>Historia zaczyna się dość niewinnie: rabbi Jezus wraz ze swoimi uczniami opuszcza Betanię. Wycieczka wygląda na spontaniczną - nikt nie pomyślał o prowiancie, więc cała grupa rusza w drogę głodna i, jak się okazuje, nieco rozdrażniona. >W pewnym momencie Jezus dostrzega w oddali figowiec. Nadzieja rośnie - może wreszcie coś do jedzenia! Podchodzi więc do drzewa z wyraźnym entuzjazmem... i tu zaczyna się problem. Drzewo, jak to drzewo, zachowuje się skandalicznie zgodnie z prawami natury i nie rodzi owoców poza sezonem. >Można by się spodziewać wzruszenia ramion i pójścia dalej. Nic z tego. Figowiec najwyraźniej trafia na zły moment w historii i zostaje przeklęty za brak współpracy (Mk 11:12-14). Trudno nie odnieść wrażenia, że padł ofiarą bardzo surowej polityki "nasz klient nasz pan". >Relacja według Ewangelia Mateusza dorzuca do tego jeszcze dramatyzmu. Tam drzewo nie tylko zostaje skarcone, ale wręcz natychmiast usycha. Całość zostaje opatrzona komentarzem o potędze wiary - tak wielkiej, że można nią przenosić góry. Figowce, jak widać, też. >I tu pojawia się pytanie: co właściwie zawiniło to biedne drzewo? Czy naprawdę można mieć pretensje do rośliny, że nie dostosowała się do nagłego kryzysu żywnościowego przypadkowych przechodniów? >Dla jednych to scena niemal komiczna - przykład tego, jak pechowe może być życie figowca w nieodpowiednim miejscu i czasie. Dla innych - przypowieść z morałem, choć sam figowiec raczej nie miał okazji go przemyśleć.
Wskazówkę do zrozumienia tego niezbyt eleganckiego incydentu można znaleźć w Wojnie żydowskiej (3, 518) Józefa Flawiusza. Napisał on, że w rejonie Jeziora Galilejskiego drzewa figowe owocują przez dziesięć miesięcy w roku. Ale okolice Jerozolimy (Betania znajduje się kilka kilometrów na wschód od Jerozolimy) ma - a może miała w czasach Jezusa - znacznie surowszy klimat, więc drzewa figowe w tym rejonie tak długo nie owocowały, a w każdym razie nie owocowały w pierwszych dniach wiosny. Wygląda zatem na to, że albo Jezus tego nie wiedział (czy zatem był Bogiem?), albo o tym zapomniał (jak uprzednio), albo też miał tego dnia wyjątkowo zły humor i zdecydowanie za wiele wymagał od drzewa figowego, czego absolutnie nie należało się po Bogu spodziewać. Tak czy owak, Jezus przeklął drzewo figowe, bo nie znalazł na nim owoców, życząc mu - czyli temu drzewu - by nikt nigdy nie jadł jego owoców. Zaś biedne drzewo niestety uschło, zatem przepowiednia Jezusa spełniła się. Niestety.
>Można więc wyciągnąć z tej historii pewną praktyczną lekcję: zanim zaczniemy się oburzać na rzeczywistość, warto upewnić się, czy przypadkiem nie działa ona dokładnie tak, jak powinna. Krótko mówiąc, należy wrócić do szkoły.
Z opowieści tej wynika jeszcze jeden wniosek, a mianowicie taki, że podobni do ludzi bogowie (zob. Rdz 1, 26-27) robią rzeczy, których po nich raczej nie powinniśmy się spodziewać, a które chwały im nie przynoszą.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|