Dlaczego Europa Zachodnia poparła stan wojenny w Polsce
Autor tekstu:

Spis treści:
Inwazja na Czechosłowację — inauguracja ekspansji jamalskiej
Gaz jamalski, Solidarność, stan wojenny
Jaruzelski jako twórca transformacji:
  1. Międzynarodowy Fundusz Walutowy 1981
  2. Formatowanie opozycji i nomenklatury 1982-1984
  3. Pakt Jaruzelski-Rockefeller 1985
  4. Soros zostaje namiestnikiem transformacji 1986
  5. Eksperyment słupski 1987
  6. PRL wprowadza leseferyzm 1988
  7. Okrągły Stół — przylepienie metki Solidarności do transformacji
  8. Implementacja planu Rockefellera-Sorosa
Transformacja — synteza wad socjalizmu i kapitalizmu
Ani socjalizm ani kapitalizm, lecz społeczna gospodarka rynkowa
Demokracja jako polski żywioł

*

Historia współczesna pisana jest ropą i gazem. Mankamentem narracji historycznych jest powszechne nieuwzględnianie mechanizmów zasadniczych napędzających bieg dziejów, mechanizmów gospodarczych, i ograniczanie historii do czynników lokalnych, personalno-ideologicznych. Jeśli bowiem stan wojenny wymierzony był w aspiracje antykomunistyczne, to dlaczego potępiła go włoska Partia Komunistyczna, podczas kiedy Europa Zachodnia poparła go? Kanclerz RFN Helmut Schmidt na wspólnej konferencji z NRD-owskim przywódcą Erichem Honeckerem w grudniu 1981 r. powiedział, że stan wojenny był koniecznością („Ich bedaure, dass dies Nun notwendig war"). Powiedział: „Pan Honecker jest równie jak ja zaniepokojony, że okazało się to konieczne". „Die Zeit" pisał: „Generałowi należy życzyć powodzenia, a stan wojenny zapewnia oddech samym Polakom, Rosjanom, Zachodowi".

13 grudnia 1981 r. francuski minister spraw zagranicznych Claude Cheysson oświadczył, że stan wojenny „to nie nasza sprawa, nic w tej sprawie nie zamierzamy robić". W podobnym tonie wypowiedział się austriacki kanclerz Bruno Kreyski. W 2012 Niemcy odtajnili dokumenty, które pokazywały, że rząd Thatcher miał dokładnie takie samo stanowisko: w rozmowach z Amerykanami Anglicy przekonywali, że nie tylko poprą rząd Jaruzelskiego w pacyfikacji Solidarności, ale i udzielą mu realnej pomocy. I faktycznie pomoc taka została udzielona. Gdyby nie brytyjskie zakupy węgla, rząd Jaruzelskiego mógłby nie przetrzymać amerykańskich sankcji. Amerykanie z kolei odtajnili dokumenty, które pokazują, że prawdziwym kontekstem tych wydarzeń był europejsko-amerykański spór o gazociąg.

Jedynie z polskiej perspektywy mogło się wydawać, że sprawa idzie o walkę z komunizmem. W perspektywie globalnej, czas stanu wojennego to moment największego kryzysu w łonie obozu atlantyckiego. By zrozumieć stan wojenny, trzeba uwzględnić, że jego zasadniczym kontekstem była budowa gazociągu jamalsko-nienieckiego — o który to pokłóciła się Europa z Ameryką. Europa Zachodnia przebierała wówczas nogami, by jak najszybciej połączyć się rurą z Sowietami, do czego zdecydowanie nie chciały dopuścić USA. Sytuacja analogiczna do dzisiejszego sporu o Nord Stream 2, który jest zresztą jedynie dalszym ciągiem tych wydarzeń.



Skoro wiadomo dziś, że Europa Zachodnia solidaryzowała się, ale z Jaruzelskim a nie z Solidarnością, że gra toczyła się o gaz, to dlaczego w Polsce wciąż karmieni jesteśmy mitami? Problem polega niestety na tym, że obie strony tego sporu nie mają żadnego interesu w pokazywaniu prawdziwego podłoża wydarzeń. Ludzie Solidarności nie mogą przyznać, że podłożem był gazociąg, bo w ten sposób podmywaliby antykomunistyczny wymiar zrywu, a przede wszystkim że dotyczyło to interesów globalnych a nie czysto lokalnych. Zdecydowanie lepiej być kombatantem wojny z totalitaryzmem aniżeli żołnierzem w wojnie hybrydowej. Wprawdzie jak najbardziej można udowodnić, że ruch Solidarności był zgodny z interesem polskim, jednak na poziomie emocjonalnym jest to coś zgoła innego. Strona postkomunistyczna ma dokładnie ten sam dylemat. Nie mogą przyznać, że wprowadzenie stanu wojennego na czas budowy gazociągu łączącego Zachód z Sowietami (1982-1983), to coś więcej niż tylko zbieg okoliczności.

Inwazja na Czechosłowację — inauguracja ekspansji jamalskiej

By jednak zrozumieć kontekst tych wydarzeń trzeba się cofnąć do samego początku tej historii, czyli do roku 1966, kiedy odkryto największe na świecie złoża gazowe Urengoj w regionie jamalsko-nienieckim (dziś jest to nr 2 po złożu w Zatoce Perskiej).

Dziś minęło 50 lat od tego wydarzenia, a główny spór między Europą a USA to wciąż rurociągi związane ze złożami jamalskimi. Twierdzę, że prawie wszystkie istotne wydarzenia na arenie europejskiej ostatniego półwiecza związane są z jamalskim gazem. W skali globalnej jest to konflikt najbardziej fundamentalny, gdyż prowadzi on do całkowitej zmiany geopolitycznej. Podłączenie całej Europy pod rosyjski gaz oznaczać będzie powstanie osi Moskwa-Berlin. Dla Waszyngtonu oznacza to utratę roli lidera zachodniego świata, dla Polski — rolę zakładnika imperializmu niemiecko-rosyjskiego, czyli de facto germańskiego. W okresie międzywojennym nasze Pomorze stało się zakładnikiem „korytarza" między dwoma rozdzielonymi częściami Niemiec, gdy projekt podpięcia niemieckiej gospodarki pod rosyjskie złoża dojdzie do skutku, cały nasz kraj stanie się jedynie korytarzem między Berlinem i Moskwą.

Cała Europa stała się jedynie przedmiotem rozgrywki między interesem Berlina, Moskwy i Waszyngtonu. Gdyby Europa prowadziła tutaj podmiotową politykę to obok rurociągów na Syberię powstawałyby także rurociągi na Bliski Wschód, Kaukaz itd. Nie istniałby problem monopolizacji rosyjskiej. Tymczasem od 50 buduje się w Europie jedynie rury do złóż rosyjskich a próby tworzenia alternatyw są bezwzględnie torpedowane.

Ostatnie 50 lat to historia „ekspansji jamalskiej" w Europie, która dzieli się na trzy etapy:

  1. Budowa gazociągu południowego (Braterstwo — omija Polskę): od tzw. Praskiej Wiosny do Stanu Wojennego, 1968-1983.
  2. Budowa gazociągu północnego (Jamalski — omija Ukrainę): okres polskiej transformacji, 1985-1999.
  3. Budowa gazociągów podmorskich, omijających zarówno Ukrainę jak i Polskę. XXI wiek.


