie badaniu i analizie Nowego Testamentu, czy też tylko do tych, którzy za dobrą monetę biorą wszystko, co ich duchowy przywódca im wmawia. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> > Rozumiem, że uważa Pan, że te sprzeczności można ocenić nie wsłuchując się w to, co mówią na ich temat teologowie? Unicestwia Pan całą teologię i zamierza Pan sam ustalić te sprzeczności?> Wsłuchuję się w to, co na ten temat mówią historycy. Nie wsłuchuję się w to, co mówią na ten temat teolodzy, bo oni unikają tego tematu. Nie przypominam sobie bym w ostatnich latach zapoznał się z jakąś publikacją chrześcijańskiego teologa, w której byłaby mowa o sprzecznościach. Ma Pan chyba na myśli biblistykę. Nie wiem, co może historyk jako taki powiedzieć o sprzecznościach w biblii. > W dużej ilości przypadków uważny czytelnik Nowego Testamentu sam łatwo te różnice i sprzeczności wychwyci.> W jednej z ostatnich wypowiedzi podałem pięć przykładów takich sprzeczności. Zajmijmy się drugą z nich:> zasłona w świątyni rozdarła się przed śmiercią Jezusa, jak twierdzi Łukasz 23, 45-46, lub (a także) po jego śmierci, jak twierdzi Marek 15, 37-39.> U Łukasza jest: Gdy zaćmiło się słońce; i rozdarła się zasłona świątyni na dwoje. A Jezus, zawoławszy wielkim głosem, rzekł: Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego. I powiedziawszy to, skonał. Z tekstu Łukasza wynika zatem, że zasłona rozdarła się przed śmiercią Jezusa.> U Marka jest: Jezus zaś zawołał donośnym głosem i oddał ducha. Wtedy zasłona świątyni rozdarła się na dwoje, od góry aż do dołu. Z tekstu Marka wynika zatem, że zasłona rozdarła się po śmierci Jezusa.> Czy dostrzegł Pan sprzeczność pomiędzy relacjami Marka i Łukasza, czy też jej Pan nie widzi?> Czy do wykrycia tej sprzeczności potrzebny jest jakiś teolog chrześcijański? Co on miałby tu wytłumaczyć? Przecież sprzeczność jest oczywista i nie ma potrzeby wysłuchiwać pokrętnego tłumaczenia kościelnego interpretatora, że dwa plus dwa nie zawsze równa się cztery.> Ja nawet wiem, co powiedziałby mi ten interpretator, gdybym mu wskazał jakąś sprzeczność w Nowym Testamencie. Powiedziałby mi, że w powyższym przykładzie nie ma żadnej sprzeczności a moja interpretacja jest błędna, ponieważ:> -- nie wziąłem pod uwagę "co autorzy ludzcy rzeczywiście zamierzali powiedzieć i co Bóg chciał nam ukazać przez ich słowa";> -- nie uwzględniłem "okoliczności ich czasu i kultury, rodzajów literackich używanych w danej epoce, przyjętych sposobów myślenia, mówienia i opowiadania inaczej bowiem ujmuje się i wyraża prawdę w różnego rodzaju tekstach historycznych, prorockich, poetyckich czy w innych rodzajach literackich";> -- nie uwzględniłem również, że "Pismo święte powinno być czytane i interpretowane w tym samym Duchu, w jakim zostało napisane".> Nie wierzy Pan? To proszę uwierzyć, bo powyżej zacytowałem fragmenty z Katechizmu Kościoła katolickiego, a konkretnie KKk 109, 110 i 111.> A potem tenże interpretator powiedziałby, że jedynie egzegeci kościelni upoważnieni są do interpretacji, ponieważ:> -- "Duch Święty przekazuje [Kościołowi] duchową interpretację Pisma świętego [...] według sensu duchowego, który Duch daje Kościołowi";> -- "wszystko to, co dotyczy sposobu interpretowania Pisma świętego, podlega ostatecznie sądowi Kościoła, który ma od Boga polecenie i posłannictwo strzeżenia i wyjaśniania słowa Bożego", czy tylko do tych, którzy za dobra monetę> Nadal Pan nie wierzy? Tym razem zacytowałem KKk 113 i 119.> I już wszystko jest oczywiste. Zastanawiam się tylko, czy takie pouczenie kościelne kierowane jest również do zawodowych historyków, którzy poświęcili swoje życie badaniu i analizie Nowego Testamentu, czy też tylko do tych, którzy za dobrą monetę biorą wszystko, co ich duchowy przywódca im wmawia. Zwracam uwagę, że operuje Pan na polskim tłumaczeniu. Sprzeczności należałoby badać sięgając do brzmienia oryginalnego. Czy zna Pan starożytną grekę?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >> Niby dlaczego chrześcijaństwo powinno się wstydzić fideizmu?> >Napisałem to w poprzedniej wypowiedzi w oparciu o poglądy Tertuliana. Nie wydaje mi się, że ludzkość powinna wpisywać na sztandary ludzi, którzy pogardzają nauką i w jakimś sensie człowiekiem również. A poza tym inne grzechy Tertulian też posiadał. W sumie jest to dla mnie postać mało sympatyczna.> Fideizm to nie tylko Tertulian (i Augustyn).Wiem, ale to co dalej już mnie nie interesuje. Nie popełniłem błędu w tym, co pisałem o Tertulianie. > >Człowiek ma rozum i to nie byle jaki, a dzięki niemu wiedzę, którą nieustannie poszerza. Po cóż więc człowiekowi coś, co nazwano objawieniem, co jest absolutnie nienaukowe, niesprawdzalne oraz sprowadzające człowieka do bardzo podrzędnej roli w stosunku do bóstwa, które sam sobie stworzył.> To chyba nie jest twierdzenie historyczne, tylko filozoficzne. Deklarował Pan, że nie ma zamiaru zajmować się filozofią.To jest stwierdzenie moje. Ja tak uważam, a ponieważ niewiele wiem na temat filozofii, więc nie mam pojęcia, że filozofowie też się tym problemem zajęli. Jeśli tak, to chwała im za to. > >Rozumiem, że różni ludzie mają różne potrzeby, są tacy, który potrzebują religii i wiary w siły nadprzyrodzone. A ja tych ludzi i ich potrzeby szanuję. Ale pytania zadaję, bo zapewne mi wolno.> >> Fideizm nie oznacza wrogości do nauki jako takiej, ale wrogość do czynienia z wiary - nauki.> >Dla mnie fideizm zaczyna się od Tertuliana, a kończy na Augustynie. To co było dalej już mnie nie interesuje. Patrząc z tej perspektywy, inaczej rozumiem motywy, które kierowały Tertulianem.> To znowu jest niezgodne z faktami historycznymi, jak również ze znaczeniem słowa "fideizm". To, że pewne późniejsze fakty historyczne Pana nie interesują nie znaczy, że ich nie ma.Zatem zdań kilka na temat znaczenia słowa "fideizm". W jednej z wcześniejszych wypowiedzi napisałem (zacytuję sam siebie): "Fideistyczne hasło Tertuliana to wrogość do ludzkiego rozumu i do nauki. Po co nauka i ludzki rozum, skoro - według Tertuliana - prawda i bez niej jest znana, gdyż została objawiona i przekazana ludzkości w Biblii. Po co człowiekowi rozum, skoro prowadzi go do błędnych nauk. Po co człowiekowi rozum, skoro prawda objawiona go przewyższa. Po co człowiekowi nauka, skoro jest już Biblia, a w niej ewangelie, w których jest wszystko. Po co człowiekowi prawda, skoro jest ona w Chrystusie, a swoim rozumem człowiek i tak jej nie pozna". Pan natomiast napisał w odpowiedzi: "Fideizm nie oznacza wrogości do nauki jako takiej, ale wrogość do czynienia z wiary - nauki". Zmusił mnie Pan do zajęcia się tematem fideizmu. Najpierw zajrzałem do Słownika filozofii opracowanego pod redakcja znanego w Polsce filozofa, Jana Hartmana (Krakowskie Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 2009): fideizm (łac. fides - wiara) - pogląd uznający nadrzędność wiary nad poznaniem rozumowym. Radykalny fideizm wystepuje przeciwko wszelkiej świeckiej nauce, a umiarkowany nakazuje jej podporządkowanie się teologii i kontroli autorytetu duchownego (s. 60). Teraz Powszechna encyklopedia filozofii, komitet naukowy: Mieczysław Krapiec, Abelardo Lobato, Andrzej Maryniarczyk, Piotr Jaroszyński, Henryk Kiereś, Zofia J. Zdybicka (wyd. Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu, Lublin 2002): FIDEIZM (łac. fides - wiara) - pogląd dotyczący relacji wiary i rozumu, akcentujący role wiary w poznaniu ludzkim; różnego typu postawy intelektualne, od skrajnego zanegowania rozumu do przekonania o dopełniającej roli czynników pozaracjonalnych w poznaniu umysłowym [...] W formie praktycznej f. wystepuje często jako bezkrytyczne przyjmowanie jakiejkolwiek treści podawanej za prawdę religijną przez jakiś autorytet [...] oraz wyłączanie wiary z płaszczyzny racjonalnej krytyki, przy jednocześnie rozwiniętym krytycyzmie w zakresie pozareligijnym (s. 427); i dalej: FIDEIZM W TEOLOGII - Początkowo, pod wpływem protestantyzmu, f. oznaczał dowartościowanie wiary w życiu religijnym, a następnie wyolbrzymianie jej roli, dochodzące do negacji wartości rozumu. Współcześnie w obrębie f. wyróżnia się dwa nurty: Nurt redukcjonistyczny, przyjmujący, że wiara jest jedynym lub absolutnie dominującym źródłem i sposobem poznania religijnego (wraz z negatywnym stosunkiem do poznania rozumowego) albo przynajmniej uznający rozum za nieużyteczny lub zbyteczny w tej dziedzinie [...] (s. 458). Tyle wystarczy, a mój komentarz zbędny. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> > To chyba nie jest twierdzenie historyczne, tylko filozoficzne. Deklarował Pan, że nie ma zamiaru zajmować się filozofią.> To jest stwierdzenie moje. Ja tak uważam, a ponieważ niewiele wiem na temat filozofii, więc nie mam pojęcia, że filozofowie też się tym problemem zajęli. Jeśli tak, to chwała im za to. Jest to zarazem Pana twierdzenie i zarazem twierdzenie filozoficzne. > >>Rozumiem, że różni ludzie mają różne potrzeby, są tacy, który potrzebują religii i wiary w siły nadprzyrodzone. A ja tych ludzi i ich potrzeby szanuję. Ale pytania zadaję, bo zapewne mi wolno.> >>> Fideizm nie oznacza wrogości do nauki jako takiej, ale wrogość do czynienia z wiary - nauki.> >>Dla mnie fideizm zaczyna się od Tertuliana, a kończy na Augustynie. To co było dalej już mnie nie interesuje. Patrząc z tej perspektywy, inaczej rozumiem motywy, które kierowały Tertulianem.> > To znowu jest niezgodne z faktami historycznymi, jak również ze znaczeniem słowa "fideizm". To, że pewne późniejsze fakty historyczne Pana nie interesują nie znaczy, że ich nie ma.> Zatem zdań kilka na temat znaczenia słowa "fideizm".> W jednej z wcześniejszych wypowiedzi napisałem (zacytuję sam siebie):> "Fideistyczne hasło Tertuliana to wrogość do ludzkiego rozumu i do nauki. Po co nauka i ludzki rozum, skoro - według Tertuliana - prawda i bez niej jest znana, gdyż została objawiona i przekazana ludzkości w Biblii. Po co człowiekowi rozum, skoro prowadzi go do błędnych nauk. Po co człowiekowi rozum, skoro prawda objawiona go przewyższa. Po co człowiekowi nauka, skoro jest już Biblia, a w niej ewangelie, w których jest wszystko. Po co człowiekowi prawda, skoro jest ona w Chrystusie, a swoim rozumem człowiek i tak jej nie pozna".> Pan natomiast napisał w odpowiedzi:> "Fideizm nie oznacza wrogości do nauki jako takiej, ale wrogość do czynienia z wiary - nauki".> Zmusił mnie Pan do zajęcia się tematem fideizmu. Najpierw zajrzałem do Słownika filozofii opracowanego pod redakcja znanego w Polsce filozofa, Jana Hartmana (Krakowskie Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 2009):> fideizm (łac. fides - wiara) - pogląd uznający nadrzędność wiary nad poznaniem rozumowym. Radykalny fideizm wystepuje przeciwko wszelkiej świeckiej nauce, a umiarkowany nakazuje jej podporządkowanie się teologii i kontroli autorytetu duchownego (s. 60). To fideizm sensu largo co najwyżej. Nie o ten (nie o taki) fideizm przecież tu chodzi, gdy mowa o sprzecznościach w Biblii. > Teraz Powszechna encyklopedia filozofii, komitet naukowy: Mieczysław Krapiec, Abelardo Lobato, Andrzej Maryniarczyk, Piotr Jaroszyński, Henryk Kiereś, Zofia J. Zdybicka (wyd. Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu, Lublin 2002):> FIDEIZM (łac. fides - wiara) - pogląd dotyczący relacji wiary i rozumu, akcentujący role wiary w poznaniu ludzkim; różnego typu postawy intelektualne, od skrajnego zanegowania rozumu do przekonania o dopełniającej roli czynników pozaracjonalnych w poznaniu umysłowym [...] W formie praktycznej f. wystepuje często jako bezkrytyczne przyjmowanie jakiejkolwiek treści podawanej za prawdę religijną przez jakiś autorytet [...] oraz wyłączanie wiary z płaszczyzny racjonalnej krytyki, przy jednocześnie rozwiniętym krytycyzmie w zakresie pozareligijnym (s. 427); To także fideizm sensu largo. > i dalej:> FIDEIZM W TEOLOGII - Początkowo, pod wpływem protestantyzmu, f. oznaczał dowartościowanie wiary w życiu religijnym, a następnie wyolbrzymianie jej roli, dochodzące do negacji wartości rozumu. Współcześnie w obrębie f. wyróżnia się dwa nurty: >Nurt redukcjonistyczny, przyjmujący, że wiara jest jedynym lub absolutnie dominującym źródłem i sposobem poznania religijnego (wraz z negatywnym stosunkiem do poznania rozumowego) albo przynajmniej uznający rozum za nieużyteczny lub zbyteczny w tej dziedzinie [...] (s. 458). To już bardziej adekwatne rozumienie. Fideizm = twierdzenie, że prawdy wiary nie mogą (i nie muszą) być wykazane przez rozum. Katolicyzm nie jest fideizmem; dla nie-fideisty sprzeczność w Biblii stanowi problem, dla fideisty - nie, ponieważ f. uważa, że rozum nie potwierdza ani nie obala) prawd wiary. > Tyle wystarczy, a mój komentarz zbędny.> Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Uważam to tylko, że Pana analizy Biblii nie podważają fideizmu. Katolicyzm - jeżeli są trafne - tak, ale nie fideizm.Oznacza to, że Pan nie rozumie tego, co piszę. A to mnie dziwi. Nie mam najmniejszej ochoty ani podważać fideizm, ani go nie podważać. Interesują mnie w tej akurat dyskusji sprzeczności w Biblii, a konkretnie w Nowym Testamencie. Jeśli chce Pan na forum podyskutować z kimś na temat fideizmu, to proszę założyć nowy wątek, być może znajdą się chętni do dyskusji. > Katolicyzm - jeżeli są trafne - tak,Ja nic nie chcę podważać. To nie jest moim celem. Nie rozumiem tylko, dlaczego pominął Pan protestantyzm? Czyżby protestanci korzystał z innej Biblii niż katolicy? Dyskusja dotyczy sprzeczności w Nowym Testamencie. W kilku wypowiedziach podałem wiele takich nie dających się pogodzić sprzeczności i wytłumaczyłem, jakie jest ich źródło. W jednej z odpowiedzi stwierdził Pan, że sprzeczności można pogodzić przez wprowadzenie pojęcie sensu alegorycznego i jednocześnie zanegował zasadność dosłownego odczytywania Biblii. Zabrakło jednak uzasadnienia, co upoważnia Pana do takich twierdzeń. Ponadto nie podjął się Pan próby wytłumaczenia choćby jednej z tych sprzeczności za pomocą tego "alegorycznego sensu", a tego przecież należało się spodziewać. Oczekuję zatem na takie analizy. W odpowiedzi na pana sugestie zadałem kilka istotnych pytań. Dotąd jednak nie otrzymałem odpowiedzi. Nadal jednak czekam. We wskazanej wyżej wypowiedzi stwierdziła Pan ponadto, że Bóg "mógł przemawiać do człowieka w sposób sprzeczny, każąc jednemu ewangeliście powiedzieć jedno, a drugiemu coś innego". Według Pana w ten właśnie sposób można wytłumaczyć wielką ilość sprzeczności w Biblii nie wskazując - jak zwykle zresztą - podstaw do takiego twierdzenia. Nie proszę nawet, by udowodnił Pan, że to właśnie Bóg jest twórcą tych wszystkich sprzeczności, gdyż zdaję sobie sprawę z tego, że dowodu takiego nie jest Pan w stanie przeprowadzić. W odpowiedzi na tę niedorzeczna wypowiedź opisałem dość obszernie prawdziwe a niue wydumane przyczyny licznych sprzeczności w Nowym Testamencie. Przy okazji w drugiej z tych wypowiedzi podałem kilka bardzo istotnych zmian wprowadzonych przez anonimowych skrybów (fałszerzy) do treści ewangelii, w tym nawet dopisania ostatniego rozdziału do Ewangelii Jana. Nie doczekałem się Pan odpowiedzi. Niemniej nadal czekam. W kolejnej wypowiedzi napisałem, że już w starożytności wiele osób - w tym m.in. Orygenes, biskup Dionizy i anonimowy autor Apokalipsy Jana - doskonale wiedziało, kto jest sprawcą tych sprzeczności, przy czym nikt z nich Boga o to nie posądzał. Oni, w przeciwieństwie do Pana, twardo stali na ziemi. Nie odpowiedział Pan i na tę wypowiedź. Nadal czekam. Proszę mi udowodnić, że to jednak Bóg a nie człowiek jest sprawca tych sprzeczności. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Możliwa jest i taka odpowiedz: rygor sprzeczności (dbałości o niesprzeczność) obowiązuje człowieka i jego umysł. Ale czy tak samo musi obowiązywać Boga i zmuszać go do konsystencji? Czy Bóg - jeżeli tylko chciał - nie mógł przemawiać do człowieka w sposób sprzeczny, każąc jednemu ewangeliście powiedzieć jedno, a drugiemu coś innego?
A ja myślałem, że katolik - a Pan przecież nim jest - powinien myśleć następująco: Bóg dał człowiekowi Biblię po to, by człowiek ją rozumiał i kierował się w życiu jej przesłaniem, a nie po to, by z rozdziawioną gębą i wytrzeszczonymi ślepiami patrzył na nią jak wół na malowane wrota i nic z niej nie pojmował. Takiej Biblii Bóg dawać nie musiał, bo byłaby zbędna. Jeśli posądza Pan swojego Boga, że przemawia do człowieka w sposób niezrozumiały, jeśli uważa Pan, że Bóg dał człowiekowi do ręki Biblię, której pełno jest sprzeczności i której człowiek pojąć nie jest w stanie, to złe Pan świadectwo wystawia swojemu Bogu.
>Jakim prawem - proszę mi powiedzieć - dyktuje Pan Bogu w jaki sposób powinien się wypowiadać?
Prawem rozumu, który podobno dał mi Bóg i kazał mi się nim posługiwać. A to rozum nie byle jaki, bo dany od Boga. A dał mi go również po to, a może przede wszystkim po to, bym rozumiał, co do mnie mówi.
Odwrócę Pana pytanie: Jakim prawem - proszę mi powiedzieć - posądza Pan swojego Boga o tak bezsensowne działanie? W jaki sposób ma Pan wsłuchiwać się słowo Boże i starać się je spełniać, skoro Pan tego słowa nie rozumie?
> Milcząco racjonalizuje i naturalizuje Pan religię, tzn. przyjmuje Pan milcząco, że LUDZKIE standardy racjonalności powinny być zastosowane do ksiąg, mających mieć Boskie pochodzenie. Jeżeli otrzymuje Pan destrukcyjne dla tych ksiąg wnioski, to tylko przy tych założeniach i za ich sprawą.
Już wyżej napisałem, że po to Bóg dał ludziom Biblię, by ludzie ją rozumieli. Jeśli zaś mają jej nie rozumieć - to jest im ona zbędna, a Bóg by jej nie dał.
Teraz zajrzymy do Katechizmu Kościoła katolickiego. KKk 81 poucza wiernych, że "Pismo Święte jest mową Bożą, utrwaloną pod natchnieniem Ducha Świętego na piśmie [...] Święta Tradycja słowo Boże [...] powierzone Apostołom przekazuje w całości ich następcom [czyli chrześcijanom], by [...] wiernie je w swym nauczaniu zachowywali, wyjaśniali i rozpowszechniali". Czy chrześcijanie mogliby realizować ten "nakaz", gdyby nie rozumieli treści?
Proszę jeszcze zajrzeć do Nowego Testamentu i zapoznać się z następującymi fragmentami: Łk 4, 16 i nast., Rz 15, 4 oraz 2 Tm 3, 15-16. Mój komentarz zbędny.
>Teolog jednak może na to odpowiedzieć, że jest to stawianie człowieka i jego rozumu ponad rozum boski.
Powie tak tylko po to, by skarcić tego, który dostrzega sprzeczności w Biblii i wmówić mu, że żadnych sprzeczności tam nie ma, że on źle rozumie to, co przeczytał, a i tak pojąć nie potrafi słowa Bożego, oraz że - tu Pana słowa - "ludzkie standardy racjonalności nie powinny być zastosowane do ksiąg, mających Boskie pochodzenie". Innymi słowy teolog powie mu: "Nie odzywaj się, boś za głupi, by zrozumieć Boga".
>To zaś jest niczym innym, jak powiedzeniem, że nie istnieje doskonalszy od ludzkiego umysł Boski.
A dlaczego miałby istnieć doskonały Bóg, a tym samy doskonały umysł Boski? Czy dlatego, że tak chcą i z góry tak zakładają osoby wierzące? Dlaczego istnienie wszechświata musi mieć przyczynę, a tą przyczyna jest oczywiście Bóg? A może wszechświat nie potrzebuje żadnych przyczyn? A może wszechświat po prostu istnieje, i to wszystko (B. Russell)? A jeśli nawet wszechświat ma jakąś przyczynę, to dlaczego koniecznie musi nią być Bóg? Czy dlatego, że tak chcą osoby wierzące? To stanowczo za mało.
>To zaś natomiast oznacza, że jeżeli ze swojej analizy Biblii wysnuwa Pan wniosek, że Boga nie ma, to dzieje się to za sprawą założenia, że Boga nie ma. Tak więc założył Pan to, co następnie Pan udowadnia, czyli w rozumowaniu porusza się Pan po błędnym kole.
Nikt przy zdrowych zmysłach - również ja - nie jest w stanie na podstawie analizy Biblii wysnuć wniosku, że Boga nie ma. Jeśli zaś ktoś tak uważa, to nie jest przy zdrowych zmysłach. Znam natomiast pewne rzekome dowody na rzecz istnienia Boga formułowane w oparciu o założenie, że bóg istnieje.
Na podstawie lektury Biblii można określić atrybuty opisanego w niej Boga, lecz nie można na tej podstawie wyrokować, czy Bóg istnieje czy też nie. Moje przekonanie o nieistnieniu Boga wynika z innych przesłanek, a te z Biblią nie mają nic wspólnego.
Podsumowując: nie poruszam się po błędnym kole.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>A ja myślałem, że katolik - a Pan przecież nim jest - powinien myśleć następująco: >Bóg dał człowiekowi Biblię po to, by człowiek ją rozumiał i kierował się w życiu jej przesłaniem, a nie po to, by z rozdziawioną gębą i wytrzeszczonymi ślepiami patrzył na nią jak wół na malowane wrota i nic z niej nie pojmował. Takiej Biblii Bóg dawać nie musiał, bo byłaby zbędna. Jeśli posądza Pan swojego Boga, że przemawia do człowieka w sposób niezrozumiały, jeśli uważa Pan, że Bóg dał człowiekowi do ręki Biblię, której pełno jest sprzeczności i której człowiek pojąć nie jest w stanie, to złe Pan świadectwo wystawia swojemu Bogu.
Cały czas utożsamia Pan chrześcijaństwo z katolicyzmem, w tym akapicie niejako w mojej osobie, czy na jej przykładzie.
>>Jakim prawem - proszę mi powiedzieć - dyktuje Pan Bogu w jaki sposób powinien się wypowiadać? >Prawem rozumu, który podobno dał mi Bóg i kazał mi się nim posługiwać. A to rozum nie byle jaki, bo dany od Boga. A dał mi go również po to, a może przede wszystkim po to, bym rozumiał, co do mnie mówi. >Odwrócę Pana pytanie: Jakim prawem - proszę mi powiedzieć - posądza Pan swojego Boga o tak bezsensowne działanie? W jaki sposób ma Pan wsłuchiwać się słowo Boże i starać się je spełniać, skoro Pan tego słowa nie rozumie?
Nie odpowiada Pan na pytanie. Proszę na nie odpowiedzieć. Jakim prawem wyznacza PAN warunki, jakie ma spełniać objawienie, czy księga objawiona?
Na Pana pytania odpowiadam: posądzam o to Boga na podstawie jego wielkości, przekraczającej ludzkie pojmowanie. Na tej zasadzie ludzka racjonalność (sprawiedliwość, itd.) to co najwyżej niedoskonałe imitacje Boskiej racjonalności czy sprawiedliwości.
>> Milcząco racjonalizuje i naturalizuje Pan religię, tzn. przyjmuje Pan milcząco, że LUDZKIE standardy racjonalności powinny być zastosowane do ksiąg, mających mieć Boskie pochodzenie. Jeżeli otrzymuje Pan destrukcyjne dla tych ksiąg wnioski, to tylko przy tych założeniach i za ich sprawą. >Już wyżej napisałem, że po to Bóg dał ludziom Biblię, by ludzie ją rozumieli. Jeśli zaś mają jej nie rozumieć - to jest im ona zbędna, a Bóg by jej nie dał.
Milcząco zakłada Pan, że mogą ją rozumieć jedynie przyjmując standardy naukowej krytyki biblijnej. Na czym opiera Pan to założenie?
>Teraz zajrzymy do Katechizmu Kościoła katolickiego. KKk 81 poucza wiernych, że "Pismo Święte jest mową Bożą, utrwaloną pod natchnieniem Ducha Świętego na piśmie [...] Święta Tradycja słowo Boże [...] powierzone Apostołom przekazuje w całości ich następcom [czyli chrześcijanom], by [...] wiernie je w swym nauczaniu zachowywali, wyjaśniali i rozpowszechniali". >Czy chrześcijanie mogliby realizować ten "nakaz", gdyby nie rozumieli treści?
Tak, ale dlaczego rozumienie nie miałoby polegać na przyjęciu wykładni Pisma podawanej przez Kościół?
>Proszę jeszcze zajrzeć do Nowego Testamentu i zapoznać się z następującymi fragmentami: Łk 4, 16 i nast., Rz 15, 4 oraz 2 Tm 3, 15-16. Mój komentarz zbędny.
Jak Pan wie, każdy fragment Biblii można interpretować na nieskończenie wiele sposobów.
>>Teolog jednak może na to odpowiedzieć, że jest to stawianie człowieka i jego rozumu ponad rozum boski.
>Powie tak tylko po to, by skarcić tego, który dostrzega sprzeczności w Biblii i wmówić mu, że żadnych sprzeczności tam nie ma, że on źle rozumie to, co przeczytał, a i tak pojąć nie potrafi słowa Bożego, oraz że - tu Pana słowa - "ludzkie standardy racjonalności nie powinny być zastosowane do ksiąg, mających Boskie pochodzenie". Innymi słowy teolog powie mu: "Nie odzywaj się, boś za głupi, by zrozumieć Boga".
Rozumiem, że w Pana przekonaniu (niecny) cel, w jakim ktoś coś mówi, dyskwalifikuje to, mówi?
>>To zaś jest niczym innym, jak powiedzeniem, że nie istnieje doskonalszy od ludzkiego umysł Boski. >A dlaczego miałby istnieć doskonały Bóg, a tym samy doskonały umysł Boski? Czy dlatego, że tak chcą i z góry tak zakładają osoby wierzące?
Nie chodzi o to, czy Bóg istnieje czy nie, ale o to, czy Pana argumentacja jest w stanie dowieść, że Bóg nie istnieje. Porusza się Pan bowiem po błędnym kole, jeżeli chce Pan tego dowieść.
>Dlaczego istnienie wszechświata musi mieć przyczynę, a tą przyczyna jest oczywiście Bóg? A może wszechświat nie potrzebuje żadnych przyczyn? A może wszechświat po prostu istnieje, i to wszystko (B. Russell)?
A może Bóg po prostu istnieje, i to wszystko? Stanowisko Russella prowadzi co najwyżej do sceptycyzmu.
>A jeśli nawet wszechświat ma jakąś przyczynę, to dlaczego koniecznie musi nią być Bóg? Czy dlatego, że tak chcą osoby wierzące? To stanowczo za mało.
Kto orzekł, że to "stanowczo za mało"?
>>To zaś natomiast oznacza, że jeżeli ze swojej analizy Biblii wysnuwa Pan wniosek, że Boga nie ma, to dzieje się to za sprawą założenia, że Boga nie ma. Tak więc założył Pan to, co następnie Pan udowadnia, czyli w rozumowaniu porusza się Pan po błędnym kole. >Nikt przy zdrowych zmysłach - również ja - nie jest w stanie na podstawie analizy Biblii wysnuć wniosku, że Boga nie ma. Jeśli zaś ktoś tak uważa, to nie jest przy zdrowych zmysłach. Znam natomiast pewne rzekome dowody na rzecz istnienia Boga formułowane w oparciu o założenie, że bóg istnieje.
Dobrze, z Pana analizy nie wynika nieistnienie Boga, co w takim razie wynika?
>Na podstawie lektury Biblii można określić atrybuty opisanego w niej Boga, lecz nie można na tej podstawie wyrokować, czy Bóg istnieje czy też nie. >Moje przekonanie o nieistnieniu Boga wynika z innych przesłanek, a te z Biblią nie mają nic wspólnego.
>Podsumowując: nie poruszam się po błędnym kole.
Jeżeli nie zamierza Pan dowodzić w ten sposób nieistnienia Boga, to rzeczywiście nie porusza się Pan. Tylko do jakich wobec tego wniosków prowadzą Pana analizy?
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>> Możliwa jest i taka odpowiedz: rygor sprzeczności (dbałości o niesprzeczność) obowiązuje człowieka i jego umysł. Ale czy tak samo musi obowiązywać Boga i zmuszać go do konsystencji? Czy Bóg - jeżeli tylko chciał - nie mógł przemawiać do człowieka w sposób sprzeczny, każąc jednemu ewangeliście powiedzieć jedno, a drugiemu coś innego? >>A ja myślałem, że katolik - a Pan przecież nim jest - powinien myśleć następująco: Bóg dał człowiekowi Biblię po to, by człowiek ją rozumiał i kierował się w życiu jej przesłaniem, a nie po to, by z rozdziawioną gębą i wytrzeszczonymi ślepiami patrzył na nią jak wół na malowane wrota i nic z niej nie pojmował. Takiej Biblii Bóg dawać nie musiał, bo byłaby zbędna. Jeśli posądza Pan swojego Boga, że przemawia do człowieka w sposób niezrozumiały, jeśli uważa Pan, że Bóg dał człowiekowi do ręki Biblię, której pełno jest sprzeczności i której człowiek pojąć nie jest w stanie, to złe Pan świadectwo wystawia swojemu Bogu. > Cały czas utożsamia Pan chrześcijaństwo z katolicyzmem, w tym akapicie niejako w mojej osobie, czy na jej przykładzie.
