Racjonalista - Strona głównaDo treści
Kiedy nastąpi Koniec Świata

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
17-06-2026 05:20Mendrek (49 punktów)Kiedy nastąpi Koniec Świata
Ocena 1 na 1
Ludzkość ma osobliwą słabość do własnej zagłady. Od dwóch tysięcy lat z godną podziwu konsekwencją wyznaczamy daty końca świata, a następnie z równie godną podziwu miną udajemy zdziwienie, kiedy świat nie współpracuje.

Już pierwsi chrześcijanie żyli w przekonaniu, że finał nastąpi lada chwila. Według Ewangelii Mateusza Jezus zapowiedział kosmiczne widowisko: słońce zgaśnie, księżyc utraci blask, gwiazdy pospadają z nieba. A potem dodał, że stanie się to jeszcze za życia słuchającego go pokolenia. Trudno się dziwić, że uczniowie nie interesowali się funduszami emerytalnymi.

Minęło jednak nie jedno, lecz dwadzieścia stuleci, a świat nadal trwa. Dla wielu wierzących był to pewien kłopot organizacyjny, więc zaczęto wyznaczać kolejne terminy. Święty Marcin z Tours wskazał lata 375–400, potem pojawił się rok 992, następnie 1412, a Johannes Stoeffler wyliczył potop na 20 lutego 1524 roku. Potop nie przyszedł. Przyszli natomiast rozczarowani wierni.
Tak wygląda historia apokalipsy: termin goni termin, a rzeczywistość uparcie odmawia udziału w przedstawieniu.

Rok 1000 wywołał w Europie prawdziwą histerię. Rozdawano majątki, pielgrzymowano do Jerozolimy, a chłopi doszli do logicznego wniosku, że skoro za kilka miesięcy wszystko się skończy, to nie ma sensu siać zboża. Władze musiały więc wysyłać wojsko, by zmuszać ludzi do pracy na roli. Koniec świata nie nastąpił, za to głód mógłby jak najbardziej.

Jeszcze ciekawsze były dzieje Joanny Southcott, angielskiej prorokini, która w wieku 64 lat ogłosiła, że jest dziewicą, znajduje się w cudownej ciąży i urodzi Mesjasza, po czym nastąpi koniec świata. Zwolennicy uwierzyli. Świat nie. Ostatecznie nie było ani Mesjasza, ani apokalipsy. Była natomiast sekcja zwłok, która wykazała, że nie było żadnej ciąży.
W XIX wieku pałeczkę przejął William Miller. Na podstawie Księgi Daniela obliczył datę powrotu Chrystusa. Najpierw 1843 rok, potem 1844, następnie kolejne korekty. Gdy nic się nie wydarzyło, tysiące wyznawców przeżyło to, co historia zapamiętała jako „Wielkie Rozczarowanie”. Trudno o trafniejszą nazwę.

XX wiek również nie chciał być gorszy. Kometa Hale’a-Boppa miała zwiastować zagładę, a dla członków sekty Heaven’s Gate stała się biletem na statek kosmiczny ukryty za jej ogonem. Skończyło się tragicznym zbiorowym samobójstwem. Historia po raz kolejny przypomniała, że wiara w koniec świata bywa znacznie groźniejsza od samego końca świata.

Potem nadszedł rok 2000. Prorocy, ezoterycy, autorzy bestsellerów i specjaliści od piramid egipskich przeżywali złote czasy. Jedni przewidywali atomowy holokaust, inni globalne zlodowacenie, jeszcze inni kosmiczne krzyże i tajemnicze zaćmienia. Dodatkowo miał nas wykończyć słynny błąd Y2K. Tymczasem ludzkość wkroczyła w nowe tysiąclecie głównie z bólem głowy po sylwestrowej zabawie.

Swoje daty końca świata wyznaczali również Świadkowie Jehowy. Lista obejmuje między innymi lata 1874, 1914, 1918, 1925, 1975 i kilka innych. Historia tych przepowiedni przypomina rozkład jazdy pociągów, które nigdy nie przyjechały.

Co ciekawe, mimo tysięcy nieudanych prognoz mechanizm działa nadal. Wciąż pojawiają się nowi prorocy, nowe objawienia i nowe terminy. Człowiek najwyraźniej nie potrafi pogodzić się z myślą, że przyszłość pozostaje nieznana.

Tymczasem nauka podchodzi do sprawy mniej widowiskowo, ale znacznie skuteczniej. Owszem, Ziemię może kiedyś trafić wielka asteroida. Owszem, za kilka miliardów lat Słońce zamieni się w czerwonego olbrzyma i zakończy historię naszej planety. Są też bardziej przyziemne zagrożenia: wojny, kryzysy klimatyczne, pandemie czy ekologiczna głupota człowieka.

Różnica polega na tym, że nauka nie sprzedaje biletów na apokalipsę. Nie podaje dokładnej daty, nie każe rozdawać majątku ani porzucać uprawy ziemniaków. I może właśnie dlatego jest mniej popularna.

Po dwóch tysiącach lat doświadczeń można sformułować jedną prawidłowość: wszystkie przepowiednie końca świata okazały się błędne, natomiast przyszłość za każdym razem nadeszła zgodnie z planem.
Na razie więc warto robić to, co robili rozsądni ludzie przez całe dzieje: płacić rachunki, siać zboże i planować wakacje na przyszły rok.
Jeżeli bowiem historia czegoś uczy, to przede wszystkim tego, że świat ma niezwykłą skłonność do dalszego istnienia.
(Aby odpowiedzieć, musisz się zalogować)
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

alsor (3283 punktów)
Swiat ciągle się zmienia i trwa, wiec moment końca jest nieuchwytny, podobnie jak śmierć.

Dopiero z dalszej perspektywy - setek i tysięcy lat widać konkretne zmiany,
i wtedy historycy mogą sobie to dzielić na epoki, np.: starożytność, średniowiecze, renesans, itd.

W rzeczywistości nie było tu żadnych raptownych przejść...
no, może niekiedy bywały, ale to jest i tak nieuchwytne.

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365