Jeśli idzie o demitologizację tej historii, Czesi są nieco dalej niż my. Choć inwazja wojska Układu Warszawskiego na Czechosłowację, największa operacja wojskowa po II wojnie światowej, świetnie nadaje się na mit dławienia antykomunizmu, w czeskiej prasie mamy analizy, które dowodzą, że głównym jej celem było zabezpieczenie projektu gazociągu na Zachód. „Czy inwazja z sierpnia 1968 była ekstremalną reakcją Moskwy na Praską Wiosnę czy po prostu cynicznym niezbędnym warunkiem wstępnym dla obustronnie korzystnego dealu między zachodnimi państwami kapitalistycznymi oraz komunistycznym Związkiem Radzieckim dotyczącym tranzytu gazu ziemnego?" - pyta magazyn związany z nowym premierem Czech, Andrzejem Babiszem, i odpowiada słowami eksperta energetycznego Vratislava Ludvíka: „Począwszy od drugiej połowy lat 60. atmosfera w ostro podzielonej Europie zaczęła się nieco odmrażać. Pod koniec dekady odbyły się pierwsze rozmowy na temat dostaw dużej ilości rosyjskiego gazu między ZSRR z jednej strony, a Austrią, Niemcami, Włochami i Francją z drugiej strony. Następnie miała miejsce stopniowa budowa systemu rurociągów tranzytowych przebiegających przez Czechosłowację. Niektórzy wiążą sowiecką okupację Czechosłowacji z zabezpieczeniem przez ZSRR kontroli terytorialnej nad przyszłą trasą eksportu rosyjskiego gazu. Poparciem dla tej teorii jest fakt, że rury pod ten gazociąg pierwotnie zostały położone w Polsce, lecz na późniejszym etapie przeniesiono je do Czechosłowacji. Ponadto 12 grudnia 1970 rząd czechosłowacki przyjął ściśle tajną rezolucję w sprawie budowy rurociągu tranzytowego." Magazyn ujawnił dokument z którego wynika, że ZSRR w latach 60. podpisał porozumienie na długoterminowe dostawy gazu dla Zachodniej Europy. Świadkowie twierdzą, że obejmował on okres 30 lat. Dokument dowodzi, że rząd czechosłowacki dostał od ZSRR polecenie zbudowania gazociągu z najwyższym priorytetem.

Jak podaje Andreas Heinrich, decyzja eksportu gazu zapadła w roku 1966. Pierwsza część gazociągu Braterstwo została zbudowana w 1967 i obejmowała Ukrainę i dzisiejszą Słowację. Dostawy do Austrii ruszyły w roku 1968. Oddzielna nitka miała być pociągnięta do Polski. W 1973 zbudowano nitkę biegnącą przez Czechy do NRD oraz RFN. W 1974 rozpoczęły się dostawy do Włoch. W tym pierwszym okresie Sowieci tłoczyli na Zachód gaz galicyjski oraz charkowski, który jednak w latach 70. zaczął się kończyć (jednocześnie do krajów Bloku Wschodniego tłoczono gaz z Orenburga nad rzeką Ural, poprzez gazociąg Sojuz).

Warto tutaj dodać, że pierwszym międzynarodowym gazociągiem sowieckim był gazociąg zbudowany w Dwudziestoleciu przez polską spółkę Polmin, łączący galicyjskie złoża w Daszawie (dziś Ukraina) z Centralnym Okręgiem Przemysłowym, gdzie gaz był wykorzystywany w szczególności do produkcji wodoru w Mościcach. Na mocy ustaleń w Jałcie gazociąg przejęli Sowieci. Stąd naturalnym było, że gazociąg do Niemiec projektowany był początkowo przez Polskę.



Gazociąg galicyjski

Gaz jamalski, Solidarność, stan wojenny

Prawdziwy przełom rozpoczął się z początkiem 1978, kiedy Sowieci zaproponowali Europie Zachodniej podłączenie do gigantycznych złóż syberyjskich poprzez gazociąg jamalski dedykowany tylko dla zachodnich odbiorców. Miał on biec przez Polskę. Umowa została zawarta latem 1979: RFN zobowiązała się wyłożyć 20 mld marek za pośrednictwem ponad 20 banków. Był to największy kontrakt między blokiem wschodnim a zachodnim. Oznaczało to zwielokrotnienie dotychczasowych dostaw, a tym samym więzi gospodarczych. W Niemczech oznaczało to wzrost konsumpcji sowieckiego gazu z 10 mld m3 do 20 mld m3, a więc do 30% całego zużycia. Dla Austrii, Francji, Holandii, Włoch i Belgii trafiać miało łącznie 30 mld m3 gazu.

Co oczywiste, plany te były korzystne dla Europy Zachodniej i bardzo niebezpieczne dla USA, które nie mogło dopuścić do tak silnego zespolenia ekonomicznego Europy Zachodniej z sowiecką Rosją. USA rozpoczęły wówczas operację powstrzymania tego projektu. Koncentrowało się to przede wszystkim na wsparciu bardzo silnego ruchu protestu społecznego w Polsce. W połowie 1978 prezydent Carter nałożył embargo (motywowane „prawami człowieka") adresowane do amerykańskich koncernów na eksport do Bloku Wschodniego związany z budową gazociągu. U schyłku 1978 w Rzymie wybrano papieżem pierwszego Polaka, który w przeciwieństwie do Pawła VI, który wsparł Gierka, zaczął dążyć do formowania czynnego oporu społecznego. Wraz z wyborem Jana Pawła II do Polski przybyła amerykańska jednostka specjalna od operacji psychologicznych i inżynierii społecznej, co wyjawił przed śmiercią generał Petelicki. W 1979 zaczęły wybuchać bomby w Warszawie i Krakowie. W 1980 założono Solidarność, której działalność była finansowana przez CIA. W ten sposób stworzono w Polsce podłoże dla „kolorowej rewolucji". Z punktu widzenia robotników walczono o więcej wolności politycznej oraz o więcej socjalizmu. Ale z punktu widzenia sponsorów ruchu kluczowy był gazociąg.

Cel ten częściowo udało się osiągnąć. W roku 1981 budowa gazociągu jamalskiego została zawieszona. [ 1 ] Zamiast tego Sowieci rozpoczęli budowę gazociągu Urengoj-Użhorod. Był to bliźniaczy projekt wobec jamalskiego, tyle że biegł nie przez Polskę, a przez Ukrainę i Czechosłowację. Gazociąg ten występuje także pod nazwami: Jamał, Braterstwo, Transsyberyjski.

22 listopada podpisano umowę ZSRR-RFN na dostawę 10,5 mld m3 gazu przez 25 lat. Niemcy zobowiązały się dostarczyć rury wielkośrednicowe, co zneutralizowało embargo amerykańskie na ich dostawę.

Na trzy tygodnie przed wprowadzeniem stanu wojennego Breżniew pojechał do Bonn, by uspokoić zachodnich kontrahentów, którzy zaczęli się obawiać o los gazociągu w związku z coraz bardziej napiętą sytuacją w Polsce. [ 2 ] Czy sowiecka interwencja w Polsce była realna? I tak i nie. W tym sensie nie była realna, że właśnie dlatego obalony został Gierek, by jego miejsce zajął ten, który miał doświadczenie w pacyfikacji ludności i na którego można było liczyć w tej materii. Była natomiast realna w tym sensie, że Sowieci nie rozpoczęliby budowy tak kluczowego gazociągu mając na głowie rewolucję w Polsce, która mogłaby spłoszyć banki i rozsypać finansowanie. Skoro dla zabezpieczenia pierwszego etapu budowy gazociągu Sowieci zwalili się na Czechy z taką masą wojska, to dlaczego nie mieliby tego samego zrobić, gdy gra toczyła się o ostatni etap tej budowy? Zachodni kontrahenci z pewnością oczekiwali na pacyfikację nastrojów w Polsce. Czy jednak interwencja sowiecka w Polce nie sparaliżowałaby kontraktu? Interwencja w Czechosłowacji w 1968 nie zatrzymała współpracy z Zachodem. Interwencja na Ukrainie w 2013 nie zatrzymała Nord Stream II.