Do znudzenia to samo pan powtarza i obarcza mnie ciągle tym samym, w mojej ocenie błędnym zarzutem. A poza tym, skoro Pan nieco poniżej zarzucił mi, że nie odpowiadam na pytania, więc zrewanżuję się tym samym. Nie odniósł się Pan ani jednym słowem do tego, co napisałem wyżej. A ja w tych trzech zdaniach zawarłem odpowiedź na Pana pytanie. Odpowiedzi z Pana strony zabrakło. Powołał się Pan na rygor sprzeczności, a ja w tych zdaniach odwołałem się do zdrowego rozsądku, do logicznego rozumowania, do mądrości i do inteligencji.
>>>Jakim prawem - proszę mi powiedzieć - dyktuje Pan Bogu w jaki sposób powinien się wypowiadać? >>Prawem rozumu, który podobno dał mi Bóg i kazał mi się nim posługiwać. A to rozum nie byle jaki, bo dany od Boga. A dał mi go również po to, a może przede wszystkim po to, bym rozumiał, co do mnie mówi. > Nie odpowiada Pan na pytanie. Proszę na nie odpowiedzieć. Jakim prawem wyznacza PAN warunki, jakie ma spełniać objawienie, czy księga objawiona?
Odpowiedziałem, czyżby nie czytał Pan uważnie. W związku z tym wytłuściłem powyżej moją odpowiedź z poprzedniej wypowiedzi, by Pan ją dojrzał.
Mam zawsze problem w dyskusjach o Bogu, którego istnienie neguję. Dla potrzeb dyskusji sam dla siebie zakładam jego hipotetyczne istnienie. W tym przypadku przez analogię przyjąłem również, że Biblia jest księgą natchnioną przez Boga, choć absolutnie tak nie uważam. Biblię napisali wyłącznie ludzie, tak jak każdą inną księgę. Bóg nie ma z tym nic wspólnego. Skoro twierdzę, że Boga nie ma, to oczywistym jest, że jako nieistniejący nie wpłynął na umysł i wolę piszącego i nie obdarował go żadnym przekazem. A zatem nie wyznaczyłem nieistniejącemu Bogu żadnych warunków. Ja te warunki - skoro Pan tak to nazywa - wyznaczyłem autorom ewangelii i pozostałych ksiąg Nowego Testamentu. Tyle w skrócie tytułem wyjaśnienia mojego stanowiska.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>> Cały czas utożsamia Pan chrześcijaństwo z katolicyzmem, w tym akapicie niejako w mojej osobie, czy na jej przykładzie. >Do znudzenia to samo pan powtarza i obarcza mnie ciągle tym samym, w mojej ocenie błędnym zarzutem.
Nie, nie jest błędny.
>A poza tym, skoro Pan nieco poniżej zarzucił mi, że nie odpowiadam na pytania, więc zrewanżuję się tym samym. Nie odniósł się Pan ani jednym słowem do tego, co napisałem wyżej. A ja w tych trzech zdaniach zawarłem odpowiedź na Pana pytanie. Odpowiedzi z Pana strony zabrakło. >Powołał się Pan na rygor sprzeczności, a ja w tych zdaniach odwołałem się do zdrowego rozsądku, do logicznego rozumowania, do mądrości i do inteligencji.
To są rzeczy bardzo dobre do poznawania świata jakim go znamy. Ale przecież Bóg (zgodzi się Pan) nie jest takim samym bytem, jak książka, minerał czy ciało niebieskie - jeżeli istnieje. Na jakiej podstawie uznaje Pan, że racjonalna ocena czegoś, co uchodzi na dzieło Boga (mam na myśli objawienie) będzie adekwatna?
>>>>Jakim prawem - proszę mi powiedzieć - dyktuje Pan Bogu w jaki sposób powinien się wypowiadać? >>>Prawem rozumu, który podobno dał mi Bóg i kazał mi się nim posługiwać. A to rozum nie byle jaki, bo dany od Boga. A dał mi go również po to, a może przede wszystkim po to, bym rozumiał, co do mnie mówi.> Nie odpowiada Pan na pytanie. Proszę na nie odpowiedzieć. Jakim prawem wyznacza PAN warunki, jakie ma spełniać objawienie, czy księga objawiona? >Odpowiedziałem, czyżby nie czytał Pan uważnie. W związku z tym wytłuściłem powyżej moją odpowiedź z poprzedniej wypowiedzi, by Pan ją dojrzał.
Dojrzałem, ale nie uznałem tego za odpowiedz. Nie istnieje żadne "prawo rozumu". Wie Pan zapewne z historii nauki, jak bardzo zmienna jest metodologia naukowa. To co dziś Pan uważa za "prawo rozumu" zapewne nie było nim 1000 lat temu i mała szansa na to, że utrzyma się za 1000 lat.
>Mam zawsze problem w dyskusjach o Bogu, którego istnienie neguję. Dla potrzeb dyskusji sam dla siebie zakładam jego hipotetyczne istnienie. W tym przypadku przez analogię przyjąłem również, że Biblia jest księgą natchnioną przez Boga, choć absolutnie tak nie uważam. Biblię napisali wyłącznie ludzie, tak jak każdą inną księgę. Bóg nie ma z tym nic wspólnego.
Dlaczego tak Pan uważa?
>Skoro twierdzę, że Boga nie ma, to oczywistym jest, że jako nieistniejący nie wpłynął na umysł i wolę piszącego i nie obdarował go żadnym przekazem. A zatem nie wyznaczyłem nieistniejącemu Bogu żadnych warunków. Ja te warunki - skoro Pan tak to nazywa - wyznaczyłem autorom ewangelii i pozostałych ksiąg Nowego Testamentu.
Przecież powiedział Pan, że nie zakłada Pan, że Bóg nie istnieje. To, co mówi Pan powyżej, jest potwierdzeniem mojego zarzutu błędnego koła.
>Tyle w skrócie tytułem wyjaśnienia mojego stanowiska. > Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Powołał się Pan na rygor sprzeczności, a ja w tych zdaniach odwołałem się do zdrowego rozsądku, do logicznego rozumowania, do mądrości i do inteligencji. > To są rzeczy bardzo dobre do poznawania świata jakim go znamy. Ale przecież Bóg (zgodzi się Pan) nie jest takim samym bytem, jak książka, minerał czy ciało niebieskie - jeżeli istnieje.
Tak, zgadzam się. Bóg nie jest takim samym bytem jak np. książka, jabłko czy też mój kot. Przykładowo o tym, że książka istnieje można się łatwo przekonać biorąc ją do ręki i czytając ją. Jabłka też istnieją, jedno z nich przed chwilą zjadłem. Zaś mój kot siedzi teraz na parapecie okna, przy którym stoi moje biurko, ociera się o mnie i mruczy. Kryteria ich istnienia są jednoznacznie określone.
A co z Bogiem? Jego istnienie nie zostało jak dotąd udowodnione. Co więcej, nic o Bogu nie wiemy. Nie wiemy jakim jest bytem: czy duchowym, czy cielesnym, czy jeszcze innym, a także jak to rozumieć. Nie wiemy w jaki sposób - np. za pomocą jakich zmysłów - Bóg obserwuje świat i komunikuje się z nami? Gdzie Bóg istnieje (gdzie przebywa): czy w naszym świecie, czy też poza nim? A jeśli poza naszym światem, to pytania z wcześniejszego zdania są tym bardziej aktualne. Gdzie był przed stworzeniem przez siebie świata, skoro nic jeszcze nie było, i czasu też nie było, więc w jaki sposób istniał? Czy istniał poza przestrzenią i czasem? No i w końcu ostatnie pytanie: skąd wziął się Bóg?
Bóg istnieje zatem wyłącznie w umysłach ludzi, którzy w niego wierzą, którzy o nim myślą i jakoś go sobie wyobrażają, a tych różnych wyobrażeń jest zapewne wiele. A przecież nie wszystko, o czym człowiek jest w stanie myśleć i wyobrażać to sobie, jest czymś logicznie możliwym. Nie wszystko o czym myślimy istnieje lub może zaistnieć. Wszystko to zdecydowanie bardziej świadczy o nieistnieniu Boga niż o jego istnieniu. Nan dodatek nie wiemy co to znaczy, że Bóg istnieje. Nie znamy zatem kryteriów istnienia Boga. A zatem najlepiej twierdzić, że Bóg jest bytem hipotetycznym, którego istnienie nie zostało dotąd potwierdzone, lub że jest bytem istniejącym w sferze pojęciowej, do której pojęcie istnienia nie zostało jasno określone.
> Na jakiej podstawie uznaje Pan, że racjonalna ocena czegoś, co uchodzi na dzieło Boga (mam na myśli objawienie) będzie adekwatna?
Pan mnie naprawdę nie rozumie. Mnie objawienie Boga nie interesuje. Pisałem już kilkakrotnie, że interesuje mnie Biblia, a szczególnie Nowy Testament, osoba Jezusa oraz początki chrześcijaństwa, lecz od strony historycznej a nie religijnej. Religia czy też wiara chrześcijańska (i jakakolwiek inna również) mnie nie interesują, to nie jest mój świat. Czy tak trudno jest to zrozumieć? Objawienie Boga jest pojęciem, "wydarzeniem" powstałym w umysłach ludzi wierzących. Jest to teza nienaukowa, informacja natury religijnej, część wiedzy religijnej, której prawdziwości nie da się określić. Można np. stwierdzić, że w różnych dokumentach religii chrześcijańskiej jest mowa o objawieniu Boga, można na ten temat dyskutować, ale wyłącznie w odniesieniu do wiary i przekonań religijnych, lecz w żaden sposób nie można stwierdzić, że takie objawienie w rzeczywistości zaistniało. Co więcej, nie można w żaden sposób potwierdzić, że dokumenty te są natury religijnej, czyli zawierają słowo Boże.
> Dojrzałem, ale nie uznałem tego za odpowiedz. Nie istnieje żadne "prawo rozumu".
Mój rozum mi to podpowiedział, i to wszystko. A Pan znowu zdziera czwartą skórkę z jabłka.
> Wie Pan zapewne z historii nauki, jak bardzo zmienna jest metodologia naukowa. To co dziś Pan uważa za "prawo rozumu" zapewne nie było nim 1000 lat temu i mała szansa na to, że utrzyma się za 1000 lat.
I co z tego wynika?
>>Mam zawsze problem w dyskusjach o Bogu, którego istnienie neguję. Dla potrzeb dyskusji sam dla siebie zakładam jego hipotetyczne istnienie. W tym przypadku przez analogię przyjąłem również, że Biblia jest księgą natchnioną przez Boga, choć absolutnie tak nie uważam. Biblię napisali wyłącznie ludzie, tak jak każdą inną księgę. Bóg nie ma z tym nic wspólnego. > Dlaczego tak Pan uważa?
W wielu wcześniejszych napisałem, dlaczego tak uważam. Również na początku tej wypowiedzi. Odwrócę pytanie: A dlaczego Pan uważa inaczej? Jakie ma Pan podstawy do twierdzenia, że Bóg istnieje i jest jednym z autorów Biblii?
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Odwrócę Pana pytanie: Jakim prawem - proszę mi powiedzieć - posądza Pan swojego Boga o tak bezsensowne działanie? W jaki sposób ma Pan wsłuchiwać się słowo Boże i starać się je spełniać, skoro Pan tego słowa nie rozumie? > Na Pana pytania odpowiadam: posądzam o to Boga na podstawie jego wielkości, przekraczającej ludzkie pojmowanie. Na tej zasadzie ludzka racjonalność (sprawiedliwość, itd.) to co najwyżej niedoskonałe imitacje Boskiej racjonalności czy sprawiedliwości.
Czy naprawdę na tej podstawie uważa Pan, że aby spełnić zadość swojej wielkości Bóg dał wiernym Biblię pełną błędów, różnic i sprzeczności, której człowiek nie będzie w stanie zrozumieć i czerpać z niej korzyści dla siebie? To po co ją dał? By zaspokoić swoją próżność? Chrześcijaninie, jakże źle Pan tego Boga ocenia.
Nie potrafi Pan zostawić swojego Boga w spokoju i uparcie przypisuje mu jakąś rolę w powstaniu licznych różnic i sprzeczności w księgach Nowego Testamentu, a głównie w czterech ewangeliach kanonicznych. Ci, którzy choćby w niewielkim stopniu interesują się Nowym Testamentem, doskonale wiedzą, jaka jest przyczyna tych kłopotliwych dla chrześcijan sprzeczności. Dlatego też nie potrafię zrozumieć, że Pan - a może szczególnie Pan, co tym bardziej utrudnia mi to zrozumienie - wytrwale i uparcie doszukuje się tych przyczyn gdzieś w zaświatach i niepokoi tym swojego Boga. A tymczasem ten Pana Bóg już dawno zostawił nas tu na Ziemi i zdążył o nas zapomnieć, a teraz, w jakiejś odległej galaktyce, stwarza nowych ludzi, zapewne "na swój obraz i podobieństwo" (Rdz 1, 26), z mózgiem także podobnym do jego mózgu, tak jak i nas kiedyś stworzył.
Czas najwyższy, bym napisał Panu co nieco o tych sprzecznościach. Boga zostawię w spokoju i Panu też to radzę. Lepiej go nie drażnić, bo może się rozgniewać, a co potrafi rozgniewany zrobić, czytelnicy Starego Testamentu dobrze wiedzą.
Najstarszą jest Ewangelia Marka powstała w roku 70 n.e. lub nieco później. Nie wiemy z jakich źródeł autor korzystał. Po nim przyszli Mateusz i Łukasz, którzy niezależnie od siebie spisali swoje ewangelie w ostatnim dwudziestoleciu I wieku (Łukasz być może nieco później). Jest pewne, że każdy z nich korzystał z trzech źródeł: obaj z Ewangelii Marka i źródła Q, a dodatkowo Mateusz z jakiegoś dodatkowego źródła oznaczanego literą M, którego na pewno nie znał Łukasz, zaś Łukasz ze źródła L, którego nie znał Mateusz. Znaczne części ich ewangelii to materiał zapożyczony od Marka, jednak w większości przypadków nie przepisany wiernie. Jeśli przykładowo obaj opisali jakieś wydarzenie występujące u Marka, to każdy z nich - czyli Mt i Łk - coś w opisie zmienił w sposób, który odpowiadał jego wyobrażeniu lub celowi, który chciał osiągnąć (oczywiście nie zawsze). W efekcie wydarzenie to znalazło się w trzech ewangeliach - Mk, Mt, Łk - ale w każdej z nich opisane było inaczej. Tak samo Mt i Łk postępowali przy korzystaniu ze źródła Q. Jeśli dodamy do tego różne informacje M i L, to mamy jak na dłoni przyczynę powstawania pierwszych różnic i sprzeczności. Takie są fakty. Czy dostrzegł Pan tu gdzieś Boga?
A potem przyszedł jeszcze Jan, który nie znał ewangelii Mk, Mt i Łk, korzystał ze swoich źródeł nieznanych tamtym, i w efekcie w jego ewangelii - spisanej ostatecznie pomiędzy 100 a 110 rokiem, nie licząc późniejszych dodatków sporządzonych inną ręką - znalazły się w większości wydarzenia nieznane poprzednikom. Wyjątek stanowi głównie opis ostatnich dni życia Jezusa (Ostatnia Wieczerza, pojmanie, proces, ukrzyżowanie itd.), ale sprzeczności tej jego relacji z synoptykami są bardzo duże. Czy dojrzał Pan kolejny etap powstawania sprzeczności? Czy znalazł Pan tam Boga?
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Ewangelie dotarły do gmin, dla których zostały napisane, i w ten sposób w poszczególnych gminach pierwsi chrześcijanie słuchali innych opowieści niż ich współbracia należący do innych gmin.
A jeszcze nieco później rozpoczął się proces ręcznego przepisywania ewangelii, czyli tworzenie ich kopii, z tych z kolei kopii tworzono kolejne kopie, a z tych kopii kopii tworzono znowu kolejne kopie... Kopie tworzono ręcznie, bo nie było jeszcze druku. Ponadto, jak twierdzą znawcy, nie każdy kopista w pierwszym okresie potrafił pisać. Wystarczyło, że kopiował litery. Każdy kopista - co zrozumiałe - popełniał jakieś błędy, jeden mniej, drugi więcej, a te kopie z błędami były - co oczywiste - podstawą do tworzenia nowych kopii, których autorzy popełniali dodatkowe błędy, a te błędy "dodawały się" do tych wcześniejszych.
Różne to były błędy, dodane lub opuszczone słowo lub dwa, nieraz zdanie lub dwa zdania. Jedna zmiane były nieświadome, inne przeciwnie, wykonane z pełną świadomością.
Następny etap to wpisywanie uwag na marginesach, które - bo i tak się zdarzało - w kolejnej kopii zostały umieszczane w tekście głównym.
I wreszcie etap ostatni: dopisywanie znacznych partii materiału, nieraz kilkuzdaniowych, nieraz kilkunastozdaniowych, aż w końcu któryś z kopistów do Ewangelii Jana dopisał cały ostatni rozdział. A dlaczego tak robili? Bo na przykład któryś z nich - być może już na przełomie III i IV wieku, gdy na soborze nicejskim uchwalono już dogmat o Trójcy Świętej - bezskutecznie szukał w treści ewangelii jakiegoś potwierdzenia. Ale nie znalazł, z czym nie potrafił się pogodzić, więc dopisał wersety Mt 28, 18-20. Nie wiem, czy wstydził się tego, co zrobił, czy też był z siebie dumny, raczej należy przyjąć to drugie. Nadal jednak tu nie ma Boga.
Najważniejsze z tych ostatnich zmian, to: -- ostatni rozdział (21) do Ewangelii Jana, dopisany prawdopodobnie w latach 120-150; -- dłuższe zakończenie Ewangelii Marka 16, 9-20 (oryginalny tekst kończył się na Mk 16, 8); zakończenia tego nie zawierają dwa najstarsze kodeksy pochodzące z IV wieku (Synajski i Watykański) oraz wiele innych kodeksów; nie znali go: Euzebiusz, Klemens Aleksandryjski, Orygenes, Hieronim; -- polecenie ewangelizacyjne zmartwychwstałego Jezusa Mt 28, 18-20, dopisane znacznie później do ewangelii, być może dopiero na przełomie III i IV wieku (o czym wyżej); -- perykopa o kobiecie cudzołożnej J 7, 53 - 8, 11, której nie znają najstarsze kodeksy: Synajski, Watykański, Waszyngtoński, Aleksandryjski, Monachijski, Macedoński i inne; -- modlitwa Jezusa w Getsemane i krwawy pot Łk 22, 42-44, kolejna scena, której brak w najstarszych i najlepiej zachowanych manuskryptach.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | W pierwszych wiekach chrześcijaństwa księgi Nowego Testamentu bynajmniej nie były traktowane z takim pietyzmem, jak w czasach obecnych.
Mniej więcej w połowie II wieku niejaki Marcjon z Synopy postanowił stworzyć swój Nowy Testament. Do swojego kanonu postanowił jednak włączyć tylko jedną ewangelię, a konkretnie Łukasza, bo pozostałe nie spełniały jego oczekiwań. Ale w tej ewangelii też sporo namieszał. Wyrzucił z niej wszystkie odwołania do starotestamentowego Boga, bo go nie lubił. W ten sposób stworzył swoją nową Ewangelię Łukasza. Prawie wszystkie inne księgi wyrzucił, bo też mu się nie podobały. Pozostawił tylko listy korpusu Pawłowego, ale też nie wszystkie, gdyż nie podobały mu się listy pasterskie (1 i 2 Tm oraz Tt) oraz List do Hebrajczyków - zresztą niepawłowe - więc też ich do swego kanonu nie przyjął. A w tych listach, które pozostawił, też co nieco pozmieniał. Ogólnie ujmując, z pozostawionych ksiąg usunął wszystko, co według niego zanadto było naznaczone judaizmem. W ten sposób stworzył Marcjon pierwszy Nowy Testament (pierwszy kanon NT) i dał go wiernym.
W tym samym czasie żył niejaki Tacjan, twórca nowej ewangelii, którą poskładał z fragmentów Mk, Mt, Łk i J. To jego dzieło nieco później Euzebiusz nazwie po grecku dia tessaron euangelion, czyli "ewangelia przez czterech", a my obecnie znamy ją pod skróconą grecką nazwą Diatessaron. Sposób jej napisania wynika z poprzedniego zdania. Tacjan z każdej ewangelii wybrał odpowiadające mu fragmenty i wszystko razem odpowiednio zmontował.
Już w drugim wieku wielu czytelników czterech ewangelii dostrzegało występujące w nich sprzeczności, a nich byli również ojcowie Kościoła. Żyjący w II wieku Celsus, krytyk chrześcijaństwa, napisał, że Niektórzy chrześcijanie, niczym ludzie, którzy po pijanemu działają na własną zgubę, zmienili trzy, cztery czy więcej razy oryginalny tekst ewangelii i sfałszowali go, aby mieć odpowiedź na stawiane zarzuty.
Problem ten dostrzegał również Orygenes, chrześcijanin (II/III wiek). Napisał: Tymczasem jest oczywiste, że istnieje duża różnica między rękopisami; wynika ona bądź z niedbalstwa pewnych kopistów, bądź z niegodziwej śmiałości niektórych, bądź winę za to ponoszą ci, którzy nie zwracają uwagi na poprawność tekstów, bądź ci, którzy poprawiając dodają lub usuwają, co im się podoba.
W podobnym tonie wypowiadał się w II wieku Ireneusz, chrześcijanin, który skrytykował praktyki Marcjona. Żyjący również w II wieku biskup Dionizy użalał się na fałszerzy tekstu ksiąg NT, które nazywał "pismami pańskimi". Nawet autor Apokalipsy Jana, doskonale zdający sobie sprawę z tych fałszerstw, wpisał do swego dzieła, że Bóg ukarze tego, który coś w Apokalipsie pozmienia (Ap 22, 18-19).
Żaden z ww. przeciwników fałszowania nie widział w tym procesie jakiegokolwiek udziału Boga, nie pouczał, że nie należy Biblii rozumieć dosłownie, że Bóg celowo podyktował kolejnym autorom sprzeczne informacje, nie wspomniał przy okazji o doskonałym umyśle Boga ani też nie posądzali go o nielogiczne postępowanie, nie napisał, że "ludzkie standardy racjonalności nie powinny być zastosowane do ksiąg mających Boskie pochodzenie", nie wspomniał wreszcie o Bogu, "którego wielkość przekracza ludzkie pojmowanie". A Pan nieustanie, aż do znudzenia o tym pisze. Oni twardo stali na ziemi, o wszystko obwinili fałszerzy.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Już wyżej napisałem, że po to Bóg dał ludziom Biblię, by ludzie ją rozumieli. Jeśli zaś mają jej nie rozumieć - to jest im ona zbędna, a Bóg by jej nie dał. > Milcząco zakłada Pan, że mogą ją rozumieć jedynie przyjmując standardy naukowej krytyki biblijnej. Na czym opiera Pan to założenie?
A jak mają zrozumieć Biblię, jeśli nie przy pomocy własnego rozumu, który Bóg im dał? Naukowa krytyka Biblii ma im w tym pomóc. Czy mają na okres czytania pożyczyć od Boga jego Boski umysł, by zrozumieć tekst pomimo przeszkód, które Bóg uczynił w jego zrozumieniu. Po co miałby Bóg dawać ludziom rozum, a potem przemawiać do nich za pomocą świętych ksiąg, skorą nie są w stanie własnym rozumem zrozumieć to, co mówi do nich Bóg? Przecież to skrajnie nielogiczne, tym bardziej dla Boga.
Na czym opieram takie założenie? Na własnym rozumie, którego w przeciwieństwie do Pana nie otrzymałem od Boga. Ot, taki drobny prezent od ewolucji.
>>Teraz zajrzymy do Katechizmu Kościoła katolickiego. KKk 81 poucza wiernych, że "Pismo Święte jest mową Bożą, utrwaloną pod natchnieniem Ducha Świętego na piśmie [...] Święta Tradycja słowo Boże [...] powierzone Apostołom przekazuje w całości ich następcom [czyli chrześcijanom], by [...] wiernie je w swym nauczaniu zachowywali, wyjaśniali i rozpowszechniali". Czy chrześcijanie mogliby realizować ten "nakaz", gdyby nie rozumieli treści? > Tak, ale dlaczego rozumienie nie miałoby polegać na przyjęciu wykładni Pisma podawanej przez Kościół?
Wygląda na to, że nie rozumie Pan tego, co piszę, a staram się to robić tak, by było to łatwe do zrozumienia. Nigdzie nie napisałem, że rozumienie Biblii ma się opierać na przyjęciu wykładni podawanej przez Kościół. Uważam bowiem akurat przeciwnie. Kościół narzuca wiernym jak mają rozumieć Biblię, a jego wykładnia według mnie jest w wielu przypadkach niewłaściwa, tendencyjna, innymi słowy - nienaukowa.
Powołałem się na Katechizm Kk między innymi dla tego, by pokazać, że nawet w nim mowa jest o tym, że "mowa Boża|" przeznaczona jest przez Boga dla ludzi, by ją "zachowywali, wyjaśniali i rozpowszechniali". A jak mieliby to czynić - np. wyjaśniać - gdyby jej nie rozumieli. Powołałem się na KKk również dlatego, że Pan - jak sądzę katolik, a już na pewno chrześcijanin - uparcie od dłuższego już czasu głosi tezę, że człowiek nie jest w stanie zrozumieć tego, co Bóg do niego mówi, a tę pokrętną myśl wyraził już Pan na wszystkie możliwe sposoby.
>>Proszę jeszcze zajrzeć do Nowego Testamentu i zapoznać się z następującymi fragmentami: Łk 4, 16 i nast., Rz 15, 4 oraz 2 Tm 3, 15-16. Mój komentarz zbędny. > Jak Pan wie, każdy fragment Biblii można interpretować na nieskończenie wiele sposobów.
Nie wiem czegoś takiego. Oczywiście doskonale wiem, że pewne fragmenty Biblii można nieco odmiennie interpretować - i znam wiele takich przykładów - ale to nie oznacza, że można wymyślać jakieś duby smalone czy inne koszałki-opałki. Obrazowo napiszę tak: Jeśli będzie Pan kiedyś ze swoimi znajomymi oglądać jakiś dajmy na to nowy model Mercedesa, to wprawdzie po powrocie do domu będziecie się nieco różnić w opisie koloru i wyglądu karoserii, kształtu tylnych i przednich lamp oraz szczegółów wnętrza, ale nikt z nie powie, że to nie był samochód, tylko niewielki skuter. A Pan mniej więcej to sugeruje.
>>>Teolog jednak może na to odpowiedzieć, że jest to stawianie człowieka i jego rozumu ponad rozum boski. >>Powie tak tylko po to, by skarcić tego, który dostrzega sprzeczności w Biblii i wmówić mu, że żadnych sprzeczności tam nie ma, że on źle rozumie to, co przeczytał, a i tak pojąć nie potrafi słowa Bożego, oraz że - tu Pana słowa - "ludzkie standardy racjonalności nie powinny być zastosowane do ksiąg, mających Boskie pochodzenie". Innymi słowy teolog powie mu: "Nie odzywaj się, boś za głupi, by zrozumieć Boga". > Rozumiem, że w Pana przekonaniu (niecny) cel, w jakim ktoś coś mówi, dyskwalifikuje to, mówi?
W tym konkretnym przypadku cel teologa jest rzeczywiście niecny, ale przede wszystkim to, co mówi, jest tendencyjnym oszustwem, świadomym stosowaniem kłamliwej argumentacji mającym na celu poniżenie drugiej osoby. A fakt ten dyskwalifikuje nie tylko niecny cel, ale przede wszystkim teologa i to, co on powiedział.
Nie widzę większych przeszkód, by zrozumieć treść zarówno Starego jak i Nowego Testamentu. Ja znam i rozumiem, a interpretacja teologów jest dla mnie w wielu miejscach nie do przyjęcia.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>>To zaś jest niczym innym, jak powiedzeniem, że nie istnieje doskonalszy od ludzkiego umysł Boski. >>A dlaczego miałby istnieć doskonały Bóg, a tym samy doskonały umysł Boski? Czy dlatego, że tak chcą i z góry tak zakładają osoby wierzące? > Nie chodzi o to, czy Bóg istnieje czy nie, ale o to, czy Pana argumentacja jest w stanie dowieść, że Bóg nie istnieje.
Przecież pan doskonale wie, że negatywne zdania egzystencjalne - i inne również - nie dają się udowodnić z powodów czysto logicznych, chyba że wynikają z innych zdań o nieistnieniu. Przykładowo można udowodnić, że nie istnieją niebieskie kwadratowe trójkąty na podstawie zdania, że nie istnieją kwadratowe trójkąty. Nie jestem zatem w stanie udowodnić nieistnienia Boga, za to przed panem szerokie pole do popisu: proszę udowodnić istnienie Boga, bo przecież dowodzi się pozytywnych zdań egzystencjalnych, zatem ciężar dowodu spoczywa na teiście, a nie na ateiście
>Porusza się Pan bowiem po błędnym kole, jeżeli chce Pan tego dowieść.
Już Pan teraz wie, że ja nie chcę tego udowodnić. Jeśli Pan tak wnioskuje na podstawie tego, co napisałem, to jest to błędny wniosek.
>>Dlaczego istnienie wszechświata musi mieć przyczynę, a tą przyczyna jest oczywiście Bóg? A może wszechświat nie potrzebuje żadnych przyczyn? A może wszechświat po prostu istnieje, i to wszystko (B. Russell)? >A może Bóg po prostu istnieje, i to wszystko?
Dowód poproszę. Bo ja chyba nie muszę udowadniać, że wszechświat istnieje. Dlaczego tą pierwszą przyczyna miałby być akurat Bóg? A może jest nią po prostu wszechświat?
>>A jeśli nawet wszechświat ma jakąś przyczynę, to dlaczego koniecznie musi nią być Bóg? Czy dlatego, że tak chcą osoby wierzące? To stanowczo za mało. > Kto orzekł, że to "stanowczo za mało"?
Ja. A przede mną David Hume i Immanuel Kant. Wyprzedzili mnie tylko dlatego, że żyli ponad dwieście lat przede mną. Jeśli zaś Pan uważa, że świat miał zewnętrzną przyczynę, a tą przyczyną był właśnie Bóg, to proszę to udowodnić.
A poza tym ponownie przypominam: tematem dzisiejszej lekcji są sprzeczności w Biblii.
>>>To zaś natomiast oznacza, że jeżeli ze swojej analizy Biblii wysnuwa Pan wniosek, że Boga nie ma, to dzieje się to za sprawą założenia, że Boga nie ma. Tak więc założył Pan to, co następnie Pan udowadnia, czyli w rozumowaniu porusza się Pan po błędnym kole. >>Nikt przy zdrowych zmysłach - również ja - nie jest w stanie na podstawie analizy Biblii wysnuć wniosku, że Boga nie ma. Jeśli zaś ktoś tak uważa, to nie jest przy zdrowych zmysłach. Znam natomiast pewne rzekome dowody na rzecz istnienia Boga formułowane w oparciu o założenie, że bóg istnieje. > Dobrze, z Pana analizy nie wynika nieistnienie Boga, co w takim razie wynika?
