Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
181.378.434 wizyty
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7340 tekstów. Zajęłyby one 28964 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 2857 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Zawarcie konkordatu jest zawsze aktem jednostronnej rezygnacji państwa z pewnych jego prerogatyw i zobowiązań do określonych świadczeń (..)
 Nauka » Historia nauki

Rozum i przemoc [2]
Autor tekstu:

*

Niemieckie środowisko filozoficzne także zdziesiątkowane zostało przez wymuszoną emigrację. Spośród grona wielkich pozostali jednak w kraju Edmund Husserl, Karl Jaspers, Ernst Cassirer i Martin Heidegger. Ten ostatni piastował zresztą w okresie Trzeciej Rzeszy godność rektora uniwersytetu we Fryburgu i był członkiem NSDAP… Reżim hitlerowski domagał się od filozofów spełnienia wyraźnie określonej funkcji usługowej — stworzenia filozofii na miarę ustanowionego ładu społecznego; takiej, która — mówiąc słowami Frania Böhma — wzięłaby na siebie obowiązek „umacniania własnej rasy". Do wykonania tego zadania nie byli niezbędni myśliciele wybitnego formatu. Z niemałym zapałem podjęli się go ludzie w rodzaju cytowanego właśnie Böhma, Hermanna Glocknera, Ernsta Krieka czy Alfreda Baeumlera — postacie z drugiego planu, u których uczucie zawiści i frustracji przeradzało się często w pogardę dla tradycyjnych wartości nauki. W aktach personalnych Baeumlera znalazła się na przykład następująca adnotacja: „W walce o nadanie nauce nowej postaci oraz o narodowe odrodzenie szkoły stoi B. w pierwszym szeregu. Walczy on z całym zapamiętaniem przeciwko intelektowi". Ernst Kriek pragnął w ogóle odrzucić filozofię zastępując ją „narodowopolityczną antropologią", Böhm zaś uważał, że filozofia może usprawiedliwić swe istnienie jedynie dowodząc, jak przydatna jest w walce z racjonalizmem i wrogimi światopoglądami.

Filozofowie Trzeciej Rzeszy nie stworzyli owej oczekiwanej filozofii „rodzaju niemieckiego". Przyczyną tego niepowodzenia nie była jednak ich intelektualna ułomność, której im zresztą przypisywać nie należy. Po prostu zadanie było niewykonalne. Jaka bowiem miała być ta filozofia? Panowała zgoda, że miała być ona „niemiecka". Już jednak odpowiedź na pytanie: was ist deutsch? — budziła zawzięte spory, w których odmieniano pojęcia mętne i jawnie odwołujące się do mitów, takie jak „krew", „rasa", „duch", „dusza", czy „sposób myślenia".

Dążność do nadania panującej doktrynie filozoficznego wyrazu sprzyjała jedynie degradacji filozofii. Hitlerowcy zresztą — jak zauważył drezdeński filolog Victor Klemperer — samym wyrazem „filozofia" posługiwali się niechętnie, zastępując go „światopoglądem" (Weltanschauung). „Państwo stanu wyjątkowego" mówiąc o sobie posługiwało się zresztą mianem „państwo światopoglądowe". Ów światopoglądowy charakter wyrażał się między innymi tym, że do zadań państwa należało strzeżenie i umacnianie światopoglądu. Skąd jednak konstruktorzy tego światopoglądu czerpać mieli inspirację, skoro zawiodła filozofia? Pytanie to przywodzi na myśl odpowiedź, jakiej udzielił Hitler Breitingowi w przytoczonej przeze mnie na wstępie rozmowie. To on, Führer, miał być mózgiem. Intelektualne ubóstwo wodza Trzeciej Rzeszy nie stwarzało jednak narodowosocjalistycznym filozofom większych możliwości budowania na podstawie jego myśli jakichkolwiek światopoglądowych systemów.

Radzono sobie z tym problemem w sposób prosty. Alfred Baeumler, którego poglądy stanowiły reprezentatywny wykładnik hitlerowskiego Weltanschauung, głosił kult czynu, akcji, działania. Czyn ów miał być następstwem nie myśli, lecz decyzji podejmowanej z „niepojętej głębi". W „niepojętej głębi" duszy Führera zrodził się czyn największy — stworzenie nowych Niemiec. Zadaniem filozofa było odczytać myśl w tym czynie wyartykułowaną.

„Odczytanie" Baeumlera zawiera pochwałę przemocy, myśl o „sprawiedliwym" porządku polegającym na panowaniu silnych, apoteozę autorytarnego ładu i pochwałę systemu wodzostwa, kult totalitarnego państwa. Z drugiej strony jest w jego pismach pogarda dla humanizmu, demokracji, liberalizmu, lekceważenie intelektu i brak wiary w kompetencje rozumu ludzkiego.

