Racjonalista - Strona głównaDo treści
Sens

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
10-12-2002 18:10anonimSens

Kilka lat temu, podczas odbywania "ustawowego obowiązku obrony ojczyzny" zdarzyło mi się usłyszeć coś powszechnego i głupiego. Siedzieliśmy jak zawsze w naszej sali z kilkoma kolegami. Rozmowa zeszła na temat religii. Ja i Jacek byliśmy zdeklarowanymi przeciwnikami różnego rodzaju zabobonów. Był też chłopak, którego imienia już dziś nie pamiętam. Ogólnie był w porządku, ale miał dość naiwny i uproszczony pogląd na świat. W pewnym momencie powiedział oskarżycielskim tonem: "Jak nie wierzysz to po co żyjesz?". W takich momentach człowieka opanowuje jakieś poczucie dojmującej bezsilności. To poczucie bezsilnej irytacji powstaje dlatego, że masz świadomość iż ten człowiek strasznie się myli, ale wiesz też że wytłumaczenie mu tego jest syzyfową pracą. Jak w kilku zdaniach uświadomić człowieka, którego poglądy kształtowały się latami? Pewne rzeczy ma wpojone tak głęboko i gruntownie, że nawet jeśli są błędne to wykorzenienie ich zajęłoby wieki. Ciśnie się wtedy na usta wiele słów, ale właściwie nie wiadomo co powiedzieć. Jest tyle spraw, dla ciebie oczywistych, z których on sobie nie zdaje sprawy. Dochodzisz do wniosku, że skoro chłopak jest tak głęboko w lesie to właściwie nic, co by podziałało na racjonalny umysł, nie jest w stanie go skłonić do zmiany zdania. Sprawę pogarsza fakt, że nie jest to jakiś prymityw oderwany granatem od pługa. Frustrację pogłębia świadomość, że jest to człowiek inteligentny. Skoro osoba inteligentna jest obojętna na pewne oczywiste fakty to jak głębokie muszą być uprzedzenia, które nie pozwalają jej tych faktów dostrzegać? Fascynujące jest to, że człowiek taki potrafi racjonalnie i logicznie rozumować na temat spraw codziennych. Potrafi zastosować krytyczne myślenie na temat wielu innych dziedzin życia. Jednak nie potrafi w żaden sposób przenieść tego racjonalnego osądu na płaszczyznę swojej religijności. To tak jakby jego umysł potrafił sobie dobrze radzić ze wszystkimi zagadnieniami, ale gdy każesz mu rozpatrywać kwestie religijne to powstaje tam jakaś czarna dziura. Wszystkie twoje argumenty znikają w tej dziurze bez odzewu. W zamian wylatują z stamtąd jakieś wyuczone regułki. Czasem widać też u takiej osoby oznaki gniewu czy niepokoju. Dostrzega bowiem , że jego pogląd zahacza o śmieszność i nie ma zbyt mocnych fundamentów. Czasem nawet wstydzi się mówić o swoim punkcie widzenia bo zdaje sobie sprawę z jego miernoty. To wszystko jednak zostaje zepchnięte gdzieś na bok, bo przecież gdyby przyjąć pewne rzeczy do wiadomości, to okazało by się, że nasz dom był tylko domkiem z kart. Do tego na spróchniałych fundamentach. Nikt przecież nie lubi myśli, że przez całe życie tkwił w błędzie. Co gorsza, traci się wtedy poczucie celowości i bezpieczeństwa, jakie dawała wiara w bóstwo. Bez wyraźnie wskazanej ("właściwej") ścieżki taki człowiek poczuje się zagubiony. Trzeba by wtedy przewartościować wiele rzeczy i wypracować sobie własny światopogląd. Rozdźwięk między prawdziwą rzeczywistością a wpojonymi złudzeniami na jej temat, bywa przytłaczający. Niewielu chce i potrafi się z tym zmierzyć.
Tak więc w efekcie końcowym , przytłoczeni ogromem cudzej nieświadomości, dajemy za wygraną. Do pewnych rzeczy trzeba chyba dojść samemu. Dostrzec pewne zjawiska osobiście. A właściwie to trzeba CHCIEĆ je dostrzec. Bo przecież jeśli ktoś się uprze to będzie widział źdźbło w cudzym oku, a belki w swoim nie zauważy.
Swoją drogą, ciekawe jest to, jak bardzo ludzie potrzebują wiedzieć "po co" żyją. Jak kiepskie trzeba mieć zdanie na temat życia, żeby do dalszej egzystencji potrzebować odgórnej motywacji? I tu następuje spory paradoks. Okazuje się bowiem, że najwięksi "obrońcy życia" cenią je najniżej. A ci, którzy najbardziej martwią się o nasze dusze, depczą je najmocniej.



webmaster
No wreszcie ktoś poruszył temat praktyczny i istotnie ciekawy
Myślę, że są dwie drogi:
-pokazać delikwentowi, że można żyć dobrze i widzieć w życiu sens nie wierząc w bóstwa. taki przykład daje do myślenia. wiem, że wielu ludzi religijnych szuka takiego 'swojego sensu', ale go w religii nie znajduje (nomen omen), choć raz po raz np. biskup czy papież wygłasza wszem i wobec, że 'prawdziwy sens tylko w wierze w JCH..' ja wiem, że taki niereligijny sens można znaleźć, bo mnie się to udało (choć 'szukałem' dobrych parę lat)
-skierować do książek. nic tak nie rozwija myślenia i dojrzałości intrapersonalnej jak czytanie. bynajmniej nie o religii, ale o poszerzanie horyzontów tu chodzi. człowiek o szerokich horyzontach inaczej patrzy na siebie i swoje przekonania. znika też strach przed ich zmianą.
natomiast dyskusja bezpośrednia jest chyba najgorszą możliwą drogą-wiem z własnego doświadczenia. mnie nikt tak nie przekonał-więc i jak tak nie przekonuję. aby zmienić poglądy, trzeba to zrobić samodzielnie.
>Okazuje się bowiem, że najwięksi "obrońcy życia" cenią je najniżej
to rzeczywiście paradoks-dosłownie. jeżeli bowiem wiemy, że o wartości życia decydujemy my sami i nasze postępowanie, a nie jakieś arbitralne prawa, to tym bardziej cenimy życie rozwinięte i 'doświadczone', niż życie jedynie potencjalne. stąd paradoks humanistów: cenią życie ludzkie najbardziej, ale popierają legalizację aborcji (uwaga: nie samą aborcję, ale legalizację)
przeciwnie 'obrońcy życia'-dla nich życie ma wartość głównie potencjalną-czyli samo jest tylko środkiem do celu. a historia uczy nas, jak obchodzili się z tym środkiem..

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365