 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 15-06-2007 22:24 | Sander (68 punktów) | Bóg w słowach | Witam! Na tym forum już kilka razy spotkałem się z wątkami i dyskusjami oscylującymi wokół kwestii istnienia Boga. Mnie natomiast zastanawia samo rozumienie słowa "Bóg". Uważam, iż zanim zaczniemy rozstrzygać kwestię istnienia, bądź nieistnienia czego/kogo kolwiek winno się najpierw ustalić o czym właściwie rozmawiamy. Tak więc- jak definiujemy Boga gdy mówimy zwykle o jego istnieniu i jak winniśmy to robić by mieć jasność rozumowania. Dziś słowo to jest tak pojemne iż niemal każdego da się zakwalifikować jako wierzącego. Jeśli więc: 1) Uznamy iż "Bóg" to osoba, obdarzona nadludzką i nadnaturalną mocą, mogąca wplywać na życie innych- to za Boga uznajemy postać niczym z greckiej mitologii. Mało jest chyba osób wierzących w istnienie takiego bytu. 2) Uznamy iż "Bóg" to po prostu byt nadnaturalny- stajemy wobec kolejnego problemu. Przez dodanie "nad" do słowa "naturalny" uzyskujemy ciekawą i pojemną definicję. Nadnaturalny może oznaczać bowiem co innego niż "nienaturalny", lecz coś po prostu przerastającego naturę jako taką. Podobnie jak człowiek to nie tylko ciało, ale cała suma jego wspomnień, myśli, mentalności i duszy (o ile uznamy jej istnienie). W tym kontekście, człowiek jest ponad-cielesny, a Boga w takim rozumieniu zbliżamy do koncepcji panteistycznej, gdzie Bóg jednolity z naturą jest jednocześnie czymś więcej niż tylko materialną sumą. 3)Możemy uznać Boga za istotę bezosobową, w pełni transcendentną, objawiającą się ludziom przez swoje osobowe manifestacje (koncepcja bliska hinduzimowi) 4) Można na koniec uznać Boga za istotę należącą do świata ducha (platońskich idei) który bezpośrednio może ingerować w świat materialny swą mocą, posiadającą wolę ale inną od ludzkiego umysłu (ta koncepcja najbliższa jest chyba chrześcijaństwu). Przedstawiam te możliwe rozumienia terminu "Bóg" (prawdopodobnie nie wszystkie) by skłonić do refleksji nad ateizmem jako takim. O ile łatwo stosunkowo udowodnić nieistnienie istoty zwanej Bogiem dla definicji-1, to dla punktu 2 staje się to dużo trudniejsze. Pozdrawiam!
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Tofik (5585 punktów) | Wszystkie rozmowy o bogu dotyczą dogmatycznego boga, bo interesuje nas wiara jako zaufanie w to, że istnieje jakiś niematerialny bóg gdzieś wysoko w niebie. Jeżeli mówimy o bogu, to każdy wierzący może wybrać z Twoich podpunktów jak woli, bo nikt tak na prawdę nie wie, jaki on niby jest...
"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner
|
|
 | | Sander (68 punktów) | Chodzi właśnie o to- iż nikt nie wie, jakim właściwie mógłby być Bóg. Skoro nie wiadomo o czym właściwie mowa, to ciężko przyjąć postawę zakładającą istnienie bądź nieistnienie takiego bytu. Starałem się po prostu udowodnić twierdzenie: skoro nie wiemy o czym tak na prawdę mówimy, to nie możemy tym bardziej stwierdzać istnienia danej rzeczy, bądź tego że ona nie istnieje. Jeśli ktoś określa się jako wierzący- można powiedzieć po prostu iż zakłada istnienie istoty bądź rzeczy która spełnia jego wyobrażenie o Bogu. Ale czy w przypadku ateisty mówimy iż nie tyle neguje on istnienie samego Boga, co po prostu i odrzuca wszystkie znane sobie o Nim wyobrażenia ?
|
|
|  | | Patty Matheson (2087 punktów) | >Chodzi właśnie o to- iż nikt nie wie, jakim właściwie mógłby być Bóg.
Wierząc w Boga, wypadałoby zawczasu wiedzieć, jaki mógłby być. Jak określiłbyś wiarę na zasadzie "Wierzę w Boga. Ale czekaj, czekaj, co to właściwie mogłoby być?" Każdy [plus-minus] teista ma swoją wizję i wie, o czym mówi. W sposób, jaki zarysowałeś, mogą dyskutować ateiści, ale na kij ateistom dyskusje o rozlicznych ideach, w które można wierzyć?
>Skoro nie wiadomo o czym właściwie mowa, to ciężko przyjąć postawę zakładającą istnienie bądź nieistnienie takiego bytu.
Nawet jeśli sobie ustalę i opiszę dokładnie taki byt, to równie ciężko przyjąć postawę zakładającą jego istnienie bądź nieistnienie. Oczywiście, w kręgu racjonalistów.
>Starałem się po prostu udowodnić twierdzenie: skoro nie wiemy o czym tak na prawdę mówimy, to nie możemy tym bardziej stwierdzać istnienia danej rzeczy, bądź tego że ona nie istnieje.
Więc może zaprzestać raz na zawsze poruszania tego tematu?...
>Ale czy w przypadku ateisty mówimy iż nie tyle neguje on istnienie samego Boga, co po prostu i odrzuca wszystkie znane sobie o Nim wyobrażenia ?
Raczej "ni go to zieje, ni grzębi".
Fascynujące, jak jedna pojemna idea może zawładnąć światem.
Bóg jest jedynym bytem, który nie potrzebuje istnieć, by rządzić. Baudelaire
|
|
| |  | | Sander (68 punktów) |
> Wierząc w Boga, wypadałoby zawczasu wiedzieć, jaki mógłby być. Jak określiłbyś wiarę na zasadzie "Wierzę w Boga. Ale czekaj, czekaj, co to właściwie mogłoby być?" Każdy [plus-minus] teista ma swoją wizję i wie, o czym mówi. W sposób, jaki zarysowałeś, mogą dyskutować ateiści, ale na kij ateistom dyskusje o rozlicznych ideach, w które można wierzyć?Bo stanowisko zawsze można zmienić, choćby dla tego warto rozmawiać, czyż nie ? > Nawet jeśli sobie ustalę i opiszę dokładnie taki byt, to równie ciężko przyjąć postawę zakładającą jego istnienie bądź nieistnienie. Oczywiście, w kręgu racjonalistów.Wyobraźmy sobie, że rozmawiamy ze specjalistą od ornitologii. Jeśli zapytamy "Czy istnieje gatunek fioloetowego gołębia w żółte kropki" usłyszymy "nie". Ale jeśli zapytamy "Czy istnieje jakikolwiek ptak, o dowolnym kolorze i niezdefiniowanej wielkości, żyjący prawdopodobnie w jakichś warunkach" trudno usłyszeć coś innego niż "pewnie tak". Dla tego dokładność i definicja wydają się mieć wielkie znaczenie. > Więc może zaprzestać raz na zawsze poruszania tego tematu?...Takie podejście nie wydaje mi się rozwijające intelektualnie. Poza tym- to nie byłoby zabawne  > >Ale czy w przypadku ateisty mówimy iż nie tyle neguje on istnienie samego Boga, co po prostu i odrzuca wszystkie znane sobie o Nim wyobrażenia ?> Raczej "ni go to zieje, ni grzębi".jak wyżej.