Z analizy Biblii nie wynika ani nieistnienie Boga, ani też jego istnienie.
>>Na podstawie lektury Biblii można określić atrybuty opisanego w niej Boga, lecz nie można na tej podstawie wyrokować, czy Bóg istnieje czy też nie. Moje przekonanie o nieistnieniu Boga wynika z innych przesłanek, a te z Biblią nie mają nic wspólnego. Podsumowując: nie poruszam się po błędnym kole. > Jeżeli nie zamierza Pan dowodzić w ten sposób nieistnienia Boga, to rzeczywiście nie porusza się Pan. Tylko do jakich wobec tego wniosków prowadzą Pana analizy?
Ogólnie odpowiem: do różnych. W każdym razie nie dotyczą, bo też dotyczyć nie mogą, problemu istnienia czy też nieistnienia Boga. Ten problem dawno już rozstrzygnąłem Jeśli zaś chodzi o te wnioski, to jeden z nich przedstawię w kolejnej wypowiedzi.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Przecież pan doskonale wie, że negatywne zdania egzystencjalne - i inne również - nie dają się udowodnić z powodów czysto logicznych, chyba że wynikają z innych zdań o nieistnieniu. Przykładowo można udowodnić, że nie istnieją niebieskie kwadratowe trójkąty na podstawie zdania, że nie istnieją kwadratowe trójkąty.
Przecież można udowodnić, że np. nie istnieje największa liczba naturalna.
>Nie jestem zatem w stanie udowodnić nieistnienia Boga, za to przed panem szerokie pole do popisu: proszę udowodnić istnienie Boga, bo przecież dowodzi się pozytywnych zdań egzystencjalnych, zatem ciężar dowodu spoczywa na teiście, a nie na ateiście.
Oczywiście, że można i podejmowano wiele tego rodzaju prób, np. doszukując się sprzeczności w pojęciu Boga.
>>Porusza się Pan bowiem po błędnym kole, jeżeli chce Pan tego dowieść. >Już Pan teraz wie, że ja nie chcę tego udowodnić. Jeśli Pan tak wnioskuje na podstawie tego, co napisałem, to jest to błędny wniosek. >>>Dlaczego istnienie wszechświata musi mieć przyczynę, a tą przyczyna jest oczywiście Bóg? A może wszechświat nie potrzebuje żadnych przyczyn? A może wszechświat po prostu istnieje, i to wszystko (B. Russell)? >>A może Bóg po prostu istnieje, i to wszystko? >Dowód poproszę. Bo ja chyba nie muszę udowadniać, że wszechświat istnieje.
Jeżeli mam być szczery, miałem własny dowód na istnienie Boga, przedstawiałem go nawet na "Racjonaliście" (znajdę go).
>Dlaczego tą pierwszą przyczyna miałby być akurat Bóg? A może jest nią po prostu wszechświat? >>>A jeśli nawet wszechświat ma jakąś przyczynę, to dlaczego koniecznie musi nią być Bóg? Czy dlatego, że tak chcą osoby wierzące? To stanowczo za mało. >> Kto orzekł, że to "stanowczo za mało"? >Ja. A przede mną David Hume i Immanuel Kant. Wyprzedzili mnie tylko dlatego, że żyli ponad dwieście lat przede mną.
Mówił Pan, zdaje się, że nie interesuje Pana filozofia.
>Jeśli zaś Pan uważa, że świat miał zewnętrzną przyczynę, a tą przyczyną był właśnie Bóg, to proszę to udowodnić. >A poza tym ponownie przypominam: tematem dzisiejszej lekcji są sprzeczności w Biblii.
Jest raczej to, co Pan uważa za sprzeczność.
>>>>To zaś natomiast oznacza, że jeżeli ze swojej analizy Biblii wysnuwa Pan wniosek, że Boga nie ma, to dzieje się to za sprawą założenia, że Boga nie ma. Tak więc założył Pan to, co następnie Pan udowadnia, czyli w rozumowaniu porusza się Pan po błędnym kole. >>>Nikt przy zdrowych zmysłach - również ja - nie jest w stanie na podstawie analizy Biblii wysnuć wniosku, że Boga nie ma. Jeśli zaś ktoś tak uważa, to nie jest przy zdrowych zmysłach. Znam natomiast pewne rzekome dowody na rzecz istnienia Boga formułowane w oparciu o założenie, że bóg istnieje. >> Dobrze, z Pana analizy nie wynika nieistnienie Boga, co w takim razie wynika? >Z analizy Biblii nie wynika ani nieistnienie Boga, ani też jego istnienie. >>>Na podstawie lektury Biblii można określić atrybuty opisanego w niej Boga, lecz nie można na tej podstawie wyrokować, czy Bóg istnieje czy też nie. Moje przekonanie o nieistnieniu Boga wynika z innych przesłanek, a te z Biblią nie mają nic wspólnego. Podsumowując: nie poruszam się po błędnym kole. >> Jeżeli nie zamierza Pan dowodzić w ten sposób nieistnienia Boga, to rzeczywiście nie porusza się Pan. Tylko do jakich wobec tego wniosków prowadzą Pana analizy?
>Ogólnie odpowiem: do różnych. W każdym razie nie dotyczą, bo też dotyczyć nie mogą, problemu istnienia czy też nieistnienia Boga. Ten problem dawno już rozstrzygnąłem
Zakładając, że takie czy inne wnioski wynikają z Pana analizy, co wynika z faktu, że one wynikają? Czy nie zajmuje się Pan kreowaniem burzy w szklance wody?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Przecież pan doskonale wie, że negatywne zdania egzystencjalne - i inne również - nie dają się udowodnić z powodów czysto logicznych, chyba że wynikają z innych zdań o nieistnieniu. Przykładowo można udowodnić, że nie istnieją niebieskie kwadratowe trójkąty na podstawie zdania, że nie istnieją kwadratowe trójkąty. > Przecież można udowodnić, że np. nie istnieje największa liczba naturalna.
Nieprawda, tego nie można udowodnić. W rzeczywistości dowodzimy twierdzenia pozytywnego, że dla każdej liczby naturalnej n istnieje zawsze liczba naturalna "n + 1", czyli większa o "jeden". Nawiasem mówiąc zdanie: "istnieje największa liczba naturalna" jest wewnętrznie sprzeczne.
Nie można również udowodnić, że nie istnieje góra wyższa o Mount Everestu. Możemy jedynie udowodnić, że jak dotychczas nikt jeszcze nie odkrył i nie pomierzył góry, która byłaby wyższa od Mount Everestu. A to też jest twierdzenie pozytywne. W tym zaś przypadku zdanie: "istnieje góra wyższa od Mount Everestu" jest niezgodne z powszechnie akceptowalną wiedzą empiryczną.
I jeszcze jedno. Jeśli Pan twierdzi, że można udowodnić twierdzenie negatywne, to mam dla Pan zadanie najprostsze z prostych: proszę udowodnić, że nie istnieją krasnoludki i smerfy, ale odwoływania się do stwierdzenia, że nie istnieją ludzie o tak małych rozmiarach, a na dodatek o niebieskim kolorze skóry.
>>Nie jestem zatem w stanie udowodnić nieistnienia Boga, za to przed panem szerokie pole do popisu: proszę udowodnić istnienie Boga, bo przecież dowodzi się pozytywnych zdań egzystencjalnych, zatem ciężar dowodu spoczywa na teiście, a nie na ateiście. >Oczywiście, że można i podejmowano wiele tego rodzaju prób, np. doszukując się sprzeczności w pojęciu Boga.
Nieco inaczej należy to interpretować. Dowodzimy nieistnienia przez uznanie, że to, co jest wewnętrznie sprzeczne nie może istnieć. Ale znowu dowiedliśmy zdania pozytywnego: "Ai Bjest wewnętrznie sprzeczne". Z tego zaś zdania otrzymujemy negatywne zdanie egzystencjalne.
Znany przykład dotyczy Boga i kamienia: Bóg nie może stworzyć kamienia tak ciężkiego, którego nie mógłby sam podnieść. Dowód sprowadza się zatem do ukazania sprzeczności między wszechmocą Boga a tym kamieniem. Znowu mamy tu dowód twierdzenia pozytywnego. Nawiasem mówiąc, mamy tu do czynienia wyłącznie z dowodem, że Bóg nie jest wszechmocny, a nie że nie istnieje.
>>>A może Bóg po prostu istnieje, i to wszystko? >>Dowód poproszę. Bo ja chyba nie muszę udowadniać, że wszechświat istnieje. > Jeżeli mam być szczery, miałem własny dowód na istnienie Boga, przedstawiałem go nawet na "Racjonaliście" (znajdę go).
Nie ukrywam, że z przyjemnością się z nim zapoznam.
>>>>A jeśli nawet wszechświat ma jakąś przyczynę, to dlaczego koniecznie musi nią być Bóg? Czy dlatego, że tak chcą osoby wierzące? To stanowczo za mało. >>> Kto orzekł, że to "stanowczo za mało"? >>Ja. A przede mną David Hume i Immanuel Kant. Wyprzedzili mnie tylko dlatego, że żyli ponad dwieście lat przede mną. > Mówił Pan, zdaje się, że nie interesuje Pana filozofia.
Uznajmy, że jest niewielkie odstępstwo od tego "nie interesuje".
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>> Przecież można udowodnić, że np. nie istnieje największa liczba naturalna. >Nieprawda, tego nie można udowodnić. >W rzeczywistości dowodzimy twierdzenia pozytywnego, że dla każdej liczby naturalnej n istnieje zawsze liczba naturalna "n + 1", czyli większa o "jeden".
Dlaczego "w rzeczywistości" skoro są to twierdzenia równoważne? Zgadzam się, że nie istnieje największa liczba naturalna wtedy i tylko wtedy gdy dla każdej liczby naturalnej n istnieje zawsze liczba naturalna "n + 1", czyli większa o "jeden". Dlaczego jednak pierwsze twierdzenie ma być "w rzeczywistości" drugim a nie na odwrót?
Dlaczego powiedzenie: "dla każdej liczby naturalnej n istnieje zawsze liczba naturalna "n + 1", czyli większa o "jeden"" nie jest w rzeczywistości powiedzeniem: "nie istnieje największa liczba naturalna"?
Trzeba jakoś pokazać, że to A redukuje się do B, a nie B do A.
>Nawiasem mówiąc zdanie: "istnieje największa liczba naturalna" jest wewnętrznie sprzeczne.
Na jakiej podstawie Pan tak twierdzi?
>Nie można również udowodnić, że nie istnieje góra wyższa o Mount Everestu. Możemy jedynie udowodnić, że jak dotychczas nikt jeszcze nie odkrył i nie pomierzył góry, która byłaby wyższa od Mount Everestu. A to też jest twierdzenie pozytywne.
Mogę sobie z łatwością wyobrazić dowód, że nie istnieje góra najwyższa od Mount Everestu. Z praw fizyki może wynikać, że na planecie takiej jak Ziemia twór zwany górą może samoistnie powstać jedynie na wysokość równą Mount Everestowi.
>W tym zaś przypadku zdanie: "istnieje góra wyższa od Mount Everestu" jest niezgodne z powszechnie akceptowalną wiedzą empiryczną. >I jeszcze jedno. Jeśli Pan twierdzi, że można udowodnić twierdzenie negatywne, to mam dla Pan zadanie najprostsze z prostych: proszę udowodnić, że nie istnieją krasnoludki i smerfy, ale odwoływania się do stwierdzenia, że nie istnieją ludzie o tak małych rozmiarach, a na dodatek o niebieskim kolorze skóry.
Ten argument pojawił się kiedyś przy tej okazji na "Racjonaliście". Odpowiedziałem wtedy, że Pan Bóg bardziej jest podobny do liczby (takiej jak liczba naturalna) niż do przedmiotu fizycznego.
Poza tym wcale nie twierdzę, że każde twierdzenie negatywne (o nieistnieniu czegoś) może być udowodnione. Odrzucam tylko Pana tezę, że żadne twierdzenie negatywne nie może być udowodnione. Oznacza to, że twierdzę, że pewne twierdzenia negatywne mogą być udowodnione. Podałem przykład wzięty z matematyki.
>>>Nie jestem zatem w stanie udowodnić nieistnienia Boga, za to przed panem szerokie pole do popisu: proszę udowodnić istnienie Boga, bo przecież dowodzi się pozytywnych zdań egzystencjalnych, zatem ciężar dowodu spoczywa na teiście, a nie na ateiście. >>Oczywiście, że można i podejmowano wiele tego rodzaju prób, np. doszukując się sprzeczności w pojęciu Boga. >Nieco inaczej należy to interpretować. Dowodzimy nieistnienia przez uznanie, że to, co jest wewnętrznie sprzeczne nie może istnieć. Ale znowu dowiedliśmy zdania pozytywnego: "Ai Bjest wewnętrznie sprzeczne". Z tego zaś zdania otrzymujemy negatywne zdanie egzystencjalne.
W sposób logicznie nieuprawniony przedkłada Pan zdania "pozytywne" nad "negatywne". Z logicznego punktu widzenia nie ma znaczenia, czy powiem "A", czy "nieprawda, że nieprawda, że A". Każde zdanie pozytywne mogę przerobić na pewne zdanie negatywne - i odwrotnie.
>Znany przykład dotyczy Boga i kamienia: Bóg nie może stworzyć kamienia tak ciężkiego, którego nie mógłby sam podnieść. Dowód sprowadza się zatem do ukazania sprzeczności między wszechmocą Boga a tym kamieniem. Znowu mamy tu dowód twierdzenia pozytywnego. Nawiasem mówiąc, mamy tu do czynienia wyłącznie z dowodem, że Bóg nie jest wszechmocny, a nie że nie istnieje.
Jeżeli jednak przez Boga rozumiem istotę wszechmocną, jest to dowód, że Bóg nie istnieje.
>>>>A może Bóg po prostu istnieje, i to wszystko? >>>Dowód poproszę. Bo ja chyba nie muszę udowadniać, że wszechświat istnieje. >> Jeżeli mam być szczery, miałem własny dowód na istnienie Boga, przedstawiałem go nawet na "Racjonaliście" (znajdę go). >Nie ukrywam, że z przyjemnością się z nim zapoznam.
Znajdę go więc.
>>>>>A jeśli nawet wszechświat ma jakąś przyczynę, to dlaczego koniecznie musi nią być Bóg? Czy dlatego, że tak chcą osoby wierzące? To stanowczo za mało. >>>> Kto orzekł, że to "stanowczo za mało"? >>>Ja. A przede mną David Hume i Immanuel Kant. Wyprzedzili mnie tylko dlatego, że żyli ponad dwieście lat przede mną. >> Mówił Pan, zdaje się, że nie interesuje Pana filozofia. >Uznajmy, że jest niewielkie odstępstwo od tego "nie interesuje".
Dobrze.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>> Przecież można udowodnić, że np. nie istnieje największa liczba naturalna. >>Nieprawda, tego nie można udowodnić. W rzeczywistości dowodzimy twierdzenia pozytywnego, że dla każdej liczby naturalnej n istnieje zawsze liczba naturalna "n + 1", czyli większa o "jeden". > Dlaczego "w rzeczywistości" skoro są to twierdzenia równoważne? Zgadzam się, że nie istnieje największa liczba naturalna wtedy i tylko wtedy gdy dla każdej liczby naturalnej n istnieje zawsze liczba naturalna "n + 1", czyli większa o "jeden". Dlaczego jednak pierwsze twierdzenie ma być "w rzeczywistości" drugim a nie na odwrót? Dlaczego powiedzenie: "dla każdej liczby naturalnej n istnieje zawsze liczba naturalna "n + 1", czyli większa o "jeden"" nie jest w rzeczywistości powiedzeniem: "nie istnieje największa liczba naturalna"?
To, co chciałem napisać, już napisałem. Nie mam nic więcej do dodania. Mogę tylko jeszcze raz powtórzyć, że dowodzi się zawsze zdań (twierdzeń, tez) pozytywnych, a nie negatywnych. Onus probandi spoczywa na osobie głoszącej tezę pozytywną, egzystencjonalną i każdą inną. Dowodzenie nieistnienia, czyli dowodzenie zdań negatywnych, jest logicznie niemożliwe.
Nie dowodzi się negatywnych zdań egzystencjalnych (w tym przypadku tezy "Bóg nie istnieje") - i innych niż egzystencjalne również - poza dwoma przypadkami: --- gdy wynikają z innych zdań nieegzystencjalnych (zdanie "nie istnieją zielone kwadratowe trójkąty" wynika bezpośrednio ze zdania "nie istnieją kwadratowe trójkąty"); --- jeśli można udowodnić, że zdanie jest sprzeczne, to nie istnieje jego desygnat.
Odnośnie Pana pytania wyrażonego powyżej odpowiadam, że w rzeczywistości dowodzimy, że stwierdzenie "n jest największą liczba naturalną" jest wewnętrznie sprzeczne z powodu, który podałem wcześniej. Wynika z tego dalej, że negatywne zdanie otrzymujemy dzięki zasadzie, że nie istnieje to, co jest sprzeczne. Trzeba sobie jednak jasno zdać sprawę, że przedmiotem dowodu nie było nieistnienie czegoś, ale wewnętrzna sprzeczność tego czegoś.
>>Nawiasem mówiąc zdanie: "istnieje największa liczba naturalna" jest wewnętrznie sprzeczne. > Na jakiej podstawie Pan tak twierdzi?
Powtarzam, co napisałem wcześniej: "dla każdej liczby naturalnej n istnieje zawsze liczba n + 1", czyli liczba o "jeden" większa, a z tego wynika, że zdanie: "istnieje największa liczba naturalna" jest sprzeczne.
>>Nie można również udowodnić, że nie istnieje góra wyższa o Mount Everestu. Możemy jedynie udowodnić, że jak dotychczas nikt jeszcze nie odkrył i nie pomierzył góry, która byłaby wyższa od Mount Everestu. A to też jest twierdzenie pozytywne. > Mogę sobie z łatwością wyobrazić dowód, że nie istnieje góra najwyższa od Mount Everestu. Z praw fizyki może wynikać, że na planecie takiej jak Ziemia twór zwany górą może samoistnie powstać jedynie na wysokość równą Mount Everestowi.
Skomplikował Pan rzecz dość prostą i oczywistą. Najlepiej pozostać przy moim wyjaśnieniu. Zdanie "nie istnieje góra wyższa od Mount Everestu" jest zgodne z naszą powszechnie akceptowalną (i dobrze poświadczoną) wiedzą empiryczną. Innymi słowy zdanie "istnieje góra wyższa od Mount Everestu" jest niezgodne (sprzeczne) z tą wiedzą, a zatem góra taka nie istnieje.
> Poza tym wcale nie twierdzę, że każde twierdzenie negatywne (o nieistnieniu czegoś) może być udowodnione. Odrzucam tylko Pana tezę, że żadne twierdzenie negatywne nie może być udowodnione. Oznacza to, że twierdzę, że pewne twierdzenia negatywne mogą być udowodnione. Podałem przykład wzięty z matematyki.
A ja pokazałem, że to jest zły przykład.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>> Mogę sobie z łatwością wyobrazić dowód, że nie istnieje góra najwyższa od Mount Everestu. Z praw fizyki może wynikać, że na planecie takiej jak Ziemia twór zwany górą może samoistnie powstać jedynie na wysokość równą Mount Everestowi. >Skomplikował Pan rzecz dość prostą i oczywistą. Najlepiej pozostać przy moim wyjaśnieniu. >Zdanie "nie istnieje góra wyższa od Mount Everestu" jest zgodne z naszą powszechnie akceptowalną (i dobrze poświadczoną) wiedzą empiryczną. Innymi słowy zdanie "istnieje góra wyższa od Mount Everestu" jest niezgodne (sprzeczne) z tą wiedzą, a zatem góra taka nie istnieje.
Popełnia Pan ekwiwokację, raz używa Pan słowa "sprzeczne" dla oznaczenia sprzeczności logicznej, innym razem dla oznaczenia tego co niezgodne z dotychczasową wiedzą empiryczną. Dlaczego empiryczną, a nie wiedzą po prostu?
>> Poza tym wcale nie twierdzę, że każde twierdzenie negatywne (o nieistnieniu czegoś) może być udowodnione. Odrzucam tylko Pana tezę, że żadne twierdzenie negatywne nie może być udowodnione. Oznacza to, że twierdzę, że pewne twierdzenia negatywne mogą być udowodnione. Podałem przykład wzięty z matematyki. >A ja pokazałem, że to jest zły przykład.
Nie, nie pokazał Pan, chociaż może sądzi Pan, że tak się stało.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >>>Nie jestem zatem w stanie udowodnić nieistnienia Boga, za to przed panem szerokie pole do popisu: proszę udowodnić istnienie Boga, bo przecież dowodzi się pozytywnych zdań egzystencjalnych, zatem ciężar dowodu spoczywa na teiście, a nie na ateiście.> >>Oczywiście, że można i podejmowano wiele tego rodzaju prób, np. doszukując się sprzeczności w pojęciu Boga.Przeoczyłem to zdanie we wcześniejszej Pana wypowiedzi. Odpowiem teraz. Tak, prób takich było rzeczywiście kilka. Trudno jednak - według mnie - uznać je jako dowody na rzecz nieistnienia Boga. Co najwyżej można przyjąć, że próby te dowodzą nieistnienia Boga nacechowanego kilkoma atrybutami tak dobranymi, że prowadzą do sprzeczności w pojęciu Boga. Mamy tu zatem ponownie do czynienia z opisanym już przeze mnie schematem: nie może istnieć byt - w tym przypadku Bóg - scharakteryzowany sprzecznymi atrybutami (nie może istnieć byt sprzeczny). Doktryna chrześcijańska, oparta w głównej mierze na dziełach uznanych za objawione (natchnione), jak i na różnych tradycjach myślowych, przyjęła, że Bóg jest bytem koniecznym, jest odwieczny i wieczny, prosty (czyli niezłożony), istniejący poza czasem i przestrzenią, niezmienny, nieskończony, złączony ze światem stworzonym przez siebie z niczego, a do tego wszechsprawiedliwy, wszechwiedzący, wszechmocny i wszechdobry. Konkretny przykład. Wyobraźmy sobie Boga opisanego trzema ostatnimi z wymienionych przeze mnie atrybutów: wszechwiedzą, wszechmocą i wszechdobrocią. Wyjątkowo łatwo można wykazać, że te trzy atrybuty wywołują nie dające się wytłumaczyć sprzeczności, co sprowadza się do stwierdzenia, że z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością niemożliwe jest istnienie Boga opisanego tymi atrybutami, gdyż niemożliwe jest istnienie bytu sprzecznego. Zresztą dowolnie wybrane dwa spośród tych trzech atrybutów powodują ten sam efekt. W tym momencie rozpoczynają się jednak poważne problemy ze strony teistów, którzy broniąc swego Boga przed nieistnieniem natychmiast uruchamiają łańcuch zastrzeżeń. Ich odpowiedź w takich przypadkach brzmi ciągle tak samo: "Bóg jest bytem innym od tych, których istnienie udowodniono, nie podlega zatem ich kategoriom". Oznacza to ni mniej, ni więcej, że ww. atrybuty Boga nie wywołują w nim sprzeczności, gdyż nie możemy naszego sposobu myślenia i naszych kryteriów odnosić do Boga. I w ten sposób cały misterny dowód spalił na panewce - ale wyłącznie według teistów. Pan robi dokładnie tak samo. Co najmniej w dwóch wypowiedziach upominał mnie Pan, że nie wolno mi porównywać Boga i jego umysłu do człowieka i jego umysłu, czyli nie wolno mi opisywać Boga naszymi ludzkimi pojęciami i kryteriami, a jednocześnie nakłania mnie Pan, bym udowodnił nieistnienie Boga. Czy dostrzega już Pan swój brak konsekwencji? Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> Pan robi dokładnie tak samo. Co najmniej w dwóch wypowiedziach upominał mnie Pan, że nie wolno mi porównywać Boga i jego umysłu do człowieka i jego umysłu, czyli nie wolno mi opisywać Boga naszymi ludzkimi pojęciami i kryteriami, a jednocześnie nakłania mnie Pan, bym udowodnił nieistnienie Boga. Czy dostrzega już Pan swój brak konsekwencji? Mogę odpowiedzieć: czy dostrzega Pan potrzebę teologii i filozofii, którymi trzeba uzupełnić badania historyczne nad Biblią, aby dojść do jakichś wniosków co do istnienia (lub nieistnienia) przedmiotu, o którym tam mowa?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >Pan robi dokładnie tak samo. Co najmniej w dwóch wypowiedziach upominał mnie Pan, że nie wolno mi porównywać Boga i jego umysłu do człowieka i jego umysłu, czyli nie wolno mi opisywać Boga naszymi ludzkimi pojęciami i kryteriami, a jednocześnie nakłania mnie Pan, bym udowodnił nieistnienie Boga. Czy dostrzega już Pan swój brak konsekwencji?> Mogę odpowiedzieć: czy dostrzega Pan potrzebę teologii i filozofii, którymi trzeba uzupełnić badania historyczne nad Biblią, aby dojść do jakichś wniosków co do istnienia (lub nieistnienia) przedmiotu, o którym tam mowa?Czy odniósł się Pan choć jednym zdaniem do tego, co napisałem? Nie. Ale za to uparcie mnie Pan egzaminuje. Może jednak spróbuje Pan ocenić to, co napisałem powyżej, by była jakaś podstawa do dalszej dyskusji. Pana krytyka na pewno będzie ciekawa. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> >>Dowód poproszę. Bo ja chyba nie muszę udowadniać, że wszechświat istnieje.> > Jeżeli mam być szczery, miałem własny dowód na istnienie Boga, przedstawiałem go nawet na "Racjonaliście" (znajdę go).> Nie ukrywam, że z przyjemnością się z nim zapoznam.www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,618781#w618925
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >> Jeżeli mam być szczery, miałem własny dowód na istnienie Boga, przedstawiałem go nawet na "Racjonaliście" (znajdę go).> >Nie ukrywam, że z przyjemnością się z nim zapoznam.> www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,618781#w618925Skopiuję ten dowód z Pana wypowiedzi z dnia 13.05.2014 r.: > Dowód na istnienie Boga (dla) racjonalistów.> 1. Każdy podmiot istniejący w świecie fizycznym spostrzega ten świat przyjmując jakiś punkt widzenia, a więc spostrzega ów świat z pewnej perspektywy.> 2. Różne podmioty widzą ten świat z odmiennej perspektywy.> 3. Każda z takich perspektyw jest subiektywna, tzn. powiązana z określonym podmiotem oraz jego miejscem w świecie.> 4. Jeżeli jednak nie istnieje obiektywny sposób ujmowania tego świata ("Boski punkt widzenia"), nie istnieje "obiektywny świat".> 5. Jeżeli istnieje obiektywny świat, istnieje obiektywny Obserwator.> 6. Istnieje obiektywny świat.> 7. Istnieje Obiektywny Obserwator (Bóg).> Wynika stąd, że jeżeli nie istnieje obiektywny Obserwator, nie istnieje obiektywny świat. W tym sensie (tzn. przynajmniej w tym sensie) Bóg jest Twórcą świata i podtrzymuje go w istnieniu.Podał Pan dowód ontologiczny, który z założenia ma przemawiać za istnieniem Boga. W dowodach tego rodzaju Boga traktuje się jako byt konieczny a jego istnienie wywodzi się z Jego definicji. Kolejnym istotnym założeniem dowodów ontologicznych jest przyjęcie, że wszystko to, co jesteśmy w stanie pomyśleć, musi istnieć w realnym świecie. Teraz moje pytania do Pana dowodu ontologicznego:--- Dlaczego obiektywny punkt widzenia świata, to według Pan Boski punkt widzenia, a nie jakiś inny? --- Na jakiej podstawie twierdzi Pan, że Bóg widzi świat na sposób obiektywny. Przecież zgodnie z definicją termin "obiektywny" oznacza "istniejący niezależnie od oceniającego podmiotu". W Pana "dowodzie" jednak istnieje ten oceniający podmiot, a jest nim akurat Bóg. Tenże Bóg ocenia przecież świat w sposób subiektywny, ocenia go ze swojej Boskiej perspektywy. --- Dlaczego obiektywny świat może istnieć tylko w tedy, gdy istnieje obiektywny obserwator, czyli Bóg? Czy bez tego istnieć nie może, a jeśli tak, to dlaczego? --- Na jakiej podstawie uważa Pan, że Bóg jest bytem koniecznym? Dlaczego On koniecznie musi istnieć? --- Na jakiej podstawie tak swobodnie przechodzi Pan od bytu pomyślanego, czyli Boga będącego obiektywnym obserwatorem, do bytu, czyli Boga, istniejącego realnie? Czyżby twierdził Pan, że wszystko, co tylko można pomyśleć, musi istnieć w rzeczywistości? Zna pan zapewne klasyczne dowody ontologiczne Anzelma i Gödla. Zna Pan zapewne krytykę dowodu Anzelma dokonaną jeszcze za jego życia przez niejakiego Gaunilona, mnicha z tego samego zakonu, w którym był Anzelm. Niektórzy twierdzą nawet, że to nie była krytyka, lecz wręcz parodia ontologicznego dowodu Anzelma. Spoza tym ten otologiczny wywód Anzelma był nieco później poddany ostrej krytyce przez Tomasza z Akwinu i Immanuela Kanta. Gaunilon wykazał przez niewielką tylko zmianę w dowodzie Anzelma, że gdyby słuszny był rodzaj rozumowania przyjęty przez Anzelma (wszystko, co pomyślimy, może istnieć) można udowodnić istnienie wszystkiego, co tylko chcemy udowodnić. Gaunilon pokazał, że gdzieś poza miejscem, do którego kiedykolwiek dotarł człowiek, istnieje doskonała wyspa (tak jak doskonały jest Bóg w dowodzie Anzelma), bo skoro jest doskonała i nie można sobie wyobrazić wyspy doskonalszej od niej (tak jak nie można wyobrazić sobie bytu doskonalszego od Boga w dowodzie Anzelma), to wyspa ta musi istnieć w realnym świecie. Konkluzja jest następująca: nie jest usprawiedliwione swobodne przejście - a takowe występuje we wszystkich dowodach ontologicznych, również w Pana dowodzie - od bytu pomyślanego do bytu istniejącego w realnym świecie. Uznanie Boga jako istoty, ponad którą nic większego i doskonalszego pomyśleć nie można, nie implikuje Jego realnego istnienia, ponieważ do kwestii istnienia to uznanie się nie odnosi. Wywodu, który Pan przedstawił, nie można zatem uznać za dowód na istnienie Boga, tak jak za takowy nie można uznać żadnego ze znanych dowodów ontologicznych. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>>5. Jeżeli istnieje obiektywny świat, istnieje obiektywny Obserwator.
To nie jest przesłanka w żadnym znanym mi dowodzie ontologicznym. Jest to przesłanka empiryczna, biorąca wzgląd nie na znaczenie słowa "Bóg", ale na znaczenie słowa "świat".
Proszę, niech się Pan zastanowi, co ma Pan na myśli mówiąc "obiektywny świat".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >>>5. Jeżeli istnieje obiektywny świat, istnieje obiektywny Obserwator. > To nie jest przesłanka w żadnym znanym mi dowodzie ontologicznym. Jest to przesłanka empiryczna, biorąca wzgląd nie na znaczenie słowa "Bóg", ale na znaczenie słowa "świat". > Proszę, niech się Pan zastanowi, co ma Pan na myśli mówiąc "obiektywny świat". >
Ale to Ty dzwonisz.....bo punkt 5 to Twoj punkt.
A przypomnę co ja Ci odpisałem wówczas.