Jaki był związek stanu wojennego z gazociągiem? 1) Stabilizował jego budowę; 2) pozwalał rozmontować kolorową rewolucję; 3) dla USA stał się pretekstem do wprowadzenia sankcji dla firm zachodnich zaangażowanych w budowę gazociągu.

Ad. 1. W 2016 korespondent radia Wnet Paweł Bobołowicz ujawnił dokumenty ukraińskie według których zarówno społeczeństwo ukraińskie jak i polscy robotnicy pracujący przy budowie gazociągu Sojuz na Ukrainie pozytywnie odnosili się do wprowadzenia stanu wojennego w Polsce — uważali, że był to element stabilizujący w kraju.

Ad. 2. Esbecja tak sformatowała wówczas Solidarność, że w późniejszych latach Gazociąg Jamalski wybudowany został rękoma tejże Solidarności.

Ad. 3. W samej administracji amerykańskiej nie było jednomyślności co do współpracy z ZSRR. Szef ministerstwa spraw zagranicznych, gen. Alexander Haig opowiadał się za odprężeniem. Szef ministerstwa obrony, Caspar Weinberger oraz CIA chcieli blokady gazociągu. Przez cały 1981 Amerykanie usiłowali wyperswadować krajom zachodnim udział w projekcie gazociągu. Zabiegi te spełzły na niczym, opór Europy był zbyt silny. Zarzucano USA podwójne standardy: zniesiono amerykańskie embargo na sprzedaż zboża do ZSRR, choć to przecież nie było to samo, Amerykanom szczególnie zależało na tym, by zablokować transfer technologii amerykańskich, brytyjskich oraz japońskich potrzebnych do tej budowy. U schyłku roku górę zaczęło brać stanowisko Haiga. „Ogłoszenie stanu wojennego w Polsce w niedzielę 13 grudnia 1981 zmieniło wszystko" — czytamy w dokumentach ujawnionych przez Reagan Library na stronach Margaret Thatcher Foundation. Dzięki temu zwyciężyła opcja CIA. W ujawnionych dokumentach wobec obawy rozpadu Sojuszu Północnoatlantyckiego, Reagan określił przywódców europejskich jako histeryków („chicken littles"), dodając: „zaczęła się rewolucja przeciwko tej 'przeklętej sile', powinniśmy dać naszym sojusznikom do zrozumienia, że poniosą konsekwencje, jeśli nie przyłączą się — my mamy długą pamięć". Amerykańskie sankcje przeciwko Polsce zostały przez prezydenta ogłoszone na Boże Narodzenie, a 29 grudnia wymierzono cios główny: sankcje przeciwko budowie gazociągu. W projekt zaangażowanych było wiele zachodnich koncernów: John Brown Engineering (UK), Japan Steel Works, Komatsu (Japonia), Caterpillar Inc. (USA), Dresser Industries (USA), Mannesmann (Niemcy), AEG-Telefunken (Niemcy), Liebherr (Niemcy), Creusot-Loire (Francja), Nuovo Pignone (Włochy).

Thatcher bardzo źle odebrała amerykańskie sankcje, zarzucając USA, że usiłują narzucić Europie swoje prawo. Zaoferowała deal: w zamian za odstąpienie od sankcji dla europejskich firm zaangażowanych w gazociąg, Europa Zachodnia potępi stan wojenny. Naturalnie, USA nie interesowały sankcje przeciwko Polsce, lecz przeciwko gazociągowi. Dealu nie było i Europa Zachodnia nie potępiła stanu wojennego.

Okres stanu wojennego stał się największym rozłamem w ramach obozu zachodniego. Pomimo sankcji, zachodnioniemieckie banki w dniu 13 lipca 1982 zawarły ostateczny układ w Leningradzie w sprawie finansowania gazociągu, który miał prowadzić do Berlina Zachodniego. 13 listopada 1982 USA zdecydowały się znieść sankcje. Pęknięcie jakie wówczas nastąpiło w NATO zostało przypudrowane, ale ono przetrwało i się powiększa. Dziś objawia się ono w projekcie budowy „armii europejskiej", co jest projektem wymierzonym w NATO.

Gazociąg został zbudowany w latach 1982-1983. Pierwszy gaz popłynął nim w styczniu 1984. Jego inauguracja miała miejsce we Francji, która szczególnie gorliwie wystąpiła przeciwko amerykańskim sankcjom. W 1984 ZSRR został największym producentem gazu na świecie. W 1985 ZSRR wyprodukował film fabularny pt. Kontrakt stulecia, opowiadający o tym, jak Sowietom i Europie Zachodniej udało się wybudować gazociąg wbrew knowaniom CIA. W tym samym roku uruchomiono pierestrojkę, czyli transformację ZSRR, która była oczywiście elementem jamalskiej ekspansji.

Choć Europa jest także zależna od rosyjskiej ropy, warto odnotować, że rosyjska sieć ropociągów w Europie jest znacznie mniejsza. Konflikt w tej materii miał miejsce w okresie prezydentury Kennedy’ego i zakończył się zupełnie inaczej. U schyłku lat 50. ZSRR zaczął sprzedawać ropę dla Zachodniej Europy i jednocześnie kupował na zachodzie rury potrzebne do budowy rurociągów. To, co wobec Jamału podjęła administracja Reagana, w latach 60. wobec ropociągu Przyjaźń podjęła administracja Kennedy’ego. 21 listopada 1962 USA przeforsowały tajną rezolucję NATO wzywającą państwa członkowskie do zaprzestania zaopatrywania Bloku Wschodniego w rury wielkośrednicowe. [ 3 ] Szczególnie dotknęło to RFN. SPD oraz koncerny niemieckie ostro protestowały przeciwko tej decyzji, lecz rząd Adenauera podporządkował się USA (rok później podał się do dymisji i wycofał z życia politycznego). Ropociąg Przyjaźń planowany na 5,3 tys. km, ograniczył się do 4 tys. km. Nigdy nie został przedłużony do wybrzeża Morza Północnego, co ułatwiłoby Rosji ekspansję na rynek amerykański. Kennedy wyhamował ekspansję naftową Sowietów na Europę, m.in. oferując Włochom ropę tańszą od rosyjskiej. Choć popularne są dziś spiskowe teorie o tym, że zamach na Kennedy’ego to „inside job", trzeba przyznać, że kwestia blokady sowieckiego ropociągu była najlepszym motywem dla tego zamachu, dokonanego niemal w rocznicę nałożenia embarga, 22 listopada 1963 roku.

Następcy Kennedy’ego nie kontynuowali tej polityki. W efekcie sowieckie gazociągi zostały zbudowane na niemieckich rurach za pomocą amerykańskich maszyn. 1 lutego 1970 niemiecki Mannesmann zawarł kontrakt z ZSRR na dostawę 1,2 mln ton rur wielkośrednicowych, które posłużyły do budowy gazociągu z Syberii do granicy niemieckiej. W tym samym roku amerykański Caterpillar rozpoczął sprzedaż do ZSRR wielkich maszyn, które owe rury układały. Do czasu niewczesnego wprowadzenia embarga przez Cartera w 1978 obejmującego jednak tylko amerykańskie koncerny, Caterpillar zdążył dostarczyć do ZSRR ok. 2 tys. maszyn. W 1971 amerykański koncern Tenneco wyraził zainteresowanie importem gazu jamalskiego, w oparciu o gazociąg z Syberii do Murmańska, gdzie miał być skraplany do LNG i transportowany do USA. Ingerencja Cartera i Reagana na ostatnim etapie budowy gazociągu transsyberyjskiego była już zbyt późna. Przyczyną fiaska może być także i to, że USA nie były w stanie zaoferować tańszego gazu od rosyjskiego. Dzięki rewolucji łupkowej sytuacja może ulec zmianie.

