Historia nie jest zmyślona, to autentyczny przykład. Zresztą krąży już po bankowych korytarzach i komunikatorach. Pewien ambitny menedżer wyższego szczebla (branża IT pracująca na rzecz sektora bankowego) zarabia 40 tys. zł miesięcznie. Ostatnio narzeka nieco na inflację, ale bez przesady, w końcu na produkty, które drożeją najszybciej, czyli żywność, paliwo, prąd czy gaz, wydaje znikomą część swojego miesięcznego budżetu. Niskim oprocentowaniem na bankowych lokatach też się zbytnio nie przejmuje, bo ma dużo lepsze pomysły na inwestowanie swoich „zaskórniaków" niż reszta.
Przez lata dorobił się trzech mieszkań - jedno odziedziczył po dziadku, a drugie i trzecie kupił w celach inwestycyjnych i z powodzeniem je wynajmuje. W końcu w ubiegłym roku stwierdził, że należy mu się od życia coś więcej, a mieszkanie, w którym do tej pory mieszkał, jest nieco za ciasne. Wziął więc 2,4 mln zł swoich oszczędności, poszedł do banku po brakującą kwotę 1,6 mln zł i kupił wymarzony apartament w prestiżowej dzielnicy Warszawy, z widokiem na park.
Nie zapomniał też poprosić banku o stałe oprocentowanie. Teraz więc mimo kolejnych podwyżek stóp procentowych oprocentowanie jego kredytu jest nadal na stałym poziomie 2 proc. Taką stawkę mógł wynegocjować (jako pracownik sektora bankowego), kiedy po wybuchu COVID-19 stopy były na ultraniskim poziomie 0,1 proc., a niecałe 2 proc. to marża banku i bankowa prowizja za ryzyko wzrostu stóp procentowych w przyszłości. Teraz czeka na wakacje kredytowe. Bez raty w sierpniu, bez raty we wrześniu, październiku i listopadzie. A później jeszcze w przyszłym roku bez jednej raty w każdym kwartale. Wszystkich kredytobiorców, którzy zaciągnęli kredyt w złotych, czeka taki miły prezent od rządu. Nieważne, czy ktoś zarabia kilka czy kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. I czy wziął kredyt na kawalerkę czy na penthouse. Zgodnie z ustawą wprowadzającą wakacje kredytowe jedni i drudzy mogą od piątku złożyć wniosek w banku i wziąć urlop od kredytu.
Dlaczego on akurat ma nie brać, skoro to opcja dla wszystkich kredytobiorców, którzy kupili na kredyt mieszkania, w których rzeczywiście mieszkają? A on naprawdę mieszka w swoim nowiutkim apartamencie i co miesiąc spłaca ratę, równo 9 tys. zł. Czy miałby posłuchać minister finansów, która próbuje nagle odwrócić kota ogonem i przekonuje Polaków, żeby skorzystali tylko ci, którzy rzeczywiście tego potrzebują? To samo rząd PiS zrobił po wprowadzeniu dodatku na dzieci 500 plus - próbował namawiać, żeby zamożni nie składali wniosków o zapomogę, którą dostać może każdy. Jeżeli jego miesięczna rata jest na poziomie 9 tys. zł, to dzięki wakacjom kredytowym zaoszczędzi 72 tys. zł. To dla niego jak prezent na wakacje, tylko nie te kredytowe, ale prawdziwe, zagraniczne, na których milionów Polaków w obecnych czasach już nie stać.
Nie martwi się też o swoją zdolność kredytową w przyszłości - banki wspominają bowiem, że podczas korzystania z wakacji kredytowych trudno będzie uzyskać dodatkowe finansowanie. Nic dziwnego - przecież zawieszając spłatę, dajemy znak bankowi, że mamy przejściowe kłopoty finansowe i potrzebujemy kredytowego oddechu. Ale co to dla niego? Piątego mieszkania na razie kupować nie zamierza.
Może nadpłaci kredyt? - A po co? - pyta. Z pensji i czynszów za wynajem poprzednio kupionych trzech mieszkań nie ma najmniejszych problemów z comiesięczną spłatą raty. Ciężko pracuje i choć systematycznie wypoczywa w ciepłych krajach, to jak dla niego 72 tys. zł dodatkowych środków to idealny pretekst do wycieczki na Malediwy. Tłumaczy, że żona na pewno się ucieszy.
Mało tego. Ci, którzy zaciągnęli kredyt na kilka milionów złotych, zyskają najwięcej. I nie chodzi tu tylko o wysokość zaoszczędzonych rat, czyli wspomniane 72 tys. zł versus 16 tys. zł, czyli suma rat za standardowy kredyt na skromne M2. To przecież ci drudzy dużo większą część swoich dochodów przeznaczają na comiesięczne zakupy jedzenia, tankowanie na stacjach benzynowych (o ile mają samochód) i utrzymanie domu. A to pozycje z koszyka inflacyjnego, które drożeją najszybciej.
Czy rząd PiS chciał uszczęśliwić swoją populistyczną decyzją o zawieszeniu rat takich jak on? Gdyby nie, to zapewne wprowadziłby jakieś kryterium dochodowe uprawniającą do otrzymywania pomocy. Albo chociaż górną granicę wysokości raty, którą można objąć wakacjami kredytowymi.
wyborcza.b(*)58832387#S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy