Trójca Święta w Biblii
Trójca Święta to jeden z tych dogmatów, które mają tę osobliwość, że zostały ogłoszone po to, żeby było prościej, a w praktyce zrobiły się bardziej skomplikowane. Sobory - od Laterańskiego IV po Florencki - uporządkowały sprawę definitywnie: Ojciec bez początku, Syn z Ojca, Duch Święty od Ojca i Syna, wszyscy współwieczni, równi, jednej istoty. I wszystko byłoby jasne, gdyby nie fakt, że "jasność" w tym przypadku oznacza precyzyjną definicję tajemnicy.
Do tego dochodzi klasyczna zasada: opera Trinitatis ad extra indivisa sunt. Czyli - na zewnątrz działania Trójcy są niepodzielne. W praktyce oznacza to, że każdy opis działania składników Trójcy w historii zbawienia można przypisać całej Trójcy naraz. Z punktu widzenia narracyjnego to bardzo wygodne: nigdy nie ma problemu z autorstwem czynu, bo autor jest zbiorowy i nierozróżnialny.
Stary Testament w tej perspektywie jest względnie stabilny. Jahwe funkcjonuje jako byt jednolity, nawet jeśli późniejsza teologia widzi w Nim już zapowiedź pełniejszego objawienia. Chociaż tu największą pretensję do Trójcy Świętej wydają się mieć Żydzi, którzy nie doświadczyli od Trójcy Świętej wypełnienia wszystkich przewidzianym przez proroków zadań przypisanych do Mesjasza. Oczywiście teolodzy mądrze tłumaczą, że Trójca Święta owszem wykona to, tylko że podczas swojego drugiego przyjścia. Wiecznie niezadowoleni Żydzi protestują mówiąc że Pismo nic nie wspomina o powtórnym przyjściu Trójcy w roli Mesjasza. Mało tego, niektórzy z nich pyskują, że lepiej byłoby, gdyby Trójca najpierw wypełniła zadania Mesjasza a dopiero potem ofiarowała się za grzechy ludzkości.
Prawdziwy problem zaczyna się dopiero w Nowym Testamencie, gdzie następuje wyraźne "zagęszczenie akcji".
Trójca Święta w tej wersji to właściwie postać, która powinna mieć własny program lojalnościowy i kartę VIP w historii ludzkości. Występuje jako nauczyciel o autorytecie, który nie tylko tłumaczy Prawo, ale robi to w taki sposób, że nawet najbardziej zatwardziali prawnicy czują się jak studenci na pierwszym wykładzie, którzy zapomnieli pracy domowej. Do tego dochodzi tryb "interwencyjny": ucisza żywioły, jakby były jedynie lekko rozkręconymi efektami specjalnymi, powoduje że ławice ryb same wchodzą do sieci, powołuje apostołów niczym drużynę wybraną do misji niemożliwej, a w wolnych chwilach bije na świątynnym Dziedzińcu Pogan przekupniów i bankierów.
A kiedy sytuacja robi się naprawdę poważna, uruchamia funkcję "cud ekonomiczny": kilka bochenków chleba i ryb nagle wystarcza dla tłumu, co w dzisiejszych realiach byłoby rozwiązaniem kryzysu inflacyjnego marzeń. Uzdrawianie? Oczywiście. W pakiecie podstawowym. Bez kolejek, bez skierowań, bez NFZ. Szkoda tylko, że ta wersja "boskiego trybu interwencji" nie jest obecnie dostępna - bo patrząc na współczesne problemy, byłby to chyba najbardziej pożądany update systemu w historii świata.
Druga kwestia to rozwój misji. Na początku działalności Jezusa akcent pada na Izrael: "idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela" (Mt 10:5-6), oraz "jestem posłany tylko do owiec z domu Izraela" (Mt 15:24). A następnie, po zmartwychwstaniu, następuje wyraźna zmiana: "idźcie i nauczajcie wszystkie narody" (Mt 28:19). Teologicznie tłumaczy się to jako stopniowe odsłanianie pełni planu zbawienia, a złośliwie, jako początkową pomyłką nie do pogodzenia z boską nieomylnością.
Trzecia sprawa to problem ofiary. Jeśli przyjąć jedność istoty Trójcy, to ukrzyżowanie staje się wydarzeniem, w którym ofiara polega na złożenie się samej sobie w ramach wewnętrznej jedności Boga. Powstaje więc pytanie nie tyle o "kto komu", ile o strukturę samego aktu: czy jest to ofiara, czy raczej wewnętrzny akt Boga wobec stworzenia, które jest jej adresatem.
Czwarty obszar dotyczy demonologii i egzorcyzmów. W Starym Testamencie świat duchowy wydaje się bardziej uporządkowany i "hierarchicznie zarządzany" - wszystko pozostaje w obrębie jednej, nadrzędnej struktury. W Nowym Testamencie sytuacja robi się już bardziej dynamiczna: pojawiają się napięcia, konflikty i duchowe "buntownicze inicjatywy" masy złych duchów, jakby ktoś nagle przestawił system z trybu stabilnego na wersję beta z dużą liczbą nieprzewidzianych błędów.
W tej wizji egzorcyści pełnią rolę swoistych "administratorów systemu", którzy próbują przywrócić porządek w duchowym środowisku. Korzystają przy tym zarówno z hardware - takich jak krzyż czy woda święcona - jak i software w rodzaju apage satanas, które można by porównać do duchowego odpowiednika polecenia "usuń wirusa i opróżnij kosz". Całość przypomina nieco walkę z wyjątkowo upartym malware, które nie chce się odinstalować mimo restartu systemu. Na tym tle często przywoływana jest historia Anneliese Michel. W latach 1975-1976 przeprowadzono nad nią - za zgodą władz kościelnych - serię egzorcyzmów, dzięki którym jej stan psychiczny uległ znacznemu pogorszeniu. Spowodowało to wycieńczenie organizmu i zgon 1 lipca 1976 roku w wieku 23 lat. Sprawa wywołała szeroką debatę o granicach między interpretacją religijną a medyczną, pokazując, że spór nie dotyczy wyłącznie wiary, ale też tego, gdzie kończy się diagnoza, a zaczyna metafora - i czy te dwa "systemy operacyjne" w ogóle da się bezpiecznie uruchamiać równolegle.
W tle pozostaje podstawowa trudność: Trójca Święta nie jest błędem logicznym, tylko konstrukcją teologiczną, która próbuje opisać jedność Boga bez redukowania jej do prostego monizmu. Problem zaczyna się wtedy, gdy tę konstrukcję czyta się jak opis zdarzeń wprost, zamiast jako próbę uchwycenia relacji, które nie mają odpowiednika w doświadczeniu empirycznym.
I być może w tym miejscu kończy się nie tyle dogmat, co możliwość jego "przekładu" na język potocznej logiki - co nie jeden zapewne skomentowałby nie tyle oburzeniem, co lekką irytacją na nadmiar systemowości tam, gdzie rzeczywistość od początku była niesystemowa. |