Nie wiem, czy ten gatunek literacki ma już jakąś oficjalną nazwę, ale ja ochrzciłam go mianem „bzdur białych kobiet” (ang. *white women nonsense*). Chodzi tu o powieści z nurtu literatury pięknej, których centralną postacią jest (zazwyczaj zamożna i uprzywilejowana) antypatyczna bohaterka; wpędza się ona w całkowicie zbędną sytuację, a konsekwencje tego stanu rzeczy zrzuca na barki wszystkich innych.
Mam na myśli książki takie jak *Yellowface*, *Yesteryear*, *My Year of Rest and Relaxation*, *Fruit Fly* Josha Silvera i tym podobne. Nie czytałam jeszcze *Big Swiss*, ale sądząc po opisie, wyobrażam sobie, że również wpisuje się ona w ten gatunek. Chętnie poznam Wasze rekomendacje książek o podobnej tematyce! |