|
|
| | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > >W sposób, jaki zarysowałeś, mogą dyskutować ateiści, ale na kij ateistom dyskusje o rozlicznych ideach, w które można wierzyć?> Bo stanowisko zawsze można zmienić, choćby dla tego warto rozmawiać, czyż nie ?I z ateisty stać się wierzącym? Oczywiście, to kwestia indywidualna. Ale mając do wyboru rozmowę na sensowny, życiowy temat, racjonalny i/lub empiryczny, a rozmowę na temat przeróżnych niestworzonych idei, w które potencjalnie mógłby uwierzyć, co wybierze racjonalista?  Prawdą jest, że warto rozmawiać, jeśli rozmowę uważamy za sensowną czy korzystną w innym sensie. Po prostu czasem głowa boli. > >Nawet jeśli sobie ustalę i opiszę dokładnie taki byt, to równie ciężko przyjąć postawę zakładającą jego istnienie bądź nieistnienie. Oczywiście, w kręgu racjonalistów.> Wyobraźmy sobie, że rozmawiamy ze specjalistą od ornitologii. Jeśli zapytamy "Czy istnieje gatunek fioloetowego gołębia w żółte kropki" usłyszymy "nie". Ale jeśli zapytamy "Czy istnieje jakikolwiek ptak, o dowolnym kolorze i niezdefiniowanej wielkości, żyjący prawdopodobnie w jakichś warunkach" trudno usłyszeć coś innego niż "pewnie tak".> Dla tego dokładność i definicja wydają się mieć wielkie znaczenie.Ładna parabola, ale mi chodziło o zakładanie istnienia czegoś mniej oraz bardziej określonego przez racjonalistę, a nie korelację między zdefiniowaniem a prawdopodobieństwem istnienia. > >Więc może zaprzestać raz na zawsze poruszania tego tematu?...> Takie podejście nie wydaje mi się rozwijające intelektualnie. Poza tym- to nie było by zabawne  Czasem właśnie to już nie jest zabawne. Powtarzanie w kółko, że nie można przyjmować istnienia/nieistnienia czegoś jak właściwie nie wiadomo o czym mowa... To był wyraz mojego lekkiego znużenia, może mało zrozumiały  > >>Ale czy w przypadku ateisty mówimy iż nie tyle neguje on istnienie samego Boga, co po prostu i odrzuca wszystkie znane sobie o Nim wyobrażenia ?> >Raczej "ni go to zieje, ni grzębi".> jak wyżej.Jak wyżej co? Mało rozwijające intelektualnie podejście? Intelekt można rozwijać na różne sposoby; jedni zgłębiają chemię fizyczną, inni konstruują wątki fabularne fantasy, a jeszcze inni idee o bogu. Nie muszę brać się za wszystko, jeśli mnie nie wszystko interesuje. Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | | Sander (68 punktów) | > I z ateisty stać się wierzącym? Oczywiście, to kwestia indywidualna. Ale mając do wyboru rozmowę na sensowny, życiowy temat, racjonalny i/lub empiryczny, a rozmowę na temat przeróżnych niestworzonych idei, w które potencjalnie mógłby uwierzyć, co wybierze racjonalista?  Idee też są ważne. Bóg- niezależnie czy istnieje jako realny byt, czy tylko jako wyobrażenie, grupowy omam, czy wielkie kłamstwo kapłanów ma realny, fizyczny wpływ na nasze życie. Jest tak choćby dla tego iż jest przedmiotem czci milionów ludzi- co wyraźnie wplywa na obraz naszego świata. Tak więc temat jest jak najbardziej sensowny i życiowy, bo pośrednio tyczy się nas wszystkich. Przynajmniej ja tak to odbieram. > >Dla tego dokładność i definicja wydają się mieć wielkie znaczenie.