...Dowód na istnienie Boga (dla) racjonalistów.
Popraw słowo "dowód" na "moje widzimisię".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >>>>5. Jeżeli istnieje obiektywny świat, istnieje obiektywny Obserwator. >> To nie jest przesłanka w żadnym znanym mi dowodzie ontologicznym. Jest to przesłanka empiryczna, biorąca wzgląd nie na znaczenie słowa "Bóg", ale na znaczenie słowa "świat". >> Proszę, niech się Pan zastanowi, co ma Pan na myśli mówiąc "obiektywny świat". >> >Ale to Ty dzwonisz.....bo punkt 5 to Twoj punkt.
Uważasz, że może istnieć obiektywny świat bez obiektywnego obserwatora? Jak w takim razie rozumiesz słowo "obiektywny"?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | farmer (22440 punktów) | >>>>>5. Jeżeli istnieje obiektywny świat, istnieje obiektywny Obserwator. >>> To nie jest przesłanka w żadnym znanym mi dowodzie ontologicznym. Jest to przesłanka empiryczna, biorąca wzgląd nie na znaczenie słowa "Bóg", ale na znaczenie słowa "świat". >>> Proszę, niech się Pan zastanowi, co ma Pan na myśli mówiąc "obiektywny świat". >>> >>Ale to Ty dzwonisz.....bo punkt 5 to Twoj punkt. > Uważasz, że może istnieć obiektywny świat bez obiektywnego obserwatora? Jak w takim razie rozumiesz słowo "obiektywny"? >
Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>> >Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny?
Jeżeli nie istnieje Bóg, jest tylko subiektywny.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >>> >>Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny? > Jeżeli nie istnieje Bóg, jest tylko subiektywny.
A na chwilę obecną ?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >>>>>>Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny? >> Jeżeli nie istnieje Bóg, jest tylko subiektywny. >A na chwilę obecną ?
Bóg istnieje w każdej chwili.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | farmer (22440 punktów) | >>>>>>>Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny? >>> Jeżeli nie istnieje Bóg, jest tylko subiektywny. >>A na chwilę obecną ? > Bóg istnieje w każdej chwili.
Uważasz że twój dowód jest obiektywny
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >>>>>>>>Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny? >>>> Jeżeli nie istnieje Bóg, jest tylko subiektywny. >>>A na chwilę obecną ? >> Bóg istnieje w każdej chwili. >Uważasz że twój dowód jest obiektywny
Nie ma w tym nic dziwnego. Można, przyjmując pewną perspektywę, dojść do wniosku, że przyjmuje się pewną perspektywę. Tak samo można, będąc na ziemi, odkryć istnienie innych planet.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >>>>>>>>>Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny? >>>>> Jeżeli nie istnieje Bóg, jest tylko subiektywny. >>>>A na chwilę obecną ? >>> Bóg istnieje w każdej chwili. >>Uważasz że twój dowód jest obiektywny >Nie ma w tym nic dziwnego. Można, przyjmując pewną perspektywę, dojść do wniosku, że przyjmuje się pewną perspektywę. Tak samo można, będąc na ziemi, odkryć istnienie innych planet.
Nie potrafię odczytać z tej wypowiedzi odpowiedzi na pytanie o obiektywny subiektywny.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >>5. Jeżeli istnieje obiektywny świat, istnieje obiektywny Obserwator.> To nie jest przesłanka w żadnym znanym mi dowodzie ontologicznym. Jest to przesłanka empiryczna, biorąca wzgląd nie na znaczenie słowa "Bóg", ale na znaczenie słowa "świat".> Proszę, niech się Pan zastanowi, co ma Pan na myśli mówiąc "obiektywny świat".Ja mam to tłumaczyć, czy Pan? Proszę napisać, co Pan rozumie pod pojęciem "obiektywnego świata". To Pan napisał, nie ja. Proszę objaśnić swój dowód. Suche punkty niekoniecznie wszystko dobrze objaśniają. Czy odniósł się Pan do moich pytań (zarzutów) pod adresem Pana "dowodu"? Nie, ani jednym zdaniem.Dlaczego? Znowu chce mnie pan egzaminować, a na dodatek nie z tego, co ja napisałem, lecz z tego, co Pan napisał. Czy Pan traktuje poważnie to żądanie? Czy odniósł się Pan choć w kilku zdaniach do licznych sprzeczności w Nowym Testamencie, o których wspomniałem w wielu poprzednich wypowiedziach, a wiele z nich opisałem? Nie, ani jednym nawet zdaniem. Czekam zatem. Proszę wreszcie coś konkretnego napisać, a nie tylko egzaminować mnie. Wspomniał Pan coś o jakimś sensie alegorycznym, którym można wytłumaczyć te sprzeczności, ale nie rozwinął już Pan tego. Jak mam to rozumieć? Proszę przeanalizować choć kilka spośród podanych przeze mnie sprzeczności i "wytłumaczyć" je tym sensem alegorycznym. Zobaczymy, do jakich dojdzie Pan wniosków. W tej samej wypowiedzi napisał Pan, że Biblia jest pełna sprzeczności tylko przy pewnych wstępnych założeniach, a sprzeczności te znikną (to Pan sugeruje), jeśli te założenia się odrzuci. Tak jak poprzednio, tego Pan również nie rozwinął. Może Pan to zrobić teraz. Czas najwyższy. Proszę pod tym kątem przeanalizować choć kilka spośród podanych przeze mnie sprzeczności, usunąć te wstępne założenia i pokazać mi, że nie ma już żadnych sprzeczności. Czekam. Zobaczymy, do jakich dojdzie Pan wniosków. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Przedstawił Pan swój dowód na istnienie Boga, lecz jest to dowód, najdelikatniej pisząc, niepoprawny. Słowo "argument" zamiast "dowód" byłoby w tym przypadku właściwsze. Zatem ja zrewanżuje się również dowodem. Nie będzie to jednak dowód na istnienie Boga, lecz na jego nieistnienie. Zanim to jednak zrobię, przypomnę z jednej z poprzednich moich wypowiedzi podstawowe atrybuty Boga przyznane Mu w doktrynie chrześcijańskiej. A zatem Bóg jest bytem koniecznym, jest odwieczny i wieczny, prosty (czyli niezłożony), istniejący poza czasem i przestrzenią, niezmienny, nieskończony, złączony ze światem stworzonym przez siebie z niczego, a do tego wszechsprawiedliwy, wszechwiedzący, wszechmocny i wszechdobry. Dodam jeszcze, o czym uprzednio zapomniałem, że Bóg ten stworzył świat i jest moralnie doskonały. Oto ten dowód (źródło: Jan Woleński, Gdyby istniał, Tygodnik Powszechny nr 51-52, Kraków, grudzień 2019, str. 126-128; podobnie w: Helena Eilstein, Biblia w ręku ateisty, Wyd. IFiS PAN, Warszawa 2006, str. 16-20): (1) Bóg stworzył świat ex nihilo , nie był zatem zdeterminowany żadnym uprzednim stanem jakiejkolwiek realności poza swoim własnym. (2) Jest wszechmocny, a więc mógł zadziałać inaczej. (3) Jest wszechsprawiedliwy, wszechdobry i moralnie doskonały, a w tych atrybutach mieści się Jego miłosierdzie i łaskawość, które wprawdzie dopuszczają kary, ale wyłączają okrucieństwo. (4) Jest prosty, nie ma więc w Nim podziału na wiedzę i wolę, a zatem jeśli coś wiedział, chciał tego. (5) Jest niezmienny, nie mógł zatem zmienić biegu spraw. (6) Jest wszechwiedzący, a więc wiedział o tym, co stanie się z dziesiątkami tysięcy małych głównie żydowskich dzieci w niemieckich obozach koncentracyjnych i innych miejscach masowej kaźni. (7) Jeśli jest tak, jak napisałem, a atrybuty Boga zaczerpnięte są nie tylko z Nowego Testamentu, ale z różnych ustaleń katolickich teologów i filozofów, to nieistnienie takiego Boga (takiego, czyli nacechowanego wymienionymi w dowodzie atrybutami) uważać należy za uwiarygodnione do stopnia praktycznej pewności. (8) A skoro takiego Boga nie ma, to jaki jest, jeśli w ogóle jest. Pozostawiam Pana z tym dowodem i życzę owocnych przemyśleń. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Oto ten dowód (źródło: Jan Woleński, Gdyby istniał, Tygodnik Powszechny nr 51-52, Kraków, grudzień 2019, str. 126-128; podobnie w: Helena Eilstein, Biblia w ręku ateisty, Wyd. IFiS PAN, Warszawa 2006, str. 16-20):
Sprawdźmy więc rozumowanie prof. Woleńskiego.
>(1) Bóg stworzył świat ex nihilo , nie był zatem zdeterminowany żadnym uprzednim stanem jakiejkolwiek realności poza swoim własnym.
Tak, ale trzeba wyjaśnić, czym jest ów "własny stan".
>(2) Jest wszechmocny, a więc mógł zadziałać inaczej.
O ile nie jest to niezgodne z jego "własnym stanem".
>(3) Jest wszechsprawiedliwy, wszechdobry i moralnie doskonały, a w tych atrybutach mieści się Jego miłosierdzie i łaskawość, które wprawdzie dopuszczają kary, ale wyłączają okrucieństwo.
Tak, przyjąwszy, że mamy jakieś wyobrażenie o jego atrybutach.
>(4) Jest prosty, nie ma więc w Nim podziału na wiedzę i wolę, a zatem jeśli coś wiedział, chciał tego.
Nie ma realnego podziału. Człowiek może te rzeczy w Bogu odróżniać.
>(5) Jest niezmienny, nie mógł zatem zmienić biegu spraw.
Czy do zmiany potrzebna jest zmienność tego, co sprawia zmianę? Czy tylko proces - lub uczestnik procesu - ma moc sprawczą?
>(6) Jest wszechwiedzący, a więc wiedział o tym, co stanie się z dziesiątkami tysięcy małych głównie żydowskich dzieci w niemieckich obozach koncentracyjnych i innych miejscach masowej kaźni.
Wiedział. Co z tego, że dzieci te były "głównie żydowskie"? Co dodaje tu wtrącenie "głównie żydowskie"?
>(7) Jeśli jest tak, jak napisałem, a atrybuty Boga zaczerpnięte są nie tylko z Nowego Testamentu, ale z różnych ustaleń katolickich teologów i filozofów, to nieistnienie takiego Boga (takiego, czyli nacechowanego wymienionymi w dowodzie atrybutami) uważać należy za uwiarygodnione do stopnia praktycznej pewności.
Absurdalne twierdzenie, zakładające milcząco, że Ziemia jest pępkiem świata. Nie jest to założenie, mające jakiekolwiek uzasadnienie, nie ma także naukowego uzasadnienia.
Nie wiemy, jak toczą się losy Wszechświata - może wydarzenia na Ziemi są nic nie znaczącym epizodem.
Atrybuty Boga są także ze Starego Testamentu - pamiętajmy.
>(8) A skoro takiego Boga nie ma, to jaki jest, jeśli w ogóle jest.
A więc jaki powinien istnieć świat, aby dowodził istnienia Boga? Bez wojen i śmierci? Jeżeli bez nich, to i bez bohaterskich czynów. Jeżeli bez niebezpieczeństw, to i bez aktów pomocy i solidarności. Prof. Woleński chce ogołocić świat ze wszystkich wartości - może poza błogim uczuciem sytości i przyjemności, ale i je przestaniemy przestaniemy odczuwać, gdy przestaniemy doznawać głodu i bólu.
Na "praktyczną pewność" jest odpowiedz w postaci paradoksu indukcji. Nie należy więc, poza wszystkim, przeceniać znaczenia p. p.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) |
> Sprawdźmy więc rozumowanie prof. Woleńskiego.
Może najpierw Twoje?
>Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny?
Jeśli nie umiesz odpowiedzieć na tak proste pytanie dotyczące Twojego rozumowania skąd będziesz wiedział co piszesz o innych?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >> Sprawdźmy więc rozumowanie prof. Woleńskiego. >Może najpierw Twoje? >>Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny? >Jeśli nie umiesz odpowiedzieć na tak proste pytanie dotyczące Twojego rozumowania skąd będziesz wiedział co piszesz o innych?
Uważam dowód za obiektywny.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >>> Sprawdźmy więc rozumowanie prof. Woleńskiego. >>Może najpierw Twoje? >>>Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny? >>Jeśli nie umiesz odpowiedzieć na tak proste pytanie dotyczące Twojego rozumowania skąd będziesz wiedział co piszesz o innych? > Uważam dowód za obiektywny.
Zapytam więc Twoimi słowami:
Jak w takim razie rozumiesz słowo "obiektywny"?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >>>> Sprawdźmy więc rozumowanie prof. Woleńskiego. >>>Może najpierw Twoje? >>>>Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny? >>>Jeśli nie umiesz odpowiedzieć na tak proste pytanie dotyczące Twojego rozumowania skąd będziesz wiedział co piszesz o innych? >> Uważam dowód za obiektywny. > Zapytam więc Twoimi słowami: >Jak w takim razie rozumiesz słowo "obiektywny"?
To, że coś jest jakieś po prostu, a nie z jakieś z jednej tylko perspektywy, jednej z wielu.
Przykład: mówimy, że "moneta jest okrągła", ale właściwie dlaczego, skoro widziana z ukosa jest eliptyczna? Dla istot mających inną postawę niż ludzie monety będą eliptyczne.
Jeżeli więc moneta ma mieć "po prostu" pewien kształt, musi istnieć obiektywny obserwator. Nie jest to człowiek, który patrzy na świat z ludzkiej perspektywy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | farmer (22440 punktów) | >>>>> Sprawdźmy więc rozumowanie prof. Woleńskiego. >>>>Może najpierw Twoje? >>>>>Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny? >>>>Jeśli nie umiesz odpowiedzieć na tak proste pytanie dotyczące Twojego rozumowania skąd będziesz wiedział co piszesz o innych? >>> Uważam dowód za obiektywny. >> Zapytam więc Twoimi słowami: >>Jak w takim razie rozumiesz słowo "obiektywny"? > To, że coś jest jakieś po prostu, a nie z jakieś z jednej tylko perspektywy, jednej z wielu. > Przykład: mówimy, że "moneta jest okrągła", ale właściwie dlaczego, skoro widziana z ukosa jest eliptyczna? Dla istot mających inną postawę niż ludzie monety będą eliptyczne. > Jeżeli więc moneta ma mieć "po prostu" pewien kształt, musi istnieć obiektywny obserwator. Nie jest to człowiek, który patrzy na świat z ludzkiej perspektywy. >
Jako osoba która modli się do Boga którego udowodnia w którego wierzy a więc nie wie czy jest udowadnia go dowodem obiektywnym?
Jest subiektywny. Nie mógłbyś inaczej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Jako osoba która modli się do Boga którego udowodnia w którego wierzy a więc nie wie czy jest udowadnia go dowodem obiektywnym? >Jest subiektywny. Nie mógłbyś inaczej.
Nic nie wspominałem o modleniu się.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | farmer (22440 punktów) | >>Jako osoba która modli się do Boga którego udowodnia w którego wierzy a więc nie wie czy jest udowadnia go dowodem obiektywnym? >>Jest subiektywny. Nie mógłbyś inaczej. >Nic nie wspominałem o modleniu się. >
Ale ja wspomniałem. Modlisz sie do....no "obiektu" który lub na który szukasz dowodu.
Bo modlisz sie. Oczywiście nic mi do tego ale zakładam że tak jest.
Jeśli jest to obiektywne....
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >>>Jako osoba która modli się do Boga którego udowodnia w którego wierzy a więc nie wie czy jest udowadnia go dowodem obiektywnym? >>>Jest subiektywny. Nie mógłbyś inaczej. >>Nic nie wspominałem o modleniu się. >> >Ale ja wspomniałem. >Modlisz sie do....no "obiektu" który lub na który szukasz dowodu. >Bo modlisz sie. Oczywiście nic mi do tego ale zakładam że tak jest. >Jeśli jest to obiektywne....
Myślę, że będzie najlepiej, jeżeli przemyślisz ten dowód jeszcze raz, podobnie jak p. Andgrzej51.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >>>>Jako osoba która modli się do Boga którego udowodnia w którego wierzy a więc nie wie czy jest udowadnia go dowodem obiektywnym? >>>>Jest subiektywny. Nie mógłbyś inaczej. >>>Nic nie wspominałem o modleniu się. >>> >>Ale ja wspomniałem. >>Modlisz sie do....no "obiektu" który lub na który szukasz dowodu. >>Bo modlisz sie. Oczywiście nic mi do tego ale zakładam że tak jest. >>Jeśli jest to obiektywne.... > Myślę, że będzie najlepiej, jeżeli przemyślisz ten dowód jeszcze raz, podobnie jak p. Andgrzej51. >
Myślę że to Ty powinienes to przemyśleć
Wkoncu to nie ja się modlę do Boga którego udowadniam tylko Ty. Nie jest to obiektywnne tylko subiektywne.
A skoro jesteś subiektywny jako osoba która ocenia obiekt który ma być obwiektywnym obserwatorem to czy potrzebny jest wyimaginowany obiektywny obserwator skoro ty nim nie jesteś a zajmujesz stanowisko . A świat i tak istnieje?
Nie możesz wyjść ponad a skoro wychodzisz. To Twoje rozumowanie nie ma sensu.
Zważywszy że jest to obiekt kultu dla ciebie co z definicji już nie jest obiektywne.
Nic nie udowodniłeś.
Podtrzymuje swoje stanowisko. Zmień dowód na swoje widzimisię.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>> >Myślę że to Ty powinienes to przemyśleć >Wkoncu to nie ja się modlę do Boga którego udowadniam tylko Ty.
Co ma z tym wspólnego modlitwa lub jej brak? Czy nie można modlić się do Boga, którego istnienie się udowodniło? Tak czynił (jak podejrzewam) ktoś taki jak np. święty Tomasz, który podał aż pięć dowodów na istnienie Boga.
Nie powiedziałem poza tym nigdzie, że się modlę lub nie modlę.
>Nie jest to obiektywnne tylko subiektywne. >A skoro jesteś subiektywny jako osoba która ocenia obiekt który ma być obwiektywnym obserwatorem to czy potrzebny jest wyimaginowany obiektywny obserwator skoro ty nim nie jesteś a zajmujesz stanowisko . A świat i tak istnieje? >Nie możesz wyjść ponad a skoro wychodzisz. >To Twoje rozumowanie nie ma sensu.
Twierdzę, że każdy podomiot skończony ujmuje świat z pewnego punktu widzenia i że dla różnych podmiotów punkty widzenia będą różne, tzn. nie są takie same. Nie twierdzę, że są zupełnie różne (i w tym znaczeniu subiektywne).
Poza tym twierdzę: jeżeli istnieje obiektywny świat, istnieje obiektywny Obserwator. A więc każdy, kto zgadza się na istnienie obiektywnego świata, musi się zgodzić na istnienie takiego Obserwatora. Na ogół człowiek myśli o takim Obserwatorze jako o sobie, np. człowiek sądzi, że jabłko jest obiektywnie czerwone, bo takim go widzi. Inne zwierzeta moga widzieć ten przedmiot inaczej.
Na pytanie: "czy mój dowód jest obiektywny?" mogę bez sprzeczności powiedzieć, że tak, ponieważ wcale nie przeczę istnienia czegoś obiektywnego. Przeciwnie, uważam, że każdy podmiot, który przemyśli ten dowód, uzna go za rzetelny i będzie on obiektywny i w tym znaczeniu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >>> >>Myślę że to Ty powinienes to przemyśleć >>Wkoncu to nie ja się modlę do Boga którego udowadniam tylko Ty. > Co ma z tym wspólnego modlitwa lub jej brak? Czy nie można modlić się do Boga, którego istnienie się udowodniło? Tak czynił (jak podejrzewam) ktoś taki jak np. święty Tomasz, który podał aż pięć dowodów na istnienie Boga. > Nie powiedziałem poza tym nigdzie, że się modlę lub nie modlę.
Ależ ma.
Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną.
Nie mogłeś inaczej.
>>Nie jest to obiektywnne tylko subiektywne. >>A skoro jesteś subiektywny jako osoba która ocenia obiekt który ma być obwiektywnym obserwatorem to czy potrzebny jest wyimaginowany obiektywny obserwator skoro ty nim nie jesteś a zajmujesz stanowisko . A świat i tak istnieje? >>Nie możesz wyjść ponad a skoro wychodzisz. >>To Twoje rozumowanie nie ma sensu. > Twierdzę, że każdy podomiot skończony ujmuje świat z pewnego punktu widzenia i że dla różnych podmiotów punkty widzenia będą różne, tzn. nie są takie same. Nie twierdzę, że są zupełnie różne (i w tym znaczeniu subiektywne). > Poza tym twierdzę: jeżeli istnieje obiektywny świat, istnieje obiektywny Obserwator. A więc każdy, kto zgadza się na istnienie obiektywnego świata, musi się zgodzić na istnienie takiego Obserwatora. Na ogół człowiek myśli o takim Obserwatorze jako o sobie, np. człowiek sądzi, że jabłko jest obiektywnie czerwone, bo takim go widzi. Inne zwierzeta moga widzieć ten przedmiot inaczej. > Na pytanie: "czy mój dowód jest obiektywny?" mogę bez sprzeczności powiedzieć, że tak, ponieważ wcale nie przeczę istnienia czegoś obiektywnego. Przeciwnie, uważam, że każdy podmiot, który przemyśli ten dowód, uzna go za rzetelny i będzie on obiektywny i w tym znaczeniu.
Nie. Bo jak wyzej. Jesteś związany pierwszym przykazaniem. Nic nie możesz.
Musiałbys poznać ciężar poznania. Czyli mówiąc kolokwialnie przestać wierzyć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Myślę, że będzie najlepiej, jeżeli przemyślisz ten dowód jeszcze raz, podobnie jak p. Andgrzej51.I kto to pisze? W tym wątku skierowałem do Pana 37 wypowiedzi. Na 20 z nich - co stanowi 54 % - nie udzielił Pan odpowiedzi. Oto te wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884246www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884247www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884248www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884249www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884251www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884342www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884352www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884449www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884450www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884451www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884452www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884815www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884816www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w886090www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w886092www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w886095www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884358www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884812www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w885938www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w885940Wprawdzie na cztery ostatnie z tego wykazu próbował Pan coś odpisać, ale odpowiedzi te składały się z jednego lub dwóch zdań, które nie dość, że pomijały istotę tego, co napisałem, to i tak nie wnosiły nic ciekawego. Ot, takie nic nieznaczące zdania. To nie była dyskusja. To były moje dość obszerne z reguły wypowiedzi, na które w większości nie doczekałem się odpowiedzi z Pana strony. Nawet wiem, dlaczego. W swoich wypowiedziach próbował mnie Pan na czymś złapać. Ot, cały Pana wysiłek i wkład do dyskusji. Nie ja wprawdzie powinienem oceniać te Pana wysiłki, niemniej nieskromnie sądzę, że się to Panu nie udało. Zachęcam zatem Pana ponownie do przemyślenia tego, co napisałem w tych dwudziestu wypowiedziach i do jakiejś w miarę rzeczowej na nie odpowiedzi. Nie mam pewności, czy doczekam się tych odpowiedzi. I jeszcze jedno.Nie jestem Andgrzej51, tylko Andrzej.51. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w885940> Wprawdzie na cztery ostatnie z tego wykazu próbował Pan coś odpisać, ale odpowiedzi te składały się z jednego lub dwóch zdań, które nie dość, że pomijały istotę tego, co napisałem, to i tak nie wnosiły nic ciekawego. Ot, takie nic nieznaczące zdania.> To nie była dyskusja. To były moje dość obszerne z reguły wypowiedzi, na które w większości nie doczekałem się odpowiedzi z Pana strony. Nawet wiem, dlaczego. Właśnie dlatego, że wypowiada się Pan w sposób tak bardzo obszerny. Nie mam po prostu tyle czasu, by odnieść się szczegółowo do pięciu czy sześciu rozbudowanych postów. Wybieram więc to, na co mogę (krótko i węzłowato) odpowiedzieć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >W tym wątku skierowałem do Pana 37 wypowiedzi. Na 20 z nich - co stanowi 54 % - nie udzielił Pan odpowiedzi. Wprawdzie na cztery ostatnie z tego wykazu próbował Pan coś odpisać, ale odpowiedzi te składały się z jednego lub dwóch zdań, które nie dość, że pomijały istotę tego, co napisałem, to i tak nie wnosiły nic ciekawego. Ot, takie nic nieznaczące zdania. To nie była dyskusja. To były moje dość obszerne z reguły wypowiedzi, na które w większości nie doczekałem się odpowiedzi z Pana strony. Nawet wiem, dlaczego.> Właśnie dlatego, że wypowiada się Pan w sposób tak bardzo obszerny. Nie mam po prostu tyle czasu, by odnieść się szczegółowo do pięciu czy sześciu rozbudowanych postów. Wybieram więc to, na co mogę (krótko i węzłowato) odpowiedzieć.To jest niepoważny wykręt z Pana strony. Powód jest inny i obaj doskonale o tym wiemy. Jeśli nie ma Pan czasu odpowiedzieć na wszystkie moje wypowiedzi, to z tych dwudziestu proszę "krótko i węzłowato" odpowiedzieć chociaż na kilka. Pomogę w tym i wybiorę kilka moich wypowiedzi, by nie musiał się Pan nadmiernie trudzić. (1) www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884450W zakończeniu tej wypowiedzi podałem pięć przykładów fałszerstw w ewangeliach (fragmenty tekstu dopisane w późniejszym czasie). Proszę ustosunkować się choćby tylko do dwóch lub trzech wymienionych na początku i zastanowić się, co byłoby, gdyby tych dopisków nie było w ewangeliach. (2) www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884246www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884358www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884247W tych wypowiedziach omówiłem w skrócie kilka tylko sprzeczności w ewangeliach dotyczące odpowiednio: --- wizyty kobiet przy grobie Jezusa oraz jego wniebowstąpienia; --- wskrzeszenia córki Jaira, rozerwania się zasłony w świątyni jerozolimskiej, a także ilości mężczyzn przy grobie Jezusa; --- trzema wypowiedziami Jezusa uznawanymi za nieautentyczne. W jednej z wypowiedzi napisał Pan, że sprzeczności w NT występują tylko przy pewnych wstępnych założeniach, że znikną one po usunięciu tych założeń, a poza tym można je wytłumaczyć jakimś sensem alegorycznym. Winnej wypowiedzi stwierdził Pan, że sprzeczności te należy badać w ich brzmieniu oryginalnym. Proszę zatem przeanalizować choć kilka spośród wypisanych przeze mnie sprzeczności stosując do tego celu podane przez Pana kryteria. (3) www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w885940W tej wypowiedzi zadałem pięć pytań dotyczących Pana "dowodu" na istnienie Boga. Proszę odpowiedzieć na te pytania. (4) www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w886095W tej wypowiedzi podałem dowód Michaela Martina na istnienie wyjątkowych wróżek, a także podałem dowód, że niekoniecznie musi istnieć wszystko, o czym człowiek myśli (co sobie wyobraża). Proszę się ustosunkować do tej wypowiedzi. (5) www.racjonalista.pl/forum.php/s,883521#w884816Tę wypowiedź ma Pan na deser. Proszę ustosunkować się do dwóch zasygnalizowanych przeze mnie zagadnień. No, choćby do jednego. Tyle wystarczy. Daruję Panu odpowiedzi na pozostałe trzynaście z tych dwudziestu moich wypowiedzi. Zapewne widzi już Pan, że teraz proste już przed Panem zadanie. Krótko, węzłowato i po żołniersku. A ja czekam. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) | >>>W tym wątku skierowałem do Pana 37 wypowiedzi. Na 20 z nich - co stanowi 54 % - nie udzielił Pan odpowiedzi. Wprawdzie na cztery ostatnie z tego wykazu próbował Pan coś odpisać, ale odpowiedzi te składały się z jednego lub dwóch zdań, które nie dość, że pomijały istotę tego, co napisałem, to i tak nie wnosiły nic ciekawego. Ot, takie nic nieznaczące zdania. To nie była dyskusja. To były moje dość obszerne z reguły wypowiedzi, na które w większości nie doczekałem się odpowiedzi z Pana strony. Nawet wiem, dlaczego. >> Właśnie dlatego, że wypowiada się Pan w sposób tak bardzo obszerny. Nie mam po prostu tyle czasu, by odnieść się szczegółowo do pięciu czy sześciu rozbudowanych postów. Wybieram więc to, na co mogę (krótko i węzłowato) odpowiedzieć. >To jest niepoważny wykręt z Pana strony. Powód jest inny i obaj doskonale o tym wiemy.
Niech więc porówna Pan długość moich wypowiedzi kierowanych do Pana z moimi wypowiedziami kierowanymi do innych użytkowników.
Proszę pisać zwięźlej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >>>>W tym wątku skierowałem do Pana 37 wypowiedzi. Na 20 z nich - co stanowi 54 % - nie udzielił Pan odpowiedzi. Wprawdzie na cztery ostatnie z tego wykazu próbował Pan coś odpisać, ale odpowiedzi te składały się z jednego lub dwóch zdań, które nie dość, że pomijały istotę tego, co napisałem, to i tak nie wnosiły nic ciekawego. Ot, takie nic nieznaczące zdania. To nie była dyskusja. To były moje dość obszerne z reguły wypowiedzi, na które w większości nie doczekałem się odpowiedzi z Pana strony. Nawet wiem, dlaczego. >>> Właśnie dlatego, że wypowiada się Pan w sposób tak bardzo obszerny. Nie mam po prostu tyle czasu, by odnieść się szczegółowo do pięciu czy sześciu rozbudowanych postów. Wybieram więc to, na co mogę (krótko i węzłowato) odpowiedzieć. >>To jest niepoważny wykręt z Pana strony. Powód jest inny i obaj doskonale o tym wiemy. > Niech więc porówna Pan długość moich wypowiedzi kierowanych do Pana z moimi wypowiedziami kierowanymi do innych użytkowników. > Proszę pisać zwięźlej. >
Przypomniała mi się rozmowa kiedyś na Polsat news tłumacza Boga Urojonego Piotra Szwajcara księdzem Piotrem Dziewieckim.
Pan Chyba tego nie czytal", "Proszę pana ja to tłumaczyłem....to trzeba było przeczytać.reripossta.
A najlepsze że Dziewiecki oile pamiętam był w tej dyskusji o ksiazce Był tym który jej nie przeczytał.
Albo.
Majmurek ponownie próbuje dopytać skąd ksiądz wytrzasnął swoją "definicję", Szwajcer zawtórował i Dziewiecki ucina: "tak to możemy sobie rozmawiać na jarmarku".
Niestety nie udało mi się znaleźć już linku
Elasp tu nie ma znaczenia czy będzie to Dawknis czy Szawjcer Andrzej.51 albo nawet farmer.
Elasp ty wierzysz. I argumenty jakie by nie były są albo za długie albo za krótkie albo nie takie sarakie i owakie.
Moje są krótkie i też nie potrafisz sobie z nimi poradzić.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Moje są krótkie i też nie potrafisz sobie z nimi poradzić.
Są tak krótkie, że aż niedostrzegalne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >>Moje są krótkie i też nie potrafisz sobie z nimi poradzić. > Są tak krótkie, że aż niedostrzegalne.
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
Wystarczyło żebyś nie był wstanie napisać że jesteś obiektywny i to co piszesz jest obiektywne.
Bo nie jesteś. Nie udowodniłeś Boga ani boga ani nic.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >>>Moje są krótkie i też nie potrafisz sobie z nimi poradzić. >> Są tak krótkie, że aż niedostrzegalne. >Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. >Wystarczyło żebyś nie był wstanie napisać że jesteś obiektywny i to co piszesz jest obiektywne. >Bo nie jesteś.