Dalszy ciąg tej gazowej historii:
Anatomia kolorowych rewolucji czyli hybrydowa historia Europy Środkowej
LNG Made in Poland czyli hybrydowa historia Polski

Jaruzelski jako twórca transformacji

Od lat toczymy w Polsce spory o to, czy Jaruzelski był czy nie był pachołkiem ZSRR. Jedna część społeczeństwa bardzo źle postrzega cień CIA unoszący się nad Solidarnością. Druga część wskazuje na KGB stojące za PZPR. Optyka komunizm-antykomunizm prowadzi nas jednak donikąd. Jaruzelski nie uzależniał nas od ZSRR, po prostu nie zrobił niczego, by tę zależność poluzować. Uzależnił nas natomiast od zachodnich korporacji. W ten sposób znakomicie utrudnił drogę Polski do prawdziwej demokracji.

Prawdziwy spór dotyczy oceny transformacji. Postawa aprobaty dla transformacji i potępienia Jaruzelskiego jest niekonsekwentna. Nie ulega bowiem wątpliwości, że Jaruzelski zapoczątkował transformację polityczną w Polsce. Pierwsza prezydentura systemu pookrągłostołowego należała mu się bardziej niż Wałęsie, bo to on był twórcą tego systemu. Poniżej w punktach wskażę a) dlaczego właśnie Jaruzelskiemu należy przypisać transformację; b) dlaczego jest to system toksyczny; c) co powinno być alternatywą, zwłaszcza dziś.

1. Międzynarodowy Fundusz Walutowy 1981

Pierwszym ważnym zwiastunem zmiany stała się kwestia członkostwa w Międzynarodowym Funduszu Walutowym, czyli wiodącej instytucji zachodniej przekuwającej władzę finansową na władzę polityczną. Negocjacje w tej sprawie trwały przez pierwsze miesiące 1981. Pisał o tym w sierpniu tegoż roku New York Times, zastanawiając się, czy ZSRR zezwoli Polsce zostać członkiem IMF, skoro w 1950 zmusił ją do opuszczenia szeregów tej organizacji. Rząd PRL wystosował formalne podanie o członkostwo w dniu 6 listopada 1981, czyli na miesiąc przed wprowadzeniem stanu wojennego. [ 4 ]

Partyjni ideowcy odnosili się do tego kroku z wrogością. Po złożeniu wniosku o przyjęcie do IMF w „Żołnierzu Wolności", gazecie Ludowego Wojska Polskiego, uznawanej za drugą obok „Trybuny Ludu" tubę władzy komunistycznej, ukazał się ostry atak na politykę rządową, podnoszący, że członkostwo w IMF wepchnie Polskę w ręce „kapitalistycznych pożeraczy pieniędzy". Zamiast tego Polska Ludowa ma do dyspozycji instytucje finansowe RWPG, będące odpowiednikiem IMF oraz Banku Światowego: Międzynarodowy Bank Współpracy Ekonomicznej oraz Międzynarodowy Bank Inwestycyjny.

New York Times wskazywał, że Polska może przystąpić do IMF, ponieważ ze względu na wojnę w Afganistanie Moskwa zabiega na Zachodzie o pokazanie swej umiarkowanej twarzy, Breżniew chce pokazać, że nie zamyka się przed Zachodem, lecz to Reagan zamyka Zachód przed ZSRR. Wskazywano też, że dzięki członkostwu może zostać zapoczątkowana „zachodnia orientacja polskiej gospodarki".

Takie już plany snuto otwarcie tuż przed zaprowadzeniem stanu wojennego. Stan wojenny zawiesił wprawdzie rozpatrzenie tego wniosku na kilka lat, lecz każdego roku od 1981 negocjacje z zachodnimi bankami szły pozytywnie.

2. Formatowanie opozycji i nomenklatury 1982-1983

Głosi się dziś, że Solidarność chciała w Polsce system zachodni, podczas kiedy komuniści chcieli system wschodni. Jest to oczywiście bajeczka. Pewną wiedzę na temat kapitalizmu mieli w Polsce jedynie komuniści zajmujący się handlem międzynarodowym, uczestniczyli bowiem w międzynarodowym rynku, poznali pewne jego szanse i ryzyka. Solidarność postulowała zupełnie co innego: stworzenie prawdziwego socjalizmu. W 1980 Solidarność kojarzyła się jako ruch na rzecz nie obalenia socjalizmu, ale jego wzmocnienia. Postulaty sierpniowe nie domagały się w Polsce kapitalizmu, lecz usunięcia jego zalążków i wzmocnienia realnego socjalizmu: znieść ceny komercyjne i sprzedaż za dewizy w tzw. eksporcie wewnętrznym, podnieść wynagrodzenie, realizować pełne zaopatrzenie rynku wewnętrznego w artykuły żywnościowe, a eksportować tylko i wyłącznie nadwyżki, znieść przywileje dla partyjniaków i esbeków, obniżyć wiek emerytalny do 50 lat dla kobiet i 55 dla mężczyzn, zrównać renty i emerytury starego portfela do poziomu aktualnie wypłacanych, zapewnić pełną opiekę medyczną osobom pracującym, podnieść liczbę miejsc w żłobkach i przedszkolach, wprowadzić urlop macierzyński płatny przez okres 3 lat, wprowadzić wszystkie soboty wolne od pracy — to była pierwsza Solidarność.

Stan wojenny stał się okresem dwojakiego formatowania: rozbrojenie socjalistycznej Solidarności oraz kapitalistyczne uświadomienie towarzyszy. Głównym skutkiem stanu wojennego stało się takie sformatowanie ruchu solidarnościowego, że jego stery przejęli ci, którzy nie stanowili konkurencji politycznej. Chodziło zatem o odsunięcie na margines tych liderów, którzy byli „radykałami", czyli dążyli do przejęcia władzy socjalistycznej. Albo inaczej: chodziło o takie zinfiltrowanie ruchu solidarnościowego, by można było pod jego szyldem dokonać takiej zmiany, by nic co ważne nie uległo zmianie.

Już od wczesnych lat 80. wybrani przedstawiciele komunistycznej nomenklatury odbywali swoiste podróże promocyjne na Zachód, gdzie przedstawiano im perspektywę uroków kapitalistycznych.

Po zakończeniu stanu wojennego Solidarność była już gotowa do roli żyranta demokracji. Dzięki temu całe odium wprowadzenia demokracji antyludowej spadło na Solidarność. Owa druga Solidarność, która promowała terapię szokową w likwidowaniu socjalizmu stała się jednocześnie katalizatorem wielkiego odpolitycznienia społeczeństwa.

W okresie III RP społeczeństwo w większości popierało decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego. Opierało się to na skompromitowaniu ideałów Solidarności, której przypisana została demokracja antyludowa. Naraz pałowanie Solidarności większości zaczęło się jawić jako konieczność, choć przecież na kilka miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego, w czerwcu 1981, według OBOP działania Solidarności popierało 62% Polaków, zaś działania PZPR — jedynie 6%. [ 5 ] Tymczasem w 1994 roku 54% Polaków popierało stan wojenny.