Rzecz jednak ciekawa — ta życzliwość czy wręcz entuzjazm, żywiony dla państwa hitlerowskiego przez lojalną, „zaangażowaną" część środowiska filozoficznego i socjologicznego, nie zostały odwzajemnione. Gerhard Krüger, wypowiadając się w imieniu reżimu, pisał o socjologii, że „nie ma ani jednego przedstawiciela tej dyscypliny, który by w pewien sposób nie uległ fałszywym poglądom przenikającym do niej pod wpływem marksizmu". Oficjalna nieufność hitlerowskiej władzy wobec akademickiej filozofii była jeszcze głębsza. Pomimo ostentacyjnej afirmacji systemu przez część jej przedstawicieli była ona dyskredytowana, ograniczana i zwalczana. Znajdowała się na dodatek w sytuacji węża zjadającego własny ogon. Tendencje hitlerowskie silne były bowiem w samym środowisku. „Po co filozofia istnieje jeszcze dziś, tego sarna już nie wie" — szydził Ernst Kriek. Ernst Bergmann, profesor zwyczajny filozofii z Uniwersytetu Lipskiego, dodawał: "Mam nadzieję, że filozofia nie będzie nadal sterczeć niczym zgorzałe i uschnięte drzewko pośród niemieckiej wiosny".

Do likwidacji filozofii niemieckiej wszakże nie doszło i publiczna działalność filozoficznego środowiska Trzeciej Rzeszy była dość żywa. Odbywały się zjazdy, wygłaszano prelekcje, publikowano rozprawy i nauczano na uniwersytetach. "Dopiero post factum — pisze Tyrowicz — miano pojąć, czym była ta działalność rzeczywiście — współuczestniczeniem w systemie, dla którego już żadna filozofia usprawiedliwienia znaleźć nie mogła".

*

Zarówno przedmiot, jak metoda badawcza dawały pracującym w hitlerowskich Niemczech fizykom większe niż socjologom czy filozofom szansę zachowania intelektualnej niezawisłości i przeciwstawienia się roszczeniom totalitarnej władzy. Nie oznacza to, że fizyka i inne nauki matematyczno-przyrodnicze tworzyły w życiu umysłowym Trzeciej Rzeszy oazę, gdzie wierni swemu szlachetnemu powołaniu uczeni oddawać się mogli zgłębianiu tajemnic Natury, nie zwracając uwagi na pieniące się wokół duchowe i moralne barbarzyństwo. Fizycy niemieccy także przecież byli obywatelami państwa totalitarnego i stanowisko Urzędu Nauki NSDAP, w myśl którego „duch nauki prawdziwej to pokrewieństwo z państwem", ich także do czegoś zobowiązywało. Wszystkich uczonych dotyczyły przeprowadzone przez reżim zmiany struktury instytucjonalnej nauki czy rasistowskie ustawy. Polityczne podziały wreszcie, jakie spowodował hitleryzm w całym społeczeństwie, przenosiły się też na środowisko fizyków, wśród których znaleźli się zarówno „wrogowie" Rzeszy, zdeklarowani zwolennicy nowego systemu, jak i ludzie „przejściowo wyobcowani". Jak wszędzie tak i tu wrogów, zarówno „rasowych", jak ideologicznych, należało zniszczyć, zwolenników nagrodzić, a element niepewny zneutralizować. Pod tym względem sytuacja socjologii, filozofii i fizyki była zasadniczo podobna. Szczególny charakter nauk przyrodniczych sprawiał jednak, że neutralizacja potencjalnych wrogów nie musiała w przypadku fizyków oznaczać kresu ich naukowej kariery. Przedstawiciel nauk społecznych miał do wyboru: milczeć lub stać się apologetą reżimu. Fizyk mógł wycofać się do swego laboratorium.

Osobowość samego Hitlera miała też zapewne niemały wpływ na los nauk ścisłych w Trzeciej Rzeszy. Uważając się za artystę, któremu jedynie obowiązek spełnienia dziejowej misji politycznej przeszkodził w pełnym wykorzystaniu wrodzonego talentu, Hitler był zupełnym ignorantem w dziedzinie fizyki czy chemii. Co więcej, nie doceniał ani praktycznego znaczenia nauk przyrodniczych dla wysiłku wojennego, ani też ich społecznych i ideologicznych implikacji. Jego stosunek do nauki symbolizuje fakt, że podczas mobilizacji w roku 1939 zadbał o to, by uchronić od służby Wojskowej całą armię artystów — głównie zresztą śpiewaków i aktorów — których dokumenty wycofane zostały z komisji poborowych i zniszczone osobiście przez Hitlera. O tym, że także naukowcy okazać się mogą bardziej przydatni w laboratoriach niż w okopach, zdołano go przekonać — było to głównie zasługą Speera i Göringa — dopiero w połowie roku 1943. Wówczas jednak spośród sześciu tysięcy naukowców, których zdecydowano się wycofać z frontu, jednej trzeciej już nie odnaleziono. Specjalne względy okazywane przez Hitlera artystom miały jednak w ostatecznym rachunku zabójcze dla sztuki konsekwencje. Zły smak wodza Trzeciej Rzeszy, który obronę sztuki niemieckiej przed „degeneracją" uważał za jedną ze swych powinności wobec narodu, stał się z czasem obowiązującym kanonem.