Chyba nie rozumiesz słowa "obiektywny" użytego w dowodzie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >>>>Moje są krótkie i też nie potrafisz sobie z nimi poradzić. >>> Są tak krótkie, że aż niedostrzegalne. >>Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. >>Wystarczyło żebyś nie był wstanie napisać że jesteś obiektywny i to co piszesz jest obiektywne. >>Bo nie jesteś. > Chyba nie rozumiesz słowa "obiektywny" użytego w dowodzie. >
Chyba pytałem czy Twój dowód jest obiektywny. Może za krótkie to pytanie? Choć ja uważam że akuratne.
przypomnę: Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny?
Czy Twoje przykazanie sprawia że dasz odpowiedz obiektywną? Popraw mnie czy mogłeś dojść inaczej nie łamiąc tego przykazania?
Powiedz mi gdzie w tym krótkim pytaniu dostrzegłeś pytanie o obiektywny w Twoim dowodzie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Czy Twoje przykazanie sprawia że dasz odpowiedz obiektywną? Popraw mnie czy mogłeś dojść inaczej nie łamiąc tego przykazania?
No właśnie takie zdanie świadczy o tym, że nie rozumiesz znaczenia słowa "obiektywny" użytego w dowodzie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >>Czy Twoje przykazanie sprawia że dasz odpowiedz obiektywną? Popraw mnie czy mogłeś dojść inaczej nie łamiąc tego przykazania? > No właśnie takie zdanie świadczy o tym, że nie rozumiesz znaczenia słowa "obiektywny" użytego w dowodzie. >
Pytanie jest o Twój dowód. Twój.
obiektywny 1. «odznaczający się obiektywizmem, wolny od uprzedzeń» 2. « istniejący niezależnie od poznającego podmiotu»
Obiektywizm
Obiektywizm - stanowisko filozoficzne głoszące, że przedmiot poznania istnieje poza podmiotem poznającym i niezależnie od niego[1]. Bezstronność, postawa badawcza wolna od przesądów i uprzedzeń[2][3].
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny?
rozumiesz poszczególne słowa..... uważasz i obiektywny
popraw mnie jeśli przykazanie nie ma związku z Tym co piszesz.
Pytanie jest jasne klarowne wystarczające. A teraz przeczytaj sobie wstecz swoje odpowiedzi na to pytanie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >>>Czy Twoje przykazanie sprawia że dasz odpowiedz obiektywną? Popraw mnie czy mogłeś dojść inaczej nie łamiąc tego przykazania? >> No właśnie takie zdanie świadczy o tym, że nie rozumiesz znaczenia słowa "obiektywny" użytego w dowodzie. >> >Pytanie jest o Twój dowód. Twój. >obiektywny >1. «odznaczający się obiektywizmem, wolny od uprzedzeń» >2. « istniejący niezależnie od poznającego podmiotu»
W dowodzie chodzi o obiektywizm (mniej więcej) w znaczeniu 2. Ty, zdaje mi się, pytając o wiarę pytasz o obiektywizm w znaczeniu 1. Dlatego odpowiedziałem, że to, czy wierzę (czy się modlę) nie ma znaczenia.
>Obiektywizm >Obiektywizm - stanowisko filozoficzne głoszące, że przedmiot poznania istnieje poza podmiotem poznającym i niezależnie od niego[1]. Bezstronność, postawa badawcza wolna od przesądów i uprzedzeń[2][3]. >Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
Takie stwierdzenia niczego tu nie wnoszą.
> Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny? >rozumiesz poszczególne słowa..... uważasz i obiektywnypopraw mnie jeśli przykazanie nie ma związku z Tym co piszesz. >Pytanie jest jasne klarowne wystarczające. A teraz przeczytaj sobie wstecz swoje odpowiedzi na to pytanie.
Chodzi cały czas o obiektywizm w znaczeniu 2, Twoje pytania o modlitwę, itp. nie mają żadnego znaczenia dla dowodu, tyczą bowiem obiektywności w znaczeniu 1.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >1, Twoje pytania o modlitwę, itp. nie mają żadnego znaczenia dla dowodu, tyczą bowiem obiektywności w znaczeniu 2.
Ja nie pytam o modlitwe tylko czy uważasz że Twój dowód jest obiektywny.
A nie jest bo jest subiektywnym. Raz że Ty uważasz że jest co nie jest prawdą.
Bo nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną.
A dwa. To gdzie jest obiektywny obserwator skoro nakazuje ci swoje widzimisię...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >>1, Twoje pytania o modlitwę, itp. nie mają żadnego znaczenia dla dowodu, tyczą bowiem obiektywności w znaczeniu 2. >Ja nie pytam o modlitwe tylko czy uważasz że Twój dowód jest obiektywny.
Odpowiedziałem, że uważam za obiektywny.
>A nie jest bo jest subiektywnym.
Dlaczego jest subiektywny?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >>>1, Twoje pytania o modlitwę, itp. nie mają żadnego znaczenia dla dowodu, tyczą bowiem obiektywności w znaczeniu 2. >>Ja nie pytam o modlitwe tylko czy uważasz że Twój dowód jest obiektywny. > Odpowiedziałem, że uważam za obiektywny.
Nie jest z definicji.
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
>>A nie jest bo jest subiektywnym. > Dlaczego jest subiektywny?
Obiektywny i przedmiot kultu?
Jedno z drugim nie pasuje.
Czym jest obiektywny obserwator który nakazuje Ci?
Brak obiektywności aż bije po oczach.
Ty Twój wyimaginowany obserwator który nie jest obiektywny.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >>>>1, Twoje pytania o modlitwę, itp. nie mają żadnego znaczenia dla dowodu, tyczą bowiem obiektywności w znaczeniu 2. >>>Ja nie pytam o modlitwe tylko czy uważasz że Twój dowód jest obiektywny. >> Odpowiedziałem, że uważam za obiektywny. >Nie jest z definicji. >Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. >>>A nie jest bo jest subiektywnym. >> Dlaczego jest subiektywny? >Obiektywny i przedmiot kultu? >Jedno z drugim nie pasuje.
Komu "nie pasuje?" i dlaczego? Egipcjanie czcili Słońce. Czy Słońce jest przez to mniej obiektywne?
>Czym jest obiektywny obserwator który nakazuje Ci? >Brak obiektywności aż bije po oczach. >Ty Twój wyimaginowany obserwator który nie jest obiektywny. >
Naprawdę, odrózniaj obydwa znaczenia, skoro sam je przytoczyłeś za słownikiem, nie mieszaj ich nieustannie i przemyśl dowód. Jeżeli ktoś kieruje się uprzedzeniami i subiektywnymi odczuciami ("nie pasuje"), to chyba jedynie Ty.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >>>>>1, Twoje pytania o modlitwę, itp. nie mają żadnego znaczenia dla dowodu, tyczą bowiem obiektywności w znaczeniu 2. >>>>Ja nie pytam o modlitwe tylko czy uważasz że Twój dowód jest obiektywny. >>> Odpowiedziałem, że uważam za obiektywny. >>Nie jest z definicji. >>Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. >>>>A nie jest bo jest subiektywnym. >>> Dlaczego jest subiektywny? >>Obiektywny i przedmiot kultu? >>Jedno z drugim nie pasuje. > Komu "nie pasuje?" i dlaczego? Egipcjanie czcili Słońce. Czy Słońce jest przez to mniej obiektywne?
Co?
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny?
Którego Boga boga udowodniłeś?
>>Czym jest obiektywny obserwator który nakazuje Ci? >>Brak obiektywności aż bije po oczach. >>Ty Twój wyimaginowany obserwator który nie jest obiektywny. >> > Naprawdę, odrózniaj obydwa znaczenia, skoro sam je przytoczyłeś za słownikiem, nie mieszaj ich nieustannie i przemyśl dowód. Jeżeli ktoś kieruje się uprzedzeniami i subiektywnymi odczuciami ("nie pasuje"), to chyba jedynie Ty. >
Zastanów się nad ty co mi cały czas piszesz.
Powiedz mi
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny?
Czy jak już udowodniłeś to boga czy Boga.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >>>>>>1, Twoje pytania o modlitwę, itp. nie mają żadnego znaczenia dla dowodu, tyczą bowiem obiektywności w znaczeniu 2. >>>>>Ja nie pytam o modlitwe tylko czy uważasz że Twój dowód jest obiektywny. >>>> Odpowiedziałem, że uważam za obiektywny. >>>Nie jest z definicji. >>>Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. >>>>>A nie jest bo jest subiektywnym. >>>> Dlaczego jest subiektywny? >>>Obiektywny i przedmiot kultu? >>>Jedno z drugim nie pasuje. >> Komu "nie pasuje?" i dlaczego? Egipcjanie czcili Słońce. Czy Słońce jest przez to mniej obiektywne? >Co? >Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. >Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny? >Którego Boga boga udowodniłeś?
Zadajesz bezsensowne pytania, myślę, że dlatego, że nie rozumiesz dowodu.
>>>Czym jest obiektywny obserwator który nakazuje Ci? >>>Brak obiektywności aż bije po oczach. >>>Ty Twój wyimaginowany obserwator który nie jest obiektywny. >>> >> Naprawdę, odrózniaj obydwa znaczenia, skoro sam je przytoczyłeś za słownikiem, nie mieszaj ich nieustannie i przemyśl dowód. Jeżeli ktoś kieruje się uprzedzeniami i subiektywnymi odczuciami ("nie pasuje"), to chyba jedynie Ty. >> >Zastanów się nad ty co mi cały czas piszesz. >Powiedz mi >Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. >Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny? >Czy jak już udowodniłeś to boga czy Boga.
To są pytania pozbawione sensu. Może dowód ten zrozumie ktoś inny.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | ? >>Czy jak już udowodniłeś to boga czy Boga. > To są pytania pozbawione sensu. Może dowód ten zrozumie ktoś inny. >
Nie. Pytanie jest cały czas takie same.
Uważasz że twój dowód jest obiektywny czy subiektywny?
A Ty chyba nie roumiesz co sam napisałeś.
Co udowodniłeś? To w co wierzysz? Roumiesz czym kim kto co jest to co udowodniłeś?
Czy wierzysz w jedno a udowadniasz drugie?
Absurd stworzyłeś z którym nie potrafisz się zmierzyć bo.....
Choćby przykazanie Cie ogranicza
Ja pytam o to czy Twoj dowód jest obiektywny.
Roumiesz konsekwencje swojego dowodu dla siebie?
Odróżniasz Boga od boga?
Twój dowód jest subiektywny. Dowód jest subiektywny. Pytanie jest od dowód .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >>>W tym wątku skierowałem do Pana 37 wypowiedzi. Na 20 z nich - co stanowi 54 % - nie udzielił Pan odpowiedzi. Wprawdzie na cztery ostatnie z tego wykazu próbował Pan coś odpisać, ale odpowiedzi te składały się z jednego lub dwóch zdań, które nie dość, że pomijały istotę tego, co napisałem, to i tak nie wnosiły nic ciekawego. Ot, takie nic nieznaczące zdania. To nie była dyskusja. To były moje dość obszerne z reguły wypowiedzi, na które w większości nie doczekałem się odpowiedzi z Pana strony. Nawet wiem, dlaczego.> >> Właśnie dlatego, że wypowiada się Pan w sposób tak bardzo obszerny. Nie mam po prostu tyle czasu, by odnieść się szczegółowo do pięciu czy sześciu rozbudowanych postów. Wybieram więc to, na co mogę (krótko i węzłowato) odpowiedzieć.> >To jest niepoważny wykręt z Pana strony. Powód jest inny i obaj doskonale o tym wiemy.> Niech więc porówna Pan długość moich wypowiedzi kierowanych do Pana z moimi wypowiedziami kierowanymi do innych użytkowników.> Proszę pisać zwięźlej.To, co Pan pisze już nawet nie jest wesołe. To jest śmieszne. Mnie pan obciąża winą za to, że nie potrafi odpowiedzieć na moje wypowiedzi. Pan nie musi na moje wypowiedzi odpowiadać tak obszernie, jak ja to robię. Może Pan przecież w kilku zdaniach odnieść się do tego, co ja napisałem. Pisałem dużo o sprzecznościach w ewangeliach Nowego Testamentu. Są przykładowo sprzeczności związane z wizytą kobiet przy grobie Jezusa. Dotyczą one m.in. ilości kobiet, które przyszły do grobu, ilości mężczyzn, które przy nim zastały, a także kamienia zakrywającego grób (odsunięty - nie odsunięty). Proszę w kilku zdaniach napisać, co Pan o tym sądzi. Proste zadanie. Jest sprzeczność dotycząca wniebowstąpienia Jezusa opisanego w Ewangelii Łukasza i Dziejach Apostolskich. Proszę w kilku zdaniach przedstawić swoje stanowisko w tej sprawie. Proste zadanie. Co Panu przeszkadza, by tak właśnie zrobić? Brak wiedzy czy wewnętrzny opór przed przyznaniem mi racji, czyli napisaniem, że sprzeczności w Nowym Testamencie rzeczywiście istnieją, i żadne zaklęcia ani proponowane przez Pana pseudo-sposoby nie są w stanie ich usunąć. W jednej z wypowiedzi podałem dowód Michaela Martina na istnienie wyjątkowych wróżek, a także podałem dowód, że niekoniecznie musi istnieć wszystko, o czym człowiek myśli (co sobie wyobraża). Proszę w kilku zdaniach przedstawić swoje w tych spawach stanowisko. Proste zadanie. W innej wypowiedzi przedstawiłem dwa ciekawe zagadnienia dotyczące Boga i wiary w niego. Proszę w kilku zdaniach odnieść się choćby tylko do jednego z nich. To też nie jest trudne zadanie. Zarzuca mi Pan nieustannie, że nie mam racji. Proszę to wreszcie uzasadnić, bo jak na razie Pan tego nie zrobił. Samo kwestionowanie nie wystarcza. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> > Proszę pisać zwięźlej.> To, co Pan pisze już nawet nie jest wesołe. To jest śmieszne. Mnie pan obciąża winą za to, że nie potrafi odpowiedzieć na moje wypowiedzi.> Pan nie musi na moje wypowiedzi odpowiadać tak obszernie, jak ja to robię. Może Pan przecież w kilku zdaniach odnieść się do tego, co ja napisałem. Tak, ale kilka zdań x kilkanaście uwag x kilka postów to już jest bardzo obszerna wypowiedz. > Pisałem dużo o sprzecznościach w ewangeliach Nowego Testamentu. Są przykładowo sprzeczności związane z wizytą kobiet przy grobie Jezusa. Dotyczą one m.in. ilości kobiet, które przyszły do grobu, ilości mężczyzn, które przy nim zastały, a także kamienia zakrywającego grób (odsunięty - nie odsunięty). Proszę w kilku zdaniach napisać, co Pan o tym sądzi. Proste zadanie. Wypowiadałem się na ten temat. Po pierwsze, uważam, że jest to problem dla biblistów, znających bardzo dobrze starożytny język grecki. Po drugie, sprzeczności można tłumaczyć traktując alegorycznie fragmenty Pisma Świętego. Po trzecie, sprzeczności te najwyraźniej nie mają żadnego znaczenia doktrynalnego, skoro Kościół je toleruje. Proszę znaleźć sprzeczność w Piśmie Świętym tyczącą spraw doktrynalnych, np. uznawanych za dogmat przez Kościół Katolicki. > Jest sprzeczność dotycząca wniebowstąpienia Jezusa opisanego w Ewangelii Łukasza i Dziejach Apostolskich. Proszę w kilku zdaniach przedstawić swoje stanowisko w tej sprawie. Proste zadanie. Należałoby sięgnąć do tekstu greckiego. Może to zrobić biblista. > Co Panu przeszkadza, by tak właśnie zrobić? Brak wiedzy czy wewnętrzny opór przed przyznaniem mi racji, czyli napisaniem, że sprzeczności w Nowym Testamencie rzeczywiście istnieją, i żadne zaklęcia ani proponowane przez Pana pseudo-sposoby nie są w stanie ich usunąć. Przeszkadza mi brak znajomości starożytnej greki. Rozumiem, że Pan ją zna - ? > W jednej z wypowiedzi podałem dowód Michaela Martina na istnienie wyjątkowych wróżek, a także podałem dowód, że niekoniecznie musi istnieć wszystko, o czym człowiek myśli (co sobie wyobraża). Proszę w kilku zdaniach przedstawić swoje w tych spawach stanowisko. Proste zadanie. Rzeczywiście pominąłem ten fragment. Może zniechęciła mnie użyta tam terminologia. Odrzucam podane tam rozumowanie, ponieważ nie jest udowodniona przesłanka 1. Nie rozumiem, skąd autor wie, że możliwe są takie wróżki. Od tego twierdzenia zależy zaś cały dowód. W dowodach ontologicznych (przynajmniej niektórych) możliwości Boga dowodzi się, nie wystarczy powiedzieć: "Bóg jest możliwy". To, czy postępuje tak Plantinga, czy nie (zapewne nie), nie ma większego znaczenia. > W innej wypowiedzi przedstawiłem dwa ciekawe zagadnienia dotyczące Boga i wiary w niego. Proszę w kilku zdaniach odnieść się choćby tylko do jednego z nich. To też nie jest trudne zadanie. "Tak, zgadzam się. Bóg nie jest takim samym bytem jak np. książka, jabłko czy też mój kot. Przykładowo o tym, że książka istnieje można się łatwo przekonać biorąc ją do ręki i czytając ją. Jabłka też istnieją, jedno z nich przed chwilą zjadłem. Zaś mój kot siedzi teraz na parapecie okna, przy którym stoi moje biurko, ociera się o mnie i mruczy. Kryteria ich istnienia są jednoznacznie określone." 1. Jak odróżnia Pan wzięcie książki do ręki od bardzo sugestywnego wrażenia, że wziął Pan książkę do ręki? 2. Książka, którą Pan widział (jej okładka), miała pewną barwę. Czy tak samo jasne, jak to, że książka istnieje, jest to, że istnieje książka, której okładka ma barwę (np.) czerwoną? 3. Uznajemy istnienie wielu rzeczy, których nie możemy spostrzec, albo dotknąć, np. przedmiotów bardzo odległych albo bardzo małych. Z faktu, że spostrzegłem (lub dotknąłem) X-a wynika rzeczywiście, że X istnieje, ale nie na odwrót. Wielu matematyków wyznaje platonizm i uznaje istnienie przedmiotów matematycznych. Nikt zaś nie zobaczył, ani nie dotknął liczby 2. Bogu, jeżeli istnieje, bliżej do liczby 2 niż do jabłka. "A co z Bogiem? Jego istnienie nie zostało jak dotąd udowodnione. Co więcej, nic o Bogu nie wiemy. Nie wiemy jakim jest bytem: czy duchowym, czy cielesnym, czy jeszcze innym, a także jak to rozumieć. Nie wiemy w jaki sposób - np. za pomocą jakich zmysłów - Bóg obserwuje świat i komunikuje się z nami? Gdzie Bóg istnieje (gdzie przebywa): czy w naszym świecie, czy też poza nim? A jeśli poza naszym światem, to pytania z wcześniejszego zdania są tym bardziej aktualne. Gdzie był przed stworzeniem przez siebie świata, skoro nic jeszcze nie było, i czasu też nie było, więc w jaki sposób istniał? Czy istniał poza przestrzenią i czasem? No i w końcu ostatnie pytanie: skąd wziął się Bóg?" Kiedyś najprostsza nauka była w powijakach. Kto wie, może kiedyś istnienie Boga będzie twierdzeniem naukowym (co z tego, że teraz nie jest?)? Powiedziałbym, że Bóg to możliwość istnienia świata. Taka możliwość istnieje "przed światem", chociaż nie w sensie czasowym. > Zarzuca mi Pan nieustannie, że nie mam racji. Proszę to wreszcie uzasadnić, bo jak na razie Pan tego nie zrobił. Samo kwestionowanie nie wystarcza. Twierdziłem, że niewiele wynika z Pana historycznych analiz Biblii (i że porusza się Pan we wnioskowaniu po błędnym kole), jak i że powinien Pan zastanowić się nad przedłożonym przeze mnie dowodem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>To, co Pan pisze już nawet nie jest wesołe. To jest śmieszne. Mnie pan obciąża winą za to, że nie potrafi odpowiedzieć na moje wypowiedzi. Pan nie musi na moje wypowiedzi odpowiadać tak obszernie, jak ja to robię. Może Pan przecież w kilku zdaniach odnieść się do tego, co ja napisałem. > Tak, ale kilka zdań x kilkanaście uwag x kilka postów to już jest bardzo obszerna wypowiedz.
Na pewno nie obszerniejsza od tej Pana wypowiedzi, na którą teraz odpisuję. A może Pan nie chce dyskutować? To co Pan robi na tym forum?
>>Pisałem dużo o sprzecznościach w ewangeliach Nowego Testamentu. Są przykładowo sprzeczności związane z wizytą kobiet przy grobie Jezusa. Dotyczą one m.in. ilości kobiet, które przyszły do grobu, ilości mężczyzn, które przy nim zastały, a także kamienia zakrywającego grób (odsunięty - nie odsunięty). Proszę w kilku zdaniach napisać, co Pan o tym sądzi. Proste zadanie. > Wypowiadałem się na ten temat. Po pierwsze, uważam, że jest to problem dla biblistów, znających bardzo dobrze starożytny język grecki.
Zapewniam Pana, że sprzeczności, które przedstawiłem, można bardzo dobrze analizować znając wyłącznie język polski. Ale do tego potrzebny jest jeszcze rozum. Znam bardzo wiele polskich przekładów Nowego Testamentu. We wszystkich istnieją dokładnie te same sprzeczności. W zdecydowanej większości przypadków autorami polskich przekładów są chrześcijanie, znawcy Nowego Testamentu, doskonale znający język grecki. Nie chce mi Pan chyba wmówić, że ich celem było stwarzanie w polskich przekładach sprzeczności, których nie ma w greckich manuskryptach.
Najczęściej korzystam z Biblii warszawskiej, czyli z tłumaczenia protestanckiego. Autorami przekładów są członkowie zespołu powołanego przez Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne w Warszawie. Podstawą przekładu były greckie wydania NT opracowane przez doskonałych biblistów, jak np. E. Nestle, K. Aland i B.M. Metzger. Wypiszę Panu polskich tłumaczy: ks. bp prof. dr Andrzej Wantuła, ks. bp prof. dr Jan Szeruda, ks. prof. dr Wiktor Niemczyk, ks. prof. dr Karol Wolfram oraz prof. dr Bronisław Wieczorkiewicz. Pierwsza czwórka to teolodzy protestanccy i bibliści. To byli fachowcy, a nie partacze. Podobnie rzecz się ma przykładowo z Biblią poznańską i Biblią tysiąclecia.
>Po drugie, sprzeczności można tłumaczyć traktując alegorycznie fragmenty Pisma Świętego.
Proszę dokładnie wyjaśnić, jak Pan to rozumie. Wtedy ustosunkuję się do tego.
>Po trzecie, sprzeczności te najwyraźniej nie mają żadnego znaczenia doktrynalnego, skoro Kościół je toleruje.
Co to znaczy, że Kościół je toleruje? Czy Kościół ma te sprzeczności zlikwidować, a jeśli tak, to w jaki sposób? Czy np. przez dokonanie harmonizacji sprzecznych fragmentów NT przez opracowanie i przyjęcie wspólnej wersji, czyli w efekcie przed odrzucenie zbędnych fragmentów nie pasujących do uzgodnionych treści? A może lepiej byłoby usunąć z NT wszystkie wzajemnie sprzeczne fragmenty? A może zadziałać jakoś inaczej?
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Proszę znaleźć sprzeczność w Piśmie Świętym tyczącą spraw doktrynalnych, np. uznawanych za dogmat przez Kościół Katolicki.
Po pierwsze:
Doktryna to między innymi credo chrześcijańskie zawierające wyznanie wiary w trzy Boskie hipostazy (Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty). Mowa jest o tym wyłącznie w poleceniu ewangelizacyjnym zmartwychwstałego Jezusa, znanym z Ew. Mateusza. Ale polecenie ewangelizacyjne z Ew. Marka nie wymienia tych trzech hipostaz, zaś u Łukasza i Jana nie ma żadnego polecenia ewangelizacyjnego. Dostrzega Pan tu sprzeczność, czy potrzebna jest może znajomość języka greckiego lub jakiś "sens alegoryczny"? Jaka pewność, że prawdziwe jest polecenie z Mt a nie z Mk? A może żadnego polecenia nie było, bo to wynika z Łk i J? Polecenie ewangelizacyjne Mt zostało dopisane do ewangelii co najmniej dwa wieki po jej napisaniu. Gdyby je usunąć jako nieautentyczne, to w NT nie byłoby w ogóle mowy o trzech boskich osobach. I co wtedy z credo ? Co wtedy z trzema Boskimi osobami?
Doktryny kościołów chrześcijańskich głoszą, że źródłem wiary jest Pismo Święte, czyli Biblia. Cóż to za źródło pełne sprzeczności? Kościół katolicki np. głosi, że należy wierzyć w to, co jest zawarte w spisanym słowie Bożym (czyli w Biblii), gdyż zostało to objawione przez Boga i przez Kościół podawane jest do wierzenia. Cóż zatem objawił Bóg, a wierni mają w to wierzyć. Objawił sprzeczności? Co Kościół podaje do wierzenia? Co z wiarą w nieomylność słowa Bożego? Co wreszcie z wiarą w Boga, który dał wiernym Biblię pełną sprzeczności? Dlaczego to zrobił? A może nie zrobił i nie ma z Biblią nic wspólnego?
Po drugie:
Chce pan bym znalazł sprzeczności w NT dotyczące np. dogmatów Kościoła katolickiego. Zajmę się więc kilkoma dogmatami Kk:
--- Dogmat o Trójcy Świętej. O sprzecznościach związanych z tym dogmatem wspomniałem powyżej.
--- Cztery dogmaty Maryjne (wieczne dziewictwo, Maria jako Bogurodzica, niepokalane poczęcie, cielesne wniebowzięcie). Treść ewangelii nie potwierdza dwóch pierwszych dogmatów Maryjnych. Wręcz przeciwnie - podważa je. Jeśli zaś chodzi o trzeci i czwarty dogmat, to w NT nie ma na ten temat ani jednego słowa. Gdyby było inaczej, nie byłoby potrzeby ustalania tych "prawd" wiary w formie dogmatów.
--- Dogmat o nieomylności papieża. W NT nie ma mowy o duchowieństwie i o papieżach.
--- Dogmat o przeistoczeniu (o transsubstancjacji). Dogmat ten wywodzi się ze słów Jezusa wypowiedzianych podczas Ostatniej Wieczerzy opisanej przez synoptyków. Ta wersja nie mogła jednak mieć miejsca. Synoptycy twierdzą bowiem, że przesłuchanie Jezusa odbyły się w dniu Święta Paschy. To niemożliwe. Żydom nie wolno było tego w tym dniu zrobić. A zatem synoptycy w tej kwestii mylą się, nie mają racji. Ta jest prawdopodobnie po stronie Jana, który zarówno Ostatnią Wieczerzę jak i przesłuchanie Jezusa umieścił w dniu poprzedzającym Paschę. Taka wersja jest jak najbardziej możliwa. Ponadto słowa Jezusa (o ustanowieniu eucharystii - Mk, Mt, Łk, 1 Kor) mają bezpośredni związek z wieczerzą sederową (paschalną). Skoro jednak Ostatnia Wieczerza nie odbyła się w dniu Paschy, czyli nie była sederem, to Jezus tych słów nie wypowiedział. Zresztą u Jana nie ma słowa o ustanowieniu eucharystii. Mam nadzieję, że wyrażam się zrozumiale a Pan to rozumie.
Nawiasem mówiąc, zarzuca mi Pan, że moje wypowiedzi są zbyt obszerne. Proszę mi więc napisać, jak ja mam to opisać jednym lub dwoma zdaniami. To niewykonalne.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >>Proszę znaleźć sprzeczność w Piśmie Świętym tyczącą spraw doktrynalnych, np. uznawanych za dogmat przez Kościół Katolicki.
>Po pierwsze:Doktryna to między innymi credo chrześcijańskie zawierające wyznanie wiary w trzy Boskie hipostazy (Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty). Mowa jest o tym wyłącznie w poleceniu ewangelizacyjnym zmartwychwstałego Jezusa, znanym z Ew. Mateusza. Ale polecenie ewangelizacyjne z Ew. Marka nie wymienia tych trzech hipostaz, zaś u Łukasza i Jana nie ma żadnego polecenia ewangelizacyjnego. Dostrzega Pan tu sprzeczność, czy potrzebna jest może znajomość języka greckiego lub jakiś "sens alegoryczny"?
Prosiłem Pana o zwięzłość.
Odpowiedz Pana powyżej nie wskazuje na sprzeczność w Piśmie Świętym, a była mowa o sprzecznościach w Biblii. Nie odpowiada więc Pan na pytanie. To, czy sam dogmat o Trójcy jest niezgodny z tym, o czym mowa w P. Ś. to odmienne zagadnienie.
>Jaka pewność, że prawdziwe jest polecenie z Mt a nie z Mk? A może żadnego polecenia nie było, bo to wynika z Łk i J? >Polecenie ewangelizacyjne Mt zostało dopisane do ewangelii co najmniej dwa wieki po jej napisaniu. Gdyby je usunąć jako nieautentyczne, to w NT nie byłoby w ogóle mowy o trzech boskich osobach. I co wtedy z credo ? Co wtedy z trzema Boskimi osobami? >Doktryny kościołów chrześcijańskich głoszą, że źródłem wiary jest Pismo Święte, czyli Biblia. Cóż to za źródło pełne sprzeczności? >Kościół katolicki np. głosi, że należy wierzyć w to, co jest zawarte w spisanym słowie Bożym (czyli w Biblii), gdyż zostało to objawione przez Boga i przez Kościół podawane jest do wierzenia. Cóż zatem objawił Bóg, a wierni mają w to wierzyć. Objawił sprzeczności? Co Kościół podaje do wierzenia? Co z wiarą w nieomylność słowa Bożego? Co wreszcie z wiarą w Boga, który dał wiernym Biblię pełną sprzeczności? Dlaczego to zrobił? A może nie zrobił i nie ma z Biblią nic wspólnego? >Po drugie:Chce pan bym znalazł sprzeczności w NT dotyczące np. dogmatów Kościoła katolickiego. Zajmę się więc kilkoma dogmatami Kk:
>--- Dogmat o Trójcy Świętej. O sprzecznościach związanych z tym dogmatem wspomniałem powyżej.
Nie chodziło o "sprzczności związane z tym dogmatem", ale o sprzeczności w samym Piśmie Św.
>--- Cztery dogmaty Maryjne (wieczne dziewictwo, Maria jako Bogurodzica, niepokalane poczęcie, cielesne wniebowzięcie).