> Ładna parabola, ale mi chodziło o zakładanie istnienia czegoś mniej oraz bardziej określonego przez racjonalistę, a nie korelację między zdefiniowaniem a prawdopodobieństwem istnienia.Jak na razie, sytuacja wygląda tak. W zamkniętym pokoju unosi się gazowy obłok. Jeden z mieszkańców usiłuje go złapać, drugi macha rękami by go rozwiać. Pierwszy mówi że w chmurze kryje się sens istnienia, drugi mówi że to tylko iluzja. Według mnie- ujęcie terminu "Bóg" w jasne ramy znaczeniowe ruwnało by się otwarciu okna by wiatr wywiał opary i ukazał czystą przestrzeń, lub zamrożeniu obłoczka by go zbadać i odkryć czym jest na prawdę. (Wybacz te metafory- ale obrazowość jest najwygodniejszą formą wyrażania myśli  ) > Czasem właśnie to już nie jest zabawne. Powtarzanie w kółko, że nie można przyjmować istnienia/nieistnienia czegoś jak właściwie nie wiadomo o czym mowa... To był wyraz mojego lekkiego znużenia, może mało zrozumiały  Przepraszam że źle zinterpretowałem wypowiedź. > Jak wyżej co? Mało rozwijające intelektualnie podejście? Intelekt można rozwijać na różne sposoby; jedni zgłębiają chemię fizyczną, inni konstruują wątki fabularne fantasy, a jeszcze inni idee o bogu. Nie muszę brać się za wszystko, jeśli mnie nie wszystko interesuje.Chodziło mi o to iż jest to mało zabawne i jak dla mnie pozostawia pewien niedosyt. Ale muszę przyznać Ci rację. Pozdrawiam.
|
|
| | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > >I z ateisty stać się wierzącym? Oczywiście, to kwestia indywidualna. Ale mając do wyboru rozmowę na sensowny, życiowy temat, racjonalny i/lub empiryczny, a rozmowę na temat przeróżnych niestworzonych idei, w które potencjalnie mógłby uwierzyć, co wybierze racjonalista?  > Idee też są ważne.W jakim sensie "ważne"? Zauważ, że taki epitet właściwie oznacza wszystko i nic. Nic nie jest ważne ot tak po prostu, to nie jest cecha własna. Może być ważne w jakiejś sytuacji, dla kogoś, w jakimś celu... > Bóg- niezależnie czy istnieje jako realny byt, czy tylko jako wyobrażenie, grupowy omam, czy wielkie kłamstwo kapłanów ma realny, fizyczny wpływ na nasze życie.> Jest tak choćby dla tego iż jest przedmiotem czci milionów ludzi- co wyraźnie wplywa na obraz naszego świata.W to nikt nie wątpi. Bóg jest jedynym bytem, które nie potrzebuje istnieć, by rządzić. [Baudelaire] Idee mają wpływ, ale nie istnieją same z siebie, a tylko w umysłach ludzi, i to oni nadają im kształt. Gorzej właśnie, gdy to idea wpojona odgórnie nadaje kształt człowiekowi. O ideach warto mówić w pewnych granicach [zdrowego rozsądku]. Czy warto rozmawiać o tym, jakie idee ma zabójca, kiedy mierzy do Ciebie z pistoletu? Można, bo pomoże to zrozumieć podobnych ludzi, ich problemy i motywy. Ale samo rozważanie idei nie pomoże reszcie społeczeństwa, trzeba podjąć jakieś przeciwdziałania. Tak więc - obok, a nie zamiast. > Jak na razie, sytuacja wygląda tak. W zamkniętym pokoju unosi się gazowy obłok.Złośliwe szukanie dziury w całym, ale... obłok nie może być gazowy - ciekły [jak chmury wody] albo stały [dym]. Chyba że chodzi Ci o kolorowy gaz, ale wówczas sam się w końcu rozwieje  > Jeden z mieszkańców usiłuje go złapać, drugi macha rękami by go rozwiać. Pierwszy mówi że w chmurze kryje się sens istnienia, drugi mówi że to tylko iluzja.Co iluzja? Sens istnienia czy chmura? Istnieje niekorelacja - racjonalista nie twierdzi, że coś jest na pewno tylko iluzją, jeśli