Fizyka, pozbawiona szczególnej ochrony, była też jednak do pewnego stopnia zabezpieczona przed bezpośrednią ingerencją ze strony politycznego kierownictwa. Nauki społeczne, znajdujące się — jako potencjalne narzędzie manipulacji społecznymi nastrojami — w orbicie zainteresowań Ministerstwa Propagandy, były pod tym względem w gorszej sytuacji. Straty kadrowe, jakie na skutek działania ustawy z 7 kwietnia 1933 r. poniosła fizyka niemiecka, nie były procentowo tak wysokie jak w przypadku socjologii, ale mimo to należały do najcięższych w całej niemieckiej nauce. Kraj opuściło ponad 25 procent fizyków. Przyczyną dymisji było przeważnie żydowskie pochodzenie, w nielicznych przypadkach — na przykład casus Otto Neugebauera, pomówionego o prokomunistyczne sympatie — kierowano się względami ideologicznymi. Jakkolwiek dziś z historycznej perspektywy wydaje się oczywiste, że uczeni niemieccy żydowskiego pochodzenia zasadniczo skazani byli od początku na emigrację (wyjątkiem jest Gustav Hertz, który cały okres hitlerowski przeżył w Niemczech), jeśli nie na fizyczną eksterminację, nie było to równie oczywiste na początku roku 1933. Wielu ludziom zdawało się, że mają autentyczny wybór, i starali się świadomie go dokonać.

Przypadek Alberta Einsteina było stosunkowo prosty. W osobie twórcy teorii względności ucieleśniało się wszystko to, czego hitlerowcy najbardziej nienawidzili — internacjonalizm, pacyfizm, liberalizm, nie mówiąc już o syjonizmie i aktywnym poparciu, jakiego wielki uczony udzielał rządowi Republiki Weimarskiej.

W chwili przewrotu hitlerowskiego Einstein przebywał za granicą. W marcu 1933 r. wysłał list do Pruskiej Akademii Nauk z prośbą o skreślenie go z listy jej członków. W oficjalnej odpowiedzi, datowanej 7 kwietnia, władze akademii oskarżyły Einsteina, że swym postępowaniem od dawna przysługiwał się nie tylko wrogom nowego rządu, ale całego narodu niemieckiego. „(...) było to dla nas gorzkie, bolesne rozczarowanie, które prawdopodobnie i tak zmusiłoby nas do rozstania się z Panem, nawet gdybyśmy nie otrzymali Pańskiej rezygnacji". Miesiąc później książki Einsteina, wraz z innymi dziełami sprzecznymi z „duchem niemieckim", publicznie spalone zostały na stosie.

Losów wszystkich niemieckich fizyków żydowskiego pochodzenia nie sposób tu przedstawić. Trzy szczególne przypadki zasługują jednak na przypomnienie. James Franck, Richard Courant i Fritz Haber należeli do grona tych pracowników państwowych, którzy zgodnie z literą ustawy z 7 kwietnia mogli zachować swe stanowiska. Dwaj pierwsi walczyli w czasie wojny na froncie, zasługą Habera było natomiast rozwinięcie niemieckiej produkcji gazów bojowych — za co zresztą znalazł się na alianckiej liście przestępców wojennych. Pomimo tych „zasług" wszyscy trzej zostali bardzo szybko wyeliminowani z życia akademickiego.


1 2 3 4 5 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Sekret na wagę śmierci
Korzenie nauki


« Historia nauki   (Publikacja: 03-12-2004 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Krzysztof Szymborski
Historyk i popularyzator nauki. Urodzony we Lwowie, ukończył fizykę na Uniwersytecie Warszawskim. Posiada doktorat z historii fizyki. Do Stanów wyemigrował w 1981 r. Obecnie jest wykładowcą w Skidmore College w Saratoga Springs, w stanie Nowy Jork.
Jest autorem kilku książek popularnonaukowych (m.in. "Na początku był ocean", 1982, "Oblicza nauki", 1986, "Poprawka z natury. Biologia, kultura, seks", 1999). Współpracuje z "Wiedzą i Życie", miesięcznikiem "Charaktery", "Gazetą Wyborczą", "Polityką" i in.
Dziedziną jego najnowszych zainteresowań jest psychologia ewolucyjna, nauka i religia. Częstym wątkiem przewijającym się przez jego rozważania jest pytanie o wpływ kształtowanych przez ewolucję czynników biologicznych i psychologicznych na całą sferę ludzkiej kultury, a więc na nasze zachowania, inteligencję, życie uczuciowe i seksualne, a nawet oceny moralne.

 Liczba tekstów na portalu: 31  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Mężczyzna niepotrzebny
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3799 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365