3. Pakt Jaruzelski-Rockefeller 1985

25 września 1985 miało miejsce niezwykle znamienne spotkanie Jaruzelskiego z Davidem Rockefellerem w jego siedzibie na Manhattanie. Charakterystyczne jest, że Jaruzelski spotyka się nie z przedstawicielami amerykańskiego rządu, by negocjować stosunki polsko-amerykańskie, lecz z liderem Komisji Trójstronnej, czyli swoistego bractwa 1%, międzynarodówki globalistów. Spotkanie to nie miało bynajmniej charakteru kurtuazyjnego, lecz nader roboczy, skoro potrwało dwie godziny dłużej niż zostało zaplanowane. Z jego przebiegu mamy jedynie fragmentaryczne wspomnienie spisane przez uczestniczącego w nim Zbigniewa Brzezińskiego. Według niego Jaruzelski w 1985 powiedział, że od kilku już lat przygotowywane jest w Polsce uruchomienie demokracji, dodając: „można sobie wyobrazić rozwiązania, które dziś są jeszcze trudne do wyobrażenia" i że USA powinny wspierać „reformatorską linię" partii. Stan wojenny dał towarzyszom czas na przygotowanie do procesu transformacji politycznej. Już w okresie stanu wojennego zaczęło się tworzenie pierwszych instytucji transformacji politycznej (Trybunał Konstytucyjny oraz Rzecznik Praw Obywatelskich).

4. Soros zostaje namiestnikiem transformacji 1986

12 czerwca 1986 Polska zostaje członkiem IMF, otrzymując pierwsze formalne wytyczne co do kierunku pożądanych reform. Na ich koordynatora wyznaczony został George Soros. W meldunku Wydziału XI Departamentu I MSW z dnia 22 września 1987 czytamy o planie powołania fundacji im. Batorego: „Fundatorem ma być ob. USA — Soros [Żyd węgierskiego pochodzenia, który taką fundację założył już na Węgrzech i w Chinach, a obecnie prawdopodobnie trwają rozmowy w ZSRR, gdzie ma ona także powstać], który ma zapewnić dotację w wysokości 1 mln dol. Rocznie na jej funkcjonowanie. Celem fundacji ma być wsparcie kręgów naukowych, kulturalnych i opiniotwórczych opozycyjnie nastawionych do władzy". Fundacja ma być zwolniona z podatków z prowadzonej działalności gospodarczej i opłat celnych. Typowanie jej stypendystów ma się odbywać „w konsultacji z Ministerstwem Szkolnictwa", a fundacją kierowałby zarząd, w skład którego „wszedłby również przedstawiciel rządu PRL dysponujący prawem veta wobec decyzji podejmowanych przez ten organ". Innymi słowy w 1987 komuniści rozpatrują już koncepcję fundacji finansowanej przez Sorosa, która w porozumieniu z rządem komunistycznym ma finansować działalność opozycji antykomunistycznej. W 1987 rozpoczęły się już zatem przygotowania do Okrągłego Stołu. Fundacja Batorego została oficjalnie zarejestrowana w roku 1988 i stała się najważniejszą organizacją pozarządową III RP. W tym czasie miało miejsce spotkanie Soros-Jaruzelski.

5. Eksperyment słupski 1987

Kolejnym krokiem przygotowań do odpalenia kapitalizmu w Polsce był tzw. eksperyment słupski, czyli próbne wdrożenie liberalnych reform, dopuszczających prywatną inicjatywę, w okresie od listopada 1986 do listopada 1987. W ramach owego „cudu słupskiego" powstało wówczas 200 spółek polonijnych, joint venture z udziałem kapitału zagranicznego. Słupsk nadawał się najlepiej na partyjny poligon eksperymentów społecznych, gdyż istniała tam największa struktura terenowa partii, na dodatek najmłodsza wiekowo. Młode wilki aparatu komunistycznego przygotowywały się do skoku w demokrację liberalną, w której przewodnia siła narodu miała zmienić swój charakter z politycznej na gospodarczą. 30 lipca 1987 na łamach The Wall Street Journal Jaruzelski zapowiedział wprowadzenie kapitalizmu w Polsce.

6. PRL wprowadza leseferyzm 1988

Tuż po zakończeniu eksperymentu słupskiego na kilka lat wdrożono wolny rynek, tzw. ustawą Wilczka z grudnia 1988. By był on wolny totalnie na okres dwóch lat 1988-1990 zniesiono też wydziały przestępczości gospodarczej organów ścigania.

7. Okrągły Stół — przylepienie metki Solidarności do transformacji

Okrągły stół nie był dziedzictwem Solidarności, lecz stanu wojennego. W 1989 Wałęsa zaczął forsować narrację o tym, że Solidarność nie jest gotowa do przejęcia pełnej władzy. W efekcie doszło do podzielenia się tym „ciężarem" na takiej zasadzie, że najbardziej cyniczna grupa dawnej nomenklatury dogadała się z najbardziej cyniczną grupą Solidarności o stworzeniu pod szyldem Solidarności transformacji antysolidarnościowej, czyli antyrobotniczej, poprzez implementowanie syntezy najbardziej barbarzyńskiej formy dzikiego kapitalizmu zespolonego z najgorszymi wadami realnego socjalizmu. Koordynatorem tego procesu został ekonomista wyszkolony w obu systemach politycznej ekonomii — Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR oraz Master of Business Administration Saint John's University w Nowym Jorku. Dzięki swojemu backgroundowi Balcerowicz został czołowym specjalistą marksizmu-leninizmu-monetaryzmu.

8. Implementacja planu Rockefellera-Sorosa

Program transformacji nie powstał naturalnie ani w Słupsku ani w Warszawie, lecz został sformułowany przez Sorosa, który jego szczegółowe opracowanie powierzył finansowanemu poprzez Fundację Batorego Jeffrey’owi Sachsowi [ 6 ], który przedłożył go ekspertom Solidarności latem 1989 roku. Jak podaje Sachs w swojej książce Koniec walki z nędzą, plan polskiej transformacji oparty został na terapii szokowej wdrażanej przez Sachsa w Boliwii w latach 1985-1987.

W ten oto sposób, jako efekt blisko dziesięcioletnich przygotowań, polegających na sformatowaniu Solidarności, porozumieniach z Rockefellerem, Międzynarodowym Funduszem Walutowym, Sorosem, eksperymencie słupskim, narodził się projekt zastąpienia demokracji ludowej — demokracją antyludową, która zespoliła do kupy wszystkie wady socjalizmu i kapitalizmu, dodając do tego w pakiecie politykę nowego Kulturkampfu a la Bismarck (wszystko co polskie to złe, nieporadne, zaściankowe, zbrodnicze) — i przedstawiła to społeczeństwu jako twór Solidarności.

Transformacja - synteza wad socjalizmu i kapitalizmu

Ani model czysto wschodni ani model czysto zachodni nie były dla Polski aż tak toksyczne, jak model transformacyjny, czyli synteza najgorszych cech obu modelów. Polska Gomułki była przaśna i ascetyczna, ale położyła duży nacisk na powszechną edukację tak humanistyczną jak i zawodową (dziś ideowi solidarnościowcy, jak Andrzej Gwiazda, przyznają, że edukacja tego okresu PRLu stała wyżej niż w III RP). Polska Gierka była wprawdzie skoncentrowana głównie na wielkim przemyśle i włączeniu się do globalnej wymiany handlowej, ale położyła duży nacisk na rozbudzenie konsumpcji krajowej, ambicji narodowych oraz otwarciu na wschód i zachód, rozwijając jednocześnie infrastrukturę redukowania zależności energetycznej od Rosji. Bez Gomułki i Gierka nie byłoby skali zrywu solidarnościowego.