>Treść ewangelii nie potwierdza dwóch pierwszych dogmatów Maryjnych. Wręcz przeciwnie - podważa je. Jeśli zaś chodzi o trzeci i czwarty dogmat, to w NT nie ma na ten temat ani jednego słowa. Gdyby było inaczej, nie byłoby potrzeby ustalania tych "prawd" wiary w formie dogmatów. >--- Dogmat o nieomylności papieża. W NT nie ma mowy o duchowieństwie i o papieżach. >--- Dogmat o przeistoczeniu (o transsubstancjacji). Dogmat ten wywodzi się ze słów Jezusa wypowiedzianych podczas Ostatniej Wieczerzy opisanej przez synoptyków. Ta wersja nie mogła jednak mieć miejsca. Synoptycy twierdzą bowiem, że przesłuchanie Jezusa odbyły się w dniu Święta Paschy. To niemożliwe. Żydom nie wolno było tego w tym dniu zrobić. >A zatem synoptycy w tej kwestii mylą się, nie mają racji. Ta jest prawdopodobnie po stronie Jana, który zarówno Ostatnią Wieczerzę jak i przesłuchanie Jezusa umieścił w dniu poprzedzającym Paschę. Taka wersja jest jak najbardziej możliwa. >Ponadto słowa Jezusa (o ustanowieniu eucharystii - Mk, Mt, Łk, 1 Kor) mają bezpośredni związek z wieczerzą sederową (paschalną). Skoro jednak Ostatnia Wieczerza nie odbyła się w dniu Paschy, czyli nie była sederem, to Jezus tych słów nie wypowiedział. Zresztą u Jana nie ma słowa o ustanowieniu eucharystii. >Mam nadzieję, że wyrażam się zrozumiale a Pan to rozumie. >Nawiasem mówiąc, zarzuca mi Pan, że moje wypowiedzi są zbyt obszerne. Proszę mi więc napisać, jak ja mam to opisać jednym lub dwoma zdaniami. To niewykonalne. > Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
Nie odpowiedział Pan na pytanie. Moje pytanie dotyczyło sprzeczności w Piśmie Świętym co do dogmatów, Pan natomiast wykazuje sprzeczność dogmatów z Pismem Św. To jest odmienne zagadnienie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Jest sprzeczność dotycząca wniebowstąpienia Jezusa opisanego w Ewangelii Łukasza i Dziejach Apostolskich. Proszę w kilku zdaniach przedstawić swoje stanowisko w tej sprawie. Proste zadanie. > Należałoby sięgnąć do tekstu greckiego. Może to zrobić biblista.
Napisałem wcześniej, że jest to zbędne. Zresztą dowolny tekst grecki wskaże również tę sprzeczność (i inne sprzeczności także). Mogę to zrobić, ale nie widzę takiej potrzeby. Skoro jednak Pan się upiera, to zrobię to, lecz nie na przykładzie zmartwychwstania Jezusa, gdyż wymagałoby to tłumaczenia całego rozdziału 24. Ewangelii Łukasza (wersety od 1 do 53) a następnie część pierwszego rozdziału Dziejów Apostolskich (wersety od 1 do 11).
Pokażę więc sprzeczności na przykładzie jeszcze przeze mnie w tym wątku nie omawianym, czyli w rodowodach Jezusa.
W Nowym Testamencie istnieją dwa rodowody Jezusa. Pierwszy w Ewangelii Mateusza, drugi w Ewangelii Łukasza.
Mateusz zbudował rodowód (Mt 1, 1-16) począwszy od Abrahama, dalej przez Dawida i jego syna Salomona, aż do Józefa (męża Marii) i Jezusa. W rodowodzie tym Mateusz pokazał 41 pokoleń od Abrahama do Jezusa włącznie, w tym 14 od Abrahama do Dawida i 27 od Salomona do Jezusa.
Tłumaczę fragment od 1, 15 do 1, 16 (wcześniejsze wyglądają niemal identycznie, zmieniają się tylko imiona. Ἐλιοὺδ (Eliud) δὲ (spójnik "zaś", "a", "ale" - w tym przypadku: "zaś", w dalszej części pomijam) ἐγέννησεν (zrodził) τὸν (zaimek osobowy, w tym przypadku: "tego", w dalszej części pomijam) Ἐλεάζαρ (Eleazara), Ἐλεάζαρ (Eleazar) δὲ ἐγέννησεν (zrodził) τὸν Ματθάν (Matana), Ματθὰν (Matan) δὲ ἐγέννησεν (zrodził) τὸν Ἰακώβ (Jakuba), Ἰακὼβ (Jakub) δὲ ἐγέννησεν (zrodził) τὸν Ἰωσὴφ (Józefa) τὸν ἄνδρα (męża, od ανδρ - mąż, mężczyzna) Μαρίας (Marii), ἐξ (z) ἧς (której) ἐγεννήθη (narodził się) Ἰησοῦς (Jezus) ὁ λεγόμενος (nazywany, zwany) Χριστός (Chrystusem).
W rodowodzie według Mateusza powtarza się greckie słowo ἐγέννησεν, po polsku "zrodził". Jest to 3 os. l.poj. od czasownika γεννάο.
Z rodowodu wypisuję pięć kolejnych imion przodków Jezusa: Jezus - Józef (ojciec) - Jakub (dziadek) - Matan (pradziadek) - Eleazar (pra-pradziadek) - Eliud (pra-pra-pradziadek)
Łukasz zbudował rodowód (Łk 3, 23- 38) w odwrotnym kierunku, począwszy od Jezusa, dalej przez Natana i jego ojca Dawida, dalej przez Abrahama aż do praojca Adama. Na odcinku od Abrahama do Jezusa Łukasz pokazał 57 pokoleń, w tym 15 od Abrahama do Dawida i 42 od Natana do Jezusa. Sprzeczności z Mt zapewne Pan dostrzega.
Tłumaczę fragment od 3, 23 do 3, 24. Καὶ (spójnik "a", "i") αὐτὸς (on) ἦν (był) Ἰησοῦς (Jezus) [...] ὡς (jak) ἐνομίζετο (uważano) υἱός (synem) Ἰωσὴφ (Józefa), τοῦ (wyjaśnienie poniżej) Ἠλὶ (Helego), τοῦ Μαθθὰτ (Mattata), τοῦ Λευὶ (Lewiego), τοῦ Μελχὶ (Melchiego [...]
Wyjaśnienie: greckie τοῦ - odpowiednik "of' w języku angielskim, w tym przypadku można wstawiać słowo "syn".
Z rodowodu wypisuję pięć kolejnych imion przodków Jezusa: Jezus - Józef (ojciec) - Heli (dziadek) - Mattat (pradziadek) - Lewi (pra-pradziadek) - Melchi (pra-pra-pradziadek). Sprzeczności z Mt zapewne Pan dostrzegł.
>>Co Panu przeszkadza, by tak właśnie zrobić? Brak wiedzy czy wewnętrzny opór przed przyznaniem mi racji, czyli napisaniem, że sprzeczności w Nowym Testamencie rzeczywiście istnieją, i żadne zaklęcia ani proponowane przez Pana pseudo-sposoby nie są w stanie ich usunąć. > Przeszkadza mi brak znajomości starożytnej greki. Rozumiem, że Pan ją zna - ?
Powtarzam. Starożytna greka nie jest w tym celu potrzebna.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Powtarzam. Starożytna greka nie jest w tym celu potrzebna.
Mnie jednak byłaby potrzebna, nie wypowiadam się więc, ponieważ nie jestem w stanie ocenić tekstu źródłowego. Pytał Pan o mnie i o to, co mi przeszkadza w wypowiadaniu się na ten temat.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >W jednej z wypowiedzi podałem dowód Michaela Martina na istnienie wyjątkowych wróżek, a także podałem dowód, że niekoniecznie musi istnieć wszystko, o czym człowiek myśli (co sobie wyobraża). Proszę w kilku zdaniach przedstawić swoje w tych spawach stanowisko. Proste zadanie.> Rzeczywiście pominąłem ten fragment. Może zniechęciła mnie użyta tam terminologia.Rozumiem. Tylko Pan używa poprawnej teologii. Ja niestety nie. > Odrzucam podane tam rozumowanie, ponieważ nie jest udowodniona przesłanka 1. Nie rozumiem, skąd autor wie, że możliwe są takie wróżki.Z tego, co Pan napisał wyciągam wniosek, że nie zrozumiał Pan mojej wypowiedzi. Nie zrozumiał Pan również, jaki cel chciał osiągnąć (i osiągnął) Michael Martin swoim dowodem. Alvin Plantinga przedstawił ontologiczny dowód mający w jego przekonaniu dowieść istnienia Boga. Pierwsza przesłanka jego dowodu brzmi: (1) Możliwe jest, że istnieje byt, który jest maksymalnie wielki (byt, który możemy nazwać Bogiem). W kolejnych przesłankach (od (2) do (5)) Plantinga dowodzi - lepiej byłoby: tak mu się wydaje, że dowodzi - istnienia Boga. Michael Marin poddał krytyce dowód Plantingi, a tak naprawdę sparodiował go. Jego dowód był odpowiednią przeróbką dowodu Plantingi. Martin zbudował swój dowód w ten sposób, że pojęcia "maksymalnie wielki byt" oraz "maksymalnie doskonały byt" występujące w dowodzie Plantingi, zastąpił pojęciem "wyjątkowe wróżki". Poza tym jego dowód w niczym nie odbiegał od dowodu Plantingi. Pierwsza przesłanka u Martina brzmi: (1') Możliwe jest, że istnieją wyjątkowe wróżki. Analogia do przesłanki (1) z dowodu Plantingi jest oczywista. W kolejnych przesłankach (od (1') do (5')) - o treści wzorowanej na odpowiednich przesłankach Plantingi - Martin "udowadnia" istnienie wyjątkowych wróżek w sposób analogiczny do tego, jak Plantinga "udowodnił" istnienie Boga. Jest dla mnie oczywiste, iż Martin doskonale rozumiał, że ani on ani Plantinga niczego nie udowodnili. Martin pokazał Plantindze, że przesłanka (1') jego dowodu nie sprzeciwia się rozumowi bardziej, niż przesłanka (1) Plantingi. A skoro tak, to jeśli Plantinga uważa swój dowód za poprawny, to za taki sam musi uznać dowód Martina. A zatem: skoro Plantinga udowodnił istnienie Boga, to również on (czyli Martin) swoim dowodem udowodnił istnienie wyjątkowych wróżek. Co więcej, Marin pokazał również Plantindze, że takim sposobem można udowodnić istnienie krasnali, smerfów, duchów, niziołków, hobbitów i kogoś jeszcze na dokładkę. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Jest dla mnie oczywiste, iż Martin doskonale rozumiał, że ani on ani Plantinga niczego nie udowodnili. Martin pokazał Plantindze, że przesłanka (1') jego dowodu nie sprzeciwia się rozumowi bardziej, niż przesłanka (1) Plantingi.
Nie sprzeciwia się bardziej, jeżeli przesłanka 1 Plantingi nie była udowoniona. Ja natomiast pisałem, że przesłanki 1 dowodzi się i że to, że nie dowiódł jej Plantinga nie ma znaczenia.
>A skoro tak, to jeśli Plantinga uważa swój dowód za poprawny, to za taki sam musi uznać dowód Martina. A zatem: skoro Plantinga udowodnił istnienie Boga, to również on (czyli Martin) swoim dowodem udowodnił istnienie wyjątkowych wróżek. Co więcej, Marin pokazał również Plantindze, że takim sposobem można udowodnić istnienie krasnali, smerfów, duchów, niziołków, hobbitów i kogoś jeszcze na dokładkę.
W ten sposób Martin wykazał tylko, że przesłankę 1 trzeba wykazać, bo inaczej całe rozumowanie prowadzi do absurdu, ale to, co wykazał, wiadomo mniej więcej od lat 70-tych XVII wieku.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Tak, zgadzam się. Bóg nie jest takim samym bytem jak np. książka, jabłko czy też mój kot. Przykładowo o tym, że książka istnieje można się łatwo przekonać biorąc ją do ręki i czytając ją. Jabłka też istnieją, jedno z nich przed chwilą zjadłem. Zaś mój kot siedzi teraz na parapecie okna, przy którym stoi moje biurko, ociera się o mnie i mruczy. Kryteria ich istnienia są jednoznacznie określone. > 1. Jak odróżnia Pan wzięcie książki do ręki od bardzo sugestywnego wrażenia, że wziął Pan książkę do ręki? > 2. Książka, którą Pan widział (jej okładka), miała pewną barwę. Czy tak samo jasne, jak to, że książka istnieje, jest to, że istnieje książka, której okładka ma barwę (np.) czerwoną?
Czy wtedy, gdy Pan bierze książkę do ręki i ją czyta, lub bierze do ręki jabłko, by je zjeść, robi to Pan w rzeczywistości, czy też jest to tylko sugestywne wrażenie? Oczywiście, ta książka ma jakąś wielkość, grubość, kolor okładki itd., ale to w tym przypadku nie ma znaczenia. Przecież ja nie o tym piszę. Bierze Pan do ręki książkę i ją czyta, bo ona realnie istnieje. To samo z jabłkiem. Kryteria ich istnienia są jednoznacznie określone. Wystarczy wziąć je do ręki, by się o tym przekonać. Kryteria istnienia Boga są nam natomiast nieznane. Twierdzenia "Bóg istnieje" i "Bóg nie istnieje" są bezprzedmiotowe. Jeśli chcemy być racjonalni, to musimy nasze przekonania uzasadniać, a nie zadowalać się stanowiskiem, że nie wszystko musi być racjonalne i wytłumaczalne.
> 3. Uznajemy istnienie wielu rzeczy, których nie możemy spostrzec, albo dotknąć, np. przedmiotów bardzo odległych albo bardzo małych. Z faktu, że spostrzegłem (lub dotknąłem) X-a wynika rzeczywiście, że X istnieje, ale nie na odwrót.
Nikt Boga jeszcze nie widział i nie słyszał, nic o Nim nie wiemy, a wszystkie atrybuty, które Mu przypisujemy sami sobie arbitralnie wymyśliliśmy, a ponadto atrybuty te notorycznie prowadzą do sprzeczności. Fakty te przemawiają zdecydowanie bardziej za tym, że Go niema, niż że jest.
Z tego zaś, że o Nim myślimy i jakoś sobie Go wyobrażamy, również nie wynika, że On istnieje. Nie wszystko bowiem, o czym pomyślimy i co sobie jakoś wyobrażamy, może istnieć realnie. Nie każda fantazja, którą pomyślimy, nawet jeśli jest logicznie niesprzeczna, może się przekształcić w rzeczywistość. Przecież jest to tak oczywiste, jak to, że dwa plus dwa równa się cztery.
Wszelkie znane nam argumenty na rzecz istnienia Boga są niepoprawne: albo nielogiczne, albo pozbawione siły dowodowej (oczywiście ja wszystkich tych dowodów nie znam). To również zdecydowanie bardziej przemawia za nieistnieniem Boga niż za jego istnieniem.
>>A co z Bogiem? Jego istnienie nie zostało jak dotąd udowodnione. Co więcej, nic o Bogu nie wiemy. Nie wiemy jakim jest bytem: czy duchowym, czy cielesnym, czy jeszcze innym, a także jak to rozumieć. Nie wiemy w jaki sposób - np. za pomocą jakich zmysłów - Bóg obserwuje świat i komunikuje się z nami? Gdzie Bóg istnieje (gdzie przebywa): czy w naszym świecie, czy też poza nim? A jeśli poza naszym światem, to pytania z wcześniejszego zdania są tym bardziej aktualne. Gdzie był przed stworzeniem przez siebie świata, skoro nic jeszcze nie było, i czasu też nie było, więc w jaki sposób istniał? Czy istniał poza przestrzenią i czasem? No i w końcu ostatnie pytanie: skąd wziął się Bóg?" > Kiedyś najprostsza nauka była w powijakach. Kto wie, może kiedyś istnienie Boga będzie twierdzeniem naukowym (co z tego, że teraz nie jest?)?
Jesteśmy tu i teraz, a nie gdzieś i za ileś lat. Tu i teraz wiemy natomiast, że nie da się unaukowić wierzeń religijnych. To zaś, co będzie za ileś lat, to tak zwane gdybanie, w tym przypadku bezwartościowe.
Nauka interesuje się wyłącznie tym, co da się ująć w kategoriach naukowych. Boga w takie kategorie ująć się nie da, Bóg "wymyka się" nauce, dlatego też nauka nie interesuje się Bogiem. Jeśli pojawią się kiedyś jakieś argumenty za istnieniem Boga, to nauka się tym zajmie. Póki co argumentów takowych brak, zatem Bóg nie istnieje dla nauki.
Zdania o Bogu nie wynikają ze zdań o świecie realnym, te drugie nie mogą ani potwierdzać, ani obalać tych pierwszych. Do tego potrzebny jest jednorodny język.
Żadne dokumenty i oświadczenia kościelne, niezależnie od jakiego urzędu pochodzą, ani też Pana nadzieja wyrażona powyżej, nie stworzą perspektywy, w której nauka i wiara wzajemnie się uzupełniają i niosą spójny obraz otaczającego nas świata. Taka spójność nie jest bowiem, bo być nie może, rezultatem biurokratycznych decyzji.
> Powiedziałbym, że Bóg to możliwość istnienia świata. Taka możliwość istnieje "przed światem", chociaż nie w sensie czasowym.
Nic, absolutnie nic nie upoważnia Pana do takich twierdzeń.
Ja dyskusję zakończyłem. Wystarczy. Do niczego już ona nie prowadzi. Zapewne jeszcze kiedyś podyskutujemy, ale teraz mam ochotę odpocząć od forum.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | haish (2907 punktów) |
>Nikt Boga jeszcze nie widział i nie słyszał, nic o Nim nie wiemy, a wszystkie atrybuty, które Mu przypisujemy sami sobie arbitralnie wymyśliliśmy, a ponadto atrybuty te notorycznie prowadzą do sprzeczności. Fakty te przemawiają zdecydowanie bardziej za tym, że Go niema, niż że jest. >Z tego zaś, że o Nim myślimy i jakoś sobie Go wyobrażamy, również nie wynika, że On istnieje. Nie wszystko bowiem, o czym pomyślimy i co sobie jakoś wyobrażamy, może istnieć realnie. Nie każda fantazja, którą pomyślimy, nawet jeśli jest logicznie niesprzeczna, może się przekształcić w rzeczywistość. Przecież jest to tak oczywiste, jak to, że dwa plus dwa równa się cztery. >Wszelkie znane nam argumenty na rzecz istnienia Boga są niepoprawne: albo nielogiczne, albo pozbawione siły dowodowej (oczywiście ja wszystkich tych dowodów nie znam). To również zdecydowanie bardziej przemawia za nieistnieniem Boga niż za jego istnieniem.
Najracjonalniejszym argumentem na istnienie BOGA(jako nadczłowieka) jest system komunikacji jaką posługuje się gatunek ludzki(niemal we wszystkich wielkich religiach jest odniesienie do tego, że NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO). System komunikacji człowieka to ludzka mowa i pismo, - odkąd człowiek zaczął posługiwać się pismem(początek kalendarza hebrajskiego ok. 5782 lata temu) zaczęła się CYWILIZACJA (wcześniej były różne 'kultury'). Z wynalezieniem pisma i później papirusu, papieru, druku, wreszcie obecnie powszechnego pisania przy pomocy urządzeń mobilnych - w pewnym sensie można 'zobaczyć' BOGA.[Mojżeszowi(postaci literackiej) w drodze wyjątku dane było oglądać Boga z tyłu -> mógł zobaczyć wykonany napis, natomiast nie mógł zobaczyć (twarzy)Boga z przodu -> nie mógł ujrzeć myśli przed zmaterializowaniem jej w formie pisma. Do takowego rozumowania i podejścia potrzebna jest wiedza nie tylko z zakresu teologii. Obecnie w ramach kognitywistyki istnieją różne nauki które zajmują się tym problemem. Powszechne religie są nauczane i przedstawiane w taki sposób, że kształtują u wiernych postawy roszczeniowe wobec boga, natomiast ateiści zaprzeczający istnieniu w jakiejkolwiek formie boga-nadczłowieka [którego my ludzkość z racji ułomności jaką jest nasza percepcja(relacja mózg-zmysły) nie jesteśmy w stanie ogarnąć ludzkim umysłem] choć są to często ludzie 'nauki', są niewyedukowani(obce są im zagadnienia którymi zajmuje się kognitywistyka). Wszystkich ateistów cechuje myślenie polegające na powierzchownej ocenie, bez uwzględnienia własnych BŁĘDÓWE POZNAWCZYCH.
Onegdaj Avraham z Haranu ogłosił MONOTEIZM. Obecnie w świetle współczesnej wiedzy opartej o rzetelne badania naukowe tenże monoteizm przejawia swoisty dualizm -> są to wszechświat materii i obszar ludzkiego umysłu(czy jest to świat kwantów energii do tej pory nie jest przesądzone) dawniej nazywany oceanem kosmosu(Sumerowie), 'wodami górnymi'(hebrajska Tora), niebem itp.,- określenia dusza, duch, świat duchowy powstały w oparciu o błąd poznawczy.]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | haish (2907 punktów) | c.d. - I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz 'świat-obszar' ludzkiego umysłu nie jest w stanie istnieć bez materii wszechświata(????) - konkretnie bez materialnego żywego ludzkiego ciała i mózgu. Tenże obszar powstał w przeciągu bardzo długiego okresu czasu(mierząc ludzką miarą) dopiero długo po tym jak w znanym nam wszechświecie na planecie Ziemia pojawiło się życie.
Choć inne gatunki na Ziemi mają coś na podobieństwo ludzkiego umysłu -> można zaobserwować u zwierząt podczas snu podobnie jak u ludzi poruszanie kończynami, oraz wydawanie dźwięków co jest wynikiem tzw. marzeń sennych, to jednak tylko gatunek ludzki mówi przez sen. Ponadto u gatunku ludzkiego po przyjściu na świat - opuszczeniu łona matki aby dany osobnik stał się homo sapiens(rozumny) konieczna jest edukacja(nauka zachowań, nauka mowy, oraz nauka posługiwania się pismem); w przypadku zwierząt występuje tylko nauka zachowań, przy czym są to zachowania dość specyficzne wynikające z potrzeb bytowych gatunku(zwierzęta cyrkowe i te z labolatoriów naukowych nie potrafią przekazać własnemu potomstwu umiejętności których nauczył je człowiek).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Tenże obszar powstał w przeciągu bardzo długiego okresu czasu(mierząc ludzką miarą) dopiero długo po tym jak w znanym nam wszechświecie na planecie Ziemia pojawiło się życie.Jak na mój gust to szerzenie religijnych zabobonów. Wg mojej obserwacji świata abstrakcja towarzyszyla materii zawsze. Tworzenie wyjątków dla materii składającej się w człowieka nie ma żadnego uzasadnienia i jest wyssane z palca. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | haish (2907 punktów) | > >Tenże obszar powstał w przeciągu bardzo długiego okresu czasu(mierząc ludzką miarą) dopiero długo po tym jak w znanym nam wszechświecie na planecie Ziemia pojawiło się życie.> Jak na mój gust to szerzenie religijnych zabobonów.To są fakty, a zabobonem jest domniemana teoria wielkiego wybuchu - jej prawdopodobienstwo jest dość mizerne -> nie było nic(materia) i nagle cóś wybuchło. > Wg mojej obserwacji świata abstrakcja towarzyszyla materii zawsze.W jaki sposób doszedłeś do takowego rozumowania, wydawać może Ci się niemal wszystko. Ludzkości znana jest tylko ludzka abstrakcja, ta zaistniała długo długo po tym jak gatunek humanoidów przyjął postawę wyprostowaną. Za jej początek można uważać tzw. zachowania narzędziowe. > Tworzenie wyjątków dla materii składającej się w człowieka nie ma żadnego uzasadnienia i jest wyssane z palca.> youtu.be/5VCiU1osa3wTak się składa że tylko gatunek ludzki jest wyjątkowy na planecie Ziemia - żaden inny gatunek nie stworzył cywilizacji i raczej się na to nie zanosi. Odmiennego zdania mogą być tylko niedoedukowani ignoranci, nieogarniający własnego ubóstwa umysłowego i nie zdający sobie sprawy z tego że ich myślenie wywodzi się z błędów poznawczych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > To są fakty,Że co? > a zabobonem jest domniemana teoria wielkiego wybuchu - jej prawdopodobienstwo jest dość mizerne -> nie było nic(materia) i nagle cóś wybuchło.O ile mi wiadomo współcześni naukowcy na podstawie obserwacji ruchu i przekształceń materii dochodzą do wniosku, że cała materia była związana w jedną cząsteczkę, która rozpadła się i zaczęła się dzielić i nikt nie mówi k czymś z niczego a jedynie o transformacji postaci. I co? Jak czegoś nie potrafisz wyjaśnić to istnieje bóg, który wszystko stworzył? Co za niedorzeczny wniosek! > W jaki sposób doszedłeś do takowego rozumowania, wydawać może Ci się niemal wszystko.Dzięki komunikacji z komputerem i dzięki wykonywaniu przez komputery procesów abstrakcyjnych. > Ludzkości znana jest tylko ludzka abstrakcja, ta zaistniała długo długo po tym jak gatunek humanoidów przyjął postawę wyprostowaną. Za jej początek można uważać tzw. zachowania narzędziowe.Religijne brednie wyssane z palca. Stereotypowe sądu nad światem nic poza tym. Nigdy nie znajdziesz żadnego uzasadnienia dla tych bredni poza widzimisię. > Tak się składa że tylko gatunek ludzki jest wyjątkowy na planecie ZiemiaOczywiście a ja jestem nadczłowiekiem, najwyższą formą życia we wszechświecie i wszystko mi się należy tylko muszę uczynić rzeczywistość sobie poddaną. Co wcale nie jest dziwne, bo jestem kuzynem boga. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Thoter (6650 punktów) |
> Co wcale nie jest dziwne, bo jestem kuzynem boga.> Kiedyś nami rządził brytyjski agent zwany KUZYNKIEM DIABŁA, nazywał się Józef Hieronim Retinger, oficer prowadzący Sir Colin McQueen Gubbins. Jego pradziadek, Philip Rettinger, był żydowskim krawcem z Tarnowa , który wraz z rodziną przeszedł na katolicyzm w 1827 roku. Trzy miesiące był nowicjuszem u Jezuitów w Rzymie. W 1918 Retinger otrzymał zakaz wjazdu do Francji i przez kilka miesięcy szukał azylu w Hiszpanii. Wyjechał na Kubę a stamtąd do Meksyku gdzie był doradcą Luisa Moronesa. Działał w Meksyku siedem lat do upadku Callesa w 1936 r. W Meksyku w latach 1926-29 trwały walki w których zginęło 30 tysięcy katolików i 56 tysięcy, nazwijmy ich zwolennikami demokracji. Był głównym doradcą i powiernikiem pomiędzy Brytyjczykami a polskim rządem na uchodźstwie w Londynie. Sikorski nie znał angielskiego i polegał na tym co mu mówił Retinger. Sikorski opracował plan współdziałania ośmiu małych państw graniczących z mocarstwami europejskimi. Brytyjczycy ten plan rozbili. Retinger przeforsował podpisany 30 lipca 1941 r. układ Sikorski-Majski , który przewidywał utworzenie Armii Andersa, którą mieli się wysługiwać bezpośrednio Brytyjczycy. Retinger miał lecieć samolotem w którym zginął Sikorski. Retinger zrezygnował z lotu a jego miejsce zajęła córka Sikorskiego. Potem nie mając przeszkolenia w skokach spadochronowych zrzucono go do okupowanej Polski. to był kwiecień 1944. pl.wikiped(*)rotem._Raport_z_Podziemia_1944 Gen. Kazimierz Sosnkowski wydał na niego wyrok śmierci. Z tej opresji wybawił go Tadeusz Gebetner, potem go truto i uciekł do Brytyjczyków. W Londynie zamieszkał w hotelu Dorchester. Jego pierwszym gościem w Dorchester był Sir Anthony Eden , minister spraw zagranicznych. Po wojnie przybył do Warszawy rozdzielać amerykańską i brytyjską groszową "pomoc" za to, że nas używali. W kwietniu 1946 r. włamano się do mieszkania Retingera w Bayswater w zachodnim Londynie, akta jego i jego sekretarki zostały skradzione. Retinger był inicjatorem i architektem nieformalnych konferencji Bilderberg w latach 1952-54 i był ich stałym sekretarzem aż do śmierci w 1960 roku. Zmarł w biedzie na raka płuc. Na płycie nagrobnej ma krzyż. Pierwsza grupa, która spotkała się w holenderskim hotelu w 1954, została założona przez Retingera i obejmowała Davida Rockefellera , Denisa Healeya z księciem Bernhardem z Holandii. W 1958 roku został nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla. Retinger był dwukrotnie żonaty. W 1912 ożenił się z Otolią Zubrzitską (rozwód 1921, zm. 1984), z którą miał córkę Malinę (później Puchalską). W 1926 ożenił się ze Stellą Morel (zm. 1933) - córką urodzonego we Francji pacyfisty i posła Dundee , E.D. Morela i Mary z domu Richardson, z którą miał dwie córki, Marię (po mężu Fforde) i Stasię (po mężu Frencz) . Jego wnukami są między innymi David Frencz tłumacz francusko-angielski oraz pisarz science fiction Jasper Fforde . Życie KUZYNKA DIABŁA wystarczyło by na nakręcenie kilkunastu filmów. W 2000 roku Ambrose Evans-Pritchard z The Daily Telegraph stwierdził , na podstawie odtajnionych dokumentów rządu USA, że Retinger był też opłacany przez Amerykanów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | haish (2907 punktów) | > >To są fakty,> Że co?> >a zabobonem jest domniemana teoria wielkiego wybuchu - jej prawdopodobienstwo jest dość mizerne -> nie było nic(materia) i nagle cóś wybuchło.> O ile mi wiadomo współcześni naukowcy na podstawie obserwacji ruchu i przekształceń materii dochodzą do wniosku, że cała materia była związana w jedną cząsteczkę, która rozpadła się i zaczęła się dzielić i nikt nie mówi k czymś z niczego a jedynie o transformacji postaci.> I co?Mało prawdopodobne współcześni naukowcy napiszą wszystko dla kasy i na pewno takie cuda 'potwierdzili w 'zderzaczu' w Szwajcarji. Gdy zamiast chemii była alchemia mówiło się o transmutacji - taki bełkot niczego nie udowadnia. > Jak czegoś nie potrafisz wyjaśnić to istnieje bóg, który wszystko stworzył?> Co za niedorzeczny wniosek!Poza tym usiłujesz przypisać mi iż kiedykolwiek napisałem-powiedziałem na tym forum, że bóg opisany w Torze stworzył wszystko (= wszewchświat od początku) jeszcze się taki nie narodził i stawiam na to, że nigdy się nie narodzi człowiek, lub grupa ludzi(środowisko naukowe) którzy posiądą na ten temat wiedzę. Ja zawsze pisałem o hebrajskim Bogu (IHWH) - według Tory początek (na początku - bereszit -> be rosz znaczy się w głowie, w ludzkim umyśle) Jesteś rozkojarzony i nieuważny, tego co było wcześniej z dużym prawdopodobieństwem udało się ludzkości ustalić -> teoria ewolucji, ale to dotyczy ŻYCIA. Natomiast co do narodzin wszechświata to zalecam sceptycyzm dla wszelkich 'naukowych' rewelacji i wymysłów. Pisałem też, że jedną z wielu prawdopodobnych możliwości jest to, że Bóg dzięki któremu ludzie są samoświadomi i stworzyli cywilizację, sam będąc nadczłowiekiem(np. wartość taka jak czas nie dotyczy GO tak jak dotyczy człowieka) może być więźniem planety Ziemia, a uwięzić mogły GO istoty będące nadbogami. Argumenty za takowym rozumowaniem nie są trudne do znalezienia. Należy jednak zauważyć, że skoro ludzkość powszechnie ma błędne wyobrażenia o Bogu, a bardzo nieliczni postrzegają boski pierwiastek w ludzkim umyśle i sposobie komunikacji, to nawet ci nieliczni nie mają zielonego pojęcia o możliwej ewentualności że nad Bogiem są 'nadbogowie'. > >W jaki sposób doszedłeś do takowego rozumowania, wydawać może Ci się niemal wszystko.> Dzięki komunikacji z komputerem i dzięki wykonywaniu przez komputery procesów abstrakcyjnych.> >Ludzkości znana jest tylko ludzka abstrakcja, ta zaistniała długo długo po tym jak gatunek humanoidów przyjął postawę wyprostowaną. Za jej początek można uważać tzw. zachowania narzędziowe.> Religijne brednie wyssane z palca. Stereotypowe sądu nad światem nic poza tym. Nigdy nie znajdziesz żadnego uzasadnienia dla tych bredni poza widzimisię.Jesteś żałosnym niedoedukowanym ignorantem, niedostrzegającym własnych błędów poznawczych. Pisałeś wielokrotnie że "Świadoma jest każda materia" - to twoja brednia, z definicji świadomość to przede wszystkim relacja mózg-zmysły(postrzeganie)=życie, u bakterii funkcję zmysłów i mózgu pełni błona komórkowa. > >Tak się składa że tylko gatunek ludzki jest wyjątkowy na planecie Ziemia> Oczywiście a ja jestem nadczłowiekiem, najwyższą formą życia we wszechświecie i wszystko mi się należy tylko muszę uczynić rzeczywistość sobie poddaną.> Co wcale nie jest dziwne, bo jestem kuzynem boga.> youtu.be/5VCiU1osa3wMłoteczku-Konopko jesteś śmiertelnym IDIOTĄ, nawet nie możesz być kuzynem 'dżizusa' bo to postać literacka.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Młoteczku-Konopko jesteś śmiertelnym IDIOTĄ, nawet nie możesz być kuzynem 'dżizusa' bo to postać literacka.Nie zrównuje abstrakcji z fizycznością zauważam jednak, że abstrakcja i fizyczność to dwie postaci jednego. Ta jedność znajduje objawienie w dwóch światach fizyczności i abstrakcji. Wszystko zatem co tylko ma fizyczną formę musi też mieć formę abstrakcyjną. Każdy obiekt fizyczny musi czuć i myśleć tak jak my. Wierzę a Boga i dla mnie jest nim cały wszechświat. Wszechświat to jego ciało a my w nim. Musi istnieć zatem i objawienie wszechświata w abstrakcji a nasze umysły są cząstką tego objawienia. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Czy wtedy, gdy Pan bierze książkę do ręki i ją czyta, lub bierze do ręki jabłko, by je zjeść, robi to Pan w rzeczywistości, czy też jest to tylko sugestywne wrażenie? Oczywiście, ta książka ma jakąś wielkość, grubość, kolor okładki itd., ale to w tym przypadku nie ma znaczenia. Przecież ja nie o tym piszę.