to widzi. > Według mnie- ujęcie terminu "Bóg" w jasne ramy znaczeniowe ruwnało by się otwarciu okna by wiatr wywiał opary i ukazał czystą przestrzeń, lub zamrożeniu obłoczka by go zbadać i odkryć czym jest na prawdę.No a w czym to przeszkadza? Pamiętaj, że "my są" racjonaliści. Niechby który nie pragnął takiej chmury zbadać, jeśliby nie wiedział czym jest i miał możliwość  I nie trzeba obłoczka zamrażać żeby odkryć, czym on jest naprawdę. Są inne metody  > (Wybacz te metafory- ale obrazowość jest najwygodniejszą formą wyrażania myśli )Wiem, wiem - jako domorosły pedagog - w każdym wieku. O ile obraz jest dobrany trafnie i obie strony panimają. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | | Sander (68 punktów) | > >Idee też są ważne.> W jakim sensie "ważne"? Zauważ, że taki epitet właściwie oznacza wszystko i nic. Nic nie jest ważne ot tak po prostu, to nie jest cecha własna. Może być ważne w jakiejś sytuacji, dla kogoś, w jakimś celu...Można by się zastanawiać, czy idee nie są wartością samą w sobie- tak przynajmniej są często traktowane. Ponadto, idea to przede wszystkim wyobrażenie, pogląd człowieka/osób na rzeczywistość, dany proces itp. Znajomość idei pozwala zrozumieć czym ludzie się kierują w swym postępowaniu. Co do tego, czy "nic nie jest ważne tak po prostu"- choć to już tradycyjnie kwestia sporna to mogę przyznać rację. > W to nikt nie wątpi.> Bóg jest jedynym bytem, które nie potrzebuje istnieć, by rządzić. [Baudelaire]Zdanie jak najbardziej na miejscu, choć trochę odbijamy się nim od tematu. Zaczynaliśmy od tego czym Bóg miał by być, a skończyliśmy na tym jaką pełni funkcję. > Idee mają wpływ, ale nie istnieją same z siebie, a tylko w umysłach ludzi, i to oni nadają im kształt. Gorzej właśnie, gdy to idea wpojona odgórnie nadaje kształt człowiekowi.Można by się spytać czy cały proces wychowawczy nie polega własnie na wpajaniu różnych ideii. W kontekście niektórych z nich, Bóg jako idea wydaje się nieraz mało szkodliwy. > O ideach warto mówić w pewnych granicach [zdrowego rozsądku]. Czy warto rozmawiać o tym, jakie idee ma zabójca, kiedy mierzy do Ciebie z pistoletu? Można, bo pomoże to zrozumieć podobnych ludzi, ich problemy i motywy. Ale samo rozważanie idei nie pomoże reszcie społeczeństwa, trzeba podjąć jakieś przeciwdziałania.Nic dodać, nic ująć  Zgadzam się w pełni. > >Jak na razie, sytuacja wygląda tak. W zamkniętym pokoju unosi się gazowy obłok.> Złośliwe szukanie dziury w całym, ale... obłok nie może być gazowy - ciekły [jak chmury wody] albo stały [dym]. Chyba że chodzi Ci o kolorowy gaz, ale wówczas sam się w końcu rozwieje  Niech będzie, źle się wyraziłem- przepraszam bardzo. > I nie trzeba obłoczka zamrażać żeby odkryć, czym on jest naprawdę. Są inne metody Mniej więcej zdaję sobie z tego sprawę, ale to był przykład  Mam wrażenie że mniej więcej się rozumiem. Martwi mnie jednak to, iż za każdym razem gdy poruszam podobny temat jak w tym wątku, dyskusja z wolna dryfuje w innym kierunku. Może to z mojej winy. Fakt, że rzeczy o których mówiliśmy są istotne, ale przecież punktem wyjściowym był (a przynajmniej miał być) język jako jedno z narzędzi poznawczych. Mam takie nieodparte wrażenie że mówimy o Bogu, jego (nie)istnieniu, wpływie wiary na ludzi, znaczeniu