Mainstreamowi doradcy zachodni dawali Polsce naprawdę złote rady. W 1989 Polskę odwiedził laureat Nagrody Nobla z ekonomii, Milton Friedman, który na wykładzie dla OKP mówił: „Polska nie powinna naśladować bogatych krajów zachodnich, bo nie jest bogatym krajem zachodnim. Polska powinna naśladować rozwiązania, które kraje zachodnie stosowały, gdy były tak biedne, jak Polska." W 1990 w Stoczni Gdańskiej Ronald Reagan zachęcał Polskę do transformacji w oparciu o własność pracowniczą, popularną w USA i zgodną z naturą człowieka. Gdyby implementowano te rady czołowego zachodniego ekonomisty i przywódcy zachodniego świata, Polska rozkwitłaby daleko bardziej niż w okresie Gomułki czy Gierka, ale i dalej niż w III RP.

Dlaczego jednak w kolejnych latach wdrożono system, który stanowił całkowite przeciwieństwo rad Fiedmana czy Reagana, jak i Gomułki czy Gierka? Ano dlatego, że dogadały się ze sobą najgorsze antyideowe i antyspołeczne elementy wschodu i zachodu. Zamiast Friedmana za głównego ekonomistę transformacji wzięto Sorosa, skrajnego cynika z kompleksem boga. W czasie kiedy naród żydowski eksterminowany był w obozach śmierci, Soros handlował już walutą na czarnym rynku i to w okupowanych Węgrzech. Po wojnie został magikiem, który potrafił przerobić ideały praw człowieka i działalność filantropijną w narzędzie globalnej spekulacji rynkowej. Janczarzy Sorosa działający w branży „prawoczłowiekowych endżiołsów" na całym świecie pozorują walkę o prawa różnych mniejszości poprzez masowe upośledzanie praw większości, czyli poprzez rozbijanie struktur społecznych. Walka jest pozorowana, gdyż ostatecznie tracą na tym zarówno mniejszości, jak i większości, zyskuje tylko spekulacyjny 1%, który w rozbijanych społeczeństwach przejmuje realną władzę.

Transformacja stworzyła system, który wziął z socjalizmu i kapitalizmu to co najgorsze i usunął to co sensowne. Z socjalizmu usunięto elementarne osłony socjalne robotników, pozostawiono natomiast gigantyczną biurokrację. Z kapitalizmu usunięto swobodę działalności gospodarczej, pozostawiono natomiast własność prywatną. W nowym doskonalszym PRLbis można było to, czego się nie dało w starym PRLu: wywalanie robotników na bruk i wyzyskiwanie głodowymi pensjami, bez obawy masowych strajków, gdyż nie było przeciw komu protestować, skoro właścicielami stały się pozapaństwowe i bezosobowe kapitały.

Gwiazda podawał, że kanadyjscy ekonomiści oszacowali, że 3 lata realizacji planu Balcerowicza spowodowało straty finansowe większe niż II Wojna Światowa. Nie wiem czy jest to prawda, ale z całą pewnością to właśnie w okresie „terapii" Balcerowicza poupadało szereg takich firm, które działały ponad wiek i które przetrwały wszystkie możliwe systemy gospodarcze, włącznie z dwoma wojnami światowymi.

Obchody stanu wojennego w 2016 uważam za przełomowe, bo wtedy wreszcie po raz pierwszy w obchodach rządowych wybrzmiała przede wszystkim krytyka transformacji. W wyniku terapii szokowej Balcerowicza życie odebrało sobie znacznie więcej osób niż straciło je w okresie stanu wojennego — należy o tym pamiętać. Nie oznacza to obrony stanu wojennego, a jedynie powiązanie tragicznych gospodarczo i społecznie lat 90. z tragicznymi latami 80. i usunięcie sztucznej między nimi cezury 1989 roku, która fałszuje rzeczywistość.

W 1989 nie wprowadzono w Polsce żadnej demokracji ani też systemu na wzór amerykański. W okresie rządów Reagana powstało pęknięcie polityczne między Europą Zachodnią a USA. Polska poszła za wytycznymi Europy Zachodniej, czyli tej grupy państw, które faktycznie popierały wprowadzenie stanu wojennego w Polsce i które pragnęły bliskiej współpracy z Sowietami. Między deklaracją o rozwiązaniu ZSRR a umową o powołaniu UE minęło dokładnie 43 dni czyli zaledwie 6 tygodni. W zasadzie można przyjąć, że rozwiązanie ZSRR i zawiązanie UE nastąpiło jednocześnie, gdyż umowa o powołaniu UE została parafowana w miesiącu w którym rozwiązano ZSRR. Można uznać, że jest to po prostu koincydencja, ale faktem jest, że UE — piękna w swoich założeniach, stała się takim samym niewydolnym molochem biurokratycznym, jak dawniej ZSRR. Stery UE przejęło pokolenie 68 (hipisowskie ukąszenie heglowskie). Po co było psuć dawne wspólnoty europejskie, które zasadzały się na idei budowy wspólnego rynku? W oparciu o cały kompleks zupełnie zbędnej nadbudowy administracyjnej idea wspólnego rynku coraz bardziej się rozmywa. Skutecznie natomiast udało się wytworzyć nowy system na wzór RWPG — wedle którego Europie Środkowej przypada rola rezerwuaru taniej siły roboczej. Trójmorze jest obecnie najlepszą nadzieją na zmianę tego układu sił w łonie samej Unii.

Ani socjalizm ani kapitalizm, lecz społeczna gospodarka rynkowa

Ofiarą sojuszu Sorosa z komunistycznymi kacykami stały się nie tylko kraje postkomunistyczne, ale i zachodnie. Transformacja nie tylko zniszczyła podstawy rozwoju w krajach postkomunistycznych, ale i storpedowała demokratyczną ewolucję państw zachodnich. Warto uświadomić sobie, że podważanie okrągłego stołu to nie tylko podważanie polskiego status quo, ale i europejskiego, dlatego UE tak gorliwie zamierza walczyć o to, aby w Polsce „było tak jak było" — jest to gra interesów, choć zupełnie faryzyjska: w ustanowieniu tego status quo Europa Zachodnia odmówiła USA prawa do narzucania swoich racji, ale by dziś go utrzymać, przyznaje sobie prawo do tego samego, czego odmówiła USA, tyle że wobec Polski.

Interakcja świata zachodniego ze światem wschodnim zainicjowała przemiany społeczno-polityczne po obu stronach Żelaznej Kurtyny. W Polsce zaczęły się pojawiać elementy kapitalizmu, w USA objawiło się to procesem jego demokratyzacji i kolektywizacji (spółki pracownicze).

Istnienie demokracji jest jednym z nowożytnych mitów. Nie dlatego, że demokracja jest zła czy nieskuteczna, ale dlatego, że jej osiągnięcie jest niezwykle trudne. Demokracja to jest ideał, do którego zmierzamy, lecz od którego jesteśmy wciąż daleko. W szczególności nie wytworzyły demokracji ani ustroje kapitalistyczne ani socjalistyczne. Socjalizm wytworzył pojęcie demokracji ludowej, kapitalizm - demokracji liberalnej. Przy czym żadna z tych form nie jest demokracją jako taką.

Esencja demokracji nie polega na mitycznych rządach większości, które sprowadzają się do tego, że większość mieszkańców może sobie raz na kilka lat wybrać, który klan polityczny będzie nimi rządził, ciesząc się całą gamą zupełnie fikcyjnych i iluzorycznych praw politycznych, nie dających żadnego realnego udziału we władzy. Demokracja to jest wspólnota ludzi wolnych i równych, która się sama rządzi. Demokrację określają trzy pojęcia: wspólnota wolnych i równych. W formie najbardziej znanej ideał demokratyczny spopularyzowało francuskie oświecenie: wolność, równość, braterstwo. Jakkolwiek żaden oświeceniowy projekt nie zdołał implementować tego w praktyce. Gdy przychodziło do praktycznej realizacji, to zawsze im wychodziło, że są to idee wzajemnie się pożerające. Głównymi dziećmi Oświecenia są socjalizm i kapitalizm.

