Meksykanie tak dobrze "czują" gitarę jak żadna inna nacja. W Meksyku gitara jest instrumentem codzienności. Nie jest elitarna. Nie jest studyjna. Jest wszędzie: na ulicy, w domu, w mariachi, w bolero, w rancherach, w serenadach pod oknem.
Dzieci dorastają, słysząc gitarę jak my radio w kuchni. W Meksyku muzyka nie jest tłem - jest opowieścią. Dlatego gitarzyści grają tak, jakby opowiadali historię: z pauzami, napięciem, gestem, dramaturgią. Mają ogromną różnorodność gitar, a każda z nich wymaga innej techniki, innego frazowania. Serenady, święta, procesje, rodzinne uroczystości - gitara wszechobecna.
Najbardziej pragmatyczna i jednocześnie genialnie prosta metoda nauki gry na gitarze która działa, bo uczy języka muzyki, a nie tylko pojedynczych sztuczek?
Wystarczy wziąć 10 utworów i nauczyć się grać zmiany akordów w 5 najpopularniejszych tonacjach gitarowych. Następnie bierzecie od 10 do 20 ulubionych solówek i uczycie się je grać, zawsze mając na uwadze kształt skali i to, gdzie jest podstawa aktualnego utworu. Możecie to zrobić w miesiąc, a jak ktoś bardziej oporny to w rok, góra dwa. Potem już będziecie mogli przekonująco zagrać każdy niejazzowy utwór - melodię i eksperymentować z własnymi frazami. Jazzowi muzykanci robią to samo, ale ich skale są bardziej zaawansowane - śledzą nie tylko fundamentalny i podstawowy charakter durowy/molowy, ale myślą o wszystkich mieszkańcach skali w każdym zagranym akordzie, w zależności od tego, czym jest i jaki ma funkcję w aktualnej tonacji.
W zasadzie tak pół żartem, pół serio chciałem wam polecić wysłuchanie jednego z najbardziej ikonicznych utworów w historii muzyki latynoamerykańskiej - napisany w 1954 r. przez Tomása Méndeza, a jego sława eksplodowała dzięki filmom i niezwykłym interpretacjom, m.in. Caetana Veloso w Porozmawiaj z nią. Ale i Polski wykonawca Artur Rojek wspaniale wykonał utwór "Cucurrucucú Paloma"
youtu.be/2o50KySNXeA?si=QnPCbWl4_eAZyU5f