Zastanówmy się chwilę, bo mam wrażenie, że żyjemy w jakimś absurdzie prawnym.
Wiele osób powtarza, że odcinkowy pomiar prędkości jest "naciągany", bo w przepisach nie ma mowy o karaniu za przekroczenie średniej prędkości na odcinku tylko o przekroczeniu prędkości w konkretnym punkcie:
youtu.be/yu6290zu5Qc?si=_G4ye4wSzIiWSVWYNo to teraz uwaga, bo mam hit...
Czy JAKIKOLWIEK pomiar prędkości jest "punktowy"?Bo jeśli spojrzymy na to od strony fizyki, to nawet zwykły policyjny radar nie mierzy prędkości w jednym punkcie, tylko rejestruje prędkość na bardzo krótkim odcinku - mikroodcinku, ale jednak!
Radar opiera się na falach odbitych od pojazdu w czasie, więc mierzy zmianę położenia w czasie, a nie "jednej chwili".
(obliczenie minimalnej długości tego odcinka na podstawie długości fali używanej przez radar pozostawiam ambitnym absolwentom gimnazjum)
Czyli co?
Każdy pomiar to w gruncie rzeczy POMIAR ODCINKOWY - tylko różnią się długością odcinka.To teraz pytam:
Skoro prawo wymaga punktowego pomiaru, a nie da się fizycznie wykonać takiego pomiaru w absolutnie jednym punkcie (bo to sprzeczne z prawami fizyki), to czy KAŻDY pomiar prędkości w Polsce powinien być zakwestionowany jako nielegalny?
To nie jest tylko czepialstwo, to logiczna konsekwencja literalnego czytania przepisów:
1. Odcinkowy pomiar - nielegalny, bo nie ma go wprost w przepisach
2. Radarowy pomiar - też "odcinkowy", tyle że na długości centymetrów bądź metrów zamiast kilometrów
A więc może być tak, że to całe państwowe karanie za prędkość opiera się na bublu prawnym

Czekam na merytoryczne kontrargumenty, ale na poziomie fizycznym i prawnym, a nie: "bo tak działa system".
Bo jeśli "system" łamie swoje własne reguły, to coś tu bardzo śmierdzi

.