ideii- ale unikamy jakby odpowiedzi na pytanie "co mam na myśli, mówiąc Bóg" i jak to się ma do rzeczywistości. Analogia z obłoczkiem służyła własnie ukazaniu tego- póki znaczenie słowa jest "zmiennokształtne" nie da się uchwycić obiektu do którego się odnosi, bo ciągle wymyka się on przez luki natury semantycznej. Jak było powiedziane na początku, każdy wierzący ma swoje wyobrażenie czym jest "Bóg". Fajnie- ale każdy ma inne, więc jest tak, jakby to było kilka miliardów różnych słów które odnoszą się, każde do czego innego. Wszystkie te koncepcje mają jakąś cechę wspólną- wiec może dało by się ustalić jednoznacznie o chodzi ? (przepraszam za tak długie "posłowie") Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Można by się zastanawiać, czy idee nie są wartością samą w sobie- tak przynajmniej są często traktowane.Pewną wartością samą w sobie są i można je tak traktować, ale do momentu, kiedy nie trzeba skojarzyć tego z rzeczywistością. Idea pozwala zrozumieć motywy, co przyznałeś. > Można by się spytać czy cały proces wychowawczy nie polega własnie na wpajaniu różnych ideii.W pewnym sensie tak. Ale człowiek rozumny potrafi panować nad nimi, a od pewnego momentu sam je kreować [nie z niczego, rzecz jasna]. > W kontekście niektórych z nich, Bóg jako idea wydaje się nieraz mało szkodliwy.Znów mało konkretne sformułowanie. Kontekst! Szkodliwy dla kogo i w jakiej materii [czasem to kwestia mniejszego, choć wciąż szkodliwego, zła]. Dla wyznawców, ich otoczenia... boga? Dla ich fizyczności, psychiki, stanu konta? I - na boga! - która idea boga? Wszak o tym mieliśmy rozmawiać!  > >Złośliwe szukanie dziury w całym, ale... obłok nie może być gazowy - ciekły [jak chmury wody] albo stały [dym]. Chyba że chodzi Ci o kolorowy gaz, ale wówczas sam się w końcu rozwieje  > Niech będzie, źle się wyraziłem- przepraszam bardzo.Nie przepraszaj wiecznie. Każdy ma prawo do drobnego błędu i większość z niego korzysta. > Mam takie nieodparte wrażenie że mówimy o Bogu, jego (nie)istnieniu, wpływie wiary na ludzi, znaczeniu ideii- ale unikamy jakby odpowiedzi na pytanie "co mam na myśli, mówiąc Bóg" i jak to się ma do rzeczywistościRozmowa niemoderowana zawsze schodzi na temat, który ineresuje dyskutujących. Musisz pamiętać, że osobę niewierzącą bardziej będzie interesować implikacja idei boga. Bo co by się nie kryło pod tym terminem, daje nam popalić. A jeśli chodzi o same idee, to ciężko ot tak z buta rozważyć czym ten bóg mógłby być i dopiero rozmawiać. Poszczególne idee są natomiast rozważane; np. wchodzą tu na forum różne jednostki pragnące przemycić nam swego boga, a my się z nimi kłócimy  > Analogia z obłoczkiem służyła własnie ukazaniu tego- póki znaczenie słowa jest "zmiennokształtne" nie da się uchwycić obiektu do którego się odnosi, bo ciągle wymyka się on przez luki natury semantycznej.Masz rację, jest to nieuniknione przy przedmiotach niemożliwych do bezpośredniego oglądu [określenie przybliżone]. > Jak było powiedziane na początku, każdy wierzący ma swoje wyobrażenie czym jest "Bóg". Fajnie- ale każdy ma inne, więc jest tak, jakby to było kilka miliardów różnych słów które odnoszą się, każde do czego innego.Niestety, taka specyfika słowa "bóg". > Wszystkie te koncepcje mają jakąś cechę wspólną- wiec może dało by się ustalić jednoznacznie o chodzi ?Na pewno jest to coś, czego nie da się dowieść empirycznie i najprawdopodobniej rozumowo też nie. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | | Sander (68 punktów) | > >W kontekście niektórych z nich, Bóg jako idea wydaje się nieraz mało szkodliwy.> Znów mało konkretne sformułowanie. Kontekst! Szkodliwy dla kogo i w jakiej materii [czasem to kwestia mniejszego, choć wciąż szkodliwego, zła]. Dla wyznawców, ich otoczenia... boga? Dla ich fizyczności, psychiki, stanu konta? I - na boga! - która idea boga? Wszak o tym mieliśmy rozmawiać!  Mało konkretnie, bo temat jest szeroki. Po prostu, sądze iż były i są idee które są w stanie wyrządzić więcej zła niż choćby niewłaściwie pojęta wizja Boga. Jeśli można posłużę się skrótem myślowym: Faszyzm gorszy od inkwizycji(O tym też można by dyskutować ale to było by trochę na inny wątek). A która idea Boga może być szkodliwa? Każda, która prowadzi do fanatyzmu. Dla kogo? Dla wszystkich. W jaki sposób? Niemal w każdy. > Rozmowa niemoderowana zawsze schodzi na temat, który ineresuje dyskutujących. Musisz pamiętać, że osobę niewierzącą bardziej będzie interesować implikacja idei boga. Bo co by się nie kryło pod tym terminem, daje nam popalić. A jeśli chodzi o same idee, to ciężko ot tak z buta rozważyć czym ten bóg mógłby być i dopiero rozmawiać. Poszczególne idee są natomiast rozważane; np. wchodzą tu na forum różne jednostki pragnące przemycić nam swego boga, a my się z nimi kłócimy  Mam nadzieję że ja nic nie przemycam?  > >Jak było powiedziane na początku, każdy wierzący ma swoje wyobrażenie czym jest "Bóg". Fajnie- ale każdy ma inne, więc jest tak, jakby to było kilka miliardów różnych słów które odnoszą się, każde do czego innego.> Niestety, taka specyfika słowa "bóg".> >Wszystkie te koncepcje mają jakąś cechę wspólną- wiec może dało by się ustalić jednoznacznie o chodzi ?> Na pewno jest to coś, czego nie da się dowieść empirycznie i najprawdopodobniej rozumowo też nie.Tutaj może kilka słów więcej. Właśnie ten nietypowy charakter słowa "Bóg" jest dla mnie ciekawy. Jak również ta doświadczalna i racjonalna niemożliwość określenia wspólnego mianownika dla różnych sposobów postrzegania tego jakże szerokiego i waznego terminu. Zastanawia mnie- czy wobec tego należało by zaprzestać rozmów o Bogu wychodząc z założenia że "jeśli nie można mówić jak należy, to lepiej nie mówić wcale"? To nie wydaje się dobrym rozwiązaniem, ani tym bardziej zadowalającym. Tworzenie nowych słów również wydaje się nieco absurdalne, bo wciąż dla takiego słowa nie było by przypisanej jasnej wartości i znaczenia. Może więc, najrozsądniej było by mówić o Bogu inaczej- innym językiem? Nie mówię o tworzeniu nowego języka, ale o przyjęciu iż o zagadnieniach tego typu najlepiej było by posługiwać się np. językiem charakterystycznym dla poezji- przemawiającym bardziej do uczuć i intuicji. Bądź tak jak pisał o Bogu choćby Anthony de Mello? Cóż, być może Boga nie da się po prostu ubrać w sztywniejsze ramy językowe. Jak sądzisz? Pozdrawiam!
|
|
| estetka (708 punktów) |
">Na tym forum już kilka razy spotkałem się z wątkami i >dyskusjami oscylującymi wokół kwestii istnienia Boga. Mnie >natomiast zastanawia samo rozumienie słowa "Bóg"."
