>Mamy prezydenta, który stawia na Amerykanów, i mamy rząd, który stawia na Europę. Przy czym obie strony rozumieją jaką jest obecnie hierarchia. To USA jest hegemonem więc związek z Waszyngtonem jawi się jako pilniejszy na dziś dzień niźli związek z Europą. Natomiast nie można deprecjonować znaczenia związków i stosunków z Europą, bo to byłaby głupota. Program SAFE to strzał w dziesiątkę moim zdaniem, ale takim samym strzałem w dziesiątkę jest dążność do utworzenia stałej bazy USA na terenie RP. Także wbrew pozorom moim zdaniem zarówno premier Tusk jak i prezydent Nawrocki wpisują się swoją polityką w te dywersyfikację bezpieczeństwa Polski.
Ilu Amerykanów jest w Europie? Jakie to ma znaczenie dla obrony konwencjonalnej? Dlaczego Europa ma zależeć w sprawie broni jądrowej w tak wielkiej mierze od Amerykanów? Dlaczego Europa nie może zdobyć tyle broni atomowej co USA, Rosja i tyle ile planują Chiny?
>Ja bym dodał np. idąc za Strategy & Future, iż Polska powinna poszerzyć swoje pole działania i powinna wyjść poza ten standardowy podział na dwa. Warszawa powinna zintensyfikować swoje relacje i partnerstwo z tymi krajami, które dzielą z Polską podobny dylemat bezpieczeństwa tj. mamy podobne zagrożenia. Są to Szwecja, Finlandia, państwa bałtyckie, Ukraina, Rumunia, i w jakimś stopniu Turcja. Czemu obok myślenia równoleżnikowego nie miałoby powstać myślenie o bezpieczeństwie na osi północ-południe?
Nie znam odpowiedzi na postawione tu przez ciebie pytanie. Ale wydaje się, że słuszne jest to co powyżej napisałeś. Dobrze jest mieć kilka opcji.
Skromnie przyjmować, spokojnie tracić - Marek Aureliusz |