Socjalizm stworzył demokrację ludową, która upowszechniała równość bez wolności. Kapitalizm stworzył demokrację liberalną, która upowszechniała wolność, ale bez równości.

Główna tajemnica demokracji polega na tym, że konstytuujące ją idee nie tyle nie są ze sobą sprzeczne, co w istocie nie istnieją bez siebie. Mówiąc inaczej: nie da się wprowadzić wolności bez równości i braterstwa, nie da się też wprowadzić równości bez wolności i braterstwa. Zarówno socjalistyczna równość, jak i kapitalistyczna wolność mają charakter fikcyjny. W demokracji ludowej równość nie polega bowiem na tym, że każdy jest równie silny wobec władzy, lecz na tym, że każdy jest równie bezsilny. W demokracji liberalnej wolność nie polega na tym, że każdy jest panem swojego życia, lecz na tym, że realna wolność znakomitej większości sprowadza się do wolności wyboru swojego pana, czyli pracodawcy. Oczywiście czysto teoretycznie każdy ma prawo zostać swoim własnym panem, tyle że faktyczna konstrukcja demokracji liberalnej liczbę panów stabilizuje na poziomie sławetnego 1%.

Na tym jedynie polega wyższość demokracji liberalnej nad demokracją ludową, że zawiera ów 1% demokracji — tylko bowiem wśród tego 1% mamy wspólnotę wolnych i równych. Demokracja ludowa nie zawiera nawet 1% demokracji, gdyż nawet wśród partyjnej elity nie ma tam prawdziwej wolności.

Demokracja to zjawisko dynamiczne i bezprzymiotnikowe. Mówiąc inaczej, wbrew współczesnym mitom, nie jest ona w żaden sposób związana z żadnym ustrojem ekonomicznym, społecznym czy kulturowym. Rozwija się i zanika wraz z rozrostem wspólnoty wolnych i równych. Demokracja istnieje tylko w takiej mierze w jakiej współwystępują idee wolności, równości i braterstwa. Kapitalizm to system, który preferuje kapitał. Jest on zatem demokratyczny w takim stopniu w jakim kapitał jest powszechny. W XX-wiecznym kapitalizmie liczba kapitalistów oscyluje wokół 1% i dlatego też współczesny kapitalizm jest realnie demokratyczny w 1%. Pozostałe 99% żyje iluzją demokratyczną. Prawdziwą władzę demokratyczna mają w kapitalizmie ci jedynie, którzy są kapitalistami.

Zupełnie inną formę demokracji realizowała tzw. demokracja szlachecka, która preferowała posiadanie tytułu szlacheckiego, który można było nabyć nie tylko w drodze prostego dziedziczenia, ale i kupna a także różnorakich zasług publicznych. W ten sposób demokracja szlachecka u swojego apogeum osiągnęła poziom realnej demokracji w wysokości 10%. Wprawdzie kilka razy w dziejach pojawiały się demokracje o podobnej lub nawet większej realnej partycypacji we władzy, lecz były one zazwyczaj ograniczone do miasta czy polis, czyli do niewielkiego obszaru. Można więc przyjąć, że demokracja szlachecka to była jak dotąd najwyżej rozwinięta forma ustroju demokratycznego.

Kapitalizm jest pod tym względem zasadniczo uboższy, gdyż kryterium władzy i przywileju stanowi jedynie kapitał. By współczesna demokracja mogła osiągnąć nieco wyższy poziom partycypacji musiałaby albo stworzyć całkowicie nowy system oparty nie tylko na kryterium kapitału, czyli wyjść poza kapitalizm, albo też stworzyć taki kapitalizm, który nie będzie składał się z 1% kapitalistów, ale choćby z 10% (należy dodać, że samo prowadzenie działalności gospodarczej nie czyni nas jeszcze kapitalistą; kapitalistą czyni posiadanie konkretnego kapitału - takiego, który pozwala na pełną realizację czynnych i biernych praw politycznych).

Nie twierdzę jednak, że współczesna demokracja jest z gruntu gorsza niż szlachecka. Znajduje się ona po prostu na wczesnym etapie rozwoju. Jej dalsza ewolucja może prowadzić do narodzin prawdziwej demokracji.

W ostatnich dekadach w USA pojawiły się dwa kierunki takich ewolucyjnych przemian: technologiczna i ekonomiczna. Pierwsza to pojawienie się internetu, który decentralizuje komunikację i w przyszłości może pomóc pokonać terytorialne ograniczenia rozwoju demokracji bezpośredniej. Jego rozwój w tym kierunku będzie jednak torpedowany. Nie wiadomo na ile internet pozostanie wolny.

Druga kwestia to próba upowszechnienia własności, przekształcanie robotników w drobnych kapitalistów. O ile główny problem ze wczesnym kapitalizmem polega na tym, że jest prymitywny i barbarzyński, o tyle głównym problemem z marksizmem jest to, że głosi tezy fałszywe: walka klas nie jest jakimś uniwersalnym zjawiskiem, lecz przygodną patologią źle skonstruowanego systemu, społeczeństwo wolnorynkowe nie musi być trwale rozbite na burżuazję, czyli niewielką klasę wyższą, oraz ludzi pracy, czyli wielką klasę niższą. W USA ten podział udało się w drugiej połowie XX wieku zakwestionować. Dwie trzecie społeczeństwa zaliczało się do klasy średniej. USA stworzyły warunki w których większość ludzi pracy, w tym robotnicy, mogło się zaliczać przynajmniej do niższych szczebli klasy średniej. Klasa średnia nie jest jeszcze na tyle wolna, by stanowiła realny podmiot demokratyczny, jest ona jednak na tyle bezpieczna bytowo, by nie musiała zabiegać o sprawy podstawowe, jak praca i mieszkanie, by mogła się rozwijać oraz powiększać szeregi kapitalistów.

By następował proces demokratyzacji, system podatkowy musi być tak skonstruowany by na pierwszym miejscu stawiał jednostkę i rodzinę nie zaś operacje spekulacyjne i korporacyjne. Tego rodzaju rewolucyjna zmiana nastąpiła w okresie rządów Reagana. Zazwyczaj sprowadza się je do radykalnego liberalizmu, pisząc, że obniżył podatki najbogatszym. Prawda jest natomiast taka, że jego reformy były korzystne przede wszystkim na klasy średniej i stanowiły element demokratyzacji kapitalizmu.

Proces ten został wyhamowany w ostatnich dwóch dekadach. Uważam, że główną przyczyną tej zmiany była transformacja ZSRR, w konsekwencji czego przed zachodnimi korporacjami otworzyło się eldorado Europy Środkowej, gdzie w oparciu o układ z byłymi służbami koncerny te otrzymały możliwość przejmowania wielkich przedsiębiorstw i całych branż za ułamek ich wartości. Dzięki temu uległy tak nadzwyczajnemu wzmocnieniu, że nie tylko podporządkowały sobie gospodarki środkowoeuropejskie, ale i odbudowały swą bezwzględną supremację na całym Zachodzie.

