Racjonalista - Strona głównaDo treści
Odpowiedź na list jkm

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
13-06-2007 20:55diogenes (42753 punktów)Odpowiedź na list jkm
korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID218011074,index.html

trudno mi powiedzieć, czy jestem adresatem tego listu. sytuacja zaiste mało komfortowa. podział ludzi na teistów (takim jest mikke) i ateistów jest podziałem wielce ryzykownym. w sensie logicznym podział jest rozłączny i wydaje się, że nic nie można mu zarzucić. nie bardzo jednak wiem, którego podzbioru elementem jest niemowlę, szaleniec, czy ktoś porażony chorobą alzheimera. zdaniem niektórych trudno byłoby zaliczyć do tej topornej klasyfikacji np. buddystów. a jeśli dołączyć do tego ściemy hierachów kościoła i niektórych polityków na temat życia poczętego, to w duchu tego nonsensu ma nawet sens rozprawianie o teizmie czy też ateizmie płodów. każdy może dorzucić w tej sprawie coś od siebie. to nie dziwi: wiele dysput scholastycznych działa na zasadzie perpetuum mobile...

co więcej: mimo pana oświadczenia, że jest pan człowiekiem wierzącym, nie jestem pewien, czy ta deklaracja złożona została serio. może to tylko polityczny zabieg z pana strony (zerkając w pana cv można sądzić, że jest pan politycznym frustratem)? a może jakieś prowizoryczne wyznanie wiary, podobne do moralnej niepewności kartezjusza, którą w rozprawie o metodzie nazwał moralnością tymczasową? kto jest w stanie prześledzić wszystkie konsekwencje naszych świadomych przekonań? co nam pan powie za lat powiedzmy 10, jeśli zacznie pan krytycznie myśleć o swojej wierze?

bo z listu nie wynika, aby miało to obecnie miejsce. podobnie jak dychotomicznie, fałszywie dzieli pan ludzi na teistów i ateistów, radykalnie rozdziela pan wiarę (nie wiadomo czemu pisana przez duże w) od religii. ta ostatnia jest zjawiskiem społecznym, a ta pierwsza? no właśnie - licho wie, jakim. psychologicznym? mistycznym? biologicznym? jeśli nie ma nic wspólnego z życiem społecznym, to po co tyle zabiegów np. kościoła katolickiego, aby przekaz wiary odbywał się w kontekście społecznym? kto wprowadził pana, panie mikke, w świat wiary? w świat jej słów, pojęć, wyobrażeń? babcia? może proboszcz? a może chodzi o czyste objawienie, łaskę? bo jeśli święty ignacy loyola wyobrażenie trzech klawiszy kościelnych organów interpretuje jako nawiedzenie przez trójcę świętą - to czy należy taką wykładnie przyjąć za obowiązującą, całkowicie aspołeczną? człowiek jest istotą społeczną. to banał. zapytam jednak pana: jak dalece jest istotą społeczną? wyłącznie społęczną? pachnie to marksem, a więc siarką. czy tylko trochę społeczną? to co jest w człowieku niespołeczne? imago dei? marzy się panu dusza? proszę bardzo. a kto o niej panu nabajał? czy nie jakaś mądra dewotka lub wykształcony dewot? a może po prostu jakaś prosta baba, która zdaniem sawonaroli wie więcej o bogu niż sam platon?

twierdzi pan, dalej, że wiara nie tylko nie ma nic wspólnego ze zjawiskami społecznymi, ale i z rozumowaniem. jest pan, jak widać, zwolennikiem logicznego lancetu. tworzy pan rozłączne światy, i takie w pana świecie one są, mimo że w innym miejscu sugeruje pan, że nie jest panu obca logika przynajmniej trójwartościowa - pana "półfalsyfikowalne" zdania z pracy magisterskiej, echo logik wielowartościowych. tak już niestety jest, że jeśli nie rozumujemy my, robi ktoś to za nas. nie mam zamiaru zgadywać, kim są pana mistrzowie w rozumowaniu. w moim świecie aby uwierzyć w prawdy wiary - trzeba najpierw być frajerem: scedować potrzebę krytycznego rozumowanie zawsze i wszędzie na kogoś innego, papieża, biskupa, proboszcza czy jego gosposię. wyrzec się swej wolności, którą podobno tak pan ceni. i to też jest społeczne, arcyspołeczne. jeśli jest to nasz wybór (ale jak się o tym przekonać?): to gratuluję, nie skorzystam. jeśli zaś jest pan ofiarą religijnego molestowania: to współczuję.

nie jestem w stanie ogarnąć wszystkich konsekwencji tego, co napisałem. za niektóre wypada mi więc przeprosić pana in blanco. nie mogę jednak odmówić sobie jeszcze jednej, ontologicznej, a więc fundamentalnej uwagi. pisze pan: wiemy, że żyjemy w jednym świecie...otóż jest to krytyczne założenie większości pana poglądów, który i mi pan przypisuje ("wszyscy wiemy..."), a którego nie podzielam. to echo, a raczej relikt koncepcji jednego świata i jednego boga, który rzekomo go stworzył. jeśli świat i istotna prawda o nim jest jedna, to nikt rzecz jasna nie może rościć sobie prawa do swojej ontologii, do swojej prawdy. może z wyjątkiem świętych, dla których to, co subiektywne tożsame jest (podobno) z obiektywną prawdą. to oczywiście zakłada mistrzów, którzy nas przed oblicze tej jednej, obiektywnej (bo subiektywna pachnie herezją) prawdy przywiodą. ale oczywiście nie w tym życiu, bo empiria byłaby zabójcza dla takiej ontologii, ale później, w przyszłości. widać to w każdą niedzielę, a nawet częściej, w kościołach, zborach i innych miejscach w kraju i na świecie, kiedy to równie inteligentni jak pan ludzie praktykują niezależność wiary od rozumu.

i już na zakończenie, prawie na marginesie: dlaczego przyjmuje pan, że wszystko musi mieć jakąś zewnętrzną przyczynę, kogoś (a więc osobę?) lub coś, kto (co) majstrował(o) przy (hipotetycznym nota bene) big bangu? jako ćwiczenie rozluźniające polecam rozważenie serio innych opcji. ze wszystkimi tego konsekwencjami nie tylko intelektualnymi.

pozdrawiam
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.



Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365