Chyba wazniejszym jest, jezeli juz chcesz przypomniec potrzebe okreslenie Boga nie tym kim jest lub kim nie jest, ale raczej zastanowic sie jakie moga zaistniec postawy wobec tego Zjawiska. jezeli sie nie myle ludzkosc miala mniej wiecej takie oto postawy - animizm - Bog jest wszedzie w kazdej rzeczy i zjawisku, ktore przesiakniete jest pierwiastkiem Bozym, mistycznym i niepojetym -panteizm - natura jest dowodem istnienia Boga ( Bog i swiat jest tym samym) -politeizm - kiedy na kazde zjawisko i kazda rzecz mozemy ustalic Boga, ktory rzadzi prawami tego zjawiska lub tej rzeczy. Totalna tolerancja Bogow. -monoteizm - istnieje jeden Bog, ktory jest zazdrosny o ewentualnych innych bogow z innych religii *tu mozna wyroznic postawe teistyczna (Bog swtorzyl swiat i zajmuje sie kazdym najdrobniejszym elementem, jest odpowiedzialny za kazdy ruch lub brak ruchu na swiecie) oraz postawe deistyczna ( Bog nie jest za nic odpowiedzialny, stworzyl swiat i nie zajmuje sie nim) -ateizm- totalna negacja istnienia Boga ( purystow prosze o wybaczenie za nonszalancki skrot problemu)
Aby znalezc jakas wspolna linie porozumienia mozna by ewentualnie ustalic roznice w tej sferze. Jednak nie wydaje mi sie mozliwym uzywac slowa "Bog" jako monolityczny zasob tresci dla potrzeb zbyt przypadkowych ludzi na zbyt przypadkowe tematy...
|
|
| Mortharm | co za bzdury
Bóg to istota nadrzędna wobec tego co jest, jest poczatkiem. Jest wiec Bóg twórcą materii i jej praw oraz twórcą ducha. Jako taki musi więc być nadnaturalny w sensie mocy, musi mieć moc nieskończoną, a to oznacza , że jest duchem, stwórca , ojcem. Nieskończoność mocy mozna spróbować uzmysłowić sobie tym , ze Bóg nie musiał stworzyć samego sibie , zeby byc teraz, bo on stworzył czas.
|
|
 | | google | To definicja, czy twierdzenie? Jeżeli to drugie, czekamy na dowody.
|
|
 | | AstralStorm (558 punktów) | >co za bzdury >Bóg to istota nadrzędna wobec tego co jest, jest poczatkiem. > Jest wiec Bóg twórcą materii i jej praw oraz twórcą ducha.
To jest założenie oparte na drugim - że był jakiś początek. Naukowcy nie są tego pewni nawet jak na razie. (istnieje wprawdzie parę hipotez, ale nie wiemy szczególnie dokładnie, co się działo w pierwszych 10s istnienia wszechświata.
> Jako taki musi więc być nadnaturalny w sensie mocy, musi mieć moc nieskończoną,
Trudno mi wywnioskować moc nieskończoną, nawet zakładając, że stworzył wszechświat wraz z prawami fizyki. Przecież jest on właśnie skończony najprawdopodobniej...
>a to oznacza , że jest duchem,
Nie wynika to z tez. Że nie musi (ale może!) się składać z materii, racja.
> (...), ojcem.
Nie w ludzkim tego słowa znaczeniu chyba?
> Nieskończoność mocy mozna spróbować uzmysłowić sobie tym , ze Bóg nie musiał stworzyć samego sibie , zeby byc teraz, bo on stworzył czas.
Załóżmy, że stworzył czas. Skoro istnienie jest z definicji początkiem trwania, Bóg zaczął istnieć dopiero w tym momencie. (trwanie jest związane z czasem) Ciekawie się to wiąże z panteizmem.
Posługując się rozumem, wpływamy na prawdopodobieństwa zdarzeń.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|