To nie jest odpowiedz na moje pytanie. Oczywiście, jeżeli biorę książkę do ręki, dzieje się to w rzeczywistości. Ja natomiast pytałem o to, jak odróżnia Pan wzięcie książki do ręki od wrażenia, że się ją wzięło.
Albo nie rozumie Pan, co się do Pana mówi, albo rozumie Pan i celowo nie odpowiada na pytania.
>Bierze Pan do ręki książkę i ją czyta, bo ona realnie istnieje. To samo z jabłkiem. Kryteria ich istnienia są jednoznacznie określone. Wystarczy wziąć je do ręki, by się o tym przekonać. >Kryteria istnienia Boga są nam natomiast nieznane. Twierdzenia "Bóg istnieje" i "Bóg nie istnieje" są bezprzedmiotowe. Jeśli chcemy być racjonalni, to musimy nasze przekonania uzasadniać, a nie zadowalać się stanowiskiem, że nie wszystko musi być racjonalne i wytłumaczalne.
Napisałem, że Bogu bliżej do liczby 2 niż do jabłka. Oznacza to, że kryteria istnienia Boga są (albo mogą być) podobne do tych, jakie obowiązują w matematyce.
>> 3. Uznajemy istnienie wielu rzeczy, których nie możemy spostrzec, albo dotknąć, np. przedmiotów bardzo odległych albo bardzo małych. Z faktu, że spostrzegłem (lub dotknąłem) X-a wynika rzeczywiście, że X istnieje, ale nie na odwrót.
>Nikt Boga jeszcze nie widział i nie słyszał, nic o Nim nie wiemy, a wszystkie atrybuty, które Mu przypisujemy sami sobie arbitralnie wymyśliliśmy, a ponadto atrybuty te notorycznie prowadzą do sprzeczności. Fakty te przemawiają zdecydowanie bardziej za tym, że Go niema, niż że jest.
Do jakich sprzeczności prowadzą te atrybyty, które przepisują Bogu deiści?
>Z tego zaś, że o Nim myślimy i jakoś sobie Go wyobrażamy, również nie wynika, że On istnieje. Nie wszystko bowiem, o czym pomyślimy i co sobie jakoś wyobrażamy, może istnieć realnie. Nie każda fantazja, którą pomyślimy, nawet jeśli jest logicznie niesprzeczna, może się przekształcić w rzeczywistość. Przecież jest to tak oczywiste, jak to, że dwa plus dwa równa się cztery.
Tak, ale z faktu, że jakoś go sobie (na razie) tylko wyobrażamy nie wynika, że nie istnieje. Też o tym pisałem.
>Wszelkie znane nam argumenty na rzecz istnienia Boga są niepoprawne: albo nielogiczne, albo pozbawione siły dowodowej (oczywiście ja wszystkich tych dowodów nie znam). To również zdecydowanie bardziej przemawia za nieistnieniem Boga niż za jego istnieniem.
Przemawia co najwyżej dziś. Nie wiemy, co będzie jutro.
>>>A co z Bogiem? Jego istnienie nie zostało jak dotąd udowodnione. Co więcej, nic o Bogu nie wiemy. Nie wiemy jakim jest bytem: czy duchowym, czy cielesnym, czy jeszcze innym, a także jak to rozumieć. Nie wiemy w jaki sposób - np. za pomocą jakich zmysłów - Bóg obserwuje świat i komunikuje się z nami? Gdzie Bóg istnieje (gdzie przebywa): czy w naszym świecie, czy też poza nim? A jeśli poza naszym światem, to pytania z wcześniejszego zdania są tym bardziej aktualne. Gdzie był przed stworzeniem przez siebie świata, skoro nic jeszcze nie było, i czasu też nie było, więc w jaki sposób istniał? Czy istniał poza przestrzenią i czasem? No i w końcu ostatnie pytanie: skąd wziął się Bóg?" >> Kiedyś najprostsza nauka była w powijakach. Kto wie, może kiedyś istnienie Boga będzie twierdzeniem naukowym (co z tego, że teraz nie jest?)? >Jesteśmy tu i teraz, a nie gdzieś i za ileś lat.
Co z tego? Dziesięć tysięcy lat temu ktoś, kto np. wyraził przypuszczenie, że człowiek może latać, był wyśmiany przez swoich słuchaczy. Z ich punktu widzenia takie latanie było niemożliwe. Może tam ktoś powiedział: "biorąc pod uwagę to, co wiemy o świecie, latanie w wykonaniu człowieka jest zupełnie niemożliwe". Co warty był jego argument?
>Tu i teraz wiemy natomiast, że nie da się unaukowić wierzeń religijnych. To zaś, co będzie za ileś lat, to tak zwane gdybanie, w tym przypadku bezwartościowe.
Takie gdybanie jest źródłem wielu wynalazków i odkryć.
>Nauka interesuje się wyłącznie tym, co da się ująć w kategoriach naukowych. Boga w takie kategorie ująć się nie da, Bóg "wymyka się" nauce, dlatego też nauka nie interesuje się Bogiem. Jeśli pojawią się kiedyś jakieś argumenty za istnieniem Boga, to nauka się tym zajmie. Póki co argumentów takowych brak, zatem Bóg nie istnieje dla nauki.
Sam więc Pan sobie zaprzecza.
>Zdania o Bogu nie wynikają ze zdań o świecie realnym, te drugie nie mogą ani potwierdzać, ani obalać tych pierwszych. Do tego potrzebny jest jednorodny język.
Czy zna Pan wszystkie zdania o świecie realnym oraz ich treść?
>Żadne dokumenty i oświadczenia kościelne, niezależnie od jakiego urzędu pochodzą, ani też Pana nadzieja wyrażona powyżej, nie stworzą perspektywy, w której nauka i wiara wzajemnie się uzupełniają i niosą spójny obraz otaczającego nas świata. Taka spójność nie jest bowiem, bo być nie może, rezultatem biurokratycznych decyzji. >> Powiedziałbym, że Bóg to możliwość istnienia świata. Taka możliwość istnieje "przed światem", chociaż nie w sensie czasowym. >Nic, absolutnie nic nie upoważnia Pana do takich twierdzeń.
Na jakiej podstawie Pan tak twierdzi?
>Ja dyskusję zakończyłem. Wystarczy. Do niczego już ona nie prowadzi. Zapewne jeszcze kiedyś podyskutujemy, ale teraz mam ochotę odpocząć od forum.
Oczywiście, proszę jednak odpowiadać na zadawane Panu pytania i starać się rozumieć wypowiedzi interlokutora.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) |
> Oczywiście, proszę jednak odpowiadać na zadawane Panu pytania i starać się rozumieć wypowiedzi interlokutora. >
Czy wiesz już ktorego boga udowodniłeś?
Tego w którego wierzysz czy "boga".
Jeśli nie będziesz miał bogów cudzych przede mną to jak twój obiekt jest obwiektywny.
Przypomnę że to Twój dowód. A przykazania są od Twojego Boga w którego wierzysz a nie od boga.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Ponieważ, jak przypuszczam, jeden dowód to dla Pana stanowczo za mało, więc przedstawiam drugi, tym razem ontologiczny. Nie będzie to jednak dowód na istnienie Boga, lecz na istnienie wyjątkowej maleńkiej wróżki. Dowód jest odpowiedzią na ontologiczny dowód amerykańskiego filozofa, katolika Alvina Plantingi. Autor dowodu: Michael Martin, również amerykański filozof. Oto ten dowód:
(1') Możliwe jest, że istnieją wyjątkowe wróżki. (2') Istnieje zatem możliwy świat, w którym istnieją wyjątkowe wróżki. (3') Wyjątkowa wróżka jest z konieczności maleńką leśną istotką o magicznych mocach w każdym z możliwych światów (z definicji). (4') Ponieważ wyjątkowa wróżka jest z konieczności maleńką leśną istotką o magicznych mocach w każdym z możliwych światów, to wróżka ta jest z konieczności maleńką leśną istotką w faktycznym świecie. (5') Zatem maleńka wyjątkowa wróżka istnieje w faktycznym świecie.
Wyjaśniając dodam, że w dowodzie ontologicznym Pantingi, mającym w zamyśle autora świadczyć na rzecz istnienia Boga, punkt (1) ma treść: (1) Możliwe jest, że istnieje byt, który jest maksymalnie wielki (byt, który możemy nazwać Bogiem). Dalsze punkty dowodu Martina są odpowiednią kopią (przeróbką) dowodu Plantingi. Martinowi chodzi więc o to, że przesłanka (1') nie sprzeciwia się rozumowi bardziej, niż przesłanka (1) Plantingi. Kolejne zatem przesłanki jego dowodu (czyli od 2' do 5') są naturalną konsekwencja pierwszego założenia.
Pozostawiam Pana również z tym dowodem i ponownie życzę owocnych przemyśleń.
A na koniec taka jeszcze uwaga:
Mam w domu kota, o czym już w tym wątku pisałem. Opiekuję się moim kotem, bo ktoś musi się nim opiekować. Daję mu jeść i pić, myję jego miski, i inne rzeczy też jeszcze robię. Głaskam go jak jest przy mnie i ociera się o mnie, a on wtedy mruczy. Jak do niego mówię, to on patrzy na mnie i miauczy. Nie zawsze rozumiem to, co miauczy, tak jak on zapewne nie zawsze rozumie, co do niego mówię. Mój kot istnieje w realnym świecie. Ale jest też w moim życiu inny kot. To kot, którego obraz stworzyłem w swoich myślach. Ten kot jest najdoskonalszy z doskonałych, wspanialszy nawet od mojego kota. Mimo, że często o nim myślę, to jeszcze nigdy go nie głaskałem, nigdy też nie dałem mu nic do jedzenia, bo on i tak tego by nie zjadł. Nie mówiłem nic do niego, a on nigdy jeszcze do mnie nie zamiauczał. Ja nawet wiem, dlaczego tak jest. Bo ten kot nie istnieje w realnym świecie, mimo że o nim myślę. Pogodziłem się już z tym.
A Pan jest przekonany, że istnieć może wszystko, o czym człowiek pomyśli. Zatem myśli Pan o Bogu i wie, że Bóg istnieje. Pomyślał Pan o obiektywnym świecie i od razu Pan wie, że skoro istnieje taki świat - bo przecież Pan o nim pomyślał - to musi przecież istnieć obiektywny obserwator, który oczywiście jest Bogiem, a więc Bóg musi istnieć - bo tak Pan znowu pomyślał - bo bez Boga nie byłoby obiektywnego świata.
Jakie to wszystko proste. Zazdroszczę Panu, bo mimo że myślę o najwspanialszym kocie, to tego kota nadal nie ma w moim realnym świecie. Ale teraz już wiem, że to moja wina. Bo myśleć też trzeba umieć, tak jak Pan umie, a ja niestety nie umiem.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >> Jeżeli nie zamierza Pan dowodzić w ten sposób nieistnienia Boga, to rzeczywiście nie porusza się Pan. Tylko do jakich wobec tego wniosków prowadzą Pana analizy?> >Ogólnie odpowiem: do różnych. W każdym razie nie dotyczą, bo też dotyczyć nie mogą, problemu istnienia czy też nieistnienia Boga. Ten problem dawno już rozstrzygnąłem> Zakładając, że takie czy inne wnioski wynikają z Pana analizy, co wynika z faktu, że one wynikają?W ostatniej wypowiedzi przedstawiłem kilka tylko wniosków wynikających z analizy Nowego Testamentu. Tych wniosków jest znacznie więcej. Przedstawię teraz jeszcze jeden bardzo ciekawy wniosek. Jezus został ukrzyżowany w 30 roku n.e. w okolicach święta Paschy. Najstarszą ewangelią jest Ewangelia Marka datowana na 70 rok n.e., być może nieco po nim. To jest różnica wynosząca około 40 lat. Począwszy od śmierci Jezusa rozpoczął się przekaz informacji o nim Był to przekaz ustny (z ust do ust), a w każdym razie nie wiemy nic pewnego o jakimś przekazie pisanym. Pierwsze informacje zapewne wyszły z ust apostołów oraz osób mających z Jezusem bezpośredni kontakt. Schemat tego ustnego przekazu przebiegał następująco: Któryś z apostołów przekazał osobie A jakąś informację o Jezusie. A przekazał tę informacje B, ten z kolei przekazał to C, a ten D itd. przez czterdzieści lat. Nie wiem ile osób brało udział w tym przekazie, ale być może liter w alfabecie zabraknie. W każdym razie ostatnim w tym łańcuchu był ewangelista, któremu tradycja nadała imię Marek i utożsamiła go z Markiem (Janem Markiem) znanym z Nowego Testamentu. My dzisiaj wiemy, że jest to nieprawda, ale nie ma to wpływu na to, co chcę napisać. Proszę się teraz zastanowić, w jakim stopniu relacja Marka - czyli Ewangelia - jest zgodna z pierwotnym przekazem apostoła? Może Pan zrobić proste porównanie. Proszę opowiedzieć coś swojemu koledze. Ten niech opowieść przekaże kolejnej osobie, a ta znowu kolejnej, i niech ta informacja zostanie przekazana kolejno do 25 osób. Jak Pan myśli, czy relacja tego ostatniego w łańcuchu będzie zgodna z tym, co przekazał Pan swojemu koledze. Nie musi Pan odpowiadać. Proszę sobie jeszcze uzmysłowić, że te czterdzieści lat to mniej więcej tyle, ile nas obecnie dzieli od początku rządów gen. Jaruzelskiego w Polsce. > Czy nie zajmuje się Pan kreowaniem burzy w szklance wody?Przekazałem Panu wiele, jak mi się wydaje ciekawych wiadomości dotyczących Nowego Testamentu, czyli jednego z fundamentów chrześcijaństwa. Proszę się zastanowić czy to jest naprawdę burza w szklance wody. I to było na tyle. Czas najwyższy kończyć dyskusję, bo ona do niczego już nie prowadzi. Jeżeli jednak zdecyduje się Pan odpowiedzieć na wskazane wyżej moje wypowiedzi, których Pan unika, to zapewne coś odpiszę. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | > >>> Jeżeli nie zamierza Pan dowodzić w ten sposób nieistnienia Boga, to rzeczywiście nie porusza się Pan. Tylko do jakich wobec tego wniosków prowadzą Pana analizy?> >>Ogólnie odpowiem: do różnych. W każdym razie nie dotyczą, bo też dotyczyć nie mogą, problemu istnienia czy też nieistnienia Boga. Ten problem dawno już rozstrzygnąłem> > Zakładając, że takie czy inne wnioski wynikają z Pana analizy, co wynika z faktu, że one wynikają?> W ostatniej wypowiedzi przedstawiłem kilka tylko wniosków wynikających z analizy Nowego Testamentu. Tych wniosków jest znacznie więcej.> Przedstawię teraz jeszcze jeden bardzo ciekawy wniosek.> Jezus został ukrzyżowany w 30 roku n.e. w okolicach święta Paschy. Najstarszą ewangelią jest Ewangelia Marka datowana na 70 rok n.e., być może nieco po nim. To jest różnica wynosząca około 40 lat.> Począwszy od śmierci Jezusa rozpoczął się przekaz informacji o nim Był to przekaz ustny (z ust do ust), a w każdym razie nie wiemy nic pewnego o jakimś przekazie pisanym. Pierwsze informacje zapewne wyszły z ust apostołów oraz osób mających z Jezusem bezpośredni kontakt. Schemat tego ustnego przekazu przebiegał następująco: Któryś z apostołów przekazał osobie A jakąś informację o Jezusie. A przekazał tę informacje B, ten z kolei przekazał to C, a ten D itd. przez czterdzieści lat. Nie wiem ile osób brało udział w tym przekazie, ale być może liter w alfabecie zabraknie. W każdym razie ostatnim w tym łańcuchu był ewangelista, któremu tradycja nadała imię Marek i utożsamiła go z Markiem (Janem Markiem) znanym z Nowego Testamentu. My dzisiaj wiemy, że jest to nieprawda, ale nie ma to wpływu na to, co chcę napisać.> Proszę się teraz zastanowić, w jakim stopniu relacja Marka - czyli Ewangelia - jest zgodna z pierwotnym przekazem apostoła? Wbrew pozorom, przekazy ustne bywają bardzo dokładne. Pana wniosek dowodzi co najwyżej, że Ewangelia Marka może być niedokładna w swoim przekazie. > Może Pan zrobić proste porównanie. Proszę opowiedzieć coś swojemu koledze. Ten niech opowieść przekaże kolejnej osobie, a ta znowu kolejnej, i niech ta informacja zostanie przekazana kolejno do 25 osób. Jak Pan myśli, czy relacja tego ostatniego w łańcuchu będzie zgodna z tym, co przekazał Pan swojemu koledze.> Nie musi Pan odpowiadać. Odpowiem: powiem coś koledze oraz poproszę go, aby dokładnie zapamiętał wszystkie moje słowa (nauczę go ich i sprawdzę, czy pamięta). Poproszę go także, żeby tak samo (i za świeżej pamięci) przekazał te słowa kolejnej osobie. > Proszę sobie jeszcze uzmysłowić, że te czterdzieści lat to mniej więcej tyle, ile nas obecnie dzieli od początku rządów gen. Jaruzelskiego w Polsce.> > Czy nie zajmuje się Pan kreowaniem burzy w szklance wody?> Przekazałem Panu wiele, jak mi się wydaje ciekawych wiadomości dotyczących Nowego Testamentu, czyli jednego z fundamentów chrześcijaństwa. Proszę się zastanowić czy to jest naprawdę burza w szklance wody.> I to było na tyle. Czas najwyższy kończyć dyskusję, bo ona do niczego już nie prowadzi. Jeżeli jednak zdecyduje się Pan odpowiedzieć na wskazane wyżej moje wypowiedzi, których Pan unika, to zapewne coś odpiszę.> Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Jaki wniosek otrzyma Pan z analizy Pisma Świętego, jeżeli 1) odrzuci Pan zasadę racjonalności, 2) przyjmie w jej miejsce zasadę podporządkowania się w swoim rozumieniu Pisma Świętego pewnemu autorytetowi, np. autorytetowi biskupstwa Rzymu?
Bardzo już Pan zboczył. W tym akurat miejscu dyskusja dotyczy, najogólniej ujmując, różnic i sprzeczności w Biblii, a nie zasady racjonalności i postulowanemu przez Pana autorytetu biskupstwa Rzymu. W tym momencie nasze drogi rozjeżdżają się.
> Nie jest więc tak, że coś "po prostu wynika". Nie jest tak, że Pismo Święte jest "ewidentnie" pełne sprzeczności. Jest (co najwyżej) pełne sprzeczności przy pewnych wstępnych założeniach. Co wtedy, jeżeli te założenia się odrzuci?
Naciąga pan tak, że już trudno bardziej naciągać. Można powiedzieć, że dzieli Pan włos na czworo. Mój dobry znajomy powiedziałby, że zdziera Pan czwartą skórkę z jabłka.
Jest tak, że Biblia (pozostanę przy określeniu Biblia, a nie Pismo Święte) pełna jest różnic i sprzeczności i nie są do tego potrzebne żadne założenia wstępne. Nieco powyżej wskazałem przykład daty śmierci Jezusa, a konkretnie sprzeczności w tej sprawie między relacjami synoptyków a relacją Jana. Proszę na tym przykładzie pokazać te założenia wstępne, bez których różnic tych by nie było. Teraz inny omówiony już przeze mnie przykład: wniebowzięcie Jezusa, a konkretnie sprzeczność pomiędzy dwoma relacjami Łukasza, pierwszą z Łk i drugą z Dz. Proszę wskazać te założenia wstępne. Inne przykłady, jeszcze przeze mnie nie wspomniane. Oczywiście i tu proszę wskazać te wstępne założenia: -- Jair przyszedł do Jezusa przed śmiercią swojej córki, jak twierdzi Marek 5, 21-24, lub (a także) po jej śmierci, jak twierdzi Mateusz 9, 18-20; -- zasłona w świątyni rozdarła się przed śmiercią Jezusa, jak twierdzi Łukasz 23, 45-46, lub (a także) po jego śmierci, jak twierdzi Marek 15, 37-39; -- kobiety przy grobie Jezusa widziały dwóch mężczyzn (Łk 24, 4; J 20, 12), czy też tylko jednego (Mk 16, 5; Mt 28, 2); czy znajdowali się oni wewnątrz grobu (Mk, Łk) czy na zewnątrz (Mt, J), bo i tu ewangeliści się różnią; czy kamień grobowy był odsunięty (Łk, J), gdy przyszły kobiety, czy też nie (Mk, Mt), bo i tu są różnice.
>>Zdaje Pan sobie zapewne sprawę z tego, że skoro co najmniej jedna z relacji jest nieprawdziwa, to ewangelia, która ją zawiera, opisuje wydarzenie, które nigdy nie miało miejsca. Albo zatem ewangelista dysponował nieprawdziwymi informacjami i mniej czy bardziej świadomie odnotował je w ewangelii, albo sam świadomie zmyślał, albo też późniejszy redaktor jego ewangelii również bez skrupułów popuścił wodze fantazji. > Na to wszystko jest już odpowiedż powyżej.
Tego nie można nazwać odpowiedzią. Żadne warunki wstępne nie są potrzebne, by dostrzec różnice i sprzeczności. Widać gołym okiem, wystarczy tylko uważnie czytać.
>>Zdaje Pan sobie sprawę zapewne i z tego, że takie sprzeczności wpływają na wiarygodność Nowego Testamentu i jego odbiór przez myślących czytelników. Skoro w jednym, dwóch czy nawet kilku miejscach jakaś ewangelia nie podaje prawdy, to może w kilku następnych też? A może w związku z tym historycznych wydarzeń jest w tej ewangelii (i w innych) jak na lekarstwo i dotyczą zagadnień mniej istotnych. > Na to już odpowiedziałem wyżej.
Powtarzam. Tego nie można nazwać odpowiedzią. Żadne warunki wstępne nie są potrzebne, by dostrzec różnice i sprzeczności. Widać je gołym okiem, wystarczy tylko uważnie czytać.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >> Jaki wniosek otrzyma Pan z analizy Pisma Świętego, jeżeli 1) odrzuci Pan zasadę racjonalności, 2) przyjmie w jej miejsce zasadę podporządkowania się w swoim rozumieniu Pisma Świętego pewnemu autorytetowi, np. autorytetowi biskupstwa Rzymu? >Bardzo już Pan zboczył, itd.
Nie do końca rozumie Pan mój argument, jest on skądinąd dosyć ogólny. Proszę przemyśleć go jeszcze raz.
|
|
| | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >> Jaki wniosek otrzyma Pan z analizy Pisma Świętego, jeżeli 1) odrzuci Pan zasadę racjonalności, 2) przyjmie w jej miejsce zasadę podporządkowania się w swoim rozumieniu Pisma Świętego pewnemu autorytetowi, np. autorytetowi biskupstwa Rzymu?> >Bardzo już Pan zboczył. Bardzo już Pan zboczył. W tym akurat miejscu dyskusja dotyczy, najogólniej ujmując, różnic i sprzeczności w Biblii, a nie zasady racjonalności i postulowanemu przez Pana autorytetu biskupstwa Rzymu. W tym momencie nasze drogi rozjeżdżają się.> Nie do końca rozumie Pan mój argument, jest on skądinąd dosyć ogólny. Proszę przemyśleć go jeszcze raz.Była pewna nieścisłość w rozumieniu pana słów. Rozumiem zasadę racjonalności i stosuję się do niej. Jest to dla mnie - jak mawiał pewien polski klasyk - taka oczywista oczywistość. Rozumiem konieczność zachowania równowagi (proporcjonalności) pomiędzy pewnością (stanowczością) głoszenia poglądów a stopniem ich uzasadnienia. Nie odważyłbym się głosić z absolutnym przekonaniem poglądów, na udowodnienie których nie posiadam dostatecznie mocnych dowodów. W takich przypadkach jednoznacznie o tym informuję, pisząc "być może", "prawdopodobnie" lub podaję np. dwie możliwe odpowiedzi. Wielokrotnie już pisałem na forum, że w sprawie życia i działalności Jezusa niewiele jest rzeczy pewnych, większość zaś to opinie o mniejszym lub większym prawdopodobieństwie. Jeśli zaś chodzi uznanie autorytetu biskupstwa Rzymu w sprawie analizy NT, to w wielu przypadkach nie zgadzam się z interpretacją narzucaną przez licznych teologów katolickich i nie ma w tym jakiegokolwiek wywyższania się z mojej strony. > >> Nie jest więc tak, że coś "po prostu wynika". Nie jest tak, że Pismo Święte jest "ewidentnie" pełne sprzeczności. Jest (co najwyżej) pełne sprzeczności przy pewnych wstępnych założeniach. Co wtedy, jeżeli te założenia się odrzuci?> >Jest tak, że Biblia [...] pełna jest różnic i sprzeczności i nie są do tego potrzebne żadne założenia wstępne. Nieco powyżej wskazałem przykład daty śmierci Jezusa, a konkretnie sprzeczności w tej sprawie między relacjami synoptyków a relacją Jana. Proszę na tym przykładzie pokazać te założenia wstępne, bez których różnic tych by nie było. Teraz inny omówiony już przeze mnie przykład: wniebowzięcie Jezusa, a konkretnie sprzeczność pomiędzy dwoma relacjami Łukasza, pierwszą z Łk i drugą z Dz. Proszę wskazać te założenia wstępne. Inne przykłady, jeszcze przeze mnie nie wspomniane. Oczywiście i tu proszę wskazać te wstępne założenia:> >-- Jair przyszedł do Jezusa przed śmiercią swojej córki, jak twierdzi Marek 5, 21-24, lub (a także) po jej śmierci, jak twierdzi Mateusz 9, 18-20;> >-- zasłona w świątyni rozdarła się przed śmiercią Jezusa, jak twierdzi Łukasz 23, 45-46, lub (a także) po jego śmierci, jak twierdzi Marek 15, 37-39;> >-- kobiety przy grobie Jezusa widziały dwóch mężczyzn (Łk 24, 4; J 20, 12), czy też tylko jednego (Mk 16, 5; Mt 28, 2); czy znajdowali się oni wewnątrz grobu (Mk, Łk) czy na zewnątrz (Mt, J), bo i tu ewangeliści się różnią; czy kamień grobowy był odsunięty (Łk, J), gdy przyszły kobiety, czy też nie (Mk, Mt), bo i tu są różnice.Nie dziwię się, że nie ustosunkował się Pan do tej części mojej wypowiedzi. Rozumiem to. Siła faktów jest bardzo mocna, cóż więc miał Pan odpowiedzieć. Z faktami się nie dyskutuje. Proszę mi wierzyć, że powyższe przykłady to tylko niewielka część sprzeczności występujących w Nowym Testamencie. Czas na wniosek, który zapowiedziałem w poprzedniej wypowiedzi. Gdy biorę do ręki Nowy Testament, to wiem, co to jest za księga. Wiem doskonale, że jest to dzieło o wielkim znaczeniu. Ale wiem też, że niemal na każdej jego stronie występują rozmaite różnice i sprzeczności: wewnątrz danej księgi, między poszczególnymi księgami, a także sprzeczności z dobrze ugruntowanymi faktami historycznymi. Wiem, że księga ta podlegała w przeszłości w wielokrotnym procesie przepisywania nieuprawnionym manipulacjom i zmianom, z których pewna część dotyczy zagadnień o fundamentalnym znaczeniu. Wiem też, że nie dysponujemy żadnym autografem, czyli oryginalnym manuskryptem jakiejś księgi. Dysponujemy jedynie kopiami, czyli apografami, i wiem też, że pośród wielu tysięcy manuskryptów, które posiadamy, nie ma dwóch takich samych. Nie wiem, czy którykolwiek z manuskryptów jest wierny z egzemplarzem, który wyszedł spod pióra pierwszego autora. Nie wiem też w jakim stopniu poszczególne apografy różnią się od oryginału. Nie wiem zatem jaka była treść oryginału. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> Była pewna nieścisłość w rozumieniu pana słów.> Rozumiem zasadę racjonalności i stosuję się do niej. Jest to dla mnie (..) Rozumiem konieczność zachowania równowagi (proporcjonalności) pomiędzy pewnością (stanowczością) głoszenia poglądów a stopniem ich uzasadnienia. Nie odważyłbym się głosić z absolutnym przekonaniem poglądów, na udowodnienie których nie posiadam dostatecznie mocnych dowodów. W takich przypadkach jednoznacznie o tym informuję, pisząc "być może", "prawdopodobnie" lub podaję np. dwie możliwe odpowiedzi. Jest to bardzo wyidealizowana zasada, dobra w odniesieniu do teorii, niekoniecznie dobra w praktyce. Wiara religijna to nie tylko (nie tyle) kwestia teorii. Biblia to nie kiepska teoria naukowa, to raczej pewna liczba wskazówek mówiących jak należy żyć. "Nie odważyłbym się głosić z absolutnym przekonaniem poglądów, na udowodnienie których nie posiadam dostatecznie mocnych dowodów." Czyni to Pan nieliczoną liczbę razy w ciągu choćby jednego dnia, nie mówiąc już o całym życiu. Większość ludzkich decyzji zapada w sytuacji braku "dostatecznie mocnych dowodów". > Wielokrotnie już pisałem na forum, że w sprawie życia i działalności Jezusa niewiele jest rzeczy pewnych, większość zaś to opinie o mniejszym lub większym prawdopodobieństwie. Na to chyba zgodzi się każdy. > Jeśli zaś chodzi uznanie autorytetu biskupstwa Rzymu w sprawie analizy NT, to w wielu przypadkach nie zgadzam się z interpretacją narzucaną przez licznych teologów katolickich i nie ma w tym jakiegokolwiek wywyższania się z mojej strony. Sądzi Pan, że zna Pan Pismo Święte lepiej niż zawodowi teologowie? Jak to się ma do zasady nie przyjmowania czegoś bez mocnych dowodów? > >>> Nie jest więc tak, że coś "po prostu wynika". Nie jest tak, że Pismo Święte jest "ewidentnie" pełne sprzeczności. Jest (co najwyżej) pełne sprzeczności przy pewnych wstępnych założeniach. Co wtedy, jeżeli te założenia się odrzuci?> >>Jest tak, że Biblia [...] pełna jest różnic i sprzeczności i nie są do tego potrzebne żadne założenia wstępne. Nieco powyżej wskazałem przykład daty śmierci Jezusa, a konkretnie sprzeczności w tej sprawie między relacjami synoptyków a relacją Jana. Proszę na tym przykładzie pokazać te założenia wstępne, bez których różnic tych by nie było. Na przykład to, że w każdym z porównywanych fragmentów słowa mają to samo znaczenie. Generalnie nie istnieje nauka bezzałożeniowa. > Teraz inny omówiony już przeze mnie przykład: wniebowzięcie Jezusa, a konkretnie sprzeczność pomiędzy dwoma relacjami Łukasza, pierwszą z Łk i drugą z Dz. Proszę wskazać te założenia wstępne. Inne przykłady, jeszcze przeze mnie nie wspomniane. Oczywiście i tu proszę wskazać te wstępne założenia:> >>-- Jair przyszedł do Jezusa przed śmiercią swojej córki, jak twierdzi Marek 5, 21-24, lub (a także) po jej śmierci, jak twierdzi Mateusz 9, 18-20;> >>-- zasłona w świątyni rozdarła się przed śmiercią Jezusa, jak twierdzi Łukasz 23, 45-46, lub (a także) po jego śmierci, jak twierdzi Marek 15, 37-39;> >>-- kobiety przy grobie Jezusa widziały dwóch mężczyzn (Łk 24, 4; J 20, 12), czy też tylko jednego (Mk 16, 5; Mt 28, 2); czy znajdowali się oni wewnątrz grobu (Mk, Łk) czy na zewnątrz (Mt, J), bo i tu ewangeliści się różnią; czy kamień grobowy był odsunięty (Łk, J), gdy przyszły kobiety, czy też nie (Mk, Mt), bo i tu są różnice.> Nie dziwię się, że nie ustosunkował się Pan do tej części mojej wypowiedzi. Rozumiem to. Nie odniosłem się, ponieważ nie rozumiał Pan mojego argumentu w jego ogólności. Twierdzi Pan usilnie, że istnieją ewidentne sprzeczności. Tymczasem zawsze przyjmowane jest pewne założenie (w badaniu naukowym). > Siła faktów jest bardzo mocna, cóż więc miał Pan odpowiedzieć. Z faktami się nie dyskutuje.> Proszę mi wierzyć, że powyższe przykłady to tylko niewielka część sprzeczności występujących w Nowym Testamencie. Czym tłumaczy pan ich pozostawienie w Nowym testamencie przez Kościół? Jeżeli są tak rażące i tak dewastacyjne, dlaczego Kościół ich nie usunął, odpowiednio preparując i ujednolicając teksty ewangelii? > Czas na wniosek, który zapowiedziałem w poprzedniej wypowiedzi.> Gdy biorę do ręki Nowy Testament, to wiem, co to jest za księga. Wiem doskonale, że jest to dzieło o wielkim znaczeniu. Ale wiem też, że niemal na każdej jego stronie występują rozmaite różnice i sprzeczności: wewnątrz danej księgi, między poszczególnymi księgami, a także sprzeczności z dobrze ugruntowanymi faktami historycznymi. Wiem, że księga ta podlegała w przeszłości w wielokrotnym procesie przepisywania nieuprawnionym manipulacjom i zmianom, z których pewna część dotyczy zagadnień o fundamentalnym znaczeniu. Wiem też, że nie dysponujemy żadnym autografem, czyli oryginalnym manuskryptem jakiejś księgi. Dysponujemy jedynie kopiami, czyli apografami, i wiem też, że pośród wielu tysięcy manuskryptów, które posiadamy, nie ma dwóch takich samych.Sądzę, że większości tych sprzeczności są doskonale świadomi teologowie. Sądzę, że poza wszystkim pomija Pan kontekst, to znaczy to, dla kogo pisane były Ewangelie. Nie są one traktatem naukowym, gdzie są aksjomaty i wnioski bezwzględnie wyprowadzone z przesłanek. Ich adresatami nie byli ludzie nauki, ale ludzie prości, dla których wspomniane przez Pana sprzeczności nie mają chyba żadnego znaczenia. > Nie wiem, czy którykolwiek z manuskryptów jest wierny z egzemplarzem, który wyszedł spod pióra pierwszego autora. Nie wiem też w jakim stopniu poszczególne apografy różnią się od oryginału. Nie wiem zatem jaka była treść oryginału. Jestem w stanie wyobrazić sobie, że Bóg specjalnie sporządził Pismo, które będzie z wielu względów "zagwozdką" dla ludzkości i może wyzwaniem intelektualnym dla ludzi żądnych większego zrozumienia. O uśmiech Mony Lizy toczą się bezustanne spory, a przecież autor mógł być bardziej jednoznaczny w swoich artystycznych planach.