Dopiero w tym świetle widać rozmiar klęski Reagana oraz sens nieudanej blokady gazociągu. Można powiedzieć, że chęć zablokowania budowy gazociągu była działaniem antyrynkowym, wymierzonym w interesy wielu ważnych firm, ale jednak to właśnie od tej współpracy energetycznej zachodnich koncernów z systemem totalitarnym zawiązały się więzi gospodarcze, które zatrzymały globalne procesy demokratyczne — po obu stronach Żelaznej Kurtyny.

Demokracja jako polski żywioł

Mało u nas znanym faktem jest, że ten złoty dla amerykańskiego kapitalizmu okres wiąże się z Polakiem. Czołową postacią zmian okresu Reagana, ich szarą eminencją, był Daniel „Dan" Rostenkowski (1928-2010), kongresmen Demokratów, lider chicagowskiej Polonii, który jest uznawany za jednego z sześciu najważniejszych polityków amerykańskich z Chicago XX w.

W latach 80. Izba Reprezentantów zdominowana była przez demokratów a to ta izba ma główną kompetencję podatkową. Rostenkowski był przewodniczącym komisji podatkowej amerykańskiego Kongresu i to jemu USA zawdzięczają te zmiany podatkowe, które wzmocniły amerykańską klasę średnią. Te zmiany, które wzmacniały najbogatszych były dziełem Reagana, te natomiast, które wzmacniały klasę średnią tworzył Rostenkowski.

Szczególnie głośne stało się jego wystąpienie telewizyjne z 28 maja 1985, kiedy odwołując się do swego polskiego sąsiedztwa, które ma coraz mniej zaufania do amerykańskiego systemu podatkowego, przekonał społeczeństwo do reformy polegającej na uproszczeniu podatków i postawieniu w centrum człowieka a nie korporację. „Dlaczego kasjer w banku ma płacić wyższy podatek niż bank? Dlaczego stacja benzynowa ma płacić większy udział aniżeli kompania naftowa dla której pracuje? Spróbujmy opodatkować ludzi i biznes wszystkich uczciwie", wezwał by stworzyć taki system, by ulżyć przede wszystkim klasie średniej. Swoją jedenastominutową przemowę zakończył apelem do „milczącej większości", jak określił klasę średnią, by wsparła jego postulaty. „Nawet jeśli nie potrafisz przeliterować 'Rostenkowski', napisz tak jak określano mego ojca i dziada: Rosty, zaadresuj kopertę: R-O-S-T-Y, Washington D.C." W ciągu kilku dni do jego biura przyszło 75 tys. listów a Rostenkowski stał się swoistym bohaterem ludowym. 30 maja Washington Post pisał: „Narodziła się gwiazda?".



Książki poświęcone Rostenkowskiemu

Efektem był Tax Reform Act of 1986, kluczowa reforma Reagana, która w bardzo dużym stopniu uprościła system podatkowy (co jest elementarną zmianą na rzecz małych i średnich — a nie gąszcz ulg i odpisów). Zredukowała ulgi, obniżyła stawki podatkowe dla firm (max 34%) i osób fizycznych (max 28%), opodatkowała zyski kapitałowe, wprowadziła ulgi prorodzinne, podniosła kwotę wolną, wprowadziła odpisy dla niskobudżetowego budownictwa. Logika zmian polegała na usunięciu preferencji dla spekulacji kapitałowych na rzecz inwestycji produkcyjnych oraz utrzymania ludzi pracy na poziomie klasy średniej.

W 1989 Rostenkowski opracował projekt usunięcia części przywilejów podatkowych dla akcjonariatu pracowniczego, w oparciu o które idea spółki pracowniczej była wykorzystywana przez duże korporacje do pozyskiwania taniego kapitału wykorzystywanego następnie do przejęć i koncentracji kapitału. Rostenkowski proponował, by odpisy mogły dotyczyć jedynie tych spółek pracowniczych, w których akcjonariat pracowniczy stanowi minimum 30% udziałów, co de facto oznaczało odebranie przywilejów dużym korporacjom.

Donald Trump, odwołując się w kampanii do „milczącej większości", mówił językiem Rostenkowskiego, którego przed laty był jednym z ważniejszych sponsorów. Trump — absolwent jezuickiej uczelni, przez długie lata był sponsorem Partii Demokratycznej, dopiero po wielkim kryzysie zmienił orientację na Republikanów.

Nie pokładam szczególnych nadziei w Trumpie, ale widzę je w polskim żywiole. To nie przypadek, iż to akurat osoba z polskimi korzeniami stała za najfortunniejszą korektą kapitalizmu ostatnich dekad. Polacy mają szczególny talent do demokracji. W świecie monarchii stworzyliśmy najlepszą demokrację. W świecie demokracji ludowych wytworzyliśmy największy ruch ludowy. A w świecie kapitalizmu Rostenkowski wytworzył mechanizmy demokratyzacji kapitalizmu.

Nie twierdzę, że jesteśmy kimś lepszym niż Europa wschodnia czy zachodnia, lecz że najlepszą integrację Europy przyniesie ześrodkowanie jej w centrum Europy. I będzie to z korzyścią dla całego kontynentu. Nie jest przypadkiem, że w czasie gdy zachód i wschód stworzyły system żerowania na Europie Środkowej, nasz kontynent oddał pola już nie tylko Ameryce Północnej, ale i Azji Wschodniej. Przekonuje się nas, że wobec potęgi Chin czy USA potrzebujemy silniejszego eurosojuza. Jeśli jednak pójdziemy tą drogą to za jakiś czas wyprzedzi nas także i Bliski Wschód.

Systemów nie tworzą doktryny i instytucje, lecz ludzie i narody. Różne narody mają różne talenty. Naszym jest demokracja. Dla budowy demokracji na miarę XXI wieku nie wystarczy korekta tego co jest, lecz potrzebna jest zmiana paradygmatu.

Bardzo cenię francuską trójcę polityczną: „wolność, równość, braterstwo". Bardzo też cenię niemiecką trójcę polityczną: „społeczna gospodarka rynkowa". Niektórzy głoszą, że „wolność, równość, braterstwo" się nie sprawdziło, bo rewolucja francuska. Ale tak samo można powiedzieć, że hasło „miłości bliźniego" się nie sprawdziło, bo niemieckie stosy. Nie musimy zmieniać tych haseł, które są tak bliskie dwóm największym narodom europejskim. Uważam, że jest to ten sam ideał demokratyczny wyrażony różnymi słowami. Chciałbym to widzieć w polskim wykonaniu.


 Przypisy:
[ 1 ] Andreas Heinrich, Export Pipelines from the CIS Region: Geopolitics, Securitization, and Political Decision-Making, Columbia University Press, 2014, s. 36.
[ 2 ] Thane Gustafson, Soviet Negotiation Strategy. The East-West Gas Pipeline Deal, 1980-1984, The Rand publication Series, Ford Foundation, luty 1985.
[ 3 ] Claus Hofhansel, Commercial Competition and National Security: Comparing U.S. and German Export Control Policies, Greenwood Publishing Group, 1996.
[ 4 ] James M. Boughton: Silent Revolution: The International Monetary Fund, 1979-1989.
[ 5 ] Andrzej Paczkowski: Pół wieku dziejów Polski.
[ 6 ] George Soros, Underwriting Democracy, New York 1991.

Mariusz Agnosiewicz
Redaktor naczelny Racjonalisty, założyciel PSR, prezes Fundacji Wolnej Myśli. Autor książek Kościół a faszyzm (2009), Heretyckie dziedzictwo Europy (2011), trylogii Kryminalne dzieje papiestwa: Tom I (2011), Tom II (2012), Zapomniane dzieje Polski (2014).
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 949  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 4  Pokaż tłumaczenia autora

 Oryginał.. (http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10173)
 (Ostatnia zmiana: 22-12-2017)