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>-- Czy historyczna rzeczywistość ma znaczenie, czy też nie? > "Ma znaczenie" - znaczenie dla kogo i w jakiej sytuacji? Nie można odpowiedzieć na pytanie tyczące znaczenia w ogóle.
A dlaczego Pan tak uważa? Pyta Pan, "dla kogo". Odpowiadam: dla przeciętnego czytelnika, dla chrześcijanina. Czy dla tego czytelnika ma znaczenie, czy stało się to w Betanii w dniu zmartwychwstania (Łk), czy też na Górze Oliwnej po czterdziestu dniach od zmartwychwstania Dz)? Tak, to ma dla niego duże znaczenie. Pyta Pan, "w jakiej sytuacji". Odpowiadam: gdy czyta Nowy Testament, gdy rozmyśla o Jezusie, gdy rozmawia o tym z przyjacielem, gdy opowiada o wniebowzięciu swoim dzieciom.
> Poniżej odpowiem wypowiadając się w swoim imieniu, a więc napiszę, czy coś ma dla mnie (teraz) znaczenie, czy też nie. Niech inni wypowiadaja się za siebie. >>-- Czy ma znaczenie, jaki był rzeczywisty przebieg wielu zdarzeń z życia Jezusa, czy też nie ma to większego znaczenia? > O tym, co rzeczywiste można wyrokowac mając pełną wiedzę o rzeczywistości. Gatunek ludzki wie niekończenie mało w stosunku do podmiotu obdarzonego wszelką wiedzą o rzeczywistości. Biorąc pod uwagę skromność ludzkiej wiedzy, naprawdę nie ma (dla mnie) większego znaczenia rzeczywisty przebieg wydarzeń, skoro jest on dla mnie poznawczo niedostepny.
Dlaczego uważa Pan, że przebieg wydarzeń opisanych w Nowym Testamencie miałby być dla Pana niedostępny. Proszę jeszcze raz przeczytać, co napisałem powyżej o wniebowstąpieniu. Według Łukasza wniebowstąpienie miało miejsce w dniu zmartwychwstania w Betanii, zaś według Dziejów Apostolskich - których autorem jest tenże Łukasz! - miało to miejsce na Górze Oliwnej w czterdziestymi dniu po zmartwychwstaniu. Co tu jest poznawczo niedostępne? Przecież tu wszystko jest wyłożone jak kawa na ławę.
Dodatkowo proszę wziąć pod uwagę, że autor najstarszych pism Nowego Testamentu, czyli apostoł Paweł, nie wspomniał w swoich listach o wniebowstąpieniu Jezusa. Nic o tym nie wiedział Marek, czyli autor najstarszej ewangelii, nic o tym nie słyszeli pozostali ewangeliści, czyli Mateusz i Jan. W nieautentycznym znacznie późniejszym zakończeniu Ewangelii Marka (Mk 16, 9-20), której autorem na pewno nie był Marek, jest wprawdzie wzmianka o wniebowzięciu, lecz zakończenia tego nie ma w dwóch najstarszych i najbardziej wiarygodnych manuskryptach Nowego Testamentu, a mianowicie pochodzących z IV wieku kodeksach Synajskim i Watykańskim. Sugeruje to kolejne pytanie: a może wniebowstąpienie nigdy nie miało miejsca?
Teraz inny przykład z wymienionych wcześniej sprzeczności w ewangeliach: wizyta kobiet u grobu Jezusa (rankiem w pierwszym dniu tygodnia, czyli w niedzielę (według Jana był to dzień 16 miesiąca nisan, zaś według synoptyków - dzień 17 nisan). Według Marka do grobu poszły trzy kobiety: Maria Magdalena, Maria Jakubowa i Salome. Według Mateusza tylko dwie: Maria Magdalena i druga Maria. Według Łukasza do grobu przyszło ich więcej: Maria Magdalena, Joanna, Maria matka Jakuba, i jeszcze inne (ilość nieznana). Potem do grobu pobiegł Piotr powiadomiony przez kobiety. Według Jana do groby przyszła tylko Maria Magdalena, a gdy powiadomiła o wszystkim Piotra i innego ucznia, ci również poszli obejrzeć pusty grup. Różnice Pan dostrzegł. Tylko jedna z informacji może być prawdziwa. A może żadna. Zauważył Pan zapewne, że i w tym przypadku sprawa ta jest dla Pana poznawczo dostępna.
Oczywiście w wielu innych przypadkach tak prosta analiza nie wchodzi w grę. Jednak historycy wypracowali pewne narzędzia, za pomącą których starają się określić prawdopodobieństwo historyczności poszczególnych wydarzeń.
Pokazałem dwa przykłady porównania paralelnych tekstów z czterech ewangelii. Mógłbym podać ich znacznie więcej, ale niewiele by to zmieniło. Proszę się teraz zastanowić, czy na tej podstawie można uznać ewangelie za wiarygodne źródła historyczne. Zna Pan już odpowiedź? Bo ona jest dość oczywista: ewangelie nie są wiarygodnymi źródłami, nie są wiarygodnymi historycznymi relacjami o życiu i działalności Jezus. Zbyt dużo w nich różnic i nie dających się pogodzić sprzeczności.
>Na takiej samej zasadzie nie ma dla mnie większego znaczenia co będzie za 2000 lat.
Mimo wszystko dostrzegam istotna różnicę w znaczeniu wydarzeń zaistniałych i tych, które mogą zaistnieć w mniej czy bardziej odległej przyszłości.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>-- Czy ma znaczenie, jak brzmiały słowa Jezusa, czy też nie ma to większego znaczenia? > Na podobnej zasadzie ważne jest, co my teraz uważamy za słowa Jezusa.
Za autentyczne słowa Jezusa należy uważać wyłącznie te spośród znanych z ewangelii, które można do takich zaliczyć stosując do ich analizy metody opracowane przez historyków (bynajmniej nie jest to pleonazm). Myślę tu o takich metodach, jak np. ocena wypowiedzi sprzecznych, kryterium wielokrotnego poświadczenia, kryterium zakłopotania, kryterium braku podobieństwa do poglądów wczesnego Kościoła, kryterium spójności czyli podobieństwa do wypowiedzi już ocenionych za pomocą kryterium podobieństwa, kryterium zrozumiałości słów Jezusa dla współczesnych Żydów, , kryterium stylu Jezusa, kryterium braku ciągłości, kryterium językowe (podkład aramejski), porównanie greki ewangelii z językiem aramejskim, którym posługiwał się Jezus, metoda historii form (niem. Formgeschichte) i późniejsza historii redakcji (niem. Redaktiongeschichte), oraz inne. Wypowiedzi, które nie spełniają powyższych kryteriów, należy uznać za nieautentyczne lub prawdopodobnie nieautentyczne.
Przykładowo, za autentyczne należy uznać słowa: -- którymi Jezus przeklął drzewo figowe nieposiadające owoców (Mk 11, 14; Mt 21, 19); -- o źdźble i belce w oku (Mt 7, 3-5; Łk 6, 41-42); -- ostatnie słowa Jezusa na krzyżu znane z ewangelii Marka i Mateusza: Eloi, Eloi, lama sabachthani? Co się wykłada: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? (Mk 15, 34; Mt 27, 46).
Natomiast za nieautentyczne należy uznać słowa: -- ustanowienie Piotra opoką Kościoła (Mt 16, 19-20); -- ostatnie słowa Jezusa na krzyżu znane z ewangelii Łukasza i Jana: Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego (Łk 23, 46), a także Wykonało się! (J 19, 30); -- polecenia ewangelizacyjne zmartwychwstałego Jezusa (Mk 16, 15-18 oraz Mt 28, 18-20).
>Powiedziałbym także: jeżeli Jezus nie istniał, należało go wymyśleć.
Jezus istniał, jest postacią historyczną. Istnieje wiele mocnych argumentów na poparcie takiego poglądu. Ten, kto uznaje Jezusa za postać wymyśloną, stawia siebie w jednym szeregu z tymi, którzy twierdzą, że świat powstał sześć tysięcy lat temu, a pierwsze dwa rozdziały Księgi Rodzaju opisują, jak powstał. Ponieważ Jezus istniał, to nie ma potrzeby wymyślania go.
>Już wymyślenie osoby Jezusa j jego nauk jest wielką zdobyczą ludzkości, co widać po wielkiej, olbrzymiej wprost przewadze cywilizacji europejskiej nad innymi cywilizacjami.
Świadomie zrezygnuję z dyskusji na ten temat.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>-- Czy ma znaczenie historyczna wiarygodność Nowego Testamentu? > Sądzę, że odpowiedz byłaby podobna jak na pytanie wyżej.
Nowy Testament jest podstawą wiary chrześcijańskiej. O jego wiarygodności niejednokrotnie pisałem. Również niniejsze wypowiedzi tego dotyczą. Resztę oceny pozostawiam Panu.
>>-- Czy osoby niewierzące muszą wskazywać niedające się pogodzić sprzeczności, skoro milczą na ten temat chrześcijanie? > Nie muszą, ale mogą, o ile są w stanie niejako przenieść się w czasie, wejść w umysłowość piszących, przyswoić sobie i wchłonąć wszystkie znaczenia, w jakimi tamci się posługiwali.
Próbuje Pan bronić tego, czego obronić się już nie da. To, o czym Pan pisze dawno już wykonano, a nawet znacznie więcej. Ponad dwieście lat intensywnych badań historycznych Nowego Testamentu, życia i działalności Jezusa, badań historii i środowiska Palestyny, twórczości literackiej tamtych czasów (nie tylko historycznej) dało już odpowiedź na bardzo wiele pytań. A badania ciągle trwają i końca ich nie widać na horyzoncie. Jezus już kilkadziesiąt lat temu został przez historyków umieszczony w jego żydowskim środowisku i kontekście. Nagle uświadomiono sobie, że Jezus był Żydem. Uznanie za oczywistą tej jego żydowskości dodało nowego impulsu badaniom naukowym. Napisano tysiące książek i innych opracowań na jego temat, przeanalizowano w każdym możliwym aspekcie i przy użyciu różnych metod wszystkie księgi Nowego Testamentu, a szczególnie cztery ewangelie, wykonano tysiące analiz i porównań, przeanalizowano wszystkie bez wyjątku sceny i wydarzenia opisane w Nowym Testamencie, wszystkie wypowiedzi Jezusa, porównano je i sklasyfikowano, zastosowano w tym celu liczne metody badawcze dostosowane do badanego materiału (np. metody: porównawcza, socjo-historyczna, krytyki redakcji i inne), przebadano niezliczoną ilość starożytnych i nieco późniejszych manuskryptów i kodeksów Nowego Testamentu, przeanalizowano wszelkie późniejsze interwencje w treść ksiąg Nowego Testamentu, i coś tam jeszcze wykonano. Żadna z postaci historycznych, począwszy od starożytności, nie doczekała się tak obszernej historycznej analizy, oceny i literatury.
Czego Pan jeszcze oczekuje? Czas najwyższy uznać i zaakceptować wyniki ich pracy, na równi z tym, jak akceptuje się prace historyków badających inne okresy naszych dziejów.
>Myślę, że takie przeniesienie się przypomnia trochę opowieść barona Muenhausena; racjonaliści zaś, zdaje się, nie wierzą ani w bajki, ani mity.
To nie jest merytoryczna wypowiedź. To jest złośliwość. To są słowa człowieka, który nie potrafi pogodzić się z rzeczywistością. To są słowa człowieka, któremu ktoś burzy jego wyimaginowany świat. Nie będę złośliwy i nie napiszę, kto wierzy w bajki i mity.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>-- Czy koniecznie trzeba wierzyć w baśnie i cuda, by uznać za historyczne niektóre, opisane w Nowym Testamencie, słowa i wydarzenia z życia Jezusa? > Nikt chyba tego nie twierdzi.
Nikt tak nie twierdzi? A mnie się wydaje, że wiele osób wierzy bez zastrzeżeń w każde słowo, w każde zdanie Nowego Testamentu. A w nim cudów jest pod dostatkiem: -- gwiazda betlejemska wędruje po niebie i prowadzi trzech mędrców do miejsca narodzin Jezusa; -- drzewo figowe, które uschło po przekleństwie rzuconym przez Jezusa; -- Jezus uzdrawia przez nakładanie rąk na chorego, dotykanie, wkładanie palców do uszu chorego, pocieranie własną śliną, wydawanie poleceń demonom oraz wydawanie rozkazów; -- Jezus wskrzesza zmarłych; -- Jezus jest przez czterdzieści dni kuszony przez diabła; -- Jezus uciszający burzę na Jeziorze Galilejskim, chodzi po wodach tego jeziora, nakarmia kilka tysięcy osób za pomocą kilku bochenków chleba i paru ryb (i jeszcze kosze okruchów pozostały); --i w końcu cuda najważniejsze: Jezus powstaje z martwych a następnie zostaje wzięty do nieba.
Wyjaśniam, że pod pojęciem cudu rozumiem jakieś wydarzenie, które wyłamuje się z normalnego biegu zdarzeń i nie da się wyjaśnić bez odwołania do jakiejś nadprzyrodzonej siły sprawczej. Cudu nie można w normalnych warunkach powtórzyć, nie można go udowodnić. Cuda to nie jest zagadnienia dla historyka, lecz dla teologa. Historyk może tylko odnotować, jakie cuda zostały opisane i na tym kończy się jego rola.
> Można np. uważać Jezusa za jednego z esseńczyków, który zaczął głosić własne nauki, a którego ciało zostało ukryte i rzekomo "zmartwychwstało".
Nie wydaje mi się, że Jezus był esseńczykiem, choć można się doszukiwać pewnych podobieństw. Esseńczycy wierzyli np. w życie po śmierci. Słynęli ponoć z przepowiadania przyszłości, a tego akurat jezusowi przypisać nie można (pominąwszy oczywiście przepowiadanie przez niego królestwa Bożego, ale nie z takich przepowiedni esseńczycy byli znani). Istotnym problemem dla takiej identyfikacji Jezusa jest odrębność esseńczyków i zerwanie z kultem świątynnym (grupa z Qumran też zerwała ze Świątynią), a tu akurat Jezus ma przeciwne przekonania. Ciekawostka jest fakt, że esseńczycy - jako jedyna z żydowskich grup religijnych nie została wspomniana w Nowym Testamencie.
Niektórzy uważają za możliwe, że Jezus był wykształconym faryzeuszem, na dodatek pochodzącym z tzw. "dobrego domu", z elity społecznej, czego Nowy Testament nie potwierdza. Zwolennicy takiej identyfikacji Jezusa sugerują, że ruchy społeczno-religijne - a za przywódcę takiego ruchu można uznać Jezusa - wraz z ich nauczaniem to domena ludzi wykształconych, którzy wśród ludzi niżej urodzonych łatwo znajdą wiernych naśladowców. Nawet Flawiusz podkreślał, że faryzeusze byli popierani przez lud i dominowali w środowisku żydowskim. Jezus jako przywódca grupy kierował swoje nauczanie do ludzi wykluczonych, wpatrzonych w niego, słuchających jego zapewnień o nagrodzie w życiu przyszłym za lata biedy i poniżania (błogosławieni ubodzy [...] którzy teraz łakniecie [...] albowiem wasze jest królestwo Boże (Łk 6, 20-21). Z takim przesłaniem skierowanym do ubogich Jezus jest lewicowcem. Czy zatem Jezus był faryzeuszem? Nie wiem, ale raczej nie.
>a którego ciało zostało ukryte i rzekomo "zmartwychwstało".
Pogląd ten znany był już w I wieku. Krążyły po Jerozolimie pogłoski, że Jezus tak naprawdę nie umarł na krzyżu, lecz jako żywy został umieszczony w grobie, a następnie ożywiony i potajemnie z grobu wyprowadzony. Ewangelia Jana stara się zdeprecjonować ten pogląd. Ewangelista w tym celu zaznacza, że Jezus zmarł na krzyżu wcześniej niż dwaj inni mężczyźni z nim ukrzyżowani, a dla pewności "nakazał" jeszcze jednemu z żołnierzy umieścić włócznie w boku ukrzyżowanego.
Nawet obecnie pogląd ten jest popularny. Głosi go m.in. dwoje historyków. Pierwszym z nich jest Hugh J. Schonfield, który swoje domniemania opisał w książce Ukrzyżowany? (tytuł oryginalny: The Passover Plot). Druga to Barbara Thiering, autorka książki Jezus mężczyzną. Pan też, jak widzę, jest zwolennikiem tego poglądu.
W tym samym czasie w Jerozolimie popularne były również poglądy wyjaśniające problem pustego grobu. Według niektórych ciało Jezusa zostało wykradzione z grobu przez jego uczniów (zob. Mt 28, 13.15). Inni głosili, że ciało Jezusa zostało ponownie pochowane w innym miejscu (J 20, 15 - sugestia Marii Magdaleny). Jeszcze inni twierdzili ponoć, że kobiety, które odkryły pusty grób, najprawdopodobniej pomyliły się i zamiast do grobu Jezusa przyszły do jakiegoś innego, pustego jeszcze grobu.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Wyobrażam sobie jednak wiarę (nie będzie to już jednak chrześcijaństwo), że to zmartwychwstanie odbyło się w sensie duchowym i alegorycznym. Np. Jezus, przez swoją śmierć sprawił, że ludzie stali się lepsi i w ten sposób nadal żyje - pokonał smierć (oczywiście: "w pewnym sensie").W części zgadzam się z taką próba wyjaśnienia i - o ile dobrze pamiętam - raz albo nawet dwa razy napisałem to na forum. Moje wyjaśnienie problemu zmartwychwstania jest następujące: Jezus został ukrzyżowany i zmarł na krzyżu. Nie wiadomo, czy został pochowany w jakimś grobie, czy też nie, ale to nie ma tu znaczenia. Zmarły Jezus nadal żył jednak w sercach swych uczniów, którzy tak bardzo kochali go i szanowali, że nie potrafili pogodzić się z jego nagłą i niespodziewaną śmiercią. Dla nich on nadal żył i był wśród nich. Dla nich on zmartwychwstał. Tak ja rozumiem "zmartwychwstanie" Jezusa i nie widzę w tym nic specjalnie odkrywczego. > >-- Czy trzeba bać się prawdy?> Kto wie, może trzeba. Człowiek jest tak zbudowany, że pewnych prawd nie dopuszcza do świadomości. Sadzę, że znajdzie się niejedna prawda, której nawet Pan nie będzie chciał znać. Jeżeli takiej postawy nie potępia Pan w sobie, dlaczego gani ją Pan u innych?Każdy nosi w sobie przygniatające go wydarzenia, z którymi trudno jest mu się pogodzić, które nie tyle wypycha ze swojej świadomości, ale przynajmniej chciałby, by nie były prawdziwe. Ale niestety są. Mnie też pewne wydarzenia przytłaczają, ale staram się je dźwigać i z nimi żyć. Nie wypieram ich na siłę ze swojej pamięci, bo doskonale rozumiem, że rzeczywistości odepchnąć się nie da. Na Pana zarzut odpowiem tak: Ja nikogo nie ganię. Ja tylko zadałem pytania. Nikogo jeszcze - również na forum - z powodu jego wiary nie krytykowałem, nie czyniłem mu żadnych uwag, nie docinałem mu. To mnie tu wielokrotnie obrażano, gdy przedstawiałem swoje poglądy. Proszę jeszcze raz zajrzeć do tej mojej wypowiedzi, w której zadałem owe osiem pytań, to przekona się Pan, że to tylko pytania bez żadnego dodatkowego komentarza. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Berzerac (5671 punktów) |
> Jakie będzie np. Twoje CV za dwieście, pięćset, a potem dwa tysiące lat?
Od kiedy w CV wpisuje się wyznanie i preferencje religijne? Przynależność religijną? Przecież to prezentacja swojego wykształcenia, umiejętności, doświadczenia zawodowego, popartego stosowną dokumentacją.
Nie wiem, co będzie za dwieście, dwa tysiące lat. Moja wyobraźnia tak daleko nie sięga, ale jestem pewien, że religia/wiara, przestanie istnieć w znanej nam postaci. Pewne jest, że ludzkość z czasem znajdzie sobie nowych bogów, znana nam nauka pójdzie w las, a przetrwają osobniki, którzy wiedzą, jak sobie radzić w sytuacjach ekstremalnych. Przypuszczam, że będziemy walczyć o żywność, dostęp do wody, będziemy silnie terytorialni. To już przecież było, a nasza natura od tamtych czasów nie za bardzo ewoluowała.
Twoim CV wiesz co będziesz mógł sobie podetrzeć?
|
|
|  | | Thoter (6650 punktów) | >A co mają powiedzieć na to niewierzący, którzy także uczestniczą w postępie i demokracji ? >
Jeżeli ktoś uczestniczy w "demokracji" to automatycznie staje się wierzącym. Wiara w to, że w "demokracji" się czymś rządzi, niczym się nieróżni od wiary w Boga. Logicznie rozumując to jest jeszcze gorsza wiara.
|
|
 | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | >>Natychmiast musimy zamknąć gęby duchownym bo wiodą nas do zagłady. >>Politycy muszą wznieść się nad ukłądy i układziki i powiedzieć temu Średniowieczu i zabobonom DOŚĆ > A jeżeli ludzie chcą wierzyć w te zabobony i słuchać o nich, to czy politycy powinni działać wbrew ludziom? Czy to jest postęp i demokracja (której, jak przypuszczam, jesteś zwolennikiem)?
Elasp! Miałeś tyle uwag na temat swoich wpisów. Skoro chcesz rozważać temat postępu, czy temat demokracji, to pierwej wypowiedz się, co Ty widzisz jako postęp i demokrację, bo ta bywa różnie interpretowana, choć definicyjnie jest prosta do zrozumienia. Bo rzucanie słowami typu hasło, nic nie wyjaśnia i będziesz zaraz atakowany, mając przeważnie problem z obroną.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| MaxGolonko3 (3459 punktów) | |
|
| MaxGolonko3 (3459 punktów) | Grafika: pbs.twimg.(*)WAAAhDG9?format=jpg&name=largeWizje oraz realny pojazd przygotowywany przez SpaceX Elona Muska wyprzedzają naukowe prace na temat lotów i siedzib ludzkich na innych obiektach w kosmosie niż Ziemia. Duchowni będą zwalczać kolonizację kosmosu bo tu mamy grzecznie czekać na koniec świata jak kazał Jezus. *** Zalecenia religii powodują zbyt duży przyrost ludności i katastrofę ekologiczną. Zalecenie braku seksu przed ślubem może spowodować raka prostaty. Religie należy odseparować od ludzi bo szkodzą. *** Bierny seks analny zwiększa znacząco prawdopodobieństwo raka odbytu. To odkryła nauka i warto widzieć. Ksiądz penetrujący 16-letniego ministranta naraża go na raka odbytu i to jest w Polsce PIS legalne ale w normalnym kraju byłoby uznane za skandaliczne nadużycie funkcji. Siema _ Wszystkie wszechświaty są wieczne www.scienc(*)y-starship-biggest-rocket-ever
|
|
 | | Tatiana555 (1 punktów) | > Grafika:> pbs.twimg.(*)WAAAhDG9?format=jpg&name=large> Wizje oraz realny pojazd przygotowywany przez SpaceX Elona Muska wyprzedzają naukowe prace na temat lotów i siedzib ludzkich na innych obiektach w kosmosie niż Ziemia. Duchowni będą zwalczać kolonizację kosmosu bo tu mamy grzecznie czekać na koniec świata jak kazał Jezus.> ***> Zalecenia religii powodują zbyt duży przyrost ludności i katastrofę ekologiczną. Zalecenie braku seksu przed ślubem może spowodować raka prostaty.> Religie należy odseparować od ludzi bo szkodzą.> ***> Bierny seks analny zwiększa znacząco prawdopodobieństwo raka odbytu. To odkryła nauka i warto widzieć. Ksiądz penetrujący 16-letniego ministranta naraża go na raka odbytu i to jest w Polsce PIS legalne ale w normalnym kraju byłoby uznane za skandaliczne nadużycie funkcji.> Siema> _> Wszystkie wszechświaty są wieczne> www.scienc(*)y-starship-biggest-rocket-everKolonizacja kosmosu to kwestia czasu jak i to że religia też to zrozumie
|
|
|  | | tomek668 (2 punktów) | > >Grafika:> >pbs.twimg.(*)WAAAhDG9?format=jpg&name=large> >Wizje oraz realny pojazd przygotowywany przez SpaceX Elona Muska wyprzedzają naukowe prace na temat lotów i siedzib ludzkich na innych obiektach w kosmosie niż Ziemia. Duchowni będą zwalczać kolonizację kosmosu bo tu mamy grzecznie czekać na koniec świata jak kazał Jezus.> >***> >Zalecenia religii powodują zbyt duży przyrost ludności i katastrofę ekologiczną. Zalecenie braku seksu przed ślubem może spowodować raka prostaty.> >Religie należy odseparować od ludzi bo szkodzą.> >***> >Bierny seks analny zwiększa znacząco prawdopodobieństwo raka odbytu. To odkryła nauka i warto widzieć. Ksiądz penetrujący 16-letniego ministranta naraża go na raka odbytu i to jest w Polsce PIS legalne ale w normalnym kraju byłoby uznane za skandaliczne nadużycie funkcji.> >Siema> >_> >Wszystkie wszechświaty są wieczne> >www.scienc(*)y-starship-biggest-rocket-ever> Kolonizacja kosmosu to kwestia czasu jak i to że religia też to zrozumiepewnie że tak tak samo jak z paleniem zwłok jeszcze 10 lat temu było to nie do pomyślenia przez kościół a teraz nie ma z tym problemów kwestia czasu a i polskie prawo do tego dojdzie bo na razie to marnie rememberme(*)y-prawa-w-polsce-i-za-granica/
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|